Filozofia w szkole

Wojciech Rutkiewicz: O filozofowaniu z odpowiedniego poziomu

Nauczanie filozofii lub etyki w szkole stawia przed nauczycielem wiele wyzwań. Podstawowym z nich jest to, że edukacja filozoficzna odbywa się w szkole, która rządzi się określonymi prawami. Filozofia także rządzi się swoją specyfiką, przez którą jest postrzegana jako trudna i zbyt abstrakcyjna. Czy da się pogodzić wymogi filozofowania z warunkami nauczania w szkole?

Coraz bardziej przekonuję się, że dobra ilustracja może przemawiać do odbiorcy bardziej niż najbardziej subtelny wywód logiczny. Dlatego posłużę się metaforą. Otóż szkoła jest jak tramwaj, którego pasażerami są uczniowie. Tramwaj zatrzymuje się na różnych przystankach. Pasażerowie na nich wysiadają lub wsiadają. Czasami zaśpią i przejadą kilka przystanków, przez co muszą zawrócić. Czasami wysiądą zbyt wcześnie i muszą poczekać na kolejny tabor. Ktoś z pasażerów się potknie, ktoś stoi, ktoś siedzi. Ogólnie rzecz biorąc jest tłoczno, o konflikt nietrudno, ale jakoś ludzie się wymijają, wymieniają i docierają do wyznaczonych przystanków, by dostać się tam, gdzie być potrzebują. A co by było, gdyby tramwajem próbował pokierować pilot samolotu? 

Skoro jednym z katowickich tramwajów pokierował przypadkowy mężczyzna z ułańską fantazją, to i wyszkolony pilot by sobie poradził. Ale czy to byłaby dla takiego specjalisty satysfakcjonująca podróż? Pewnie nie. Lotnik najchętniej usiadłby za sterami ze świadomością, że jeden za drugim na pokład wstępują pasażerowie nastawieni na dotarcie do konkretnego lotniska w konkretnym czasie, po tym jak wcześniej przeszli procedury bezpieczeństwa. Jeśli ktoś się spóźni i machanie z oddali, by pilot zaczekał, otworzył drzwi i wpuścił, to nie podziała. Samolot nie tramwaj. 

Nauczyciele to specjaliści najwyższych lotów wpakowani do oświatowego transportu miejskiego. Wiedzą, w jaki sposób poprowadzić swoją maszynę. Lecz niekoniecznie wiedzą, skąd są ich pasażerowie i dokąd zmierzają. Oczywiście, że może zapytać o coś pasażera, spojrzeć w lusterko, użyć pokładowego systemu nagłośnienia. Ale wszyscy się gdzieś spieszą, przepisy za bardzo nie pozwalają, a rozkład jazdy nie jest z gumy. 

Incydent z uczniem Haibauerem

Przypatrzmy się karierze nauczycielskiej jednego z najwybitniejszych filozofów XX wieku – Ludwiga Wittgensteina. Na potrzeby metafory można by rzecz, że to pilot, ale na tyle wybitny, że szykowany do lotu w kosmos. I być może właśnie dlatego stał się negatywnym wzorcem nauczyciela. 

Napisanie przez Wittgensteina Traktatu logiczno-filozoficznego rozpowszechniło przekonanie, że analiza języka wystarczy do rozwiązania najważniejszych kwestii filozoficznych. Filozof uznał, że swoją książką zażegnał palące problemy filozofii. Pewny, że uczynił już wszystko, co możliwe w tej dziedzinie, udał się na poszukiwania nowych wyzwań i zwrócił się ku edukacji. I ponoć miał poczucie misji, o czym zaświadczali jego koledzy. Wittgenstein zwierzał się im, że wolałby być duchownym, ale w roli nauczyciela także widział szansę na szerzenie „dobrej nowiny”. 

Austriacki filozof nauczanie rozpoczął w roku 1920 r. w wiejskiej szkole podstawowej. Przypuszcza się, że nie był to łatwy okres dla Wittgensteina. Pochodził on bowiem z jednej z najbogatszych austriackich rodzin. Mieszkańcom wydawał się wyniosły, bo mówił z akcentem obcym dla mieszkańców wsi i był bardzo wymagający wobec swoich uczniów. Nie stronił od kar cielesnych za popełnianie błędów. Kroplą, która przelała czarę goryczy (a właściwie gwoździem do trumny jego nauczycielskiej kariery) był incydent z uczestnictwem jedenastoletniego Josefa Haibauera. 

Wittgenstein postrzegał go jako słabego ucznia. Podczas jednej z lekcji w kwietniu 1926 roku autor Traktatu uderzył chłopca kilkakrotnie w głowę aż ten omdlały osunął się na podłogę. Przemoc wobec uczniów w tamtym czasie nie należała do rzadkości. Jednak to zdarzenie było wyjątkowo szokujące. Doprowadzony do furii dyrektor szkoły zwyzywał Wittgensteina, konkludując, że bardziej nadaje się do pracy ze zwierzętami niż z dziećmi. Filozof jeszcze w tym samym miesiącu zrezygnował z nauczania w szkole, a niedługo potem został postawiony w stan sądowego oskarżenia, w trakcie którego skierowano go na badania psychiatryczne. 

Nie wiem, jakie były dalsze losy małego Josefa Haibauera, ale można przypuszczać, że Wittgenstein skutecznie zniechęcił go i zapewne wielu innych swoich uczniów do matematyki, logiki i filozofii. Tragizm tego incydentu polega przede wszystkim na krzywdzie dziecka (a właściwie dzieci). Ale zawarł się też w tym, jak wybitny filozof zawiódł w misji nauczania. 

Podwójna rola

Przedmiot nauczania etyki i filozofii w świetle wymogów programowych można próbować sprowadzić do pojęć, nurtów i historycznych postaci. Zakładając, że dokonamy próby takiej redukcji i nauczyciel będzie chciał wyłożyć definicję arché, elementy etyki sokratejskiej, interpretację „Platońskiej jaskini”, różne filozoficzne ujęcia szczęścia, to ostatecznie historia filozofii wymknie się tej próbie. Historia filozofii stanowi bowiem zapis ciągnącego się od wieków dialogu – ponadczasowej wymiany myśli. Nawet zadanie przygotowania sprawozdania z przebiegu tej wymiany oznacza zaangażowanie się w nią. Mówiąc wprost, nauczanie filozofii prowadzi do filozofowania. A to stawia nas, nauczycieli filozofii i etyki, w podwójnej roli – dydaktyków z jednej strony i człowieka filozofującego z drugiej. 

Nie brakuje w historii przykładów łączenia pracy dydaktycznej z filozofowaniem. Tak robili kryjący się za kotarą pitagorejczycy, Sokrates błądzący po ateńskich ulicach, platońscy akademicy, perypatetycy, później scholastycy, a w czasach nowszych profesorowie uniwersyteccy ze swoimi uczniami, nie zapominając o filozofowaniu egzystencjalistów w kawiarniach. W różnych stylach, formach i miejscach toczy się filozoficzny dialog, którego uczestnikami stają się także nauczyciele filozofii i etyki wraz ze swoimi uczniami. Jego istotnym elementem jest to, że ten dialog zakłada określoną relację między nauczycielem a uczniem. Wittgenstein zawiódł w pełnieniu swojej nauczycielskiej roli, ponieważ naruszył fundamentalną zasadę zaufania, która powinna panować między nim jako nauczycielem a jego uczniem Josefem Haibauerem. Wykorzystał on radykalne środki do tego, aby wymusić na uczniach wzniesienie się na jego poziom intelektualny. Przecież trudno oczekiwać, by ktoś, kto nigdy nie zasiadał za sterami samolotu, nagle miał pokierować odrzutowcem. 

Zejście na pokład

Niedawno usłyszałem od pewnej nauczycielki, że szkoła uczy życia, ponieważ przygotowuje do dostosowywania się do panujących w społeczeństwie norm. Rolą lekcji etyki lub filozofii powinno być zatem nauczanie tych norm. Jednak życie społeczne odbywa się przede wszystkim wśród ludzi, nie norm. Nauczanie filozofii i etyki także dzieje się wśród ludzi. Zawsze tak było. I jako takie, filozofowanie staje się dynamiczną aktywnością, w której pojęcia, stanowiska i poglądy myślicieli są nie tylko przekazywane, ale także ewaluowane przez odbiorców. Filozoficzny namysł podlega nieustannej weryfikacji, często w kontekście życiowych doświadczeń. Tak też było w przypadku Wittgensteina. Wydane już pośmiertnie drugie wielkie dzieło filozofa, pt.: Dociekania filozoficzne, stanowi całkowite zaprzeczenie idei zawartych w Traktacie. On sam zaś stwierdził, że był to owoc jego wieloletnich rozmyślań oraz dyskusji z innymi filozofami. 

Wracając do początkowej metafory, jeśli szkoła bardziej przypomina tramwaj niż samolot, to Wittgenstein w 1926 roku był niczym profesjonalny pilot, który nie dowiózł swojego pasażera do celu. Być może nie zauważył, że prowadzi zupełnie inny środek transportu niż ten, do którego był przyzwyczajony. Narobił szkód z piedestału swojej pozycji, bo zamiast dostosować się do poziomu swoich uczniów, oczekiwał, że oni doskoczą do niego. 

Lekcje filozofii i etyki tworzą przestrzeń do tego, by wyjść do ludzi i kontynuować ponadczasową wymianę myśli filozoficznej. Ci ludzie będą wsiadać i wysiadać. Czasami będą się kłócić, a niektórzy przez całą drogę będą się patrzyli przez okno. Tramwaj koniec końców i tak dojedzie do celu. A jest szansa, że trwając cierpliwie przy uczniach, nawet kosztem dłuższego postoju albo opóźnienia, sprawimy, iż udadzą się oni w dalszą drogę i kiedyś samodzielnie zasiądą za sterami.

 

Warto doczytać:

Peters A. Michael, Wittgenstein’s Trials, Teaching and Cavell’s Romantic „Figure of the Child” [w:] Peters A. M., Stickeney J. (red.), A Companion to Wittgenstein on Education, Singapore 2017, s. 211–231.


Ludwig Wittgenstein (ur. 1889, zm. 1951) – austriacki filozof języka związany z Cambridge University, postrzegany przez współczesnych mu: Bertranda Russella oraz George’a Edwarda Moore’a za geniusza. Prowadził burzliwe życie. Pochodził z bogatej rodziny, której majątku się zrzekł. Uczestniczył w I wojnie światowej, podczas której został wzięty do niewoli. Po wojnie był nauczycielem w kilku wiejskich szkołach. Napisał dwie przełomowe dla dwudziestowiecznej filozofii książki: Tractatus logico-philosophicus oraz Dociekania filozoficzne


Wojciech Rutkiewicz – dr, nauczyciel filozofii i etyki w w Niepublicznej Szkole Podstawowej im. Juliusza Verne’a w Warszawie, gdzie pełni również obowiązki wychowawcy. Praca wychowawcza i dydaktyczna wpłynęły na jego zainteresowania edukacją filozoficzną w Polsce. W wolnym czasie podróżuje, biega, czyta poezję i słucha muzyki alternatywnej.

 

Najnowszy numer można nabyć od 2 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2023 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy