Angielski filozof Jeremy Bentham, którego działalność przypada na przełom osiemnastego i dziewiętnastego wieku, stworzył interesujący system etyczny, który wiódł go do radykalnych, reformatorskich wniosków. Jego poglądy wyróżniają się na tle epoki i współczesnym musiały wydawać się osobliwe. Popierał zniesienie niewolnictwa, kary śmierci i kar fizycznych, emancypację kobiet, rozdział Kościoła od państwa i prawa zwierząt. Był gorącym zwolennikiem prawa międzynarodowego, w rzeczy samej, ukuł termin „prawo międzynarodowe”, który jego zdaniem powinien zastąpić wcześniejsze pojęcie „prawa narodów”. Celem zniesienia wojen postulował powstanie sądu międzynarodowego. Wszystkie te propozycje reform czerpał z jednej etycznej zasady: że dążyć należy do maksymalizacji szczęścia możliwie jak największej liczbie osób. Taki właśnie system etyczny, oparty na tej jednej regule, nazywamy utylitaryzmem.
Z tej zasady płynie wiele wniosków: że miarą uczynków są ich konsekwencje, mogące być ocenione w sposób ilościowy (co ilustruje być może znany czytelnikowi dylemat wagonika), że powinniśmy po równo troszczyć się o istoty niezależnie od ich bliskości do nas – geograficznej (czyli troszczyć się o ludzi na innych kontynentach tak samo jak o sąsiadów), czasowej (o przyszłe pokolenia tak jak o obecne) i biologicznej (o przedstawicieli innych ras i gatunków na równi z nami). Co więcej dobra należy najpierw rozdzielać między ubogich, bo taka sama ilość bogactwa dana im powoduje większy przyrost szczęścia niż gdyby dać ją komuś bogatemu, wreszcie wojna napastnicza nie może być uzasadniona – w zasadzie jest bowiem zwielokrotnieniem morderstwa, a więc jest od niego wiele tysięcy razy gorsza.
Taki system etyczny wydaje się być czymś przełomowym na tle dotychczasowych dziejów. Co jednak jeśli nie jest on niczym nowym? Co jeśli jest starszy dobre dwa tysiące lat niż myślimy?
Moizm, czyli chiński protoutylitaryzm
Okres walczących królestw był czasem przełomowym dla filozofii chińskiej. To wtedy powstały wszystkie najważniejsze szkoły filozoficzne, nic dziwnego, że nazywany jest w historii filozofii chińskiej okresem stu szkół myśli (诸子百家 – czytaj zhū zǐ bǎi jiā)*. Wśród największych z nich wymienia się powszechnie znane konfucjanizm i taoizm, ale także niedorównujący im sławą, lecz bardzo ciekawy moizm (墨家 – mò jiā). Ten ostatni został założony przez Micjusza (墨子 – mò zǐ), a jego nauki spisano w księdze zatytułowanej od imienia mistrza. Micjusz był najbliższym teizmu (to jest poglądu o istnieniu osobowego Boga) starożytnym filozofem chińskim (tym przynajmniej różnił się od ateisty Benthama), ponadto propagował 兼愛 (jiān ài), tłumaczoną jako „uniwersalną miłość”, stąd też był lubiany przez chrześcijan. Jednak być może właściwszym tłumaczeniem 兼愛 jest bezstronna troska, co zbliża moizm do utylitaryzmu. Według tej szkoły należy bowiem przyjmować perspektywę Nieba (天 – tiān), będącego moistycznym odpowiednikiem Boga, ono zaś troszczy się tak samo o wszystkich ludzi. Najważniejszą (w zasadzie jedyną) cnotą jest zaś życzliwość (仁 – rén). Zdaniem Micjusza i jego uczniów życzliwy człowiek (仁人 – rén rén) działa dla przysporzenia korzyści (利 – lì, na angielski tłumaczone jako – uwaga — utility) wszystkiemu, co pod Niebem (słynne 天下 – tiān xià) i dla usunięcia szkody dla wszystkiego, co pod Niebem. Rysuje się tu więc kolejne podobieństwo z poglądem Benthama, według którego należy powiększać ilość szczęścia na świecie, a pomniejszać ilość cierpienia. Moizm także był konsekwencjalistyczny, to jest głosił, że miarą moralną uczynków jest ich skutek, mogący być ocenianym w sposób ilościowy. Chociażby inwazję uznawał po prostu za zwielokrotnienie podstępnego napadu.
Nie tylko jednak w swoich podstawach moizm zbliżony jest do utylitaryzmu. Również elementy szerszego programu moistycznego zbiegają się z wnioskami wyciągniętymi z zasady postulowanej przez Benthama. Moiści w sposób wręcz fanatyczny sprzeciwiali się zbytkowi klas wyższych, w jego miejsce postulowali zaś jak najszersze wyposażenie chłopstwa w dobra podstawowe, takie jak żywność, schronienie, proste ubrania, nieprzyozdobione wozy itd. Pogląd ten prowadził ich do potępienia wystawnych pogrzebów (przeciwnie do lubujących się w ceremoniach pogrzebowych konfucjanistów), a nawet muzyki (trzeba tu jednak zauważyć, że dworskie orkiestry potrafiły wtedy pożerać dużą część wydatków państwa). Współgra to z poglądem o malejącej użyteczności krańcowej, to jest że taka sama ilość dóbr dana bogaczowi tworzy mniejszą ilość szczęścia niż dana biedakowi, co stanowi utylitarystyczne uzasadnienie dla redystrybucji. Organizacja państwa również miała być podporządkowana zasadzie użyteczności, co prowadziło, tak jak później utylitaryzm, do żądania reform: moiści postulowali wprowadzenie merytokracji, równości szans i możliwości awansu społecznego w miejsce obsadzania stanowisk po linii pochodzenia. Ważnym elementem moizmu jest też sprzeciw wobec wojen napastniczych: agresja nigdy nie była zdaniem moistów uzasadniona, nie postulowali jednak tworzenia prawa międzynarodowego – interesował ich czyn: wzorem swojego mistrza szkolili się w budowie umocnień, by móc udzielać ekspertyzy w tym zakresie władcom mniejszych państw zagrożonych przez większe.
Zakończenie
Oczywiście między szkołami filozoficznymi założonymi przez Micjusza i Benthama są też pewne różnice. Najważniejszą jest teizm tego pierwszego i ateizm drugiego, jednak byli też wierzący utylitaryści. Micjusz nie sformułował też zasady „jak największe szczęście jak największej liczby”, jednak wiele wskazuje na to, że by się z nią zgodził. System polityczny jaki proponował był też bardziej autorytarny i konserwatywny od demokracji i liberalizmu postulowanych przez utylitarystów. Osobiście widzę jednak więcej podobieństw, niż różnic i nie waham się stwierdzić, że te systemy filozoficzne są bardzo zbliżone, a przecież powstały one niezależnie od siebie – nie ma żadnych dowodów, że Bentham wiedział o Micjuszu. Być może więc starożytni Chińczycy znali już zasady, które Zachód odkrył dopiero dwa tysiące lat później?
*Posługuję się tu pismem chińskim w wersji uproszczonej. Transkrypcję, czyli pinyin, odczytuje się dość podobnie do fonetyki angielskiej, znaki diaktrytyczne oznaczają cztery tony, reprezentowane w sposób graficzny – ton wznoszący, opadający, niski, który najpierw opada a potem się wznosi (daszek) oraz oznaczony prostą kreską ton o stałej, dużej wysokości.
Warto doczytać:
- A.C. Graham, Disputers of the Tao: Philosophical Argument in Ancient China, La Salle 1989.
- I. Johnston, The Mozi. A Complete Translation, New York 2010.
- G. Postema, Utility, Publicity, and Law: Essays on Bentham’s Moral and Legal Philosophy, Oxford 2019.
- C. Fraser, „Stanford Encyclopedia of Philosophy”, Mohism, https://plato.stanford.edu/entries/mohism/, dostęp 18.07.2025.
- J. E. Crimmins,„Stanford Encyclopedia of Philosophy”, Jeremy Bentham, https://plato.stanford.edu/entries/bentham/, dostęp 18.07.2025.
- utilitarianism.net, Utilitarianism and Practical Ethics, https://utilitarianism.net/utilitarianism-and-practical-ethics, dostęp 18.07.2025.
Tomasz Pawluk – Wieczny student, który po wielu przygodach z naukami ścisłymi i przyrodniczymi doszedł do wniosku, że jest humanistą. Obecnie studiuje prawo i filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się własnością intelektualną oraz filozofią wschodnią. W wolnych chwilach tłumaczy poezję. Lubi też uczyć się języków, zwłaszcza chińskiego.
Grafika: Wikimedia Commons
Prowadzenie portalu filozofuj.eu – finansowanie
Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.















Skomentuj