Antropologia Artykuł Etyka Ontologia

Artur Szutta: Świat bez zła

Wyobraźcie sobie, że nasz świat pozbawiony jest wszelkiego zła. Absolutnie. Czy taki świat byłby w ogóle możliwy?

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2020 nr 5 (35), s. 32–33. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Jak wyglą­dał­by świat cał­ko­wi­cie pozba­wio­ny zła? Zacznij­my od zła moral­ne­go. Ludzie (jak i inne oso­by) nigdy nie czy­ni­li­by nicze­go, co mogło­by innych skrzyw­dzić. Nie zabi­ja­li­by, nie kra­dli, nie kła­ma­li, nie zada­wa­li bólu nawet przy­krym sło­wem. Nie tyl­ko ich uczyn­ki były­by pozba­wio­ne zła, ale też myśli i intencje.

Zda­niem nie­któ­rych taki świat nie był­by dosko­na­ły, ponie­waż pozba­wie­ni moż­li­wo­ści czy­nie­nia zła, sta­li­by­śmy się auto­ma­ta­mi moral­ny­mi, któ­re zawsze muszą czy­nić to, co słusz­ne, zawsze muszą oka­zać miłość, uśmiech, wycią­gnąć pomoc­ną dłoń. Byli­by­śmy, jak to ujmu­je pro­fe­sor Sta­ni­sław Judyc­ki, aksjo­lo­gicz­ny­mi auto­ma­ta­mi, maszy­na­mi, któ­re muszą wybie­rać według pro­gra­mu (napi­sa­ne­go przez Boga, ewo­lu­cję albo jakie­goś inne­go pro­gra­mi­stę, twór­cę nasze­go świa­ta). Zgod­nie z tym pro­gra­mem zło (moral­ne) jest kon­se­kwen­cją ist­nie­nia wol­no­ści. Wyeli­mi­no­wa­nie tego zła było­by jed­no­znacz­ne z uni­ce­stwie­niem wol­no­ści, a w świe­cie pozba­wio­nym wol­no­ści nikt roz­sąd­ny żyć by nie chciał.

No dobrze, ale co ze złem onto­lo­gicz­nym? Prze­cież cier­pi­my nie tyl­ko z powo­du złych uczyn­ków naszych bliź­nich. Szczę­ścia pozba­wia nas nie tyl­ko zło­czyń­ca czy­ha­ją­cy za rogiem, dealer nar­ko­ty­ków czy też my sami ule­ga­ją­cy poku­sie czy­nie­nia sobie i innym zła, cho­ro­bli­wie się obże­ra­jąc, nad­uży­wa­jąc alko­ho­lu czy pisząc zja­dli­we komen­ta­rze na temat ostat­nich wybo­rów pre­zy­denc­kich. Dopa­da nas tak­że zło, któ­re­go „autor­ką” jest sama natu­ra albo (jeśli rację mają nie­któ­rzy) czy­sty przy­pa­dek. Tra­pią nas cho­ro­by, trzę­sie­nia zie­mi, pla­gi. Rodzą się dzie­ci z wada­mi gene­tycz­ny­mi, spa­da­ją na gło­wy kamie­nie albo ata­ku­ją cicho, bez ostrze­że­nia, klesz­cze, koma­ry, mikro­by. W koń­cu dopa­da nas zło sta­ro­ści i śmierć.

No to wyobraź­my sobie świat pozba­wio­ny przy­naj­mniej zła onto­logicznego. Nikt nie cier­pi gło­du, nie cho­ru­je, nikt nie ginie w wypad­kach, nie sta­rze­je się, nie umie­ra. Nie gro­zi nam żad­na kata­stro­fa, nie nad­le­ci nigdy żaden arma­ge­don, nie sto­pią się żad­ne lodow­ce i morza nie zale­ją naszych domów. Nie zadra­pie bole­śnie gła­ska­ny przez nas kot, nie mówiąc już o groź­bie pożar­cia przez jego więk­szych kuzy­nów. Nikt z naszych bli­skich nie odej­dzie, zamy­ka­jąc oczy raz na zawsze. Wszel­kie cier­pie­nie, nawet zwy­kły ból gło­wy, to będą rze­czy nie­wy­obra­żal­ne, bo i samo ich wyobra­że­nie mogło­by spo­wo­do­wać lęk (czy­li jakąś for­mę cierpienia).

Jakie były­by kon­se­kwen­cje wyma­za­nia tych wszyst­kich form zła wspo­mnia­nych powy­żej? Jak sma­ko­wa­ło­by nam życie, jak ceni­li­by­śmy jego war­tość, a przede wszyst­kim jak wyglą­da­ła­by w takim świe­cie miłość? Czy nie cie­szy­my się życiem mię­dzy inny­mi wła­śnie dla­te­go, że jest ono takie kru­che i ulot­ne? Czy nie cie­szy­my się zdro­wiem, sytym posił­kiem, bez­piecz­nym schro­nie­niem wła­śnie dla­te­go, że przy­da­rza nam się od cza­su do cza­su cho­ro­ba, cier­pi­my głód, mok­nie­my na desz­czu albo mar­z­nie­my na chło­dzie? Czy wycho­dząc z cięż­kiej cho­ro­by albo uni­ka­jąc cudem śmier­ci, nie ceni­my życia jesz­cze bar­dziej? Czy wów­czas łyż­ka zwy­kłej zupy, zapach kwia­tów na łące nie sma­ku­ją nam lepiej?

No i wresz­cie, czyż nasze poca­łun­ki, gesty miło­ści nie są jesz­cze bar­dziej czu­łe, gdy są peł­ne tro­ski o los naszych bli­skich, wdzięcz­no­ści za los, któ­ry oszczę­dził im złych przy­gód? Czy nasze poświę­ce­nie, wycią­gnię­ta ręka wobec tych, któ­rzy potrze­bu­ją naszej pomo­cy (czy­li przy­tra­fi­ło im się coś złe­go), nie czy­nią naszej miło­ści głęb­szej, peł­niej­szej? Czy nie spra­wia­ją, że nasze wię­zi z inny­mi sta­ją się moc­niej­sze, że łączy nas coś szcze­gól­ne­go; że może­my po wie­lu latach powie­dzieć: „wie­le razem prze­szli­śmy i to sce­men­to­wa­ło naszą miłość (przy­jaźń)”? Czyż to nie cier­pie­nie pchnę­ło nas na ścież­kę poszu­ki­wa­nia twór­czych roz­wią­zań – budo­wa­nia domów, lecze­nia cho­rób czy pisa­nia wyra­ża­ją­cej nasz ból poezji? Czy i sama śmierć nie jest kata­li­za­to­rem tego, co w nas dobre, co czy­ni nas zdol­ny­mi do głęb­szej miło­ści? Kim byli­by­śmy, gdy­by przy­da­rza­ły się nam tyl­ko rze­czy dobre?

Wiem – te roz­wa­ża­nia brzmią nie­co per­wer­syj­nie, szcze­gól­nie gdy dzie­li się nimi ktoś, kto sam nie cier­pi, kto cie­szy się dobrym zdro­wiem i może o sobie powie­dzieć „jestem jesz­cze mło­dym czło­wie­kiem”, i co wię­cej ktoś, kto sam cier­pie­nia nie pra­gnie. Z dru­giej stro­ny czy brak form zła opi­sa­nych powy­żej, któ­rych tak bar­dzo się boimy, któ­rych nie chce­my w naszym życiu, nie spro­wa­dził­by na nas innych, jesz­cze bar­dziej dla nas zgub­nych? Czy w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku świat, w któ­rym żyje­my, nie jest jed­nak lep­szy od tego, któ­ry pro­po­no­wa­łem wam sobie wyobrazić?

Wynik naszych kal­ku­la­cji zale­ży od odpo­wie­dzi na wie­le pytań, na któ­re sobie odpo­wie­dzieć (jesz­cze) nie potra­fi­my. Bo czy wie­my na pew­no, czym jest śmierć, jaki sens mają nasze cho­ro­by (łącz­nie z tymi naj­strasz­niej­szy­mi) i nasze cier­pie­nie? Czy jeste­śmy jedy­nie przy­pad­kiem śle­pej ewo­lu­cji, ska­za­ni na bez­sen­sow­ne cier­pie­nie i śmierć, czy też znaj­du­je­my się w dro­dze do dosko­na­ło­ści, któ­rej nie da się osią­gnąć bez doświad­cze­nia cier­pie­nia (nasze­go czy też tych, któ­rych kocha­my)? Z tymi pyta­nia­mi, dro­dzy Czy­tel­ni­cy, zosta­wiam was samych.


Artur Szut­ta – filo­zof, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w filo­zo­fii spo­łecz­nej, ety­ce i meta­ety­ce. Jego pasje to przy­rzą­dza­nie smacz­nych potraw, nauka języ­ków obcych (obec­nie węgier­skie­go i chiń­skie­go), cho­dze­nie po górach i gra w pił­kę nożną.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: okalinichenko

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

3 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Jeże­li była “wola” aby życie ist­nia­ło (w for­mie infor­ma­cji) w oto­cze­niu sprzy­ja­ją­cej mu materii,to on się powiódł.Życie ist­nie­je od tysię­cy lat na Zie­mi i kształ­tu­je się samo­dziel­nie z moż­li­wo­ścią dal­szej ekspansji.Gdyby nie było zła,ten sam cel jakim jest eks­pan­sja życia był­by reali­zo­wa­ny tyl­ko bar­dziej komfortowo.Brak zła pozwa­lał­by na bogat­sze odnie­sie­nia wzglę­dem sie­bie we wza­jem­nych relacjach.Natomiast wol­ność jed­nych któ­ra ogra­ni­cza wol­ność innych jest zaprze­cze­niem tego pojęcia.Jeśli spo­ty­ka­my się z prze­ja­wa­mi agresji,złej woli od innych to czę­sto wywo­łu­je reak­cje raczej nega­tyw­ne niż budujące.Skoro jest jed­nak tak sze­ro­ki zakres prze­ja­wów życia że obej­mu­je “zło”, poko­ra była­by dobrą wska­zów­ką dla ludzi.

  • Das ist unmo­glich… unlo­gisch… ohne/nicht gut… in ande­ren Welten, Pla­ne­ten, Wesen?!
    Und Bibel: AT/NT!
    Das war ein Plan?!

    • A na odwrót — zło bez świa­ta… to los waria­ta, los fru­stra­ta czy zło bez bata?!
      =-O 😉 🙂 :-! :O 😀 O:-)

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy