Artykuł Filozofia w filmie

Piotr Lipski: WALL‑E

Czasy, w których animacje były filmami wyłącznie dla dzieci, dawno minęły (jeżeli w ogóle kiedykolwiek były takie czasy). Duża w tym zasługa studia Pixar i jednej z ich najważniejszych produkcji – WALL-E.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2022 nr 6 (48), s. 48–49. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Ziemia jest zupełnie opuszczona. No, prawie zupełnie. Przebywa na niej i pracuje Wysypiskowy Automat Likwidująco-Lewarujący klasy E, czyli w skrócie WALL‑E. Jego zadaniem jest sprzątanie śmieci, które pokrywają niemal całą powierzchnię planety. Pracowity robocik wygniata z zebranych odpadów kształtne sześciany, aby następnie układać je w olbrzymie sterty przypominające sąsiadujące z nimi porzucone wieżowce wyludnionych miast. Wykonywane zajęcie uatrakcyjnia sobie, słuchając dawnej muzyki oraz wybierając spośród porządkowanych rupieci co ciekawsze okazy. Ich niebagatelną kolekcję przechowuje w kryjówce, którą najadekwatniej będzie nazwać jego domem.

Wszechobecne śmieci są niechlubnym śladem dawnej bytności człowieka. Niepohamowana konsumpcja spowodowała zanieczyszczenia tak wielkie, że uniemożliwiają życie na Ziemi. Uciekając przed nieprzyjaznym środowiskiem, ludzie przenieśli się na Aksjomat, olbrzymi statek kosmiczny pełniący funkcję luksusowego apartamentowca. Kosmiczne wygnanie ludzi miało być przejściowe. Pozostawione na planecie roboty miały ją sprzątnąć i przygotować do rekolonizacji. Skażenie okazało się jednak na tyle poważne, że planów nie udało się zrealizować. Od czasu exodusu ludzi mija właśnie 700 lat. Spośród wszystkich automatów sprzątających działa już tylko WALL‑E.

Jego codzienną rutynę przerywa przybycie wysłanej z Aksjomatu sondy EVE. Jej zadaniem jest poszukiwanie oznak życia na Ziemi. WALL‑E jest zachwycony EVE od pierwszego wejrzenia, choć ona początkowo podchodzi do niego nieufnie. Pierwsze lody udaje się dość szybko przełamać. Uciekając przed burzą piaskową, trafiają do kryjówki Walliego, gdzie ten puszcza EVE stare musicale i prezentuje zgromadzone „skarby”. Na widok najnowszej zdobyczy Walliego, a więc małej roślinki wyrastającej ze starego buta, zachowanie EVE raptownie się zmienia. Chwyta ten rzadki okaz flory, ukrywa we własnych wnętrznościach i przechodzi w tryb uśpienia, jak gdyby oczekując na przybycie transportu. I rzeczywiście po pewnym czasie zjawia się statek kosmiczny, który zabiera ją z powrotem na Aksjomat. WALL‑E w ostatniej chwili chwyta się startującej rakiety i wyrusza za EVE w przestrzeń kosmiczną. Rozpoczyna podróż, która zmieni losy nie tylko jego i EVE, ale również całej ludzkości.

Ta opowiadająca historię miłości dwóch robotów animacja Pixara zyskała status pozycji klasycznej. Zdobyła kilkadziesiąt prestiżowych nagród, w tym Oscara. Zebrała niemal same pozytywne recenzje. Wymieniana jest na wysokich miejscach we wszystkich chyba rankingach filmów animowanych. Za sukces odpowiedzialna jest niewątpliwie artystyczna wrażliwość twórców. Cały film jest jej dowodem, ale pierwsze pół godziny to czysta poezja. Samotność Walliego, jego zauroczenie EVE, początkowa nieufność tej ostatniej i wreszcie rodząca się między robotami więź przedstawione są niemalże bez słów, głównie za pomocą wizualnych środków filmowego wyrazu. Widać tu wpływ filmów Charliego Chaplina i Bustera Keatona, które w czasie pracy nad animacją członkowie ekipy filmowej oglądali codziennie.

Poza tym WALL‑E zawiera typowe znaki rozpoznawcze Pixara. Jest więc emocjonalny rollercoaster – od radości przez nostalgię do smutku i z powrotem. Jest dbałość o urocze detale dowodzące kunsztu twórców, a sprawiające frajdę widzom. (Przykładowo, kiedy WALL‑E osłania EVE parasolem, zostaje kilku­krotnie rażony piorunem. Łatwo przeoczyć, że przed pierwszym uderzeniem wskaźnik naładowania jego akumulatora jest na niskim poziomie, a tuż po uderzeniu skacze do maksimum. Więcej takich perełek – a jest ich sporo – poszukajcie, Czytelnicy, sami. Podpowiem tylko, że m.in. ukryta jest tam wersja filozoficznego problemu znanego jako statek Tezeusza. Poza tym pojawiają się liczne nawiązania do innego kultowego filmu, a mianowicie 2001: Odysei kosmicznej Stanley’a Kubricka). Są też mądrze podjęte poważne tematy, choć podane w przystępnej formie.

Powszechne są opinie, że WALL‑E zawiera zdecydowaną krytykę konsumpcjonizmu. Rzeczywiście trudno jej nie dostrzec. Można jednak nie zauważyć, że przebiega ona dwutorowo. To, co rzuca się w oczy od razu, to zagrożenie dla środowiska naturalnego. Wysypisko śmieci, w które zamieniona została Ziemia, a które niestrudzenie od kilku wieków sprząta tytułowy bohater, jest oczywistą przestrogą przed nieumiarkowaną konsumpcją. Zdewastowana planeta jest jednak konsekwencją zewnętrzną wobec konsumenta. W filmie ukazano ponadto niepożądane następstwa rozbuchanej konsumpcji, które dotykają konsumenta niejako od wewnątrz, dotyczą jego natury, a więc mają charakter antropologiczny.

Aby je dostrzec, wystarczy przyjrzeć się społeczności mieszkańców Aksjomatu. Nikt nie porusza się o własnych siłach. Wszyscy przemieszczają się, a właściwie są przemieszczani przez automatycznie sterowane latające jak poduszkowce fotele. Wszyscy nieustannie wpatrzeni są w hologramowe ekrany. Dzięki nim komunikują się z innym – nawet jeśli ci znajdują się tuż obok – a przy okazji oglądają niekończące się reklamy. (Czy nie brzmi to niepokojąco znajomo?) Wszyscy są otyli i to do tego stopnia, że jeśli wypadną z fotela, nie są w stanie powrócić na niego o własnych siłach. Nie muszą się tym jednak przejmować, gdyż zawsze mogą liczyć na pomoc usłużnych robotów. Dzięki nim wszyscy mają wszystko na zawołanie, a przy tym nikt nie pracuje. Nikt samodzielnie nie wykonuje nawet toalety osobistej, gdyż w tym także wyręczani są przez automaty. Nie jest to, co prawda, typowe społeczeństwo konsumpcyjne (brak mechanizmów wolnorynkowych, rozwarstwienia społecznego itp.), ale nie ulega wątpliwości, że jego członkowie mają niemal nieograniczony dostęp do dóbr konsumenckich. Można powiedzieć, że jest to konsumpcjonistyczna utopia.

A jednak nie jest to społeczeństwo, do którego chciałoby się należeć. Konsek­wencją niepohamowanego konsumowania jest karykaturalna utrata samodzielności, indywidualności i samoświadomości. Nie tylko nikt nie decyduje o własnym losie, a nad wszystkim czuwa centralny komputer statku kosmicznego – AUTO. Nikt nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Zamiast żyć, członkowie tej utopijnej społeczności wegetują. I to wegetują w samotności, nie nawiązując prawdziwych relacji z nikim. (Spróbujcie, Czytelnicy, porównać sytuację mieszkańców Aksjo­matu z sytuacją osoby podłączonej do maszyny przeżyć ze słynnego eksperymentu myślowego Roberta Nozicka, o którym na łamach „Filozofuj!” pisa­no już nie raz).

Andrew Stanton – reżyser i współautor scenariusza – zapewniał kiedyś, że głównym tematem filmu nie jest konsumpcjonizm, ale irracjonalna miłość. I rzeczywiście WALL‑E to coś więcej niż prosty moralitet krytykujący konsumpcjonizm. Ale na tle tego głównego tematu wady konsumpcjonizmu stają się nawet jeszcze bardziej widoczne. Najbardziej ludzkimi bohaterami filmu okazują się bowiem dwa roboty.


Piotr Lipski – adiunkt Katedry Teorii Poznania KUL, absolwent MISH UJ. Rodzinny człowiek (mąż Żony i ojciec gromadki dzieci), od dawna cyklista, bibliofil i miłośnik SF, od niedawna ogrodowy astroamator i introligator.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Kadr z filmu WALL‑E


tytuł: WALL‑E
czas: 1 godz. 38 min
reżyseria: Andrew Stanton
scenariusz: Andrew Stanton, Jim Reardon
gatunek: animacja, familijny, SF
produkcja: USA
premiera: 23 czerwca 2008 (świat)

Najnowszy numer można nabyć od 3 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2023 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować