Artykuł Ontologia

Tomasz Kąkol: Ja, substancja duchowa

Czy jestem identyczny z moim organizmem? Istnieją poważne argumenty, że nie jestem, a nawet że nie mogę nim być.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 1 (13), s. 14–16. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Między ciałem a pamięcią

We współczes­nej filo­zofii anal­i­ty­cznej kwes­t­ia tożsamoś­ci osobowej sprowadza się do zapro­ponowa­nia przekonu­jącej teorii, która odpowia­da na dwa pyta­nia: kim jestem i czy – a jeśli tak, to dzię­ki czemu – jestem tą samą osobą w cza­sie. Mogło­by się wydawać, że odpowiedź na pier­wsze pytanie jest oczy­wista: jestem żyją­cym orga­nizmem z gatunku homo sapi­ens sapi­ens. Z tego wyni­ka, że warun­ki mojej tożsamoś­ci są takie, jakie są warun­ki tożsamoś­ci mojego orga­niz­mu.

Pytanie jed­nak, jakie to są warun­ki. Odpowiedź nie jest pros­ta, kiedy weźmiemy pod uwagę zarówno fak­ty­czne, jak i (na razie) fan­tasty­czne „kłopotli­we przy­pad­ki”: zrośla­ki syjam­skie, przeszczep głowy, znaczne inter­wenc­je w mate­ri­ał gene­ty­czny czy radykalną rekon­strukcję ciała. Poza tym, zdaniem niek­tórych filo­zofów, najbardziej nat­u­ral­na odpowiedź na pytanie o warun­ki tożsamoś­ci osobowej brz­mi, że warun­ki te mają charak­ter psy­cho­log­iczny, a nie cielesny. Chodzi o to, czy np. oso­ba wybud­zona po skom­p­likowanej oper­acji, pole­ga­jącej na drasty­cznej prze­bu­dowie ciała, pamię­ta mniej więcej to samo, co pamię­tała przed oper­acją, czy ma podob­ne prag­nienia itp. Tożsamość orga­niz­mu nie miała­by tu znaczenia: gdy­by nawet połowę moich neu­ronów super­chirurg przyszłoś­ci zastąpił mikrochipa­mi (a kończyny i część narządów wewnętrznych ich syn­te­ty­czny­mi odpowied­nika­mi), a zachowana została­by ciągłość psy­cho­log­icz­na, byłbym to ja, a nie ktoś inny.

Nieste­ty, ta odpowiedź (za tożsamość osobową odpowia­da ciągłość psy­cho­log­icz­na) generu­je kole­jne prob­le­my: po pier­wsze, jak „sil­na” musi to być ciągłość? Prze­cież, nawet pomi­ja­jąc przy­pad­ki drasty­cznej amnezji, ciągłość psy­cho­log­icz­na może być więk­sza lub mniejsza. Mogę pamię­tać wszys­tko, co pamię­tałem przed oper­acją, ale mogę też zachować tylko część moich wspom­nień. Ta część też może być różnych rozmi­arów. Po drugie, moż­na – sko­ro już dopuszcza­my rozważa­nia z kręgu sci­ence fic­tion – zas­tanow­ić się, co w przy­pad­ku „roz­gałęzienia się” owej ciągłoś­ci (tutaj moż­na pole­cić film pt. Szósty dzień z Arnol­dem Schwarzeneg­gerem w roli głównej) – czy się wów­czas „zdwa­jam”? Po trze­cie, jeśli warun­ki tożsamoś­ci osobowej nie są cielesne, to czy znaczy to, że nie jestem jed­nak tylko orga­nizmem? To kim/czym w takim razie
jestem?

Nowe podejście – pierwszoosobowa perspektywa

Te i inne prob­le­my skłoniły kilku filo­zofów, w tym Lynne Rud­der Bak­er, do stwierdzenia, że do kwestii tożsamoś­ci osobowej trze­ba pode­jść inaczej. Według Bak­er odpowiedź na pytanie, kim jestem, brz­mi: jestem osobą. Ale co to jest oso­ba? I jaka jest jej relac­ja do żywego orga­niz­mu, którym rzeko­mo jestem? Otóż jej zdaniem koniecznym i wystar­cza­ją­cym warunk­iem bycia osobą jest zdol­ność do zaję­cia tzw. pier­ws­zoosobowej per­spek­ty­wy.

Na pier­wszy rzut oka wyglą­da to na błędne koło, bo po obu stronach definicji mamy słowo „oso­ba”, ale zdaniem Bak­er to pozór. Pier­ws­zoosobowa per­spek­ty­wa to coś, o czym każdy z nas wie, co to jest, choć nie da się tego zdefin­iować. Zarazem nie ma dwóch takich samych pier­ws­zoosobowych per­spek­tyw – każ­da oso­ba ma włas­ną. A ponieważ każ­da pier­ws­zoosobowa per­spek­ty­wa jest zarówno swoista, jak i dobrze znana przez każdego, kto nią dys­ponu­je, tylko ona nada­je się na zad­owala­jące kry­teri­um tożsamoś­ci oso­by. Wyni­ka z tego, że mogę być tą samą osobą, nawet gdy mój orga­nizm, a także moja psy­chi­ka prze­jdzie znaczne zmi­any – byle tylko ostała się moja pier­ws­zoosobowa
per­spek­ty­wa.

Osoba a jej ciało

Pozosta­je jeszcze drugie pytanie: „Jaka jest relac­ja oso­by do orga­niz­mu?”. Zdaniem Bak­er w tej relacji nie ma nic „tajem­niczego” – jest ana­log­icz­na do tej, w jakiej jest np. młotek do kawał­ka drew­na (i kawał­ka met­alu), z których się skła­da, albo bryła brązu do statuy, którą kon­sty­tu­u­je. Dlat­ego teo­ria ta nazy­wana jest teorią kon­sty­tucji oso­by.

Ktoś może zapy­tać, jak to możli­we, by bryła statuy nie była iden­ty­cz­na z posągiem, który tworzy – prze­cież oba (owa bryła i ów posąg) są przed­mio­ta­mi mate­ri­al­ny­mi, zaj­mu­ją­cy­mi tę samą przestrzeń w tym samym cza­sie, posi­ada­ją wszys­tkie wspólne częś­ci itd. Czy mamy więc przez to rozu­mieć, że patrząc na posąg, patrzymy fak­ty­cznie na dwie rzeczy? Czy to raczej filo­zof cier­pi na pewien rodzaj „pod­wójnego widzenia”? Otóż nie. Do wniosku, że bryła nie jest iden­ty­cz­na ze statuą dochodz­imy bowiem w wyniku takiego rozu­mowa­nia: jeśli jeden obiekt ma pewną włas­ność, której nie ma dru­gi, to są to różne obiek­ty. Sko­ro bryła ma bardziej lib­er­alne warun­ki trwałoś­ci (np. jest w stanie przetr­wać trzęsie­nie zie­mi nawet wów­czas, gdy posąg zgnieciony „na płask” przes­tał­by ist­nieć), to znaczy, że bryła ma pewną włas­ność, której nie ma posąg, a więc są to różne obiek­ty. Pod­sumowu­jąc, nie ma niczego paradok­sal­nego w tym, że bryła nie jest iden­ty­cz­na z posągiem, który kon­sty­tu­u­je, i podob­nie – jeśli ma rację Bak­er – jest w przy­pad­ku mnie i mojego orga­niz­mu.

Bak­er pod­kreśla tak moc­no podobieńst­wo relacji ja–mój orga­nizm do relacji statua–bryła brązu, aby uniknąć pode­jrzenia o obronę dual­iz­mu sub­stanc­jal­nego – tezy, że ja i mój orga­nizm to dwie zupełnie odmi­enne w swych włas­noś­ci­ach sub­stanc­je – jed­na nie­ma­te­ri­al­na (przy­pom­i­na­ją­ca to, co trady­cyjnie nazy­wano „duszą”), a dru­ga mate­ri­al­na. Prze­cież nikt nie powie, że stat­ua to dusza bryły brązu!

Pomyśleć osobę bez ciała

Wybit­ny filo­zof bry­tyjs­ki Edward Jonathan Lowe zauważył jed­nak, że teo­ria kon­sty­tucji oso­by cier­pi na pewien defekt. Otóż zgadza się on z tezą, że bryła nie jest iden­ty­cz­na z kon­sty­tuowaną przez nią statuą, młotek nie jest iden­ty­czny z kawałkiem drew­na (i met­alu) itd., ale w przy­pad­ku oso­by mamy do czynienia z inną sytu­acją. Rze­ka na przykład może być kon­sty­tuowana nie tylko przez wodę, ale i lawę czy płyn­ny dwut­lenek węgla (w przy­pad­ku wulka­nów czy innych plan­et, na powierzch­ni których ist­nieją niskie tem­per­atu­ry), ale nie da się pomyśleć sobie „nie­ma­te­ri­al­nej” rze­ki (o posą­gach czy młotkach nie wspom­i­na­jąc – nawet holo­graficzny posąg czy laserowy młotek nie jest prze­cież „nie­ma­te­ri­al­ny”). W przy­pad­ku osób sytu­ac­ja jest jed­nak inna: może­my sobie zarówno pomyśleć, iż ist­nieje­my przy równoczes­nym nieist­nie­niu tego, co niepsy­chiczne (np. ciała), jak i że ist­nieje dup­likat naszego ciała pozbaw­iony sfery psy­chicznej. Prowadzi to Lowe’a do wniosku, że relac­ja ja–mój orga­nizm jest bardziej „tajem­nicza”, niż wyobraża to sobie Bak­er.

Zdaniem Lowe’a nie oznacza to jed­nak koniecznoś­ci przyję­cia dual­iz­mu sub­stanc­jal­nego. Widać to na kole­jnym przykładzie: cho­ci­aż potrafimy pomyśleć, że woda ≠ H2O, to nie wyni­ka z tego, że woda i H2O to dwie różne sub­stanc­je. Wiemy bowiem, że woda i H2O są iden­ty­czne. Prob­lem w tym, że w przy­pad­ku prob­le­mu tożsamoś­ci oso­by i jej ciała zachodzi pew­na waż­na różni­ca. Otóż nie wiemy, czy ja i mój orga­nizm są iden­ty­czne ze sobą.

Może zatem osoba to coś innego niż jej ciało…

Jeśli istot­nie moż­na pomyśleć sobie siebie bez ciała (jak i swój dup­likat pozbaw­iony psy­chi­ki), nie jest wyk­luc­zone zarówno to, że możli­we są obiek­ty czys­to men­talne, jak i to, że wystar­cza­ją­co złożony mózg nie pocią­ga z koniecznoś­ci ist­nienia psy­chi­ki. Co więcej, amerykańs­ki filo­zof Saul Krip­ke w skuteczny moim zdaniem sposób pod­ważył analogię między tezą o iden­ty­cznoś­ci ja–mój orga­nizm a teza­mi typu „woda = H2O”. Weźmy pod uwagę tezę, że światło = stru­mień fotonów. Kiedy mówię w tym kon­tekś­cie o świ­etle, odnoszę się, jak powia­da Krip­ke, „do czegoś, czego trochę mamy w tym pomieszcze­niu”. To coś jed­nak iden­ty­fiku­je­my poprzez szczegól­nego rodza­ju wraże­nie, jakie w nas wywołu­je (dzię­ki układ­owi wzrokowe­mu). W przy­pad­ku zaś stanu men­tal­nego, takiego jak ból (ulu­biony przykład Krip­kego), nie jest tak, że iden­ty­fiku­je­my to coś poprzez charak­terysty­czne wraże­nie, jakie w nas wywołu­je – raczej sam ból jest (iden­ty­czny z) takim wraże­niem. Nie ma więc analogii między teza­mi typu „światło = stru­mień fotonów” a „ból = pobudze­nie pewnego typu włókien w układzie ner­wowym”. Na tej samej zasadzie nie moż­na mówić o analogii między para­mi oso­ba (rozu­mi­ana jako isto­ta posi­ada­ją­ca pier­ws­zoosobową per­spek­ty­wę) i jej ciało oraz woda i H2O.

…szczególnie jeśli mamy wolną wolę

Możli­we jest wzmoc­nie­nie dual­iz­mu ogranicza­jącego się jedynie do negacji iden­ty­cznoś­ci mnie i mojego orga­niz­mu poprzez dodatkowe uznanie, że sfera psy­chicz­na ma zdol­noś­ci spraw­cze i jest w stanie speł­ni­ać wolne akty. W końcu trud­no ist­nie­nie wol­nej woli negować. I to z dwóch powodów.

Po pier­wsze, argu­men­tac­ja za nieist­nie­niem wol­nej woli jest sprzecz­na. Wszel­ka argu­men­tac­ja (może w prze­ci­wieńst­wie do per­swazji) zakła­da prze­cież zdol­ność do jej zaak­cep­towa­nia bądź odrzuce­nia. Po drugie, obow­iązu­je przy­na­jm­niej jed­na nor­ma moral­na – mniejsza o to jaka („nigdy nie wol­no zabi­jać dzieci”, „maksy­mal­izuj szczęście/minimalizuj cier­pi­e­nie maksy­mal­nej licz­by czu­ją­cych istot” czy nawet – jeśli wola – „dbaj tylko o siebie, fra­jerzy win­ni umrzeć” itp.). Nor­ma jed­nakże nie miała­by sen­su w przy­pad­ku braku wol­noś­ci – jeśli obow­iązu­je powin­ność, to mogę ją wypełnić, ale (nieste­ty) mogę też jej nie wypełnić. Wol­ność zaś nie da się pogodz­ić z tezą, że odpowied­nia orga­ni­za­c­ja fizy­cz­na (mózgu, czy szerzej – ciała) automaty­cznie pociąg­nie za sobą ist­nie­nie oraz takie a nie inne funkcjonowanie psy­chi­ki.

Niek­tórzy powiedzieli­by, że taki „wzmoc­niony” dual­izm dla rozwiąza­nia prob­le­mu tożsamoś­ci oso­by nie jest konieczny – wystar­czy słab­szy dual­izm włas­noś­ci (jaźń nie jest sub­stancją inną od mojego orga­niz­mu, raczej mój orga­nizm ma dwa różne typy włas­noś­ci – bio­log­iczne i psy­chiczne). Uważam, że nie wystar­czy, właśnie dlat­ego, że to nie włas­noś­ci są przy­czy­na­mi, ale pod­mio­ty tychże włas­noś­ci. Dodam, że „niezniszczal­ność” owej sub­stancji czy nawet jej trwanie przez pewien czas po śmier­ci orga­niz­mu to dal­sze sprawy, wyma­ga­jące odręb­ne­go dowodu, jeśli ktoś zas­tanaw­ia się, jak sil­nie jeszcze moż­na „wzmac­ni­ać” ów dual­izm. Ale to już zupełnie inna his­to­ria.


Warto doczy­tać

L.R. Bak­er, Per­sons and Bod­ies. A Con­sti­tu­tion View, Cam­bridge 2000.
E.J. Lowe, More Kinds of Being, Wiley-Black­well 2009, rozdz. 8.
S. Krip­ke, Nazy­wanie a konieczność, przeł. B. Chwedeńczuk, Warsza­wa 1988



Tomasz Kąkol
– Pra­cown­ik Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego. Zaj­mu­je się ontologią, bioe­tyką oraz klasyka­mi filo­zofii. Jego hob­by to stu­dia bib­listy­czne i koran­iczne, a także medy­tac­ja.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.
W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

 

 

Najnowszy numer można nabyć od 3 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Sklep

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy