Opinie

Paweł Pijas: Patriotyzm epistemologiczny?

Określenie „patriotyzm epistemologiczny” na pierwszy rzut oka nie wydaje się szczególnie spójne. „Patriotyzm” to określenie postawy moralno-politycznej, opartej na miłości do ojczyzny, z kolei „epistemologia” to nazwa dyscypliny filozoficznej zajmującej się refleksją nad wiedzą i poznaniem. Według potocznego przekonania te ostatnie nie są zależne od polityki, w nauce bowiem kierujemy się wyłącznie kryterium prawdy. Rzeczywistość jest jednak nieco bardziej skomplikowana.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

W książ­ce Kul­tu­ro­we funk­cje filo­zo­fo­wa­nia (s. 28–34) Krzysz­tof Abri­szew­ski, pro­fe­sor filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Miko­ła­ja Koper­ni­ka w Toru­niu, szki­cu­je ideę patrio­ty­zmu epi­ste­mo­lo­gicz­ne­go. Jest ona nie tyl­ko inte­lek­tu­al­nie inte­re­su­ją­ca, lecz może tak­że rzu­cić nie­co świa­tła na róż­no­ra­kie pro­ble­my, z jaki­mi bory­ka się pol­ska nauka i pol­skie śro­do­wi­sko aka­de­mic­kie. Wnio­ski, jakie może­my wysnuć z lek­tu­ry książ­ki Abri­szew­skie­go, wyda­ją się doty­czyć przede wszyst­kim nauk huma­ni­stycz­nych i nauk spo­łecz­nych, jed­nak w jakimś stop­niu odno­szą się do każ­dej dys­cy­pli­ny naukowej.

Centrum, peryferie i polityka nauki

Poję­cie patrio­ty­zmu epi­ste­mo­lo­gicz­ne­go powsta­je na grun­cie zesta­wie­nia kon­se­kwen­cji kil­ku innych i zapew­ne dosko­na­le zna­nych czy­tel­ni­kom kon­cep­cji. Część z nich pomi­jam, aby nie wikłać nie­po­trzeb­nie moje­go tek­stu w dys­ku­sję nad sys­te­mem kapi­ta­li­stycz­nym. Chciał­bym wspo­mnieć dwie z nich. Pierw­szą jest pocho­dzą­cy ze stu­diów nad kolo­nia­li­zmem sche­mat inter­pre­ta­cyj­ny „centrum–peryferie”, sto­so­wa­ny obec­nie na całym świe­cie zarów­no przez przed­sta­wi­cie­li lewi­co­wej, jak i pra­wi­co­wej stro­ny deba­ty publicz­nej do róż­no­rod­nych ana­liz państw i spo­łe­czeństw. Pod­sta­wo­wa idea jest pro­sta i w prze­ło­że­niu na grunt pol­ski wyglą­da nastę­pu­ją­co. W wyni­ku przy­ję­te­go mode­lu trans­for­ma­cji poli­tycz­no-gospo­dar­czej Pol­ska zna­la­zła się w sta­nie pod­le­gło­ści eko­no­micz­nej, poli­tycz­nej i kul­tu­ro­wej wobec hege­mo­nów lokal­nych (Fran­cja, Niem­cy, Wiel­ka Bry­ta­nia) oraz glo­bal­nych (USA, Rosja). Taki sta­tus kra­ju zro­dził wśród nasze­go spo­łe­czeń­stwa podział na dwie gru­py, gru­pę „namiest­ni­ków”, nagra­dza­nych przez hege­mo­nów, a przez to uprzy­wi­le­jo­wa­nych eko­no­micz­nie i kul­tu­ro­wo, ludzi, któ­rzy swo­ją pra­cą wzmac­nia­ją pery­fe­ryj­ny sta­tus kra­ju (na przy­kład poprzez for­mu­ło­wa­nie pra­wa dają­ce­go przy­wi­le­je eko­no­micz­ne zagra­nicz­nym pod­mio­tom), oraz gru­pę „tubyl­czą”, któ­ra pono­si wszel­kie kosz­ta zwią­za­ne z pod­le­gło­ścią hege­mo­no­wi i pra­cu­je, aby dostar­czyć mu pożą­da­ne przez nie­go dobra. Sytu­acja pod­le­gło­ści i wyzy­sku może spo­wo­do­wać rewol­tę „tubyl­ców” prze­ciw­ko „namiest­ni­kom” i hege­mo­no­wi, jeże­li Ci pierw­si uświa­do­mią sobie nie­spra­wie­dli­wy cha­rak­ter wła­sne­go poło­że­nia. Aby prze­ciw­dzia­łać poten­cjal­nej utra­cie przy­wi­le­jów i sta­nu posia­da­nia w wyni­ku rewo­lu­cji, „namiest­ni­cy” razem z hege­mo­nem two­rzą spe­cy­ficz­ną kul­tu­rę, któ­rej celem jest przed­sta­wie­nie zależ­no­ści od cen­trum w jasnych bar­wach, jako cze­goś zasad­ni­czo korzyst­ne­go dla „tubyl­ców”, a przez to zmniej­sze­nie ryzy­ka bun­tu tych ostat­nich. W pery­fe­ryj­nej kul­tu­rze opo­wia­da się na przy­kład, że tyl­ko pod domi­na­cją hege­mo­na może­my się eko­no­micz­nie roz­wi­jać, wyprze­daż pań­stwo­we­go mająt­ku jest koniecz­na dla moder­ni­za­cji gospo­dar­ki, hege­mon gwa­ran­tu­je nam bez­pie­czeń­stwo mili­tar­ne i hamu­je kon­flik­ty powsta­łe na łonie naszej wspól­no­ty itd.

Dru­gą kon­cep­cją, do któ­rej odwo­łu­je się Abri­szew­ski, jest kon­struk­ty­wizm. Uprasz­cza­jąc, gło­si on, że dany feno­men kul­tu­ro­wy X ma nie tyl­ko cha­rak­te­ry­stycz­ne dla sie­bie cechy, lecz tak­że, jeże­li moż­na tak powie­dzieć, war­stwę poli­tycz­ną, słu­ży budo­wa­niu okre­ślo­ne­go porząd­ku spo­łecz­no-gospo­dar­cze­go i zara­zem sam jest jej ele­men­tem. Nie cho­dzi więc tutaj o pry­mi­tyw­ny reduk­cjo­nizm, któ­ry widział­by w danym zja­wi­sku kul­tu­ro­wym jedy­nie funk­cję bazo­wej rela­cji wła­dzy i pod­le­gło­ści (eko­no­micz­nej, sek­su­al­nej etc.), lecz o świa­do­mość, że zja­wi­ska kul­tu­ro­we nie są apo­li­tycz­ne i ich wpływ na porzą­dek spo­łecz­no-gospo­dar­czy powi­nien być przed­mio­tem świa­do­mej analizy.

Tworzenie” filozoficznych klasyków

Mając na uwa­dze oby­dwie kon­cep­cje, Abri­szew­ski zasta­na­wia się nad przy­czy­na­mi uzna­wa­nia ośrod­ków nauko­wych i bada­czy za wybit­nych. Bio­rąc za przy­kład Ludwi­ga Wit­t­gen­ste­ina, stwier­dza, że Wit­t­gen­ste­in nie stał­by się filo­zo­ficz­nym kla­sy­kiem, gdy­by nie rze­sze jego komen­ta­to­rów, uzna­ją­cych spu­ści­znę Austria­ka za war­tą bada­nia. Gdy­by nie oni, rów­nie dobrze Wit­t­gen­ste­in mógł­by być dobrze zna­ny jedy­nie okre­ślo­nej tra­dy­cji filo­zo­ficz­nej, jak jest na przy­kład z Maxem Sche­le­rem, albo też w ogó­le popaść w zapo­mnie­nie, jak wie­lu innych myśli­cie­li zna­nych jedy­nie histo­ry­kom filo­zo­fii. Ponow­nie, nie cho­dzi tutaj o pry­mi­tyw­ny reduk­cjo­nizm, bo gdy­by tek­sty Wit­t­gen­ste­ina były bez­war­to­ścio­we jako tek­sty filo­zo­ficz­ne, nie uda­ło­by się „stwo­rzyć” zeń kla­sy­ka. Ale moż­na roz­sąd­nie zapy­tać, ilu jest/było myśli­cie­li na pozio­mie Wit­t­gen­ste­ina, któ­rym nie uda­ło się osią­gnąć podob­nej pozy­cji? Gdy zasta­na­wia­my się nad róż­ny­mi wymia­ra­mi tego pyta­nia, poja­wia się pyta­nie dru­gie: co decy­du­je o tym, że ktoś zosta­je kla­sy­kiem, a ktoś inny popa­da w zapomnienie?

Odpo­wiedź Abri­szew­skie­go jest nastę­pu­ją­ca. Moż­li­wość „zosta­nia kla­sy­kiem” zale­ży od sta­tu­su spo­łecz­no­ści, któ­ra wyda­ła dane­go myśli­cie­la na świat lub umoż­li­wi­ła mu roz­wój. Jeże­li posia­da ona narzę­dzia, w rodza­ju insty­tu­cji, środ­ków finan­so­wa­nych i praw­nych (na przy­kład praw autor­skich nie­zbęd­nych do publi­ka­cji dzieł i tłu­ma­czeń), aby pro­mo­wać daną postać, to ma ona szan­sę na osią­gnię­cie pozy­cji kla­sy­ka. Jeże­li zaś nie ma takich narzę­dzi, to kla­sy­kiem moż­na zostać tyl­ko z łaski hegemona. 

Kooperacja czy bunt?

Wobec takie­go sta­nu rze­czy moż­na przy­jąć jed­ną z dwóch zasad­ni­czych postaw: koope­ra­cji z cen­trum lub wal­ki o wła­sną pod­mio­to­wość. Posta­wa koope­ra­cji jest w naszym kra­ju dość dobrze zna­na, cho­dzi mia­no­wi­cie o takie zja­wi­ska jak: pre­fe­ren­cja dla publi­ka­cji w języ­ku angiel­skim, nacisk na mię­dzy­na­ro­do­wy cha­rak­ter pro­jek­tów badaw­czych, czy­ta­nie głów­nie ksią­żek zagra­nicz­nych czy też selek­cja tema­tów badaw­czych, w wyni­ku któ­rej za „poważ­ne tema­ty” zosta­ją uzna­ne jedy­nie te, któ­re mają apro­ba­tę ośrod­ków nauko­wych cen­trum (w dzie­dzi­nie filo­zo­fii: bio­ety­ka, libe­ra­lizm, ety­ka eko­lo­gicz­na, rela­ty­wizm, kogni­ty­wi­sty­ka i natu­ra­li­stycz­ne teo­rie umy­słu, pra­wa mniej­szo­ści etnicz­nych i sek­su­al­nych, filo­zo­fia „Inne­go” etc.). Na pozio­mie meto­do­lo­gicz­nym posta­wa koope­ra­cji obja­wia się z kolei przez akcep­ta­cję ter­mi­no­lo­gii, metod i punk­tów wyj­ścia cha­rak­te­ry­stycz­nych dla inte­lek­tu­al­nej tra­dy­cji hege­mo­na, wraz z ich zobo­wią­za­nia­mi onto­lo­gicz­ny­mi. Te ostat­nie mogą być nawet w otwar­tym kon­flik­cie z onto­lo­gią świa­ta pery­fe­ryj­ne­go, przy­kła­dem w jakimś stop­niu zde­ter­mi­no­wa­ny histo­rycz­nie rela­ty­wizm moral­ny Anglo­sa­sów i ich pre­dy­lek­cja do wspie­ra­ją­ce­go go anty­re­ali­zmu moral­ne­go, skon­tra­sto­wa­na z czę­sto wystę­pu­ją­cym na pery­fe­riach przy­wią­za­niem do reali­zmu i obiek­ty­wi­zmu moral­ne­go. W skraj­nej posta­ci cały sys­tem insty­tu­cji nauko­wych w danym kra­ju pery­fe­ryj­nym zosta­je tak zor­ga­ni­zo­wa­ny, aby utrzy­mać uprzy­wi­le­jo­wa­ny sta­tus kra­ju cen­trum, zaś bada­nia i spo­ry nauko­we doty­czą nie­mal wyłącz­nie pro­ble­ma­ty­ki pre­fe­ro­wa­nej przez hege­mo­na. Zauważ­my w tym wypad­ku, że to spo­łecz­ność kra­ju pery­fe­ryj­ne­go pono­si naj­wię­cej kosz­tów zwią­za­nych z wykształ­ce­niem bada­cza, pod­czas gdy hege­mo­no­wi przy­pa­da rola bene­fi­cjen­ta, zbie­ra wyni­ki badań i przej­mu­je do nich pra­wa, wyty­cza nowe kie­run­ki reflek­sji wedle wła­snych potrzeb, znaj­du­je odpo­wie­dzi na inte­re­su­ją­ce go zagad­nie­nia itd. Posta­wa wal­ki o wła­sną pod­mio­to­wość pole­ga na pró­bach two­rze­nia suwe­ren­nych szkół badaw­czych i jest oczy­wi­ście trud­niej­sza, ponie­waż ozna­cza rezy­gna­cję z korzy­ści pry­wat­nych, jak i z łaski hege­mo­na, wyklu­cza lub utrud­nia uczest­nic­two w sze­ro­kiej, mię­dzy­na­ro­do­wej wspól­no­cie badaw­czej, nie gwa­ran­tu­je suk­ce­su, wyma­ga pro­me­tej­skie­go zapa­łu i poświę­ca­nia się, rodzi ryzy­ko kon­flik­tu z cen­trum, któ­ry może zni­we­czyć indy­wi­du­al­ną karie­rę i pod­ję­te na rzecz suwe­ren­no­ści wysiłki.

O ile jed­nak w przy­pad­ku nauk ści­słych i tech­nicz­nych kosz­ty wydźwi­gnię­cia się z pozy­cji pery­fe­ryj­nej są rze­czy­wi­ście duże oraz wyma­ga­ją prze­my­śla­nej i wie­lo­let­niej stra­te­gii, o tyle w przy­pad­ku nauk spo­łecz­nych i huma­ni­stycz­nych tak nie jest. Dodaj­my, że jeże­li rozu­mie­my nauki spo­łecz­ne i huma­ni­stycz­ne jako for­mu­ło­wa­nie odpo­wie­dzi na pro­ble­my naszej spo­łecz­no­ści, to sytu­acja pod­le­gło­ści jest swo­istą posta­cią alie­na­cji: aby osią­gnąć odpo­wied­nią pozy­cję w nauce, nale­ży zaj­mo­wać się pro­ble­ma­mi cudzej wspól­no­ty i jesz­cze łożyć na to ze środ­ków finan­so­wych wła­snej. Przy­kła­dem może być tutaj współ­cze­sna filo­zo­fia poli­tycz­na, gdzie bar­dzo łatwo o karie­rę, gdy zaj­mie­my się bada­nia­mi nad tra­dy­cją libe­ra­li­zmu. Czy­ta­jąc jed­nak teo­re­ty­ków libe­ra­li­zmu, zauwa­ży­my, że for­mu­łu­jąc swo­ją dok­try­nę pra­gną oni odpo­wie­dzieć na pyta­nia tra­pią­ce ich wła­sne spo­łe­czeń­stwo: jak może­my utwo­rzyć spra­wie­dli­we i sta­bil­ne pań­stwo, jeże­li jego oby­wa­te­le sta­no­wią róż­no­rod­ne gru­py o odmien­nej reli­gij­no­ści, moral­no­ści, kul­tu­rze i pocho­dze­niu etnicz­nym? Ale co to ma wspól­ne­go z pro­ble­ma­mi pol­skiej wspól­no­ty? Czy są to pyta­nia inte­re­su­ją­ce dla nas?

Patriotyzm na peryferiach

Abri­szew­ski dekla­ru­je, że ponie­waż chce się przy­czy­nić do roz­wo­ju i wzmoc­nie­nia wła­snej (tj. pol­skiej) wspól­no­ty nauko­wej, w swo­ich pra­cach będzie pre­fe­ro­wał korzy­sta­nie z pol­skiej myśli i pol­sko­ję­zycz­nych publi­ka­cji. Wła­śnie taką posta­wę nazy­wa on patrio­ty­zmem epi­ste­mo­lo­gicz­nym. Wyda­je się to rzecz god­na prze­my­śle­nia, ale też nie moż­na ukry­wać jej rewo­lu­cyj­ne­go cha­rak­te­ru. Wnio­ski Abri­szew­skie­go ude­rza­ją bowiem w prze­ko­na­nie żywio­ne przez wie­lu pol­skich filo­zo­fów, brzmią­ce, że poważ­ną filo­zo­fię upra­wia się „na Zacho­dzie”. Moje uwa­gi doty­czą filo­zo­fii, ale sądzę, że wnio­ski są znacz­nie szer­sze. Zdro­wo­roz­sąd­ko­wo patrząc, jeże­li zało­ży­my, że nauki spo­łecz­ne i huma­ni­stycz­ne nie wyma­ga­ją wiel­kich nakła­dów finan­so­wych ze stro­ny pań­stwa, zaś poziom wstęp­ne­go tre­nin­gu nie odbie­ga w naszym kra­ju od pozio­mu zachod­nie­go, to powin­ni­śmy byli mieć w XX wie­ku oko­ło jed­nej dzie­sią­tej licz­by „współ­cze­snych kla­sy­ków” w porów­na­niu do Sta­nów Zjed­no­czo­nych i Zjed­no­czo­ne­go Kró­le­stwa, tak bowiem mniej wię­cej przed­sta­wia się pro­por­cja licz­by lud­no­ści Pol­ski i świa­ta anglo­sa­skie­go. Trud­no prze­cież wie­rzyć, że Bóg jakoś szcze­gól­nie upodo­bał sobie obda­rza­nie talen­tem filo­zo­ficz­nym aku­rat Anglo­sa­sów. (Nale­ży oczy­wi­ście wziąć tutaj pod uwa­gę tra­gicz­ne kon­se­kwen­cje II woj­ny świa­to­wej. Poten­cjał filo­zo­fii pol­skiej został znacz­nie pomniej­szo­ny w wyni­ku śmier­ci i emi­gra­cji wybit­nych pol­skich uczo­nych oraz prze­rwa­nia insty­tu­cjo­nal­nej tra­dy­cji Szko­ły Lwow­sko-War­szaw­skiej. Nie­mniej, ma to w moim prze­ko­na­niu dru­go­rzęd­ne zna­cze­nie dla argu­men­ta­cji o cha­rak­te­rze nor­ma­tyw­nym, któ­rą sta­ram się tutaj naszki­co­wać.) Może­my więc zapy­tać, ilu myśli­cie­li pol­skich moż­na prze­ciw­sta­wić nie­koń­czą­cej się gru­pie współ­cze­snych anglo­sa­skich kla­sy­ków, takich jak Ber­trand Rus­sell, Ludwig Wit­t­gen­ste­in, a bar­dziej współ­cze­śnie John Rawls, Donald David­son, John Sear­le, Richard Ror­ty, Alis­da­ir MacIn­ty­re, Tho­mas Nagel, Ber­nard Wil­liams itd.? Uda­ło się to może w wypad­ku Karo­la Woj­ty­ły, ale raz, że jego oddzia­ły­wa­nie ogra­ni­czo­ne jest do filo­zo­fii chrze­ści­jań­skiej, dwa, że Woj­ty­ła został wypro­mo­wa­ny raczej siła­mi insty­tu­cjo­nal­ny­mi Kościo­ła Kato­lic­kie­go, niż mocą pol­skiej nauki. Pew­ną mię­dzy­na­ro­do­wą pozy­cję osią­gnę­li też Leszek Koła­kow­ski oraz ks. Michał Hel­ler, ale posta­cie te mają nie­wiel­kie zna­cze­nie dla filo­zo­fii upra­wia­nej przez cen­trum. Nie­co ina­czej było­by w przy­pad­ku Alfre­da Tar­skie­go, ale został on nie­ja­ko „zaanek­to­wa­ny” przez filo­zo­fię ame­ry­kań­ską. Zapy­taj­my dalej o to, ile tek­stów napi­sa­nych przez Pola­ków sta­no­wi obo­wiąz­ko­wy punkt odnie­sie­nia dla lite­ra­tu­ry przed­mio­tu w takiej czy innej dzie­dzi­nie filo­zo­fii? Ilu pol­skich filo­zo­fów zasłu­gu­je na podob­ną, co Rawls czy Nagel, esty­mę, ale nigdy się jej nie docze­ka ze wzglę­du na sła­bość insty­tu­cjo­nal­ną pol­skiej nauki i pol­skie­go państwa?

Stwier­dzi­łem nie­co wcze­śniej, że wobec rela­cji pod­le­gło­ści może­my przy­jąć dwie posta­wy, posta­wę koope­ra­cji i posta­wę sprze­ci­wu, wal­ki o wła­sną pod­mio­to­wość. Zakła­da­jąc jed­nak, że powin­na nam leżeć na ser­cu raczej wal­ka o wła­sną pod­mio­to­wość, niż chęć koope­ra­cji, chciał­bym na koniec posta­wić nastę­pu­ją­ce pyta­nie: Czy war­to – zarów­no pod wzglę­dem moral­nym, jak i inte­lek­tu­al­nym – odpo­wia­dać na cudze pyta­nia?

War­to doczytać: 

Krzysz­tof Abri­szew­ski, Kul­tu­ro­we funk­cje filo­zo­fo­wa­nia, Toruń 2011.


Paweł Pijas – dok­tor filo­zo­fii, asy­stent w Insty­tu­cie Filo­zo­fii, Socjo­lo­gii i Dzien­ni­kar­stwa Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, absol­went Kole­gium MISH KUL i Wydzia­łu Filo­zo­fii KUL. Zain­te­re­so­wa­nia badaw­cze: ety­ka, epi­ste­mo­lo­gia, histo­ria filo­zo­fii (M. Sche­ler, F. Nie­tz­sche, B. Wil­liams), metafilozofia.

Fot.: Gra­fi­kę opar­to na obra­zie Wit­ka­ce­go por­tre­tu­ją­ce­go Roma­na Ingar­de­na, CCo. Zastrze­ga­my, że nie ma ona na celu przy­pi­sy­wa­nie Roma­no­wi Ingar­de­no­wi okre­ślo­nych poglą­dów. Jest jedy­nie pro­wo­ku­ją­cą ilu­stra­cją do tek­stu, któ­ry pro­wo­ku­je do dyskusji.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy