Artykuł Historia filozofii średniowiecznej Historia filozofii starożytnej

John Marenbon: Dlaczego nadal warto czytać Boecjusza?

Wierzący i niewierzący szukają wskazań, jak żyć w obliczu naszej śmiertelności. Odpowiedź Boecjusza-autora ma charakter złożony i wielostronny, przez co O pocieszeniu... jest nawet bliższe dzisiejszym czytelnikom, niż jemu współczesnym.

Zapisz się do naszego newslettera

Down­lo­ad (PDF, 4.32MB)


Przez nie­mal tysiąc­le­cie O pocie­sze­niu, jakie daje filo­zo­fia było w Euro­pie best­sel­le­rem. Czy­ta­li je nie tyl­ko ci, któ­rzy mogli zro­zu­mieć pocho­dzą­cy z VI w. łaciń­ski ory­gi­nał, ale tak­że ci, któ­rzy mie­li dostęp do jed­ne­go z wie­lu tłu­ma­czeń: na sta­ro- i śred­nio­an­giel­ski, sta­ro­fran­cu­ski, sta­ro-wyso­ko-nie­miec­ki, wło­ski, hisz­pań­ski i wie­le innych języ­ków, w tym grec­ki i hebraj­ski. Cho­ciaż naucza­nie uni­wer­sy­tec­kie ukształ­to­wa­ły tek­sty Ary­sto­te­le­sa, a myśl Augu­sty­na była wszech­obec­na, to w okre­sie mię­dzy 800 a 1600 r. żad­ne dzie­ło filo­zo­ficz­ne nie mogło się rów­nać z O pocie­sze­niu… pod wzglę­dem atrak­cyj­no­ści – i to nie tyl­ko wśród elit inte­lek­tu­al­nych, ale też u szer­szej publi­ki. Jed­nak obec­nie ta książ­ka jest dome­ną uczo­nych medie­wi­stów. Wyda­je się, że w prze­ci­wień­stwie do dia­lo­gów Pla­to­na czy Medy­ta­cji Kar­te­zju­sza prze­sta­ła oddzia­ły­wać na filo­zo­fię. Wystar­czy jed­nak, że będzie czy­ta­na w swo­im histo­rycz­nym i lite­rac­kim kon­tek­ście, a zacznie oddzia­ły­wać na nowo. O pocie­sze­niu… jest dużo sub­tel­niej­szym dzie­łem, niż się wyda­je. Pod­czas gdy śre­dnio­wiecz­ni czy­tel­ni­cy reago­wa­li głów­nie na jego bar­dziej oczy­wi­ste ele­men­ty, to jego ukry­ta zło­żo­ność i niu­an­se mogą przy­cią­gnąć uwa­gę współczesnych.

Na dworze Teodoryka

O pocie­sze­niu… jest owo­cem dra­ma­tycz­nych wyda­rzeń, któ­re autor przy­pła­cił życiem. Boecjusz, uro­dzo­ny ok. 476 roku po Chry­stu­sie, nale­żał do boga­tej i sza­cow­nej rzym­skiej rodzi­ny; spę­dził więk­szość życia cie­sząc się przy­wi­le­ja­mi swo­jej kla­sy: uczest­ni­czył w cere­mo­niach Sena­tu, dzię­ki zna­jo­mo­ści grec­kiej kul­tu­ry pisał dzie­ła i komen­ta­rze z zakre­su mate­ma­ty­ki, muzy­ki i logi­ki, a tak­że – choć nie był księ­dzem – brał udział w spo­rach teo­lo­gicz­nych. Nie­ste­ty, jego naro­dzi­ny przy­pa­dły na począ­tek rzą­dów Ostro­go­tów w Ita­lii. Teo­do­ryk, ich król, chciał wpraw­dzie dobrych rela­cji z rdzen­ny­mi rzym­ski­mi ary­sto­kra­ta­mi, ci jed­nak sta­no­wi­li dla nie­go zagro­że­nie. Na począt­ku lat 20. V wie­ku zapro­po­no­wał Boecju­szo­wi sta­no­wi­sko mini­stra dwo­ru, czy­li naj­waż­niej­sze­go urzęd­ni­ka kró­la. Boecjusz przy­jął pro­po­zy­cję, ale zapał do zwal­cza­nia korup­cji szyb­ko przy­spo­rzył mu wro­gów. Teo­do­ryk dał wia­rę pogło­skom, że jego mini­ster spi­sko­wał prze­ciw nie­mu. Uzna­ny za win­ne­go zdra­dy i innych zarzu­tów, Boecjusz został uwię­zio­ny i ocze­ki­wał na egze­ku­cję. To wła­śnie wte­dy napi­sał O pocie­sze­niu…, któ­re­go tło sta­no­wi jego wła­sny los skazańca.

Fortuna i Bóg

Dzie­ło to ma for­mę dia­lo­gu mię­dzy Boecju­szem-Więź­niem a Filo­zo­fią, uoso­bio­ną jako pięk­na kobie­ta, któ­ra zja­wia się w jego celi. Dys­ku­sja toczy się pro­zą, ale prze­pla­ta­ją ją frag­men­ty poezji, któ­re pod­su­mo­wu­ją, komen­tu­ją, roz­wi­ja­ją lub wpro­wa­dza­ją nowy punkt widze­nia do prze­wod­nie­go toku argumentacji.

Na począt­ku Boecjusz-Wię­zień może tyl­ko opła­ki­wać nagłą utra­tę pomyśl­no­ści i sze­ro­ko wyja­śniać Filo­zo­fii nie­spra­wie­dli­wość wyto­czo­nych prze­ciw nie­mu zarzu­tów. Filo­zo­fia nie współ­czu­je mu; jak mówi, gdy­by tyl­ko miał w pamię­ci jej nauki, powstrzy­mał­by się od oskar­żeń, że Bóg nie inte­re­su­je się ludź­mi oraz że dobrzy cier­pią, a złym się powo­dzi. Następ­nie Filo­zo­fia odpo­wia­da na oba zarzu­ty Boecjusza.

W zary­sie jej argu­ment jest nastę­pu­ją­cy. Filo­zo­fia, jak lekarz, zaczy­na od łagod­nych środ­ków, a potem, gdy pacjent jest już goto­wy, sto­su­je sil­niej­szy medy­ka­ment. Roz­po­czy­na od wyka­za­nia, że Wię­zień nie powi­nien winić For­tu­ny za utra­tę darów, któ­re od niej otrzy­mał, oraz że te dary i tak nie są praw­dzi­wy­mi dobra­mi. Koło For­tu­ny toczy się nie­uchron­nie: nikt nie może ocze­ki­wać, że zawsze będzie na szczy­cie, cie­sząc się naj­lep­szym, co życie ma do zaofe­ro­wa­nia. Stop­nio­wo Filo­zo­fia pro­wa­dzi Więź­nia do odkry­cia, że wszel­kie dobro pocho­dzi z jed­ne­go źró­dła – naj­wyż­sze­go dobra, któ­re jest toż­sa­me z Bogiem. Tyl­ko dzię­ki przy­lgnię­ciu do tego dobra moż­na być praw­dzi­wie szczęśliwym.

Powta­rza­jąc argu­ment Pla­to­na z dia­lo­gu Gor­giasz, Filo­zo­fia wyja­śnia, że czy­niąc dobro zdo­by­wa­my to, cze­go pra­gnie­my i osią­ga­my szczę­ście, a czy­niąc rze­czy nie­go­dzi­we, ska­zu­je­my się na nie­szczę­ście. Zatem, w rze­czy­wi­sto­ści ani dobrzy nie są uci­śnie­ni, ani nie­go­dzi­wym się nie powo­dzi. Bóg napraw­dę trosz­czy się o ludz­kość: ludzie, dążąc do zjed­no­cze­nia z Nim, mogą osią­gnąć szczę­ście. Ponad­to, jak doda­je Filo­zo­fia, Bóg czu­wa opatrz­no­ścio­wo nad ludź­mi, choć jego cele w tym zakre­sie są czę­sto ukryte.

Odpo­wiedź Boecju­sza-Więź­nia ma postać pro­ble­mu logicz­ne­go: jeże­li Bóg zna wszyst­kie przy­szłe zda­rze­nia (jak wyni­ka z opi­su Jego opatrz­no­ści), to w jaki spo­sób zda­rze­nia mogą być przy­god­ne? Jeśli nie ma przy­god­no­ści i wszyst­ko dzie­je się z koniecz­no­ści, to nie ist­nie­je odpo­wie­dzial­ność moral­na za dobre lub złe dzia­ła­nie; jeśli wszyst­ko jest już usta­lo­ne, to nie ma miej­sca na wybór. Filo­zo­fia odpo­wia­da za pomo­cą zło­żo­ne­go argu­men­tu: wyko­rzy­stu­jąc pogląd, że Bóg ist­nie­je w wiecz­no­ści, któ­rej nie mie­rzy czas, stwier­dza, że przy­szłe zda­rze­nia mogą jed­no­cze­śnie być przy­god­ne i pozna­ne przez Boga jako konieczne.

Przemilczane wątki chrześcijańskie

Naj­bar­dziej ude­rza w całej tej dys­ku­sji nie to, co się w niej mówi, lecz to, co zosta­je prze­mil­cza­ne. Boecjusz to chrze­ści­ja­nin, któ­ry spo­dzie­wa się śmier­ci, ale w O pocie­sze­niu… brak wąt­ków wyraź­nie chrze­ści­jań­skich. Filo­zo­fia przed­sta­wia i wyko­rzy­stu­je wyłącz­nie tra­dy­cję filo­zo­fii pogań­skiej – się­ga­ją­cą Pla­to­na, Ary­sto­te­le­sa i wcze­śniej­szych auto­rów – prak­ty­ko­wa­ną wciąż za cza­sów Boecju­sza w pla­toń­skich szko­łach Aten i Alek­san­drii; Wię­zień tak­że nie wybie­ga poza tę per­spek­ty­wę. Śre­dnio­wiecz­ni czy­tel­ni­cy O pocie­sze­niu… dostrze­ga­li to, ale z regu­ły nie prze­szka­dza­ło im to w lek­tu­rze tekstu.

Ówcze­śni myśli­cie­le zawsze mie­li skłon­ność do utoż­sa­mia­nia boga Ary­sto­te­le­sa i sta­ro­żyt­nych pla­to­ni­ków z Bogiem chrze­ści­jań­stwa. Nie­któ­rzy czy­tel­ni­cy, w tym wydaw­cy O pocie­sze­niu…, a tak­że Alku­in na począt­ku IX wie­ku, nada­li tek­sto­wi wyraź­nie biblij­ny cha­rak­ter, utoż­sa­mia­jąc Filo­zo­fię z Salo­mo­no­wą Mądro­ścią. Więk­szość czy­tel­ni­ków zado­wa­la­ła się jed­nak uzna­niem, że dok­try­ny wyra­żo­ne w tym dzie­le są zgod­ne z chrze­ści­jań­stwem, nawet jeśli nie wspo­mi­na się o nim wprost. Świat kul­tu­ro­wy dzie­ła wyda­wał się im zwod­ni­czo zna­jo­my; przy­pi­sy­wa­li jego auto­ro­wi łatwe uzgod­nie­nie sta­ro­żyt­nej filo­zo­fii i wia­ry chrze­ści­jań­skiej – im samym przy­cho­dzi­ło ono łatwo, ponie­waż dzie­lił ich znacz­ny dystans cza­so­wy od sta­ro­żyt­no­ści, ale nie było łatwe dla Boecju­sza, któ­ry żył w cza­sach ostrzej­sze­go konfliktu.

Ist­nia­ły jed­nak wyjąt­ki. Bovo, żyją­cy w X wie­ku opat w Corvey, ogło­sił pogań­ski cha­rak­ter dok­try­ny O pocie­sze­niu…, a w wie­ku XIV Geof­frey Chau­cer, miło­śnik i tłu­macz tego dzie­ła, sub­tel­nie wyko­rzy­stał to dzie­ło do poka­za­nia, w jaki spo­sób pogań­scy boha­te­ro­wie (Teze­usz w Opo­wie­ści ryce­rza i Tro­ilus w Tro­ilu­sie i Cri­sey­dzie) uży­wa­ją lub, czę­ściej, nad­uży­wa­ją filo­zo­fii. Chau­cer wyda­je się być jed­nym z nie­licz­nych, któ­rzy w tam­tych cza­sach dostrze­gli wagę wybra­nia przez Boecju­sza na auto­ry­tet pogań­skiej posta­ci Filo­zo­fii. Zna­cze­nie tego wybo­ru powin­no być oczy­wi­ste dla dzi­siej­szych czy­tel­ni­ków, nie znaj­du­ją­cych się pod wpły­wem ilu­zji pokre­wień­stwa kul­tu­ro­we­go, a korzy­sta­ją­cych z naj­now­szych badań.

Wie­my, że ist­nie­nie pogań­skiej filo­zo­fii było dla Boecju­sza i adre­sa­tów jego dzie­ła czymś aktu­al­nym – i, jak­kol­wiek byli chrze­ści­ja­na­mi, to tak­że świa­do­mie strze­gli sta­ro­daw­nej, przed­chrze­ści­jań­skiej tra­dy­cji naucza­nia, pra­wa i oby­cza­jów. Wybór posta­ci repre­zen­tu­ją­cej pogań­ską filo­zo­fię na auto­ry­tet, któ­ry pro­wa­dzi dys­ku­sję z uwię­zio­nym chrze­ści­ja­ni­nem, był dla nich wyznacz­ni­kiem spo­so­bu rozu­mie­nia O pocie­sze­niu… Było­by ono widzia­ne jako dzie­ło doty­czą­ce rela­cji mię­dzy tra­dy­cją filo­zo­fii sta­ro­żyt­nej a wia­rą chrze­ści­jań­ską oraz – co bar­dziej wyma­ga­ją­ce – jako sta­wia­ją­ce pyta­nie podob­ne do tego, któ­re zada­ją dia­lo­gi Pla­to­na na temat pro­ce­su i egze­ku­cji Sokra­te­sa: jak nadać sens życiu w obli­czu szyb­ko zbli­ża­ją­cej się śmier­ci, korzy­sta­jąc z pomo­cy wykształ­ce­nia filo­zo­ficz­ne­go, a bez oczy­wi­ste­go pocie­sze­nia pły­ną­ce­go z wia­ry chrześcijańskiej.

To pyta­nie wciąż nas nur­tu­je. Wie­rzą­cy i nie­wie­rzą­cy szu­ka­ją wska­zań, jak żyć w obli­czu naszej śmier­tel­no­ści. Odpo­wiedź Boecju­sza-auto­ra ma cha­rak­ter zło­żo­ny i wie­lo­stron­ny, przez co O pocie­sze­niu… jest nawet bliż­sze dzi­siej­szym czy­tel­ni­kom, niż jemu współczesnym.

Pro­ste odczy­ta­nie O pocie­sze­niu… trak­tu­je argu­ment Filo­zo­fii jako roz­strzy­ga­ją­cy i przy­ję­ty przez zarów­no Boecju­sza-Więź­nia, jak i auto­ra. W takim uję­ciu dzie­ło to, podob­nie jak dia­lo­gi Pla­to­na o egze­ku­cji Sokra­te­sa, jest śmia­łym prze­sła­niem o mocy ludz­kie­go rozu­mu nawet w obli­czu śmier­ci. Lecz – to samo moż­na powie­dzieć o Fedo­nie Pla­to­na – głów­ne argu­men­ty filo­zo­ficz­ne będą się wyda­wać raczej zbyt sła­be, by uza­sad­nić takie prze­sła­nie, zwłasz­cza w oczach współ­cze­sne­go czy­tel­ni­ka. Jest jed­nak powód, by takie pro­ste odczy­ta­nie O pocie­sze­niu… uznać za nietrafne.

Czy dzieło Boecjusza jest satyrą?

Sta­ro­żyt­ni czy­tel­ni­cy byli bar­dzo czu­li na gatu­nek dzie­ła. Gatu­nek sta­no­wił wska­zów­kę na temat spo­so­bu, w jaki autor chciał, by czy­ta­no jego dzie­ło. Pisząc O pocie­sze­niu… na prze­mian pro­zą i wier­szem, Boecjusz dał do zro­zu­mie­nia, że jest to saty­ra menip­pej­ska. W książ­ce Ancient Menip­pe­an Sati­re [Sta­ro­żyt­na saty­ra menip­pej­ska] (1993) Joel Reli­han wyka­zał, że ten gatu­nek wyśmie­wa auto­ry­te­ty. Zatem, czy­tel­ni­cy O pocie­sze­niu… mogą ocze­ki­wać, że naucza­nie Filo­zo­fii nie będzie trak­to­wa­ne z peł­nym sza­cun­kiem. Kie­ru­jąc się tym wska­za­niem, w książ­ce The Prisoner’s Phi­lo­so­phy [Filo­zo­fia więź­nia] (2007) Reli­han pro­po­nu­je inter­pre­ta­cję, któ­ra róż­ni się zde­cy­do­wa­nie od tej, któ­rą zapro­po­no­wa­li­śmy wyżej. Według nie­go Filo­zo­fii nie uda­je się pocie­szyć Więź­nia, a Boecjusz odsła­nia tym samym sła­bość ludz­kich rozu­mo­wań. Ukry­te prze­sła­nie jest takie, że tyl­ko wia­ra chrze­ści­jań­ska daje takie pocie­sze­nie, jakie­go Boecjusz-Wię­zień błęd­nie szu­kał u Filozofii.

Takie odczy­ta­nie trak­tu­je całą argu­men­ta­cję filo­zo­ficz­ną zawar­tą w O pocie­sze­niu… jako czy­stą reto­ry­kę, któ­rą Boecjusz-autor stwo­rzył tyl­ko po to, by obna­żyć jej ułom­ność; wła­ści­we prze­sła­nie dzie­ła jest zaś wyra­żo­ne jedy­nie pośred­nio. Trud­no się z tym zgo­dzić. Czy Boecjusz, któ­ry poświę­cił swo­je życie filo­zo­fii, napraw­dę potrak­to­wał­by argu­men­ty w taki spo­sób? W szcze­gól­no­ści, dla­cze­go miał­by w zakoń­cze­niu dzie­ła przed­sta­wiać skom­pli­ko­wa­ny argu­ment doty­czą­cy boskiej przed­wie­dzy i przy­god­no­ści – sta­no­wią­cy bez wąt­pie­nia jego naj­więk­sze i naj­ory­gi­nal­niej­sze osią­gnię­cie – jeśli jego celem było wyłącz­nie poka­za­nie nie­do­sko­na­ło­ści filo­zo­fii, a nie jej zdol­no­ści do nie­sie­nia pocie­chy? Cho­ciaż inter­pre­ta­cja Reli­ha­na poru­sza waż­ne spra­wy, to osta­tecz­nie nie przekonuje.

Bar­dziej wia­ry­god­ny jest pogląd, że Boecjusz-autor rze­czy­wi­ście chciał, by racje Filo­zo­fii potrak­to­wa­no serio, i doło­żył wszel­kich sta­rań, by wypo­wia­da­ne przez nią argu­men­ty były popraw­ne. Zara­zem chciał jed­nak wska­zać, że taki wywód nie odkry­wa peł­ni praw­dy, i osią­gnął to, pozo­sta­wia­jąc pew­ne napię­cia w struk­tu­rze argu­men­ta­cyj­nej O pocie­sze­niu… jako cało­ści. Są trzy głów­ne, wza­jem­nie powią­za­ne obsza­ry napięć: ludz­kie szczę­ście, opatrz­ność i cier­pie­nie dobrych, ludz­ka wolność.

Szczęście

Przez znacz­ną część dzie­ła (nie tyl­ko wte­dy, gdy zale­ca począt­ko­we, pro­ste lekar­stwa) Filo­zo­fia roz­wi­ja zło­żo­ny pogląd na ludz­kie szczę­ście. Odma­wia war­to­ści wie­lu darom losu, któ­rych ludzie naj­bar­dziej szu­ka­ją: bogac­twom, urzę­dom, kró­le­stwom, sła­wie i przy­jem­no­ściom zmy­sło­wym. Uzna­je poszu­ki­wa­nie takich dóbr za źle ukie­run­ko­wa­ną pró­bę zdo­by­cia dóbr praw­dzi­wych: samo­wy­star­czal­no­ści, sza­cun­ku, mocy, trwa­łej sła­wy i rado­ści. Posia­da­nie tych praw­dzi­wych dóbr, któ­rych nie da się ode­brać nawet komuś takie­mu, jak Wię­zień, sta­no­wi klucz do szczę­ścia; praw­dzi­wą war­tość mają rów­nież nie­któ­re dary losu, takie jak kocha­ni przez nas ludzie. Jed­nak­że, w poło­wie dzie­ła Filo­zo­fia pro­po­nu­je zupeł­nie inną kon­cep­cję szczę­ścia: zdo­by­wa się je nie przez posia­da­nie zło­żo­ne­go zesta­wu dóbr, ale dzię­ki dobru naj­wyż­sze­mu, któ­re jest czymś jed­nym i utoż­sa­mia się z Bogiem. Każ­de z dóbr jed­nost­ko­wych, jakie ludzie zwy­kle cenią, jest samo w sobie bez­war­to­ścio­we i odwra­ca ich od dąże­nia do praw­dzi­we­go dobra.

Z takim podej­ściem zna­ko­mi­cie współ­gra zaczerp­nię­te z Gor­gia­sza wyja­śnie­nie tego, że dobrzy nie cier­pią, a złym się nie powo­dzi: Bóg nie inter­we­niu­je w bieg wyda­rzeń, ani ich nie ukła­da. To raczej ludzie mogą osią­gnąć szczę­ście przez przy­lgnię­cie do Boga, naj­wyż­sze­go Dobra, jako celu; mogą też karać sie­bie, gdy odwra­ca­ją się od Nie­go, żyjąc nik­czem­nie – a nawet, jak pod­kre­śla Filo­zo­fia, gro­zi im cał­ko­wi­ta utra­ta ist­nie­nia. Tu jed­nak Boecjusz-Wię­zień, dotych­czas akcep­tu­ją­cy wywód Filo­zo­fii, sprze­ci­wia się rażą­co sprzecz­nym z intu­icją kon­se­kwen­cjom tego poglą­du. „Nikt mądry – mówi Wię­zień – nie chciał­by wygna­nia, bie­dy i nie­sła­wy zamiast życia we wła­snym mie­ście w dostat­ku, powa­ża­niu i sile” (Boecjusz, O pocie­sze­niu, jakie daje filo­zo­fia, tłum. G. Kury­le­wicz i M. Ant­czak, Wydaw­nic­two Marek Dere­wiec­ki, Kęty 2018, IV, s. 5).

Zagadka Opatrzności

Choć Filo­zo­fia mogła­by z łatwo­ścią powtó­rzyć w odpo­wie­dzi swo­je tezy i oskar­żyć Więź­nia o ich nie­zro­zu­mie­nie, to jed­nak posta­na­wia porzu­cić swo­je wcze­śniej­sze argu­men­ty i, jak już wspo­mnia­łem, wypra­co­wu­je inny pogląd na boską opatrz­ność: bieg histo­rii został tak uło­żo­ny przez boski rozum, żeby oca­lić dobro, a pozbyć się zła. Kie­dy wyda­je się, że spra­wy ludzi nie­go­dzi­wych ukła­da­ją się pomyśl­nie, jest w tym boski cel: może ma im to pomóc w osta­tecz­nym nawró­ce­niu, może krzyw­da, któ­rą wyrzą­dza­ją innym jest karą, na któ­rą ci inni zasłu­gu­ją, a może jest to pró­ba, któ­rej zosta­ją pod­da­ni dobrzy po to, by sta­li się jesz­cze lepsi.

Filo­zo­fia wyłą­cza ludz­ką wol­ną wolę spod kon­tro­li tak opi­sa­nej opatrz­no­ści. Dla­te­go tak waż­ny jest kolej­ny, ostat­ni zarzut Boecju­sza-Więź­nia: boskiej przed­wie­dzy nie da się pogo­dzić z przy­god­no­ścią przy­szłych zda­rzeń. Dosko­na­łość Boga wyma­ga, by był On wszech­wie­dzą­cy. Zatem zna nie tyl­ko to, co się sta­ło lub się dzie­je, ale tak­że to, co się sta­nie – w tym przy­szłe poru­sze­nia mojej woli. Jed­nak jeśli Bóg wie, cze­go będę chciał jutro, na przy­kład, że będę chciał się napić kawy po prze­bu­dze­niu, to wyda­je się, że nie mam wol­no­ści, by chcieć cze­goś przeciwnego.

Dla­te­go zagro­że­nie, jakie dla przy­god­no­ści sta­no­wi przed­wie­dza boska, jest tak poważ­ne. Ude­rza ona w wol­ność woli, a zatem – przy­naj­mniej według Boecju­sza i wie­lu innych filo­zo­fów – ude­rza tak­że w pod­sta­wy odpo­wie­dzial­no­ści moral­nej. Filo­zo­fia daje roz­bu­do­wa­ną odpo­wiedź na ten pro­blem i odpo­wia­da na zarzu­ty, jakie Boecjusz-Wię­zień zgła­sza do róż­nych roz­wią­zań. Jed­nak nawet jeśli jej odpo­wiedź jest zado­wa­la­ją­ca, to Filo­zo­fia sta­je przed kolej­ną, poważ­niej­szą trudnością.

Wiedza boska

Boecjusz-Wię­zień stwier­dza na mar­gi­ne­sie, że wie­dza Boga w bar­dzo istot­ny spo­sób róż­ni się od wie­dzy ludz­kiej – a Filo­zo­fia to potwier­dza. Kie­dy wie­my, że stan rze­czy jest taki a taki, to tak jest nie­za­leż­nie od naszych prze­ko­nań. Nasze prze­ko­na­nia mogą bowiem sta­no­wić wie­dzę wte­dy, gdy popraw­nie odzwier­cie­dla­ją stan rze­czy. Jed­nak w odnie­sie­niu do Boga stan rze­czy jest taki a taki dla­te­go, że On wie, iż tak jest. Boska wie­dza nie tyle odzwier­cie­dla stan rze­czy, co go powo­du­je. Zatem nawet jeśli da się uchy­lić zarzut doty­czą­cy boskiej przed­wie­dzy, to pozo­sta­je trud­ność nastę­pu­ją­ca: sko­ro Bóg zna naszą wolę, to wła­śnie Bóg, a nie my, spra­wia, że chce­my tak, jak chce­my. Pod koniec dzie­ła O pocie­sze­niu… Filo­zo­fia twier­dzi, że jej roz­wią­za­nie pro­ble­mu przed­wie­dzy usu­wa i tę trud­ność, ale zamiast podać argu­ment stwier­dza jedy­nie: „Bo potę­ga Jego wie­dzy, któ­ra ogar­nia wszyst­kie rze­czy w jed­nym obec­nym pozna­niu, usta­na­wia mia­rę dla wszyst­kie­go i nie jest nic dłuż­na póź­niej­szym zda­rze­niom” (Boecjusz, O pocie­sze­niu…, V, s. 5).

Być może Boecjusz-autor nie był świa­dom tych napięć w struk­tu­rze argu­men­ta­cyj­nej O pocie­sze­niu…; bio­rąc pod uwa­gę to, że pisał swo­je dzie­ło w ocze­ki­wa­niu na egze­ku­cję, mógł nie mieć cza­su, by dokład­nie wszyst­ko roz­wa­żyć czy wpro­wa­dzić popraw­ki. Jed­nak bio­rąc pod uwa­gę zwłasz­cza wybór gatun­ku, któ­ry kwe­stio­nu­je auto­ry­te­ty, bar­dziej praw­do­po­dob­ne jest, że te napię­cia są zamie­rzo­ne i mają wska­zy­wać, iż Filo­zo­fia jest w sta­nie pocie­szyć nawet ska­za­ne­go chrze­ści­ja­ni­na Boecju­sza, ale tyl­ko do pew­ne­go stop­nia. Czy­sto rozu­mo­wa, ludz­ka spe­ku­la­cja może uchwy­cić dużo, ale nie daje w peł­ni spój­ne­go rozu­mie­nia tego, jak har­mo­ni­zu­ją ze sobą poszcze­gól­ne ele­men­ty upo­rząd­ko­wa­ne­go przez Boga wszech­świa­ta. Nar­ra­cja Boecju­sza-auto­ra ma w zamy­śle skło­nić Więź­nia do wyj­ścia poza czy­sto filo­zo­ficz­ne pocie­sze­nie – ale ten krok nie jawi się jako odrzu­ce­nie filo­zo­fii, ale raczej jej dopeł­nie­nie; jest zapo­wie­dzia­ny przez samą Filo­zo­fię, któ­ra wię­cej niż raz wspo­mi­na o wła­snej nie­do­sko­na­ło­ści jako nauczycielki.

Boecjuszowy relatywizm

Za taką inter­pre­ta­cją prze­ma­wia czę­sto pomi­ja­na cecha roz­wa­żań o boskiej przed­wie­dzy. Dys­ku­sja mię­dzy Więź­niem a Filo­zo­fią uka­zu­je sed­no pro­ble­mu: przy­szłe zda­rze­nia przy­god­ne są ze swej natu­ry nie­pew­ne i nie­usta­lo­ne, a moż­na znać tyl­ko to, co pew­ne i usta­lo­ne. Nawet jeśli Bóg zawsze dobrze prze­wi­du­je przy­szłe zda­rze­nia, to powie­dzieć, że je zna – musi być fał­szem. Filo­zo­fia kry­ty­ku­je tę kon­klu­zję for­mu­łu­jąc bar­dzo zaska­ku­ją­cą zasa­dę: „każ­da rzecz jest pozna­wa­na nie poprzez swój wpływ, lecz raczej zgod­nie ze zdol­no­ścią pod­mio­tu pozna­ją­ce­go” (Boecjusz, O pocie­sze­niu…, V, s. 4).. Ta, uży­ta w dys­ku­sji, zasa­da, rela­ty­wi­zu­je wie­dzę do jej posia­da­cza, zgod­nie z jego ­moż­li­wo­ścia­mi poznaw­czy­mi. Nasze cie­le­sne zmy­sły, nasz inte­lekt i inte­lekt boski uchwy­tu­ją dany przed­miot na róż­ne spo­so­by i osią­ga­ją róż­ne praw­dy, co było­by nie do pogo­dze­nia bez rela­ty­wi­za­cji. Byt ludz­ki jest jed­nost­ką, kie­dy pozna­ją go zmy­sły – ale jest powszech­ni­kiem, kie­dy ujmu­je go rozum; wybór, któ­re­go jutro doko­nam za pomo­cą mojej wol­nej woli, jest z per­spek­ty­wy mojej (i innych ludzi) zda­rze­niem przy­god­nym – ale zda­rze­niem koniecz­nym, gdy z punk­tu widze­nia wiecz­no­ści oglą­da go Bóg.

Jed­nak w prze­ci­wień­stwie do więk­szo­ści dzi­siej­szych rela­ty­wi­zmów, ten Boecju­szo­wy jest hie­rar­chicz­ny: rozum uchwy­tu­je rze­czy­wi­stość lepiej niż zmy­sły, a Boski inte­lekt – lepiej niż rozum. Ten hie­rar­chicz­ny rela­ty­wizm wyma­ga od ludzi posta­wy epi­ste­micz­nej poko­ry: powin­ni­śmy zacho­wać nie­pew­ność co do naszych moż­li­wo­ści pozna­nia praw­dy. Jak­kol­wiek bar­dzo może­my cenić ludz­ki rozum, powin­ni­śmy tak­że mieć na uwa­dze, że ze swej natu­ry jest on ogra­ni­czo­ny oraz że osta­tecz­ne wyja­śnie­nie wszech­świa­ta jest moż­li­we tyl­ko dla posia­da­cza wła­dzy poznaw­czej dosko­nal­szej niż nasza.

Śre­dnio­wiecz­ne odczy­ta­nia O pocie­sze­niu… Boecju­sza raczej zmniej­sza­ły siłę jego prze­sła­nia, zbyt łatwo uzgad­nia­jąc argu­men­ty dzie­ła z kul­tu­rą chrze­ści­jań­ską, któ­rą ludzie tam­tych cza­sów dzie­li­li z auto­rem. Dzi­siej­si czy­tel­ni­cy mają do dzie­ła dystans, któ­ry umoż­li­wia odczy­ta­nie go w kon­tek­ście cza­sów Boecju­sza i odkry­cie, ile jego spo­sób myśle­nia ma wspól­ne­go z naszym. Może­my potrak­to­wać O pocie­sze­niu… zarów­no jako śmia­łą obro­nę ludz­kie­go rozu­mu w obli­czu nie­spra­wie­dli­wo­ści i spo­dzie­wa­nej, gwał­tow­nej śmier­ci, jak i odkry­cie nie­do­sko­na­ło­ści rozu­mu. Boecjusz-Wię­zień otrzy­mu­je od Filo­zo­fii pew­ne pocie­sze­nie (choć wię­cej poucze­nia), nato­miast naj­waż­niej­szą lek­cją, któ­rej się uczy, jest epi­ste­micz­na pokora.

Tłu­ma­czył Michał Buraczewski


Why Read Boethius Today?, „Aeon” 9 paź­dzier­ni­ka 2020, link. Prze­kład za zgo­dą Auto­ra i Wydawcy.


John Maren­bon – Pro­fe­sor filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu w Cam­brid­ge oraz Uni­wer­sy­te­tu Pekiń­skie­go, czło­nek Aka­de­mii Bry­tyj­skiej, autor m.in. ksią­żek Boethius (2003), Medie­val Phi­lo­so­phy: An Histo­ri­cal and Phi­lo­so­phi­cal Intro­duc­tion (2007) i Pagans and Phi­lo­so­phers (2015).

Ilu­stra­cja: Wiki­me­dia Com­mons, CC0

Najnowszy numer można nabyć od 4 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy