55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy

Artykuł Filozofia języka Gawędy o języku

Wojciech Żełaniec: #8. Przedstawmy sobie przedstawienie

„Szanowna pani pozwoli, że się przedstawię. Nazywam się…”, „Niech szanowny pan będzie uprzejmy sobie przedstawić, że mnie to nie przedstawia niczego ciekawego, jako kto pan się przedstawia”. (na stronie) „A kim pan naprawdę jest? Może jest pan przedstawicielem obcego przedstawicielstwa?…”. (do rozmówcy) „Niech pan nie robi z siebie przedstawienia, bo przedstawię wniosek o pana obserwację” (z pewnego przedstawienia teatralnego).

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2019 nr 2 (26), s. 42–43. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Są filozofowie, którzy zaczynają od twierdzeń bardzo odważnych, rewolucyjnych, dla przeciętnego człowieka wręcz absurdalnych czy przynajmniej niewiarygodnych. Na przykład (Karl Marx), że wszystko w świecie ludzkim (a w tym również to, czy Jaś kocha Małgosię i czy spełni się życzenie „cie choroba!” skierowane przez Kubę do Macieja) zdeterminowane jest przez wzajemną relację między „siłami wytwórczymi” a „stosunkami produkcji”, czyli między tym, co dana wspólnota ludzka mogłaby wytworzyć dzięki rozpowszechnionym w niej umiejętnościom i narzędziom, a tym, co naprawdę wytwarza, ograniczona przyjętym sposobem organizacji tego wytwarzania. Albo (Jean-Paul Sartre) że człowiek jest nieograniczenie wolny – nawet jeśli osadzony jest w więzieniu o zaostrzonym rygorze i położonym na wyspie, jak owo słynne włoskie więzienie dla mafiozów, na sardyńskiej wyspie Asinara. Filozofowie tacy jednak, po należytym zbulwersowaniu swego poczciwego czytelnika i wstrząśnięciu nim, łagodzą stopniowo swe rewolucyjne tezy, wplatając w nie takie modyfikatory, jak: „w ostatniej instancji”, „w gruncie rzeczy” czy tym podobne. W ten sposób zbliżają się do czegoś, co ich filozoficznie niewyrobionemu, ale odpowiednio już przestraszonemu czytelnikowi wydaje się prawdziwe, oczywiste, wręcz banalne.

Niniejszy gawędziarz nie jest takim filozofem, a przynajmniej nie w tych gawędach. Zaczynał on od pozornie niewinnych i naiwnych rozważań na temat grupy nominalnej i zdania, odpowiadających przedstawieniu i sądowi (w sensie logicznym). Wszystko to banalne aż do bólu mogłoby się wydawać, bo któż nie odróżniałby wyrażenia takiego jak „czerwona róża” od wyrażenia „róża jest czerwona”? Wskazanie, że istnieją języki, w których tego rozróżnienia uczynić niepodobna, jako że wyrażenia „czerwona róża” i „róża jest czerwona” są w nich identyczne (tak jest na przykład w języku tajskim), mogłoby sprawiać wrażenie mydlenia bystrych oczu umysłu filozofa nadmiarem materiału empirycznego, który w końcu musi owego filozofa pochłonąć, tak jak w starej niemieckiej legendzie Ren pochłania flisaka pod wpływem śpiewu złotowłosej Loreley. Ale wychodząc od takich banałów, niniejszy gawędziarz dochodził do takich problemów jak np. ten (zob. poprzednia gawęda, opublikowana w „Filozofuj!” 2019, nr 1, s. 30–31), czy w aktach stwierdzania, że róża jest czerwona, zawarte są przedstawienia róży, czerwonego i łączącego je „jest” (w takim wypadku sąd, że róża jest czerwona, byłby tylko sumą trzech przedstawień i rację miałaby tzw. allogeniczna teoria sądu, zgodnie z którą sąd sprowadza się do czegoś, co sądem nie jest, mianowicie do przedstawień). Wydaje się to, po zastanowieniu, absurdalne, gdyż na czym miałoby polegać przedstawienie owego „jest”? Czy można je sobie przedstawiać na podobieństwo jakiegoś bardzo subtelnego kleju, łączącego różę z jej kolorem? I co to w ogóle jest to „przedstawienie”? Oba te pytania brzmią naiwnie: to drugie jak szkolne pytanie o definicję słowa, to pierwsze zaś wręcz dziecinnie… Ale właśnie na to pierwsze pytanie zarówno wielcy (jak Edmund Husserl czy Martin Heidegger), jak i średni oraz mali (jak ten gawędziarz) filozofowie całkiem serio starali się odpowiedzieć. Natomiast drugie pytanie nie jest (tylko) pytaniem o definicję słownikową i to na nim się teraz skupimy.

Co to jest „przedstawienie”? Samo słowo „przedstawienie” wygląda na wierną kalkę niemieckiego „Vorstellung”, znanego np. z tytułu głównego dzieła najbardziej znanego filozofa gdańskiego, Artura Schopenhauera, Die Welt als Wille und Vorstellung z 1819 r. (tłumaczenie polskie Świat jako wola i przedstawienie w przekładzie Jana Garewicza) albo z tytułu pracy habilitacyjnej jednego z najważniejszych filozofów polskich, twórcy legendarnej filozoficznej szkoły lwowskiej, Kazimierza Twardowskiego, Zur Lehre vom Inhalt und Gegenstand der Vorstellungen z 1894 r. (O treści i przedmiocie przedstawień w tłumaczeniu Izydory Dąmbskiej). Ale co ono znaczy – najpierw czysto słownikowo – w naszym języku? Klasyczny Słownik języka polskiego Witolda Doroszewskiego (1958–1969) oprócz takich znaczeń, jak: „widowisko teatralne” czy „wystąpienie z jakimś wnioskiem, projektem czy propozycją”, notuje obecność tego słowa w Historii filozofii Tatarkiewicza w znaczeniu: „obraz ogólny czegoś, co było przedmiotem postrzeżenia, pozbawiony niektórych cech konkretnych tego przedmiotu (por. wyobrażenie)” i – jak na definicję słownikową, w dodatku w słowniku ogólnym, nie filozoficznym – podaje całkiem dobre znaczenie słowa „przedstawienie”, które znają i którym posługują się filozofowie, w dodatku całkiem dorzecznie kontrastując je ze znaczeniem słowa „wyobrażenie”, o którym to kontraście pomówimy już niedługo. Na razie odnotujmy, że przedstawienie jest „obrazem ogólnym”, pozbawionym „niektórych cech konkretnych” tego przedmiotu, którego jest obrazem. Wzięte dosłownie, określenie to pasowałoby do jakiegokolwiek obrazu malarskiego, przedstawiającego (no pun intended) cokolwiek, np. do słynnego obrazu Piera della Francesca ukazującego Fryderyka da Montefeltro, księcia Urbino, bo wszak każdy taki obraz będzie pomijał „niektóre cechy konkretne” przedstawianego przedmiotu, choć w danym wypadku nie będzie to zapewne charakterystyczny orli (by nie użyć innego, mniej ładnego, słowa) nos dobrego księcia. Czytelnik domyśli się jednak, że nie o takie przedstawienie i nie takie rozumienie słowa „przedstawienie” chodzi filozofom. O jakie zatem? O tym w następnej gawędzie.


Wojciech Żełaniec – Filozof generalista i filozof społeczny, stypendysta Humboldta (Würzburg 1995–1997), kierownik Zakładu Etyki i Filozofii Społecznej w Instytucie Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego (wnswz.strony.ug.edu.pl). Redaktor numeru specjalnego włoskiego czasopisma „Argumenta”, poświęconego tłu reguł konstytutywnych (https://www.argumenta.org/issue/issue‑7/). Hobby: czytanie i recytowanie poezji.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Greta Kotz

Najnowszy numer można nabyć od 2 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Co tworzy największe konflikty między ludzmi niezależnie od wieku i wykształcenia? To semantyka lingwistyczna bo każdy z nas nadaje słowu swoje znaczenie a nikt nie prowadzi dyskursu w obszarze problemów wychowawczych bo one powstają nie tylko nadaniu słowu swojego znaczenia i powstaje walka a nie pytanie : “jak ty rozumiesz znaczenie tego słowa” bo włączają się tylko funkcje powstające w rezultacie swojego rozumienia.
    To dzisiejsze przyczyny strasznych w szkole problemów między uczniami.