Aktualności Pożegnania

Wspomnienia o Śp. Profesorze Andrzeju Norasie

4 grudnia 2020 r. zmarł Prof. Andrzej Noras, wybitny polski historyk filozofii, kierownik Zakładu Historii Filozofii Nowożytnej i Współczesnej i prorektor ds. Badań Naukowych Uniwersytetu Śląskiego. Publikujemy wspomnienia Jego przyjaciół, uczniów i współpracowników.

Zapisz się do naszego newslettera

Gabriela Besler: Andrzej Noras, przedwcześnie zmarły kolega

Mie­li­śmy wspól­ne zain­te­re­so­wa­nia meta­fi­zycz­ne (odróż­nie­nie isto­ty od ist­nie­nia, w tra­dy­cji neo­to­mi­stycz­nej i neo­kan­tow­skiej), wspól­nych mistrzów i nauczy­cie­li (ks. prof. zw. dr hab. Edmund Mora­wiec CSSR, prof. dr hab. Jerzy Gał­kow­ski). Andrzej był recen­zen­tem w moim prze­wo­dzie habi­li­ta­cyj­nym, skru­pu­lat­nie prze­czy­tał wszyst­ko, co opu­bli­ko­wa­łam i usto­sun­ko­wał się do wyni­ków moich badań, z cze­go mogłam wycią­gnąć dla sie­bie kon­struk­tyw­ne wnioski.

Dużo życz­li­wo­ści doświad­czy­łam od Andrze­ja. Zawsze uśmiech­nię­ty, rodzin­ny i ser­decz­ny, opty­mi­stycz­nie nasta­wio­ny do świa­ta. Dzię­ki swo­im uni­wer­sy­tec­ko-admi­ni­stra­cyj­nym kom­pe­ten­cjom był dla mnie wspar­ciem w reali­za­cji gran­tu mini­ste­rial­ne­go. Potra­fił pora­dzić, jak zgod­nie z pra­wem doko­nać pew­nych zmian, bo nie wszyst­ko prze­wi­dzia­łam, pisząc wnio­sek gran­to­wy. Zabrał mnie samo­cho­dem na kon­fe­ren­cje do Lubli­na i do nie­miec­kie­go Baut­zen. Pod­czas całej podró­ży z gło­śni­ków samo­cho­do­wych docho­dzi­ła muzy­ka zespo­łu Pink Floyd, któ­rą Andrzej bar­dzo lubił i znał. Nigdy w życiu – ani wcze­śniej, ani potem – nie wysłu­cha­łam tylu ich utwo­rów. Nie wie­dzia­łam, że ich dys­ko­gra­fia jest tak boga­ta. Swo­ją kar­tą zapła­cił kie­dyś zakup waż­nej dla mnie książ­ki z zagra­ni­cy (pie­nią­dze odda­łam, nie mia­łam wte­dy kar­ty wyma­ga­ne­go typu). Bli­ska mi była Jego ślą­ska men­tal­ność: robić dobrze albo wcale.

Po śmier­ci prof. Józe­fa Bań­ki został prze­wod­ni­czą­cym ślą­skie­go oddzia­łu Pol­skie­go Towa­rzy­stwa Filo­zo­ficz­ne­go. Miał kon­kret­ne pla­ny oży­wie­nia jego dzia­łal­no­ści, któ­rych reali­za­cję nie­ste­ty zatrzy­ma­ła pan­de­mia. Jako szef zespo­łu filo­zo­fii nie­miec­kiej, do któ­re­go nale­żę, dawał mi poczu­cie bez­pie­czeń­stwa w zamie­sza­niu po wpro­wa­dze­niu nowej usta­wy doty­czą­cej szkol­nic­twa wyż­sze­go. Moje zain­te­re­so­wa­nia naro­dze­niem się nowej logi­ki w Niem­czech na prze­ło­mie XIXXX wie­ku uzu­peł­niał o zwią­za­ne z tym wąt­ki neo­kan­tow­skie i logi­kę przed­fre­gow­ską. Bar­dzo będzie mi bra­ko­wać jego wie­dzy w tym zakresie.

Pamię­tam nasze dwa ostat­nie spo­tka­nia, cho­ciaż nie wiem, któ­re z nich było tym ostat­nim. Prze­pro­wa­dza­jąc się z Rek­to­ra­tu, niósł wiel­ki kar­ton z swo­imi książ­ka­mi. Zapy­tał, czy chcę któ­rąś z nich. Mia­łam wszyst­kie poza wyda­ną w 2020 w Niem­czech histo­rią neo­kan­ty­zmu (A. Noras: Geschich­te des Neu­kan­tia­ni­smus, Peter Lang: Ber­lin 2020). Obie­ca­łam, że poda­ru­ję ją moim zna­jo­mym z uni­wer­sy­te­tu w Mün­ster, gdzie się wybie­ram, gdy tyl­ko pan­de­mia się wyco­fa. Innym razem powie­dział mi, że za swój naj­więk­szy suk­ces z okre­su „pro­rek­tor­skie­go” uwa­ża moder­ni­za­cję Wydaw­nic­twa Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go. Wiem, ile ser­ca i zaan­ga­żo­wa­nia wło­żył w to nie­ła­twe zadanie.

Marcin Furman

Koń­cząc dru­gi rok filo­zo­fii, moż­na było uwa­żać się za „filo­zo­fa” – jak sądzi­li nie­któ­rzy stu­den­ci – albo rze­czy­wi­ście się nią zain­te­re­so­wać. Mia­łem szczę­ście zna­leźć się w tej dru­giej gru­pie. Na dru­gim roku stu­diów po raz pierw­szy usły­sza­łem od wykła­dow­ców innych przed­mio­tów, że jeśli ukoń­czy się kurs histo­rii filo­zo­fii współ­cze­snej z dok­to­rem Andrze­jem Nora­sem, to rów­nie dobrze moż­na twier­dzić, iż dro­ga do zdo­by­cia tytu­łu magi­stra jest już tyl­ko for­mal­no­ścią. To był rok 1999. Fakt ten miał pod­kre­ślać kom­pe­ten­cje i esty­mę, jaki­mi darzo­no zaję­cia z tego przed­mio­tu. Przede wszyst­kim cho­dzi­ło tu o oso­bę pro­wa­dzą­ce­go, któ­ry – mimo mło­de­go wie­ku – posia­dał bar­dzo dużą wie­dzę i potra­fił ją w spo­sób cie­ka­wy i kla­row­ny prze­ka­zać stu­den­tom. Zarów­no pra­cow­ni­cy nauko­wi, jak i stu­den­ci trze­cie­go roku, zazna­jo­mie­ni z pro­ble­ma­mi epi­ste­mo­lo­gii i onto­lo­gii, wie­dzie­li, że w tam­tym cza­sie jesz­cze dok­tor (nie­ba­wem pro­fe­sor) Noras był spe­cja­li­stą z filo­zo­fii Imma­nu­ela Kan­ta oraz Nico­la­ia Hart­man­na. Żywo inte­re­so­wa­ły go zwłasz­cza neo­kan­tyzm badeń­ski oraz neo­kan­tyzm mar­bur­ski. W tym świe­tle aneg­do­tą, któ­rą war­to przy­to­czyć, były wypo­wie­dzi Pro­fe­so­ra, któ­ry zwykł mówić, że jedy­ne, na czym się „tro­chę zna, to neo­kan­tyzm i Floy­dzi”. Bio­rąc pod uwa­gę, że zarów­no w zakre­sie filo­zo­fii Kan­ta, jak i neo­kan­ty­zmu był auto­ry­te­tem w Pol­sce i za gra­ni­cą, mamy tu obraz czło­wie­ka, któ­ry odzna­czał się olbrzy­mią wie­dzą, ale z dru­giej stro­ny miał do sie­bie bar­dzo duży dystans. Oprócz filo­zo­fii, przede wszyst­kim filo­zo­fii nie­miec­kiej, dużym zain­te­re­so­wa­niem darzył muzy­kę. Cza­sem w chwi­lach odpo­czyn­ku, kie­dy pod­czas wykła­du moż­na było ode­tchnąć, wspo­mi­nał, że u nie­go w gustach muzycz­nych „na pierw­szym miej­scu znaj­du­je się zespół Pink Floyd, potem dłu­go, dłu­go nic… a potem Led Zep­pe­lin”. Cie­ka­wost­ką niech będzie fakt, że waria­cja na temat okład­ki pły­ty Dark side of the moon zespo­łu Pink Floyd sta­ła się moty­wem prze­wod­nim okład­ki pra­cy habi­li­ta­cyj­nej Pro­fe­so­ra. Sam Pro­fe­sor – wspo­mi­na­jąc pra­cę nad książ­ką Kant a neo­kan­tyzm badeń­ski i mar­bur­ski – mówił, że przy jej pisa­niu towa­rzy­szy­ły mu dźwię­ki wła­śnie tego albumu.

Słu­cha­jąc wykła­dów z histo­rii filo­zo­fii współ­cze­snej, trze­ba było być bar­dzo uważ­nym, ponie­waż poru­sza­ły one – obok zagad­nień histo­rycz­no­fi­lo­zo­ficz­nych – zawi­łe kwe­stie zwią­za­ne z epi­ste­mo­lo­gią i onto­lo­gią. Pro­fe­sor Noras potra­fił je w spo­sób nie­zwy­kle jasny i czy­tel­ny wyłusz­czyć i przed­sta­wić w kon­tek­ście histo­rycz­nym. W tym zakre­sie wzbu­dzi­ły moje zain­te­re­so­wa­nie wykła­dy poświę­co­ne Kan­to­wi i Hus­ser­lo­wi. Póź­niej­sze bada­nia nauko­we spre­cy­zo­wa­łem wła­śnie w zagad­nie­niach epi­ste­mo­lo­gicz­nych i onto­lo­gicz­nych tych filo­zo­fów. Filo­zo­fie te zwią­za­ły mnie z Panem Pro­fe­so­rem na dłu­gie lata. Efek­tem tego była napi­sa­nia pod jego kie­run­kiem w 2002 roku pra­ca magi­ster­ska poświę­co­na poję­ciu inten­cjo­nal­no­ści w filo­zo­fii Edmun­da Hus­ser­la; nato­miast w roku 2007 pro­fe­sor Noras pro­mo­wał mój dok­to­rat, poświę­co­ny póź­nej fazie filo­zo­fii Hus­ser­la. Oso­ba i cha­ry­zma Pro­fe­so­ra powo­do­wa­ły, że chcia­ło się z nim prze­by­wać i z nim dys­ku­to­wać. Żeby zaś dys­ku­to­wać, uczest­ni­czyć w jego semi­na­riach, trze­ba było czy­tać, przede wszyst­kim czytać.

Semi­na­ria, zarów­no magi­ster­skie, jak i dok­to­ranc­kie były rodza­jem szcze­gól­ne­go spo­tka­nia, na któ­rym spo­ty­ka­li się ludzie fak­tycz­nie zain­te­re­so­wa­ni filo­zo­fią. Cie­ka­wy był fakt, że na nich dys­ku­to­wa­li nie tyl­ko magi­strzy, dok­to­rzy i pro­fe­so­ro­wie, ale rów­nież, a może przede wszyst­kim stu­den­ci, któ­rzy gdzieś, w jakimś momen­cie uczel­nia­nej egzy­sten­cji mie­li szczę­ście spo­tkać Pro­fe­so­ra. Trze­ba powie­dzieć, że głos na tych zaję­ciach był gło­sem demo­kra­tycz­nym. Taką samą wagę miał głos stu­den­ta jak pro­fe­so­ra. Liczy­ła się wie­dza. Pamię­tam, jak przy­cho­dzi­łem do poko­ju, któ­ry pro­fe­sor Noras dzie­lił z pro­fe­so­rem Głom­bi­kiem. Oko­ło godzi­ny 16.00 zapeł­niał się on uczest­ni­ka­mi semi­na­rium, moż­na było tam spo­tkać m.in. Mar­tę Ples-Bęben, Dariu­sza Bęb­na, Ali­cję Pie­tras, Toma­sza Kuba­li­cę, Toma­sza Bań­czy­ka, Pio­tra Nawa­rę czy Annę Musioł. Cza­sem ktoś docho­dził, cza­sem ktoś opusz­czał gru­pę seminarzystów.

Kie­dyś, pod­czas pra­cy nad dok­to­ra­tem, przy­sze­dłem na kon­sul­ta­cje. Jak zwy­kle w cza­sie kon­sul­ta­cji, pro­fe­sor Noras był w swo­im gabi­ne­cie. Przy­wi­tał mnie, z ser­decz­no­ścią uści­snął rękę. Lubił, kie­dy odwie­dza­li go stu­den­ci. Pro­fe­sor zawsze pod­czas takich odwie­dzin pytał, co tam sły­chać, czy zmie­ni­ło się coś w życiu pry­wat­nym. Anga­żo­wał się zarów­no w życie nauko­we, zwią­za­ne z filo­zo­fią, jak i życie pry­wat­ne. Czło­wiek nigdy nie był mu obo­jęt­ny. Inte­re­so­wa­ło go zarów­no to, co robi­łem w kwe­stiach filo­zo­ficz­nych, jak i to, co nur­to­wa­ło mnie w życiu pry­wat­nym. Po pro­stu – moż­na było na nie­go liczyć. W tym cza­sie potrze­bo­wa­łem z nim poroz­ma­wiać, spo­tkać się z kimś, kto mnie zain­spi­ru­je do dal­szej pra­cy. Pamię­tam, jak z pew­ną wąt­pli­wo­ścią i stra­chem powie­dzia­łem, że „nie wiem co pisać, nie mam pomy­słu na nowe bada­nia”. Ku moje­mu zasko­cze­niu Pro­fe­sor nie skry­ty­ko­wał mnie za brak pomy­słów, któ­ry­mi mógł­bym wypeł­nić puste kar­ty dyser­ta­cji. Z uśmie­chem, przy­ja­znym tonem zro­zu­mie­nia, stwier­dził nato­miast, że „tak to już jest pod­czas pisa­nia prac nauko­wych. Kry­zy­sy się poja­wia­ją – to nor­mal­ne”. Poroz­ma­wia­li­śmy wte­dy tro­chę na róż­ne tema­ty i wypi­li­śmy kawę. Przy tym trze­ba powie­dzieć, że kawa u Pro­fe­so­ra mia­ła cha­rak­ter rytu­al­ny. Każ­dy, kto przy­cho­dził na semi­na­rium, wie­dział, że w koń­cu może być popro­szo­ny o zapa­rze­nie kawy dla wszyst­kich jego uczest­ni­ków. Po wysłu­cha­niu peł­ne­go zro­zu­mie­nia dla moje­go kry­zy­su twór­cze­go wró­ci­łem do domu z pozy­tyw­ną ener­gią, wie­dząc, że tak jak się poja­wił, tak samo znik­nie. Pro­fe­sor był wła­śnie taką posta­cią, naukow­cem o wiel­kiej wie­dzy, któ­rą potra­fił się dzie­lić i innych nią inspi­ro­wać, a z dru­giej stro­ny – czło­wie­kiem zna­ją­cym pro­ble­my psy­cho­lo­gicz­ne i bolącz­ki mło­dych naukow­ców. Potra­fił dodać otu­chy w chwi­li zwąt­pie­nia, po pro­stu podać rękę, kie­dy zaszła taka potrzeba.

Pro­fe­sor Noras był oso­bą, któ­ra przy­cią­ga­ła ludzi zain­te­re­so­wa­nych filo­zo­fią oraz tych któ­rzy mie­li się nią dopie­ro zain­te­re­so­wać. Potra­fił wzbu­dzić zacie­ka­wie­nie filo­zo­fią – był czło­wie­kiem, w któ­re­go towa­rzy­stwie mia­łem poczu­cie obco­wa­nia z wiel­kim filozofem.

Andrzej Gniazdowski

Ina­czej niż jego przy­ja­cie­le, współ­pra­cow­ni­cy i ucznio­wie Andrze­ja Nora­sa zna­łem głów­nie z jego ksią­żek. Choć roz­ma­wia­li­śmy ze sobą dłu­żej tyl­ko dwa razy, zapa­mię­ta­łem go jed­nak przede wszyst­kim jako czło­wie­ka. Każ­de z tych spo­tkań, choć oddzie­lo­ne od sie­bie kil­ku­na­sto­ma lata­mi prze­rwy, pozo­sta­wi­ło w mojej pamię­ci bar­dzo wyraź­ny i żywy ślad jego oso­by. Dla­te­go odkąd dowie­dzia­łem się, że Andrze­ja wśród nas już nie ma, wciąż wyda­je mi się to nie­moż­li­we. Tym bar­dziej że ostat­nio spo­tka­li­śmy się tak nie­daw­no. I tak oczy­wi­ste wyda­wa­ło mi się wte­dy, że tym razem na naszą kolej­ną roz­mo­wę nie przyj­dzie mi cze­kać tak długo.

Andrze­ja Nora­sa pozna­łem przed pra­wie dwu­dzie­stu laty w Kato­wi­cach. Przy­je­cha­łem wte­dy do Insty­tu­tu Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go na zapro­sze­nie Dariu­sza Bęb­na, z któ­rym spo­tka­li­śmy się wcze­śniej na kon­fe­ren­cji feno­me­no­lo­gicz­nej w Oło­muń­cu. Przed moim wykła­dem, któ­ry wspo­mi­nam z lek­kim zaże­no­wa­niem, bo o feno­me­no­lo­gii poli­tycz­nej, o któ­rej mia­łem mówić, wie­dzia­łem wów­czas jesz­cze mniej niż dzi­siaj, Dariusz zapro­wa­dził mnie do poko­ju miesz­czą­ce­go się chy­ba gdzieś na par­te­rze budyn­ku. Poszli­śmy tam, ponie­waż usły­sza­łem od nie­go, że sko­ro jestem w Kato­wi­cach, muszę koniecz­nie kogoś poznać. Aten­cja, z jaką Dariusz Bęben przed­sta­wił mi Andrze­ja Nora­sa, powie­dzia­ła mi bar­dzo wie­le o sza­cun­ku, jakim cie­szył się wśród kole­gów. Nawet bez niej jed­nak nie spo­sób było na pierw­szy rzut oka nie roz­po­znać, że spo­ty­kam się z kimś wyjąt­ko­wym. Roz­ma­wia­li­śmy krót­ko, ale wciąż mam przed sobą jego szczu­płą postać w sza­rej mary­nar­ce. Jego uważ­ne spoj­rze­nie zza oku­la­rów w cien­kiej, meta­lo­wej opraw­ce. Nasza roz­mo­wa nie trwa­ła dłu­go rów­nież dla­te­go, że odnio­słem wra­że­nie, że mam do czy­nie­nia z kimś, kto woli raczej słu­chać niż mówić. Jed­no­cze­śnie było w nim coś, co z miej­sca kaza­ło słu­chać wła­śnie jego. Choć wszyst­kie te oko­licz­no­ści, odczu­cia i wyobra­że­nia nie­szcze­gól­nie sprzy­ja­ły roz­mo­wie, pozo­sta­wi­ły we mnie wspo­mnie­nie spo­tka­nia nie tyl­ko z auten­tycz­nym myśli­cie­lem, lecz rów­nież, mimo tyl­ko kil­ku lat róż­ni­cy mię­dzy nami, z auto­ry­te­tem. Ukształ­to­wa­nym i dają­cym o sobie bez­po­śred­nio znać na mocy powa­gi jego myślenia.

Kie­dy przed nie­speł­na dwo­ma laty zoba­czy­łem nazwi­sko Andrze­ja Nora­sa w pro­gra­mie kon­fe­ren­cji o neo­kan­ty­zmie w Ber­li­nie, w któ­rej sam też mia­łem wziąć udział, wypo­ży­czy­łem z biblio­te­ki nasze­go insty­tu­tu wszyst­kie jego książ­ki. Przy­da­ły mi się nie tyl­ko do tego, żeby mu do tego się przy­znać pod­czas jed­nej z przerw, w odpo­wie­dzi na pyta­nie, czy któ­rą­kol­wiek z nich czy­ta­łem. Myśląc o sobie jako uczniu Mar­ka Siem­ka, ceni­łem Andrze­ja nie tyl­ko jako wybit­ne­go znaw­cę tra­dy­cji neo­kan­tow­skiej i filo­zo­fii nie­miec­kiej w ogól­no­ści. Podzi­wia­łem go jako kogoś, kto reali­zo­wał powo­ła­nie filo­zo­ficz­ne, któ­re uzna­wa­łem rów­nież za moje wła­sne, lecz któ­re­mu nie potra­fi­łem poświę­cić z sie­bie tyle, co on. Po jego książ­ki się­gną­łem z nadzie­ją, że pozwo­lą mi nad­ro­bić przed kon­fe­ren­cją stra­co­ny czas, potrzeb­ny do swo­bod­ne­go poru­sza­nia się w ramach tra­dy­cji, któ­ra tym­cza­sem sta­ła się dla mnie obca. Że pomo­gą mi umie­ścić Siem­kow­ską inter­pre­ta­cję idei trans­cen­den­ta­li­zmu, o któ­rej mia­łem mówić, w szer­szym kon­tek­ście teo­re­tycz­nym. Kon­tek­ście Andrze­jo­wi Nora­so­wi dosko­na­le zna­nym, któ­ry zna­ko­mi­cie i przej­rzy­ście rekonstruował.
Nie spo­dzie­wa­łem się, że tych kil­ka dni, spę­dzo­nych na kon­fe­ren­cji, pod­czas któ­rej Andrzej Noras wygło­sił refe­rat o poję­ciu nauki u Her­man­na Cohe­na, już na zawsze połą­czą mi w pamię­ci jego postać nie tyl­ko z Kan­tem, lecz rów­nież z majem i z Ber­li­nem. Z roz­mo­wą z nim przed Insty­tu­tem Pol­skim na brze­gu Szpre­wy o Salo­mo­nie Maj­mo­nie i rzu­co­ną pod­czas niej przez Andrze­ja uwa­gą, że myśli­ciel ten zade­dy­ko­wał swo­je dzie­ło O filo­zo­fii trans­cen­den­tal­nej pol­skie­mu kró­lo­wi, Sta­ni­sła­wo­wi Augu­sto­wi. Z zada­nym mu pyta­niem, czy kry­tycz­ne pyta­nie Kan­ta, ponie­waż doty­czy warun­ków moż­li­wo­ści pozna­nia, nie każe widzieć już w samej kry­ty­ce rozu­mu pew­nej posta­ci filo­zo­ficz­nej spe­ku­la­cji, na któ­re Andrzej odpo­wie­dział „tak”, choć nigdy już się nie dowiem, czy nie uznał tego pyta­nia za naiw­ne i nie odpo­wie­dział „tak” z czy­stej uprzej­mo­ści. Z wie­czor­nym spa­ce­rem wzdłuż tego same­go brze­gu wraz z inny­mi uczest­ni­ka­mi kon­fe­ren­cji pod Bra­mę Bran­den­bur­ską i z powro­tem, na któ­ry nie miał on chy­ba spe­cjal­nej ocho­ty. Ze śnia­da­niem zje­dzo­nym wspól­nie z Andrze­jem Nora­sem i Toma­szem Kuba­li­cą w sło­necz­ny, majo­wy pora­nek. Posił­kiem wol­nym od filo­zo­fii, któ­ry pozwo­lił mi poznać Andrze­ja jako nie tyl­ko zasad­ni­cze­go, lecz rów­nież peł­ne­go cie­płe­go humo­ru, zdy­stan­so­wa­ne­go wobec sie­bie czło­wie­ka. Książ­ki, któ­re Andrzej Noras napi­sał, będę z pew­no­ścią wypo­ży­czał jesz­cze nie­je­den raz. Jesz­cze dłu­go nato­miast nie będę potra­fił uwie­rzyć, że na żad­nej kon­fe­ren­cji już nigdy go nie spo­tkam, ani w Kato­wi­cach, ani w War­sza­wie, ani w Berlinie.

Artur Jochlik

Pro­fe­sor Andrzej Noras był czło­wie­kiem, na któ­re­go zawsze moż­na było liczyć. Nigdy nie zwle­kał z odpi­sy­wa­niem na ema­ile, słu­żył dobrą radą. Był szcze­ry, sta­rał się jed­nak wyra­żać swą szcze­rość w spo­sób tak­tow­ny. To wła­śnie jemu zawdzię­czam bar­dziej kry­tycz­ne podej­ście do filo­zo­fii, miło wspo­mi­nam prze­pro­wa­dzo­ne z nim roz­mo­wy. Wyda­wa­ło się, że jesz­cze będzie miał mi dużo do powie­dze­nia na temat Hart­man­na… Czło­wiek umie­ra zbyt szybko.

Agnieszka Kotulska

Śp. prof. Andrzej Noras był wspa­nia­łym czło­wie­kiem, ofiar­nym, życz­li­wym, otwar­tym na tro­ski innych ludzi, któ­rych trak­to­wał rów­no – bez wzglę­du na posia­da­ne wykształ­ce­nie czy zaj­mo­wa­ne sta­no­wi­sko. Cecho­wa­ła go nie­sa­mo­wi­ta pogo­da ducha oraz nie­tu­zin­ko­we poczu­cie humo­ru. Więk­szość spo­tkań zaczy­nał od opo­wie­dze­nia choć­by krót­kie­go kawa­łu czy aneg­do­ty. Spo­tka­nia te wypeł­nio­ne były jego ser­decz­nym śmie­chem, któ­rym zara­żał innych. Cie­szył się dużą sym­pa­tią współ­pra­cow­ni­ków, a jego zabaw­ne „powie­dzon­ka” pozo­sta­ną w mojej/naszej pamięci.
Był nie­zwy­kle pra­co­wi­ty, kon­se­kwent­ny, wyma­ga­ją­cy od innych, ale tak­że i przede wszyst­kim od siebie.
Wybit­ny nauko­wiec, dobry, skrom­ny czło­wiek – takim go zapamiętam.

Tomasz Kubalica: Wspomnienie o śp. Andrzeju Norasie


Fot. z archi­wum autora

Pozna­łem Pro­fe­so­ra Nora­sa daw­no temu pod­czas trze­cie­go roku stu­diów na Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim. Pamię­tam go jako świe­żo zatrud­nio­ne­go, wte­dy jesz­cze Dok­to­ra, któ­ry pro­wa­dził wcią­ga­ją­cy wykład z histo­rii filo­zo­fii współ­cze­snej. Póź­niej przy­szedł czas wybo­ru semi­na­rium magi­ster­skie­go, a ja nie mia­łem wiel­kich dyle­ma­tów. Co zde­cy­do­wa­ło? Chy­ba głów­nie nie­miec­ko­ję­zycz­na tema­ty­ka filo­zo­ficz­na. Angiel­ski był dla mnie zawsze dopie­ro dru­gim – albo nawet trze­cim – języ­kiem obcym. Z okre­su stu­diów pamię­tam bar­dziej i mniej for­mal­ne spo­tka­nia w pierw­szym gabi­ne­cie na pra­wo od szkla­nych drzwi do Insty­tu­tu, gdzie pogrą­ża­ły nas wcią­ga­ją­ce dys­ku­sje o filo­zo­fii nie­miec­kiej w opa­rach – wów­czas legal­ne­go na uni­wer­sy­te­cie – dymu papie­ro­so­we­go, zapi­ja­ne­go kawą z jed­no­ra­zo­wych kubków.

Noszę w pamię­ci naszą pierw­szą wspól­ną podróż pocią­giem do Sal­zbur­ga, gdzie Pro­fe­sor miał wykład gościn­ny, a ja zaczy­na­łem sty­pen­dium w ramach pro­gra­mu Sokra­tes. Do dziś pamię­tam smak „Wie­ner Schnit­zel” z pano­ra­mą na pięk­ną sta­rów­kę tego mia­sta, dys­ku­sje w Sal­zbur­skim Semi­na­rium Filo­zo­ficz­nym i pose­mi­na­ryj­ne spo­tka­nia z Austria­ka­mi przy „Stie­glu”.
Nie zapo­mnę naszej ostat­niej wspól­nej podró­ży samo­cho­dem Pro­fe­so­ra na kon­fe­ren­cję do Ber­li­na. Jed­ną z mniej zna­nych pasji Pro­fe­so­ra były bowiem samo­cho­dy i szyb­ka jaz­da. Na szczę­ście doje­cha­li­śmy cali i zdro­wi, choć na miej­scu oka­za­ło się, że jest mały pro­blem z par­kin­giem przy naszym hote­lu. Pro­fe­sor nie chciał zgo­dzić się na par­ko­wa­nie przy uli­cy swo­je­go auta, ale w koń­cu uda­ło nam się prze­ko­nać obsłu­gę do zna­le­zie­nia miej­sca par­kin­go­we­go przy sąsied­nim hotelu.

Wie­lo­krot­nie razem podró­żo­wa­li­śmy pocią­giem lub samo­cho­dem. Zawsze był to czas spę­dzo­ny na dłu­gich roz­mo­wach o filo­zo­fii i o życiu, a naj­czę­ściej o życiu filo­zo­fa. Nasze obia­dy sta­ły się pew­ne­go rodza­ju rytu­ałem, kie­dy oma­wia­li­śmy szcze­gó­ły naszej pra­cy. Nawet ostat­ni wspól­ny lunch nie miał wca­le być ostat­ni. Zado­wo­le­ni z zakoń­cze­nia poprzed­nie­go pro­jek­tu, oma­wia­li­śmy szcze­gó­ły aktu­al­ne­go przed­się­wzię­cia i snu­li­śmy pla­ny kolej­ne­go. Bar­dzo żału­ję, że nie­ste­ty ten nasz posi­łek oka­zał się poże­gnal­ny, a nasza wspól­na życio­wa podróż po filo­zo­fii dobie­gła końca.

Piotr Łaciak: Wspomnienie o śp. Profesorze Andrzeju Norasie

Wspo­mi­nam w szcze­gól­no­ści roz­mo­wy z śp. Pro­fe­so­rem Andrze­jem Nora­sem w ramach kon­fe­ren­cji, semi­na­riów, obron magi­ster­skich i dok­tor­skich oraz róż­ne­go rodza­ju mniej ofi­cjal­nych spo­tkań. Rzecz jasna, dys­ku­to­wa­li­śmy nie tyl­ko na temat filo­zo­fii, lecz tak­że poru­sza­li­śmy całe spek­trum innych tema­tów, ale zawsze z jakiejś bar­dziej ogól­nej per­spek­ty­wy, nada­ją­cej im sens, od kwe­stii świa­to­po­glą­do­wych aż po sport, w szcze­gól­no­ści pił­kę noż­ną. Wspo­mi­nam śp. Andrze­ja jako czło­wie­ka otwar­te­go i kry­tycz­ne­go. Obec­nie nie jest łatwo być kry­tycz­nym: być kry­tycz­nym, to, po pierw­sze – nawią­zu­jąc do Kan­ta – myśleć samo­dziel­nie, bez obce­go prze­wod­nic­twa; po dru­gie, mieć świa­do­mość gra­nic, czy to w nauce, czy w filo­zo­fii, czy też w życiu oraz respek­to­wać te gra­ni­ce. Te dwie cechy myśle­nia były szcze­gól­nie roz­po­zna­wal­ne w wypo­wie­dziach Zmar­łe­go. Nie­przy­pad­ko­wo był on pomy­sło­daw­cą semi­na­rium na temat gra­nic filo­zo­fii. Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że filo­zo­fia jako wie­dza kry­tycz­na kształ­tu­je posta­wę dystan­su do świa­ta. Myślę, że każ­dy, kto znał Pro­fe­so­ra, zgo­dzi się ze stwier­dze­niem, że był czło­wie­kiem zdy­stan­so­wa­nym nie tyl­ko w sto­sun­ku do rze­czy­wi­sto­ści, lecz tak­że wobec filo­zo­fii oraz same­go sie­bie. Ten dystans połą­czo­ny ze swo­istym poczu­ciem humo­ru oraz iro­nią spra­wiał, że roz­mo­wy z nim były dale­kie od wydu­ma­nych, sztyw­nych i typo­wo aka­de­mic­kich kon­wer­sa­cji. Pro­fe­so­ro­wi wie­le zawdzię­czam zarów­no jako filo­zo­fo­wi, jak i kole­dze. Byłem jego bli­skim współ­pra­cow­ni­kiem, pra­cu­jąc w Zakła­dzie Histo­rii Filo­zo­fii Nowo­żyt­nej i Współ­cze­snej, któ­rym kie­ro­wał, a następ­nie będąc człon­kiem Zespo­łu Badaw­cze­go, któ­re­go był lide­rem. Zga­dza­li­śmy się w spra­wach świa­to­po­glą­do­wych oraz w fun­da­men­tal­nych kwe­stiach filo­zo­ficz­nych odno­śnie do pro­ble­mów onto­lo­gicz­nych, epi­ste­mo­lo­gicz­nych czy etycz­nych. W ramach zapla­no­wa­ne­go na 1 grud­nia 2020 roku semi­na­rium mia­łem zapre­zen­to­wać refe­rat na temat sta­tu­su meta­fi­zy­ki w feno­me­no­lo­gii. Dużo obie­cy­wa­łem sobie po roz­mo­wie z Andrze­jem na temat ana­lo­gii mię­dzy Hus­ser­lem i Hart­man­nem w kwe­stii meta­fi­zy­ki, ponie­waż był on nie tyl­ko zna­ko­mi­tym znaw­cą neo­kan­ty­zmu, lecz tak­że filo­zo­fii Hart­man­na. Nie­ste­ty semi­na­rium nie odby­ło się, a kil­ka dni póź­niej Pro­fe­sor zmarł. Będzie mi bar­dzo bra­ko­wa­ło śp. Andrze­ja jako Mistrza, Pro­fe­so­ra i Czło­wie­ka, a myśl zawar­ta w jego tek­stach pozo­sta­nie dla mnie zawsze żywa. Jako oso­ba wie­rzą­ca żywię nadzie­ję, że spo­tka­my się w Wieczności.

Alicja Pietras

Fot. Pylyp Bilyi

Wszy­scy z olbrzy­mim smut­kiem i poczu­ciem nie­po­we­to­wa­nej stra­ty przy­ję­li­śmy wia­do­mość o nie­spo­dzie­wa­nej i przed­wcze­snej śmier­ci Pro­fe­so­ra Andrze­ja J. Nora­sa, zna­ko­mi­te­go histo­ry­ka filo­zo­fii, znaw­cy filo­zo­fii neokantowskiej.

Pro­fe­sor był moim nauczy­cie­lem i mistrzem, praw­dzi­wym filo­zo­ficz­nym i nauko­wym auto­ry­te­tem. Wywarł zna­czą­cy wpływ na moje myśle­nie i filo­zo­fię. To on nauczył mnie, jak olbrzy­mią rolę przy pro­wa­dze­niu badań filo­zo­ficz­nych odgry­wa histo­ria filo­zo­fii, mimo że moje sym­pa­tie nauko­we począt­ko­wo w ogó­le nie kie­ro­wa­ły się w tę stro­nę. Uczył mnie warsz­ta­tu histo­ry­ka filo­zo­fii. Jeże­li uda­ło mi się w tej dzie­dzi­nie cokol­wiek osią­gnąć, to głów­nie za jego sprawą.

Pro­fe­sor Noras był uro­dzo­nym filo­zo­fem, jed­nak jego naj­więk­sze doko­na­nia nauko­we zwią­za­ne są z histo­rią filo­zo­fii. W dość dużej mie­rze wyni­kło to, jak sądzę, z głę­bo­ko żywio­ne­go przez nie­go prze­ko­na­nia, że roz­po­czy­na­nie filo­zo­fo­wa­nia od swo­ich wła­snych prze­my­śleń bez odwo­ła­nia się do histo­rii filo­zo­fii przy­po­mi­na – jak mawiał – „wywa­rza­nie otwar­tych już drzwi”. Pro­fe­sor zaj­mo­wał się przede wszyst­kim myślą i recep­cją Kan­ta i Hegla, filo­zo­fią neo­kan­ty­zmu badeń­skie­go i mar­bur­skie­go, lecz rów­nież filo­zo­fią – jak sam ich nazwał – post­ne­okan­ty­stów, wśród któ­rych naj­bar­dziej cenił Nico­la­ia Hart­man­na i Kar­la Jasper­sa. Inte­re­so­wa­ło go zagad­nie­nie perio­dy­za­cji histo­rii filo­zo­fii, pro­blem sys­te­mu filo­zo­ficz­ne­go, pro­blem rela­cji mię­dzy psy­cho­lo­gią a filo­zo­fią w kon­tek­ście psy­cho­lo­gi­zmu, a tak­że zagad­nie­nie meto­dy histo­rii filo­zo­fii, przy któ­rym opo­wia­dał się za koniecz­ność roz­wi­ja­nia myśle­nia kontekstowego.

Pro­fe­so­ra cecho­wa­ła praw­dzi­wie ślą­ska pra­co­wi­tość oraz głę­bo­kie zaan­ga­żo­wa­nie we wszyst­ko, co robił. Był zawsze przy­chyl­ny innym ludziom i chęt­ny do pomo­cy. Gdy przy­cho­dził do pra­cy witał się ze wszyst­ki­mi napo­tka­ny­mi oso­ba­mi, nie mia­ło dla nie­go zna­cze­nia, czy był to rek­tor, dzie­kan, sekre­tar­ka, ochro­niarz czy sprzą­tacz­ka. Wszyst­kich pytał „co sły­chać?” i opo­wia­dał swo­je nie­za­po­mnia­ne żarty.

Wśród stu­den­tów Pro­fe­sor sły­nął z tych swo­ich żar­tów. Po poja­wie­niu się infor­ma­cji o jego śmier­ci pisa­ło i dzwo­ni­ło do mnie wie­le osób i pra­wie każ­da z nich, oprócz wyra­zów wiel­kie­go smut­ku, dzie­li­ła się ze mną wspo­mnie­nia­mi o jego dow­ci­pach. Bar­dzo czę­sto żar­to­wał z sie­bie i ze swo­ich sła­bo­ści. Czę­sto mawiał: „Nie wiem. Znam się tyl­ko tro­chę na neo­kan­ty­zmie i Floy­dach. Nic wię­cej nie wiem”. Każ­dy jego stu­dent pamię­ta też stwo­rzo­ne przez nie­go okre­śle­nie „pro­ste jak drzwi do lasu”. Wszyst­kie jego żar­ty i śmiesz­ne powie­dzon­ka już na zawsze pozo­sta­ną w naszej pamięci.
Pro­fe­sor był oso­bą, któ­ra zawsze pozo­sta­wa­ła wier­na war­to­ściom, w któ­re wie­rzy. Nie bał się mówić gło­śno, co myśli, nawet wte­dy gdy nie podo­ba­ło się to więk­szo­ści. Znam bar­dzo nie­wie­lu tak uczci­wych ludzi. Po jego odej­ściu pozo­sta­ła wiel­ka pust­ka, któ­rej nikt nigdy nie będzie w sta­nie wypełnić.

Niech spo­czy­wa w pokoju.

Marta Ples-Bęben

Czwar­tek, godzi­na 9:30. Trze­ci rok filo­zo­fii tło­czy się przed salą 332, zaraz zacznie się kul­to­wy wykład z histo­rii filo­zo­fii współ­cze­snej. Pro­wa­dzi go dok­tor habi­li­to­wa­ny Andrzej Noras, prze­pla­ta­ją­cy wni­kli­we ana­li­zy kan­ty­zmu i jego kon­ty­nu­acji żar­ta­mi niczym z Lata­ją­ce­go Cyr­ku Mon­ty Pytho­na, narze­ka­nia­mi na kie­row­ców i uwa­ga­mi mają­cy­mi wpro­wa­dzić nas na dobrą dro­gę muzycz­nej świadomości.

Tak było kil­ka­na­ście lat temu, gdy stu­dio­wa­łam filo­zo­fię. Pan Pro­fe­sor Andrzej Noras robił na nas ogrom­ne wra­że­nie, nie tyl­ko swo­ją wie­dzą, ale tak­że posta­wą. Uczył nas, jak powin­no się stu­dio­wać, czym jest uni­wer­sy­tet, co to zna­czy być naukow­cem. Był bez­kom­pro­mi­so­wy i kry­tycz­ny – w naj­lep­szym filo­zo­ficz­nym zna­cze­niu tego sło­wa. Wie­le od nas wyma­gał, ponie­waż nas szanował.

W kolej­nych latach mia­łam szczę­ście bli­sko współ­pra­co­wać z Pro­fe­so­rem Andrze­jem Nora­sem – był pro­mo­to­rem mojej pra­cy magi­ster­skiej, a następ­nie dok­tor­skiej, kie­row­ni­kiem Zakła­du Histo­rii Filo­zo­fii Nowo­żyt­nej i Współ­cze­snej, w któ­rym pra­co­wa­łam. Pod­czas licz­nych dys­ku­sji zna­czą­co wpły­nął na mój spo­sób rozu­mie­nia filo­zo­fii i histo­rii filo­zo­fii. Ukształ­to­wał mój warsz­tat histo­rycz­ki filo­zo­fii i tłumaczki.

Panie Pro­fe­so­rze, bar­dzo dzię­ku­ję za te wszyst­kie lata, za dys­ku­sje, semi­na­ria, trans­la­to­ria. Za życz­li­wość, wspar­cie i dobre rady. Nie mogę uwie­rzyć, że już się nie spotkamy.

Barbara Szotek: Profesor od nas odszedł, ale…

Jak był wielki
Tak wiel­ki pozostanie
Umy­słem i czynem

Prof. dr hab. Andrzej Noras to uczo­ny, histo­ryk filo­zo­fii i filo­zof, pro­fe­sor zwią­za­ny ze Ślą­skiem zarów­no swo­im pocho­dze­niem, jak i prze­wa­ża­ją­cą czę­ścią pra­cy zawo­do­wej — nauko­wej i pedagogicznej.

Pozna­łam go daw­no temu, od począt­ku jego pra­cy w Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim. Moje pierw­sze wra­że­nie, jakie odnio­słam z roz­mów z nim i pozna­wa­niu go, potwier­dza­ło się w każ­dym dal­szym momen­cie naszej pra­cy i przy­jaź­ni. To rze­czy­wi­ście był czło­wiek olbrzy­miej pra­cy, wysił­ku woli i aktyw­no­ści w wie­lu dzie­dzi­nach nauki i życia aka­de­mic­kie­go nasze­go Uniwersytetu.
Ale przede wszyst­kim Pro­fe­so­ra Andrze­ja Nora­sa cecho­wa­ła fascy­na­cja nauką, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem filo­zo­fii i widać to było od razu przy spo­tka­niach z nim, że wciąż myślał i chęt­nie mówił o wła­snych pla­nach nauko­wych (a było ich bar­dzo wie­le) i pro­jek­tach badaw­czych, któ­rych reali­za­cję uwa­żał za każ­dym razem za coś nie­zwy­kle ważnego.

Przy czym była też dru­ga stro­na oso­bo­wo­ści moje­go przy­ja­cie­la Andrze­ja. Otóż docie­kli­wość w bada­niach nauko­wych potra­fił dosko­na­le łączyć z prze­wrot­ny­mi pyta­nia­mi, czę­sto nawet z zawa­diac­ki­mi porów­na­nia­mi, nie­po­ko­ją­cy­mi spo­strze­że­nia­mi, ale też z opty­mi­stycz­ny­mi i łagod­ny­mi oce­na­mi. A wszyst­ko po to – jak mówił – by nie dać się zwa­rio­wać, robić swo­je i robić to coraz lepiej w mia­rę swo­ich możliwości.

I doda­wał:
„Wpraw­dzie wszyst­ko się zmie­nia – świat, pra­ca, współ­pra­ca, ale kom­pot w domu musi być! Mody inte­lek­tu­al­ne są cie­ka­we, ale po to wła­śnie jest nauka i filo­zo­fia, aby świat rozu­mieć i przede wszyst­kim nauczyć się dobrze z wie­dzy korzystać”.

Był oso­bo­wo­ścią, któ­rej się nie zapo­mi­na, był auten­tycz­nym mistrzem w sze­ro­ko poję­tej dzia­łal­no­ści nauko­wej i dydaktycznej.

Najnowszy numer można nabyć od 4 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy