Artykuł Filozofia języka

Piotr Lipski: Sherlock Holmes i obce planety, czyli jak to się dzieje, że słowa coś oznaczają

Pomysłowe eksperymenty myślowe pomagają nam zrozumieć bardzo skomplikowane kwestie. Jedna z nich jest sensem pytania: „Jak się to dzieje, że słowa coś oznaczają?”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 5 (23), s. 12–15. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Zacznij­my od dwóch łamigłówek.

Łamigłówka dotycząca Holmesa

Sher­lock Hol­mes jest jed­ną z naj­bar­dziej zna­nych posta­ci fik­cyj­nych. Został stwo­rzo­ny przez Arthu­ra Cona­na Doyle’a, któ­ry opi­so­wi jego przy­gód poświę­cił czte­ry powie­ści i 56 opo­wia­dań. Nie­kie­dy przy­pusz­cza się, iż – kreu­jąc postać wiel­kie­go detek­ty­wa – Doy­le wzo­ro­wał się na jed­nym ze swo­ich nauczy­cie­li – Jose­phie Bel­lu. Nawet jeśli tak było, Hol­mes wciąż pozo­sta­je posta­cią fik­cyj­ną, co naj­wy­żej podob­ną do real­nie ist­nie­ją­ce­go Bel­la. Tak samo wszyst­kie przy­go­dy Hol­me­sa są histo­ria­mi zmyślonymi.

Załóż­my teraz, że w wik­to­riań­skim Lon­dy­nie rze­czy­wi­ście żył i dzia­łał detek­tyw, któ­ry dokład­nie odpo­wia­dał temu, co o Hol­me­sie napi­sał Doy­le. Miał za przy­ja­cie­la leka­rza woj­sko­we­go, z któ­rym wspól­nie wynaj­mo­wał miesz­ka­nie u star­szej pani. Miał star­sze­go bra­ta i kon­ge­nial­ne­go arcyw­ro­ga. Roz­wią­zał zagad­ki iden­tycz­ne z tymi, któ­re roz­wi­kłał fik­cyj­ny Hol­mes. Grał na skrzyp­cach, palił faj­kę i nie stro­nił od nar­ko­ty­ków. Sło­wem robił to wszyst­ko, co postać stwo­rzo­na przez Doyle’a. Załóż­my ponad­to, iż Conan Doy­le nic nie wie­dział o ist­nie­niu tego detek­ty­wa. Nigdy go nie spo­tkał, nigdy nie natknął się na żad­ną pra­so­wą wzmian­kę na jego temat, nikt mu o nim nigdy nie wspo­mniał. Swo­je­go fik­cyj­ne­go detek­ty­wa Doy­le po pro­stu wymy­ślił, upo­dab­nia­jąc go co naj­wy­żej do pew­nych zna­nych sobie osób (pośród któ­rych – jesz­cze raz podkreśl­my – nie było opi­sa­ne­go wyżej rze­czy­wi­ste­go detektywa).

Pyta­nie jest nastę­pu­ją­ce: czy ten ist­nie­ją­cy rze­czy­wi­ście, a nie­zna­ny Doyle’owi detek­tyw to Sher­lock Hol­mes? Jeśli odpo­wiedź wyda­je ci się oczy­wi­sta, to załóż dodat­ko­wo, iż ów rze­czy­wi­sty detek­tyw tak­że nazy­wał się Sher­lock Hol­mes, jego przy­ja­ciel – John Wat­son, star­sza pani – Hud­son, uli­ca, przy któ­rej wynaj­mo­wa­li miesz­ka­nie – Baker Stre­et, brat – Mycroft, a arcyw­róg – Moriar­ty. Czy rze­czy­wi­sty Hol­mes i Hol­mes Doyle’a to ten sam Hol­mes? (Zanim przej­dziesz do kolej­nej łami­głów­ki, prze­rwij na chwi­lę lek­tu­rę i zasta­nów się nad odpowiedzią).

Łamigłówka dotycząca Bliźniaczej Ziemi

Sce­na­riusz pierw­szej łami­głów­ki mógł się wyda­wać mało praw­do­po­dob­ny. Jed­nak to dopie­ro dru­ga łami­głów­ka jest fak­tycz­nie odre­al­nio­na, przez co jesz­cze mniej intu­icyj­na i wyma­ga­ją­ca więk­sze­go skupienia.

Prze­nie­śmy się wyobraź­nią w cza­sie do – powiedz­my – epo­ki Jagiel­lo­nów. Wów­czas nie­zna­na była jesz­cze ani che­mia, ani che­micz­na struk­tu­ra róż­nych sub­stan­cji, w tym wody. Wie­dzia­no, że woda jest pły­nem, gasi pra­gnie­nie, w odpo­wied­nio wyso­kich tem­pe­ra­tu­rach paru­je, a w odpo­wied­nio niskich – zama­rza, że wypeł­nia rze­ki, jezio­ra i morza. Oczy­wi­ście zna­no też sło­wo „woda” i uży­wa­no go do ozna­cze­nia opi­sa­nej cie­czy. Nie wie­dzia­no jed­nak, iż woda jest mono­tlen­kiem diwo­do­ru, a więc sub­stan­cją o che­micz­nym wzo­rze suma­rycz­nym H2O.

Wyobraź­my sobie teraz, iż gdzieś w kosmo­sie, przy­kła­do­wo w Galak­ty­ce Andro­me­dy (spo­ro dzi­wacz­nych stwo­rzeń zna­nych z SF pocho­dzi wła­śnie stam­tąd), ist­nie­je Bliź­nia­cza Zie­mia. Jest ona nie­mal dosko­na­łą repli­ką naszej Zie­mi. Jej miesz­kań­cy rów­nież żyją w epo­ce jagiel­loń­skiej (zapo­mnij­my o efek­tach rela­ty­wi­stycz­nych). Ich pla­ne­ta ma jeden księ­życ, taki sam jak nasz, takie same góry, rze­ki i rów­ni­ny, takie same rośli­ny i zwie­rzę­ta. Rok trwa tyle samo co u nas, doba rów­nież. Każ­de­mu miesz­kań­co­wi naszej Zie­mi odpo­wia­da iden­tycz­ny osob­nik żyją­cy na Bliź­nia­czej Zie­mi, noszą­cy oczy­wi­ście takie samo imię. Jest więc tam m.in. i król Jagieł­ło, i rycerz Zawi­sza, i astro­nom Koper­nik. Miesz­kań­cy Bliź­nia­czej Zie­mi mają też sub­stan­cję wyglą­da­ją­cą i zacho­wu­ją­cą się dokład­nie jak nasza woda, któ­rą tak­że ozna­cza­ją ter­mi­nem „woda”. Jedy­na rzecz róż­nią­ca obie pla­ne­ty to skład che­micz­ny owe­go pły­nu okre­śla­ne­go ter­mi­nem „woda”. Mimo iden­tycz­nych wła­sno­ści (smak, bar­wa, tem­pe­ra­tu­ry wrze­nia i zama­rza­nia itd.) u nas jest to sub­stan­cja o wzo­rze H2O, u nich sub­stan­cja o jakimś innym wzo­rze, powiedz­my XYZ. Oczy­wi­ście ani miesz­kań­cy Zie­mi nie wie­dzą o ist­nie­niu Bliź­nia­czej Zie­mi i jej miesz­kań­ców, ani na odwrót. Zarów­no jed­ni, jak i dru­dzy nie zna­ją tak­że skła­du che­micz­ne­go sub­stan­cji, któ­rą okre­śla­ją sło­wem „woda” (żyją prze­cież w epo­ce jagiellońskiej).

Pyta­nie jest podob­ne do tego z pierw­szej łami­głów­ki: czy miesz­kań­cy Bliź­nia­czej Zie­mi, uży­wa­jąc okre­śle­nia „woda”, rze­czy­wi­ście mówią o wodzie? Lub nie­co inny­mi sło­wa­mi: czy woda miesz­kań­ców Bliź­nia­czej Zie­mi i nasza woda to ta sama sub­stan­cja? (Podob­nie jak poprzed­nio, zanim zaczniesz czy­tać dalej, zasta­nów się chwi­lę nad odpowiedzią).

Rozwiązania

Pro­ble­my filo­zo­ficz­ne czę­sto nie mają jed­ne­go, powszech­nie akcep­to­wa­ne­go roz­wią­za­nia. Tak samo jest w przy­pad­ku powyż­szych zaga­dek. Odpo­wie­dzi na koń­czą­ce obie łami­głów­ki pyta­nia są raczej wyznacz­ni­ka­mi, czymś w rodza­ju papier­ka lak­mu­so­we­go wska­zu­ją­ce­go poglą­dy odpo­wia­da­ją­ce­go. Ci, któ­rzy odpo­wie­dzie­li prze­czą­co na oba pyta­nia, są seman­tycz­ny­mi eks­ter­na­li­sta­mi, w prze­ci­wień­stwie do udzie­la­ją­cych twier­dzą­cych odpo­wie­dzi seman­tycz­nych inter­na­li­stów. Jeśli ktoś odpo­wie­dział prze­czą­co na pierw­sze pyta­nie oraz twier­dzą­co na dru­gie, to jest eks­ter­na­li­stą seman­tycz­nym w kwe­stii nazw wła­snych (indy­wi­du­al­nych imion poje­dyn­czych obiek­tów, np. Kasz­tan­ka), ale inter­na­li­stą, jeże­li idzie o nazwy rodza­jo­we (nazwy ozna­cza­ją­ce wie­le obiek­tów jed­ne­go rodza­ju, np. koń). W odwrot­nym przy­pad­ku (twier­dzą­ca odpo­wiedź na pierw­sze, prze­czą­ca na dru­gie pyta­nie), któ­ry intu­icyj­nie wyda­je się naj­mniej atrak­cyj­ny, sytu­acja będzie oczy­wi­ście ana­lo­gicz­nie odwrot­na (inter­na­lizm w mate­rii nazw wła­snych, eks­ter­na­lizm – nazw rodzajowych).

Potra­fisz już zatem nazwać swo­je poglą­dy w oma­wia­nej kwe­stii. Czas je wyjaśnić.

Własności wewnętrzne i relacyjne

W tym celu nale­ży wpro­wa­dzić roz­róż­nie­nie na wła­sno­ści wewnętrz­ne i rela­cyj­ne. Wła­sność wewnętrz­na to taka, o któ­rej posia­da­niu decy­du­je wyłącz­nie stan wewnętrz­ny przed­mio­tu posia­da­ją­ce­go tę wła­sność, tzn. stan nie­odwo­łu­ją­cy się do cze­goś zewnętrz­ne­go wobec przed­mio­tu. Nato­miast posia­da­nie wła­sno­ści rela­cyj­nej przy­naj­mniej czę­ścio­wo zale­ży od czyn­ni­ków zewnętrz­nych wobec obiek­tu będą­ce­go pod­mio­tem wła­sno­ści, od rela­cji do innych obiek­tów. Nale­ży dodać, iż nie cho­dzi tu o rela­cję przy­czy­no­we­go wywo­ły­wa­nia wła­sno­ści, gdyż zarów­no wła­sno­ści wewnętrz­ne, jak i rela­cyj­ne mogą być skut­kiem dzia­ła­nia czyn­ni­ków zewnętrznych.

Aby lepiej zro­zu­mieć te nie­co zawi­łe roz­róż­nie­nia, posłuż­my się przy­kła­dem. Powiedz­my, że two­ja sio­stra była nie­daw­no w Chi­nach i przy­wio­zła ci w pre­zen­cie ślicz­ną fili­żan­kę – a jak­że! – z chiń­skiej por­ce­la­ny. Nie­ste­ty, twój nie­zdar­ny brat fili­żan­kę zbił. Chcąc wyna­gro­dzić ci stra­tę, zamó­wił iden­tycz­ną na AliE­xpres­sie. Obie fili­żan­ki mają wie­le cech wspól­nych. Są tej samej wagi i tych samych roz­mia­rów. Mają jed­na­ko­we kolo­ry i kształ­ty. Wyko­na­ne są z takie­go same­go mate­ria­łu. Wie­lu zgo­dzi się, iż wszyst­kie wymie­nio­ne cechy zale­żą wyłącz­nie od wewnętrz­nej struk­tu­ry fili­ża­nek, a ponie­waż struk­tu­ra obu jest iden­tycz­na, obie posia­da­ją wspo­mnia­ne cechy. Wymie­nio­ne wła­sno­ści są wła­sno­ścia­mi wewnętrz­ny­mi. Jest jed­nak przy­naj­mniej jed­na wła­sność, któ­ra róż­ni fili­żan­ki. Pierw­sza jest pre­zen­tem od sio­stry, a dru­ga nie. Posia­da­nie tej cechy nie zale­ży wyłącz­nie od wewnętrz­nej struk­tu­ry fili­ża­nek. Obie mają bowiem iden­tycz­ną struk­tu­rę, jed­nak jed­na posia­da tę cechę, a dru­ga nie. Bycie pre­zen­tem jest wła­sno­ścią, któ­ra zale­ży od okre­ślo­nej rela­cji łączą­cej dany przed­miot z pew­ny­mi zewnętrz­ny­mi wobec niej obiek­ta­mi (oso­bą obda­ro­wu­ją­cą i obda­ro­wa­ną), jest więc wła­sno­ścią relacyjną.

Eksternalizm i internalizm semantyczny

Spór eks­ter­na­li­zmu seman­tycz­ne­go z inter­na­li­zmem seman­tycz­nym jest spo­rem o to, jakie­go rodza­ju wła­sno­ścia­mi są zna­cze­nie oraz odnie­sie­nie wyra­żeń języ­ko­wych. Jest to spór o to, w jaki spo­sób dzię­ki wyra­że­niom języ­ka odno­si­my się do rze­czy w świe­cie, jak to się dzie­je, że może­my coś o tych rze­czach mówić. Przed­sta­wia­jąc spra­wę kolo­kwial­nie, rzecz idzie o to, czy odnie­sie­nie słów zale­ży wyłącz­nie od tego, co „mamy w gło­wach”, czy zale­ży tak­że od pew­nych oko­licz­no­ści zewnętrz­nych, czy­li czy odnie­sie­nie jest wła­sno­ścią wewnętrz­ną wyra­żeń języ­ko­wych, czy też wła­sno­ścią rela­cyj­ną. Inter­na­li­ści opo­wie­dzą się za pierw­szą moż­li­wo­ścią, eks­ter­na­li­ści za drugą.

Obie łami­głów­ki są zmo­dy­fi­ko­wa­ny­mi wer­sja­mi zna­nych eks­pe­ry­men­tów myślo­wych. Pierw­szy jest autor­stwa Sau­la Krip­ke­go, dru­gi – Hilary’ego Put­na­ma. Nie­za­leż­nie od sie­bie zaczę­li oni w latach 70. ubie­głe­go wie­ku argu­men­to­wać na rzecz pew­nych posta­ci eks­ter­na­li­zmu seman­tycz­ne­go, ini­cju­jąc tym samym jed­ną z waż­niej­szych debat filo­zo­ficz­nych ostat­nich dekad. Obaj auto­rzy odpo­wia­da­ją na posta­wio­ne w łami­głów­kach pyta­nia przecząco.

Według Krip­ke­go nazwa „Hol­mes” ozna­cza­ją­ca fik­cyj­ną postać wykre­owa­ną przez Doyle’a nie może odno­sić się do rze­czy­wi­ście ist­nie­ją­ce­go detek­ty­wa. Wie­my, kim jest Hol­mes, dzię­ki sie­ci powią­zań z inny­mi użyt­kow­ni­ka­mi języ­ka. Doy­le wymy­ślił postać genial­ne­go detek­ty­wa i nazwał ją Hol­mes, a następ­nie wpro­wa­dził tę nazwę do powszech­ne­go uży­cia, publi­ku­jąc swo­je opo­wia­da­nia. Inni użyt­kow­ni­cy języ­ka prze­ję­li odnie­sie­nie nazwy „Hol­mes” albo bez­po­śred­nio z tek­stów Doyle’a (uży­wa­li jej tak samo jak Doy­le), albo od innych użyt­kow­ni­ków języ­ka, któ­rzy z kolei prze­ję­li je od same­go Doyle’a lub od innych jesz­cze użyt­kow­ni­ków, któ­rzy prze­ję­li je od innych, któ­rzy… W każ­dym razie, kie­dy uży­wasz nazwy „Hol­mes”, uży­wasz jej na ozna­cze­nie tego same­go indy­wi­du­um, któ­re ozna­cza­ła nią oso­ba, od któ­rej nauczy­łeś się tej nazwy. Ta z kolei oso­ba tak­że uży­wa­ła jej tak samo jak oso­ba, od któ­rej sama dowie­dzia­ła się o Hol­me­sie itd. Osta­tecz­nie łań­cuch tego typu zależ­no­ści koń­czy się na Doyle’u, któ­ry nadał nazwę pew­ne­mu (w tym wypad­ku fik­cyj­ne­mu) obiek­to­wi. W łań­cu­chu tym nigdzie nie ma miej­sca na rze­czy­wi­ste­go detek­ty­wa opi­sa­ne­go w pierw­szej łami­głów­ce, a więc nazwa „Hol­mes” ozna­cza­ją­ca fik­cyj­ną postać nie może ozna­czać rów­nież jego. Z rze­czy­wi­stym detek­ty­wem powią­za­na jest inna sieć zależ­no­ści mię­dzy użyt­kow­ni­ka­mi języ­ka. Nawet jeśli jego imię rów­nież brzmi „Hol­mes”, to jest to inne imię, gdyż jest w inny spo­sób uwi­kła­ne w rela­cje z użyt­kow­ni­ka­mi języ­ka. O odnie­sie­niu nazwy decy­du­je nie sama „zawar­tość gło­wy” uży­wa­ją­ce­go nazwy, ale pew­ne zewnętrz­ne wobec użyt­kow­ni­ka powią­za­nia. Odnie­sie­nie nazwy jest jej wła­sno­ścią relacyjną.

W podob­nym duchu, choć nie­co ina­czej w szcze­gó­łach, Put­nam wyka­zy­wał, iż miesz­ka­niec Bliź­nia­czej Zie­mi, uży­wa­jąc nazwy „woda”, mówi o czymś innym niż Zie­mia­nin uży­wa­ją­cy tego same­go sło­wa. Mimo iden­tycz­nych sta­nów wewnętrz­nych Zie­mia­nin ma bowiem fak­tycz­nie kon­takt z sub­stan­cją o wzo­rze H2O, a Bliź­nia­czy Zie­mia­nin z XYZ.

Może się wyda­wać, że spór eks­ter­na­li­zmu z inter­na­li­zmem seman­tycz­nym (mimo sze­ro­kie­go oddzia­ły­wa­nia argu­men­tów Krip­ke­go i Put­na­ma nie wszy­scy przyj­mu­ją sta­no­wi­sko eks­ter­na­li­stycz­ne) jest wyso­ce teo­re­tycz­ną deba­tą, nie­ma­ją­cą więk­sze­go wpły­wu na bar­dziej „życio­we” pro­ble­my. Żeby się prze­ko­nać, że tak nie jest, spró­buj zasta­no­wić się przy­kła­do­wo, czy eks­ter­na­lizm moż­na połą­czyć ze scep­ty­cy­zmem typu kar­te­zjań­skie­go. For­mu­łu­jąc pyta­nie nie­co ina­czej, czy jeśli prze­ko­nu­ją cię argu­men­ty Krip­ke­go i Put­na­ma i przyj­mu­jesz sta­no­wi­sko eks­ter­na­li­zmu seman­tycz­ne­go, możesz jed­no­cze­śnie poważ­nie oba­wiać się hipo­te­zy mózgu w naczy­niu, czy­li sce­na­riu­sza zbli­żo­ne­go do tego z fil­mu Matrix?


Piotr Lip­ski – Adiunkt w Kate­drze Teo­rii Pozna­nia KUL, absol­went MISH UJ. Rodzin­ny czło­wiek (mąż Żony i ojciec gro­mad­ki dzie­ci), od daw­na cykli­sta, biblio­fil i miło­śnik SF, od nie­daw­na ogro­do­wy astro­ama­tor i introligator.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: Jędrzej Pawlaczyk

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Jest zasad­ni­cza róż­ni­ca w postrze­ga­niu dwóch Hol­me­sów: ten Doy­la to fik­cyj­ny Hol­mes, a ten dru­gi to praw­dzi­wy Hol­mes. Kto czy­ta Doy­la, ten o Hol­me­sie myśli jak o wytwo­rze fan­ta­zji. Kto zna Hol­me­sa, to takich myśli o nim nie ma. Zatem w gło­wach ludzi to dwóch róż­nych Hol­me­sów, bo mają­cych (w ich gło­wach) róż­ny sta­tus ontyczny.

    Gorzej gdy­by skom­pli­ko­wać zagad­kę: co z ludź­mi, któ­rzy zna­li Hol­me­sa i poczy­ta­li Doy­la? Dla nich to ten sam Hol­mes, mimo że Doy­le go sobie sam wymy­ślił. A co gdy­by ci, co zna­li Hol­me­sa, skon­tak­to­wa­li się z Doy­lem i doszli­by do prze­ko­na­nia, że pisarz nie znał detek­ty­wa? Uwa­żam, że (już po otrzą­śnię­ciu się z szo­ku) był­by to dla nich jeden i ten sam Holmes. 

    A co gdy­by sam Doy­le, już po stwo­rze­niu swo­jej naj­słyn­niej­szej posta­ci, dowie­dział się, że dokład­nie ktoś taki ist­niał? Jak by się teraz zapa­try­wał na swo­je­go boha­te­ra? Wyłą­czyw­szy dora­bia­nie sobie nie­stwo­rzo­nych hipo­tez (np. “To Bóg pisał moją ręką, a on wie­dział, że już taki Hol­mes ist­niał”), pew­nie i tak musiał­by uznać obie posta­ci za jed­ną. Koniec koń­ców jest moż­li­we, że przy nie­skoń­czo­nej licz­bie małp któ­raś z nich ude­rza­jąc przy­pad­ko­wo w kla­wi­sze kom­pu­te­ra powtó­rzy całe­go “Ham­le­ta”. No to Doy­le, choć było to eks­tre­mal­nie mało praw­do­po­dob­ne, opi­sał żywot praw­dzi­we­go Hol­me­sa, mimo że nic o nim wcze­śniej nie słyszał. 

    Ja wycho­dzę z zało­że­nia, że jeśli wszyst­ko jest toż­sa­me (nie tyl­ko sama postać, ale całe uni­wer­sum), to jest to ten sam Hol­mes. Ale jeśli 12 mar­ca 1886 był u Doy­la czwar­tek, a napraw­dę był pią­tek, to są dwa róż­ne świa­ty, a więc dwie róż­ne posta­cie. Z dru­giej stro­ny czy­tel­nik może nie zauwa­żyć błędu… 

    Ale to że ja coś uwa­żam, cze­goś nie zauwa­żam, nie zmie­nia sta­nu obiek­tyw­ne­go. Jeśli widzę dziew­czy­nę, a 5 minut póź­niej jej bliź­niacz­kę i bio­rę ją za tę samą dziew­czy­nę, to jest ona tą samą dziew­czy­ną, ale tyl­ko w mojej gło­wie. Hol­mes dopó­ki jest uzna­wa­ny za wytwór wyobraź­ni jest czymś róż­nym od tego z krwi i kości. Fak­tycz­nie jed­nak jest to opis praw­dzi­wej postaci. 

    A co do wody, to nazwa zmie­nia postrze­ga­nie przed­mio­tu, ale nie zmie­nia same­go przed­mio­tu, jego wła­ści­wo­ści (za wyjąt­kiem ludzi: nazwa­nie kogoś brzyd­ko zde­cy­do­wa­nie zmie­nia “przed­miot” nazwa­ny :p). Jeśli było­by moż­li­we zaist­nie­nie dwóch takich samych rze­czy co do naj­mniej­szej czą­stecz­ki, to było­by to moż­li­we, i koniec krop­ka. Może nie­ade­kwat­ny przy­kład, ale jeśli ugry­zę jabł­ko, a Ame­ry­ka­nin z dru­giej stro­ny to samo jabł­ko, to będzie to jed­no jabł­ko, cho­ciaż dla nie­go zna­ne jako “apple”. Gdy­by było ina­czej, to woda z rzek inyj­skich, była­by inną sub­stan­cją niż woda z rzek pol­skich, bo zna­na pod inną nazwą. To zna­czy, skład che­micz­ny ma pew­nie tro­chę inny, inna ska­la zanie­czysz­czeń, ale wia­do­mo, o co mi cho­dzi. Każ­dy na Zie­mi pije H2O, tyl­ko pod róż­ny­mi nazwa­mi. Jeśli była­by kopia naszej pla­ne­ty, to była­by. Jeśli ist­nie­je dru­ga taka sama rzecz, to ist­nie­je. W zało­że­niu zawar­ta jedt odpowiedź. 

    A gdy­by na obu takich samych pla­ne­tach ten sam John napił­by się tej samej wody i na jed­nej pla­ne­cie posma­ko­wa­ła­by mu, a na dru­giej nie — to czy była­by to ta sama woda (i nadal ten sam John?). 

    Piszę na smart­fo­nie, to sza­le­nie nie­wy­god­ne, im wię­cej piszę, tym wię­cej widzę moż­li­wo­ści i niu­an­sów, ale już nie mam siły. Gra­tu­lu­ję pod­ję­cia świet­ne­go tematu!

    Nicze­go, co tu wymo­dzi­łem, nie jestem pewien. Jutro spoj­rzę być może na rzecz inaczej.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy