Etyka Wywiady

Jak piórka na wietrze? – wywiad z Nataszą Szuttą

Wywiad z dr Nataszą Szuttą, autorką książki Czy istnieje coś, co zwiemy moralnym charakterem i cnotą? (Wydawnictwo Academicon, Lublin 2017).

Zapisz się do naszego newslettera

Robert Kryń­ski: Nie­daw­no uka­za­ła się Two­ja książ­ka Czy ist­nie­je coś, co zwie­my moral­nym cha­rak­te­rem i cno­tą? Jak brzmi odpo­wiedź na tytu­ło­we pytanie?

Nata­sza Szut­ta: Tak. Wła­śnie tej tezy bronię. 

Odpo­wiedź jest krót­ka, pro­sta i zdro­wo­roz­sąd­ko­wa. Two­ja książ­ka liczy nato­miast pra­wie 500 stron. Dla­cze­go trze­ba było napi­sać tak dużo tek­stu, by udzie­lić tak pro­stej odpowiedzi?

Pod­ty­tuł mojej książ­ki to „Dys­ku­sja z sytu­acjo­ni­stycz­ną kry­ty­ką ety­ki cnót”.  Odpo­wiedź na tytu­ło­we pyta­nie musi mieć odpo­wied­nią logi­kę, by czy­tel­nik nie miał kło­po­tów z podą­ża­niem za tokiem rozu­mo­wa­nia auto­ra. W pierw­szej czę­ści książ­ki przed­sta­wiam głów­ne zało­że­nia ety­ki cnót, w kolej­nej wykła­dam argu­men­ty i postu­la­ty sytu­acjo­ni­stów, by w ostat­niej, trze­ciej czę­ści odpie­rać zarzu­ty i szu­kać pozy­tyw­nych argu­men­tów na rzecz empi­rycz­ne­go ugrun­to­wa­nia ety­ki cnót i jej fun­da­men­tal­nych tez, jaki­mi są ist­nie­nie moral­ne­go cha­rak­te­ru i cnót.

Czym jest ety­ka cnót i dla­cze­go uwa­żasz ten nurt ety­ki za naj­bar­dziej przekonujący?

Ety­kę cnót odróż­nia od innych podejść to, że zamiast fun­do­wać uni­wer­sal­ne moral­ne zasa­dy, któ­re pozwa­la­ją spraw­com odpo­wia­dać na pyta­nia, jakie czy­ny są moral­nie słusz­ne, pro­po­nu­je skon­cen­tro­wać się na dosko­na­le­niu moral­nej kon­dy­cji spraw­ców. Ina­czej mówiąc, wska­zu­je takie cechy cha­rak­te­ru, któ­re war­to dosko­na­lić, by sta­wać się moral­nie dobrym czło­wie­kiem. Zda­niem ety­ków cnót wyso­ka kon­dy­cja moral­na spraw­ców jest lep­szym gwa­ran­tem moral­nie dobre­go dzia­ła­nia niż jakie­kol­wiek abs­trak­cyj­ne zasa­dy. Oso­by moral­nie wraż­li­we, życz­li­we, pomoc­ne, uczci­we na co dzień w ogó­le nie potrze­bu­ją zasad, wie­dzą, jak dzia­łać, by nie krzyw­dzić innych. Są ponad­to wystar­cza­ją­co do tego zmo­ty­wo­wa­ne, ponie­waż takie dzia­ła­nie wypły­wa z tego, jacy są, z ich cha­rak­te­ru. Do zasad odwo­łu­ją jedy­nie wów­czas, gdy sta­ją przed bar­dzo trud­ny­mi pro­ble­ma­mi moralnymi.

Czy jed­nak dosko­na­le­nie moral­nej kon­dy­cji spraw­ców może się obyć bez zasad moral­nych, na któ­rych kon­cen­tru­ją się kon­ku­ren­cyj­ne teo­rie etycz­ne? Inny­mi sło­wy, czy ety­ka cnót może być samo­dziel­nym podej­ściem etycz­nym, nie­za­kła­da­ją­cym przy­ję­te­go uprzed­nio porząd­ku zasad etycznych?

W moral­nej edu­ka­cji, na samym jej począt­ku, ucze­nie abs­trak­cyj­nych zasad etycz­nych nie jest zbyt sku­tecz­ne, szcze­gól­nie, gdy w ślad za nimi nie idzie dobry przy­kład. Na począt­ku dziec­ko uczy się okre­ślo­nych zacho­wań przez mode­lo­wa­nie, czy­li naśla­do­wa­nie, osób z jego naj­bliż­sze­go oto­cze­nia, z któ­ry­mi ma naj­lep­szy kon­takt. Pro­po­nu­ję obej­rzeć zapis cie­ka­we­go eks­pe­ry­men­tu prze­pro­wa­dzo­ne­go lata temu przez Alber­ta Ban­du­rę, nazy­wa­ne­go Bobo Doll expe­ri­ment, w któ­rym mecha­nizm mode­lo­wa­nia jest łatwo obser­wo­wal­ny. Dzie­ci, któ­re przed przy­stą­pie­niem do zaba­wy z mane­ki­nem, obej­rza­ły film z pomoc­ni­kiem eks­pe­ry­men­ta­to­ra, któ­ry nisz­czył zabaw­kę, robi­ły dokład­nie to samo.

W edu­ka­cji moral­nej bar­dzo waż­ny jest dobry przy­kład, dla­te­go ety­cy cnót postu­lu­ją wyko­rzy­sta­nie wzor­co­wych przy­kła­dów moral­nie dobre­go cha­rak­te­ru. Wska­zu­ją oso­by, któ­re mogą sta­no­wić wzo­ry moral­nie dobre­go dzia­ła­nia. W ich oto­cze­niu – bez­po­śred­nim lub pośred­nim – naj­le­piej dosko­na­li się moral­ny cha­rak­ter. Mówiąc o pośred­nim oto­cze­niu, mam na myśli róż­ne nar­ra­cje – opo­wie­ści histo­rycz­ne lub fik­cyj­ne, któ­rych boha­te­ro­wie budzą podziw i chęć naśla­do­wa­nia. Dzie­ci uwiel­bia­ją takie histo­rie i one moty­wu­ją je do tego, by sta­wać się podob­ny­mi do swo­ich ulu­bio­nych boha­te­rów. To waż­ny moty­wa­cyj­ny aspekt tej meto­dy wychowawczej.

Fot. Justy­na Wasiniewska

Na dal­szym eta­pie moral­ne­go roz­wo­ju moż­na i trze­ba roz­wi­jać zdol­ność moral­ne­go rozu­mo­wa­nia, wów­czas odwo­ły­wa­nie się do reguł i zasad moral­nych jest jak naj­bar­dziej uzasadnione. 

Ety­ka cnót opie­ra się na idei eudaj­mo­nii, tj. szczę­ścia. To w niej zako­twi­czo­ne jest uza­sad­nie­nie moral­no­ści. Eudaj­mo­nia to szcze­gól­ny rodzaj szczę­ścia, rozu­mia­ne­go jako speł­nia­nie się w czło­wie­czeń­stwie. Chcesz się speł­nić i być szczę­śli­wy, sta­raj się naj­peł­niej roz­wi­nąć jako czło­wiek. Koniecz­nym warun­kiem tego roz­wo­ju jest dosko­na­le­nie swe­go moral­ne­go cha­rak­te­ru. W mojej książ­ce wie­le miej­sca poświę­cam na obja­śnia­nie róż­nych aspek­tów szczęścia. 

Czy moż­na powie­dzieć, że ety­ka cnót jest raczej teo­rią wycho­wa­nia moral­ne­go niż teo­rią moralności?

Uwa­żam, że nie. Ety­cy cnót wpraw­dzie przy­wią­zu­ją olbrzy­mią wagę do wycho­wa­nia moral­ne­go, nie moż­na jed­nak spro­wa­dzać jej do teo­rii wycho­wa­nia. W ramach ety­ki cnót z mniej­szym lub więk­szym suk­ce­sem są dziś upra­wia­ne nie­mal wszyst­kie ety­ki sto­so­wa­ne, jak m.in. ety­ka spo­łecz­na, poli­tycz­na, biz­ne­su, ety­ka medycz­na, pie­lę­gniar­ska, śro­do­wi­sko­wa, a tak­że bioetyka.

Ety­ka cnót jest teo­rią moral­no­ści w tym zna­cze­niu, że w jej ramach doko­nu­je się teo­re­tycz­ne­go namy­słu nad feno­me­nem moral­no­ści – uza­sad­nia moral­ność, poda­je kry­te­ria moral­ne­go war­to­ścio­wa­nia, porząd­ku­je i uspój­nia prze­ko­na­nia moral­ne. Choć nie for­mu­łu­je się takich uni­wer­sal­nych zasad moral­nych, jak zasa­da uży­tecz­no­ści czy zasa­da uni­wer­sa­li­za­cji, to idee etycz­nych cnót pozwa­la­ją na sfor­mu­ło­wa­nie wie­lu bar­dziej szcze­gó­ło­wych wska­zó­wek dzia­ła­nia jak: kie­ro­wa­nie się życz­li­wo­ścią, uczci­wo­ścią, spra­wie­dli­wo­ścią, goto­wo­ścią do pomo­cy, roz­trop­no­ścią, pra­co­wi­to­ścią itp. Są one znacz­nie bar­dziej infor­ma­tyw­ne niż te wspo­mnia­ne abs­trak­cyj­ne zasa­dy. Ety­ka cnót nie jest teo­rią etycz­ną w tym zna­cze­niu, że jej zwo­len­ni­cy nie pró­bu­ją nawet budo­wać teo­rii etycz­nej na wzór nowo­żyt­nych teo­rii nauko­wych, speł­nia­ją­cych m.in. waru­nek uni­wer­sal­no­ści, abs­trak­cyj­no­ści, for­mal­no­ści, eko­no­micz­no­ści, dostar­cza­nia pro­ce­dur decy­zyj­nych. Uwa­ża­ją oni, że moral­ność jest nie­zwy­kle zło­żo­na i skom­pli­ko­wa­na, dla­te­go zamy­ka­nie jej w ramach tak rozu­mia­nej teo­rii jest ska­za­ne na porażkę.


Zapra­sza­my na spo­tka­nie autor­skie z dr Nata­szą Szut­tą na temat jej książ­ki Czy ist­nie­je coś, co zwie­my moral­nym cha­rak­te­rem i cno­tą?, któ­re odbę­dzie się 6 grud­nia 2017 o godz. 18.00 w Euro­pej­skim Cen­trum Soli­dar­no­ści przy pl. Soli­dar­no­ści 1 w Gdań­sku. Współ­or­ga­ni­za­to­rem spo­tka­nia jest gdań­ski Klub „Filo­zo­fuj!”.


Pod­su­mo­wu­jąc krót­ko: jak byś okre­śli­ła zatem sto­su­nek ety­ki cnót do innych podejść etycz­nych, tj. np. uty­li­ta­ry­zmu czy deon­to­lo­gii? Opo­zy­cja? Komplementarność?

Filo­zof z regu­ły nie odpo­wia­da krót­ko. [Uśmiech.] Ambi­wa­lent­ny. Z jed­nej stro­ny ety­cy cnót mają ambi­cję zaofe­ro­wa­nia samo­dziel­ne­go, nie­za­leż­ne­go podej­ścia w ety­ce. Na wie­le spo­so­bów kry­ty­ku­ją uty­li­ta­ry­stów i deon­to­lo­gów, wyka­zu­jąc im róż­ne sła­bo­ści, szcze­gól­nie zaś brak dosta­tecz­ne­go zain­te­re­so­wa­nia moral­nym spraw­cą. Z dru­giej stro­ny trze­ba przy­znać, że ci ostat­ni zapro­po­no­wa­li wie­le pozy­tyw­nych odpo­wie­dzi na kry­ty­kę ety­ków cnót w posta­ci sto­sow­nych are­to­lo­gii (teo­rii cnót), nie­ja­ko wcie­lo­nych szcze­gól­nie do uty­li­ta­ry­zmu. Wymie­nię choć­by pro­po­zy­cje Pete­ra Rail­to­na, Roge­ra Cri­spa i Julii Dri­ver. War­to też pamię­tać, że naj­więk­szy kla­syk deon­to­lo­gii, Imma­nu­el Kant, jest auto­rem dok­try­ny cnót, któ­ra sta­no­wi waż­ną część jego Meta­fi­zy­ki moral­no­ści. Ety­cy cnót nie mogą tego nie doceniać. 

Jeśli o mnie cho­dzi, uwa­żam, że podej­ście ety­ki cnót jest nie do prze­ce­nie­nia w ety­ce życia indy­wi­du­al­ne­go, bli­skich rela­cji oraz wszę­dzie tam, gdzie kom­pe­ten­cje eks­perc­kie są rów­nie waż­ne jak życz­li­wość i tro­ska (np. ety­ka wycho­waw­cza czy medycz­na), w któ­rych dzia­ła­nie według zasad to o wie­le za mało. Ale doce­niam tak­że rolę zasad tam, gdzie waż­ne jest przy­ję­cie per­spek­ty­wy nie­za­an­ga­żo­wa­nej (jak np. w bio­ety­ce czy ety­ce spo­łecz­nej i poli­tycz­nej). Choć pew­nie nale­ża­ło­by prze­dys­ku­to­wać bar­dziej par­ty­ku­lar­ne pro­ble­my sta­wia­ne na grun­cie tych dyscyplin.

Moż­na zatem powie­dzieć, że spo­ry mię­dzy ety­ka­mi cnót a zwo­len­ni­ka­mi innych tra­dy­cyj­nych podejść w ety­ce są spo­ra­mi w rodzi­nie. W swo­jej książ­ce piszesz o kry­ty­ce wobec ety­ki cnót ze stro­ny sytu­acjo­ni­stów. Na czym pole­ga ta bar­dziej rady­kal­na opo­zy­cja wzglę­dem ety­ki cnót?

Sytu­acjo­ni­ści to też ety­cy, tyle że pozo­sta­ją­cy pod wpły­wem wyni­ków badań empi­rycz­nych dostar­czo­nych przez psy­cho­lo­gów spo­łecz­nych. To są zde­kla­ro­wa­ni zwo­len­ni­cy ety­ki zasad (John Doris, Gil­bert Har­man, Maria Mer­ritt), któ­rzy roz­po­czy­na­jąc kry­ty­kę ety­ki cnót nie mogli prze­wi­dzieć, że ryko­sze­tem tak­że dosta­nie się deon­to­lo­gii i uty­li­ta­ry­zmo­wi. Te teo­rie, moim zda­niem, nawet bar­dziej niż ety­ka cnót ucier­pia­ły na zakwe­stio­no­wa­niu moż­li­wo­ści doko­ny­wa­nia przez spraw­ców rozu­mo­wań moral­nych, pro­wa­dzą­cych do podej­mo­wa­nia decy­zji oraz dzia­ła­nia na ich pod­sta­wie. Sytu­acjo­ni­ści powo­łu­ją się na licz­ne dane empi­rycz­ne, któ­re pro­wa­dzą do wnio­sku, że za to, w jaki spo­sób postę­pu­je­my, wca­le nie odpo­wia­da­ją zre­flek­to­wa­ne pro­ce­sy tyl­ko róż­ne auto­ma­tycz­ne mecha­ni­zmy zachowania. 

Jeśli pod­wa­ża się zdol­ność podej­mo­wa­nia decy­zji i dzia­ła­nia na pod­sta­wie moral­nych rozu­mo­wań, a wła­śnie ją w dru­gim eta­pie spo­ru z ety­ka­mi cnót sytu­acjo­ni­ści poda­ją w wąt­pli­wość, to co mogą zaofe­ro­wać deon­to­lo­dzy i uty­li­ta­ry­ści? Nic! Ety­kom cnót pozo­sta­ną jesz­cze habi­tu­sy – zauto­ma­ty­zo­wa­ne mecha­ni­zmy zacho­wa­nia, do któ­rych abso­lut­nie nie chcą oni spro­wa­dzić cnót etycz­nych, ale cno­ty ten zauto­ma­ty­zo­wa­ny wymiar z pew­no­ścią posia­da­ją. Para­dok­sal­nie sytu­acjo­ni­stycz­na kry­ty­ka ety­ki cnót ujaw­ni­ła w tym aspek­cie jej prze­wa­gę. Wska­zu­ją na to tak­że stu­dia z psy­cho­lo­gii ewo­lu­cyj­nej czy neu­ro­ety­ki. Ale być może wybie­głam za bar­dzo do przo­du, bo nie powie­dzia­łam, od cze­go zaczął się spór z sytuacjonizmem.

Od cze­go się zaczął ten spór?

Spór roz­po­czął się od trzę­sie­nia zie­mi, któ­re mia­ło pod­ko­pać fun­da­ment ety­ki cnót, czy­li prze­ko­na­nie, że ist­nie­je coś, co nazy­wa­my moral­nym cha­rak­te­rem, któ­ry moż­na dosko­na­lić. To on wła­śnie powo­du­je, że zacho­wu­je­my się w okre­ślo­ny spo­sób, że ist­nie­je jakaś moral­na toż­sa­mość dzia­ła­ją­cych pod­mio­tów, że spraw­cy są „jacyś” – okre­śle­ni pod wzglę­dem cech charakteru.

Sytu­acjo­ni­ści zakwe­stio­no­wa­li to wszyst­ko, powo­łu­jąc się na wyni­ki róż­nych eks­pe­ry­men­tów prze­pro­wa­dzo­nych lata temu przez psy­cho­lo­gów spo­łecz­nych. Nie­mal każ­dy sły­szał o eks­pe­ry­men­cie Stan­leya Mil­gra­ma, w któ­rym bada­ni razi­li prą­dem (sami mówi­li, że byli prze­ko­na­ni o real­no­ści kary) nie­win­ną oso­bę tyl­ko dla­te­go, że nie potra­fi­ła wyko­nać zada­nia eks­pe­ry­men­tal­ne­go, albo o eks­pe­ry­men­cie wię­zien­nym Phi­li­pa Zim­bar­dy, w któ­rym mło­dzi ludzi po kil­ku dniach zamie­nia­li się w opraw­ców, ponie­waż zna­leź­li się w dość eks­tre­mal­nych warun­kach i mie­li nie­ogra­ni­czo­ną wła­dzę pano­wa­nia nad inny­mi. To oczy­wi­ście nie są jedy­ne eks­pe­ry­men­ty, na któ­re powo­łu­ją się sytu­acjo­ni­ści. W mojej książ­ce bar­dzo skru­pu­lat­nie je oma­wiam, poda­jąc ich sytu­acjo­ni­stycz­ną i per­so­no­lo­gicz­ną inter­pre­ta­cję. Podob­nie jak róż­ne dane histo­rycz­ne (Holo­kaust, ludo­bój­stwo w Rwan­dzie czy skan­dal w wię­zie­niu Abu Ghra­ib), któ­re moż­na sytu­acjo­ni­stycz­nie zin­ter­pre­to­wać. Krót­ko mówiąc, sytu­acjo­ni­ści zwra­ca­ją uwa­gę na rolę zmien­nych sytu­acyj­nych w deter­mi­no­wa­niu ludz­kie­go dzia­ła­nia, a ich moc­na teza gło­si, że cha­rak­ter, oso­bo­wość, cno­ta czy wada po pro­stu nie ist­nie­ją. A jeśli nawet coś takie­go ist­nie­je, to nie ma istot­ne­go wpły­wu na nasz spo­sób zacho­wa­nia. W każ­dym razie nie ma na to – według nich – żad­ne­go empi­rycz­ne­go potwier­dze­nia. Zatem ety­ka cnót ze swo­im postu­la­tem dosko­na­le­nia moral­ne­go cha­rak­te­ru nie ma naj­mniej­sze­go sensu.

Fot. Justy­na Wasiniewska

Jed­nak w swo­jej książ­ce – jak wspo­mnie­li­śmy na począt­ku wywia­du – prze­ko­nu­jesz, że sytu­acjo­ni­ści nie mają racji, tj. że oso­bom moż­na przy­pi­sać cha­rak­ter moral­ny czy cno­tę. Na czym pole­ga Twój argument?

W mojej książ­ce przyj­mu­ję dwie stra­te­gie odpie­ra­nia zarzu­tów sytu­acjo­ni­stów. Pierw­sza,  nega­tyw­na pole­ga na wyka­za­niu, że wnio­sek sytu­acjo­ni­stów jest meto­do­lo­gicz­nie nie­uza­sad­nio­ny. Dane empi­rycz­ne nie pozwa­la­ją na zakwe­stio­no­wa­nie ist­nie­nia i roli cha­rak­te­ru moral­ne­go w naszym dzia­ła­niu. Albo ina­czej – nie pozwa­la­ją na zakwe­stio­no­wa­nie w naszym dzia­ła­niu roli czyn­ni­ków per­so­no­lo­gicz­nych, czy­li takich, któ­re cha­rak­te­ry­zu­ją nas jako indy­wi­du­al­ną jed­nost­kę. To spro­wa­dza­ło­by kon­dy­cję ludz­ką do pozy­cji „piór­ka na wie­trze”, popy­cha­ne­go do dzia­ła­nia podmu­cha­mi wia­tru histo­rii. Dane empi­rycz­ne takiej tezy nie potwier­dza­ją, ponie­waż zacho­wa­nia bada­nych, posta­wio­nych w tej samej sytu­acji badaw­czej, róż­ni­ły się mię­dzy sobą. Zawsze pozo­sta­wa­ła gru­pa osób, któ­ra nie zacho­wy­wa­ła się jak więk­szość (ok. 35% „spra­wie­dli­wych”). Zwra­cam też uwa­gę, że moral­ne­go cha­rak­te­ru nie da się spro­wa­dzić jedy­nie do ele­men­tów beha­wio­ral­nych, czy­li ludz­kich zacho­wań, obser­wo­wal­nych i mie­rzo­nych z per­spek­ty­wy 3‑osobowej, jaką przyj­mu­je się w bada­niach eksperymentalnych. 

Jeśli mówi­my, że sytu­acja, przed któ­rą sta­wia nas los, ma olbrzy­mi wpływ na nasze zacho­wa­nie, to nie tyle cho­dzi o nią samą, co raczej o jej kon­strukt, czy­li to, w jaki spo­sób my tę sytu­ację postrze­ga­my, jak ją inter­pre­tu­je­my. Dla­te­go nie tyle reagu­je­my w swo­im zacho­wa­niu na sytu­ację, co wła­śnie na nasz jej kon­strukt, a kon­stru­uje­my ją przez pry­zmat tego, kim jeste­śmy, co nas jako poszcze­gól­ne oso­by kon­sty­tu­uje – nasze prze­ko­na­nia i pra­gnie­nia, cele, war­to­ści, poprzed­nie doświad­cze­nia i wie­le innych ele­men­tów, skła­da­ją­cych się na naszą indy­wi­du­al­ną toż­sa­mość. To już jest ele­ment mojej dru­giej, pozy­tyw­nej stra­te­gii obro­ny ety­ki cnót, w któ­rej powo­łu­ję się na róż­ne, dobrze empi­rycz­nie udo­ku­men­to­wa­ne teo­rie współ­cze­snej psy­cho­lo­gii, poka­zu­jąc, że moż­na obro­nić ist­nie­nie moral­ne­go cha­rak­te­ru jako okre­ślo­ne­go kogni­tyw­no-afek­tyw­ne­go sys­te­mu oso­bo­wo­ści. Spo­ro uwa­gi poświę­cam tak­że zdol­no­ści czło­wie­ka do samo­kon­tro­li – do kon­tro­lo­wa­nia swo­ich myśli, uczuć oraz zacho­wań. Poka­zu­ję też dużą ana­lo­gię mię­dzy cno­ta­mi etycz­ny­mi i eks­perc­ki­mi umie­jęt­no­ścia­mi, któ­rych ist­nie­nia – w prze­ci­wień­stwie do cnót – nikt nie kwestionuje.

Jak widać, może­my być w mia­rę spo­koj­ni o ist­nie­nie cha­rak­te­ru moral­ne­go i tym samym czuć się zachę­ce­ni do jego kształ­to­wa­nia w duchu ety­ki cnót. Na koniec powiedz, któ­rą z cnót uwa­żasz za naj­waż­niej­szą i dlaczego.

Nie mogę podać jed­nej, muszą być przy­naj­mniej dwie. W mojej książ­ce bro­nię nawet Ary­sto­te­le­sow­skiej dok­try­ny jed­no­ści cnót. Ale nie chcę już roz­wi­jać tego wąt­ku, bo to sze­ro­ki temat – oma­wiam go w mojej książce. 

Naj­waż­niej­szą cno­tą moim zda­niem jest mądrość prak­tycz­na, Ary­sto­te­le­sow­ska phro­ne­sis, czę­sto tłu­ma­czo­na jako roz­trop­ność. Nie nale­ży jej mylić ze zwy­kłą inte­li­gen­cją, bo ta może być wyko­rzy­sta­na w róż­nym celu, zarów­no dobrym, jak i złym. Nato­miast mądrość prak­tycz­na ze swo­jej isto­ty powią­za­na jest z moral­nie dobry­mi cela­mi. Inne cno­ty, pozba­wio­ne opar­cia w prak­tycz­nej mądro­ści, mogą łatwo zamie­nić się w swo­je prze­ci­wień­stwo albo kary­ka­tu­rę. Phro­ne­sis bar­dzo przy­da­je się w ety­ce zasad, bo zasa­dy etycz­ne nale­ży sto­so­wać roz­trop­nie, czy­li bio­rąc pod uwa­gę jak naj­wię­cej oko­licz­no­ści, w któ­rych się je apli­ku­je. Bez­myśl­ne sto­so­wa­nie zasad może pro­wa­dzić do nie­wy­obra­żal­nych błę­dów. Dziś nie­ste­ty w wie­lu obsza­rach nasze­go życia podej­mo­wa­nie roz­trop­nych decy­zji zastą­pio­no prze­strze­ga­niem pro­ce­dur. Strasz­nie mnie to jako ety­ka cnót iry­tu­je, gdy sys­tem infor­ma­tycz­ny przej­mu­je kon­tro­lę nad człowiekiem. 

Dru­gą bar­dzo waż­ną cno­tą jest moim zda­niem życz­li­wość. Życz­li­wość wspar­ta prak­tycz­ną mądro­ścią to naj­lep­szy dro­go­wskaz w poszu­ki­wa­niu moral­nie dobre­go działania.

Dzię­ku­ję za rozmowę.

Dzię­ku­ję.


Nata­sza Szut­ta – dok­tor, pra­cow­nik Insty­tu­tu Filo­zo­fii, Socjo­lo­gii i Dzien­ni­kar­stwa Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go. Absol­went­ka Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go Jana Paw­ła II i Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go. Spe­cja­li­zu­je się w ety­ce, meta­ety­ce i psy­cho­lo­gii moral­no­ści. Autor­ka wie­lu publi­ka­cji nauko­wych, m.in. mono­gra­fii Współ­cze­sna ety­ka cnót.Projekt nowej ety­ki? (Gdańsk 2007), redak­tor­ka ksią­żek Współ­cze­sna ety­ka cnót: moż­li­wo­ści i ogra­ni­cze­nia (War­sza­wa 2010) oraz (z A. Szut­tą) W poszu­ki­wa­niu moral­ne­go cha­rak­te­ru (Lublin 2015). Zwią­za­na z cza­so­pi­smem popu­lar­no­nau­ko­wym „Filo­zo­fuj!”, w któ­rym pro­wa­dzi sta­ły dział „Ety­ka w literaturze”.


Zamów książkę w Księgarni Academicon!

logo ksiegarnia academicon

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

4 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Mam taką uwa­gę, że samo­kon­tro­la czło­wie­ka jest w zasa­dzie ułu­dą. To, jak się zacho­wu­je­my wyni­ka z tego, cze­go doświad­czy­li­śmy wcze­śniej. Nasze cia­ło zawie­ra to, cze­go dostar­czy­li nam wszy­scy nasi przod­ko­wie od istot jed­no­ko­mór­ko­wych począw­szy, a nasz umysł jest obra­zem każ­dej ener­gii, któ­ra na to cia­ło wpły­nę­ła. Nie może się dziać nic, co nie wyni­ka z powyż­szych zależ­no­ści. To są chy­ba oczy­wi­sto­ści? Zatem nie ma żad­nej samokontroli…

    • A nasz umysł jest obra­zem każ­dej ener­gii, któ­ra na to cia­ło wpły­nę­ło”, możesz roz­wi­nąć? Bo klu­czo­wym ele­men­tem w kwe­stii samo­kon­tro­li są nasze wybo­ry dzia­ła­ją­ce w stre­fie umy­słu, a posta­wie­nie spra­wy w tak okro­jo­nej i nie­do­pre­cy­zo­wa­nej wer­sji, zasła­nia­jąc się oczy­wi­sto­ścia­mi, nie jest zbyt­nio przekonujące.

    • W mito­lo­gii są Moj­ry, bogi­nie losu, któ­rych usta­no­wio­ne pra­wo musie­li prze­strze­gać olim­pij­scy bogo­wie, by nie nara­zić porząd­ku świa­ta na nie­bez­pie­czeń­stwo. Los to coś na co nie mamy wpły­wu. Rodzi­my się z usta­lo­ny­mi cecha­mi, cha­rak­te­rem duszy, i życie wbrew sobie jest przez Boga uzna­wa­ne za fał­szy­we ale co tu robić kie­dy mamy cha­rak­ter nega­tyw­ny i nie potra­fi­my spro­stać wyma­ga­niom danym nam przez Naj­wyż­sze­go? “Czy chcesz bym uda­wał z dnia na dzień, był innym kimś?” Natu­ry się za nic nie oszu­ka, może­my sta­rać się a i tak kim zosta­li­śmy stwo­rze­ni tym musi­my być. I tu zale­ży od far­ta. Czy jesteś z natu­ry auto­bo­tem czy deceptikonem?

      • Byłem po paru piw­kach i ostat­nie zda­nie mia­ło być podob­ne, acz inne. A mianowicie:“I tu zale­ży od far­ta, czy jesteś z natu­ry auto­bo­tem czy decep­ti­ko­nem…” I to było nawią­za­nie do cie­ka­wych fil­mów z serii Trans­for­mers, w któ­rych to poka­za­na jest wal­ka dobra ze złem oraz róż­ne posta­wy wobec innych i świa­ta. Zresz­tą takich fil­mów jest dużo wię­cej, na przy­kład Wład­ca Pier­ście­ni czy też Matrix. Pole­cam je wszyst­kie i Pozdrawiam.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy