Artykuł Filozofia społeczna

Damian Leszczyński: Zabobon tolerancji

W nakręconej w połowie lat siedemdziesiątych komedii Żywot Briana jest scena, w której jeden z bohaterów oświadcza, że chce być kobietą i mieć dzieci. Na uwagę kolegi, że jako mężczyzna nie może być kobietą i urodzić dzieci, z oburzeniem stwierdza: „Nie prześladuj mnie!”. Fakt, że to, co pół wieku temu było motywem absurdalnego żartu, dziś stało się kulturową normą, pokazuje, jak głęboko zdewastowało się nasze myślenie, między innymi wskutek zabobonnego traktowania hasła tolerancji.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2020 nr 6 (36), s. 28–30. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Tolerancja jako cnota

W tra­dy­cyj­nym i – pod­kreśl­my – nor­mal­nym sen­sie tole­ran­cja jest rów­no­znacz­na z „cier­pli­wym zno­sze­niem” obcych nam poglą­dów bądź zacho­wań. Być tole­ran­cyj­nym ozna­cza dać przy­zwo­le­nie na ist­nie­nie poglą­dów i postaw, któ­rych otwar­cie nie akcep­tu­je­my, któ­rym jeste­śmy nie­chęt­ni. Wyni­ka stąd, że tole­ran­cyj­nym moż­na być jedy­nie wobec tego, cze­go się nie akcep­tu­je, gdyż jeśli ktoś zga­dza się z czymś bądź lubi to, auto­ma­tycz­nie zni­ka powód posta­wy „cier­pli­we­go zno­sze­nia” tego. W nor­mal­nym sen­sie wezwa­nie „tole­ruj” nie ozna­cza „zgódź się” czy „polub”, ale jedy­nie „pozwól żyć”.

Weź­my pro­sty przy­kład. Są ludzie, któ­rzy nie lubią się myć. Tole­ran­cyj­nym w odnie­sie­niu do tej przy­pa­dło­ści nazwie­my kogoś, kto – nie akcep­tu­jąc takie­go podej­ścia, a nawet czu­jąc do nie­go odra­zę – mimo wszyst­ko cier­pli­wie zno­si w swo­im oto­cze­niu bru­da­sów i wszel­kie zwią­za­ne z tym nie­do­god­no­ści. Z jed­nej stro­ny nie ukry­wa swo­ich pre­fe­ren­cji, z dru­giej jed­nak nie doma­ga się pod­da­nia tych ludzi przy­mu­so­wym kąpie­lom. Sza­nu­jąc czy­jąś indy­wi­du­al­ną wol­ność do bycia brud­nym, korzy­sta zara­zem ze swo­jej wol­no­ści wyra­ża­nia wła­snych uczuć i upodo­bań. Nie narzu­ca swo­je­go poglą­du, ale też nie dopusz­cza do tego, aby ktoś inny narzu­cał mu swój sys­tem wartości.

Cno­ta tole­ran­cji w tra­dy­cyj­nym sen­sie jest trud­ną cno­tą. Tole­ran­cja jako cier­pli­we zno­sze­nie tego, cze­go się nie akcep­tu­je, wyma­ga wza­jem­no­ści: jeśli chcesz, bym cię tole­ro­wał mimo moje­go bra­ku akcep­ta­cji, ty rów­nież tole­ruj mnie wraz z moim bra­kiem akcep­ta­cji. Posta­wę taką odno­szo­no zazwy­czaj nie tyle do zacho­wań, ile przede wszyst­kim do poglą­dów, zwłasz­cza reli­gij­nych i filo­zo­ficz­nych, a więc doty­czą­cych kwe­stii fun­da­men­tal­nych – celu i sen­su życia, natu­ry duszy, ist­nie­nia i natu­ry Boga itp. Zakła­da­no, że nie ist­nie­je jakaś wyż­sza racja pozwa­la­ją­ca zaka­zy­wać ludziom wyzna­wa­nia i gło­sze­nia choć­by naj­bar­dziej dzi­wacz­nych pry­wat­nych opi­nii i narzu­ca­nia im swo­ich – oczy­wi­ście pod warun­kiem, że i oni nie będą dążyć do narzu­ca­nia swo­ich innym.

O tym, jak trud­no cno­tę tę reali­zo­wać, łatwo prze­ko­nać się, prze­pro­wa­dza­jąc eks­pe­ry­ment, pole­ga­ją­cy na wygło­sze­niu w tzw. dobrym towa­rzy­stwie tre­ści nie­zgod­nych z aktu­al­nie przy­ję­tym zesta­wem „oczy­wi­stych oczy­wi­sto­ści”, ot, choć­by negu­jąc war­tość demo­kra­cji, wąt­piąc w teo­rię ewo­lu­cji, będąc scep­ty­kiem wobec rów­no­upraw­nie­nia kobiet lub pod­kre­śla­jąc peda­go­gicz­ną sku­tecz­ność kar cie­le­snych (i cho­dzi tyl­ko o wygło­sze­nie takich poglą­dów, a nie o prze­ko­ny­wa­nie do nich innych czy ich narzu­ca­nie). Łatwo prze­ko­na­my się, że w naszych dum­nych ze swej postę­po­wo­ści cza­sach zwy­kła tole­ran­cja, a więc cier­pli­we zno­sze­nie cudzych opi­nii, z któ­ry­mi się nie zga­dza­my, przy­cho­dzi ludziom z dużym tru­dem i znaj­dzie się wie­lu takich, któ­rzy uzna­ją, że poglą­dy nie­zgod­ne z powszech­ny­mi mnie­ma­nia­mi powin­ny być zaka­za­ne, a gło­szą­ca je oso­ba wyklu­czo­na z życia społecznego.

Tolerancja jako zabobon

Temu pro­ce­so­wi zani­ka­nia cno­ty tole­ran­cji w tra­dy­cyj­nej for­mie towa­rzy­szy ter­ror tole­ran­cji jako zabo­bo­nu. Kie­dy tole­ran­cja sta­je się zabo­bo­nem? Wte­dy, gdy utoż­sa­mia się ją z akcep­ta­cją i wyma­ga od ludzi, aby nie tyl­ko zno­si­li obce im poglą­dy, ale aby otwar­cie się z nimi zgo­dzi­li, zaprze­sta­jąc wszel­kiej kry­ty­ki. Zgod­nie z taką wykład­nią tole­ran­cja prze­sta­je mieć cha­rak­ter bier­ny i nie jest już tyl­ko obo­jęt­no­ścią wobec cudzych dzi­wactw, ale ma stać się czyn­nie wyra­ża­ną sym­pa­tią połą­czo­ną ze zrozumieniem.

Z punk­tu widze­nia zdro­wo­roz­sąd­ko­wych intu­icji nie ma to sen­su, gdyż skut­ko­wa­ło­by to oso­bli­wym „zmu­sza­niem się do akcep­ta­cji”. Czło­wie­kiem tole­ran­cyj­nym był­by ten, kto, aby zado­wo­lić oso­bę o odmien­nych poglą­dach, zada­wał­by same­mu sobie gwałt, przyj­mu­jąc jej poglą­dy z sym­pa­tią, choć w głę­bi duszy odrzu­cał­by je. Skut­kiem było­by to, z czym mamy do czy­nie­nia dziś: hasło tole­ran­cji sta­je się bro­nią prze­ciw­ko odmien­nym poglą­dom, słu­żą­cą ogra­ni­cza­niu wol­no­ści wypo­wie­dzi i kon­tro­li myśli.

W jaki spo­sób to się doko­nu­je? Otóż utoż­sa­mie­nie posta­wy tole­ran­cji dla cze­goś z naka­zem akcep­ta­cji tego cze­goś pro­wa­dzi do uzna­nia bra­ku owej akcep­ta­cji za wyraz posta­wy nie­to­le­ran­cyj­nej, któ­rą – zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cą dziś reto­ry­ką prze­sa­dy – okre­śla się mia­nem dys­kry­mi­na­cji, prze­śla­do­wa­nia bądź wyklu­cza­nia. Wystar­czy wów­czas, że ktoś nie będzie podzie­lał pew­nych poglą­dów, otwar­cie o tym mówiąc, aby auto­ma­tycz­nie uznać jego zacho­wa­nie za nie­mal zbrod­nię, usta­wia­jąc go w rzę­dzie dyżur­nych potwo­rów współ­cze­snej ludz­ko­ści, a więc faszy­zmu, inkwi­zy­cji czy szowinizmu.

Tolerancja przeciwko wolności

Takie zabo­bon­ne rozu­mie­nie tole­ran­cji pro­wa­dzi do kolej­nych pato­lo­gii, któ­re nazna­cza­ją współ­cze­sne spo­łe­czeń­stwa zachod­nie. Jed­ną z nich jest tro­pie­nie tego, co Orwell okre­ślał jako „myślo­zbrod­nie”, a więc poglą­dów, któ­re naru­sza­ją zestaw prawd wia­ry przyj­mo­wa­ny przez libe­ral­no-demo­kra­tycz­ny esta­bli­sh­ment. Podob­nie jak w sys­te­mie komu­ni­stycz­nym czy nazi­stow­skim, kry­ty­ka postaw i poglą­dów uzna­wa­nych za kano­nicz­ne czę­sto pięt­no­wa­na jest jako zło, wyma­ga­ją­ce inter­wen­cji ze stro­ny wła­dzy. W rezul­ta­cie two­rzy się narzę­dzia poli­tycz­ne, za któ­rych pomo­cą pró­bu­je się zmie­nić pra­wo tak, aby moż­li­wość swo­bod­ne­go wyra­ża­nia pew­nych opi­nii zosta­ła wyklu­czo­na – oczy­wi­ście w imię wal­ki z dys­kry­mi­na­cją. Inny spo­so­bem uci­sza­nia „wro­gów tole­ran­cji” jest ich „medy­ka­li­za­cja”, każą­ca trak­to­wać ich jako jed­nost­ki cho­re. Tak jak w sys­te­mie sowiec­kim, ktoś, kto pod­wa­ża ofi­cjal­nie pro­pa­go­wa­ne tren­dy – np. kry­tycz­nie wyra­ża się o rosz­cze­niach osób pre­fe­ru­ją­cych pewien spo­sób zaspo­ka­ja­nia popę­dów – trak­to­wa­ny jest jako nie­nor­mal­ny, a to z kolei wyma­ga pod­cią­gnię­cia go pod jakąś nową jed­nost­kę cho­ro­bo­wą, np. „homo­fo­bię”.

Pro­wa­dzo­na dzię­ki mediom tre­su­ra ludzi w duchu zabo­bo­nu tole­ran­cji pro­wa­dzi osta­tecz­nie do tego, że nie tyl­ko prze­sta­ją oni gło­śno wyra­żać pew­ne poglą­dy w oba­wie przed śro­do­wi­sko­wym napięt­no­wa­niem (a tzw. śro­do­wi­sko zwy­kle jest kon­for­mi­stycz­ne i posłusz­ne aktu­al­nej wła­dzy), ale osta­tecz­nie nawet w głę­bi ser­ca i duszy sta­ra­ją się myśleć popraw­nie, sto­su­jąc auto­cen­zu­rę. W ten spo­sób kolej­ne deka­dy sze­rze­nia tego zabo­bo­nu pro­wa­dzą do powsta­nia spo­łe­czeń­stwa zastra­szo­nych, ule­głych i łatwych do ste­ro­wa­nia osob­ni­ków, któ­rzy nie potra­fią samo­dziel­nie myśleć w oba­wie przed rzu­ce­niem na nich jed­nej z ­naj­strasz­niej­szych świec­kich klątw, a więc oskar­że­nia o sze­rze­nie mowy nienawiści.

Tyrania przewrażliwionych

Jakie są źró­dła tego zabo­bo­nu? Bra­ku­je tu miej­sca, aby zaj­mo­wać się poli­tycz­ny­mi i ide­olo­gicz­ny­mi przy­czy­na­mi tego zja­wi­ska, jed­ne­go z wie­lu, któ­re od środ­ka nisz­czą zachod­nią cywi­li­za­cję. War­to jed­nak wska­zać tu choć­by jeden, dość try­wial­ny powód psy­cho­lo­gicz­ny, jakim jest wszech­obec­ne dziś prze­wraż­li­wie­nie na wła­snym punk­cie zwią­za­ne z cho­ro­bli­wym ego­cen­try­zmem i sła­bo­ścią cha­rak­te­ru. „Ludzie, któ­rzy nie potra­fią kon­tro­lo­wać wła­snych emo­cji, pró­bu­ją kon­tro­lo­wać zacho­wa­nia innych ludzi” – powie­dział John Cle­ese, współ­au­tor wspo­mnia­ne­go na począt­ku Żywo­tu Bria­na, odno­sząc się do jed­ne­go ze skut­ków zabo­bon­nej tole­ran­cji, jakim jest poli­tycz­na poprawność.

Ta lako­nicz­na wypo­wiedź bar­dzo wie­le mówi na temat sta­nu ducho­we­go współ­cze­sne­go czło­wie­ka. U zara­nia naszej cywi­li­za­cji, w sta­ro­żyt­nej Spar­cie, jed­nym z istot­nych ele­men­tów wycho­wa­nia była nauka sztu­ki zno­sze­nia złych opi­nii na wła­sny temat. Mło­dzi ludzie spe­cjal­nie byli nara­ża­ni na drwi­ny czy wyśmia­nie, aby wyro­bi­li w sobie odpo­wied­ni rodzaj twar­do­ści cha­rak­te­ru i odpor­no­ści na poglą­dy innych, nawet takie, któ­re ich obu­rza­ją i oso­bi­ście doty­ka­ją. Tego rodza­ju twar­dość cha­rak­te­ru, roz­wi­ja­na przez kolej­ne wie­ki w Gre­cji, Rzy­mie i chrze­ści­jań­skiej Euro­pie, była jed­nym z warun­ków tra­dy­cyj­nej cno­ty tole­ran­cji: czło­wiek sta­bil­ny emo­cjo­nal­nie i pew­ny sie­bie nie ma pro­ble­mu z tym, że ktoś inny myśli coś inne­go, a zwłasz­cza umie sobie radzić z nega­tyw­ny­mi oce­na­mi wła­snej oso­by i wła­sne­go postę­po­wa­nia. Nie obra­ża się, nie pędzi na skar­gę, nie pła­cze, ale cier­pli­wie zno­si – a więc tole­ru­je je.

Aby być tole­ran­cyj­nym, trze­ba zatem być czło­wie­kiem pew­nym swo­ich racji, odpor­nym, mieć sil­ny cha­rak­ter i poczu­cie god­no­ści. Z tej per­spek­ty­wy patrząc, nie ma dziś już ludzi tole­ran­cyj­nych – są jedy­nie ludzie zastra­sze­ni, ter­ro­ry­zo­wa­ni przez ludzi przewrażliwionych.


Damian Lesz­czyń­ski – pro­fe­sor filo­zo­fii, kie­row­nik Zakła­du Epi­ste­mo­lo­gii i Filo­zo­fii Umy­słu w Insty­tu­cie Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Wro­cław­skie­go. Ostat­nio opu­bli­ko­wa­ne książ­ki: Poli­tycz­na escha­to­lo­gia (2018), Demon zwo­dzi­ciel. Bada­nia filo­zo­ficz­ne (2015).

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Mał­go­rza­ta Uglik

Najnowszy numer można nabyć od 4 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy