Artykuł

Duncan Pritchard: Sens życia a wartości

Syzyf został skazany przez bogów na karę wiecznego wtaczania głazu na szczyt olbrzymiej góry, tylko po to, aby zaraz ujrzeć, jak głaz ten z powrotem się stacza. Jego los jest wzorcowym przykładem bezsensownego życia przez to właśnie, że wypełnia je bezowocny wysiłek. Zastanówmy się jednak, czy nasze życie różni się tak bardzo pod względem sensowności od życia Syzyfa.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2015 nr 2, s. 15–17. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Jed­na z trud­no­ści doty­czą­cych kwe­stii sen­su życia pole­ga na tym, że nie mamy pew­no­ści, cze­go ten pro­blem wła­ści­wie doty­czy. Zazwy­czaj poda­je się dwie racje, dla któ­rych moż­na życie uznać za pozba­wio­ne sen­su. Pierw­sza jest taka, że pew­ne­go dnia i tak wszy­scy umrze­my. Dru­ga zaś taka, że na tle nie­skoń­czo­no­ści wszech­świa­ta, w któ­rym żyje­my, jeste­śmy nic nie­zna­czą­cy­mi dro­bin­ka­mi. Po bliż­szym przyj­rze­niu się tym racjom oka­zu­ją się one jed­nak nie­wy­star­cza­ją­ce. Jeśli nazna­czo­ne kre­sem życie nie ma sen­su, to czy przez to, że sta­nie się ono nie­skoń­czo­ne, nabie­rze sen­su? Czyż w takim przy­pad­ku nie mie­li­by­śmy jedy­nie do czy­nie­nia z doda­wa­niem bądź prze­dłu­ża­niem w nie­skoń­czo­ność cze­goś, co i tak sen­su nie ma? Podob­nie rzecz się ma z twier­dze­niem, że nasze życie nie ma sen­su, ponie­waż jeste­śmy nie­skoń­cze­nie mali wobec ogro­mu kosmo­su. Jeśli nasze życia są już sen­su pozba­wio­ne, to dla­cze­go mia­ły­by one stać się sen­sow­ne tyl­ko dzię­ki temu, że nasze roz­mia­ry znacz­nie by się powięk­szy­ły? Czyż nie żyli­by­śmy nadal bez­sen­sow­nym życiem, acz­kol­wiek na więk­szą ska­lę?

Nasze pod­sta­wo­we war­to­ści okre­śla­ją nas i nada­ją kształt nasze­mu życiu

Cho­dzi o to, że gdy zasta­na­wia­my się nad kwe­stią sen­su życia, nie zawsze uświa­da­mia­my sobie, o co w ogó­le pyta­my. Widać to potem wyraź­nie, kie­dy nie mamy pew­no­ści, jak powin­na brzmieć dobra odpo­wiedź. W tym arty­ku­le chcę zary­so­wać pewien spo­sób myśle­nia o pro­ble­mie sen­su życia, któ­ry, jak sądzę, jest owoc­ny (cho­ciaż nie twier­dzę, że to jedy­ny owoc­ny spo­sób). Zgod­nie z tym spo­so­bem myśle­nia powin­ni­śmy ujmo­wać kwe­stię sen­su życia jako pyta­nie o to, czy nasze ludz­kie życia mają jakiś szcze­gól­ny rodzaj war­to­ści. Tak sfor­mu­ło­wa­ny pro­blem sen­su życia sta­no­wi gałąź filo­zo­fii zna­ną pod nazwą aksjo­lo­gii (czy­li filo­zo­fii war­to­ści). Zasta­nów­my się nad rze­cza­mi, jakie w życiu ceni­my naj­bar­dziej – rodzi­na, dobro­byt, jakaś waż­na spra­wa czy pro­jekt, któ­re­mu jeste­śmy goto­wi się poświę­cić, np. karie­ra, hob­by, może nawet ulu­bio­na dru­ży­na pił­kar­ska. Nasze pod­sta­wo­we war­to­ści okre­śla­ją nas i nada­ją kształt nasze­mu życiu. Gdy­by jed­nak oka­za­ło się, że osta­tecz­nie nasze życie jest pozba­wio­ne war­to­ści, jak pole­ga­ją­ce na nie­koń­czą­cym się wta­cza­niu kamie­nia pod górę życie Syzy­fa, czy nie wystar­czy­ło­by to, aby stwier­dzić, że nie ma ono sen­su?

Już spie­szę z wyja­śnie­niem. Z pew­no­ścią może­my się mylić co do tego (a przy­naj­mniej jest to do pomy­śle­nia), jakie­go rodza­ju rze­czy posia­da­ją war­tość fun­da­men­tal­ną. Pomyśl­my o oso­bie, któ­ra na łożu śmier­ci żału­je, że tak dużo cza­su spę­dza­ła w pra­cy zamiast ze swo­ją rodzi­ną. I na odwrót, wyobraź­my sobie oso­bę, któ­ra, tak­że na łożu śmier­ci, żału­je, że poświę­ci­ła swo­je życie wyłącz­nie swo­jej rodzi­nie, nie roz­wi­ja­jąc karie­ry, któ­ra dała­by jej poczu­cie praw­dzi­we­go speł­nie­nia. Jeśli więc rze­czy, któ­re ktoś uwa­ża za posia­da­ją­ce pod­sta­wo­wą war­tość w życiu, osta­tecz­nie tej war­to­ści nie posia­da­ją, wów­czas, jak się wyda­je, wystar­cza to do stwier­dze­nia, że życie takiej oso­by jest sen­su pozba­wio­ne. Czy jed­nak może­my mieć pew­ność, któ­re rze­czy sta­no­wią takie pod­sta­wo­we war­to­ści?

Wartości wsobne i instrumentalne

Przy­dat­ne będzie tutaj zapro­po­no­wa­ne przez aksjo­lo­gów roz­róż­nie­nie mię­dzy war­to­ścia­mi instru­men­tal­ny­mi a war­to­ścia­mi samy­mi w sobie (bądź wsob­ny­mi). Przy­kła­dem tych pierw­szych są pie­nią­dze. Są one war­to­ścio­we tyl­ko w tym sen­sie, że dzię­ki nim może­my osią­gnąć coś inne­go. Nie­któ­re jed­nak rze­czy, jak na przy­kład pięk­ne dzie­ło sztu­ki albo przy­jaźń, sta­no­wią war­tość wsob­ną, nie ceni­my ich jedy­nie dla­te­go, że umoż­li­wia­ją nam osią­gnię­cie cze­goś inne­go, ale ze wzglę­du na nie same.

Roz­róż­nie­nie to uzna­je­my na każ­dym kro­ku. Roz­waż­my los skąp­ca, któ­ry uczy­nił z pie­nię­dzy dobro samo w sobie, tj. potrak­to­wał je i tyl­ko je jako osta­tecz­ny cel swo­ich pra­gnień. Taki ską­piec z pew­no­ścią błęd­nie poj­mu­je war­tość pie­nię­dzy, któ­ra ma jedy­nie cha­rak­ter instru­men­tal­ny. Trak­to­wać je jako wewnętrz­nie war­to­ścio­we, tak jak czy­ni to ską­piec, to ule­gać pew­ne­go rodza­ju ilu­zji. Taki błąd, jak się zda­je, wystar­czy, aby uczy­nić życie skąp­ca pozba­wio­nym sen­su. Owszem, sam ską­piec może uwa­żać, że jego życie ma sens, fak­tycz­nie jed­nak jego życie nie róż­ni się pod wzglę­dem sen­sow­no­ści od życia Syzy­fa. Skąd może­my wie­dzieć, że i my nie znaj­du­je­my się w sytu­acji skąp­ca, uwa­ża­jąc, że cenio­ne przez nas war­to­ści są war­to­ścia­mi wsob­ny­mi, pod­czas gdy tak napraw­dę są one jedy­nie instru­men­tal­ne?

Praw­dzi­wa war­tość przy­jaź­ni nie może wyczer­py­wać się w tym, że jest uży­tecz­na

Błąd skąp­ca pole­ga na tym, że trak­tu­je coś, co ma war­tość jedy­nie instru­men­tal­ną, jako coś, co jest celem samym w sobie. Inny rodzaj błę­du, jaki może­my popeł­nić, pole­ga na trak­to­wa­niu tego, co jest celem samym w sobie, jako war­tość jedy­nie uży­tecz­ną. Weź­my na przy­kład przy­jaźń, któ­ra, jak sądzę, zasłu­gu­je na mia­no war­to­ści auten­tycz­nie wsob­nej. Przy­jaźń może przy­no­sić, i zazwy­czaj przy­no­si, wie­le korzy­ści – moż­na wyko­rzy­sty­wać tego rodza­ju rela­cję np. w robie­niu karie­ry. Jed­nak praw­dzi­wa war­tość przy­jaź­ni nie może wyczer­py­wać się w tym, że jest uży­tecz­na – jej cen­ność nie zale­ży od tego, jak bar­dzo nam się ona przy­da­je w reali­zo­wa­niu innych celów, ale jest czymś, co tkwi w niej samej, w tym, że jest przy­jaź­nią. Tak więc, jeśli ceni­my przy­jaźń jedy­nie dla­te­go, że pozwa­la nam osią­gać coś inne­go, tj. jeśli trak­tu­je­my ją instru­men­tal­nie, wów­czas błęd­nie poj­mu­je­my jej war­tość, tak jak ską­piec błęd­nie ujmu­je praw­dzi­wą war­tość pie­nię­dzy.

Sens życia a wartości wsobne

Pro­blem sen­su życia uję­ty przez pry­zmat aksjo­lo­gii spro­wa­dza się zatem do pyta­nia o to, czy nasze pod­sta­wo­we cele, dzia­ła­nia, w któ­re się anga­żu­je­my, trak­tu­jąc je jako war­to­ści wsob­ne, rze­czy­wi­ście mają taki cha­rak­ter. Przy­pu­ść­my np., że ktoś poświę­ca swo­je życie roz­wo­jo­wi swo­ich arty­stycz­nych zdol­no­ści do tego stop­nia, że czy­ni to kosz­tem innych rze­czy (np. takich jak spę­dza­nie cza­su z rodzi­ną) i że osią­ga suk­ces (tak było w przy­pad­ku fran­cu­skie­go mala­rza Pau­la Gau­gu­ina, któ­ry porzu­cił wła­sną rodzi­nę, aby reali­zo­wać swo­je arty­stycz­ne ambi­cje). Jeśli ten cel (arty­stycz­ny roz­wój) jest war­to­ścią wsob­ną, wów­czas takie życie może być sen­sow­ne. Jeśli jed­nak nie sta­no­wi on war­to­ści samej w sobie, jeśli upra­wia­nie sztu­ki, jak w przy­kła­dzie powy­żej, nawet tej naj­wyż­szych lotów, nie jest czymś lep­szym niż dąże­nie skąp­ca do gro­ma­dze­nia pie­nię­dzy dla nich samych albo nie­koń­czą­ce się wysił­ki Syzy­fa, aby wyto­czyć głaz na szczyt góry, wów­czas w takim życiu bra­ku­je sen­su. Powo­dem jest to, że czło­wiek pro­wa­dzą­cy takie życie poświę­ca się cze­muś, co na poświę­ce­nie nie zasłu­gu­je.

Jed­ną z kon­se­kwen­cji takie­go myśle­nia o sen­sie życia jest to, że pro­blem ten jest po czę­ści aksjo­lo­gicz­ny, po czę­ści zaś epi­ste­mo­lo­gicz­ny. Epi­ste­mo­lo­gia (dzie­dzi­na filo­zo­fii zaj­mu­ją­ca się wie­dzą) jest istot­na w kon­tek­ście pro­ble­mu sen­su życia, ponie­waż nie tyl­ko chce­my, aby naj­bar­dziej pod­sta­wo­we war­to­ści, do któ­rych reali­za­cji w życiu dąży­my, były war­to­ścia­mi wsob­ny­mi (sta­no­wi­ły cel sam w sobie), ale chce­my rów­nież wie­dzieć, że taki­mi są w rze­czy­wi­sto­ści. Bio­rąc pod uwa­gę to, o jak wiel­ką staw­kę tu cho­dzi, nie tyl­ko chce­my to wie­dzieć, ale chce­my mieć też pew­ność. Czy może­my jed­nak mieć taką pew­ność, że nasze życie fak­tycz­nie ma sens? Czy może­my być kie­dy­kol­wiek pew­ni, że nasze życie w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku nie oka­że się życiem Syzy­fa albo życiem skąp­ca, prze­peł­nio­nym cał­ko­wi­cie bez­sen­sow­ny­mi dąże­nia­mi. Jeśli nie może­my mieć tej pew­no­ści, wów­czas egzy­sten­cjal­ny lęk może oka­zać się inte­gral­ną czę­ścią naszej ludz­kiej kon­dy­cji.


Dun­can Prit­chard – Pro­fe­sor filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu w Edyn­bur­gu, dyrek­tor Eidyn Rese­arch Cen­tre, czło­nek Kró­lew­skie­go Towa­rzy­stwa Edyn­bur­ga. Spe­cja­li­zu­je się głów­nie w epi­ste­mo­lo­gii. Czas wol­ny lubi spę­dzać z rodzi­ną.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru 2/2015: Sens życia.

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy