Aktualności LSF Warsztaty

Relacja z 1. Letniej Szkoły Filozofuj [TXT, FOTO]

Miesiąc po zakończeniu 1. LSF chcemy podzielić się z Wami wrażeniami z tego pilotażowego przedsięwzięcia, które – można powiedzieć śmiało i bez fałszywej skromności – okazało się dużym sukcesem. I to na wielu płaszczyznach. Zachęcamy do lektury relacji autorstwa Gości, Uczestników i Organizatorów, tj. redaktorów „Filozofuj!”, oraz obejrzenia fotorelacji z 1. LSF.

Zapisz się do naszego newslettera

Spis relacji:
Goś­cie: Krzysiek, Marcin
Uczest­ni­cy: Ali­na, Bar­tosz, Kinga, Mag­da, Mar­i­an­na, Michał, Olga, Piotr
Redak­torzy
: Bartek, Celi­na („Pani Celin­ka”), Marcin, Moni­ka, Natalia, Robert, Staszek

Fot.: Justy­na Wasiniews­ka


Ogłoszenie ws. 1LSF można znaleźć > tutaj. Program ramowy jest > tutaj.

Znowu – nieśmi­ałe marze­nie przy­brało real­ną postać! Tak dwa lata temu było z ideą mag­a­zynu „Filo­zo­fuj!” i tak w tym roku było z ideą Let­niej Szkoły „Filo­zo­fuj!” (LSF). Co więcej, obie te idee zma­te­ri­al­i­zowały się w formie znacznie przekracza­jącej swo­je wyobraże­niowe pier­wow­zo­ry. O pow­sta­niu „Filo­zo­fuj!” pisałem przy innej okazji. Tym razem garść reflek­sji poświęcę LSF.

Czym jest LSF? To połącze­nie wypoczynku z filo­zo­fowaniem. W pro­gramie LSF znalazł się czas zarówno na wędrów­ki tatrza­ński­mi szlaka­mi, spływ Duna­jcem, seanse fil­mowe, podzi­wian­ie obrazów Witkacego w Muzeum Tatrza­ńskim, jak i warsz­taty, pogadan­ki oraz dyskus­je filo­zoficzne. Wymieni­am tylko niek­tóre z atrakcji. Było ich bard­zo dużo.

Gdy­by jed­nak opisy­wać LSF w kat­e­go­ri­ach atrakcji, jakie przewidziano w pro­gramie, to opis był­by dalece niepełny czy wręcz myl­ny. O atrak­cyjnoś­ci wydarzenia stanow­ili ludzie. Im chcę poświę­cić najwięcej miejs­ca.

Rozpocznę od naszych Goś­ci Spec­jal­nych, prowadzą­cych warsz­taty – Krzyszto­fa Wiec­zor­ka i Marci­na Będ­kowskiego. Okaza­li się tak spec­jal­ni (spe­cial), że pręd­ko przestali być gość­mi i – odkłada­jąc na bok dystynkc­je aka­demick­ie – stali się gospo­darza­mi: Krzyśkiem i Marcin­em, współt­worzą­cy­mi z nami tę Szkołę. Nie pożałowali nam jed­nak swej ogrom­nej i fachowej wiedzy aka­demick­iej, lecz ubrali ją w pop­u­larne, atrak­cyjne medi­al­nie szaty.

Mieliśmy ogromne szczęś­cie i wielką przy­jem­ność poz­nać wspani­ałych, kul­tur­al­nych, inteligent­nych młodych ludzi, którzy zech­cieli wziąć udzi­ał w LSF: Alinę, Bar­tosza, Kingę, Lenę, Magdę, Mar­i­an­nę, Michała, Mirę, Olgę, Pawła oraz Pio­tra. Przy­jechali na Szkołę z wielu różnych regionów Pol­s­ki, od Gdańs­ka po Szcza­wnicę. Mimo sporego przekro­ju wiekowego i eduka­cyjnego – od gim­nazjum do studiów dok­toranc­kich – stanow­ili dobrze rozu­miejącą się, zgraną grupę. Byliśmy zaskoczeni, że spośród osób studi­u­ją­cych (6) tylko jed­na jest na filo­zofii. Inni uczą się na matem­atyków, infor­matyków, biotech­nologów, filologów czy teatrologów. Wszys­t­kich do Murza­sich­la przy­wiodła filo­zofia i trze­ba przyz­nać, że wykon­ała ona świet­ną robotę – ściągnęła ludzi na poziomie. Zresztą, poczy­ta­j­cie ich relac­je ze Szkoły.

Last but not least – nasi Redak­torzy: Aga­ta, Artur, Bartek, Celi­na („Pani Celin­ka”), Justy­na, Łukasz, Mał­gosia, Marcin, Moni­ka, Natalia, Natasza, Staszek, Wojtek i Zuzia. Spotkaliśmy się w takim składzie po raz pier­wszy, zna­jąc się w dużej mierze tylko przez inter­net. To było niesamowicie budu­jące doświad­cze­nie, którego najis­tot­niejszy­mi ele­men­ta­mi były – według mnie – życ­zli­wość, kreaty­wność i zaan­gażowanie. Taki­mi bowiem cecha­mi, które – warto zauważyć – nieczęs­to wys­tępu­ją osob­no, a co dopiero – razem, odz­nacza­li się nasi redak­torzy. Okolicznoś­cią nieco łagodzącą te super­laty­wy była inspiru­ją­ca obec­ność wśród nas Pani Celin­ki, która – w duchu Mis­trza Twar­dowskiego – czuwała nad sprawnym i ter­mi­nowym ujaw­ni­an­iem się najlep­szych cech.

Dzięku­ję Wam wszys­tkim – Goś­ciom-Wspótwór­com, Uczest­nikom, Redak­torom – za stworze­nie czegoś, co na dłu­go zapad­nie w moją pamięć jako wydarze­nie poucza­jące i przy­jemne.

Całość okaza­ła się na tyle udana, że jeszcze pod­czas trwa­nia 1LSF planowal­iśmy 2LSF. Pier­wsze zajaw­ki na ten tem­at powin­ny ukazać się w grud­niu. Zaprasza­my więc na 2LSF.

Robert,
redak­tor „Filo­zo­fuj!”


Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image...

Goście specjalni

Udzi­ał w 1LSF był dla mnie zaszczytem i jed­nocześnie ogrom­ną przy­jem­noś­cią. Pop­u­laryza­c­ja filo­zofii (czy, w moim przy­pad­ku, logi­ki) to sprawa, która zawsze była mi bard­zo bliska. Dlat­ego tak bard­zo ucieszyło mnie, gdy pow­stało cza­sopis­mo „Filo­zo­fuj!”. Jeszcze więk­szą radość poczułem, gdy dowiedzi­ałem się, że odbędzie się Let­nia Szkoła Filo­zo­fuj, która w dodatku poświę­cona będzie log­ice i kry­ty­czne­mu myśle­niu – czyli dziedzi­nom, który­mi zaj­mu­ję się na co dzień. Nie mogło mnie tam zabraknąć!

Wyjazd do Murza­sich­la był dla mnie nieza­pom­ni­aną przy­godą. Wresz­cie mogłem poz­nać oso­by z redakcji „Filo­zo­fuj!” (lub luźniej z pis­mem związane), z który­mi dotąd kon­tak­towałem się tylko mailowo lub o których ist­nie­niu miałem jedynie mgliste poję­cie. Potwierdz­iło się moje przy­puszcze­nie, że „nada­je­my na bard­zo podob­nych falach”, do wielu spraw mamy podob­ne pode­jś­cie. Cieszę się, że mogliśmy spędz­ić ze sobą trochę cza­su, poroz­maw­iać w niefor­mal­nej atmos­ferze, wymienić się myśla­mi i doświad­czeni­a­mi. Ter­az, po powro­cie, czu­ję w tym aspekcie pewien niedosyt – za krótko to trwało. Ale na pewno będzie jeszcze okaz­ja do kole­jnych spotkań, a i nasz kon­takt przy pomo­cy różnych elek­tron­icznych urządzeń zapewne będzie ter­az lep­szy i pełniejszy po tym, gdy mogliśmy poz­nać się oso­biś­cie.

Najważniejsze na 1LSF było jed­nak dla mnie to, że przy­jechali tam młodzi ludzie, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś o filo­zofii, log­ice, kry­ty­cznym myśle­niu. Jeśli ter­az czyta­cie te słowa, to wiedz­cie, że bard­zo się cieszę, że mogłem Was poz­nać i poprowadz­ić dla Was parę godzin zajęć. Przy­go­towu­jąc tem­aty do warsz­tatów, nie bard­zo wiedzi­ałem, czego się spodziewać. Nie miałem pewnoś­ci, kim jesteś­cie i czego tak naprawdę oczeku­je­cie. Chci­ałem, aby zaję­cia z jed­nej strony nie były zbyt „ciężkie” (są prze­cież wakac­je, a my nie jesteśmy na uni­w­er­syte­cie!), ale z drugiej strony, aby też nie okaza­ły się one dla Was zbyt infantylne. Mam nadzieję, że udało mi się znaleźć jak­iś zło­ty środek. Wierzę, że dowiedzieliś­cie się czegoś, co uznal­iś­cie za ważne lub ciekawe, co może kiedyś się Wam przy­dać; że ten czas nie był dla Was stra­cony. Po Waszych reakc­jach, pyta­ni­ach, komen­tarzach widzi­ałem, że chce­cie i potra­fi­cie myśleć. Jestem przeko­nany, że połknęliś­cie już bak­cy­la „filo­zo­fowa­nia” i nigdy się z niego nie wyleczy­cie ;).

Let­nia Szkoła Filo­zo­fuj w Murza­sich­lach przeszła do his­torii. Sko­ro jed­nak orga­ni­za­torzy nadali jej numer „1”, to mój log­iczny umysł wycią­ga stąd wniosek, że w przyszłoś­ci planu­ją kole­jne. Bard­zo mnie to cieszy, bo była­by wiel­ka szko­da, gdy­by tak udana impreza nie była kon­tyn­uowana. Serce mi rośnie, gdy myślę, że są ludzie, którym chce się takie rzeczy orga­ni­zować, oraz, a może przede wszys­tkim, ci, którzy chcą brać w nich udzi­ał.

Krzysztof A. Wiec­zorek
Gość spec­jal­ny 1LSF; pra­cown­ik Insty­tu­tu Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Śląskiego; w „Filo­zo­fuj!” autor cyk­lu artykułów poświę­conych argu­men­tacji

***

_mg_7318

Zrób­my coś, gdy się nadarza okaz­ja! Nie co dzień jesteśmy potrzeb­ni.

Beck­ett, Czeka­jąc na Godota

Nom­i­nal­nie brałem udzi­ał w 1. Let­niej Szkole „Filo­zo­fuj!” jako gość spec­jal­ny. Moim zadaniem było w związku z tym prowadze­nie warsz­tatów i dzie­le­nie się swoi­mi doświad­czeni­a­mi i wiedzą z zakre­su teorii myśle­nia kry­ty­cznego. W rzeczy­wis­toś­ci bardziej czułem się pełno- i równo­prawnym uczest­nikiem oraz współor­ga­ni­za­torem Szkoły niż jakimś VIP-em. To bard­zo dobrze, ponieważ sam miałem okazję wiele się nauczyć, a także mogłem dzielić odpowiedzial­ność za prze­bieg każdego dnia. Taka wymi­en­ność funkcji i ról stanow­iła – moim zdaniem – najwięk­szą wartość LSF: udało się nam dzię­ki niej stworzyć nie tylko wspól­notę docieka­jącą, lecz także dzi­ała­jącą. Tego pier­wszego moż­na się było spodziewać, to drugie było jed­nak dosyć zaskaku­jące.

Filo­zofia częs­to kojarzy się z zaję­ciem nud­nym, jałowym i niepoważnym, a filo­zo­fowie – z ludź­mi niepo­rad­ny­mi, nieto­warzyski­mi i odcię­ty­mi od świa­ta. Redakc­ja „Filo­zo­fuj!” i 1. LSF zada­ją kłam takim sko­jarzeniom i stereo­ty­powym opin­iom. Zgro­madzeni w Murza­sich­lu ade­p­ci filo­zofii – z różnych miejs­cowoś­ci, w różnym wieku – okaza­li się ludź­mi nietuzinkowy­mi, sko­ry­mi do pode­j­mowa­nia wysiłku intelek­tu­al­nego i fizy­cznego, umieją­cy­mi zor­ga­ni­zować się wokół wspól­nego celu, dba­ją­cy­mi o dobro wspólne i o innych ludzi… a przy tym wszys­tkim po pros­tu sym­pa­ty­czny­mi. Być może taki stan rzeczy to tylko przy­pad­kowa korelac­ja, być może takich ludzi przy­cią­ga filo­zofia, ale nie sposób oprzeć się wraże­niu, że pożyt­ki z zaj­mowa­nia się filo­zofią (a w tym sze­roko rozu­mi­aną logiką) się­ga­ją głę­biej, niż mogło­by się wydawać na pier­wszy rzut oka.

Redakc­ja „Filo­zo­fuj!” nie zasyp­ia gruszek w popiele (to chy­ba w ogóle jest sprzeczne z naturą tej grupy) i już planu­je kole­jną Let­nią Szkołę. Pozosta­je mi tylko zarekomen­dowanie udzi­ału w tej inic­jaty­wie każde­mu: zarówno osobom mają­cym wziąć w niej udzi­ał jako uczest­ni­cy, jak i tym, którzy zostaną zaproszeni jako goś­cie spec­jal­ni. Dobrze być częś­cią czegoś tak dobrego.

Marcin Będ­kows­ki


Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image...

Uczestnicy

Co może pójść nie tak, gdy zgro­madz­imy w jed­nym miejs­cu młodzież szkol­ną i aka­demicką, aspiru­jącą do miana filo­zofów, redakcję pier­wszego w Polsce cza­sopis­ma filo­zoficznego ukierunk­owanego na pop­u­lary­zowanie tejże dziedziny oraz akademików, którzy filo­zofią para­ją się zawodowo i „na poważnie”? Teo­re­ty­cznie wszys­tko. Jeśli spo­jrzeć na takie przed­sięwz­ię­cie ze zdrową por­cją real­iz­mu (byna­jm­niej nie poję­ciowego), zagrożeń jest wiele. Na zderze­niu różnych poziomów wiedzy, odmi­en­nych zain­tere­sowań w obrę­bie jed­nej dziedziny, plu­ral­isty­cznych, częs­to skra­jnych poglądów, mogła ucier­pieć mery­to­ry­ka takiego spotka­nia, z dumą pod­pisu­jącego się prze­cież hasłem „szkoła filo­zoficz­na”. Z czys­to ludzkim pode­jś­ciem mogła pojaw­ić się obawa, czy plan orga­ni­za­cji wyjaz­du będzie dopa­sowany do potrzeb każdego z obec­nych, czy nie pojawi się nuda lub wręcz prze­ci­wnie – czy poprzecz­ka nie zostanie postaw­iona zbyt wysoko w związku z chę­cią zaspoko­je­nia prag­nień bardziej zaawan­sowanych myśli­cieli. Bari­erą nie do poko­na­nia mogły wydawać się nawet różnice wieku między uczest­nika­mi, się­ga­jące od kilku-kilku­nas­tu lat aż do lat trzy­dzi­es­tu, jeśli do porów­na­nia włączymy całą obec­ną na obozie kadrę. Ter­az, po zakończe­niu 1 Let­niej Szkoły Filo­zoficznej, z czystym sum­ie­niem mogę przyz­nać, iż nie ziś­ciły się ani sce­nar­iusze nakreślone powyżej, ani moje oso­biste niepoko­je, myślę też, że rozwiało się wiele obaw żywionych przez moich towarzyszy.

Opis wrażeń zacznę od częś­ci bardziej przyziem­nej. Plan zajęć, który, jak się okaza­ło, był twor­zony raczej na bieżą­co mimo wcześniejszych ustaleń (god­na pochwały elasty­czność!), nie pozwalał na zmarnowanie ani jed­nej min­u­ty w ciągu spęd­zonych razem dni. Czas wypełniły nam wyjś­cia w góry, warsz­taty pod hasłem: „Kry­ty­czne i log­iczne myśle­nie”, mecze siatków­ki i pił­ki nożnej, pla­tońskie ucz­ty przy gril­lu i ognisku, pro­jekc­je filmów, a przede wszys­tkim nieprz­er­wane, płomi­enne dyskus­je prowad­zone od świtu do nocy. Jedynym, na co być może nie star­cza­ło nam doby, był sen, ale myślę, że wszyscy z nas poradzili sobie z tym prob­le­mem, nawet jeśli komuś nie zdarzyło się wys­pać ani razu pod­czas poby­tu w Murza­sich­lu (swo­ją drogą, jeśli już o Murza­sich­lu mowa, miejsce, w którym przyszło nam się spotkać, było najzwycza­jniej w świecie przepiękne, za sprawą sil­nej daw­ki natu­ry na wyciąg­nię­cie ręki). Nie sposób nie wspom­nieć o orga­ni­za­cji, która (za sprawą redakcji zaan­gażowanej na 101%) była wzorowa. Jeśli pojaw­iał się jak­iś prob­lem, rozwiązy­wal­iśmy go naty­ch­mi­ast, w sposób zaspoka­ja­ją­cy potrze­by każdego zain­tere­sowanego. Zgod­nie z reg­u­laminem 1LSF nie było miejs­ca na narzekanie i obrażanie się, było go za to aż nad­to na roz­mowę, negoc­jac­je i kom­pro­misy.

Aspekt orga­ni­za­cyjny to jed­no, ale tak naprawdę cały wyjazd nie okaza­ł­by się nawet w jed­nej trze­ciej tak niepow­tarzal­nym, niesamowicie rozwi­ja­ją­cym i po pros­tu przy­jem­nym doświad­cze­niem, gdy­by nie ludzie. Więk­szość z nas nie znała się wcześniej, a mimo to prak­ty­cznie od samego początku czuliśmy się ze sobą jak z grupą blis­kich zna­jomych. Odmi­enne charak­tery każdego z uczest­ników stworzyły w cza­sie 1LSF piękny, bar­wny patch­work, sple­ciony z zachowań, poglądów i przyzwycza­jeń, podsy­conych ogrom­ną dawką poczu­cia humoru. Myślę, że nikt nie odczuł pod­czas tego spotka­nia sztucznego dys­tan­su ze strony kogokol­wiek, nieza­leżnie od wieku, wyk­sz­tałce­nia, usposo­bi­enia. Wręcz prze­ci­wnie, inte­grac­ja była pri­o­ry­tetem, a nastaw­ie­nie całej Zało­gi F! poz­woliło nam poczuć, że my, prze­cięt­ni Kowalscy, także jesteśmy w jakimś stop­niu częś­cią „Filo­zo­fuj!” – częś­cią grupy, której zależy na umiłowa­niu mądroś­ci i pobudze­niu całego świa­ta do świadomego myśle­nia.

Poprowad­zone przez pro­fe­so­ra Krzyszto­fa Wiec­zor­ka, dok­to­ra Artu­ra Szut­tę oraz przez dok­to­ra Marci­na Będ­kowskiego warsz­taty osnute wokół zagad­nień logi­ki i epis­te­mologii były niewąt­pli­wie jed­nym z najlep­szych, naj­ciekawszych „ofic­jal­nych” ele­men­tów 1LSF (podzi­ał jest co praw­da nieco sztuczny ze wzglę­du na to, iż nie sposób wyłonić ele­men­tów gorszych!). Nie zostal­iśmy zalani falą podręcznikowej wiedzy, nie wymagano od nas zna­jo­moś­ci pełnych życio­rysów Ajdukiewicza czy Tarskiego. W zami­an za to zgłę­bil­iśmy tajni­ki dobrej argu­men­tacji i nauczyliśmy się rozpoz­nawać błędy log­iczne, poz­nal­iśmy zasady prowadzenia dyskusji i tech­ni­ki nar­racji medi­al­nej. Nie zabrakło także prak­ty­cznych testów i log­icznych łamigłówek, czyli pola ćwiczeb­ne­go dla naszych szarych komórek. Warsz­taty nie miały formy wykładu, została ona zastą­pi­ona ciągłym dialo­giem, który cechowała otwartość na pyta­nia i różnice poglądów, naw­iąza­nia do tem­atów wsze­la­kich, cza­sa­mi bard­zo odb­ie­ga­ją­cych od tego pier­wot­nego, a także drob­ne dygres­je, niosące nowe odpowiedzi i wąt­pli­woś­ci – kwin­tes­enc­ja filo­zofii w pigułce. Zaję­cia zakończyliśmy przeprowad­zoną ostat­niego dnia debatą, która mimo trud­noś­ci i koniecznoś­ci wprowadzenia poważnych zmi­an w początkowych założe­ni­ach, okaza­ła się świet­ną okazją do sprawdzenia swoich zdol­noś­ci reto­rycznych i do wymi­any poglądów, jed­nocześnie dzię­ki dynam­ice dyskusji zapew­ni­a­jąc wszys­tkim obec­nym niezłą rozry­wkę. Do domów wracamy z długą listą planów czytel­niczych („Pułap­ki myśle­nia” na pier­wszym miejs­cu!), pomysła­mi na pomoc przy debat­ach orga­ni­zowanych przez „Filo­zo­fuj!” czy też po pros­tu z prze­myśle­ni­a­mi, które odkryły przed nami nowe per­spek­ty­wy patrzenia na świat. To właśnie one są najważniejszym prezen­tem od filo­zofii dla nas. Świadome myśle­nie, nowe hory­zon­ty i kry­ty­czne pode­jś­cie do zas­tanego otoczenia – tego nie zdobylibyśmy bez niej, na pewno nie w takim wymi­arze.

Prezen­tem zaś od „Filo­zo­fuj!” dla nas (i zapewne też dla samej redakcji) będą przepiękne wspom­nienia wspól­nie spęd­zonego cza­su we wspani­ałej atmos­ferze i jedynym w swoim rodza­ju towarzys­t­wie. Zde­cy­dowanie ciężko było się rozs­tać. Spędzil­iśmy razem zaled­wie kil­ka dni, ale mogę już chy­ba określić naszą relację słowa­mi „zżyliśmy się ze sobą”. Mnie 1LSF bard­zo zmieniła i z utęsknie­niem czekam na kole­jną edy­cję. Zatem do zobaczenia za rok (a może trochę szy­b­ciej?), w kom­plet­nym, najlepiej posz­er­zonym, składzie, z nowy­mi idea­mi i świeży­mi głowa­mi. A tym­cza­sem… idź­cie i głoś­cie filo­zofię!

Ali­na Marcini­ak
uczen­ni­ca tech­nikum w Zes­pole Szkół Elek­trycznych

***

Dziewięć muz zasi­adało w home­ryckim orsza­ku Apol­li­na, dziewięć jest chórów aniel­s­kich i dziewięć dni trwała pier­wsza Let­nia Szkoła „Filo­zo­fuj!”. O przy­pad­ku nie może być mowy, bowiem zarówno misty­czną liczbę, jak i obóz moż­na uznać za sym­bole doskon­ałoś­ci, duchowoś­ci i podróży.

Ide­al­nie ułożony pro­gram pochła­ni­ał roz­maitoś­cią i kreaty­wnoś­cią. Cykl inspiru­ją­cych warsz­tatów udowod­nił, że syn­on­imem myśle­nia jest pre­cyz­ja, pros­to­ta oraz intelek­tu­al­na ucz­ci­wość. Nasze odważne prze­myśle­nia wspo­ma­gała atmos­fera skupi­enia i otwartoś­ci na różne punk­ty widzenia.

Nie należy zapom­i­nać, że Let­nia Szkoła to przede wszys­tkim ludzie. Oczy­tani, otwar­ci i życ­zli­wi filo­zo­fowie, którzy nie tylko potrafią mądrze mówić, ale równie mądrze słuchać. Nieza­stą­pi­one okaza­ły się także wiedza oraz doświad­cze­nie Orga­ni­za­torów, którzy częs­to byli nieoce­niony­mi mod­er­a­tora­mi oży­w­czych dyskusji.

To przede wszys­tkim kro­ki wędrów­ki wyz­nacza­ły rytm myśli i rozmów. Drodze na szczyt towarzyszyły niezwyk­le „lotne” rozważa­nia, choć równie niezbęd­ny­mi były cisza i medy­ta­cyj­na zad­u­ma. Trud wspinacz­ki zawsze okazy­wał się cen­ny, podob­nie jak niezwyk­le cen­ny­mi są wspom­nienia z tej wspani­ałej, dziewię­ciod­niowej przy­gody.”

Bar­tosz
stu­dent II roku Infor­maty­ki i Ekonometrii oraz I roku Filo­zofii

***

Udzi­ał w 1LSF okazał się kole­jnym krok­iem do pod­waże­nia – moim zdaniem niesłusznego i krzy­wdzącego – przeko­na­nia, iż filo­zo­fowanie jest dzi­ałaniem nieprak­ty­cznym, zas­trzeżonym dla wąskiego grona ludzi, tworzą­cych włas­ny, zamknię­ty i przez to niedostęp­ny dla innych świat.

Chęć poz­na­nia i zrozu­mienia siebie oraz otacza­jącej nas rzeczy­wis­toś­ci są wpisane w ludzką naturę. W ciągu życia niejed­nokrot­nie sta­je­my w obliczu wyborów, które zmusza­ją nas do staw­ia­nia pytań i poszuki­wa­nia na nie odpowiedzi – najlepiej na drodze dyskusji. Zarówno w wymi­arze jed­nos­tkowym, jak i społecznym, istotne jest dla nas poczu­cie sen­su włas­nego życia i naszych dzi­ałań, a o ich wartoś­ci stanowi fakt, że nie są bezre­fleksyjnym ciągiem zdarzeń, ale roztrop­ną wędrówką, opier­a­jącą się na sposo­bie myśle­nia wywodzą­cym się z obserwacji, wiedzy i dedukcji.

Sądzę, iż jest to cen­na lekc­ja wynie­siona z częś­ci warsz­ta­towej let­niej szkoły, a kon­fron­towana w trak­cie wspól­nego dzie­le­nia się prze­myśle­ni­a­mi z pozostały­mi uczest­nika­mi pod­czas górs­kich wędrówek, spły­wu Duna­jcem, wypadów do Zakopanego czy Niedz­i­cy, gril­lowa­nia, roz­gry­wek sportowych, które przyniosły doświad­cze­nie real­nego spotka­nia osób, łączenia przy­jem­nego z pożytecznym – ukłon w stronę orga­ni­za­torów za znakomitą real­iza­cję bogatej ofer­ty!

Obawy i wąt­pli­woś­ci o słuszność uczest­niczenia w let­niej szkole filo­zofii, mnie, jako niefilo­zo­fa, zostały rozwiane, co pod­kreśliło jed­nocześnie, jak cenne jest otwar­cie na nowość i różnorod­ność oraz fakt, że pod­sta­wowe narzędzie do filo­zo­fowa­nia posi­a­da każdy, dlat­ego słowa klasy­ka – miej nawet mały rozum, ale swój – niech będą zachętą i otuchą do rozpoczę­cia przy­gody z filo­zofią.

(… a wieczny per­for­mance naszych niemy­tych dusz — niech trwa!)

Z pozdrowieni­a­mi dla Redakcji i Uczest­ników 1LSF

Kinga Grabows­ka
dok­toran­t­ka Międzyuczel­ni­anego Wydzi­ału Biotech­nologii Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego i Gdańskiego Uni­w­er­syte­tu Medy­cznego

***

Obóz filo­zoficzny – czy to zestaw­ie­nie nie wyda­je się intrygu­jące? Jak to wyglą­dało? Najkrócej: niesamowici, inteligent­ni, zabawni ludzie, grzecznie akcep­tu­ją­cy każde dzi­wact­wa, gotowi na wszelkie ekspery­men­ty myślowe, o każdej porze czy to dziewią­ta rano,  czy dziewią­ta wiec­zorem, a to wszys­tko uczynili kom­plet­nie dobrowol­nie, świadomie i z przy­jem­noś­cią. Właś­ci­wie ten obóz będzie dla mnie sumą bard­zo pozy­ty­wnych obrazów: wspier­a­ją­cych spo­jrzeń i słów na szlaku, w górach; żartów o bacy i śmiechu przy ognisku, dociek­li­wych pytań; ciszy, byna­jm­niej nie głuchej, ale ciszy, której towarzyszą zmarszc­zone brwi i sku­pi­one móz­gi. Naprawdę miło było przez tydzień czuć się częś­cią tego pro­jek­tu.

Mag­da

***

Jeśli uczu­cia oce­ni­ać by z per­spek­ty­wy dwor­cowego mon­i­toringu, moż­na by dojść do wniosku, że moje emoc­je w dniu wyjaz­du z Poz­na­nia do Zakopanego i powro­tu do domu były podob­ne. Ten sam niepokój, stres i żal, że zostaw­iam coś za sobą. A jed­nak, sto­jąc dwukrot­nie na dwor­cu w Poz­na­niu, mierzyłam się z zupełnie odmi­en­ny­mi przeży­ci­a­mi. Kiedy trzy­nastego sierp­nia wsi­adałam do pociągu z myślą, że nawet jeśli nie odna­jdę się na LSF, to mam przy sobie trzy ciekawe książ­ki, nie spodziewałam się, że dwudzi­esty trze­ci nade­jdzie tak szy­bko, a ja nie przeczy­tam żad­nej z nich. Pod­czas gdy pier­wszego dnia, sto­jąc na per­onie, obaw­iałam się, że nie będę potrafiła zaak­li­maty­zować się i poz­nać resz­ty uczest­ników, to w ana­log­icznej sytu­acji po dziewię­ciu dni­ach bałam się, że nie spotkam już tych ciekawych osób.

Redakc­ja „Filo­zo­fuj!” przeczy stereo­ty­pom, że filo­zof to oso­ba niezor­ga­ni­zowana czy nieog­a­r­nię­ta. Wszys­tko było dopięte na ostat­ni guzik – warsz­taty z log­icznego i kry­ty­cznego myśle­nia, wyjś­cia w góry i pełne poświęceń mecze siatków­ki. Każdy szczegół był dopra­cow­any, zdawało się, że nawet pogo­da postanow­iła sprzy­jać intelek­tu­al­no-fizy­czne­mu roz­wo­jowi. Kli­mat Tatr i lekko niepoko­ją­ca aura willi „Jędruś” wpłynęły na tworze­nie niesamowitej atmos­fery i więzi. Dzień zaczy­nał się od twór­czych zajęć, na których rozważal­iśmy typy argu­men­tów, chwyty reto­ryczne lub sposób rozu­mowa­nia Sher­loc­ka Holme­sa czy dok­to­ra Housa, a kończył na równie twór­czych i przy tym filo­zoficznych roz­mowach przy gril­lu czy ognisku. LSF połączyła pasję do zwiedza­nia i odkry­wa­nia nowych miejsc z pozy­ty­wnym wysiłkiem intelek­tu­al­nym. Góry, mimo tłu­mu przewi­ja­ją­cych się przez nie turys­tów, były źródłem ciekawych rozważań i obiek­tem filo­zoficznego zach­wytu. Spływ Duna­jcem, pod­czas którego flisak opowiadał wiele nieśmiesznych dow­cipów, poz­wolił nam odkryć Tatry z innej (pol­sko-słowack­iej) per­spek­ty­wy, a górskie (obiek­ty­wnie może niewyma­ga­jące, ale męczące) wspinacz­ki umożli­wiły pracę nad włas­ną kondy­cją. Dobrym pod­sumowaniem wyjaz­du była wiz­y­ta w zakopi­ańskiej galerii sztu­ki i zmierze­nie się z pra­ca­mi Witkacego, a cieka­wost­ki z życia artys­tów opowiedziane przez panią prze­wod­nik, spraw­iły, że moż­na było się z nimi utożsamić.

Te dziewięć dni kul­tur­al­nej i filo­zoficznej wymi­any myśli i doświad­czeń na pewno na dłu­go zostanie mi w pamię­ci. Redakc­ja „Filo­zo­fuj!” świet­nie poradz­iła sobie z orga­ni­za­cją fan­tasty­cznego wydarzenia, dając przy tym inspirację do angażowa­nia się w dzi­ałal­ność cza­sopis­ma. Cieszę się, że mogłam brać udzi­ał w tak dobrze prze­myślanym obozie.

Mar­i­an­na


Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image...

Filo­zo­fuj!” zna­cy telo co: „mędrkuj!”

Posłu­cho­j­cie teroz o tem, jak to razu pewnego nasuły się zza miedzy beskur­cy­je, co w chołpie u Jędru­sia fcioły najs­tarsym górolom ucynić konkuren­cy­je!

Za siy­d­mioma mura­mi, za siy­d­mioma sichła­mi, hań gaz­da godo babie dobra­noc łod­była się piyr­sa w caluśkiej nosej pod­ha­lańskiej zie­mi śkoła nicego innego, ino o świecie mędrkowa­nia. Temu, ze juz dawno wiedziołef, ze się we wsi sich­lańskiej co syku­je (bo w mieś­cie łod casu do casu bywom i cłek zem we syć­kich now­inach łoby­ty) i ze z Piąnin móm telo co kawołek, tom wartko postanow­ił pras­nąć kier­pce na koziary, chy­cić za ciu­pagę i na własne łocy łoba­cyć co te męd­role tam knu­jom, coby im w razie cego herezy­je raz a dobze z kufy nawzdy dzi­ad­owskie powybi­jać. I godom Wom teroz, a baja­nia w tem ani krz­ty ni ma — jak hal­ny mie zaduł, to dyć kwila nie była jakem u Jędr­ka zaw­itoł, spozieroł na to ceprów dzi­wowanie i som nadzi­wić się nie mógł, jakie to mądre a poć­ci­we cłe­ki z cołej Pol­s­ki się zje­choły!

Wsel­ki duch, co za dzi­wy! Przysam Bucku, ze inom prziseł i ich w progu łoba­cył, tak syćkiego im rzy­ci pra­nia łod razu mie się ode­f­ci­ało. Marscyli łoni coło śla­chet­nie – nie groźnie, gębę krzy­wyli, ale w zad­u­mie, a jak się hań ponief­tu­ry łodez­woł, to nic ino trza było siedzieć cicho i słucheć, bo o sprawach waznych cłekowi medetow­eli. Myślołef, ze bźdz­ić bedom łokrut­nie, a tu zasko­cyli kie nawet umę­con po Sarniej Skale godoli piyknie i z sensem. Próbowali mie byli tyz naucyć cosi o tem, co sie zowie kry­ty­c­nym myśle­niem, a po nose­mu to chy­ba na chłop­s­ki rozum rze­cy braniem. Majstrów łod tego mieli w tef warstataf piyrsych i zda­je mie się, ze cys­tom prowde pedzieli o tem, ze jak się z kim wadzi­cie to uwoze­j­cie, coby Wos krew nie zalała i stare­j­cies się nie śklić o bzdu­rach, bo skoń­cy­cie dyskusy­je jak pan­ic jen­er­ał z Kwicołem, cyli jak syć­ka wied­zom — sakra­mencko marnie.

Co Wóm powiym, to Wóm powiym, ale trza przyz­nać, ze dobze mie tam ftedy z nie­mi było. Tak mie się widzi, ze co zem pomę­drkował to moje i głup­sym niźlim fceśniej był tom do chołpy na zad nie wró­cił. Męd­role to nie som, ino mądre ludzie i kiebyś­cie fcieli się cego nowego naucyć, to za rok bier­cie kabot i chy­bo­j­cies hań do nich. Filo­zo­fuj zna­cy telo co mędrkuj, a to kazdy prze­cie umi, niech Wos tedy stra­ch przed nie­mi nie tocy!

Hej!

Pedzioł to ja, Michał Ciesiel­ka rodem Gołąbek, górol spod sami­uś­kich Piąnin.

Zami­ast relacji jak trze­ba pozwalam sobie zamieś­cić tu dawkę wygłupów w postaci his­torii Let­niej Szkoły Filo­zofii po góral­sku.

***

W ostat­niej chwili zapisałam się na obóz orga­ni­zowany przez Redakcję „Filo­zo­fuj!”. Bard­zo się cieszę, że zde­cy­dowałam się wziąć udzi­ał w tym, jak­by nie patrzeć, pio­nier­skim wydarze­niu. Napię­ty pro­gram nieustan­nie zapew­ni­ał nam nowe doświad­czenia i atrakc­je. Poza ciesze­niem się widoka­mi pod­czas wycieczek górs­kich czy spły­wu Duna­jcem mieliśmy także okazję zwiedz­ić Zakopane oraz podzi­wiać dzieła malarskie tatrza­ńskiej bohe­my w Muzeum Tatrza­ńskim. Nie zabrakło również rozry­w­ki w postaci roz­gry­wek meczów siatków­ki czy pił­ki nożnej.

Jed­nak najważniejszym celem tego wyjaz­du było pobudze­nie w uczest­nikach chę­ci do kry­ty­cznego myśle­nia. Myślę, że dzię­ki wielu bard­zo ciekawym warsz­tatom i wykładom zostało to osiąg­nięte. Zaproszeni goś­cie zaprezen­towali nam tem­aty pow­iązane m.in. ze sztuką dyskusji i argu­men­tacji zarówno od strony teo­re­ty­cznej, jak i  prak­ty­cznej, co uważam za duży plus zajęć. Nie tylko posz­erzyły one moją wiedzę, ale poz­woliły mi także dostrzec wiele błędów w moim pode­jś­ciu do nau­ki i filo­zofii.

Krótko opisu­jąc nasz wyjazd, nie sposób nie wspom­nieć o przemiłej atmos­ferze ksz­tał­towanej przez Redakcję, wykład­ow­ców i uczest­ników. Bard­zo się cieszę, że mogłam poz­nać tylu ludzi z całej Pol­s­ki, będą­cych w tak różnym wieku, którzy kocha­ją filo­zo­fować. Na wyjeździe znalazły coś dla siebie oso­by dopiero zaczy­na­jące przy­godę z filo­zofią oraz te mające z tą dziedz­iną do czynienia już od daw­na. Od razu widać, że to właśnie miłość do wiedzy i myśle­nia oraz chęć dzie­le­nia się nią są fun­da­mentem dla tworzenia cza­sopis­ma. Zachę­cam do udzi­ału we wszys­t­kich wydarzeni­ach „Filo­zo­fuj!”, a w szczegól­noś­ci w następ­nej Let­niej Szkole, która, jak krążą plot­ki, ma się odbyć już w przyszłym roku.

Olga
stu­den­t­ka I roku filologii szwedzkiej

***

Bard­zo się cieszę, że mogę nazwać się absol­wen­tem pier­wszej Let­niej Szkoły Filo­zo­fuj!. Orga­ni­zowany przez redakcję obóz zapewnił mi dziewięć dni niezwyk­le rozwi­ja­jącego wypoczynku.

Pro­gram LSF nie pozwalał uczest­nikom na nudę. Każdy dzień zaczy­nał się od intelek­tu­al­nej roz­grzew­ki w postaci wykładów, by potem zapewnić różnorodne górskie atrakc­je – od wędrówek przez zwiedzanie po spływ Duna­jcem.

W planie znalazło się miejsce również na rozry­w­ki, bez których nie mógł­by się obe­jść żaden wyjazd – ognisko, gril­lowanie, mecze pił­ki nożnej i siatkowej.

Ekspery­men­ty myślowe przy ognisku, dyskus­je w trasie, kry­ty­czne myśle­nie przy Czarnych His­to­ri­ach – przez te dziewięć dni filo­zofia splatała się z wypoczynkiem na każdym kroku, by ostat­niego dnia pod­sumować całość debatą.

Najważniejszym ele­mentem LSF byli jej uczest­ni­cy, wśród których wyt­worzyła się przy­jaz­na atmos­fera. Myślę, że każdy wró­cił do domu z garś­cią wspom­nień i his­torii, które jeszcze nie raz będziemy sobie opowiadać.

Let­nia Szkoła Filo­zo­fuj! zapadła mi w pamięć nie tylko jako udany wyjazd waka­cyjny, ale także jako okaz­ja do spotka­nia ciekawych ludzi, wspani­ałe źródło wiedzy i dobre miejsce do filo­zo­fowa­nia!

Piotr
uczeń trze­ciej klasy liceum


Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image... Loading image...

Redaktorzy

Choć przy­jechałem jedynie na cztery ostat­nie dni pier­wszej Let­niej Szkoły „Filo­zo­fuj”, to i tak bard­zo na tym sko­rzys­tałem. Wyda­je mi się, że pod­sta­wowym jej atutem była możli­wość spotka­nia się z ludź­mi, zwłaszcza w wieku szkol­nym, dla których poję­cia mądroś­ci i prawdy są czymś ważnym.

Jed­nym z pier­wszych wrażeń, które wyniosłem z tego wyjaz­du, było wspólne oglą­danie fil­mu Kieślowskiego pt. „Przy­padek”. Mimo że rzad­ko oglą­dam filmy, prefer­u­jąc słowo pisane, ten zro­bił na mnie takie wraże­nie, że mam zami­ar zobaczyć go jeszcze parę razy. Film doty­czył wpły­wu przy­pad­ku na nasze wybo­ry moralne i przyszłość. Sam film bez zawa­ha­nia określiłbym jako sztu­ka wyso­kich lotów – jed­nak naj­ciekawsze było to, co nastąpiło po nim. Mimo że obraz nie był prosty i pozostaw­ił wiele chao­ty­cznie ułożonych wrażeń, to roz­maw­ial­iśmy o nim jeszcze przez około godz­inę, do późnej nocy. Opinie wyrażone przez współoglą­da­ją­cych uczyniły seans jeszcze bogat­szym i pełniejszym. A fakt, że odbyło się to wśród pasjonatów filo­zofii, spraw­ił, że wypowiedzi były naprawdę wartoś­ciowe.

Szkoła odby­wała się w miejs­cu otoc­zonym góra­mi, które przy­pom­i­nały o wielkoś­ci i potędze przy­rody. Ele­ment eduka­cyjny tworzyły warsz­taty doty­czące przede wszys­tkim logi­ki, kry­ty­cznego i detek­ty­wisty­cznego myśle­nia. Te, na które udało mi się dotrzeć, zostały przeprowad­zone w sposób nie tylko zrozu­mi­ały i ciekawy, ale również ukazy­wały, jak bard­zo przy­datne są omaw­iane umiejęt­noś­ci w życiu codzi­en­nym. Zaję­cia naw­iązy­wały m.in. do Sher­loc­ka Holme­sa i Dok­to­ra House’a oraz ukazy­wały wartość myśle­nia wstecz. Jeden z przykładów zwró­cił także moją uwagę, jak częs­to ulegam „efek­tom potwierdzenia”, które są też nazy­wane „błę­da­mi kon­fir­ma­cji” pod­czas poszuki­wa­nia odpowiedzi lub budowa­nia swego świato­poglą­du. Wszys­tko to okras­zone było zabawny­mi aneg­do­ta­mi i łamigłówka­mi roz­grze­wa­ją­cy­mi nasze filo­zoficzne umysły.

Pod­czas wyjaz­du nie zabrakło również wysiłku fizy­cznego. Odbyło się parę górs­kich wędrówek i spływ kajakowy, na których to wydarzeni­ach nieste­ty nie było mi dane uczest­niczyć. Trochę żału­ję, przede wszys­tkim dlat­ego, że wędrów­ki te nie były zwykłym podążaniem za szlaka­mi górski­mi. Po drodze uczest­ni­cy rozwiązy­wali między sobą „czarne his­to­rie”, które rozwi­ja­ją myśle­nie wstecz i poma­ga­ją wychodz­ić poza pod­sta­wowe schematy myślowe. Dla rozluźnienia odby­wały się również mecze siatków­ki i pił­ki nożnej.

Miałem zaszczyt uczest­niczyć w wyjeździe jako członek redakcji, co poz­woliło mi również po raz pier­wszy poz­nać bliżej ludzi, z który­mi współpracu­ję i zobaczyć jak od wewnątrz wyglą­da pra­ca cza­sopis­ma „Filo­zo­fuj”. Na pewno się nie zaw­iodłem, bo choć to dopiero począt­ki i wiele jest jeszcze do zro­bi­enia, to przede wszys­tkim widać pasję w ludzi­ach, którzy to tworzą i chęć podzie­le­nia się ze światem tym, co uważa­ją za wartoś­ciowe. Pole­cam wszys­tkim zain­tere­sowanym filo­zofią i jej upowszech­ni­an­iem naw­iązanie współpra­cy z cza­sopis­mem, samemu mając nadzieję na dal­szą dobrą współpracę.

Bar­tosz Kurkows­ki,
stu­dent ekonomii,
współor­ga­ni­za­tor debat Klubu „Filo­zo­fuj” w Poz­na­niu

***

Miałam przy­jem­ność i zaszczyt być kierown­ikiem 1LSF. Było to wspani­ałe doświad­cze­nie. Nasz wyjazd miał właś­ci­wie dwa poziomy. Z jed­nej strony była to szkoła let­nia dla uczest­ników – liceal­istów i stu­den­tów, a z drugiej – obóz inte­gra­cyjny dla członków redakcji. Mieszkamy w różnych mias­tach: Gdańsku, Lublin­ie, Krakowie, Olsz­tynie i Poz­na­niu. Razem tworzymy „Filo­zo­fuj!”. Niek­tórzy z nas dopiero ter­az mieli okazję spotkać się na żywo. A wszyscy po raz pier­wszy mieliśmy sposob­ność spędz­ić razem pon­ad tydzień! Napięć nie brakowało, ale nie było jed­nego, którego by się nie rozwiąza­ło. Dla nas, jako redakcji, to też była szkoła: mniej log­icznego i kry­ty­cznego myśle­nia, a bardziej współdzi­ała­nia. W mojej oce­nie stanęliśmy na wysokoś­ci zada­nia. Uczest­ni­cy byli zad­owoleni, zre­al­i­zowal­iśmy pro­gram, który był ciekawy, elasty­czny (zaw­ier­ał wari­ant pogodowy) i różnorod­ny. Wsłuchi­wal­iśmy się w nas­tro­je uczest­ników: kiedy padło pode­jrze­nie, że jest za mało zajęć, a za dużo chodzenia po górach, dołożyliśmy dodatkowe zaję­cia; kiedy w cza­sie wyciecz­ki na twarzach uczest­ników mal­owało się zmęcze­nie, skra­cal­iśmy ją. Słowem, w naszych planach zostaw­iliśmy mar­gin­es na improw­iz­a­cję, bo wiado­mo: plan planem, a życie życiem. Uczest­nikom chy­ba to przy­padło do gus­tu, bo zażaleń nie było, prze­ci­wnie – słyszeliśmy wyrazy uzna­nia. Również nasi goś­cie spec­jal­ni – prof. Krzysztof Wiec­zorek i dr Marcin Będ­kows­ki nie kryli zad­owole­nia z udzi­ału w naszym przed­sięwz­ię­ciu. Krótko mówiąc – udało się!

Z mojego punk­tu widzenia, jako kierown­i­ka, najważniejsza była logisty­ka, nato­mi­ast z punk­tu widzenia człon­ka redakcji F!, a potem jej sekre­tarza (na które to stanowisko zostałam mianowana pod koniec obozu) – koop­er­ac­ja. „Filo­zo­fuj!” to dzieło oparte na wolon­taria­cie, chę­ci wspól­nego zro­bi­enia czegoś wartoś­ciowego i mis­ji, zgod­nej z idea­mi Kaz­imierza Twar­dowskiego, założy­ciela szkoły lwowsko-warsza­wskiej. Dla niego porządne dzi­ałanie i porządne myśle­nie było obow­iązkiem patri­o­ty­cznym. My uważamy tak samo – nie będzie społeczeńst­wa prawdzi­wie oby­wa­tel­skiego, jeśli nie będzie porząd­nego myśle­nia i dzi­ała­nia. „Filo­zo­fuj!” stwarza przestrzeń rzetel­nej wymi­any myśli – zarówno na łamach cza­sopis­ma, na stronach por­talu, jak i na debat­ach. W ramach pra­cy redak­cyjnej zaś uczymy się i zamierza­my uczyć innych porząd­nego dzi­ała­nia. F! to insty­tuc­ja, w ramach której moż­na rozwi­jać tzw. umiejęt­noś­ci miękkie (ang. soft skills), tak bard­zo cenione przez pra­co­daw­ców: umiejęt­ność pra­cy w grupie, koop­er­acji, zdol­noś­ci inter­per­son­alne, komu­nika­cyjne, a także nabyć więcej aser­ty­wnoś­ci, nauczyć się radzenia sobie ze stre­sem i presją cza­su. Jest to szkoła współdzi­ała­nia, samoor­ga­ni­za­cji i sys­tem­aty­cznoś­ci. Mamy jakieś więk­sze wady nar­o­dowe niż prze­ci­wieńst­wa tych wymienionych? Na ser­cu leży nam dobro wspólne. Zaprasza­my do współpra­cy! Czy warto? Przeczy­ta­j­cie relac­je uczest­ników i członków redakcji, a sami się przekona­cie.

Celi­na Gło­gows­ka,
sekre­tarz redakcji
koor­dy­na­tor­ka spotkań KF

***

Cieszę się, że mogłem uczest­niczyć w 1LSF, gdyż bliskie mi są ideały, jaki­mi kieru­je się F!, czyli rozpowszech­ni­an­ie kry­ty­cznego i „porząd­nego myśle­nia”. Wyjazd naład­ował mnie pozy­ty­wną filo­zoficzną energią i umoc­nił w przeko­na­niu, że warto angażować się w dzi­ała­nia F!. Bard­zo spodobał mi się pomysł łączenia filo­zoficznych warsz­tatów z wędrówka­mi w góry. Dobrze wspom­i­nam również odwiedziny w Galerii Sztu­ki XX wieku w Willi Oksza w Zakopanem, gdzie podzi­wial­iśmy dzieła Witkacego.

Rano uczest­niczyliśmy w warsz­tat­ach prowad­zonych przez goś­ci spec­jal­nych (prof. Krzyszto­fa Wiec­zor­ka oraz dr. Marci­na Będ­kowskiego), następ­nie szliśmy w góry, gdzie kon­tyn­uowal­iśmy rozważa­nia z poran­nych zajęć. Nato­mi­ast wiec­zo­ra­mi pod­czas spotkań przy ognisku i gril­lu mogliśmy bliżej się poz­nać i powymieni­ać filo­zoficzny­mi zap­a­try­wa­ni­a­mi.

Atmos­fera była ciepła, czuć było ducha współpra­cy oraz wiary we wspól­ną sprawę. Nie było­by to możli­we bez życ­zli­wego i przy­jaznego pode­jś­cia goś­ci spec­jal­nych, którzy nie poz­wo­lili nam odczuć różni­cy wynika­jącej z tego, że są wykład­ow­ca­mi z uni­w­er­syte­tu.

Marcin Kloc
koor­dy­na­tor dzi­ału „Aktu­al­noś­ci”

***

1. Let­nia Szkoła Filo­zo­fuj! była dla mnie okazją do zawar­cia nowych zna­jo­moś­ci, sprawdzenia się w grupowym dzi­ała­niu i pokony­wa­nia włas­nych ograniczeń. Na wyjazd pojechałam jako członek redakcji, której część zobaczyłam w tym cza­sie po raz pier­wszy. To, co najbardziej urzekło mnie na wyjeździe, to atmos­fera tol­er­ancji i wza­jem­nego sza­cunku, o którą zad­bali nie tylko orga­ni­za­torzy, ale także goś­cie i uczest­ni­cy.

W trak­cie 1 Let­niej Szkoły F! mogłam poćwiczyć pisanie pod presją cza­su. W wol­nych chwilach (a było ich niewiele), pisałam relac­je z wyjaz­du, które ukazy­wały się na face­bookowej stron­ie „Filo­zo­fuj!”. Oprócz naby­wa­nia nowych umiejęt­noś­ci mogłam też staw­ić czoła swoim słaboś­ciom. Choć moim ulu­bionym sportem jest czy­tanie książek, chodz­iłam po górach, nawet jeśli nie zawsze było to dla mnie łatwe. Wido­ki i przeży­cia okaza­ły się tego warte.

Pod­czas poran­nych warsz­tatów zaraz­iłam się logiką od prof. Krzyszto­fa Wiec­zor­ka i
dr. Marci­na Będ­kowskiego. Choć zetknęłam się już z nią kil­ka lat temu, pode­jś­cie i sposób prowadzenia zajęć przez obu prele­gen­tów ponown­ie rozbudz­iły we mnie żywe zain­tere­sowanie tem­atem. Dopisałam do swo­jej listy kil­ka intere­su­ją­cych lek­tur i czekam na sposob­ność, aby je przeczy­tać.

To był bard­zo akty­wny tydzień, wypełniony warsz­tata­mi, spac­e­ra­mi, ogniska­mi i gril­la­mi. Pogo­da sprzy­jała nam przez cały czas, a świado­mość, że posi­adal­iśmy alter­naty­wny plan na wypadek deszczu, pozwalała spać spoko­jnie. Wyjazd uważam za udany i jest to zasługą wszys­t­kich, którzy zde­cy­dowali się poświę­cić nam tydzień swoich wakacji, aby wspól­nie pofilo­zo­fować.

Moni­ka M. Zielińs­ka,
stu­den­t­ka filo­zofii,
koor­dy­na­tor­ka ds. kon­tak­tu z wydawnict­wa­mi
pomoc przy orga­ni­za­cji debat Filo­zo­fuj,
autor­ka relacji i newsów

***

Pier­wsza Let­nia Szkoła Filo­zofii zor­ga­ni­zowana przez ludzi tworzą­cych mag­a­zyn „Filo­zo­fuj!” okaza­ła się przeczyć trady­cyjnym for­mom ksz­tałce­nia, do jakich przy­wyk­liśmy jako uczniowie, stu­den­ci, dok­toran­ci i wykład­ow­cy.

W zaję­ci­ach prowad­zonych przez goś­ci spec­jal­nych – Krzyszto­fa Wiec­zor­ka i Marci­na Będ­kowskiego – uczest­niczyła nie tylko młodzież zapisana do szkoły, ale również członkowie redakcji, wykład­ow­cy, absol­wen­ci filo­zofii i dok­toran­ci. Każdy głos w dyskus­jach był ważny, każdy był brany pod uwagę. Moż­na powiedzieć, że „Filo­zo­fuj!” zabrało tytuły i stop­nie naukowe, pro­fes­je i wiek, a otworzyło przestrzeń do budowa­nia wspól­no­ty ludzi podziela­ją­cych zain­tere­sowa­nia i szuka­ją­cych odpowiedzi na niebanalne pyta­nia. Myślę, że w środowisku, w którym pro­fe­sor przes­ta­je być onieśmiela­ją­cym auto­ry­tetem, a sta­je się towarzyszem intelek­tu­al­nych poszuki­wań, z którym moż­na spier­ać się i dysku­tować, daje możli­wość rozwi­ja­nia pasji oraz skutecznego przyswa­ja­nia wiedzy.

Ważnym czyn­nikiem, dzię­ki które­mu może­my mówić o sukce­sie i spełnionej mis­ji Let­niej Szkoły Filo­zo­fuj, było zaz­na­jomie­nie uczest­ników z zasada­mi rzec­zowej debaty. Pod­czas wyjaz­du początku­ją­cy filo­zo­fowie pra­cow­ali w gru­pach nad wypra­cow­aniem włas­nych stanowisk oraz argu­men­tów mają­cych je uza­sad­nić, a ostat­niego dnia wyjaz­du wzięli udzi­ał w deba­cie o charak­terze debaty oks­fordzkiej. To doświad­cze­nie przy­pom­ni­ało nam wszys­tkim, jak ważne, a zarazem jak trudne jest ksz­tał­towanie w sobie zdol­noś­ci do kul­tur­al­nego i log­icznego porozu­miewa­nia się, przed­staw­ia­nia włas­nych poglądów i prowadzenia sporów, których celem nie jest „poko­nanie” prze­ci­wni­ka, ale zrozu­mie­nie jego punk­tu widzenia i pró­ba znalezienia wspól­nego języ­ka.

Dla mnie oso­biś­cie tydzień spęd­zony na Let­niej Szkole Filo­zo­fuj był cza­sem powro­tu – do ukochanych gór, do filo­zofii, do zna­jomych, a także do pogłębionej reflek­sji, na którą przez ostat­ni rok brakowało miejs­ca w kalen­darzu.

Natalia Mar­ci­nows­ka

***

1. Let­nia Szkoła Filo­zo­fuj była dla mnie niezwykłym doświad­cze­niem. Miałem okazję nie tylko potrenować swo­je myśle­nie na warsz­tat­ach oraz w dyskus­jach, ale również świet­nie się pobaw­ić i poz­nać fas­cynu­jące oso­by.

Uważam, że każdy, kto chce się czegoś nauczyć, ale również mieć sza­lone i ciekawe wakac­je, zna­jdzie tu dla siebie miejsce. Mnie oso­biś­cie fas­cynowała różnorod­ność uczest­ników. Nie byli to tylko stu­den­ci filo­zofii. Moż­na było poroz­maw­iać zarówno z liceal­is­ta­mi, jak i ze stu­den­ta­mi innych kierunk­ów. To spraw­iało, że każdy miał swój włas­ny i odręb­ny punkt widzenia, z którego wszyscy mogliśmy czer­pać coś ciekawego i pożytecznego.

Poza tym znaleźli się też świet­ni goś­cie spec­jal­ni, którzy trak­towali nas nie jako uczniów, ale jako współpra­cown­ików. Byli niezwyk­le otwar­ci na dyskusję oraz polemikę. Roz­maw­iali z każdym z uczest­ników i wymieniali się swoi­mi poglą­da­mi. Dzię­ki temu nie było pomiędzy nami grani­cy, lecz chęć wspól­nego filo­zo­fowa­nia.

Grafik był również świet­nie ułożony, mimo że dość częs­to ciężko było wstać :). Był czas i na sport (wspinacz­ka, gra w piłkę nożną oraz siatkówkę), i na dyskus­je (przy obiedzie, pod­czas wchodzenia), i na śpiewanie (ognisko oraz grill).

Te 9 dni mija niczym jeden dzień. Przy­jeżdża­j­cie na filo­zoficzne wakac­je!

Staś Gut
redak­tor tek­stów
szef olsz­tyńskiego Klubu Filo­zo­fuj!
uczeń gim­nazjum


Najnowszy numer można nabyć od 17 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy