Artykuł Filozofia przyrody

Tomasz Szubart: Co słyszy karp? Czyli o dźwięku, którego nie słychać, a który robi różnicę

karp ze słuchawkami
Czy ryba, która rozróżnia pomiędzy bluesem a barokiem, naprawdę słyszy, czy tylko rejestruje drgania, które my szumnie nazywamy muzyką?

Download (PDF, 1.07MB)

Słowa kluczowe: dźwięk, reprezentacja, karp


Patrząc karpiowi głęboko w oczy, można pomyśleć: czy coś tam jest? A może… czy coś tam słychać? Wbrew pozorom, pytanie o to, co słyszy karp, nie jest interesujące jedynie z ichtiologicznego punktu widzenia. To również pytanie filozoficzne – i to z tych, które potrafią narobić hałasu. Fizyk powie, że dźwięk to fala mechaniczna rozchodząca się w jakimś ośrodku – dla nas zazwyczaj w powietrzu, dla karpi w wodzie. Wydaje się jednak, że – aby słyszeć – nie wystarczy, aby coś drgało. Potrzeba całego systemu: od zewnętrznego bodźca aż po świadome doświadczenie. A karp, choć niezaprzeczalnie reaguje na wibracje wody, nie ma pewnych kluczowych elementów tego układu. I tu właśnie zaczyna się dźwiękowa zagadka.

Fale, wibracje i zmysłowe niedopowiedzenia

Zacznijmy od początku: karp „odbiera” fale dźwiękowe. Woda drga – bo ktoś coś upuścił, bo podpłynął szczupak, bo zbliża się łódka – i te mechaniczne zmiany ciśnienia rozchodzą się jako fala. Ciało karpia – choć bez zewnętrznych uszu(!) – jak dobrze dostrojony instrument, przechwytuje te mikrowstrząsy. Pęcherz pławny działa tu jak biologiczny rezonator, a specjalny układ kostny Webera przenosi sygnał do karpiowego ucha wewnętrznego.

Ale tu kończy się muzyka. Choć karp ma ucho wewnętrzne, nie ma tego, co decyduje o słuchu w sensie neurokognitywnym: brak mu nerwu słuchowego i – co jeszcze istotniejsze – kory słuchowej. To trochę tak, jakby włączyć odtwarzacz bez głośników i twierdzić, że w salonie słychać kompozycje Chopina.

A jednak – Bach czy Strawiński?

Tymczasem badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Keio w Japonii pokazały coś zdumiewającego: złote rybki – bliscy kuzyni karpia – potrafiły nauczyć się rozróżniania muzyki Bacha od Strawińskiego. Innymi słowy: nie tylko odbierały drgania, ale uczyły się ich klasyfikacji. Reagowały tylko na „właściwy” utwór. A więc coś zapamiętały, coś rozpoznały.

Podobne badania przeprowadziła Ava R. Chase na samych karpiach – z podobnym skutkiem: ryby były w stanie odróżnić blues od muzyki klasycznej i zareagować zgodnie z wcześniej wyuczoną regułą. Co to oznacza? Wygląda na to, że karpie nie tylko rejestrują fale – one przypisują im funkcjonalne znaczenie.

Dźwięk jako przygoda filozoficzna

W filozofii percepcji od dawna spieramy się o to, czym właściwie jest dźwięk.

  • Dla dystalistów dźwięk to po prostu drganie obiektów – istnieje tam, gdzie coś się porusza.
  • Dla proksymalistów dźwięk to zjawisko, które dzieje się w uchu/układzie słuchowym – dopiero gdy fale stają się impulsem nerwowym, można mówić o słyszeniu.
  • Są też intencjonaliści – ci twierdzą, że dźwięk istnieje wyłącznie jako treść doświadczenia. Słyszymy coś jako coś: melodię, rytm, grozę, radość.

A więc… co z karpiem?

Czuje, ale czy słyszy?

Jeśli przyjąć podejście dystalistyczne – można by powiedzieć, że karp jest jak mikrofon. Rejestruje drgania. Jeśli proksymalistyczne – wydaje się, że to nadal za mało, by słyszeć: nie ma rozbudowanego systemu neuronalnego. Ale jeśli przyjąć jeszcze inne stanowisko: funkcjonalizm – czyli, że słyszenie to tworzenie reprezentacji fal dźwiękowych, które kierują zachowaniem – to karp jednak coś „słyszy”. Niekoniecznie jako przeżycie dźwiękowe, ale jako różnicę, która robi różnicę.

Reprezentacja to nie zawsze coś świadomego. Jak twierdzi np. Nicholas Shea w Representation in Cognitive Science, wystarczy, że stan wewnętrzny organizmu odgrywa rolę informacyjną, pomagając lepiej radzić sobie w środowisku. A skoro karp rozpoznaje Bacha, „uczy się go”, rozróżnia od Strawińskiego – to znaczy, że coś zostało rozpoznane, utrwalone i wykorzystane, czyli reprezentowane. Oczywiście karp nie zna pojęcia „Bach”, zatem należałoby może raczej mówić o Bachu-dla-karpiowatych.

Scruton się krzywi

Niektórzy filozofowie jednak, między innymi Roger Scruton, patron wszystkich, którzy nie chcą zbyt łatwo uznać innych zwierząt za audiofilów, ostrzegałby przed pochopną radością. Dźwięk muzyczny – pisał – nie istnieje w falach. Istnieje w umyśle, jako coś usłyszane jako dźwięk. Muzyka to nie zestaw tonów – to kierunek, napięcie, fraza, intencja. To nie tylko struktura – to sens przeżywany. Scruton powiedziałby: karp nie słyszy melodii, bo nie przeżywa jej jako melodii. Może i rozpoznaje Bacha, ale nie czuje i nie rozumie porządku polifonicznego. Może zna Strawińskiego, ale nie zna jego ekspresji.

Dźwięk bez muzyki

Być może właśnie tu warto się zatrzymać. Karp uświadamia nam coś ważnego: percepcja dźwięku nie jest czymś jednorodnym. Być może warto uznać, że istnieją różne stopnie „słyszenia”. Od „czystej” rejestracji fali, przez reprezentacje funkcjonalne, aż po estetyczne przeżycie muzyki. Karp jest gdzieś pośrodku. Nie słyszy tak, jak my – ale też nie wydaje się, że jest jedynie detektorem, pewnie dlatego, że żyje i funkcjonuje w środowisku. 

A zatem następnym razem, gdy spojrzymy karpiowi (lub złotej rybce), w oczy – pamiętajmy: on raczej nie słyszy nas tak, jak my rozumiemy  słyszenie. Ale karpio-rozpoznaje, że jesteśmy. Rejestruje nas jako źródło drgań. Może nie zna Bacha – ale może znać różnicę między ciszą a dźwiękami wydawanymi przez szanowne czytelniczki i czytelników.


Warto doczytać:


Tomasz Szubart – doktor filozofii (2023, UJ), absolwent interdyscyplinarnych studiów doktoranckich Society-Environment-Technology UJ. Prowadził badania w Centre for Music and Science Uniwersytetu w Cambridge oraz na Uniwersytecie w Aberdeen jako Bednarowski Trust Fellow. European Philosophy of Science Association Fellow (Konrad Lorenz Institute for Evolution and Cognition Research). Zajmuje się filozofią kognitywistyki, w szczególności teoretycznymi podstawami kognitywistycznych badań dotyczących muzyki i reprezentacji. Pracuje w Instytucie Filozofii i Kognitywistyki Uniwersytetu Szczecińskiego. Jest członkiem Cognition & Communication Research Group (CCRG). Autor książki Muzyka a umysł. Problem znaczenia muzycznego w świetle współczesnej kognitywnej estetyki muzyki (Semper, 2025). W wolnych chwilach zastanawia się nad znaczeniem słowa „hobby” i tworzy światy możliwe.

Ilustracja: András Timár

< Więcej artykułów


Prowadzenie portalu filozofuj.eu – finansowanie

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Sklep

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy