Artykuł Filozofia języka

Piotr Lipski: Sherlock Holmes i obce planety, czyli jak to się dzieje, że słowa coś oznaczają

Pomysłowe eksperymenty myślowe pomagają nam zrozumieć bardzo skomplikowane kwestie. Jedna z nich jest sensem pytania: „Jak się to dzieje, że słowa coś oznaczają?”.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 5 (23), s. 12–15. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Zaczni­jmy od dwóch łamigłówek.

Łamigłówka dotycząca Holmesa

Sher­lock Holmes jest jed­ną z najbardziej znanych postaci fik­cyjnych. Został stwor­zony przez Arthu­ra Conana Doyle’a, który opisowi jego przygód poświę­cił cztery powieś­ci i 56 opowiadań. Niekiedy przy­puszcza się, iż – kreu­jąc postać wielkiego detek­ty­wa – Doyle wzorował się na jed­nym ze swoich nauczy­cieli – Jose­phie Bel­lu. Nawet jeśli tak było, Holmes wciąż pozosta­je postacią fik­cyjną, co najwyżej podob­ną do real­nie ist­niejącego Bel­la. Tak samo wszys­tkie przy­gody Holme­sa są his­to­ri­a­mi zmyślony­mi.

Załóżmy ter­az, że w wik­to­ri­ańskim Lon­dynie rzeczy­wiś­cie żył i dzi­ałał detek­tyw, który dokład­nie odpowiadał temu, co o Holme­sie napisał Doyle. Miał za przy­ja­ciela lekarza wojskowego, z którym wspól­nie wyna­j­mował mieszkanie u starszej pani. Miał starszego bra­ta i kon­ge­nial­nego arcy­wro­ga. Rozwiązał zagad­ki iden­ty­czne z tymi, które rozwikłał fik­cyjny Holmes. Grał na skrzyp­cach, pal­ił fajkę i nie stron­ił od narko­tyków. Słowem robił to wszys­tko, co postać stwor­zona przez Doyle’a. Załóżmy pon­ad­to, iż Conan Doyle nic nie wiedzi­ał o ist­nie­niu tego detek­ty­wa. Nigdy go nie spotkał, nigdy nie natknął się na żad­ną pra­sową wzmi­ankę na jego tem­at, nikt mu o nim nigdy nie wspom­ni­ał. Swo­jego fik­cyjnego detek­ty­wa Doyle po pros­tu wymyślił, upod­ab­ni­a­jąc go co najwyżej do pewnych znanych sobie osób (pośród których – jeszcze raz podkreśl­my – nie było opisanego wyżej rzeczy­wis­tego detek­ty­wa).

Pytanie jest następu­jące: czy ten ist­nieją­cy rzeczy­wiś­cie, a niez­nany Doyle’owi detek­tyw to Sher­lock Holmes? Jeśli odpowiedź wyda­je ci się oczy­wista, to załóż dodatkowo, iż ów rzeczy­wisty detek­tyw także nazy­wał się Sher­lock Holmes, jego przy­ja­ciel – John Wat­son, starsza pani – Hud­son, uli­ca, przy której wyna­j­mowali mieszkanie – Bak­er Street, brat – Mycroft, a arcy­wróg – Mori­ar­ty. Czy rzeczy­wisty Holmes i Holmes Doyle’a to ten sam Holmes? (Zan­im prze­jdziesz do kole­jnej łamigłów­ki, prz­er­wij na chwilę lek­turę i zas­tanów się nad odpowiedz­ią).

Łamigłówka dotycząca Bliźniaczej Ziemi

Sce­nar­iusz pier­wszej łamigłów­ki mógł się wydawać mało praw­dopodob­ny. Jed­nak to dopiero dru­ga łamigłówka jest fak­ty­cznie odreal­niona, przez co jeszcze mniej intu­icyj­na i wyma­ga­ją­ca więk­szego skupi­enia.

Prze­nieśmy się wyobraźnią w cza­sie do – powiedzmy – epo­ki Jagiel­lonów. Wów­czas niez­nana była jeszcze ani chemia, ani chemicz­na struk­tu­ra różnych sub­stancji, w tym wody. Wiedziano, że woda jest płynem, gasi prag­nie­nie, w odpowied­nio wyso­kich tem­per­at­u­rach paru­je, a w odpowied­nio nis­kich – zamarza, że wypeł­nia rze­ki, jezio­ra i morza. Oczy­wiś­cie znano też słowo „woda” i uży­wano go do oznaczenia opisanej cieczy. Nie wiedziano jed­nak, iż woda jest monotlenkiem diwodoru, a więc sub­stancją o chemicznym wzorze sumarycznym H2O.

Wyobraźmy sobie ter­az, iż gdzieś w kos­mosie, przykład­owo w Galak­tyce Androm­e­dy (sporo dzi­wacznych stworzeń znanych z SF pochodzi właśnie stamtąd), ist­nieje Bliź­ni­acza Ziemia. Jest ona niemal doskon­ałą rep­liką naszej Zie­mi. Jej mieszkań­cy również żyją w epoce jagiel­lońskiej (zapom­ni­jmy o efek­tach relaty­wisty­cznych). Ich plan­e­ta ma jeden księżyc, taki sam jak nasz, takie same góry, rze­ki i równiny, takie same rośliny i zwierzę­ta. Rok trwa tyle samo co u nas, doba również. Każde­mu mieszkań­cowi naszej Zie­mi odpowia­da iden­ty­czny osob­nik żyją­cy na Bliź­ni­aczej Zie­mi, noszą­cy oczy­wiś­cie takie samo imię. Jest więc tam m.in. i król Jagiełło, i ryc­erz Zaw­isza, i astronom Kopernik. Mieszkań­cy Bliź­ni­aczej Zie­mi mają też sub­stancję wyglą­da­jącą i zachowu­jącą się dokład­nie jak nasza woda, którą także oznacza­ją ter­minem „woda”. Jedy­na rzecz różnią­ca obie plan­e­ty to skład chemiczny owego płynu określanego ter­minem „woda”. Mimo iden­ty­cznych włas­noś­ci (smak, bar­wa, tem­per­atu­ry wrzenia i zamarza­nia itd.) u nas jest to sub­stanc­ja o wzorze H2O, u nich sub­stanc­ja o jakimś innym wzorze, powiedzmy XYZ. Oczy­wiś­cie ani mieszkań­cy Zie­mi nie wiedzą o ist­nie­niu Bliź­ni­aczej Zie­mi i jej mieszkańców, ani na odwrót. Zarówno jed­ni, jak i drudzy nie zna­ją także składu chemicznego sub­stancji, którą określa­ją słowem „woda” (żyją prze­cież w epoce jagiel­lońskiej).

Pytanie jest podob­ne do tego z pier­wszej łamigłów­ki: czy mieszkań­cy Bliź­ni­aczej Zie­mi, uży­wa­jąc określe­nia „woda”, rzeczy­wiś­cie mówią o wodzie? Lub nieco inny­mi słowa­mi: czy woda mieszkańców Bliź­ni­aczej Zie­mi i nasza woda to ta sama sub­stanc­ja? (Podob­nie jak poprzed­nio, zan­im zaczniesz czy­tać dalej, zas­tanów się chwilę nad odpowiedz­ią).

Rozwiązania

Prob­le­my filo­zoficzne częs­to nie mają jed­nego, powszech­nie akcep­towanego rozwiąza­nia. Tak samo jest w przy­pad­ku powyższych zagadek. Odpowiedzi na kończące obie łamigłów­ki pyta­nia są raczej wyz­nacznika­mi, czymś w rodza­ju papier­ka lak­mu­sowego wskazu­jącego poglądy odpowiada­jącego. Ci, którzy odpowiedzieli przeczą­co na oba pyta­nia, są seman­ty­czny­mi ekster­nal­is­ta­mi, w prze­ci­wieńst­wie do udziela­ją­cych twierdzą­cych odpowiedzi seman­ty­cznych inter­nal­istów. Jeśli ktoś odpowiedzi­ał przeczą­co na pier­wsze pytanie oraz twierdzą­co na drugie, to jest ekster­nal­istą seman­ty­cznym w kwestii nazw włas­nych (indy­wid­u­al­nych imion poje­dynczych obiek­tów, np. Kasz­tan­ka), ale inter­nal­istą, jeżeli idzie o nazwy rodza­jowe (nazwy oznacza­jące wiele obiek­tów jed­nego rodza­ju, np. koń). W odwrot­nym przy­pad­ku (twierdzą­ca odpowiedź na pier­wsze, przeczą­ca na drugie pytanie), który intu­icyjnie wyda­je się najm­niej atrak­cyjny, sytu­ac­ja będzie oczy­wiś­cie ana­log­icznie odwrot­na (inter­nal­izm w materii nazw włas­nych, ekster­nal­izm – nazw rodza­jowych).

Potrafisz już zatem nazwać swo­je poglądy w omaw­ianej kwestii. Czas je wyjaśnić.

Własności wewnętrzne i relacyjne

W tym celu należy wprowadz­ić rozróżnie­nie na włas­noś­ci wewnętrzne i rela­cyjne. Włas­ność wewnętrz­na to taka, o której posi­ada­niu decy­du­je wyłącznie stan wewnętrzny przed­mio­tu posi­ada­jącego tę włas­ność, tzn. stan nieod­wołu­ją­cy się do czegoś zewnętrznego wobec przed­mio­tu. Nato­mi­ast posi­adanie włas­noś­ci rela­cyjnej przy­na­jm­niej częś­ciowo zależy od czyn­ników zewnętrznych wobec obiek­tu będącego pod­miotem włas­noś­ci, od relacji do innych obiek­tów. Należy dodać, iż nie chodzi tu o relację przy­czynowego wywoły­wa­nia włas­noś­ci, gdyż zarówno włas­noś­ci wewnętrzne, jak i rela­cyjne mogą być skutkiem dzi­ała­nia czyn­ników zewnętrznych.

Aby lep­iej zrozu­mieć te nieco zaw­iłe rozróżnienia, posłużmy się przykła­dem. Powiedzmy, że two­ja sios­tra była niedawno w Chi­nach i przy­wiozła ci w prezen­cie śliczną fil­iżankę – a jakże! – z chińskiej porce­lany. Nieste­ty, twój niez­darny brat fil­iżankę zbił. Chcąc wyna­grodz­ić ci stratę, zamówił iden­ty­czną na AliEx­pressie. Obie fil­iżan­ki mają wiele cech wspól­nych. Są tej samej wagi i tych samych rozmi­arów. Mają jed­nakowe kolory i ksz­tał­ty. Wyko­nane są z takiego samego mate­ri­ału. Wielu zgodzi się, iż wszys­tkie wymienione cechy zależą wyłącznie od wewnętrznej struk­tu­ry fil­iżanek, a ponieważ struk­tu­ra obu jest iden­ty­cz­na, obie posi­ada­ją wspom­ni­ane cechy. Wymienione włas­noś­ci są włas­noś­ci­a­mi wewnętrzny­mi. Jest jed­nak przy­na­jm­niej jed­na włas­ność, która różni fil­iżan­ki. Pier­wsza jest prezen­tem od siostry, a dru­ga nie. Posi­adanie tej cechy nie zależy wyłącznie od wewnętrznej struk­tu­ry fil­iżanek. Obie mają bowiem iden­ty­czną struk­turę, jed­nak jed­na posi­a­da tę cechę, a dru­ga nie. Bycie prezen­tem jest włas­noś­cią, która zależy od określonej relacji łączącej dany przed­miot z pewny­mi zewnętrzny­mi wobec niej obiek­ta­mi (osobą obdarowu­jącą i obdarowaną), jest więc włas­noś­cią rela­cyjną.

Eksternalizm i internalizm semantyczny

Spór ekster­nal­iz­mu seman­ty­cznego z inter­nal­izmem seman­ty­cznym jest sporem o to, jakiego rodza­ju włas­noś­ci­a­mi są znacze­nie oraz odniesie­nie wyrażeń językowych. Jest to spór o to, w jaki sposób dzię­ki wyraże­niom języ­ka odnosimy się do rzeczy w świecie, jak to się dzieje, że może­my coś o tych rzeczach mówić. Przed­staw­ia­jąc sprawę kolok­wial­nie, rzecz idzie o to, czy odniesie­nie słów zależy wyłącznie od tego, co „mamy w głowach”, czy zależy także od pewnych okolicznoś­ci zewnętrznych, czyli czy odniesie­nie jest włas­noś­cią wewnętrzną wyrażeń językowych, czy też włas­noś­cią rela­cyjną. Inter­nal­iś­ci opowiedzą się za pier­wszą możli­woś­cią, ekster­nal­iś­ci za drugą.

Obie łamigłów­ki są zmody­fikowany­mi wer­s­ja­mi znanych ekspery­men­tów myślowych. Pier­wszy jest autorstwa Saula Krip­kego, dru­gi – Hilary’ego Put­na­ma. Nieza­leżnie od siebie zaczęli oni w lat­ach 70. ubiegłego wieku argu­men­tować na rzecz pewnych postaci ekster­nal­iz­mu seman­ty­cznego, inicju­jąc tym samym jed­ną z ważniejszych debat filo­zoficznych ostat­nich dekad. Obaj autorzy odpowiada­ją na postaw­ione w łamigłówkach pyta­nia przeczą­co.

Według Krip­kego nazwa „Holmes” oznacza­ją­ca fik­cyjną postać wykre­owaną przez Doyle’a nie może odnosić się do rzeczy­wiś­cie ist­niejącego detek­ty­wa. Wiemy, kim jest Holmes, dzię­ki sieci pow­iązań z inny­mi użytkown­ika­mi języ­ka. Doyle wymyślił postać genial­nego detek­ty­wa i nazwał ją Holmes, a następ­nie wprowadz­ił tę nazwę do powszech­nego uży­cia, pub­liku­jąc swo­je opowiada­nia. Inni użytkown­i­cy języ­ka prze­jęli odniesie­nie nazwy „Holmes” albo bezpośred­nio z tek­stów Doyle’a (uży­wali jej tak samo jak Doyle), albo od innych użytkown­ików języ­ka, którzy z kolei prze­jęli je od samego Doyle’a lub od innych jeszcze użytkown­ików, którzy prze­jęli je od innych, którzy… W każdym razie, kiedy uży­wasz nazwy „Holmes”, uży­wasz jej na oznacze­nie tego samego indy­widu­um, które oznacza­ła nią oso­ba, od której nauczyłeś się tej nazwy. Ta z kolei oso­ba także uży­wała jej tak samo jak oso­ba, od której sama dowiedzi­ała się o Holme­sie itd. Ostate­cznie łańcuch tego typu zależnoś­ci kończy się na Doyle’u, który nadał nazwę pewne­mu (w tym wypad­ku fik­cyjne­mu) obiek­towi. W łańcuchu tym nigdzie nie ma miejs­ca na rzeczy­wis­tego detek­ty­wa opisanego w pier­wszej łamigłów­ce, a więc nazwa „Holmes” oznacza­ją­ca fik­cyjną postać nie może oznaczać również jego. Z rzeczy­wistym detek­ty­wem pow­iązana jest inna sieć zależnoś­ci między użytkown­ika­mi języ­ka. Nawet jeśli jego imię również brz­mi „Holmes”, to jest to inne imię, gdyż jest w inny sposób uwikłane w relac­je z użytkown­ika­mi języ­ka. O odniesie­niu nazwy decy­du­je nie sama „zawartość głowy” uży­wa­jącego nazwy, ale pewne zewnętrzne wobec użytkown­i­ka pow­iąza­nia. Odniesie­nie nazwy jest jej włas­noś­cią rela­cyjną.

W podob­nym duchu, choć nieco inaczej w szczegółach, Put­nam wykazy­wał, iż mieszkaniec Bliź­ni­aczej Zie­mi, uży­wa­jąc nazwy „woda”, mówi o czymś innym niż Ziemi­an­in uży­wa­ją­cy tego samego słowa. Mimo iden­ty­cznych stanów wewnętrznych Ziemi­an­in ma bowiem fak­ty­cznie kon­takt z sub­stancją o wzorze H2O, a Bliź­ni­aczy Ziemi­an­in z XYZ.

Może się wydawać, że spór ekster­nal­iz­mu z inter­nal­izmem seman­ty­cznym (mimo sze­rok­iego odd­zi­ały­wa­nia argu­men­tów Krip­kego i Put­na­ma nie wszyscy przyj­mu­ją stanowisko ekster­nal­isty­czne) jest wysoce teo­re­ty­czną debatą, niema­jącą więk­szego wpły­wu na bardziej „życiowe” prob­le­my. Żeby się przekon­ać, że tak nie jest, spróbuj zas­tanow­ić się przykład­owo, czy ekster­nal­izm moż­na połączyć ze scep­ty­cyzmem typu kartez­jańskiego. For­mułu­jąc pytanie nieco inaczej, czy jeśli przekonu­ją cię argu­men­ty Krip­kego i Put­na­ma i przyj­mu­jesz stanowisko ekster­nal­iz­mu seman­ty­cznego, możesz jed­nocześnie poważnie obaw­iać się hipotezy mózgu w naczyniu, czyli sce­nar­iusza zbliżonego do tego z fil­mu Matrix?


Piotr Lip­s­ki – Adi­unkt w Kat­e­drze Teorii Poz­na­nia KUL, absol­went MISH UJ. Rodzin­ny człowiek (mąż Żony i ojciec gro­mad­ki dzieci), od daw­na cyk­lista, bib­liofil i miłośnik SF, od niedaw­na ogrodowy astroam­a­tor i introli­ga­tor.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: Jędrzej Pawlaczyk

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Jest zasad­nicza różni­ca w postrze­ga­niu dwóch Holmesów: ten Doy­la to fik­cyjny Holmes, a ten dru­gi to prawdzi­wy Holmes. Kto czy­ta Doy­la, ten o Holme­sie myśli jak o wyt­worze fan­tazji. Kto zna Holme­sa, to takich myśli o nim nie ma. Zatem w głowach ludzi to dwóch różnych Holmesów, bo mają­cych (w ich głowach) różny sta­tus onty­czny.

    Gorzej gdy­by skom­p­likować zagad­kę: co z ludź­mi, którzy znali Holme­sa i poczy­tali Doy­la? Dla nich to ten sam Holmes, mimo że Doyle go sobie sam wymyślił. A co gdy­by ci, co znali Holme­sa, skon­tak­towali się z Doylem i dos­zli­by do przeko­na­nia, że pis­arz nie znał detek­ty­wa? Uważam, że (już po otrząśnię­ciu się z szoku) był­by to dla nich jeden i ten sam Holmes.

    A co gdy­by sam Doyle, już po stworze­niu swo­jej najsłyn­niejszej postaci, dowiedzi­ał się, że dokład­nie ktoś taki ist­ni­ał? Jak by się ter­az zap­a­try­wał na swo­jego bohat­era? Wyłączy­wszy dora­bi­an­ie sobie niest­wor­zonych hipotez (np. “To Bóg pisał moją ręką, a on wiedzi­ał, że już taki Holmes ist­ni­ał”), pewnie i tak musi­ał­by uznać obie postaci za jed­ną. Koniec końców jest możli­we, że przy nieskońc­zonej licz­bie małp któraś z nich uderza­jąc przy­pad­kowo w klaw­isze kom­put­era powtórzy całego “Ham­le­ta”. No to Doyle, choć było to ekstremal­nie mało praw­dopodob­ne, opisał żywot prawdzi­wego Holme­sa, mimo że nic o nim wcześniej nie słyszał.

    Ja wychodzę z założe­nia, że jeśli wszys­tko jest tożsame (nie tylko sama postać, ale całe uni­w­er­sum), to jest to ten sam Holmes. Ale jeśli 12 mar­ca 1886 był u Doy­la czwartek, a naprawdę był piątek, to są dwa różne światy, a więc dwie różne posta­cie. Z drugiej strony czytel­nik może nie zauważyć błę­du…

    Ale to że ja coś uważam, czegoś nie zauważam, nie zmienia stanu obiek­ty­wnego. Jeśli widzę dziew­czynę, a 5 min­ut później jej bliź­ni­aczkę i biorę ją za tę samą dziew­czynę, to jest ona tą samą dziew­czyną, ale tylko w mojej głowie. Holmes dopó­ki jest uznawany za wytwór wyobraźni jest czymś różnym od tego z krwi i koś­ci. Fak­ty­cznie jed­nak jest to opis prawdzi­wej postaci.

    A co do wody, to nazwa zmienia postrze­ganie przed­mio­tu, ale nie zmienia samego przed­mio­tu, jego właś­ci­woś­ci (za wyjątkiem ludzi: nazwanie kogoś brzy­d­ko zde­cy­dowanie zmienia “przed­miot” nazwany :p). Jeśli było­by możli­we zaist­nie­nie dwóch takich samych rzeczy co do najm­niejszej cząstecz­ki, to było­by to możli­we, i koniec krop­ka. Może niead­ek­wat­ny przykład, ale jeśli ugryzę jabłko, a Amerykanin z drugiej strony to samo jabłko, to będzie to jed­no jabłko, cho­ci­aż dla niego znane jako “apple”. Gdy­by było inaczej, to woda z rzek inyjs­kich, była­by inną sub­stancją niż woda z rzek pol­s­kich, bo znana pod inną nazwą. To znaczy, skład chemiczny ma pewnie trochę inny, inna skala zanieczyszczeń, ale wiado­mo, o co mi chodzi. Każdy na Zie­mi pije H2O, tylko pod różny­mi nazwa­mi. Jeśli była­by kopia naszej plan­e­ty, to była­by. Jeśli ist­nieje dru­ga taka sama rzecz, to ist­nieje. W założe­niu zawarta jedt odpowiedź.

    A gdy­by na obu takich samych plan­e­tach ten sam John napił­by się tej samej wody i na jed­nej planecie pos­makowała­by mu, a na drugiej nie — to czy była­by to ta sama woda (i nadal ten sam John?).

    Piszę na smart­fonie, to sza­le­nie niewygodne, im więcej piszę, tym więcej widzę możli­woś­ci i niuan­sów, ale już nie mam siły. Grat­u­lu­ję pod­ję­cia świet­nego tem­atu!

    Niczego, co tu wymodz­iłem, nie jestem pewien. Jutro spo­jrzę być może na rzecz inaczej.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy