Artykuł Etyka

Stanisław Gałkowski: Czy autorytet niszczy naszą autonomię?

Podążanie za autorytetami niesie ze sobą ryzyko utraty niezależności – bądź to intelektualnej, bądź moralnej albo i obu naraz. Niemniej – paradoksalnie – takie podporządkowanie, o ile spełnione są określone warunki, może również mieć charakter racjonalny, bo pozwala uzyskać znaczne korzyści o charakterze pragmatycznym bez rezygnacji z własnej autonomii.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2017 nr 5 (17), s. 9–11. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku  PDF.


Zaufanie i podporządkowanie

Pod­po­rząd­ko­wa­nie się auto­ry­te­to­wi jest uzna­niem czy­jejś opi­nii za obo­wią­zu­ją­cą, bez samo­dziel­nej reflek­sji i namy­słu nad pro­ble­mem, któ­re­go doty­czy, tyl­ko i wyłącz­nie dla­te­go, że wygło­si­ła ją oso­ba, któ­rą darzy­my zaufa­niem. Pole­ga zatem m.in. na chwi­lo­wym zawie­sze­niu nor­mal­nych zasad kry­tycz­ne­go i samo­dziel­ne­go myśle­nia. Jest to jed­nak bar­dzo czę­sto (choć oczy­wi­ście nie zawsze) posta­wa racjo­nal­na, naj­sku­tecz­niej pro­wa­dzą­ca do osią­gnię­cia pożą­da­nych celów.

Doty­czy to zarów­no infor­ma­cji, jak i pole­ceń. W pierw­szym wypad­ku przyj­mu­je­my „bez spraw­dza­nia” opi­nię kogoś o uzna­nych kom­pe­ten­cjach. Kimś takim może być pro­fe­sor czy eks­pert w danej dzie­dzi­nie (ucze­nie zwa­ny auto­ry­te­tem poznaw­czym). W dru­gim zaś mówi­my o tzw. auto­ry­te­cie deon­tycz­nym, czy­li o sytu­acji, w któ­rej uzna­je­my, że sko­ro rozkaz/nakaz pocho­dzi od nasze­go prze­ło­żo­ne­go (czy innej oso­by, któ­rą uzna­je­my za upraw­nio­ną do kie­ro­wa­nia naszy­mi poczy­na­nia­mi), jest to już wystar­cza­ją­cy powód, by wyko­nać go bez żąda­nia jakich­kol­wiek uza­sad­nień.

Pod­po­rząd­ko­wa­nie się auto­ry­te­to­wi kry­je w sobie jed­nak wie­le puła­pek m.in. moż­li­wo­ści mani­pu­la­cji i zwy­kłych nad­użyć. Moż­na się jed­nak przed nimi – przy­naj­mniej do pew­ne­go stop­nia – zabez­pie­czyć. Przede wszyst­kim nic nie może nas zwol­nić z obo­wiąz­ku racjo­nal­ne­go namy­słu nad tym, kogo i w jakim zakre­sie może­my obda­rzyć tak dużym zaufa­niem. Pod­po­rząd­ko­wa­nie się czy­imś wska­zów­kom powin­no się odby­wać tyl­ko tam, gdzie się­ga­ją kom­pe­ten­cje oso­by, któ­rej auto­ry­tet uzna­je­my (a to pod­le­ga już racjo­nal­nej oce­nie). Wystrze­gać nale­ży się więc nad­mier­ne­go roz­sze­rza­nia auto­ry­te­tu, tzn. uzna­nia, że mądra oso­ba, nie­zwy­kle kom­pe­tent­na w jed­nej dzie­dzi­nie, auto­ma­tycz­nie ­naby­wa auto­ry­te­tu w innej. Nale­ży rów­nież uni­kać myle­nia wspo­mnia­nych rodza­jów auto­ry­te­tów, tzn. przy­pi­sy­wa­nia kom­pe­ten­cji eks­per­ta i znaw­cy oso­bom ­upraw­nio­nym do wyda­wa­nia pole­ceń („szef ma rację we wszyst­kim”) lub odwrot­nie – przy­zna­wa­nia pra­wa do dawa­nia wska­zó­wek doty­czą­cych nasze­go życia oso­bom wyka­zu­ją­cym się wie­dzą czy­sto teo­re­tycz­ną.

Jest pomi­mo to oczy­wi­ste, że – z zacho­wa­niem odpo­wied­niej ostroż­no­ści – pod­po­rząd­ko­wa­nie się auto­ry­te­tom peł­ni w naszym życiu pozy­tyw­ną funk­cję. Postę­pu­ją­ca zło­żo­ność nasze­go świa­ta powo­du­je, że ilość infor­ma­cji i wie­dzy, do któ­rych może­my dojść wła­snym wysił­kiem, pro­por­cjo­nal­nie male­je, a zatem w coraz więk­szym stop­niu musi­my w tym zakre­sie zdać się na innych. Ta sama zło­żo­ność wymu­sza rów­nież na nas coraz ści­ślej­szą współ­pra­cę w osią­ga­niu wspól­nych celów, co z kolei bar­dzo czę­sto wyma­ga pod­po­rząd­ko­wa­nia się sze­fo­wi bez nie­ustan­ne­go doma­ga­nia się uza­sad­nie­nia otrzy­my­wa­nych pole­ceń.

Autorytet moralny?

Powyż­sze uwa­gi są w grun­cie rze­czy dość banal­ne (tzn. praw­dzi­we aż do oczy­wi­sto­ści i powszech­nie uzna­wa­ne), jed­nak jeże­li cho­dzi o tzw. auto­ry­tet moral­ny, rzecz się kom­pli­ku­je: w życiu czło­wie­ka doro­słe­go (tzn. samo­dziel­nie myślą­ce­go i przyj­mu­ją­ce­go odpo­wie­dzial­ność za swo­je decy­zje i dzia­ła­nia) nie powin­no być miej­sca na ten rodzaj auto­ry­te­tu.

Auto­ry­tet moral­ny pole­gał­by bowiem na przy­ję­ciu cudzych poglą­dów jako swo­ich, i to poglą­dów o tym, co jest dobre, a co złe, jakie dzia­ła­nia są słusz­ne, a jakie moral­nie nagan­ne, bez wcze­śniej­sze­go pod­da­nia tych poglą­dów kry­tycz­nej reflek­sji, a więc na cudzą odpo­wie­dzial­ność. Ozna­cza­ło­by to tym samym rezy­gna­cję z wła­snej auto­no­mii moral­nej, co w isto­cie jest doko­na­niem czy­nu nie­mo­ral­ne­go. Dobro­wol­na rezy­gna­cja z wła­sne­go zda­nia w tak waż­nej dzie­dzi­nie sta­no­wi rodzaj skraj­ne­go fana­ty­zmu, upo­ka­rza­ją­ce­go w rela­cjach pry­wat­nych, a w sfe­rze publicz­nej wręcz nie­bez­piecz­ne­go.

Odrzu­ce­nie tak poję­te­go auto­ry­te­tu moral­ne­go nie ozna­cza jed­nak, że nasze życie moral­ne może odby­wać się w cał­ko­wi­tej izo­la­cji od opi­nii innych osób. Cho­dzi jedy­nie o dobit­ne pod­kre­śle­nie fak­tu, że nawet gdy zga­dza­my się ze zda­niem ludzi, któ­rych darzy­my cał­ko­wi­tym zaufa­niem, zawsze robi­my to na wła­sną odpo­wie­dzial­ność, a więc naszą powin­no­ścią (rów­nież moral­ną) jest poprze­dze­nie tej zgo­dy samo­dziel­nym namy­słem. Samo­dziel­ny namysł ozna­cza z kolei, że przy­czy­ną decy­zji są roz­wa­żo­ne (i zaak­cep­to­wa­nie przez nas) racje, a nie cudzy auto­ry­tet.

Nie­mniej takie­go odrzu­ce­nia auto­ry­te­tu moral­ne­go moż­na ocze­ki­wać tyl­ko od ludzi „cał­ko­wi­cie” doro­słych. Bio­rąc jed­nak pod uwa­gę, że cał­ko­wi­ta samo­dziel­ność i samo­wy­star­czal­ność inte­lek­tu­al­na jest tak napraw­dę jedy­nie nigdy nie­osią­gal­nym hory­zon­tem naszych dążeń, trze­ba uznać – choć brzmi to jak zaprze­cze­nie wcze­śniej­szych wywo­dów – że pod­czas samo­dziel­nej decy­zji powin­ni­śmy brać pod uwa­gę rów­nież zda­nie innych ludzi. Dla­te­go też – choć w żad­nej sytu­acji nie powin­ni­śmy zda­wać się cał­ko­wi­cie na opi­nie innych – moż­na cza­sem mówić o auto­ry­te­cie moral­nym w sen­sie słab­szym niż powy­żej opi­sa­ny. Była­by to oso­ba w jakiś spo­sób wyróż­nio­na, obda­rzo­na przez nas zaufa­niem, któ­rej oce­ny moral­ne, wska­zów­ki i sta­wia­ne przez nią wyma­ga­nia były­by przez nas bra­ne pod uwa­gę w pierw­szym rzę­dzie – wyróż­nio­ne spo­śród całej gamy róż­no­rod­nych sta­no­wisk, z któ­ry­mi się sty­ka­my.

Nie może to jed­nak ozna­czać auto­ma­tycz­ne­go uzna­nia ich za wła­sne. Cho­dzi jedy­nie o to, że sko­ro uzna­ję, że dana oso­ba w jakiś szcze­gól­ny spo­sób repre­zen­tu­je war­to­ści czy styl życia, któ­ry uprzed­nio uzna­łem za wła­ści­wy, to nad jej uwa­ga­mi powi­nie­nem zasta­no­wić się w pierw­szym rzę­dzie. Lecz trze­ba jesz­cze raz pod­kre­ślić, że choć auto­ry­tet jest przy­czy­ną (być może nawet jedy­ną), dla któ­rej zwró­ci­li­śmy uwa­gę na te wła­śnie opi­nie, to jed­nak ich uzna­nie za wła­sne nie doko­nu­je się dla­te­go, że wygło­si­ła je sza­no­wa­na przez nas oso­ba, lecz dla­te­go, że po namy­śle sami uzna­li­śmy słusz­ność jej sta­no­wi­ska. Gdy­by było ina­czej, ozna­cza­ło­by to rezy­gna­cję z wła­snej auto­no­mii. Z tak poję­tym „sła­bym” auto­ry­te­tem nie zawsze musi­my się zga­dzać, lecz zawsze jeste­śmy goto­wi z uwa­gą wysłu­chać tego, co ma nam do powie­dze­nia.

Po raz kolej­ny: coraz więk­sza zło­żo­ność świa­ta powo­du­je wzrost zna­cze­nia tak poję­te­go auto­ry­te­tu moral­ne­go w życiu współ­cze­sne­go czło­wie­ka. Glo­ba­li­za­cja oraz gwał­tow­ny roz­wój tech­no­lo­gii infor­ma­cyj­nych spra­wia­ją, że ilość kon­tak­tów mię­dzy­ludz­kich, w któ­re wcho­dzi­my, ilość infor­ma­cji, kon­cep­cji (rów­nież moral­nych i reli­gij­nych), poglą­dów i sta­no­wisk, z któ­ry­mi się sty­ka­my, wzro­sła tak gwał­tow­nie, że po pro­stu nie jeste­śmy w sta­nie poświę­cić im wszyst­kim uwa­gi, jakiej wyma­gał­by racjo­nal­ny namysł. Zacho­dzi więc koniecz­ność ich wcze­śniej­szej pre­se­lek­cji. W tej sytu­acji rola „sła­bych” auto­ry­te­tów moral­nych – jako punk­tów orien­ta­cyj­nych, nie prze­są­dza­ją­cych jesz­cze o naszych decy­zjach, któ­re wszak podej­mu­je­my sami, lecz pod­su­wa­ją­cych pro­ble­my do roz­wa­że­nia – nie­usta­ją­co rośnie. Uzna­nie takich auto­ry­te­tów nie tyl­ko nie nisz­czy naszej auto­no­mii moral­nej i samo­dziel­no­ści poznaw­czej, lecz prze­ciw­nie – jest racjo­nal­ną posta­wą, gdyż pozwa­la wyjść poza wła­sne ogra­ni­cze­nia.

Autorytet i wychowanie

Zastrzec jed­nak trze­ba, że powyż­sze uwa­gi doty­czą jedy­nie ludzi w peł­ni doj­rza­łych (jeże­li w ogó­le tacy ist­nie­ją). W wypad­ku osób będą­cych dopie­ro na począt­ku swo­je­go roz­wo­ju, czy­li dzie­ci i czę­ścio­wo mło­dzie­ży, spra­wy mają się ina­czej. Dziec­ko jest, przy­naj­mniej począt­ko­wo, bez­rad­ne wobec ota­cza­ją­cej je rze­czy­wi­sto­ści. Nie rozu­mie­jąc ota­cza­ją­ce­go go świa­ta, jest zda­ne na auto­ry­tet poznaw­czy swo­ich opie­ku­nów i nauczy­cie­li. Będąc nie­sa­mo­dziel­ne w sen­sie spo­łecz­nym, musi też pod­po­rząd­ko­wać się ich pole­ce­niom. Z kolei brak auto­no­mii moral­nej powo­du­je koniecz­ność postę­po­wa­nia w myśl cudzych wska­zań moral­nych. Uza­leż­nie­nie dzie­ci od auto­ry­te­tów jest po pro­stu fak­tem. Mamy tutaj do czy­nie­nia z mecha­ni­zmem odwrot­nym niż w wypad­ku doro­słych – to nie uzna­nie auto­ry­te­tu moral­ne­go pod­wa­ża auto­no­mię, lecz brak auto­no­mii moral­nej (w pierw­szych latach życia nie­omal cał­ko­wi­ty) powo­du­je koniecz­ność zda­nia się na auto­ry­te­ty zewnętrz­ne.

Roz­wój mło­de­go czło­wie­ka (a więc i wycho­wa­nie jako pro­ces wspie­ra­nia tego roz­wo­ju) pole­ga zatem nie na wyzby­ciu się wszel­kich auto­ry­te­tów (choć być może taki etap mło­dzień­cze­go bun­tu jest w pew­nym sen­sie potrzeb­ny), lecz na naby­wa­niu umie­jęt­no­ści racjo­nal­ne­go dobo­ru auto­ry­te­tów poznaw­czych i deon­tycz­nych. Roz­wój moral­ny pole­ga nato­miast na pozby­ciu się auto­ry­te­tów moral­nych rozu­mia­nych w sen­sie sil­nym, przy jed­no­cze­snym roz­sąd­nym i reflek­syj­nym zastą­pie­niu ich auto­ry­te­ta­mi „sła­by­mi”. Wła­ści­wy ich dobór ozna­cza doj­rza­łość. Choć oczy­wi­ście uzna­nie sie­bie za w peł­ni doj­rza­łe­go było­by ozna­ką… nie­doj­rza­ło­ści. Jest to jed­nak temat na inną opo­wieść.


Sta­ni­sław Gał­kow­ski – Prof. dr hab., wykła­dow­ca filo­zo­fii, pra­cu­je w Aka­de­mii Igna­tia­num w Kra­ko­wie, opu­bli­ko­wał kil­ka­dzie­siąt prac z zakre­su ety­ki, antro­po­lo­gii filo­zo­ficz­nej, a przede wszyst­kim filo­zo­fii wycho­wa­nia oraz filo­zo­fii spo­łecz­no-poli­tycz­nej. Hob­by: dobra lite­ra­tu­ra, żagle i góry.

 

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku  PDF.

 < Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: © sve­ta­zi

 

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy