Artykuł Historia filozofii starożytnej

Platon: Pierścień Gygesa

Raz jeszcze sięgamy po dialog Państwo, w którym Platon kreśli wizję sprawiedliwego życia. W tej wizji ideałem jest życie zgodne z rozumem i cnotą w państwie, którym rządzą władcy-filozofowie, poświęcający swe życie badaniu prawdy i służbie społeczeństwu. Bezpośrednim powodem do rozważań jest seria zarzutów kwestionujących samą wartość sprawiedliwości. Autorem jednego z nich jest Glaukon, który przytacza opowiastkę o pierścieniu zapewniającym jego posiadaczowi niewidzialność. Opowiastka ta pozostawia Sokratesa z pytaniem: dlaczego postępować moralnie, jeśli nie przynosi to korzyści? Państwo to jeden z najdłuższych dialogów Platona, a odpowiedź Sokratesa zajmuje kolejne dziewięć ksiąg.

Tekst uka­zał się w Sokra­tes i syre­ny. 55 podró­ży filo­zo­ficz­nych po świe­cie pod­księ­ży­co­wym i nad­księ­ży­co­wym, s. 80–82. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Glau­kon: [Gyges] był paste­rzem i słu­żył u ówcze­sne­go kró­la Lidii. Kie­dy spadł wiel­ki deszcz i przy­szło trzę­sie­nie zie­mi, pękła zie­mia w pew­nym miej­scu i utwo­rzy­ła się roz­pa­dli­na w tej oko­li­cy, gdzie on pasał owce. On to zoba­czył, zdzi­wił się, zeszedł w jej głąb i ujrzał dziw­ne rze­czy, o któ­rych baj­ki opo­wia­da­ją, a mię­dzy inny­mi i konia z brą­zu, puste­go wewnątrz, któ­ry miał drzwicz­ki. Kie­dy nachy­lił się przez nie do środ­ka, zoba­czył wewnątrz tru­pa, któ­ry się wyda­wał nad­ludz­kie­go wzro­stu. Nie miał na sobie nic, tyl­ko zło­ty pier­ścień na ręku. On ścią­gnął mu ten pier­ścień i wylazł stam­tąd na górę. Kie­dy paste­rze odby­wa­li swo­je zebra­nie zwy­czaj­ne, jak co mie­sią­ca, aby kró­lo­wi donieść, co się dzie­je z trzo­da­mi, przy­szedł on i miał pier­ścień z sobą. Więc kie­dy sie­dział pomię­dzy inny­mi, obró­cił przy­pad­kiem nasa­dę kamie­nia ku sobie, ku wnę­trzu dło­ni. Kie­dy się to sta­ło, zro­bił się nie­wi­dzial­ny dla sie­dzą­cych przy nim; oni zaczę­li roz­ma­wiać tak, jak­by go nie było. Zdzi­wił się i zno­wu nama­caw­szy pier­ścień, obró­cił nasa­dę kamie­nia na zewnątrz. Jak tyl­ko ją obró­cił, zro­bił się widzial­ny. Zauwa­żyw­szy to zaczął doświad­czać swe­go pier­ście­nia, czy­by miał taką samą siłę i czy­by mu się uda­wa­ło, obra­ca­jąc nasa­dę kamie­nia ku środ­ko­wi, sta­wać się nie­wi­dzial­nym, a jeśli na zewnątrz – widzial­nym. Stwier­dziw­szy to, natych­miast się posta­rał, żeby go wśród posłań­ców wypra­wio­no do kró­la. Poszedł tam, żonę kró­lo­wi uwiódł i razem z nią zama­chu na kró­la doko­nał. Zabił go i tron po nim objął. Więc gdy­by ist­nia­ły dwa takie pier­ście­nie i jeden by sobie na palec wło­żył czło­wiek spra­wie­dli­wy, a jeden nie­spra­wie­dli­wy, to nie zna­la­zł­by się chy­ba żaden czło­wiek taki krysz­ta­ło­wy, żeby wytrwał w spra­wie­dli­wo­ści i nie śmiał­by wycią­gać ręki po cudze ani go tykać, cho­ciaż­by mu wol­no było, i z ryn­ku bez oba­wy brać, co by tyl­ko chciał, i do domów wcho­dzić, i obco­wać z kim by mu się podo­ba­ło, i zabi­jać, i z wię­zów uwal­niać, kogo by tyl­ko zechciał. I inne rze­czy robił­by pomię­dzy ludź­mi będąc do bogów podob­nym. […] Kto by dostał w ręce taką wol­ność, a nie chciał­by nigdy żad­nej krzyw­dy wyrzą­dzać i nie tykał­by tego, co cudze, wyda­wał­by się ostat­nim nędz­ni­kiem każ­de­mu, kto by go widział, i ostat­nim głup­cem. Chwa­li­li­by go ci, co się w żywe oczy nawza­jem okła­mu­ją ze stra­chu przed dozna­wa­niem krzywd. To już tak jest.

A jeśli idzie o samą oce­nę życia tych ludzi, o któ­rych mówi­my, to dopie­ro, jeśli prze­ciw­sta­wi­my czło­wie­ka naj­spra­wie­dliw­sze­go naj­nie­spra­wie­dliw­sze­mu, potra­fi­my wydać sąd słusz­ny. A jeże­li nie, to nie. Więc co to za prze­ciw­sta­wie­nie? Oto ono. Nie zabie­raj­my nic – ani nie­spra­wie­dli­we­mu z nie­spra­wie­dli­wo­ści, ani spra­wie­dli­we­mu nic ze spra­wie­dli­wo­ści. Przyj­mij­my, że jeden i dru­gi jest dosko­na­ły w kie­run­ku dzia­ła­nia sobie wła­ści­wym. Więc naprzód nie­spra­wie­dli­wy niech tak postę­pu­je, jak dziel­ni zawo­dow­cy. Na przy­kład ster­nik naj­lep­szy albo lekarz tak samo zawsze roz­róż­nia to, co nie jest moż­li­we w jego sztu­ce, i to, co jest moż­li­we. I do jed­ne­go rękę przy­kła­da, a dru­gie­go nie tyka. A jesz­cze, gdy­by mu się tam gdzieś noga przy­pad­kiem powi­nę­ła, on potra­fi to napra­wić. Tak i nie­spra­wie­dli­wy, kie­dy się będzie nale­ży­cie krzyw­dą ludz­ką bawił, wte­dy niech nikt o tym nie wie, jeże­li on ma być moc­no nie­spra­wie­dli­wy. Jeże­li się ktoś pozwa­la przy­chwy­cić, to bła­zen, trze­ba uwa­żać. A szczyt nie­spra­wie­dli­wo­ści to: ucho­dzić za spra­wie­dli­we­go nie będąc nim. Zatem przy­dziel­my czło­wie­ko­wi dosko­na­le nie­spra­wie­dli­we­mu naj­do­sko­nal­szą nie­spra­wie­dli­wość i nie ujmuj­my mu nic; pozwól­my, żeby się naj­więk­szych krzywd dopusz­czał, a zyskał sobie naj­więk­szą sła­wę jako wzór spra­wie­dli­wo­ści, a gdy­by mu się gdzieś noga powi­nę­ła, niech­by był zdol­ny to napra­wić; niech umie prze­ma­wiać pory­wa­ją­co, jeże­li jakaś jego zbrod­nia na jaw wyj­dzie, i gwałt zada­wać, jeże­li gdzieś gwał­tu potrze­ba, niech ma do tego celu odwa­gę i siłę, i przy­ja­ciół w zapa­sie, i majątek.

Kie­dy­śmy go takim zało­ży­li, postaw­my obok nie­go w myśli czło­wie­ka spra­wie­dli­we­go; niech to będzie czło­wiek pro­sty i szla­chet­ny, taki, co to, za Ajschy­lo­sem, nie wyda­wać się chce, ale chce być dziel­nym. I odej­mij­my mu dobrą opi­nię. Bo jeśli będzie uwa­ża­ny za spra­wie­dli­we­go, to będą go spo­ty­ka­ły zaszczy­ty i dary na tle takiej opi­nii. Wte­dy nie wia­do­mo, czy był­by takim dla spra­wie­dli­wo­ści, czy też dla darów i zaszczy­tów. Więc trze­ba go w myśli obe­drzeć ze wszyst­kie­go, oprócz spra­wie­dli­wo­ści, i posta­wić go w myśli w poło­że­nie wprost prze­ciw­ne pierw­sze­mu. Cho­ciaż niko­mu krzyw­dy nie wyrzą­dził, niech ma opi­nię naj­gor­szą, aby jego spra­wie­dli­wość była wysta­wio­na na pró­bę, czy on nie zmięk­nie z oba­wy przed złą opi­nią i przed tym, co za nią przy­cho­dzi. Niech idzie pro­sto – ani kro­ku wstecz – aż do śmier­ci; niech całe życie ucho­dzi za nie­spra­wie­dli­we­go będąc spra­wie­dli­wym; aby obaj doszli do osta­tecz­no­ści, jeden do szczy­tu spra­wie­dli­wo­ści, a dru­gi do krań­ca nie­spra­wie­dli­wo­ści, i wte­dy ich roz­są­dzić: któ­ry z nich szczęśliwszy.

Prze­ło­żył Wła­dy­sław Witwicki


Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy