Artykuł

Tomasz Kubalica: #17. Krytyka instynktu rodzicielskiego

Wydaje się, że w kulturze przesiąkniętej do cna miłością do dzieci nie ma w ogóle miejsca na żaden sceptycyzm wobec posiadania potomstwa. Zdawać by się mogło, że dzieci są bezapelacyjnie uznawane za dobro. Jednak coraz więcej młodych osób wchodzących w dorosłe życie ma co do wydawania na świat potomstwa obiekcje nie tylko natury osobistej, lecz również moralnej, co jest określane mianem antynatalizmu.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2023 nr 6 (54), s. 38–39. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Niejednokrotnie można usłyszeć wypowiedzi młodych dziewczyn pełne obaw i niechęci wobec posiadania dziecka w ogóle. Ich lęki mają konkretne przyczyny. Kobiety te obawiają się katastrofy klimatycznej oraz pogarszania się ich kondycji ekonomicznej, ale nie tylko. W rozmowach pojawia się często wątek społeczny – narastania między ludźmi coraz większej wrogości i złośliwości; i to nie jest problem wyłącznie ludzi młodych. Z punktu widzenia filozoficznej krytyki resentymentu przyziemną ludzką nienawiść wobec tego, czego nie jesteśmy w stanie osiągnąć, diagnozuje już Fryderyk Nietzsche w Poza dobrem i złem. Niespodziewanie jednak filozoficzne i potoczne obserwacje potwierdzają się w badaniach społecznych w kraju i na świecie, tak że postuluje się wręcz powołanie nowej gałęzi psychologii społecznej pod nazwą psychologii gniewu (Ronald E. Riggio i Nathan Heflick). Wydaje się zatem, że ludzie niestety stają się coraz bardziej podli, źli i mniej tolerancyjni, co cynicznie wykorzystują populistyczne partie polityczne i na czym żerują bezkrytyczni publicyści.

Antynatalizm jest oczywiście tematem kontrowersyjnym i budzącym wiele emocji. Niektórzy uważają taką postawę za wyraz mądrości i współczucia, inni – za przejaw depresji i nihi­lizmu. Wydaje się bowiem, że zaprzecza podstawowemu instynktowi nie tylko człowieka, lecz także każdej innej istoty żyjącej. Temat jednak wydaje się wart filozoficznego rozważenia. Nawet jeśli antynatalizm nie jest słuszny, to może stanowić interesujące wyzwanie intelektualne, skłaniające do przemyślenia granic ludzkiego „instynktu rodzicielskiego”.

Choć przeciwnicy posiadania dzieci podają różne argumenty na poparcie swojego poglądu, również takie, które można rozpatrywać poza kontekstem etycznym, to najciekawsza wydaje się analiza wykorzystania koncepcji imperatywu kategorycznego do obrony antynatalizmu. Należy jednak mieć na uwadze, że jest to oczywiście tylko reinterpretacja poglądów Immanuela Kanta, który chociaż faktycznie był singlem – jednak nie wyciągał tak daleko idących wniosków. Warto mimo to zastanowić się, czy jego koncepcja imperatywu kategorycznego nie może stanowić podstawy antynatalizmu.

Takie poglądy wyraża m.in. Karim Akerma (zob. wywiad na s. 26–29 tego numeru), uznający, że antynatalizm jest konsekwencją imperatywu kategorycznego, ponieważ zgodnie z nim człowiek nie powinien być nigdy wykorzystywany jedynie jako środek do celu, lecz zawsze powinien być zarazem celem samym w sobie:

Postępuj tak, byś człowieczeństwa tak w twej osobie, jak i w osobie każdego innego używał zarazem jako celu, nigdy tylko jako środka (Kant 2012, IV 429).

Akerma wyprowadza z tego wniosek, że osoba, która jeszcze nie została powołana do życia, jeszcze nie może być traktowana jako cel, a już jest traktowana jako środek. Decydując się na prokreację, rodzice nieuchronnie – nawet przy założeniu najlepszej woli – postrzegają przyszłą osobę jako raczej środek niż cel. Nie mogą oni prokreować, traktując jako cel osobę, której jeszcze nie ma, lecz raczej powołują na świat dziecko w pogoni za własnym szczęściem lub dobrobytem swojego kraju.

Wydaje się, że antynatalizm odwołuje się do imperatywu kategorycznego, przyjmując specyficzne rozumienie nieco abstrakcyjnej pary pojęciowej celu i środka. Należy zadać pytania: czy można cel i środek rozumieć całkowicie pozaczasowo w oderwaniu od konkretnych osób; jak można powiedzieć, że dzieci są instrumentalizowane, skoro ich jeszcze nie ma na tym świecie jako osób. Można, owszem, powiedzieć, że w momencie prokreacji jakoś istnieją zaczątki przyszłych ludzi w sensie przyczyny biologicznej, ale nie w sensie powinności moralnej, która jest podstawą imperatywu. Ponadto czy zawężenie prokreacji do reprodukcji biologicznej nie oznacza eliminacji doniosłych wartości osobistych i społecznych, które dotyczą rodziców jako osób? Przecież „kreacja” w pojęciu prokreacji ma m.in. taki sens, że para małżeńska (lub poza­małżeńska) staje się jeszcze czymś innym – parą rodziców i opiekunów dziecka, niekoniecznie własnego pod względem biologicznym, tak jak to się dzieje w przypadku adopcji. Przyjęcie imperatywu antynatalistycznego oznaczałoby, że adoptowane dzieci nie mają prawa nazywać swoich przybranych rodziców mamą i tatą.


Warto doczytać:


Tomasz Kubalica – pracuje w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Śląskiego. Zajmuje się przede wszystkim filozofią wartości. Ukończył studia filozoficzne i prawnicze. Poza pracą jest miłośnikiem tańca. Więcej informacji można znaleźć na stronie: www.kubalica.edu.pl

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Wojtek WU Zieliński

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2024 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Filozofia nie posiadania dzieci to potencjalnie najbardziej niszczycielska i dewastująca filozofia w historii. Wystarczyłoby sto lat panowania takiej filozofii i ludzkość przeszłaby do historii. Kto ją popiera powinien się zastanowić się nad tą ostateczną konsekwencją tej filozofii.

  • Tak, byłem na wykładzie prof. Piotra Kota, biblisty, dotyczącego św. Józefa: Opiekuna, Oblubieńca, Małżonka. 

    Najbardziej interesowało mnie jego wcielenie jako opiekuna. Opisano jego podróż do Egiptu, jakby Exodus.
    Mityczny święty heros Józef, syn Jakuba. 

    I na samym końcu padło pytanie, czy on był natalistą? Przecież wspierał życie, jednak nie swoje.
    I dalej, największą ikoną wedle niesławy wydaje się być Schopenhauer. Jednak czy zapominać należy o jego licznych kochankach i romansach? Co prawda miał dwoje bądź więcej bękartów, jednak nie sposób stwierdzić czy jeszcze jakiś potomek nie zachował się do dziś. 

    Był on z rodu Schopenhauerów, mieli własny herb. Jego dziadek był jednym z najbogatszych ludzi w Gdańsku w I RP.
    Sam Artur, majątek zapisał na cele charytatywne, ale pisał on też o metafizyce miłości płciowej.
    Dziwna sprawa, jak na łatkę antynatalisty. 

    Był ochrzczony w Kościele WNMP w Gdańsku, a jego rodzina miała lożę w Kościele Jana Chrziciela w Gdańsku.
    Zwykle kontrastuje on dla mnie z historią innych rodów (także mieszczańskich) jak: Dove, Stein, Gadamer, Odrowąż. To bardzo bogaci ludzie, którzy ulokowali majątek w wiedzy. 🙂

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy