Artykuł Historia filozofii starożytnej

Platon: Alegoria jaskini

Filozofię starożytną datuje się mniej więcej od roku 550 przed Chr. do roku 550 po Chr. Założycielem pierwszej szkoły filozoficznej, nazwanej Akademią, był uczeń Sokratesa Platon. Poniższy fragment jego dialogu Państwo jest prawdopodobnie najsłynniejszą znaną alegorią filozoficzną, opisującą dwa światy, w których toczy się życie ludzkie. Przedstawia ona zdobywanie wiedzy jako stopniowe przechodzenie ze świata pozorów do świata doskonałego dobra. Rozmówcami są Sokrates i Glaukon.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w Sokra­tes i syre­ny. 55 podró­ży filo­zo­ficz­nych po świe­cie pod­księ­ży­co­wym i nad­księ­ży­co­wym s. 9–11. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


SOKRATES: Wyobraź sobie ludzi żyją­cych w sie­dzi­bie pod­ziem­nej, jak­by w jaski­ni, któ­re z jed­nej stro­ny jest otwar­ta roz­le­gle, całą sze­ro­ko­ścią, ku świa­tłu. Wewnątrz niej od dzie­ciń­stwa, mając nogi i szy­je w łań­cu­chach, muszą oni trwać w tym samym zawsze miej­scu, a ponie­waż pęta nie pozwa­la­ją im nawet odwró­cić gło­wy, widzą jedy­nie to, co jest przed nimi. Świa­tło na nich pada tyl­ko od ognia, któ­ry pło­nie z tyłu, za ich ple­ca­mi, dale­ko, wyso­ko. Mię­dzy ogniem a więź­nia­mi tymi zobacz wyso­ką dro­gę, wzdłuż któ­rej zbu­do­wa­no murek podob­ny do takiej prze­gro­dy, jaką kugla­rze, by nad nią poka­zy­wać kukieł­ki, sta­wia­ją mię­dzy sobą a publicz­no­ścią.

GLAUKON: Widzę to.

SOKRATES: Wyobraź też sobie, że dro­gą po tam­tej stro­nie prze­gro­dy prze­cho­dzą jacyś ludzie, nio­sąc roz­ma­ite przed­mio­ty, któ­re wyra­sta­ją ponad murek, a są to posta­cie ludz­kie i zwie­rzę­ce, uro­bio­ne w kamie­niu, w drew­nie i we wszel­kiej innej mate­rii. Z tych zaś, któ­rzy je nio­są, oczy­wi­ście jed­ni coś mówią, a dru­dzy mil­czą.

GLAUKON: Coś prze­dziw­ne­go opi­su­jesz, prze­dziw­ni to więź­nio­wie.

SOKRATES: Są do nas podob­ni. Czy myślisz, że w swo­im poło­że­niu mogą oni cokol­wiek z sie­bie samych albo z sie­bie nawza­jem dostrzec oprócz cie­ni rzu­ca­nych przez ogień na tę ścia­nę jaski­ni, któ­ra jest przed nami?

GLAUKON: Jak­że­by mogli, sko­ro ska­za­no ich na to, że przez całe życie mają gło­wę nie­ru­cho­mą?

SOKRATES: A co się tyczy dostrze­ga­nia nie­sio­nych przed­mio­tów, czy nie to samo trze­ba rzec?

GLAUKON: Jak­że­by ina­czej?

SOKRATES: Gdy­by więc dane im było z sobą roz­ma­wiać, czy nie sądzisz, iż mówiąc o cie­niach, jakie widzą, mnie­ma­li­by, że mówią o przed­mio­tach?

GLAUKON: Oczy­wi­ście.

SOKRATES: A gdy­by tak echo, ile­kroć się ode­zwie kto­kol­wiek z prze­cho­dzą­cych dro­gą, odbi­ło się w głąb pie­cza­ry? Nie wyda­je ci się, że musie­li­by to uznać za głos prze­cho­dzą­ce­go cie­nia?

GLAUKON: O, tak, na Zeu­sa!

SOKRATES: Nie moż­na więc wąt­pić, że w oczach tych ludzi rze­czy­wi­sto­ścią były­by cie­nie wytwo­rzo­nych przed­mio­tów.

GLAUKON: Nie moż­na.

SOKRATES: Zasta­nów się teraz, czym było­by dla nich wyzwo­le­nie z wię­zów i ule­cze­nie z nie­wie­dzy. Gdy­by to się mogło w natu­ral­ny spo­sób dokonać…Gdyby tak roz­pę­ta­no jed­ne­go z więź­niów i nagle zmu­szo­no go, by powstał i odwró­cił gło­wę, i szedł, i spoj­rzał w górę ku światłu…Jemu wszyst­ko to zada­wa­ło­by ból, a olśnie­nie cał­ko­wi­cie prze­szko­dzi­ło­by patrzeć na przed­mio­ty, któ­rych cie­nie przed­tem oglą­dał. Gdy­by mu powie­dzia­no, że wte­dy widział to, co jest wyzu­te z rze­czy­wi­sto­ści, teraz zaś, będąc bli­żej rze­czy ist­nie­ją­cych i zwra­ca­jąc się ku temu, co bar­dziej ist­nie­je, lepiej widzi? I gdy­by, poka­zu­jąc mu każ­dy z prze­su­wa­ją­cych się przed nim przed­mio­tów, żąda­no, by mówił, co to jest? Czy nie myślisz, że czuł­by się zagu­bio­ny i mnie­mał­by, że przed­mio­ty, jakie przed­tem widział, są bar­dziej rze­czy­wi­ste od tych, któ­re mu się teraz poka­zu­je?

GLAUKON: Z pew­no­ścią.

SOKRATES: A gdy­by mu kaza­no spoj­rzeć w samo świa­tło, czy nie sądzisz, że zabo­la­ły­by go oczy, że odwró­cił­by się i wolał zno­wu wpa­try­wać się w to, na co patrzeć jest w sta­nie, i uznał­by, że jest to o wie­le wyraź­niej­sze od wszyst­kie­go, co przed nim odsła­nia­ją teraz?

GLAUKON: Tak myślę.

SOKRATES: Gdy­by go wycią­gnię­to siłą i powle­czo­no na wyso­kie urwi­ska, i nie chcia­no wypu­ścić z rąk, ażby się wynu­rzył na świa­tło słoń­ca, czyż nie cier­piał­by i nie obu­rzał się na to wle­cze­nie, a gdy­by już doszedł do tego świa­tła, nie był­że­by nim tak ośle­pio­ny, że nie mógł­by dostrzec żad­ne­go z przed­mio­tów, jakie tu nazy­wa­my rze­czy­wi­sty­mi?

GLAUKON: Nie mógł­by, przy­naj­mniej na razie.

SOKRATES: Myślę, że musiał­by się dopie­ro przy­zwy­cza­ić do patrze­nia na gór­ny świat. Z począt­ku naj­le­piej dostrze­gał­by cie­nie, następ­nie obra­zy ludzi i innych przed­mio­tów, odbi­te w wodzie, wresz­cie same przed­mio­ty. Po takich doświad­cze­niach, pod­no­sząc wzrok ku świa­tłu gwiazd i księ­ży­ca, łatwiej by nocą oglą­dał to, co jest na nie­bie, i samo nie­bo, niż za dnia słoń­ce i jego blask.

GLAUKON: Bez wąt­pie­nia.

SOKRATES: W koń­cu, jak myślę, na samo słoń­ce, już nie na jego odbi­cie w wodzie i nie na pozór słoń­ca tam, gdzie go nie ma, lecz na takie, jakie jest ono samo w sobie, we wła­snym swo­im miej­scu, umiał­by patrzeć.

GLAUKON: Z pew­no­ścią.

SOKRATES: Potem przez rozu­mo­wa­nie doszedł­by do prze­świad­cze­nia, że ono, któ­re two­rzy i pory roku, i same lata, i wszyst­kim w świe­cie widzial­nym rzą­dzi, jest w pewien spo­sób tak­że przy­czy­ną wszyst­kie­go, co oni tam w dole widzie­li.

GLAUKON: Jasne, że musiał­by dojść do takie­go wnio­sku.

SOKRATES: Cóż więc? Czy nie zda­je ci się, że przy­po­mi­na­jąc sobie miej­sce, gdzie przed­tem prze­by­wał, jak też tam­tej­szą mądrość i posta­cie ówcze­snych współ­więź­niów, gra­tu­lo­wał­by sobie zmia­ny, a nad tam­ty­mi się lito­wał?

GLAUKON: I to jesz­cze jak!

SOKRATES: Co się tyczy zaszczy­tów i pochwał, jakich mogli oni sobie wte­dy wza­jem­nie udzie­lać, i nagród przy­zna­wa­nych za naj­lep­sze oko do śle­dze­nia cie­ni prze­su­wa­ją­cych się po ścia­nie jaski­ni, za naj­więk­szą zdol­ność zapa­mię­ty­wa­nia, któ­re zazwy­czaj idą wcze­śniej, któ­re póź­niej, któ­re razem, i szcze­gól­ną bystrość, gdy na pod­sta­wie takich spo­strze­żeń prze­wi­du­je się, co ma nastą­pić, czy myślisz, że to wszyst­ko budzi­ło­by w owym czło­wie­ku jaką­kol­wiek tęsk­no­tę i że komu­kol­wiek z tam­tych w dole zazdro­ścił­by zaszczy­tów i wła­dzy? Czy raczej doświad­czał­by takie­go uczu­cia, jakie wyra­ża Homer, i o wie­le wolał­by na zie­mi być najem­ni­kiem u męża nie­bo­ga­te­go [Ody­se­ja, 11, 489 – 490] niż tak mnie­mać, jak się tam na dole mnie­ma, i tak żyć, jak tam się żyje?

GLAUKON: Ja też myślę, że on w ogó­le cokol­wiek by przy­jął, byle tyl­ko nie mnie­mać i nie żyć tak, jak tam.

SOKRATES: Jesz­cze jed­no roz­waż. Gdy­by ten czło­wiek zszedł z powro­tem na dół i usiadł na daw­nym miej­scu, czy zmrok nie zaćmił­by jego oczu, któ­ry­mi dopie­ro co patrzał na słoń­ce?

GLAUKON: Na pew­no tak.

SOKRATES: I gdy­by mając oczy jesz­cze zaćmio­ne, dopó­ki nie przy­wyk­ną one do zmro­ku, co wyma­ga­ło­by spo­re­go cza­su, miał osą­dzać owe cie­nie i spie­rać się o nie z ludź­mi, któ­rzy nigdy nie prze­sta­li być więź­nia­mi, czy nie wzbu­dził­by śmie­chu i nie mówio­no by, że z tej wypra­wy na górę wró­cił ze wzro­kiem zepsu­tym, a więc nie war­to nawet pró­bo­wać tam kie­dy­kol­wiek pójść. Gdy­by zaś ktoś usi­ło­wał tych ludzi roz­wią­zać i tam wypro­wa­dzić, to gdy­by tyl­ko mogli go dostać w swo­je ręce i zabić, toby zabi­li.

GLAUKON: Z całą pew­no­ścią.

Prze­ło­żył Zyg­munt Kubiak


Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Och jak bar­dzo musiał być znie­na­wi­dzo­ny, dener­wu­ją­cy i iry­tu­ją­cy ten Sokrat, iż jego ska­za­li na śmierć… szcze­gól­nie podob­no na uli­cy, gdzie udo­wad­niał ludziom przy­pad­ko­wym i nie­zna­jo­mym, że są idio­ta­mi i dur­nia­mi, co oczy­wi­ste jak to więk­szość i w demos/k/racji! No może tro­chę jesz­cze za bar­dzo prze­sa­dził z tymi chłop­ca­mi… Tak to był wiel­ki filo­zof! Dziś już takich nie ma, nawet na uczel­niach… A szko­da, gdyż by się przy­da­li w tej naszej obec­nej nowej i kolej­nej deka­den­cji, degren­go­la­dzie oraz aber­ra­cji spo­łecz­no-ide­owej!
    Disce puer!

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy