Etyka Fragment z klasyka

Św. Augustyn z Hippony: Bezinteresowne zło

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Źródło: Wyz­na­nia II 3, 4–8 [tłum. Zyg­munt Kubi­ak, Warsza­wa 1992, s. 61–69].


Oto w pobliżu naszej win­ni­cy rosła grusza obsy­pana owoca­mi, nie odz­nacza­ją­cy­mi się zresztą ani szczegól­nie pięknym wyglą­dem, ani zale­ta­mi smaku. Ja i paru podob­nych do mnie młodych nicponiów pos­zliśmy otrząs­nąć gruszę i zabrać owoce. Było to późną nocą, gdyż zgod­nie z naszym niech­lub­nym oby­cza­jem prze­cią­gal­iśmy aż do tej pory zabawy na polach. Mnóst­wo tego zgar­nęliśmy, nie po to, by jeść, lecz ot – żeby rzu­cić świn­iom. Może coś tam z tego sami też zjedliśmy, lecz prawdzi­wą uciechą było czynie­nie czegoś, co było zabro­nione. […]

Cóż więc ja bied­ny w niej pokochałem, w tej noc­nej kradzieży, popełnionej w szes­nastym roku życia? Prze­cież nie była pięk­na, sko­ro była kradzieżą. […]

Piękne były owoce, któreśmy ukradli. […] Ale to nie ich zaprag­nęła moja dusza nieszczęs­na. Miałem prze­cież znacznie lep­sze owoce i miałem ich pod dostatkiem. Te zer­wałem tylko po to, żeby ukraść. Zer­wane porzu­ciłem, nasy­ci­wszy się satys­fakcją samego czynu złego. Jeśli nawet któryś z nich dotknął mego pod­niebi­enia, to smak nadawał mu wys­tępek. Zas­tanaw­iam się ter­az nad tym, Boże mój, co mnie tak zach­wycało w kradzieży. Nie ma w niej prze­cież żad­nej pię­knoś­ci – nie mówię już o takiej, jaka jest w szla­chet­noś­ci i roztrop­noś­ci, ani też o tym, co jest urok­iem myśli ludzkiej, pamię­ci, wrażeń zmysłowych, życia bio­log­icznego, ani o pię­knoś­ci, jaką błyszczą gwiazdy w wyz­nac­zonych im miejs­cach, jaką może nas zach­wycać ziemia albo morze pełne żywych stworzeń, które cią­gle nowe się rodzą na miejsce zamier­a­ją­cych. Kradzież nie ma w sobie nawet takiej ułom­nej, marnej urody, jaką nas zwodzą grzechy namięt­noś­ci. […]

Jak­iż to pożytek przyniosły mnie nędzne­mu kiedykol­wiek uczyn­ki, które ter­az rumieniąc się wspom­i­nam, a szczegól­nie owa kradzież, w której cieszyłem się nią samą tylko, a niczym innym? Zresztą ona sama była też niczym, a ja się stałem przez nią tylko jeszcze nieszczęśli­wszy. O ile pamię­tam ówczes­ny stan moich uczuć, na pewno nie zro­biłbym tego bez kolegów. Zależało mi więc wów­czas również na wspól­no­cie z tymi, którzy razem ze mną kradli. To znaczy, że nie samą tylko kradzież kochałem, lecz i coś jeszcze – czy może raczej nic już więcej, bo prze­cież i to było niczym. […]

Gdy­by mi wów­czas zależało na gruszkach, które ukradłem, gdy­bym naprawdę chci­ał je mieć, toby mi wystar­czyło samemu popełnić ten czyn zły i dzię­ki niemu osiągnąć przed­miot upragniony. Nie musi­ałbym sztucznie pod­niecać swego prag­nienia przez ocieranie się o wspól­ników w tłu­mie. Ale te owoce w rzeczy­wis­toś­ci wcale mnie nie cieszyły, cieszył mnie sam wys­tępek i wspól­no­ta z inny­mi w wys­tęp­ku.

Jak wytłu­maczyć taki stan duszy? Na pewno byłem wów­czas wstręt­ny i moż­na zała­mać ręce nad tym, że tak nisko upadłem. Ale co było istotą tego upad­ku? „Wys­tęp­ki któż zrozu­mie?” Wzbier­ał we mnie wiel­ki śmiech, że tak się nam udało, właś­ci­ciele gruszy byli wściek­li, a nas zupełnie nie pode­jrze­wali. Dlaczego wydawało mi się zabawne właśnie to, że kradłem razem z kolega­mi? […]

O przy­jaźni nieprzy­jaz­na, uwiodłaś duszę czarem, którego pojąć nie mogę! Dla zabawy, dla żar­tu zaprag­nęło się uczynić zło, wyrządz­ić innemu człowiekowi krzy­wdę – bez żad­nego pożytku dla mnie, nawet bez satys­fakcji zem­sty. Mówi się po pros­tu „Chodźmy! Zrób­my to!” – i wtedy wsty­dz­imy się nie być bezw­styd­ni.

Nie do roz­plą­ta­nia jest ten węzeł – tak zawikłany, tak splą­tany, a przy tym tak wstręt­ny, że wolałbym już o nim nie myśleć, już więcej się w niego nie wpa­try­wać. Spraw­iedli­woś­ci i niewin­noś­ci prag­nę […] Ja zaś w młodoś­ci odstąpiłem od Ciebie, Boże mój, i zabłąkałem się, jakże daleko od Two­jej ręki, która mogła­by mnie podtrzy­mać. I stałe się dla siebie ziemią jałową.


Pobierz tekst w PDF.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy