Artykuł Teoria działania

Helen Steward: Czy zwierzęta mają wolną wolę?

Zamiast pytać − jak to nieustannie czynią filozofowie − czy wolną wolę można uzgodnić z determinizmem, powinniśmy najpierw zadać sobie pytanie, czy prostsze zdolności, które stanowią to, co nazywam zwierzęcą sprawczością, są z nim zgodne. Przypuszczalnie odpowiedź będzie przecząca; jeśli tak, rzuciłoby to nowe nowe i interesujące światło na debatę o wolnej woli.

Down­lo­ad (PDF728KB)


Czy zwie­rzę­ta mają wol­ną wolę? Praw­do­po­dob­nie więk­szość ludzi zgod­nie odpo­wie­dzia­ła­by na to pyta­nie: oczy­wi­ście, że nie. Poję­cie wol­nej woli tra­dy­cyj­nie wią­że się ze zdol­no­ścią wybo­ru: uzna­wa­nych war­to­ści, życia, jakie chce­my pro­wa­dzić, czy tego, kim chce­my się stać. Wyda­je się jasne, że żad­ne zwie­rzę­ta, inne niż ludzie, nie pro­wa­dzą życia, do któ­re­go moż­na by sen­sow­nie przy­pi­sać tego typu zdolności.

Nie­mniej, kie­dy roz­my­śla­my o wol­nej woli, nale­ży wziąć pod uwa­gę moż­li­wo­ści zwie­rząt. Nawet jeśli nie da się powie­dzieć, że posia­da­ją one w peł­ni roz­wi­nię­tą wol­ną wolę, to róż­ne posia­da­ne przez nie zdol­no­ści sta­no­wią istot­ną pod­sta­wę dla wol­nej woli. Filo­zo­fo­wie sku­pia­ją­cy się wyłącz­nie na zja­wi­sku wol­nej woli u ludzi, mogą tę pod­sta­wę z łatwo­ścią prze­oczyć. Co wię­cej, te prost­sze zdol­no­ści są na tyle inte­re­su­ją­ce, że pro­wo­ku­ją wie­le filo­zo­ficz­nych pytań; posu­nę­ła­bym się do stwier­dze­nia, że zdol­no­ści te same w sobie ujaw­nia­ją naj­bar­dziej dys­ku­to­wa­ny w tym obsza­rze filo­zo­fii pro­blem. Dzie­je się tak moim zda­niem, ponie­waż trud­no je uwzględ­nić w kon­cep­cjach świa­ta okre­śla­nych jako mecha­ni­stycz­ne czy deter­mi­ni­stycz­ne. Dla­te­go jest tak przy­dat­ne i waż­ne, by z filo­zo­ficz­nej per­spek­ty­wy przyj­rzeć się tym prost­szym zdol­no­ściom. Zamiast pytać − jak to nie­ustan­nie czy­nią filo­zo­fo­wie − czy wol­ną wolę moż­na uzgod­nić z deter­mi­ni­zmem, powin­ni­śmy naj­pierw zadać sobie pyta­nie, czy prost­sze zdol­no­ści, któ­re sta­no­wią to, co nazy­wam zwie­rzę­cą spraw­czo­ścią, są z nim zgod­ne. Przy­pusz­czal­nie odpo­wiedź będzie prze­czą­ca; jeśli tak, rzu­ci­ło­by to nowe nowe i inte­re­su­ją­ce świa­tło na deba­tę o wol­nej woli.

Sprawczość zwierzęca

Jak rozu­miem „zwie­rzę­cą spraw­czość”? Może­my roz­po­cząć roz­wa­ża­nia nad tym poję­ciem od stwier­dze­nia, że spraw­ca to ktoś/coś, kto/co dzia­ła. Jed­nak będzie to tyl­ko mgli­ste okre­śle­nie spraw­cy, ponie­waż pro­wa­dzi do pyta­nia, co to zna­czy być zdol­nym, by dzia­łać. Cza­sem uży­wa­my poję­cia dzia­ła­nia w bar­dzo ogól­ny spo­sób – może­my, na przy­kład, mówić o dzia­ła­niu rze­czy nie­oży­wio­nych, takich jak wiatr czy fale, albo o dzia­ła­niu jed­ne­go che­micz­ne­go czyn­ni­ka, jak tlen czy woda, na mate­riał, taki jak żela­zo, gdy to żela­zo rdze­wie­je. Może się więc wyda­wać, że nie­mal wszyst­ko da się uznać za spraw­cę, bo nie­mal wszyst­ko może dzia­łać – to zna­czy w odpo­wied­nich warun­kach nie­mal wszyst­ko może przy­czy­no­wo wywie­rać jakiś wpływ na coś inne­go. Jed­nak gdy cho­dzi o poję­cie dzia­ła­nia, któ­re mnie inte­re­su­je, to ani o wie­trze, ani o falach, ani o tle­nie, ani o wodzie nie moż­na powie­dzieć, że mają moc dzia­ła­nia. Dla­cze­go nie?

Otóż, jeśli myśli­my o tym, co dzie­je się, gdy rdze­wie­je żela­zo, mogli­by­śmy na przy­kład powie­dzieć, że tlen albo woda oddzia­łu­ją na żela­zo. Ale rów­nie dobrze mogli­by­śmy stwier­dzić, że to żela­zo oddzia­łu­je na tlen i wodę. Jeśli sta­ran­nie przy­glą­da­my się zacho­dzą­ce­mu tu zja­wi­sku, nie jest wca­le jasne, cze­mu mie­li­by­śmy przed­kła­dać jed­no z tych sfor­mu­ło­wań nad dru­gie. Mamy tu do czy­nie­nia z sytu­acją, w któ­rej róż­ne pier­wiast­ki i związ­ki wcho­dzą ze sobą w kon­takt, w rezul­ta­cie cze­go coś się dzie­je. Jed­nak żaden z odczyn­ni­ków, któ­re są w tę reak­cję zaan­ga­żo­wa­ne, nie wyda­je się być bar­dziej aktyw­nym od pozostałych.

Roz­róż­nie­nie mię­dzy aktyw­no­ścią i bier­no­ścią jest trud­ne do utrzy­ma­nia, gdy cho­dzi o nie­oży­wio­nych „spraw­ców” – moim zda­niem wyni­ka to stąd, że mówie­nie o spraw­czo­ści w odnie­sie­niu do świa­ta nie­oży­wio­ne­go jest roz­sze­rze­niem poję­cia, któ­re wywo­dzi się z naszej kon­cep­tu­ali­za­cji świa­ta oży­wio­ne­go i w zasad­ni­czy spo­sób do nie­go nale­ży. Zapo­ży­czy­li­śmy pod­sta­wo­wą ideę dzia­ła­nia, któ­ra w pierw­szym rzę­dzie ma zasto­so­wa­nie do zwie­rząt, by opi­sy­wać bar­dziej dyna­micz­ne ele­men­ty przy­ro­dy nie­oży­wio­nej. Jed­nak nie­uchron­ność, z jaką owe inte­rak­cje w przy­ro­dzie nie­oży­wio­nej zacho­dzą, pozba­wia poję­cie dzia­ła­nia ści­słe­go i dosłow­ne­go zasto­so­wa­nia w świe­cie nie­oży­wio­nym. Kie­dy tlen i woda spra­wia­ją, że żela­zo rdze­wie­je, nie myśli­my, że mogły­by zro­bić coś inne­go, niż to, co robią. Jeśli połą­czyć żela­zo, tlen i wodę, zwy­czaj­nie doj­dzie do rdze­wie­nia – jest ono nie­unik­nio­ne. Tlen i woda mają moc spra­wić, by żela­zo rdze­wia­ło, ale nie jest to moc, któ­rą w sen­sie ści­słym spra­wu­ją, wła­śnie dla­te­go, że nie jest to moc, któ­rej spra­wo­wa­nia są w sta­nie unik­nąć. Moż­na by powie­dzieć, że nie­oży­wio­ne indy­wi­dua i mate­ria­ły mogą wyka­zy­wać swe moce, ale nie panu­ją nad nimi. Ozna­cza to, moim zda­niem, że nie mogą być praw­dzi­wy­mi sprawcami.

Duns Szkot o dwóch rodzajach mocy

Śre­dnio­wiecz­ny filo­zof Duns Szkot roz­róż­nił – jak to ujął − moce jed­no­kie­run­ko­we i moce dwu­kie­run­ko­we. Owo roz­róż­nie­nie poma­ga wyja­śnić kon­cep­cję spraw­czo­ści, któ­ra pro­wa­dzi do powyż­sze­go roz­strzy­gnię­cia. Wie­le rze­czy ma tyl­ko jed­no­kie­run­ko­we moce. Siar­czan mie­dzi ma moc roz­pu­ścić się w wodzie, mój samo­chód w okre­ślo­nych warun­kach ma moc poru­szać się z pręd­ko­ścią 115 kilo­me­trów na godzi­nę, zie­lo­ne rośli­ny mają w słoń­cu moc foto­syn­te­zy. Wszyst­ko to są jed­nak moce jed­no­kie­run­ko­we, ponie­waż w odpo­wied­nich warun­kach siar­czan mie­dzi nie może zro­bić nic inne­go jak tyl­ko roz­pu­ścić się w wodzie, mój samo­chód – przy­spie­szyć do 115 kilo­me­trów na godzi­nę, a zie­lo­ne rośli­ny – fotosyntetyzować.

Tym­cza­sem wyda­je się, że gdy myśli­my potocz­nie, przy­pi­su­je­my nie­któ­rym rodza­jom rze­czy w świe­cie odmien­ny rodzaj mocy – moc, by coś zro­bić albo cze­goś nie zro­bić; w śre­dnio­wie­czu nazwa­no ją mocą dwu­kie­run­ko­wą. Na przy­kład, mam teraz moc unieść moje ramię. Mogła­bym to zro­bić. Zara­zem mam też moc, by tego nie uczy­nić. Do mnie nale­ży decy­zja, czy moje ramię w następ­nej chwi­li unie­sie się w górę czy nie. Obie te rze­czy – dzia­łać i powstrzy­mać się od dzia­ła­nia − wyda­ją się leżeć w zakre­sie mojej mocy w tej wła­śnie chwi­li. Pod tym wzglę­dem zatem wyda­je się, że nie jestem jak kawa­łek siar­cza­nu mie­dzi, samo­chód czy zie­lo­na roślina.

To, co ja robię, nie wyda­je się cał­ko­wi­cie zde­ter­mi­no­wa­ne przez oko­licz­no­ści, w jakich się znaj­du­ję. To, co robię, wyda­je się zara­zem zale­żeć ode mnie i od tego, czy sko­rzy­stam z mojej mocy do dzia­ła­nia. Daje to odpo­wied­ni punkt zacze­pie­nia dla roz­róż­nie­nia mię­dzy aktyw­no­ścią i bier­no­ścią. Jestem aktyw­na, pod­czas gdy powie­trze, któ­re poru­szam, gdy uno­szę moje ramię, jest bier­ne – bo to ja, a nie powie­trze, jestem praw­dzi­wym źró­dłem ruchu, jego ini­cja­to­rem. Nie cho­dzi wyłącz­nie o to, że źró­dło ruchu znaj­du­je się wewnątrz moje­go cia­ła. Ale o to, że to, co się wyda­rza, zale­ży ode mnie – o klu­czo­wą ideę w naszym sche­ma­cie poję­cio­wym, ideę indy­wi­du­um, któ­re ma moc spra­wić, że rze­czy dzie­ją się tak, a nie ina­czej, nawet bez zmia­ny warun­ków, w jakich to indy­wi­du­um się znaj­du­je. Poję­cie spraw­czo­ści, z któ­re­go chcę sko­rzy­stać, jest ści­śle zwią­za­ne z tą ideą dwu­kie­run­ko­wej mocy – mocy zro­bie­nia lub nie­zro­bie­nia cze­goś. Tyl­ko te obiek­ty, któ­re posia­da­ją moce dwu­kie­run­ko­we, zali­cza­ją się do spraw­ców w moim rozu­mie­niu tego pojęcia.

Za chwi­lę zaj­mę się istot­ną obiek­cją, jaką moż­na wysu­nąć wobec twier­dze­nia, że poję­cie spraw­czo­ści, któ­re pró­bo­wa­łam przed­sta­wić, jest spój­ne. Załóż­my, że uzna­li­śmy roz­róż­nie­nie mię­dzy jed­no- i dwu­kie­run­ko­wy­mi moca­mi za peł­no­praw­ne i inte­re­su­ją­ce. Sta­je­my wów­czas przed oczy­wi­stym pyta­niem. Dotych­czas rośli­ny i rze­czy nie­oży­wio­ne tra­fia­ły do kate­go­rii rze­czy nie­spraw­czych, zaś ludzie do kate­go­rii spraw­ców. A co ze zwie­rzę­ta­mi inny­mi niż ludzie? Dokąd one powin­ny tra­fić? Czy posia­da­ją moce dwukierunkowe?

Zwierzęta jako automaty

Dobrze zna­ny spo­sób myśle­nia o natu­rze zwie­rząt przy­no­si na to pyta­nie odpo­wiedź prze­czą­cą. Ist­nie­je w histo­rii filo­zo­fii dłu­ga tra­dy­cja oddzie­la­nia ludzi od innych zwie­rząt – prze­ko­ny­wa­nia, że jeste­śmy bar­dziej szla­chet­ni albo lep­si, albo waż­niej­si od nich pod jakimś bar­dzo pod­sta­wo­wym wzglę­dem. Od zawsze teza, że ludzie są wyjąt­ko­wo bli­sko Boga, będąc stwo­rzo­ny­mi na jego obraz, była czę­ścią chrze­ści­jań­skiej dok­try­ny. W XVII wie­ku Kar­te­zjusz dał pod­sta­wy meta­fi­zycz­ne temu chrze­ści­jań­skie­mu prze­ko­na­niu, twier­dząc, że ludzi nale­ży cał­ko­wi­cie odróż­nić od innych zwie­rząt, bo tyl­ko oni mają dusze. Ruch zwie­rząt, jak twier­dzi Kar­te­zjusz w jed­nym z listów do Henry’ego More’a, moż­na wyja­śnić za pomo­cą czy­sto mecha­ni­stycz­nych zasad:

Ponad­to, sko­ro sztu­ka jest naśla­dow­nic­twem natu­ry, a ludzie mogą budo­wać auto­ma­ty, któ­re poru­sza­ją się, choć nie są zdol­ne do jakie­go­kol­wiek myśle­nia, więc wyda­je się być roz­sąd­ną argu­men­ta­cja, że rów­nież natu­ra two­rzy swo­je auto­ma­ty, o wie­le wspa­nial­sze niż tam­te sztucz­ne, mia­no­wi­cie wszyst­kie zwie­rzę­ta. (List do More’a z 5 lute­go 1649, w: Zarzu­ty i odpo­wie­dzi póź­niej­sze, przeł. J. Kopa­nia. Kęty: Wydaw­nic­two ANTYK 2005, s. 61)

Jak inni ludzie w XVII wie­ku, Kar­te­zjusz był pod wiel­kim wra­że­niem tech­nicz­nych wyna­laz­ków swe­go stu­le­cia – w szcze­gól­no­ści urzą­dzeń mecha­nicz­nych. Wyda­je się, że zachwy­cił go zwłasz­cza posąg Nep­tu­na, któ­ry, wyma­chu­jąc trój­zę­bem, gro­ził tym, któ­rzy zbli­ży­li się do nie­go, sta­nąw­szy uprzed­nio bez­wied­nie na odpo­wied­nim przy­ci­sku. Kar­te­zjusz wspo­mi­nał o tym wie­lo­krot­nie w róż­nych pismach. Jak wie­lu w XVII wie­ku, przy­szło mu natu­ral­nie na myśl, że zwie­rzę­ta mogą być wpra­wia­ne w ruch przez jakie­goś rodza­ju bio­lo­gicz­ny mecha­nizm i że w związ­ku z tym ich funk­cjo­no­wa­nie moż­na wyja­śnić bez odwo­ły­wa­nia się do mocy psy­chicz­nych. Co cie­ka­we, myślę, że ten sie­dem­na­sto­wiecz­ny pogląd filo­zo­ficz­ny na zwie­rzę­ta inne niż ludzie jako bio­lo­gicz­ne mecha­ni­zmy prze­trwał w nie­któ­rych krę­gach nie­mal nie­zmie­nio­ny aż po XXI wiek. Jedy­na napraw­dę zna­czą­ca zmia­na, jaka zaszła w filo­zo­ficz­nej orto­dok­sji od tego cza­su, pole­ga na tym, że nam, ludziom, nie przy­słu­gu­je już uprzy­wi­le­jo­wa­ny sta­tus, przy któ­rym obsta­wał Kar­te­zjusz, jako że bar­dzo nie­wie­lu zachod­nich filo­zo­fów akcep­tu­je obec­nie ist­nie­nie nie­za­leż­ne­go, nie­ma­te­rial­ne­go bytu, zwa­ne­go duszą. W efek­cie wie­lu twier­dzi, że kar­te­zjań­ska, zasad­ni­czo mecha­ni­stycz­na kon­cep­cja zwie­rzę­co­ści musi zostać posze­rzo­na. Podob­nie jak inne zwie­rzę­ta, tak i ludzi nale­ży poj­mo­wać jako zło­żo­ne mecha­ni­zmy, a inte­rak­cje zacho­dzą­ce mię­dzy ich czę­ścia­mi wystar­cza­ją, by wyja­śnić funk­cjo­no­wa­nie całości.

Nie­któ­rzy zwo­len­ni­cy mecha­ni­stycz­ne­go mode­lu chcie­li­by w związ­ku z tym twier­dzić, że postęp nowo­cze­snej nauki uczy­nił zby­tecz­nym roz­róż­nie­nie, któ­re pró­bo­wa­łam zary­so­wać mię­dzy auten­tycz­ny­mi spraw­ca­mi, któ­rzy mają moce dwu­kie­run­ko­we, a nie-spraw­ca­mi posia­da­ją­cy­mi jedy­nie moce jed­no­kie­run­ko­we. Wie­my już teraz − mogli­by powie­dzieć − że nasze dzia­ła­nia są wyni­kiem akty­wa­cji neu­ro­nów, któ­re z kolei są wyni­kiem akty­wa­cji innych neu­ro­nów albo zmian w stę­że­niu róż­nych sub­stan­cji che­micz­nych w mózgu czy tym podob­nych fizjo­lo­gicz­nych zda­rzeń. Zmia­ny, któ­re zacho­dzą wewnątrz nas i któ­re okre­śla­ją nasze dzia­ła­nia, nie są niczym wię­cej jak reali­za­cją jed­no­kie­run­ko­wych mocy takich rze­czy jak sub­stan­cje che­micz­ne czy komórki.

Moż­na by stąd wywnio­sko­wać, że przy­pusz­cze­nie, iż ludzie mają auten­tycz­ne dwu­kie­run­ko­we moce – że posia­dam, na przy­kład, jak powy­żej twier­dzi­łam, moc by tu i teraz unieść moje ramię, jak i moc, by go nie unieść – musi być ilu­zo­rycz­ne. Jeśli fak­tycz­nie nie unio­sę ramie­nia, ozna­cza­ło­by to tyl­ko, iż chwi­lę wcze­śniej w moim mózgu nie zacho­dzi­ły warun­ki przy­czy­no­we nie­zbęd­ne, by spra­wić, by moje ramię się unio­sło. Jeśli poprze­dza­ją­ce warun­ki pozo­sta­ją bez zmian – twier­dzi­li­by zwo­len­ni­cy mode­lu mecha­ni­stycz­ne­go – zwy­czaj­nie nie­praw­dą jest, że mogło zajść każ­de z tych zda­rzeń. Zgod­nie z tym poglą­dem w grun­cie rze­czy nie ist­nie­je żad­ne roz­róż­nie­nie na spraw­cę albo nie-spraw­cę, jakie sta­ra­łam się scha­rak­te­ry­zo­wać powy­żej. Jest raczej tak, że cały wszech­świat, włą­cza­jąc ludz­kość, jest zasad­ni­czo ogrom­nym mecha­ni­zmem, a roz­róż­nie­nie na spraw­ców i nie-spraw­ców jest albo bez­pod­staw­ne, albo powin­no być opi­sa­ne w jakiś inny spo­sób (np. przez odróż­nie­nie deter­mi­ni­stycz­nych przy­czyn dzia­łań od deter­mi­ni­stycz­nych przy­czyn zda­rzeń inne­go typu, na przy­kład przez wska­za­nie, że są one przy­czy­na­mi „men­tal­ny­mi”, w nadziei, że ta sztucz­ka wystar­czy. Z róż­nych powo­dów, któ­re muszę tu pomi­nąć, nie wystarczy).

Libertarianizm

Oczy­wi­ście nie­któ­rzy filo­zo­fo­wie sprze­ci­wi­li się temu mecha­ni­stycz­ne­mu uję­ciu. Uwa­ża­ją je za błęd­ne, ponie­waż wyda­je im się oczy­wi­stym, że mamy dwu­kie­run­ko­wą moc – że mogę, na przy­kład, w dokład­nie takich jak teraz warun­kach, unieść moje ramię albo go nie uno­sić. Wyda­je im się czymś nie­do­rzecz­nym prze­czyć, że jeste­śmy spraw­ca­mi w tym peł­nym i sil­nym sen­sie. Sta­nę­li oni w obro­nie sta­no­wi­ska, któ­re okre­śla­ją jako liber­ta­ria­nizm w kwe­stii wol­nej woli. Jed­nak na ogół nie są skłon­ni przy­pi­sać tej szcze­gól­nej zdol­no­ści innym zwie­rzę­tom. Sta­tus indy­wi­du­ów posia­da­ją­cych wol­ną wolę został powszech­nie przy­pi­sa­ny wyłącz­nie ludziom – nawet przez tych filo­zo­fów, któ­rzy usil­nie twier­dzi­li, że poję­cie wol­nej woli nie jest jed­ną wiel­ką pomyłką.

Owe dwa obo­zy – nazwij­my je dla wygo­dy zwo­len­ni­ka­mi kon­cep­cji mecha­ni­stycz­nejzwo­len­ni­ka­mi wol­nej woli – repre­zen­tu­ją obec­nie dwa głów­ne sta­no­wi­ska, jakie skłon­ni są zaj­mo­wać filo­zo­fo­wie w kwe­stii meta­fi­zy­ki spraw­czo­ści. Albo spraw­czość jest postrze­ga­na jako szcze­gól­ny rodzaj deter­mi­ni­stycz­ne­go mecha­ni­zmu przy­czy­no­we­go, albo ludzie są szcze­gól­nym wyjąt­kiem od try­bu, w jakim nor­mal­nie dzia­ła przy­ro­da. Nie­wąt­pli­wie jed­nak żad­ne z tych sta­no­wisk nie jest w naj­mniej­szym stop­niu pocią­ga­ją­ce. Z jed­nej stro­ny zwo­len­ni­cy kon­cep­cji mecha­ni­stycz­nej wyda­ją się pro­po­no­wać nam głę­bo­ko nie­in­tu­icyj­ną kon­cep­cję ludzi jako stwo­rzeń pozo­sta­ją­cych cał­ko­wi­cie na łasce elek­trycz­nych i mecha­nicz­nych reak­cji zacho­dzą­cych w ich czę­ściach, co na pierw­szy rzut oka zda­je się wyma­gać nad­zwy­czaj­nie rady­kal­nej rewi­zji nasze­go codzien­ne­go postrze­ga­nia świa­ta. Ta wizja nasze­go miej­sca w świe­cie wyda­je się zmie­niać nas w are­ny, na któ­rych roz­gry­wa­ją się che­micz­ne i elek­trycz­ne reak­cje, zde­ter­mi­no­wa­ne bez wyjąt­ku przez wcze­śniej­sze reak­cje tego same­go typu. Z dru­giej stro­ny zwo­len­ni­cy wol­nej woli wyda­ją się trwać przy sta­rym kar­te­zjań­skim podzia­le na ludzi i całą resz­tę przy­ro­dy – a z tym trud­no czuć się kom­for­to­wo w post­dar­wi­ni­stycz­nych cza­sach. Uwa­żam, że potrze­bu­je­my alter­na­ty­wy wobec obu tych sta­no­wisk. Klucz do jej zna­le­zie­nia tkwi w pyta­niu, któ­re posta­wi­łam wcze­śniej, a mia­no­wi­cie: gdzie w tym sche­ma­cie jest miej­sce dla zwie­rząt innych niż ludzie.

Portia i dwukierunkowa moc zwierząt

Dużo łatwiej jest zaak­cep­to­wać ist­nie­nie tego inte­re­su­ją­ce­go zja­wi­ska, któ­re nazy­wam spraw­czo­ścią, gdy przyj­mie­my, że może ono być znacz­nie bar­dziej roz­po­wszech­nio­ne, niż skłon­ni są przy­pusz­czać zwo­len­ni­cy wol­nej woli, i że cechu­je ono rów­nież licz­ne zwie­rzę­ta inne niż my. Dzię­ki temu zni­ka wra­że­nie, że oma­wia­ne sta­no­wi­sko spro­wa­dza się do ubie­ga­nia o spe­cjal­ne wzglę­dy dla ludz­kie­go gatun­ku. Moż­na było­by wręcz twier­dzić, że roz­wi­nię­cie moc­nej kon­cep­cji spraw­czo­ści sta­no­wi waż­ny akt uzna­nia spe­cy­fi­ki pew­nych try­bów funk­cjo­no­wa­nia, któ­re zda­ją się być obec­ne w znacz­nej czę­ści kró­le­stwa zwierząt.

Uwa­żam, że – podob­nie jak my – wie­le zwie­rząt ma dwu­kie­run­ko­wą moc. Oczy­wi­ście do robie­nia pew­nych rze­czy popy­cha je (podob­nie jak nas) instynkt – ale nie jest to żad­ną mia­rą sprzecz­ne z uzna­niem, że mają one dwu­kie­run­ko­wą moc. Instynk­ty rzą­dzą zwie­rzę­ta­mi, jak rzą­dzą nami, w wymia­rze ogól­nym – usta­na­wia­jąc okre­ślo­ny zestaw celów i zacho­wań, czę­sto­kroć pozo­sta­wia­jąc zwie­rzę­ciu wybór wie­lu szcze­gó­łów: gdzie, kie­dy i jak będą te cele reali­zo­wać. Bar­dziej zło­żo­ne zwie­rzę­ta mają pod tym wzglę­dem wię­cej wol­no­ści niż te mniej zło­żo­ne – tak więc pies może zde­cy­do­wać, czy oddać teraz mocz, czy zamiast tego pogo­nić za rzu­co­nym wła­śnie paty­kiem. Wyda­je się, że wol­ność pają­ka będzie znacz­nie bar­dziej ogra­ni­czo­na. Jed­nak nawet pająk mógł­by być w sta­nie zde­cy­do­wać, gdzie lepiej roz­piąć paję­czy­nę, któ­rą dro­gę wybrać do dane­go miej­sca, itp. W rze­czy samej, ist­nie­ją dowo­dy, że nie­któ­re pają­ki posia­da­ją cał­kiem wyjąt­ko­we zdol­no­ści – mamy na przy­kład cudow­ny zapis obser­wa­cji ska­czą­ce­go pają­ka Por­tia, poczy­nio­nych przez Sti­ma Wil­co­xa i Rober­ta Jack­so­na w lasach tro­pi­kal­nych pół­noc­no-wschod­niej Austra­lii. Pająk ten polu­je na inne pają­ki. Wil­cox i Jack­son opi­su­ją sytu­ację, w któ­rej Por­tia, ucie­ka­jąc się do róż­nych stra­te­gii, bez­sku­tecz­nie pró­bo­wa­ła wywa­bić inne­go pają­ka ze środ­ka jego sie­ci, po czym na oko­ło godzi­nę znik­nę­ła z pola widze­nia, by w koń­cu poja­wić się ponow­nie na wystę­pie skal­nym wyso­ko ponad sie­cią upa­trzo­nej ofia­ry. Wte­dy spu­ści­ła się z wystę­pu skal­ne­go i rzu­ci­ła na roz­huś­ta­nej nici, by zjeść ofia­rę. Na uwa­gę w tym opi­sie zacho­wa­nia Por­tii zasłu­gu­je poten­cjał, jaki wyka­za­ła, w zakre­sie pla­no­wa­nia przy­szło­ści, świa­do­mo­ści cza­so­prze­strzen­nej, zacho­wa­nia zamia­ru przez zna­czą­cy okres cza­su i bez sta­łej per­cep­cji pożą­da­ne­go obiek­tu. Ewi­dent­nie ogól­ny cel Por­tii – łapać i jeść pają­ki – jest jej dany instynk­tow­nie; ale rów­nie ewi­dent­nie środ­ki do tego celu w danym wypad­ku wybie­ra Por­tia na miej­scu, sto­sow­nie do afor­dan­cji, któ­re ofe­ru­je śro­do­wi­sko, w jakim się znajduje.

Spraw­czo­ści zatem nie nale­ży postrze­gać ani jako ilu­zji, ani jako oso­bli­wej wła­sno­ści jed­ne­go gatun­ku. Jest to raczej moc, któ­ra cechu­je bio­lo­gicz­ne indy­wi­dua o pew­nym stop­niu i typie zło­żo­no­ści, ewo­lu­cyj­na inno­wa­cja o zupeł­nie nad­zwy­czaj­nej wadze, któ­ra roz­wi­ja się w mia­rę, jak poja­wia­ją się na świe­cie stwo­rze­nia posia­da­ją­ce sze­reg zło­żo­nych i cza­sem trud­nych do pogo­dze­nia celów. Takie stwo­rze­nia mogą mieć potrze­bę wyko­rzy­sta­nia infor­ma­cji naby­tych per­cep­cyj­nie z licz­nych źró­deł dla roz­wią­za­nia pro­ble­mów, któ­re nie­ko­niecz­nie da się roz­wią­zać w tyl­ko jeden jedy­ny i naj­lep­szy spo­sób, a któ­re doty­czą roz­ło­że­nia ich wysił­ków oraz nawi­ga­cji w cza­sie i prze­strze­ni pod­czas reali­za­cji celów. Moce spraw­cze są spo­so­bem, w jaki przy­ro­da roz­wią­zu­je te pro­ble­my; my nato­miast musi­my te moce, jak i meta­fi­zy­kę, jakiej wyma­ga­ją, zro­zu­mieć, zanim będzie­my mogli liczyć na osta­tecz­ne roz­wią­za­nie kwe­stii czy my, ludzie, posia­da­my wol­ną wolę czy nie.

Tłu­ma­cze­nie: Joan­na Kla­ra Teske


Do Ani­mals Have Free Will?, „The Phi­lo­so­phers’ Maga­zi­ne”, https://www.philosophersmag.com/ (dostęp: 25 kwiet­nia 2015). Prze­kład za zgo­dą Autor­ki i Wydawcy.


Helen Ste­ward – pro­fe­sor filo­zo­fii umy­słu i dzia­ła­nia na Uni­wer­sy­te­cie w Leeds i autor­ka m.in. książ­ki A Meta­phy­sics of Fre­edom (Oxford Uni­ver­si­ty Press 2012).

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy