Edukacja filozoficzna Filozofia dla dzieci Filozofia w szkole Wywiady

Intelektualne potyczki z dziećmi w wydaniu Pana Filozofa w Paski [wywiad] 

O filozofowaniu z dziećmi z Jasonem Buckleyem z The Philosophy Man w Londynie rozmawia Łukasz Krzywoń.

Zapisz się do naszego newslettera

Jakiś czas temu wywia­du udzie­lał nam Twój przy­ja­ciel Tom Big­gle­sto­ne. Dla­te­go jeste­śmy szczę­śli­wi, mogąc tym razem poroz­ma­wiać Tobą, zało­ży­cie­lem The Phi­lo­so­phy Man, jed­nej z wio­dą­cych orga­ni­za­cji pro­wa­dzą­cych filo­zo­ficz­ne docie­ka­nia z dzieć­mi w Wiel­kiej Bry­ta­nii. Czy możesz nam krót­ko powie­dzieć, jak dłu­go się tym zaj­mu­jesz i co zain­spi­ro­wa­ło Cię do filo­zo­fo­wa­nia z dzieć­mi? Jakie jest filo­zo­ficz­ne tło Two­jej pra­cy?

P4C [Phi­lo­so­phy for Chil­dren – red.] zwią­za­łem się oko­ło 11 lat temu, w 2009 roku. Uczy­łem w szko­le na Canvey Island. W szko­le nia dzia­ło się za dobrze. Jeden z kole­gów, nauczy­ciel angiel­skie­go, zapro­sił mnie na sesję P4C. I to miej­sce było jak oaza cywi­li­za­cji, spo­ko­ju, dia­lo­gu, przy­jem­no­ści i myśle­nia w środ­ku raczej cha­otycz­nej i nie­zor­ga­ni­zo­wa­nej szko­ły. Wte­dy pomy­śla­łem: „O mój Boże, dla­cze­go nie robię tego od lat?”. Potem szyb­ko odby­łem wszyst­kie kur­sy, jakie mogłem. Przy­po­mnia­łem sobie też wte­dy, że kie­dy byłem stu­den­tem w Cam­brid­ge, ukoń­czy­łem kurs pro­wa­dzo­ny przez Roge­ra Sutc­lif­fa [kon­sul­tant Thin­king Scho­ols Inter­na­tio­nal, współ­za­rzą­dza por­ta­lem www.p4c.com – red.]. Filo­zo­fię koń­czy­łem wła­śnie w Cam­brid­ge, gdzie teraz miesz­kam. Fak­tycz­nie odby­łem jeden z pierw­szych kur­sów Roge­ra. Ale minę­ło tyle lat, od kie­dy zaczą­łem uczyć, że pra­wie zapo­mnia­łem, że kie­dy­kol­wiek ukoń­czy­łem ten kurs. Więc nie mia­łem oka­zji ćwi­czyć. Robię to w takiej czy innej for­mie od co naj­mniej 10 lat, ale myślę, że tak napraw­dę po raz pierw­szy zetkną­łem się z tą meto­dą jesz­cze wcze­śniej, w 1995 roku.

Jak dzia­ła The Phi­lo­so­phy Men? Czym się na co dzień zaj­mu­jesz?

Dzia­łam na róż­ne spo­so­by. Od wie­lu lat pro­wa­dzę biu­le­tyn, któ­ry wła­ści­wie zapo­cząt­ko­wał moją dzia­łal­ność. Biu­le­tyn jest wysy­ła­ny do 17500 nauczy­cie­li na całym świe­cie w 93 róż­nych kra­jach. Regu­lar­nie wysy­łam nowy kon­tent: opo­wie­ści, fil­mi­ki i inne podob­ne rze­czy. Dla filo­zo­ficz­nych nowi­cju­szy wysy­łam mate­ria­ły w okre­ślo­nej kolej­no­ści, od momen­tu, kie­dy się zare­je­stru­ją. Przez trzy lub czte­ry mie­sią­ce otrzy­mu­ją mate­ria­ły, któ­re mają pomóc im przy­zwy­cza­ić się do tema­tu, a tak­że nowe rze­czy, któ­re wyda­ję. Nie­któ­rzy z nich kupu­ją książ­ki, któ­re napi­sa­łem daw­no temu, takie jak Pocket P4C, a nie­któ­rzy te now­sze. Moim głów­nym spo­so­bem na zara­bia­nie na życie, jest pro­wa­dze­nie warsz­ta­tów i szko­leń dla nauczy­cie­li w szko­łach. Cza­sem są to stan­dar­do­we szko­le­nia, ale czę­ściej wyglą­da to tak, że pra­cu­ję w szko­le z dzieć­mi w cią­gu dnia, pod­czas gdy nauczy­cie­le obser­wu­ją moją pra­cę, moje meto­dy, a potem dopie­ro szko­lę per­so­nel. Myślę, że jest to napraw­dę cen­ną rze­czą, aby zoba­czyć doświad­czo­ne­go mode­ra­to­ra w akcji.

Jaka była Two­ja naj­więk­sza prze­szko­da, kie­dy zaczy­na­łeś? Jak sobie z tym pora­dzi­łeś?

Przy­pusz­czam, że naj­więk­szą prze­szko­dą dla mnie było to, że po pierw­szych sze­ściu mie­sią­cach, od kie­dy zaczą­łem, skoń­czył mi się kon­trakt. Musia­łem więc od razu zna­leźć jakieś gru­py, z któ­ry­mi mógł­bym pra­co­wać, aby dalej roz­wi­jać swo­ją prak­ty­kę, a tak­że zara­biać na życie. Zor­ga­ni­zo­wa­łem więc warsz­ta­ty prze­zna­czo­ne dla szcze­gól­nie uzdol­nio­nych dzie­ci. Była to pra­ca z 20 ucznia­mi star­szych klas szko­ły pod­sta­wo­wej przez jeden dzień. Tak to się zaczę­ło. A potem dzię­ki mię­dzy inny­mi biu­le­ty­no­wi mia­łem coraz wię­cej szko­leń w szko­łach pod­sta­wo­wych. Dotar­cie do tych grup dzie­ci jest naj­więk­szym wyzwa­niem na począt­ku.

Czy uwa­żasz, że w ostat­nich latach zmie­ni­ło się postrze­ga­nie filo­zo­fo­wa­nia z dzieć­mi w spo­łe­czeń­stwie? To wciąż nie jest main­stre­am, praw­da?

Tak, nie jest to jesz­cze main­stre­am. Ale mimo to jest spo­ro szkół w Wiel­kiej Bry­ta­nii, któ­re mia­ły oka­zję tego przy­naj­mniej spró­bo­wać. Zdzi­wił­bym się, gdy­by było wie­le szkół pod­sta­wo­wych, w któ­rych dyrek­tor nie sły­szał przy­naj­mniej o filo­zo­fii dla dzie­ci. Nawet jeśli więk­szość pra­cow­ni­ków nie pro­wa­dzi takich zajęć, w szko­le jest ktoś, kto przy­naj­mniej prze­szedł szko­le­nie. Jest świa­do­mość tej moż­li­wo­ści. Nawet tam, gdzie się tego nie prak­ty­ku­je, wciąż jest dużo świa­do­mo­ści i dużo dobrej woli. Każ­dy, z kim roz­ma­wiam, odpo­wia­da po pro­stu: „Och, to wspa­nia­łe, co za faj­ny spo­sób zara­bia­nia na życie”. Ludzie są do tego bar­dzo entu­zja­stycz­nie nasta­wie­ni. Nie­ste­ty wciąż bra­ku­je szkół, któ­re anga­żu­ją się w to na tyle, by robić to dobrze. Tak więc dzie­je się dużo, ale więk­szość z tego jest na niskim pozio­mie. Szko­ły nie poświę­ca­ją na to wystar­cza­ją­co dużo cza­su, a tak­że nie zda­ją sobie spra­wy, jak wie­lu szko­leń potrze­bu­ją nauczy­cie­le, aby prze­sta­wić się na taki spo­sób pra­cy.

Myślisz, że filo­zo­fia z dzieć­mi sta­nie się kie­dyś czę­ścią głów­ne­go nur­tu edu­ka­cji, czy na zawsze zosta­nie na jej obrze­żach?

To, co sta­nie się bar­dziej powszech­ne, to podej­ście do sztu­ki wyra­ża­nia się, wypo­wia­da­nia, ponie­waż ist­nie­je w tym zakre­sie ogrom­ny pro­blem, przy­naj­mniej w Wiel­kiej Bry­ta­nii. Coraz wię­cej dzie­ci ma opóź­nie­nia w mowie lub nie ma oka­zji usły­szeć pra­wi­dło­wej mowy w domu, czę­ścio­wo w wyni­ku zanie­dbań rodzi­ców, któ­rzy są bar­dziej skon­cen­tro­wa­ni na wszel­kie­go rodza­ju sprzę­tach niż na dzie­ciach. Więc tam otwie­ra się pole dla wiel­kich nie­rów­no­ści. W związ­ku z tym szko­ły będą coraz bar­dziej sta­ra­ły się orga­ni­zo­wać kon­struk­tyw­ne roz­mo­wy w kla­sie. Myślę, że filo­zo­fia dla dzie­ci jest jed­nym z naj­lep­szych spo­so­bów osią­gnię­cia tego celu. Myślę też, że filo­zo­fia sta­je się coraz bar­dziej istot­na w kul­tu­rze. I myślę, że będzie sta­wać się taka szcze­gól­nie w cią­gu naj­bliż­szych mie­się­cy. Widzę, że np. na forach inter­ne­to­wych poja­wia się dużo szer­sza filo­zo­ficz­na spo­łecz­ność.

Szko­lisz nauczy­cie­li, aby pomóc im uwzględ­nić docie­ka­nia filo­zo­ficz­ne w ramach przed­mio­tów, któ­rych uczą. Czy myślisz, że póź­niej im się to uda­je?

To zale­ży. Powie­dział­bym, że w każ­dej szko­le, do któ­rej przyj­dę, nawet jeśli spę­dzę tam tyl­ko jeden dzień, ok. 25% per­so­ne­lu po pro­stu to poko­cha. Głów­nie to są ludzie, któ­rych styl naucza­nia jest luź­niej­szy i łatwiej dosto­so­wu­ją się do tego spo­so­bu pra­cy. Wszyst­ko, cze­go potrze­bu­ją, to poka­zać im, jak to mają robić, a potem będą chcie­li to robić jak naj­wię­cej. To są entu­zja­ści. Ale żeby zachę­cić do tego całą szko­łę, trze­ba wra­cać i poka­zy­wać ludziom jesz­cze raz, ponie­waż w każ­dej szko­le jest mie­szan­ka entu­zja­stów i tych, któ­rzy sta­wia­ją pewien opór. Nie­któ­rzy z tych „opo­zy­cjo­ni­stów” nigdy nie będą chcie­li tego robić, ponie­waż ich spo­sób naucza­nia pole­ga w dużej mie­rze na kon­tro­li, struk­tu­rze, posłu­szeń­stwie i dzia­ła­jąc tak, mogą być bar­dzo sku­tecz­ny­mi wycho­waw­ca­mi. Naucza­nie w taki spo­sób, jaki pro­po­nu­ję jest tak dale­ko poza ich stre­fa­mi kom­for­tu, że trud­no im zoba­czyć jego war­tość. Cza­sa­mi spo­ty­ka­łem ludzi, któ­rzy napraw­dę chcie­li­by być w tym dobrzy, ale wie­dzą też, że nigdy nie będą, ponie­waż przy­ję­cie inne­go spo­so­bu naucza­nia jest dla nich napraw­dę trud­ne. Więc nawet jeśli uzna­ją war­tość takie­go pro­wa­dze­nia zajęć przez kogoś inne­go, dla nich samych jest to zbyt duża zmia­na. A więc im bar­dziej się zaan­ga­żu­jesz w pra­cę z nauczy­cie­la­mi, tym wię­cej osób możesz za sobą porwać.

Czy uwa­żasz, że nie jest to dodat­ko­we obcią­że­nie dla ich i tak już napię­tych pla­nów naucza­nia? Jak uspra­wie­dli­wić sto­so­wa­nie docie­kań filo­zo­ficz­nych w szko­le, w kla­sie?

Moż­na zasto­so­wać dwa podej­ścia. Jed­nym z nich jest pró­ba udo­wod­nie­nia, że ​​filo­zo­fia dla dzie­ci zasłu­gu­je na swój wła­sny, świę­ty, oddziel­ny kawa­łek cza­su, aby po pro­stu robić rze­czy, któ­re są czy­sto filo­zo­ficz­ne i nie muszą zasłu­gi­wać na swo­je miej­sce w pro­gra­mie naucza­nia. Lub możesz spró­bo­wać osa­dzić docie­ka­nia filo­zo­ficz­ne w tym, co ludzie już robią. Ja posze­dłem bar­dziej w tym dru­gim kie­run­ku, ponie­waż stwier­dzi­łem, że i tak nie­wie­le szkół chce poświę­cić na to czas. Jeśli nauczy­ciel nie ma wykształ­ce­nia filo­zo­ficz­ne­go, bar­dzo trud­no jest mu uło­żyć serię lek­cji i napraw­dę uzy­skać coś, co jest rodza­jem zajęć filo­zo­ficz­nych ist­nie­ją­cych samo­dziel­nie, a nie filo­zo­ficz­ny­mi pyta­nia­mi do tema­tów, któ­re już reali­zu­ją. Dla­te­go zamie­rzam szko­lić nauczy­cie­li, aby szu­ka­li tema­tów filo­zo­ficz­nych i pytań filo­zo­ficz­nych w ramach tema­tów, któ­re już reali­zu­ją. Ale tak­że po to, by zachę­cić ich do poświę­ce­nia cza­su zare­zer­wo­wa­ne­go tyl­ko na filo­zo­fię. Więc kie­dy mają czas na filo­zo­fię, umiesz­cza­ją w niej ele­men­ty pro­gra­mu naucza­nia, któ­ry wła­śnie prze­ra­bia­ją. To lep­sze niż stwier­dze­nie, że filo­zo­fia ma się zna­leźć we wszyst­kim, co robią, ponie­waż wte­dy nie dzie­je się nic.

Kie­dy pisa­łem swo­ją książ­kę, w pew­nym sen­sie sta­ra­łem się wyka­zać, że nie­ko­niecz­nie trze­ba być filo­zo­fem, aby pro­wa­dzić z dzieć­mi docie­ka­nie filo­zo­ficz­ne, ale też nie­ko­niecz­nie każ­dy filo­zof dał­by sobie radę. Opi­nie są nie­co podzie­lo­ne w śro­do­wi­sku zawo­do­wym P4C. Jakie jest Two­je zda­nie? 

Myślę, że naj­waż­niej­sze jest nasta­wie­nie filo­zo­ficz­ne. Tak więc, możesz być filo­zo­fem o bar­dzo nie­fi­lo­zo­ficz­nym uspo­so­bie­niu, kimś, kto praw­do­po­dob­nie uzy­skał tytuł na czo­ło­wym wydzia­le filo­zo­ficz­nym, będąc jed­no­cze­śnie oso­bą w rodza­ju „histo­ry­ka idei”. Oso­bą, któ­ra jest bar­dzo dobra w przy­ta­cza­niu argu­men­tów i ich kry­ty­ce oraz w tym, jak się one ze sobą krzy­żu­ją. Ale możesz nie mieć inte­lek­tu­al­nej cie­ka­wo­ści, by badać pomy­sły w spo­sób orga­nicz­ny. Ale rów­nie dobrze może być ktoś, kto nie ma wykształ­ce­nia filo­zo­ficz­ne­go, ale kto jest z natu­ry bar­dzo cie­ka­wy poznaw­czo, chęt­ny do głęb­sze­go zasta­na­wia­nia się, chęt­ny do logicz­ne­go i kry­tycz­ne­go myśle­nia, lubią­cy roz­wa­żać i bawić się pomy­sła­mi. To jest bar­dziej filo­zo­ficz­ne uspo­so­bie­nie: skłon­ność do filo­zo­ficz­ne­go dia­lo­gu w for­mie zaba­wy. Myślę, że bez tego nie da się obejść. Jeśli czy­tasz filo­zo­fię, jeśli znasz filo­zo­fię, nie ma wąt­pli­wo­ści, że to poma­ga. Nie rozu­miem, jak kto­kol­wiek mógł­by być praw­dzi­wym „cza­ro­dzie­jem” w tego rodza­ju spra­wach i nie był­by na tyle cie­ka­wy, by przy­naj­mniej prze­czy­tać jakieś filo­zo­ficz­ne tek­sty. To nie mia­ło­by sen­su. Nie sądzę, że napraw­dę masz poję­cie, czym jest filo­zo­fia, jeśli nie masz ocho­ty dowie­dzieć się o niej wię­cej, gdy już się w to zaan­ga­żu­jesz.

To bar­dzo podob­ne do tego, co pró­bo­wa­łem powie­dzieć w mojej książ­ce. A jak myślisz, co czy­ni kogoś dobrym facy­li­ta­to­rem?

Myślę, że naj­waż­niej­sza jest umie­jęt­ność słu­cha­nia (ale takie­go słu­cha­nia napraw­dę) tego, co mówią dzie­ci. Mówię tu raczej o słu­cha­niu niż o nasłu­chi­wa­niu (by usły­szeć coś, co się chce usły­szeć). Cho­dzi o słu­cha­nie tego, co napraw­dę mówią dzie­ci, zamiast wycze­ki­wa­nia oka­zji do wsta­wie­nia jakiejś filo­zo­ficz­nej pereł­ki, któ­ra cie­bie tyl­ko inte­re­su­je albo chciał­byś, by podob­na poja­wi­ła się w dys­ku­sji. Ponie­waż nasłu­chu­jesz z nasta­wie­niem tyl­ko na to, możesz prze­ga­pić coś napraw­dę inte­re­su­ją­ce­go, ponie­waż nie jesteś otwar­ty na to, co mówią dzie­ci. Cze­kasz tyl­ko, żeby dopa­so­wa­ły się do sce­na­riu­sza. Myślę, że słu­cha­nie jest nie­zwy­kle waż­ne. Kolej­ną rze­czą, któ­ra moim zda­niem jest bar­dzo waż­na, jest pew­ne­go rodza­ju chęć do zaba­wy. Jestem bar­dzo zabaw­nym facy­li­ta­to­rem. Myślę, że tak bar­dzo lubię wyko­ny­wać tego rodza­ju pra­cę, ponie­waż daje mi to oka­zję do zaba­wy z dzieć­mi. Tro­chę inte­lek­tu­al­nie, ale też z humo­rem. Napraw­dę lubię być z nimi obec­nym w 100%, co moim zda­niem jest przy­wi­le­jem tego rodza­ju zajęć. Daję im swo­ją peł­ną uwa­gę. Jestem obec­ny w tym samym momen­cie co oni. Wszy­scy jeste­śmy zanu­rze­ni w tym samym wspól­nym doświad­cze­niu. Nie muszę myśleć o tym, jak to oce­nić lub jak to pasu­je do szer­sze­go sche­ma­tu pra­cy i to jest mój przy­wi­lej. Jeśli chcesz się tym zaj­mo­wać, musisz wygo­spo­da­ro­wać sobie czas, w któ­rym możesz być z nimi w peł­ni obec­ny. Baw się z nimi, odpo­wia­daj, słu­chaj, a to spra­wi, że ​​będziesz dobrym facy­li­ta­to­rem i spra­wi, że zaję­cia z tobą będą przy­jem­ne dla dzie­ci.

Inte­re­su­ją­ce. Poru­szy­łeś tutaj waż­ną kwe­stię. Zauwa­ży­łem to rów­nież w mojej pra­cy, ponie­waż nie jestem nauczy­cie­lem i cho­dzę do szkół ze swo­imi umie­jęt­no­ścia­mi, pomy­sła­mi i swo­im spo­so­bem no to,  jak prze­pro­wa­dzić zaję­cia. Ja też uwa­żam się za zabaw­ne­go facy­li­ta­to­ra. Zasta­na­wiam się więc tyl­ko, czy nie jest to coś, w co trud­no „wejść” nie­któ­rym nauczy­cie­lom, kie­dy sie­dzą z dzieć­mi przez cały dzień w tej samej kla­sie pięć dni w tygo­dniu?

Bar­dzo trud­no! Jed­nym ze spo­so­bów pole­ca­nych dla szkół wpro­wa­dza­ją­cych P4C w swo­im pro­gra­mie jest zamia­na klas dla nauczy­cie­li na czas pro­wa­dze­nia tych zajęć. To wspa­nia­ły spo­sób, by stwo­rzyć oka­zję do inne­go rodza­ju kon­tak­tu z dzieć­mi. Sam nie mam dzie­ci, jestem tyl­ko wujem. Kie­dy przy­cho­dzę do szko­ły, mam tą dziw­ną „wuj­ko­wa­tą” rolę, nie muszę mar­twić się szcze­gól­nie o zarzą­dze­nie zacho­wa­niem w kla­sie, ponie­waż jestem ˜„nowo­ścią” i dzie­ci zazwy­czaj się nie zgry­wa­ją. Zaczy­na­my od zera, a nasze zaję­cia nie mają w pew­nym sen­sie związ­ku z tym, co wyda­rzy­ło się przez resz­tę dnia. Tak więc moje rela­cje z nimi są nie­co inne. I to praw­do­po­dob­nie poma­ga mi być bar­dziej zabaw­nym. Więc być może to jest spo­sób, żeby filo­zo­fia mogła się wyróż­niać. Jeśli prze­waż­nie spę­dzasz czas z wła­sną kla­są, to po pro­stu na ten czas zamień się kla­sa­mi z innym nauczy­cie­lem. To może pozwo­lić na nie­co inne rela­cje z tymi dzieć­mi. Cho­ciaż nie­któ­rzy nauczy­cie­le mają taki cudow­ny kon­takt z wła­sny­mi kla­sa­mi. Widzia­łem też nauczy­cie­li, któ­rych uwa­żam za abso­lut­nie zna­ko­mi­tych prak­ty­ków, bar­dzo miłych ludzi, któ­rzy mają tak­że bar­dzo faj­ne, zabaw­ne rela­cje ze swo­imi dzieć­mi, któ­rzy pra­co­wa­li z mario­net­ka­mi, kie­dy robi­li P4C, i robi­li inne rze­czy, któ­re uznał­bym za bar­dzo dobre prak­ty­ki, ale mimo to w momen­cie, kie­dy ich obser­wo­wa­łem, w pew­nym sen­sie wra­ca­li do zwy­kłe­go spo­so­bu naucza­nia. Nie byli w sta­nie oprzeć się tej chwi­li, w któ­rej moż­na było coś wtrą­cić, by cze­goś nauczyć, aby nie wró­cić do try­bu instru­owa­nia dzie­ci. To po pro­stu tak nie dzia­ła. To zupeł­nie inne świa­ty.

Natkną­łem się na dwa głów­ne obo­zy w bada­niach filo­zo­ficz­nych z dzieć­mi. Jeden kła­dzie duży nacisk na for­mu­ło­wa­nie pytań przez uczniów. Repre­zen­tan­ci dru­gie­go nato­miast po pro­stu zada­ją wcze­śniej przy­go­to­wa­ne pyta­nia filo­zo­ficz­ne pod­czas zajęć. Wyda­je mi się, że two­je podej­ście jest dość wywa­żo­ne. Co o tym myślisz?

Dla­cze­go chce­my skła­niać dzie­ci do two­rze­nia wła­snych pytań? Kie­dy dzie­ci two­rzą wła­sne pyta­nia, są wte­dy odpo­wie­dzial­ne za wła­sną naukę i są tymi pyta­nia­mi zain­te­re­so­wa­ne. Ale jeśli z for­mu­ło­wa­nia pytań robisz osob­ny etap zajęć, to dość czę­sto sta­je się to raczej nud­nym rytu­ałem. Jest to też ogrom­na prze­szko­da na wcze­snych eta­pach zajęć, ponie­waż dzie­cia­ki zada­ją po pro­stu bzdur­ne pyta­nia. Są też ludzie, któ­rzy powie­dzie­li­by: „Nie ma cze­goś takie­go jak pyta­nie o bzdu­ry. W każ­dym pyta­niu jest filo­zo­fia”. Cóż, w takim przy­pad­ku to, co robisz, pole­ga na tym, że sam wkła­dasz tam filo­zo­fię. Zasta­na­wiasz się nad ich pyta­niem i wpro­wa­dzasz swo­je filo­zo­ficz­ne rozu­mie­nie pyta­nia. A to nie jest przy­ję­cie ich pyta­nia. Przy­po­mi­na to jakiś rodzaj magicz­nej sztucz­ki, więc rów­nie dobrze możesz być szcze­ry i po pro­stu powie­dzieć: „Słu­chaj­cie, zadam wam pyta­nie. Jeśli pod­czas dys­ku­sji zada­cie nowe pyta­nie i uzna­cie, że jest ono bar­dziej inte­re­su­ją­ce niż moje, bar­dzo chęt­nie się z wami bim zaj­mę”. Albo mogę też stwo­rzyć nowe pyta­nie w reak­cji na to, co mówią dzie­ci. Zbli­ży­łem się do bar­dzo podob­ne­go podej­ścia, któ­re pro­po­nu­je The Phi­lo­so­phy Foun­da­tion. Wystar­czy zadać dzie­ciom pyta­nie, aby roz­po­cząć dys­ku­sję, ponie­waż oszczę­dza to dużo cza­su. A potem miej uszy otwar­te na wszel­kie poja­wia­ją­ce się dodat­ko­we pyta­nia, kie­dy oka­zu­je się, że to wła­śnie o tym dzie­ci chcą roz­ma­wiać. Wte­dy jest to filo­zo­ficz­nie owoc­ne. Wolał­bym zachę­cić ich do two­rze­nia pytań pod koniec dys­ku­sji, kie­dy roz­mo­wa jest „soczy­sta” filo­zo­ficz­nie i wszyst­ko „wrze”. Mogę wnieść wte­dy jakiś nowy bodziec do zada­wa­nych przez nie pytań. Chcę usza­no­wać ich myśle­nie. Ale nie chcę tego robić przez mój pry­zmat. Chcę to robić poprzez słu­cha­nie  tego, co mają do powie­dze­nia.

Nie­daw­no zaczą­łeś tak­że kon­tak­to­wać się z rodzi­ca­mi i skło­ni­łeś szko­ły do ​​wysy­ła­nia tych „lep­kich pytań” do domu. Oso­bi­ście jako rodzic poko­cha­łem ten pomysł. Jak to dzia­ła? Dla­cze­go chcesz anga­żo­wać rodzi­ców?

Zain­spi­ro­wa­ła mnie do tego Julie Mahon, któ­ra pra­cu­je w szko­le pod­sta­wo­wej Latin Gre­en. Wysy­ła­ła do domu dzie­ci naklej­ki (stąd „lep­kie pyta­nia”)  i podzie­li­ła się tym pomy­słem ze mną. Pomy­śla­łem, że to fan­ta­stycz­ne. A rodzi­com i dzie­ciom napraw­dę się to podo­ba. Kie­dy odwie­dzam szko­ły, któ­re to robią, dzie­ci zada­ją mi te pyta­nia, pamię­ta­ją je sło­wo w sło­wo. Jed­nym z powo­dów, dla któ­rych szcze­gól­nie mi się to podo­ba, jest to, że ist­nie­je wie­le badań nad tzw. „Mil­lion Word Gap” [bada­nia róż­nic mię­dzy dzieć­mi, któ­rym czy­ta się kil­ka ksią­żek dzien­nie a tymi, któ­rym nie czy­ta się w ogó­le – przyp. Łukasz Krzy­woń]. Tak więc róż­ni­ca mię­dzy zaso­bem słów dzie­ci, któ­re sły­szą wie­le roz­mów w domu przed pój­ściem do szko­ły, a zaso­bem słów tych, któ­re sły­szą mało, może wyno­sić nawet ponad milion słów. Ale pod­czas bar­dziej dro­bia­zgo­wych badań usta­lo­no, że nie cho­dzi tyl­ko o licz­bę słów, któ­rą usły­sza­ły, ale waż­niej­sza jest licz­ba roz­mów, w któ­re były zaan­ga­żo­wa­ne. Tak więc w uboż­szych rodzi­nach (to oczy­wi­ście tyl­ko uogól­nie­nie) mówi się mniej, i wię­cej mówi się w for­mie naka­zów: „Weź płaszcz, zrób to, nie rób tego!”. Mniej z roz­mów ma cha­rak­ter eks­plo­ra­cyj­ny, zaan­ga­żo­wa­ny. „Lep­kie pyta­nia” to spo­sób na uła­twie­nie rodzi­com takie­go zaan­ga­żo­wa­nia. Dzie­ci wra­ca­ją do domu z naklej­ką, mogą poroz­ma­wiać z mamą, tatą, dziad­ka­mi, rodzeń­stwem, a następ­nie wró­cić do szko­ły kolej­ne­go dnia lub w ponie­dzia­łek rano (jeśli robią to w week­end) i kon­ty­nu­ować dys­ku­sję w kla­sie. Inną korzy­ścią jest to, że wysła­nie coty­go­dnio­wych nakle­jek anga­żu­je tych nauczy­cie­li „opo­zy­cjo­ni­stów”, o któ­rych mówi­łem wcze­śniej. Zwięk­sza się więc czę­sto­tli­wość eks­po­zy­cji na tego rodza­ju myśle­nie, co jest napraw­dę waż­ne.

Czy masz przy­kład jakie­goś „lep­kie­go pyta­nia” na czas COVID‑a w domu?

Kie­dy prze­glą­da­łem pyta­nia, by opu­bli­ko­wać je w naszym biu­le­ty­nie, wie­le z nich zaczy­na­ło mieć taki mrocz­ny, nowy wydźwięk. Napraw­dę szu­ka­łem takich pytań, któ­re mógł­bym udo­stęp­nić i któ­re nie brzmia­ły­by mrocz­nie, np. „czy mógł­byś myśle­niem uczy­nić się szczę­śli­wym?”. Nie­któ­re z pytań dla dzie­ci na wcze­snym eta­pie szko­ły pod­sta­wo­wej brzmia­ły: „Gdy­byś miał taj­ne drzwi, dokąd by one pro­wa­dzi­ły?”, „Czy doro­słym nale­ży kazać sprzą­tać poko­je?”, „W jaki spo­sób dzie­ci są lep­sze od doro­słych ? ”, „Czy rząd powi­nien mówić ludziom, co mają robić? ”, „Czy rząd powi­nien powstrzy­my­wać nas od robie­nia rze­czy, któ­re są dla nas złe?”. Wie­le z tych pytań mia­ło ten nowy wydźwięk z powo­du cza­sów, w któ­rych przy­szło nam żyć.

Czy pra­ca z dzieć­mi, docie­ka­nie z nimi waż­nych kwe­stii, poma­ga ci oso­bi­ście wieść lep­sze życie, czy też, jak chciał­by Sokra­tes, bar­dziej prze­my­śla­ne życie?

Bez wcho­dze­nia w to, o czym mówił Sokra­tes, myślę, że upra­wia­nie filo­zo­fii z dzieć­mi, szcze­gól­nie w tym momen­cie,  jest po pro­stu nie­sa­mo­wi­tą fraj­dą. Nie ma dosłow­nie nicze­go, na czym wolał­bym spę­dzić mój czas, niż pro­wa­dze­nie filo­zo­ficz­nych docie­kań z dzieć­mi onli­ne, ze wzglę­du na ten rodzaj ener­gii, bycie wysta­wio­nym na tę siłę życio­wą, któ­rą dosta­jesz dzię­ki pra­cy z gru­pą dzie­ci. Uwa­żam to za wspa­nia­ły spo­sób prze­by­wa­nia z mło­dy­mi ludź­mi. Filo­zo­fia jest bar­dzo pomoc­na w każ­dym dniu tygo­dnia. Moja codzien­na pra­ca pole­ga na cho­dze­niu do szko­ły i prze­pro­wa­dza­niu pię­ciu lub sze­ściu sesji z dzieć­mi, a potem z nauczy­cie­la­mi. Mogę to robić każ­de­go dnia. Żału­ję, że muszę przy tym pro­wa­dzić fir­mę, żeby móc to robić, bo to tro­chę nud­ne, ale bycie z dzieć­mi i upra­wia­nie filo­zo­fii jest abso­lut­ną roz­ko­szą, jeśli cho­dzi o jej wpływ na mnie. Co wię­cej, jeśli cho­dzi o wpływ filo­zo­fo­wa­nia z dzieć­mi na moją oso­bę? Dzie­ci cza­sa­mi mówią rze­czy, któ­re włą­czam póź­niej do mojej oso­bi­stej filo­zo­fii życio­wej. Myślę, że to chro­ni też przed umy­sło­wą sta­gna­cją, ponie­waż cią­gle spo­ty­kam się z róż­ny­mi punk­ta­mi widze­nia.

Oto pyta­nie od jed­ne­go z naszych czy­tel­ni­ków. Co mogą zro­bić rodzi­ce, aby prze­ko­nać swo­je dzie­ci, że filo­zo­fia to mądrość, a nie tyl­ko stra­ta cza­su?

Jed­na ana­lo­gia, któ­rej uży­wam, choć czy­sto instru­men­tal­na, to odwo­ła­nie do obra­zu bie­ga­czy, któ­rzy tre­nu­ją, bie­ga­jąc po pia­sku. Nie robią tego dla­te­go, że potem będą ści­gać się na pia­sku, ale dla­te­go, że bie­ga­nie po pia­sku jest trud­niej­sze niż bie­ga­nie po zwar­tej powierzch­ni. Jeśli więc tre­nu­jesz bie­ga­nie po pia­sku, bie­ga­nie po nor­mal­nej powierzch­ni sta­je się sto­sun­ko­wo łatwe. A zatem przez ana­lo­gię, pró­bu­jąc odpo­wie­dzieć na napraw­dę trud­ne pyta­nia, wyostrzasz swo­je myśle­nie. I kie­dy potem cho­dzi o bar­dziej zwy­czaj­ne, przy­ziem­ne pyta­nia, to poszu­ki­wa­ni na nie odpo­wie­dzi jest sto­sun­ko­wo łatwe. A jeśli cho­dzi o nie­in­stru­men­tal­ną war­tość, myślę, że naj­waż­niej­szą spra­wą jest to, jak filo­zo­fia i upra­wia­nie filo­zo­fii łączą się z ludz­kim roz­wo­jem. Cho­ciaż może to być mniej jasne dla nie­któ­rych ludzi, ludzie lepiej pro­spe­ru­ją i się roz­wi­ja­ją dzię­ki filo­zo­fo­wa­niu. Jeśli chcesz być szczę­śliw­szy jako czło­wiek, nie wystar­czy po pro­stu coś robić. Moż­na łatwo dać się wcią­gnąć i zacząć poświę­cać dużo cza­su i wysił­ku na rze­czy, któ­re w rze­czy­wi­sto­ści nie przy­no­szą ci dużo szczę­ścia. Może to pro­wa­dzić do uza­leż­nień, destruk­cyj­nych rela­cji itd. Tak więc zdol­ność do dystan­su wobec codzien­no­ści i głęb­sze­go myśle­nia o tym, co jest waż­ne i co ma zna­cze­nie zwięk­sza szan­se na dobre samo­po­czu­cie i jak sądzę, szan­sę na dobre życie. Czy wró­ci­my do Sokra­te­sa i ponow­nie zba­da­my życie? Myślę, że wra­ca­my tu do Sokra­te­sa i pyta­nia o bez­myśl­ne życie. Myślę, że nie o to cho­dzi, że bez­myśl­ne życie nie jest war­te życia, ale że bez­myśl­ne życie jest praw­do­po­dob­nie mniej war­te życia. Moż­na wieść bez­myśl­ne życie i po pro­stu dzię­ki szczę­ściu lub dla­te­go, że mamy natu­ral­nie rado­sne uspo­so­bie­nie, wszyst­ko będzie ok. Ale to się dzie­je przez przy­pa­dek. To się nie dzie­je, ponie­waż jest nie­prze­my­śla­ne. Nato­miast jeśli jesteś opty­mi­stą, jeśli cho­dzi o siłę rozu­mu, wiesz, że roz­my­śla­jąc o czym­kol­wiek, możesz myśleć o tym lepiej. Obej­mu­je to oczy­wi­ście moż­li­wość myśle­nia o wła­snym życiu. Dla­te­go też zaj­mu­ję się filo­zo­fią. Ponie­waż poprzez roz­mo­wę z inny­mi, wyra­żasz to, co myślisz, dowia­du­jesz się tym samym, co sam tak napraw­dę myślisz. Prze­świad­cze­nie, że naj­pierw myślisz o rze­czach, a następ­nie wyra­żasz swo­je myśli, jest, jak sądzę, w więk­szo­ści przy­pad­ków fał­szy­we. To wła­śnie dopie­ro w trak­cie wyra­ża­nia myśli dowia­du­jesz się, co myślisz. Naj­pierw jest wypo­wiedź, a dopie­ro póź­niej „zasy­sa­my” ją z powro­tem do naszych głów i robi­my z tego coś oso­bi­ste­go. To poprzez dia­log dowia­du­je­my się, co myśli­my.

Powie­dzia­łeś, że sam nie jesteś rodzi­cem, ale czy masz jakieś pomy­sły, jak rodzi­ce mogą pod­jąć się filo­zo­fo­wa­nia z dzieć­mi i jak pro­wa­dzić z nimi docie­ka­nia jeden do jed­ne­go. Jakieś suge­stie?  

Moja naj­waż­niej­sza rada to zaba­wa w „adwo­ka­ta dia­bła”, tak aby nie­za­leż­nie od odpo­wie­dzi dziec­ka na kon­kret­ne pyta­nie argu­men­to­wać prze­ciw­nie. Cza­sa­mi poma­ga też bycie napraw­dę szcze­gól­nie upar­tym w swo­jej opi­nii lub posia­da­ni opi­nii, któ­ra jest po pro­stu absur­dal­na i zmu­sze­nie w ten spo­sób dzie­ci do prze­ko­ny­wa­nia cię, że tak nie jest. Mając miskę zupy możesz powie­dzieć: „To jest mój nowy kape­lusz. Jak myślisz, czy to kape­lusz, czy to miska na zupę? Dla­cze­go moja miska na zupę nie może być kape­lu­szem?”. Po pro­stu dys­ku­tuj i myślę, że dzie­ciom napraw­dę się to spodo­ba. To tro­chę jak inte­lek­tu­al­na zaba­wa w wal­kę z dzieć­mi. To wspa­nia­ły spo­sób i dzie­ciom napraw­dę się to podo­ba. Zaba­wa ta ma swo­je wła­sne zasa­dy, wła­sną „ety­kę”, tak jak w przy­pad­ku praw­dzi­wej wal­ki: nie uży­wasz siły fizycz­nej, aby cał­ko­wi­cie przy­tło­czyć dziec­ko, pozwa­lasz mu cie­szyć się wysił­kiem odpy­cha­nia się i testo­wa­nia wła­snej siły. Podob­nie, jeśli robisz coś w rodza­ju inte­lek­tu­al­nej „bój­ki” z dziec­kiem: nie rzu­casz argu­men­tów, wyko­rzy­stu­jąc wszyt­skie swo­je zdol­no­ści umy­sło­we i doświad­cze­nie, któ­re masz, ale dajesz mu coś do prze­zwy­cię­że­nia, spie­ra­nia się. Dzie­ci mogą cie­szyć się poczu­ciem, że mają nad tobą jakąś jed­no­ra­zo­wą prze­wa­gę itd. Więc moja rada to spró­buj takiej inte­lek­tu­al­nej bój­ki. Myślę, że to cie­ka­we podej­ście.

Nie wspo­mnie­li­śmy jesz­cze o Mr Spot (Panu Krop­ce) i Mr Stri­pe (Panu Pasku). Opo­wiedz nam krót­ko o tym pro­jek­cie.

Spot and Stri­pe zain­spi­ro­wa­ne było moją codzien­ną roz­ryw­ką. Kie­dyś oglą­da­łem nagra­nie wideo o sza­chach Ser­ba Mato Jelicia. Opo­wia­dał on codzien­nie o par­tiach sza­chów i te opo­wie­ści zawsze zaczy­na­ły się i koń­czy­ły dokład­nie w ten sam spo­sób. Oso­ba ta nie­za­wod­nie pro­du­ko­wa­ła jed­no wideo dzien­nie. Kie­dy to oglą­da­łem, pomy­śla­łem: „Jak mógł­bym zro­bić to samo z filo­zo­fią dla dzie­ci? Jak mogę stwo­rzyć cie­ka­we krót­kie fil­my, któ­re dają to satys­fak­cjo­nu­ją­ce uczu­cie roz­po­czę­cia i zakoń­cze­nia w ten sam spo­sób?”. Stąd wła­śnie pocho­dzi Spot i Stri­pe. Są to więc dwie posta­ci, któ­re lubią zada­wać pyta­nia, a potem się ze sobą nie zga­dzać. Zawsze mają róż­ne punk­ty widze­nia. To, co robią, to roz­po­czy­na­nie kłót­ni. Może to być coś w rodza­ju: „Czy dobrze jest odkryć miej­sce, w któ­rym nikt nigdy wcze­śniej nie był?” Spot będzie na to wszyst­ko odpo­wia­dał z chę­cią, a Stri­pe będzie napraw­dę bojaź­li­wy. Albo może to być coś znacz­nie poważ­niej­sze­go, na przy­kład: „Jeśli zła oso­ba stwo­rzy­ła napraw­dę dobrą sztu­kę, to czy moż­na się nią cie­szyć?” itd. Potem tak prze­ko­ma­rza­ją się wza­jem­nie, a na koń­cu pyta­ją: „Co ty o tym myślisz?”. I obaj mówią: „Hmmmm…”. Tak zawsze koń­czą. To cudow­ne, kie­dy cho­dzę do szko­ły, a cza­sa­mi dzie­ci mówią: „Och, jesteś Pan Stri­pe?”. Jestem wów­czas bli­żej czu­cia się cele­bry­tą niż kie­dy­kol­wiek!

Wywiad prze­pro­wa­dził i prze­tłu­ma­czył Łukasz Krzy­woń

Jason Buc­kley – od oko­ło dzie­się­ciu pro­wa­dzę zaję­cia i szko­le­nia z filo­zo­fii dla dzie­ci. Kie­dy byłem nauczy­cie­lem języ­ka angiel­skie­go w liceum, ulu­bio­ną czę­ścią mojej pra­cy było odwie­dza­nie klas siód­mych, aby opo­wia­dać filo­zo­ficz­ne histo­rie i pro­wa­dzić dys­ku­sje. Pew­ne­go razu jeden z chłop­ców powie­dział: „Yay! To czło­wiek filo­zo­fii!” i nazwa zosta­ła. Moje hob­by, impro­wi­zo­wa­na kome­dia i sto­ry­tel­ling, wpro­wa­dzam do zajęć z filo­zo­fii, tak aby była to for­ma inte­lek­tu­al­nej i inte­gru­ją­cej zaba­wy dla dzie­ci (i doro­słych), któ­ra jest jed­no­cze­śnie „głę­bo­ką” zaba­wą. Pro­wa­dzę stro­nę www.thephilosophyman.com, gdzie po sub­skryp­cji na blo­gu otrzy­mać moż­na bez­płat­ny, coty­go­dnio­wy biu­le­tyn zawie­ra­ją­cy pomy­sły na naucza­nie. Pro­wa­dzę rów­nież sesje filo­zo­fii Zoom dla dzie­ci i doro­słych za pośred­nic­twem por­ta­li www.p4he.org i www.giftcourses.co.uk.

 

Łukasz KrzywońŁukasz Krzy­woń – magi­ster filo­zo­fii, absol­went Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go. Autor pod­ręcz­ni­ka do pro­wa­dze­nia filo­zo­ficz­nych docie­kań z dzieć­mi i mło­dzie­żą pt. Filo­zo­fuj z dzieć­mi, któ­ry został wyda­ny w stycz­niu 2019 r. przez Wydaw­nic­two Aca­de­mi­con. Od 2004 r. miesz­ka w Irlan­dii. Od wie­lu lat pra­cu­je tam z dzieć­mi i z mło­dzie­żą, pro­wa­dząc m.in. docie­ka­nia filo­zo­ficz­ne w szko­łach. Spe­cja­li­sta od filo­zo­fii dla dzie­ci z The Phi­lo­so­phy Foun­da­tion w Lon­dy­nie i aktyw­ny czło­nek euro­pej­skie­go sto­wa­rzy­sze­nia SOPHIA, pro­mu­ją­ce­go filo­zo­fo­wa­nie z dzieć­mi. Obec­nie uczy o ochro­nie śro­do­wi­ska w szko­łach dla Gre­en-Scho­ols Ire­land. Orga­ni­zu­je też kół­ka bęb­niar­skie, męskie krę­gi, uczy poli­ne­zyj­skie­go Sasa, chiń­skie­go Tai Chi, malu­je arty­stycz­ne mura­le wraz z róż­ny­mi gru­pa­mi two­rzy arty­stycz­ne man­da­le, uczy prak­ty­ki uważ­no­ści i relak­sa­cji. Jego pra­ca magi­ster­ska Ukry­ty Blask uka­za­ła się dru­kiem w roku 2005.

Po wię­cej infor­ma­cji na temat filo­zo­fo­wa­nia z dzieć­mi zaj­rzyj do nasze­go dzia­łu Filo­zo­fia dla dzie­ci.

 

Ilu­stra­cja: Jason Buc­kley, szko­ła pod­sta­wo­wa Sti­vi­ci­hall, zdję­cie autor­stwa Ste­phe­na Wel­l­sa, www.clarityproductionsmedia.com

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Inte­re­su­ją­ca ini­cja­ty­wa. Sądzę jed­nak, że filo­zo­fia to zbyt trud­na dzie­dzi­na dla dzie­ci. Jeże­li coś tam zro­zu­mie­ją to pią­te przez dzie­sią­te.

  • Tyl­ko żeby z tego nowej woj­ny /ulicznej/ albo kolej­nej rewo­lu­cji neomarxistowskiej/postpostmodernistycznej i kul­tu­ro­wej nie było jak ma to dziś miej­sce m.in. w UK, UE, USA, Skan­dy­na­wii! I jesz­cze nie w Pol­sce, jesz­cze, choć począt­ki sexualne/sexistowskie i depra­wa­cyj­ne już są…
    Strach się bać! Dan­ger?!

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy