Artykuł Epistemologia Wywiady

Relatywizm umożliwia racjonalną dyskusję – Wywiad z profesorem Maxem Kölbelem

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2019 nr 4 (28), s. 25–27. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Czym cha­rak­te­ry­zu­je się relatywizm?

Rzecz jasna każ­dy może zde­fi­nio­wać rela­ty­wizm w taki spo­sób, jaki uwa­ża za sto­sow­ny. Jeśli jed­nak defi­niu­ję to sta­no­wi­sko, aby zmie­rzyć się z tymi samy­mi lub podob­ny­mi pyta­nia­mi, któ­re wobec rela­ty­wi­zmu zada­ją inni, to muszę trak­to­wać go w taki sam lub podob­ny spo­sób jak oni, aby unik­nąć nie­po­ro­zu­mień. Aspi­ru­ją­cy prze­ciw­ni­cy rela­ty­wi­zmu czę­sto posłu­gu­ją się nastę­pu­ją­cym jego rozu­mie­niem: „Rela­ty­wizm jest to pogląd, któ­ry gło­si, że każ­de prze­ko­na­nie jest praw­dzi­we“ i natych­miast prze­cho­dzą do wska­zy­wa­nia pro­ble­mów zwią­za­nych z tak rozu­mia­nym sta­no­wi­skiem. Inni z kolei rozu­mie­ją rela­ty­wizm jako nie­kon­tro­wer­syj­ny pogląd, w myśl któ­re­go „ludzie w róż­nym cza­sie i w róż­nych miej­scach żywi­li wza­jem­nie wyklu­cza­ją­ce się prze­ko­na­nia”. Sam sta­ram się uży­wać takiej defi­ni­cji rela­ty­wi­zmu, któ­ra poka­zu­je, że jest to inte­re­su­ją­cy i nie­try­wial­ny pogląd.

Głów­na idea rela­ty­wi­stów zawie­ra się w prze­ko­na­niu, że praw­da, czy też ade­kwat­ność prze­ko­nań okre­ślo­ne­go typu, jest zależ­na od jakie­goś czyn­ni­ka. Oczy­wi­ście pomysł, że praw­da może być zależ­na od jakie­goś czyn­ni­ka, nie zawsze będzie eks­cy­tu­ją­cy: praw­dzi­wość prze­ko­na­nia, że Pol­ska jest repu­bli­ką, zale­ży od cza­su, w któ­rym ktoś żywi takie prze­ko­na­nie. Być może prze­ko­na­nie oso­by A doty­czy roku 1543 i oka­zu­je się fał­szy­we, nato­miast prze­ko­na­nie oso­by B doty­czą­ce Pol­ski jako repu­bli­ki w roku 1925 jest praw­dzi­we. Wyda­je się oczy­wi­ste, że war­tość logicz­na prze­ko­na­nia na temat tego, czy Pol­ska jest repu­bli­ką, zale­ży od cza­su, któ­re­go dotyczy.

Moż­na jed­nak wska­zać na tezy o takiej samej for­mie, któ­re nie są już tak oczy­wi­ste: rela­ty­wizm na temat jed­no­cze­sno­ści (pogląd, że praw­dzi­wość prze­ko­nań na temat tego, czy dwa zda­rze­nia są jed­no­cze­sne, zale­ży od ramy poję­cio­wej lub punk­tu odnie­sie­nia). Rela­ty­wizm na temat moral­nej dopusz­czal­no­ści (pogląd, że prze­ko­na­nie na temat tego, czy jakieś dzia­ła­nie jest moral­nie dopusz­czal­ne, zale­ży od roz­pa­try­wa­ne­go sys­te­mu norm). Rela­ty­wizm na temat kon­se­kwen­cji logicz­nej (pogląd, że prze­ko­na­nie na temat tego, czy wnio­sek wyni­ka logicz­nie z prze­sła­nek, zale­ży w swo­jej war­to­ści logicz­nej od wybra­nych sta­łych logicz­nych). Te trzy tezy nie są oczy­wi­ste, a dru­ga i trze­cia są wręcz kontrowersyjne.

Rela­ty­wizm może­my zde­fi­nio­wać więc dla zmien­nych rodza­jów prze­ko­nań i zmien­nych czyn­ni­ków zależ­no­ści. Wyglą­da to tak: rela­ty­wizm na temat K w odnie­sie­niu do F jest poglą­dem, że prze­ko­na­nia rodza­ju K zale­żą co do swo­jej war­to­ści logicz­nej od czyn­ni­ka F. W zależ­no­ści od tego, co pod­sta­wi­my za „K” i „F”, otrzy­ma­my albo inte­re­su­ją­cą wer­sję rela­ty­wi­zmu, albo nie­in­te­re­su­ją­cą (try­wial­nie praw­dzi­wą lub fał­szy­wą). Rela­ty­wizm moral­ny poja­wia się wów­czas, gdy za K pod­sta­wi­my prze­ko­na­nia moral­ne (lub – bar­dziej neu­tral­nie – sądy moral­ne), zaś za czyn­nik F coś w rodza­ju zbio­ru zasad moral­nych albo tła kul­tu­ro­we­go. Z pew­no­ścią jest to jed­no­cze­śnie inte­re­su­ją­cy i kon­tro­wer­syj­ny pogląd.

Jakie racje wspie­ra­ją relatywizm?

Ist­nie­je wie­le róż­nych racji, któ­re mogą wspie­rać rela­ty­wi­stycz­ne tezy. Na przy­kład Pro­ta­go­ras (tak jak por­tre­tu­je go Pla­ton w Teaj­te­cie) wyda­je się rozu­mo­wać na zasa­dzie ana­lo­gii: ade­kwat­ność prze­ko­nań na temat tego, czy wiatr jest zim­ny, wyda­je się zale­żeć od oso­by, któ­ra żywi je w okre­ślo­nym cza­sie (od jej sta­nu zdro­wia, pory roku itd.). Prze­ko­na­nia o tym, jak rze­czy wyglą­da­ją albo jaki­mi się wyda­ją, zacho­wu­ją się podob­nie. Pro­ta­go­ras naj­wi­docz­niej prze­szedł od tych dość oczy­wi­stych przy­kła­dów rela­ty­wi­zmu do rady­kal­nej, ogól­nej tezy, któ­ra gło­si, że ade­kwat­ność jakie­go­kol­wiek prze­ko­na­nia per­cep­cyj­ne­go zale­ży od tego, kto żywi takie przekonanie.

Cza­sa­mi rela­ty­wi­stycz­ne tezy są moty­wo­wa­ne przez odnie­sie­nie do oczy­wi­stych przy­pad­ków zmien­no­ści w kon­tek­ście war­to­ści logicz­nej prze­ko­nań. Dla wie­lu ludzi wyda­je się oczy­wi­ste, że dla jed­nej oso­by bycie prze­ko­na­nym o czymś może być wła­ści­we, a dla innej nie. Na przy­kład dla cie­bie żywie­nie prze­ko­na­nia o tym, że lody cze­ko­la­do­we są lep­sze od wani­lio­wych, może być czymś wła­ści­wym, choć dla mnie już nie. Two­je prze­ko­na­nie, że klu­czy­ki do samo­cho­du mogą być w szaf­ce (bio­rąc pod uwa­gę infor­ma­cje, któ­ry­mi ­dys­po­nu­jesz), może być uza­sad­nio­ne, pod­czas gdy było­by czymś nie­wła­ści­wym, gdy­bym (odwo­łu­jąc się do wie­dzy, któ­rą posia­dam) to ja żywił to prze­ko­na­nie. Przy­pad­ki tego typu skła­nia­ją do zaj­mo­wa­nia się przed­mio­ta­mi prze­ko­nań, któ­rych war­tość logicz­na może (choć nie musi) zale­żeć od jakie­goś czyn­ni­ka, takie­go jak per­spek­ty­wa albo po pro­stu kon­kret­ny myśli­ciel lub czas.

Odmien­ną moty­wa­cję do przy­ję­cia rela­ty­wi­zmu przy­no­si meta­fi­zy­ka lub epi­ste­mo­lo­gia: nie­kie­dy pew­ne teo­rie meta­fi­zycz­ne wyklu­cza­ją ist­nie­nie fak­tów okre­ślo­ne­go typu, na przy­kład odno­szą­cych się do war­to­ścio­wa­nia albo doty­czą­cych praw­do­po­do­bień­stwa w kon­kret­nych przy­pad­kach. To może pro­wa­dzić do poglą­du, że war­tość logicz­na okre­ślo­nych zdań (o war­to­ściach czy też praw­do­po­do­bień­stwie poje­dyn­czych zda­rzeń) nie jest wyzna­czo­na przez same fak­ty, ale zale­ży raczej od stan­dar­du oce­ny lub też od dowo­dów, jaki­mi dys­po­nu­je podmiot.

We współ­cze­snej filo­zo­fii wie­lu auto­rów brak zgo­dy odno­śnie danej kwe­stii wśród filo­zo­fów (i nie tyl­ko pośród nich) trak­tu­je jako argu­ment na rzecz rela­ty­wi­zmu. Czy jest to uza­sad­nio­na praktyka?

Ten rodzaj racji na rzecz rela­ty­wi­zmu jest podob­ny do racji dru­gie­go typu, o któ­rym wspo­mnia­łem wyżej. Jeśli w danej dzie­dzi­nie (na przy­kład w kwe­stii sądu moral­ne­go) utrzy­mu­je się nie­zgo­da i jeśli nie jeste­śmy w sta­nie wska­zać na błąd, któ­ry wyja­śniał­by, dla­cze­go przy­naj­mniej jed­na ze stron spo­ru jest w błę­dzie, to mogło­by to pro­wa­dzić do kon­klu­zji, że żad­na ze stron się nie myli. Być może dzie­dzi­na, o któ­rej mowa, jest zależ­na od jakie­goś zewnętrz­ne­go czyn­ni­ka w tym sen­sie, że to on roz­strzy­ga, czy przy­ję­cie tego sądu jest słusz­ne. John Mac­kie argu­men­to­wał w ten spo­sób prze­ciw­ko ist­nie­niu fak­tów moral­nych. Nie przy­jął jed­nak rela­ty­wi­stycz­ne­go wnio­sku, że popraw­ność sądów moral­nych może zale­żeć od cze­goś inne­go niż obiek­tyw­ny stan świa­ta, lecz doszedł do kon­klu­zji, że wszyst­kie sądy moral­ne są błęd­ne: do tego, żeby były popraw­ne, koniecz­ne jest ist­nie­nie obiek­tyw­nych fak­tów moral­nych, ale sko­ro ich nie ma (na co wska­zu­ją przy­pad­ki, w któ­rych trwa­le nie uda­je się osią­gnąć zgo­dy), to sądy moral­ne są błędne.

Nale­ży jed­nak pamię­tać o tym, że argu­men­ty tego typu wspie­ra­ją się nie tyl­ko na utrzy­mu­ją­cej się nie­zgo­dzie: muszą zawie­rać rów­nież prze­słan­kę, że nie ma lep­sze­go wyja­śnie­nia dla tej nie­zgo­dy niż nie­ist­nie­nie fak­tów, do któ­rych moż­na się odnieść. Dla­te­go na przy­kład z same­go fak­tu utrzy­mu­ją­cej się nie­zgo­dy w kwe­stii tego, czy glo­bal­ne ocie­ple­nie spo­wo­do­wa­ne jest przez ludz­ką aktyw­ność, nie moż­na wycią­gać wnio­sku, że nie ist­nie­ją fak­ty sto­ją­ce za tym zja­wi­skiem lub że praw­dzi­wość prze­ko­nań na temat glo­bal­ne­go ocie­ple­nia zale­ży od punk­tu widze­nia. W tym przy­pad­ku ist­nie­je bowiem wie­le lep­szych wyja­śnień tego, że ów brak zgo­dy się utrzy­mu­je: brak wie­dzy na temat dostęp­nych danych lub roz­myśl­ne ich igno­ro­wa­nie, błę­dy w ich oce­nie, inte­re­sy eko­no­micz­ne itd.

Czy przy­ję­cie rela­ty­wi­zmu w okre­ślo­nej dzie­dzi­nie pro­wa­dzi do zaak­cep­to­wa­nia scep­ty­cy­zmu w jej obrę­bie? Czy mogę na przy­kład w uza­sad­nio­ny spo­sób kry­ty­ko­wać kogoś, kto znie­wa­la innych ludzi albo tor­tu­ru­je ich dla zaba­wy, jed­no­cze­śnie twier­dząc, że wszyst­kie poglą­dy moral­ne (i/lub spo­so­by moral­ne­go postę­po­wa­nia) są uza­sad­nio­ne w jed­na­ko­wo dobry spo­sób (lub że nie ma żad­ne­go obiek­tyw­ne­go kry­te­rium, dzię­ki któ­re­mu moż­na by stwier­dzić, któ­re z tych poglą­dów są słusz­ne, a któ­re nie)?

To są dwa pyta­nia. Odpo­wia­da­jąc na pierw­sze: w rela­ty­wi­zmie nie ma ten­den­cji, któ­ra pro­wa­dzi do scep­ty­cy­zmu. Jest wręcz prze­ciw­nie, rela­ty­wizm w danej dzie­dzi­nie może pomóc epi­ste­mo­lo­go­wi w wyja­śnie­niu, dla­cze­go uzy­sku­je­my w jej ramach wie­dzę, choć było­by trud­ne to wyja­śnić przy zało­że­niu abso­lu­ty­zmu (moż­na to porów­nać z trze­cim typem racji na rzecz rela­ty­wi­zmu, o któ­rych wyżej wspomniałem).

Odpo­wia­da­jąc zaś na dru­gie pyta­nie, rela­ty­wizm moral­ny moż­na zde­fi­nio­wać nastę­pu­ją­co: popraw­ność sądów na temat tego, czy coś jest moral­nie złe itd., zale­ży od norm moral­nych oso­by, któ­ra wyda­je ów sąd. Oso­ba, któ­ra opo­wia­da się za tak rozu­mia­nym moral­nym rela­ty­wi­zmem, może spój­nie utrzy­my­wać, że tor­tu­ry czy nie­wol­nic­two jest moral­nie złe i że jej prze­ko­na­nia mogą być słusz­ne. Moral­ny rela­ty­wizm więc w żaden spo­sób nie wyklu­cza się z zaj­mo­wa­niem okre­ślo­ne­go sta­no­wi­ska i dzia­ła­niem na jego podstawie.

Jed­nak teza – o któ­rą Pań­stwo pyta­ją – że wszyst­kie poglą­dy moral­ne są w rów­nym stop­niu uza­sad­nio­ne lub rów­nie słusz­ne, w żad­nym razie nie wyni­ka z rela­ty­wi­zmu. Czę­sto aspi­ru­ją­cy do mia­na kry­ty­ków rela­ty­wi­zmu filo­zo­fo­wie wygła­sza­ją pozba­wio­ny pod­staw pogląd, że takie sta­no­wi­sko wyni­ka z rela­ty­wi­zmu, lub defi­niu­ją rela­ty­wizm w taki spo­sób, że pocią­ga on za sobą wspo­mnia­ne poglą­dy. Być może są ludzie, któ­rzy tak myślą i praw­do­po­dob­nie nie­któ­rzy z nich okre­śla­ją sie­bie samych jako rela­ty­wi­stów (tyl­ko kto?). Jed­nak jeśli przy­pa­trzy­my się poważ­nym dys­ku­sjom o moral­nym rela­ty­wi­zmie pro­wa­dzo­nym w ramach filo­zo­fii, to oka­że się, że rela­ty­wizm nie jest defi­nio­wa­ny w ten spo­sób. Był­by to bowiem reto­rycz­ny trik, któ­ry Har­man okre­ślił mia­nem „defi­ni­cji odstra­sza­ją­cej”. Jest to pró­ba odwró­ce­nia uwa­gi od istot­nych zagad­nień, któ­re są dys­ku­to­wa­ne pod nagłów­kiem „rela­ty­wizm”.

Czy rela­ty­wizm sta­no­wi nie­od­łącz­ną część postmodernizmu?

Post­mo­der­nizm to bar­dzo luź­ny zestaw poglą­dów i ten­den­cji. Sądzę, że Richar­da Rorty’ego nale­ży uznać za post­mo­der­ni­stę, więc wspo­mnę o nie­któ­rych jego poglą­dach, któ­re wyda­ją mi się istot­ne. Ror­ty sądzi, że Oświe­ce­nie zastą­pi­ło prze­ko­na­nie o ist­nie­niu Boga prze­ko­na­niem o ist­nie­niu obiek­tyw­nej rze­czy­wi­sto­ści. Choć Ror­ty akcep­tu­je to, że prze­ko­na­nie o ist­nie­niu Boga powin­no być zastą­pio­ne, to uwa­ża, że prze­ko­na­nie o ist­nie­niu obiek­tyw­nej rze­czy­wi­sto­ści sta­no­wi szko­dli­wą ide­olo­gię, któ­ra rywa­li­zu­je z ide­olo­gią soli­dar­no­ści (któ­rą Ror­ty pro­mu­je). Co cie­ka­we, więk­szość współ­cze­snych filo­zo­fów wie­rzy w obiek­tyw­nie ist­nie­ją­cą rze­czy­wi­stość (wystar­czy zer­k­nąć na ankie­tę Phil­Pa­pers) i trak­tu­ją ją jako pew­ną ide­olo­gię: po pro­stu zakła­da­ją, że treść prze­ko­nań i sądów, a tak­że wszyst­kie­go, co jest jaką­kol­wiek repre­zen­ta­cją, posia­da abso­lut­ną war­tość logiczną.

Rela­ty­wizm, tak jak go rozu­miem, otwie­ra moż­li­wość racjo­nal­nej dys­ku­sji na temat tego, czy ist­nie­je obiek­tyw­na rze­czy­wi­stość, któ­rą może­my traf­nie odwzo­ro­wać w umy­śle. Jeśli bowiem pozo­sta­wi­my kwe­stię tego, czy tre­ści repre­zen­ta­cji posia­da­ją abso­lut­ne war­to­ści logicz­ne, otwar­tą (tj. dopu­ści­my, że nie­kie­dy ich nie mają), to Ror­ty i zwo­len­ni­cy tezy o ist­nie­niu obiek­tyw­nej rze­czy­wi­sto­ści mogą przy­naj­mniej zacząć dys­ku­sję, znaj­du­jąc się na tym samym pozio­mie, nie zakła­da­jąc z miej­sca ist­nie­nia lub nie­ist­nie­nia obiek­tyw­nej rze­czy­wi­sto­ści. Sądzę, że na tej pod­sta­wie moż­na twier­dzić, że przy­naj­mniej w nie­któ­rych dzie­dzi­nach jeste­śmy zdol­ni do uzy­ska­nia takiej repre­zen­ta­cji, któ­ra jest obiektywna –
w pew­nym przy­bli­że­niu. Jest to zagad­nie­nie, któ­rym aktu­al­nie się zajmuję.

Co według kry­ty­ków rela­ty­wi­zmu sta­no­wi jego naj­więk­szą słabość?

Wspo­mi­na­łem już o podej­ściu sto­so­wa­nym przez auto­rów aspi­ru­ją­cych do mia­na kry­ty­ków rela­ty­wi­zmu (takie­go lub inne­go rodza­ju), np. tym, według któ­re­go wszyst­kie poglą­dy są rów­nie słusz­ne, a tak­że o tezie, że nie­spój­ne jest stwier­dze­nie, iż jakaś oso­ba ma rację, uzna­jąc treść dane­go prze­ko­na­nia, jed­no­cze­śnie negu­jąc ową treść. Nie sądzę, żeby tego typu zarzu­ty były poważ­nym zagro­że­niem dla rela­ty­wi­zmu (choć czę­sto zabie­gi reto­rycz­ne oka­zu­ją się skuteczne).

Moż­na jed­nak sfor­mu­ło­wać moc­niej­sze zarzu­ty. Doty­czą one na przy­kład pyta­nia o to, jak moż­li­wa jest komu­ni­ka­cja inter­per­so­nal­na i wymia­na infor­ma­cji w dzie­dzi­nach, w ramach któ­rych ludzie bro­nią rela­ty­wi­stycz­nych tez. Sko­ro zda­nie (szcze­rze prze­ze mnie wypo­wia­da­ne): „Masaż stóp jest przy­jem­ny” posia­da war­tość logicz­ną zależ­ną od punk­tu widze­nia, to po co w ogó­le coś takie­go twier­dzić? Jak ktoś w takich oko­licz­no­ściach mógł­by się cze­goś dowie­dzieć? Uwa­żam, że ten pro­blem nie doty­ka oso­by, któ­ra uzna, że przed­mio­ty prze­ko­nań i sądów posia­da­ją abso­lut­ne war­to­ści logicz­ne (choć ktoś taki będzie musiał zmie­rzyć się z inny­mi pro­ble­ma­mi). Zatem pró­ba odpo­wie­dzi na te pro­ble­my sta­no­wi waż­ne zada­nie dla rela­ty­wi­stów wszel­kie­go rodzaju.

Glo­bal­ny rela­ty­wizm jest czę­sto odrzu­ca­ny za pomo­cą tezy, że jest to sta­no­wi­sko, któ­re samo się zno­si. Jak moc­ny jest ów argu­ment? W jaki spo­sób moż­na na nie­go odpo­wie­dzieć?

Argu­men­ty z samo­oba­le­nia prze­ciw­ko rela­ty­wi­zmo­wi mają bar­dzo dłu­gą tra­dy­cję i współ­cze­śnie przy­bie­ra­ją one bar­dzo zróż­ni­co­wa­ną postać. Jed­no jest pew­ne: są naj­sku­tecz­niej­sze, gdy wysu­wa się je prze­ciw­ko glo­bal­nym wer­sjom rela­ty­wi­zmu, a więc poglą­dom, któ­re gło­szą, że popraw­ność we wszyst­kich dzie­dzi­nach zale­ży od jakie­goś czyn­ni­ka. Przyj­mij­my, że glo­bal­ny rela­ty­wizm, o któ­ry pyta­my, to pogląd, iż dla jakiej­kol­wiek tre­ści prze­ko­nań to, czy jego posia­da­nie jest akcep­to­wal­ne czy nie, zale­ży od tego, kto żywi owo prze­ko­na­nie. Taki pogląd nie wyklu­cza tego, że ist­nie­ją prze­ko­na­nia, któ­re popraw­nie może żywić każ­dy. Może­my jed­nak uczy­nić ten pogląd bar­dziej rady­kal­nym i zde­fi­nio­wać go nastę­pu­ją­co: treść każ­de­go prze­ko­na­nia jest taka, że słusz­nie uzna­ją ją pew­ni myśli­cie­le, zaś nie­słusz­nie przyj­mu­ją ją inni. Może­my wte­dy zapy­tać: co z tre­ścią rady­kal­ne­go glo­bal­ne­go rela­ty­wi­zmu? On rów­nież będzie poglą­dem, któ­ry będą mogli popraw­nie przy­jąć jed­ni myśli­cie­li, ale nie inni.

Nie­któ­rzy sądzą, że jest w tym coś pro­ble­ma­tycz­ne­go. Jed­nak trud­no prze­kuć ten pogląd w odrzu­ce­nie rela­ty­wi­zmu, gdyż do tego potrzeb­ne są dodat­ko­we prze­słan­ki, któ­rych glo­bal­ny rela­ty­wi­sta nie musi akcep­to­wać. Jed­na z nich stwier­dza­ła­by, że przyj­mu­jąc jakiś pogląd, pod­miot uzna­je go za abso­lut­nie słusz­ny. Przy tym zało­że­niu przy­ję­cie przez glo­bal­ne­go rela­ty­wi­stę swo­je­go poglą­du jest niespójne.

O zarzu­cie samo­oba­le­nia moż­na jed­nak powie­dzieć o wie­le wię­cej, bio­rąc pod uwa­gę cho­ciaż­by fakt, jak wie­le w dzie­jach powie­dzia­no na ten temat (nie wyłą­cza­jąc moje­go arty­ku­łu w Com­pa­nion to Rela­ti­vism z 2011 roku pod redak­cją Ste­phe­na D. Hale­sa). Jed­nak powin­ni­śmy pamię­tać o tym, że nawet jeśli ktoś sądzi, iż rady­kal­ny i glo­bal­ny rela­ty­wizm w pew­nym sen­sie sam się zno­si, to jesz­cze nie mówi to nicze­go na temat tych form rela­ty­wi­zmu, któ­re nie są ani rady­kal­ne, ani globalne.

Tłu­ma­cze­nie: Bła­żej Gębura,
przej­rze­li: Jędrzej Grod­nie­wicz, Bar­tło­miej Czajka


Max Köl­bel – Pro­fe­sor filo­zo­fii, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Wie­deń­skie­go. Jego zain­te­re­so­wa­nia sku­pia­ją się na filo­zo­fii języ­ka, meta­fi­zy­ce, meta­ety­ce i epi­ste­mo­lo­gii. W wol­nym cza­sie upra­wia takie sty­le tanecz­ne jak Lin­dy Hop i Balboa.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: Moni­ka Trypuz

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Rela­ty­wizm jest ści­śle zwią­za­ny z komu­ni­ka­cją spo­łecz­ną za pomo­cą sło­wa. Ale każ­dy czło­wiek w trak­cie komu­ni­ka­cji za pomo­cą sło­wa z innym czło­wie­kiem może nada­wać każ­de­mu sło­wu swo­je zna­cze­nie, któ­re może sie róż­nić od wypo­wie­dzi i nada­wa­nia inne­go zna­cze­nia temu sło­wu. Zale­ży to od pod­mio­to­we­go nada­wa­nia zna­cze­nia sło­wu bo oso­ba wypo­wia­da­ją­ca się może nadać zupeł­nie inny sens swo­jej wypo­wie­dzi i on jest uza­leż­nio­ny od rozu­mu pod­mio­tu wypo­wia­da­ją­ce­go się, czy­li od jego wie­dzy poznaw­czej i woli oraz sądze­niu o sen­sie swo­jej pod­mio­to­wej wypowiedzi.
    Sło­wo jest nie tyl­ko narzę­dziem komu­ni­ka­cji ale tak­że dys­kur­su a tak­że wal­ki któ­rej celem odkry­cie praw­dy lub sen­su oraz metod pro­wa­dze­nia rozmowy.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy