Artykuł Etyka Filozofia prawa

Wojciech Załuski: Nie legalizujmy eutanazji

Zwolennicy legalizacji eutanazji, tj. dokonywanego przez lekarza i motywowanego współczuciem zabójstwa cierpiącej osoby na jej żądanie, na poparcie swojego stanowiska przywołują zwykle dwa argumenty: po pierwsze, że eutanazja jest wyrazem szacunku dla autonomii cierpiącej osoby – pomaga jej uczynić to, czego rzeczywiście pragnie, a po drugie, że jest wyrazem humanitaryzmu – kładąc kres cierpieniom pacjenta, przyczynia się w perspektywie indywidualnej do zwiększenia jego dobrostanu, a w ogólniejszej – do realizacji postulatu minimalizacji cierpienia w świecie.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2019 nr 5 (29), s. 23–24. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Argu­men­ty te mają uza­sad­niać lega­li­za­cję euta­na­zji nie­ja­ko „po obu stro­nach” – pacjen­ta i leka­rza: pacjent ma pra­wo zwró­cić się do leka­rza z żąda­niem euta­na­zji, a lekarz ma pra­wo (albo nawet obo­wią­zek) jej doko­nać. Mogą się one wyda­wać na pierw­szy rzut oka prze­ko­nu­ją­ce. Czy są jed­nak takie w istocie?

Wątpliwa autonomia

Roz­waż­my dokład­niej pierw­szy argu­ment. Zakła­da on, iż cier­pią­cy pacjent potra­fi pod­jąć w peł­ni auto­no­micz­ną decy­zję, tj. posia­da odpo­wied­nią wie­dzę na temat swo­je­go sta­nu zdro­wia – czy­li wie, że cho­ro­ba powo­du­ją­ca jego cier­pie­nie jest nie tyl­ko nie­ule­czal­na i śmier­tel­na, ale chwi­la jego śmier­ci jest nie­od­le­gła; jest ponad­to w sta­nie racjo­nal­nie roz­wa­żyć wszyst­kie racje prze­ma­wia­ją­ce „za” i „prze­ciw” decy­zji o euta­na­zji i – dodat­ko­wo – nikt nie wywie­ra na nie­go pre­sji, aby pod­jął taką decyzję.

Pierw­sze dwa zało­że­nia będą jed­nak speł­nio­ne rzad­ko, jeśli w ogó­le kie­dy­kol­wiek. Pacjent nie może wie­dzieć na pew­no, ile mie­się­cy czy lat może prze­żyć ze swo­ją cho­ro­bą, ponie­waż nie wie tego nawet sam lekarz; licz­ba błęd­nych pro­gnoz medycz­nych doty­czą­cych prze­ży­cia pacjen­tów, np. z cho­ro­bą nowo­two­ro­wą, jest tak duża, że było­by naiw­no­ścią wie­rzyć, że medy­cy­na na obec­nym eta­pie jej roz­wo­ju w ogó­le uza­sad­nia for­mu­ło­wa­nie tego rodza­ju prze­po­wied­ni. Jej sła­bość prze­ja­wia się zresz­tą już w kon­tek­ście samych roz­po­znań cho­ro­by (np. Ryszard Fenig­sen w swo­jej pra­cy Przy­się­ga Hipo­kra­te­sa twier­dzi, że co naj­mniej 20%, a praw­do­po­dob­nie ok. 40% roz­po­znań jest błęd­nych). Krót­ko rzecz ujmu­jąc, więk­szość cier­pią­cych, któ­rzy podej­mu­ją decy­zję o euta­na­zji, nie może wie­dzieć, jaka jest ocze­ki­wa­na dłu­gość ich życia, a w wie­lu przy­pad­kach nie wie tak­że, jaki jest praw­dzi­wy stan ich zdrowia.

Co do dru­gie­go zało­że­nia – o zdol­no­ści do podej­mo­wa­nia racjo­nal­nej decy­zji – już sam opis warun­ków euta­na­zji (pacjent prze­ży­wa cier­pie­nia fizycz­ne o ogrom­nej inten­syw­no­ści) każe wąt­pić, czy oso­ba znaj­du­ją­ca się w takim sta­nie jest zdol­na pod­jąć racjo­nal­ną decy­zję. Wąt­pli­wość ta oka­że się tym bar­dziej uza­sad­nio­na, gdy zwa­ży się, iż pacjent cier­pią­cy fizycz­nie prze­ży­wa czę­sto tak­że cier­pie­nie psy­chicz­ne, np. tkwi w depresji.

Jeśli cho­dzi o zało­że­nie trze­cie, nie moż­na baga­te­li­zo­wać ryzy­ka zwią­za­ne­go z tym, że samo ist­nie­nie opcji euta­na­zji może wywie­rać mniej lub bar­dziej sil­ną pre­sję na cier­pią­cym pacjen­cie, aby zwró­cił się do leka­rza z proś­bą o jej doko­na­nie, nawet gdy tak napraw­dę jej nie pra­gnie: może mieć bowiem poczu­cie winy, że sta­no­wi obcią­że­nie, czy to dla rodzi­ny, czy dla sys­te­mu opie­ki zdro­wot­nej, utrud­nia­jąc leka­rzom zaję­cie się „lepiej roku­ją­cy­mi” pacjen­ta­mi. Pre­sja ta może zresz­tą przy­brać postać mniej abs­trak­cyj­ną: lekarz, zwłasz­cza sil­nie wie­rzą­cy w racjo­nal­ność euta­na­zji, czy człon­ko­wie rodzi­ny, znie­cier­pli­wie­ni czy psy­chicz­nie wyczer­pa­ni opie­ką nad cho­rym, w mniej lub bar­dziej bez­po­śred­ni spo­sób (gestem, tonem gło­su, a tak­że argu­men­ta­cją) mogą zasu­ge­ro­wać pacjen­to­wi, że żąda­nie euta­na­zji będzie naj­lep­szym rozwiązaniem.

I jesz­cze jed­na waż­na rzecz: czy przy lega­li­za­cji euta­na­zji lekarz będzie miał upraw­nie­nia do jej wyko­na­nia na żąda­nie pacjen­ta czy też może obo­wią­zek? Jeśli­by przy­jąć, że to dru­gie, mie­li­by­śmy do czy­nie­nia z moż­li­wą koli­zją auto­no­mii pacjen­ta i leka­rza (a tak­że pole dla roz­wa­żań o ewen­tu­al­nej klau­zu­li sumie­nia w tym kontekście).

Nadgorliwy humanitaryzm

Tak­że argu­ment z huma­ni­ta­ry­zmu oka­zu­je się przy bliż­szej ana­li­zie nie­prze­ko­nu­ją­cy. Jego pod­sta­wo­wą sła­bo­ścią jest to, że nie uwzględ­nia moż­li­wo­ści uśmie­rza­nia bólu cier­pią­ce­go pacjen­ta, jaki­mi dys­po­nu­je współ­cze­sna medy­cy­na palia­tyw­na. Oczy­wi­ście, będą wystę­po­wać poje­dyn­cze przy­pad­ki, w któ­rych medy­cy­na oka­że się bez­rad­na, są one jed­nak, jak moż­na sądzić, rzad­kie. A i w tych przy­pad­kach moż­na ulżyć pacjen­to­wi, wpro­wa­dza­jąc go za pomo­cą środ­ków far­ma­ko­lo­gicz­nych w stan seda­cji (obni­że­nia aktyw­no­ści ukła­du ner­wo­we­go, któ­re­mu może towa­rzy­szyć wyłą­cze­nie świa­do­mo­ści). Czyn­ność ta może przy­śpie­szyć śmierć pacjen­ta, jeśli jed­nak inten­cją leka­rza doko­nu­ją­ce­go tej czyn­no­ści (i jej bez­po­śred­nim skut­kiem) jest uśmie­rze­nie bólu pacjen­ta, a przy­spie­szo­na śmierć sta­no­wi wyłącz­nie sku­tek ubocz­ny i nie­za­mie­rzo­ny (choć prze­wi­dy­wa­ny), to jest ona dozwo­lo­na (przy­naj­mniej zgod­nie z tzw. zasa­dą podwój­ne­go skut­ku, dopusz­cza­ją­cą sku­tek zły, jakim w tym przy­pad­ku jest śmierć pacjen­ta, jeśli był on „dru­gi”, tj. nie­za­mie­rzo­ny i nie­sta­no­wią­cy środ­ka do reali­za­cji skut­ku „pierw­sze­go”’, dobre­go, jakim w tym przy­pad­ku jest uśmie­rze­nie bólu pacjenta).

Prze­ciw­ni­cy euta­na­zji czę­sto pod­no­szą tak­że zarzut, że wzglę­dy huma­ni­tar­ne mogą skła­niać leka­rzy do doko­ny­wa­nia euta­na­zji wbrew woli pacjen­ta rze­ko­mo dla jego dobra (ulże­nia jego cier­pie­niu, wyzwo­le­nia go z jego bez­na­dziej­nej kon­dy­cji), czy­li do tzw. euta­na­zji nie­do­bro­wol­nej, będą­cej „kryp­ta­na­zją” (ukry­tą euta­na­zją). Zarzut ten jest opar­ty na tzw. argu­men­cie z rów­ni pochy­łej (zgod­nie z któ­rym jeśli uzna­je się za dopusz­czal­ną pew­ną czyn­ność A, to dopro­wa­dzi to z dużym praw­do­po­do­bień­stwem do uzna­nia dopusz­czal­no­ści jej bar­dziej rady­kal­ne­go warian­tu A+). Jest to argu­ment sam w sobie kon­tro­wer­syj­ny. Dane empi­rycz­ne na temat jego zasad­no­ści w kon­tek­ście euta­na­zji są tak­że nie­jed­no­znacz­ne. Trak­tu­ję go więc jako mar­gi­nal­ny w mojej argu­men­ta­cji prze­ciw lega­li­za­cji eutanazji.

Troska o zaufanie między lekarzem i pacjentem

Argu­men­ta­cja ta mia­ła do tej pory cha­rak­ter nega­tyw­ny – sta­no­wi­ła odpar­cie dwóch naj­czę­ściej pod­no­szo­nych i naj­sil­niej­szych argu­men­tów za lega­li­za­cją euta­na­zji. Na zakoń­cze­nie chciał­bym jed­nak przed­sta­wić moim zda­niem naj­bar­dziej prze­ko­nu­ją­cy argu­ment pozy­tyw­ny prze­ciw lega­li­za­cji euta­na­zji, wska­zu­ją­cy na jej nie­po­żą­da­ne skut­ki dla eto­su lekarza.

Być może w poje­dyn­czych przy­pad­kach euta­na­zja jest uza­sad­nio­na: decy­zja pacjen­ta jest auto­no­micz­na, a jego cier­pie­nie jest nie­wy­obra­żal­ne i nie daje się uśmie­rzyć. Roz­wa­ża­jąc jed­nak kwe­stię lega­li­za­cji euta­na­zji, mówi­my nie o kon­kret­nych przy­pad­kach, lecz o zbio­rze pew­nych sytu­acji sty­pi­zo­wa­nych w prze­pi­sie praw­nym. W tym zbio­rze wbrew temu, co twier­dzą zwo­len­ni­cy lega­li­za­cji, przy­pad­ki ewi­dent­nie uza­sad­nio­nej euta­na­zji będą, jak argu­men­to­wa­łem, nie­licz­ne i ich obec­ność nie zrów­no­wa­ży naj­waż­niej­sze­go nega­tyw­ne­go skut­ku zwią­za­ne­go z lega­li­za­cją, jakim jest pod­wa­że­nie tra­dy­cyj­ne­go („Hipo­kra­tej­skie­go”) eto­su leka­rza jako oso­by mają­cej trosz­czyć się wyłącz­nie o zdro­wie i życie pacjen­ta. Lega­li­za­cja euta­na­zji zro­dzi­ła­by pęk­nie­cie w tym eto­sie (lekarz miał­by tak­że pra­wo dopro­wa­dzić do śmier­ci pacjen­ta), a w rezul­ta­cie mogła­by spo­wo­do­wać ero­zję zaufa­nia mię­dzy pacjen­tem i leka­rzem. Jeśli bowiem powsta­nie wśród leka­rzy kli­mat przy­zwo­le­nia na euta­na­zję, w tym zwłasz­cza na euta­na­zję nie­do­bro­wol­ną, moty­wo­wa­ną opacz­nie poj­mo­wa­nym huma­ni­ta­ry­zmem, to wśród pacjen­tów, a tak­że ich rodzin, będzie rodzić się podej­rze­nie, czy lekarz rze­czy­wi­ście robi wszyst­ko, co moż­li­we, aby ura­to­wać życie pacjen­ta. Nie jest to snu­cie czar­nej, nie­re­al­nej wizji: Ryszard Fenig­sen w przy­wo­ły­wa­nej już pra­cy Przy­się­ga Hipo­kra­te­sa w poru­sza­ją­cy spo­sób, opie­ra­jąc się na swo­im boga­tym doświad­cze­niu kli­nicz­nym w szpi­ta­lach holen­der­skich, poka­zał, że jest to wizja jak naj­bar­dziej real­na. Być może, gdy­by przy­pad­ki ewi­dent­nie uza­sad­nio­nej euta­na­zji były czę­ste, zrów­no­wa­ży­ły­by lub nawet prze­wa­ży­ły­by ten sku­tek. Ponie­waż są one jed­nak – jak pró­bo­wa­łem wyka­zać – rzad­kie, argu­men­ta­cja prze­ciw lega­li­za­cji euta­na­zji oka­zu­je się dość jed­no­znacz­na: nie musi­my ważyć argu­men­tów „za” lega­li­za­cją euta­na­zji i „prze­ciw”, ponie­waż argu­men­ty „za” uza­sad­nia­ją euta­na­zję tyl­ko w nie­licz­nych przypadkach.

Pol­skie – „kon­ser­wa­tyw­ne” – roz­wią­za­nie praw­ne (art. 150 Kodek­su kar­ne­go), prze­wi­du­ją­ce pena­li­za­cję euta­na­zji (jako tzw. zabój­stwa euta­na­tycz­ne­go), ale trak­tu­ją­ce ją jako tzw. zabój­stwo uprzy­wi­le­jo­wa­ne (tzn. kara­ne łagod­niej z uwa­gi na szcze­gól­ne oko­licz­no­ści, w tym przy­pad­ku współ­czu­cie wobec cier­pią­cej oso­by) nale­ży więc uznać za racjo­nal­ne i wyważone.


Woj­ciech Zału­ski – Prof. dr hab., pra­cow­nik Kate­dry Filo­zo­fii i Ety­ki Praw­ni­czej na Wydzia­le Pra­wa i Admi­ni­stra­cji UJ, autor kil­ku­na­stu ksią­żek, w tym Prze­ciw roz­pa­czy. O tra­gicz­nej wizji świa­ta i spo­so­bach jej prze­zwy­cię­że­nia (Coper­ni­cus Cen­ter Press, Kra­ków 2015), Etycz­ne aspek­ty doświad­cze­nia cza­su (Wydaw­nic­two UJ, 2017) oraz wie­lu arty­ku­łów z zakre­su filo­zo­fii pra­wa i ety­ki. Hob­by: sport, muzyka.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Mał­go­rza­ta Uglik

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy