Artykuł Filozofia prawa

Tomasz Snarski: Krótki esej o moralności obrońcy i prawa karnego

Często mnie pytasz, jakąż to (w domyśle „zepsutą”) moralnością musi kierować się adwokat (lub innej specjalności prawnik), skoro podejmuje się obrony człowieka, o którym wie, że zabił, zgwałcił, oszukał. Jak można wziąć w obronę kogoś, o którym „się wie”, by nie rzec probabilistycznie – ma się przekonanie graniczące z pewnością, że na karę zasługuje?

Zapisz się do naszego newslettera

Odpowiadam na to: a jakąż to moral­noś­cią kieru­je się lekarz, który ratu­je wszys­t­kich, co życie lub zdrowie tracą, czy też kapłan w kon­fesjonale, który w imię Boga w Trój­cy Świętej Jedynego grzechy odpuszcza takie, których żaden wymi­ar spraw­iedli­woś­ci nie był­by w stanie podźwignąć i ocenić? I jakże byś chci­ał człowieku zmierzyć przy pomo­cy „mędr­ca szkieł­ka i oka” trafność swo­jego intu­icyjnego sądu co do spraw­st­wa przestępst­wa, sko­ro niejed­ne­mu prob­a­bil­iś­cie życie całe upłynęło na tym, by cokol­wiek bardziej pewnego niż niepewnego racjon­al­nie powiedzieć?

Pozwól mi wytłu­maczyć, że obrona oskarżonej oso­by nie podle­ga jed­noz­nacznej oce­nie moral­nej, chy­ba że z pozy­cji tylko na moral­ność się powołu­ją­cych, które ignoru­ją uwikła­nia człowieczeńst­wa i rozu­mu. Wybacz też, że wyłącznie na kil­ka spraw i to w sposób niezwyk­le ułom­ny zechcę zwró­cić Ci uwagę, by sprowokować raczej do głęb­szego namysłu niż do odpowiedzieć wprost na Two­je pyta­nia.

Zrozu­mieć naprzód zatem trze­ba, że pra­ca obroń­cy to nie służ­ba wybranym niewin­nym i szla­chet­nym (niekoniecznie szla­chet­nie urod­zonym), a najlepiej jeszcze majęt­nym i zac­nym oby­wa­telom, lecz pomoc każde­mu, komu jej w danej potrze­bie potrze­ba. Jeślibyśmy tylko wybranym poma­gali, to jakąż mamy gwarancję, że nas nie policzą w poczet złoczyńców (ignoru­jąc naszą niewin­ność) i wnet staniemy się tymi, od których odwracal­iśmy wpierw swo­je oblicze?

A jeśli­by ktoś dalej był nieprze­jed­nany w swoim sądzie, zgod­nie z którym prawnik bronią­cy kogoś, kto się dop­uś­cił „obrzy­dli­wej” zbrod­ni, zapewne „sum­ienia nie ma”, bo okolicznoś­ci prze­cież nakazy­wały­by raczej oskarżyć, potępić, a przy­na­jm­niej „nie przeszkadzać” w sądze­niu, temu jeszcze tak odpowiedzieć mogę. A na cóż był­by ci lekarz, który by tylko chorych na gorączkę leczył, a zakażeń poważnych nie chci­ał nawet oglą­dać, bojąc się o swo­je zdrowie, lub, co gorsze, brzy­dząc się widok­iem strupów i ran na skórze schorowanego star­ca?

Powiadasz na to, że są też i tacy, których (słusznie czy nie) wielkie kwan­ty­fika­to­ry nie przekonu­ją. Zejdźmy zatem do prak­ty­ki i spójrzmy, że rolą obroń­cy nie jest sądze­nie (tak jak nie jest to rolą głowy państ­wa, która chci­ała­by kogoś ułaskaw­iać przed pra­wom­oc­nym wyrok­iem), lecz po pros­tu pomoc człowiekowi sto­jące­mu przed wymi­arem spraw­iedli­woś­ci. Obroń­ca, co by w rolę sądu wchodz­ił i oce­ny swo­je uzewnętrz­ni­ał, wydał­by pier­wszy sam wyrok na swo­jego klien­ta i winien być wyłąc­zony z takiego postępowa­nia z tych samych powodów, dla których byśmy w takiej sytu­acji wyłączenia sądu oczeki­wali. Jeśli zgadza­sz się z tym, by sąd swych ocen w toku trwa­jącej sprawy nie uzewnętrz­ni­ał, to jakże bardziej musisz zgodz­ić się z tym, by obroń­ca oskarżonego nie tylko tych ocen nie ujaw­ni­ał, lecz i nimi się nie kierował.

Na to wszys­tko, co ci rzekłem, poda­jesz jed­nak jeszcze inną rację. A po cóż w ogóle obroń­ca? Czyż najczęś­ciej nie służy to tym, co się złych czynów dop­uś­cili? Czyż niewin­ność i szla­chet­ność nie obroni się sama? Czyż człowiek niewin­ny potrze­bu­je obrony? Po cóż wtedy pra­wo karne, co głównie zbrod­niarzy broni i za nimi się opowia­da? Jakże za takim prawem i ty opowiedzieć się możesz, jakże za nim podążać, jak mu służyć, jakże je human­i­tarnym nazwać? Czy pra­wo karne za zbrod­niarzem się opowiedzieć win­no, czy za ofi­arą raczej, czy jed­no i drugie starać się połączyć?

Pozwól mi zatem opowiedzieć słów kil­ka o dobrym praw­ie karnym, które nawet najwięk­szego zbrod­niarza sza­cunkiem darzy, bo god­ność oso­by w nim widzi zawsze i wszędzie. Czy rozu­miesz, dlaczego takie jest właśnie u samych swoich pod­staw?

Rację masz, gdy zada­jesz ważne pyta­nia, gdyż trze­ba zawsze pytać o powody, dzię­ki którym nikt zdrowo myślą­cy nie pomyśli, że pra­wo karne jest wartoś­cią samą w sobie, że może być możli­we bez odniesienia do człowieka i jego najgłęb­szych potrzeb. Jasne, że dopiero dobre pra­wo karne może być wartoś­cią, które­mu będziemy służyć. A jak uczynić pra­wo karne dobrym? Pozwól, że ci wytłu­maczę i to jeszcze. Wyobraź sobie najbardziej obrzy­dza­jącą Cię zbrod­nię. I zadaj sobie proste pytanie: czy chci­ałbyś, by pra­wo karne dzi­ałało na zasadzie odczuwanego przez ogół do tej zbrod­ni obrzy­dzenia, czy raczej, by zawsze szanowało god­ność spraw­cy jako oso­by, nieza­leżnie od tego, jakiego czynu się dop­uś­cił. Jakiego prawa karnego chci­ałbyś, gdy­by ciebie oskarżono o „najo­brzy­dli­wszą” w ludz­kich oczach zbrod­nię, a ty naprawdę byłbyś człowiekiem niewin­nym? Czy dałbyś radę obronić się sam, czy raczej szukałbyś kogoś, kto przy tobie stanie, choć­by niemal wszyscy wydali już na ciebie wyrok?  

Jeśli to wszys­tko zważysz, to raz jeszcze prze­myśl swo­je pyta­nia w tej mierze i postaraj się zadać nowe. Jak dobrze bronić kogoś mimo wszys­tko, że się „wie”? Jak dostrzec człowieczeńst­wo w suten­erze, ped­ofilu, gwał­ci­cielu i morder­cy? Jak powiedzieć dobre słowo o człowieku, którego wszyscy inni za „bestię” uważa­ją? Jak chronić się przed rap­townym sądze­niem? Jak pil­nować swo­jej roli, by „wymi­aru spraw­iedli­woś­ci nie wyręczać”? Jak odd­al­ić pokusę sądzenia? Jak być dobrym obrońcą? Jak być takim adwokatem, którego samemu chci­ało­by się spotkać na swo­jej drodze?


Tomasz Snars­ki – dok­tor nauk prawnych, adi­unkt w Kat­e­drze Prawa Karnego Mate­ri­al­nego i Krymi­nologii na Wydziale Prawa i Admin­is­tracji Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego, adwokat. Spec­jal­izu­je się w praw­ie karnym, teorii i filo­zofii prawa oraz wybranych zagad­nieni­ach ochrony praw człowieka, w tym spraw­iedli­woś­ci trans­for­ma­cyjnej oraz wielokul­tur­owoś­ci. Stu­dent filo­zofii na Wydziale Nauk Społecznych Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego. Dzi­ałacz na rzecz ochrony praw językowych pol­skiej mniejs­zoś­ci na Litwie. Autor dwóch tomów poezji (Przez­pa­trzenia, Werb­lista). Jego pas­je to m. in. podróżowanie (zwiedz­ił 34 państ­wa świa­ta) i śpiewanie.

Ilus­trac­ja: Some rights reserved by satori, CC0

Najnowszy numer można nabyć od 10 lipca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Moral­ność to pod­miotowy sposób real­iza­cji normy która jest poza człowiekiem (np w regułach prawnych, których niekoniecznie wszyscy zna­ją).

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy