Artykuł Filozofia w filmie

Piotr Lipski: Miłość ma dwie twarze

Czego jak czego, ale seksu w kinie nie brakuje na pewno. Są filmy przedstawiające go wprost, są takie, które prezentują go w sposób aluzyjny. Niekiedy bywa głównym tematem obrazu, kiedy indziej jest tylko jednym z elementów większej całości. Są kinomani doszukujący się treści seksualnych w dosłownie każdym filmie. Trochę z przekory proponuję zatem przyjrzeć się produkcji, w której o seksie mówi się co prawda dużo, jednak programowo ma się go nie uprawiać.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2022 nr 5 (47), s. 46–47. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Małżeństwo i seks zdają się nierozerwalnie powiązane. Odbywanie stosunków seksualnych traktowane bywa nie tylko jak przywilej, ale nawet obowiązek małżonków. Aby się o tym przekonać, wystarczy zerknąć do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Jego 23. artykuł wśród zobowiązań małżonków wymienia wspólne pożycie. Zgodnie z powszechnymi interpretacjami pożycie to obejmuje również sferę fizyczną. Czy zatem małżonkowie mogą całkowicie i rozmyślnie rezygnować z seksu? A jeśli tak, to w imię czego?

Główni bohaterowie komedii romantycznej Miłość ma dwie twarze są profesorami na Columbia University. On – grany przez Jeffa Bridgesa Gregory Larkin – wykłada matematykę. Ona – Rose Morgan zagrana przez Barbrę Streisand – literaturę. Oboje nie mają szczęścia w miłości. Oboje pragną stałego i szczęśliwego związku.

Po kolejnej porażce zrozpaczony Gregory zaczyna doszukiwać się źródeł nietrwałości swoich dotychczasowych relacji miłosnych w seksie. Postanawia znaleźć kobietę, której nie będzie pożądał fizycznie, ale z którą będzie go łączyło pokrewieństwo duchowe. Trafia – mniejsza o to, jak – na wykład z historii literatury. Prowadząca go Rose prowokacyjnie przedstawia dość nietypowe tezy na temat ludzkiej seksualności. Mówiąc o zrodzonym w średniowieczu modelu miłości dwornej, nazywa seks „śmiertelną trucizną dla miłości”. Akcentuje duchowy wymiar związków dam i rycerzy, pogardzając jakimikolwiek przejawami fizycznej bliskości, która niechybnie zniweczyłaby czystość tych związków.

Zachęcony wykładem Gregory zaprasza Rose na randkę. Szybko znajdują wspólny język i zaczynają się spotykać regularnie. Mimo dużej zażyłości ich związek pozbawiony jest kontaktów seksualnych. W świetle wspomnianych poglądów na naturę seksu nie jest to oczywiście zaskakujące. Nie okazuje się to także przeszkodą dla zawarcia ślubu. Wydaje się, że wszystko układa się dobrze, a świadomie i celowo wybrana abstynencja seksualna służy ich małżeństwu.

Jak to bywa w komediach romantycznych, wskutek nieporozumienia sytuacja zaczyna się jednak komplikować. Pisząc o wykładzie Rose, który tak bardzo przypadł do gustu Gregory’emu, pomiąłem istotny szczegół. Otóż Gregory nie wysłuchał wykładu do końca. Gdyby to zrobił, zorientowałby się, że tezy o szkodliwości seksu były w istocie prowokacją mającą odgrywać pewną rolę retoryczną w wykładzie, ale nie są podzielane przez wykładowczynię. (Swoją drogą pokazuje to, jak zgubny może być nawyk niesłuchania wykładów akademickich do końca). Zainteresowanie przystojnego profesora matematyki było dla niemającej dotychczas powodzenia u mężczyzn Rose zaskoczeniem. Po części z braku innych propozycji przyjęła oświadczyny, nie akceptując przy tym pesymizmu seksualnego swojego przyszłego męża. Choć początkowo różnica zdań nie stanowi problemu, ostatecznie okazuje się nie do zniesienia.

W tym momencie film Streisand zmienia się w raczej sztampowe romansidło. Nie uszło to uwadze krytyków powszechnie oceniających pierwszą połowę produkcji znacznie wyżej od drugiej. Ciekawie zawiązane wątki nie znajdują równie ciekawego rozwinięcia. Zachowanie bohaterów przestaje być konsekwentne. Znikają dowcipy oraz filozoficzne i ogólnokulturowe odniesienia często pojawiające się w początkowej części filmu. Najgorsze z naszej perspektywy jest natomiast to, że poruszone głębokie kwestie filozoficzne nagle gdzieś wyparowują. Kwestie te są niemniej warte uwagi.

Pisząc o osobliwych poglądach Gregory’ego, użyłem powyżej terminu „pesymizm seksualny”. Mianem tym Alan Soble, uznany filozof seksualności, określa jedno z dwóch podstawowych stanowisk z zakresu metafizyki sek­sualności. Jak łatwo się domyślić, drugim stanowiskiem jest (metafizyczny) optymizm seksualny. Oba poglądy odróżnia ocena natury ludzkiej seksualności. Według pesymistów seks jest zły sam w sobie lub z istoty do złych konsekwencji prowadzi. Optymiści postrzegają akty seksualne jako z natury wartościowe.

Przyjęcie któregoś z tych stanowisk będzie miało poważne konsekwencje dla akceptowanej etyki seksualnej. Należy jednak uważać przy wyciąganiu tych implikacji. Przykładowo seksualny pesymista nie musi potępiać wszelkich aktów seksualnych, jak w swoim naiwnym radykalizmie czyni Gregory. Z uwagi na ich ważne skutki – głównie prokreacyjne oczywiście – może pod pewnymi warunkami niektóre z nich uznawać za moralnie dopuszczalne, a nawet po prostu dobre. Z drugiej strony seksualny optymizm nie oznacza moralnie pozytywnej oceny wszystkich przejawów seksualności. Nawet dobre z natury rzeczy mogą być przecież źle wykorzystywane. Seks nie jest tu wyjątkiem, o czym świadczy chociażby powszechne potępienie gwałtów. Mimo to nie powinno być zaskoczeniem, że etyka seksualna optymisty będzie dużo mniej rygorystyczna niż pesymisty. Na jakiej zatem podstawie opowiedzieć się za którymś z tych stanowisk? (Na margine­sie zazna­czam, że przekonania religijne kwestii nie przesądzają. Zarówno wśród optymistów, jak i pesymistów znajdują się teiści i ateiści).

Gregory staje się w pewnym momencie skrajnym pesymistą. Jak wspomniałem, to właśnie w sferze seksualności doszukuje się przyczyn swoich porażek w relacjach z kobietami. W filmie nie jest jasno wyartykułowane, dlaczego seksualność ma tak niepożądane konsekwencje. W filozoficznej debacie argumen­ty oczywiście padają. Weźmy jeden przykład. Wielu pesymistów uważa, że w akcie seksualnym druga osoba zostaje sprowadzona do roli przedmiotu, przestaje być podmiotem, a staje się obiektem pożądania. Tym samym akty seksualne stają się poniekąd zaprzeczeniem relacji interpersonalnych. W kontrze do tego seksualni optymiści uważają, że akty seksualne wzmacniają więzi międzyosobowe. Z uwagi na swoją intensywność i wzajemność ułatwiają bowiem otwarcie się na drugą osobę.

A Was, Czytelnicy, czyje racje przekonują bardziej? Jesteście seksualnymi optymistami czy pesymistami? A może nigdy się nad tym nie zastanawialiście? Jeśli po obejrzeniu omawianej komedii zechcecie tę kwestię rozważyć, to poświęcony jej czas nie okaże się ostatecznie zupełnie stracony.


Piotr Lipski – adiunkt w Katedrze Teorii Poznania KUL, absolwent MISH UJ. Rodzinny człowiek (mąż Żony i ojciec gromadki dzieci), od dawna cyklista, bibliofil i miłośnik SF, od niedawna ogrodowy astroamator i introligator.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Kadr z filmu Miłość ma dwie twarze


tytuł: Miłość ma dwie twarze
reżyseria: Barbra Streisand
gatunek: romans
produkcja: USA
premiera: 15 listopada 1996

Najnowszy numer można nabyć od 2 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2023 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy