Artykuł Epistemologia

Jacek Jarocki: #1. Starcie nauki ze zdrowym rozsądkiem

Większość z nas wierzy nauce i ma po temu mocne podstawy: dzięki prawom aerodynamiki samoloty latają, a dzięki odkryciom medycyny chorzy wracają do zdrowia. Współczesne teorie fizyczne mają jednak druzgocące konsekwencje dla naszego codziennego obrazu świata – w ich świetle większość tego, co wiemy o rzeczywistości, jest po prostu fałszywa.

Tekst jest dodat­kiem do nume­ru 4(10) / 2016: Filo­zo­fia w dobie nauki


W pełnej wers graficznej tekst można czytać i pobrać > tutaj [pdf]. 

Down­lo­ad (PDF613KB)

Zakła­dam, że czy­tasz te sło­wa, trzy­ma­jąc w dło­niach dru­ko­wa­ny egzem­plarz pisma. Patrzysz na lite­ry, pochło­nię­ty uchwy­ty­wa­niem ich tre­ści. Pra­wie nie zauwa­żasz, że „Filo­zo­fuj!” to papier, czy­li sta­ły, choć nie­zbyt trwa­ły mate­riał, na któ­rym w odpo­wied­nim porząd­ku roz­ma­za­no cien­kie smuż­ki far­by. Two­je poję­cie pisma odpo­wia­da prak­tycz­nym celom – chcesz je prze­czy­tać, a zatem nie zwra­casz uwa­gi na stro­nę tech­nicz­ną, ina­czej niż na przy­kład dru­karz, któ­rzy prze­pu­ścił je przez try­by swo­jej maszyny.

A co, patrząc na cza­so­pi­smo, widzi fizyk? Zgod­nie z teo­rią ato­mi­stycz­ną to, co wła­śnie trzy­masz w rękach, to nic inne­go jak chmu­ra zbi­tych, gotu­ją­cych się czą­stek lub – co jesz­cze bar­dziej abs­trak­cyj­ne – fal. Podob­ną struk­tu­rę mają przed­mio­ty dooko­ła Cie­bie, a nawet Two­je cia­ło. Wyda­je się to nie­wia­ry­god­ne: choć wiesz, że to praw­da, trud­no Ci się zmu­sić do takie­go postrze­ga­nia świa­ta, by nie two­rzy­ły go sto­ły czy krze­sła, ale wrzą­ce zbit­ki pro­to­nów, elek­tro­nów i neutronów.

W rze­czy­wi­sto­ści jest nawet gorzej: na pozio­mie fun­da­men­tal­nym znacz­na więk­szość Two­je­go oto­cze­nia to po pro­stu pusta prze­strzeń. Zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cym dziś mode­lem ato­mu, jeże­li zało­ży­my, że jego jądro ma wiel­kość pił­ki do teni­sa, to elek­tro­ny moż­na przy­rów­nać do głó­wek od szpi­lek, zaś cały model będzie miał śred­ni­cę sied­miu­set metrów! To, co „na zdro­wy rozum” sądzi­my o świe­cie, popa­da zatem w ostry kon­flikt z jego nauko­wym obrazem.

Fakt ten – oraz jego filo­zo­ficz­ne kon­se­kwen­cje – został dobit­nie wyra­żo­ny przez bry­tyj­skie­go fizy­ka Arthu­ra Edding­to­na w latach 30. XX wie­ku. (Wspo­mi­na o nim Zenon Roskal w nume­rze 2/2015 „Filo­zo­fuj!”, w arty­ku­le Dwa sto­ły Edding­to­na i nicość uwol­nio­na). Edding­ton zauwa­ża, że twar­dy, jed­no­li­ty stół, przy któ­rym zasia­da, jest dia­me­tral­nie innym sto­łem niż ten, o któ­rym mówią współ­cze­sne teo­rie fizycz­ne. Jak to jed­nak moż­li­we, że zdro­wy roz­są­dek popa­da w sprzecz­ność z dany­mi nauki?

Co bar­dziej nie­cier­pli­wi mogli­by w tym miej­scu stwier­dzić, że sko­ro oba obra­zy świa­ta są sprzecz­ne (twar­dy, jed­no­li­ty stół kon­tra chma­ra pustych bez mała czą­stek), to jeden z nich musi być fał­szy­wy. Wyda­je się jed­nak, że taka reak­cja jest prze­sa­dzo­na. Być może mamy pro­blem, by wyobra­zić sobie prze­skok od ato­mu do ska­li makro. Jeże­li jed­nak przej­dzie­my od poje­dyn­czej cząst­ki do pier­wiast­ków che­micz­nych, potem do związ­ków oraz struk­tur bar­dziej zło­żo­nych aż do sto­łów i krze­seł, prze­sta­nie­my mówić o prze­pa­ści, a zacznie­my posłu­gi­wać się raczej meta­fo­rą mostu pomię­dzy odle­gły­mi pozio­ma­mi natu­ry. Czy to pozwa­la nam unik­nąć wszyst­kich pro­ble­mów? Bynaj­mniej – cała kwe­stia jest nie­co bar­dziej skomplikowana.

Bezbarwne niebo, niesłona sól

Przy­kład sto­łu sta­no­wi dobre zobra­zo­wa­nie kon­flik­tu, w jaki nasz potocz­ny obraz świa­ta popa­da z obra­zem czy­sto nauko­wym. Jed­nak pro­blem ten doty­czy nie tyl­ko struk­tu­ry przed­mio­tów, ale dosłow­nie wszyst­kie­go, co nas ota­cza. Wyobraź sobie, że spo­glą­dasz w nie­bo. Zapy­ta­ny, jaki ma ono kolor, bez waha­nia odpo­wiesz: błę­kit­ny. Co mówi o tym fizy­ka? Zapew­ne nie zdzi­wi Cię, że jej teo­ria jest dia­me­tral­nie inna. To, co uwa­żasz za kolor, jest po pro­stu falą elek­tro­ma­gne­tycz­ną. Świa­tło słoń­ca prze­cho­dzi przez ziem­ską atmos­fe­rę i ule­ga roz­pro­sze­niu. Następ­nie na siat­ków­kę Two­je­go oka pada fala o dłu­go­ści ok. 440–490 nano­me­trów i czę­sto­tli­wo­ści w gra­ni­cach 600 tera­her­ców. Siat­ków­ka wysy­ła do mózgu sygnał gene­ru­ją­cy pobu­dze­nie neu­ro­nów w obsza­rze odpo­wie­dzial­nym za widze­nie. Oto cała histo­ria – ani sło­wa o błękicie.

No dobrze, powiesz, jaki w takim razie jest praw­dzi­wy kolor nie­ba? Odpo­wiedź brzmi: nie ma cze­goś takie­go. W toku ewo­lu­cji zosta­li­śmy wypo­sa­że­ni w zdol­ność odbie­ra­nia fali o okre­ślo­nej dłu­go­ści i czę­sto­tli­wo­ści jako dane­go kolo­ru. Nie ma jed­nak żad­nych prze­ciw­wska­zań, by fala o poda­nej dłu­go­ści nie mogła odpo­wia­dać za inne wra­że­nie kolo­ru albo nawet by w ogó­le nie była widzia­na – wszak bar­wy z pasm nad­fio­le­tu i pod­czer­wie­ni nie są przez nas postrze­ga­ne, choć pew­ne urzą­dze­nia oraz zwie­rzę­ta nie mają z tym pro­ble­mu. Podob­na sytu­acja doty­czy pozo­sta­łych zmy­słów. Dźwięk jest niczym innym jak falą o pew­nej dłu­go­ści, któ­rą nasz mózg zmie­nia w takie dozna­nie jak dźwięk for­te­pia­nu czy klak­son samo­cho­do­wy. Smak i zapa­chy to efekt reak­cji che­micz­nych zacho­dzą­cych w polu węcho­wym lub kub­kach sma­ko­wych. Dotyk zaś to inter­pre­ta­cja pobu­dzeń prze­kaź­ni­ków ner­wo­wych w naszym ciele.

Weź­my dwa inne przy­kła­dy. Przyj­mu­je się, że czło­wiek sły­szy dźwię­ki o czę­sto­tli­wo­ści do 20 kilo­her­ców, przy czym z wie­kiem jego zdol­ność odbie­ra­nia naj­wyż­szych reje­strów spa­da. Zatem oso­ba, któ­ra w wie­ku 15 lat odbie­ra­ła falę o tej czę­sto­tli­wo­ści, dzie­sięć lat póź­niej nie jest w sta­nie jej usły­szeć. Dru­gi z przy­kła­dów doty­czy sub­stan­cji zwa­nej feny­lo­tio­kar­ba­mi­dem. W zależ­no­ści od geno­ty­pu dla nie­któ­rych ludzi ma ona smak gorz­ki, dla innych nie ma go w ogó­le. Oba przy­kła­dy poka­zu­ją, jak dzia­ła­nie dane­go zmy­słu zmie­nia się w zależ­no­ści od obser­wa­to­ra. A ponie­waż, jak gło­si jed­no z fun­da­men­tal­nych praw logi­ki, tzw. zasa­da nie­sprzecz­no­ści, dana rzecz nie może zara­zem być i nie być jakaś, powin­ni­śmy zało­żyć, że jej jakość nie tkwi w niej samej, ale wyłącz­nie w naszym umyśle.

Osta­tecz­ny wnio­sek jest zatem taki, że rze­czy­wi­stość może mieć dys­po­zy­cję, by wywo­ły­wać w nas okre­ślo­ne wra­że­nia kolo­ru, sma­ku czy dźwię­ku, ale sam świat jest ich cał­ko­wi­cie pozba­wio­ny. By doko­nać krót­kie­go pod­su­mo­wa­nia: prak­tycz­nie nic, co pocho­dzi z naszych zmy­słów, nie ist­nie­je w świe­cie tak, jak to postrzegamy.

Szczypta umysłowego barwnika do struktury świata

Choć wnio­sek z naszych dotych­cza­so­wych docie­kań nie jest zbyt pocie­sza­ją­cy, zwłasz­cza kie­dy patrzy­my na pięk­ny zachód słoń­ca z myślą, że całe spec­trum kolo­rów czy zapa­chów dozna­wa­nych w danej chwi­li jest jedy­nie ilu­zją, to uję­cie takie ma poważ­ne kon­se­kwen­cje filo­zo­ficz­ne. Oka­zu­je się bowiem, że nie jeste­śmy bier­ny­mi odbior­ca­mi świa­ta, lecz w znacz­nej mie­rze go współ­two­rzy­my. Taka myśl towa­rzy­szy filo­zo­fom od daw­na – w sta­ro­żyt­no­ści bro­nił jej już rówie­śnik Sokra­te­sa, Demo­kryt. W XVII wie­ku John Loc­ke postu­lo­wał, że wła­sno­ści, czy­li cechy przed­mio­tów, dzie­lą się dwo­ja­ko: na pier­wot­ne i wtór­ne. Te pierw­sze – Loc­ke zali­czał w ich poczet kształt, wiel­kość czy ruch – postrze­ga­ne są przez wie­le zmy­słów, stąd moż­na powie­dzieć, że rze­czy­wi­ście nale­żą one do rze­czy. Nato­miast te dru­gie – przed­mio­ty jed­ne­go zmy­słu – są już naszą inter­pre­ta­cją świa­ta. Wpraw­dzie czer­wo­ny pomi­dor ma moż­li­wość wywo­ły­wa­nia wra­że­nia kolo­ru czer­wo­ne­go poprzez odbi­ja­nie fali świetl­nej okre­ślo­nej dłu­go­ści, ale sam w sobie nie jest czerwony.

W takim wypad­ku nasz umysł nie jest jedy­nie bier­nym odbior­cą tre­ści, ale w znacz­nej mie­rze je współ­two­rzy. Wię­cej nawet – to on nada­je rze­czom takie, a nie inne cechy zmy­sło­we. Ozna­cza to, że mię­dzy świa­tem a naszym jego widze­niem muszą ist­nieć pew­ne umy­sło­we pośred­ni­ki, nazy­wa­ne w filo­zo­fii nowo­żyt­nej ide­ami, któ­re dłu­gość fali zmie­nia­ją na dane doświad­cze­nie dźwię­ku czy kolo­ru, a przy­spie­szo­ny lub spo­wol­nio­ny ruch ato­mów na wra­że­nie cie­pła bądź zim­na. Choć zatem świat jest real­ny, nie mamy bez­po­śred­nie­go dostę­pu do tego, jaki jest on napraw­dę – sta­no­wi­sko takie nazy­wa się reali­zmem pośrednim.
Kon­se­kwen­cje tej kon­cep­cji są poważ­ne: jeże­li jest tak, jak gło­si powyż­sze sta­no­wi­sko, to świat taki, jakim go widzi­my, pod wie­lo­ma wzglę­da­mi w niczym nie przy­po­mi­na tego, jaki jest napraw­dę. Bez­won­ne, bez­sma­ko­we, pozba­wio­ne kolo­ru zbit­ki mate­rii-fal: oto obraz rze­czy­wi­sto­ści suge­ro­wa­ny przez współ­cze­sną fizy­kę. I choć taki świat trud­no sobie wyobra­zić, to jed­nak wyglą­da na to, że z takim obra­zem musi­my żyć.

Druga część tekstu ukaże się w numerze drukowanym „Filozofuj!” 2016 nr 4 (10).


Jacek Jaroc­ki – Dok­to­rant w Kate­drze Histo­rii Filo­zo­fii Nowo­żyt­nej i Współ­cze­snej KUL. Zain­te­re­so­wa­nia nauko­we: filo­zo­fia umy­słu, histo­ria filo­zo­fii ana­li­tycz­nej, filo­zo­fia nauki. Poza nauką inte­re­su­je się muzy­ką (pro­wa­dzi blog z recen­zja­mi oraz gry­wa w zespo­le), współ­cze­sną lite­ra­tu­rą fran­cu­ską oraz nisko­bu­dże­to­wy­mi fil­ma­mi o zombi.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy