Artykuł Filozofia przyrody Filozofia współczesna

Philip Goff: Czy Wszechświat jest świadomym umysłem?

philip goff kosmopsychizm
Kosmopsychizm to pogląd, który może wydawać się szalony, ale dobrze tłumaczy, w jaki sposób Wszechświat dostosował się do zaistnienia w nim życia.

Zapisz się do naszego newslettera

Down­lo­ad (PDF, 1.42MB)


 

Wszechświat skrojony na miarę

W cią­gu ostat­nich czter­dzie­stu lat naukow­cy coraz dobit­niej uświa­da­mia­li sobie oso­bli­wy fakt doty­czą­cy Wszech­świa­ta: pra­wa fizy­ki, któ­re w nim obo­wią­zu­ją oraz jego wyj­ścio­we warun­ki są pre­cy­zyj­nie dostro­jo­ne do tego, aby mogło powstać w nim życie. Dziś wie­my, że to ostat­nie jest moż­li­we tyl­ko wte­dy, gdy war­to­ści licz­bo­we w fizy­ce pod­sta­wo­wej – na przy­kład siła gra­wi­ta­cji czy masa elek­tro­nu – miesz­czą się w pew­nym zakre­sie. Tym­cza­sem zakres ten to wyjąt­ko­wo wąski wyci­nek wszyst­kich moż­li­wych war­to­ści. Jest zatem nie­zwy­kle mało praw­do­po­dob­ne, aby w takim Wszech­świe­cie jak nasz wystą­pi­ły warun­ki pozwa­la­ją­ce na zaist­nie­nie życia. Mimo to – wbrew wszel­kie­mu praw­do­po­do­bień­stwu – tak wła­śnie jest. 

Oto kil­ka przy­kła­dów pre­cy­zyj­ne­go dostrojenia: 

  • Sil­ne oddzia­ły­wa­nie jądro­we (siła, któ­ra wią­że skład­ni­ki jądra ato­mu) ma war­tość 0,007. Gdy­by wyno­si­ła ona 0,006 lub mniej, Wszech­świat zawie­rał­by tyl­ko wodór. Gdy­by nato­miast wyno­si­ła 0,008 lub wię­cej, wodór uległ­by fuzji, two­rząc cięż­sze pier­wiast­ki. W obu przy­pad­kach che­micz­na zło­żo­ność, bez któ­rej życie nie może powstać, była­by fizycz­nie niemożliwa. 
  • To, czy che­micz­na zło­żo­ność jest fizycz­nie moż­li­wa, zale­ży rów­nież od mas pod­sta­wo­wych skład­ni­ków mate­rii: elek­tro­nów i kwar­ków. Gdy­by masa dol­ne­go kwar­ka była trzy razy więk­sza, we Wszech­świe­cie był­by tyl­ko wodór. Gdy­by nato­miast zwięk­szyć masę elek­tro­nu dwa i pół raza, Wszech­świat zawie­rał­by tyl­ko neu­tro­ny; nie było­by w nim ato­mów, a tym bar­dziej reak­cji chemicznych. 
  • Gra­wi­ta­cja zda­je się być waż­ną siłą, ale w rze­czy­wi­sto­ści jest znacz­nie słab­sza – oko­ło 1036 razy –  od innych sił dzia­ła­ją­cych na ato­my. Gdy­by gra­wi­ta­cja była choć tro­chę sil­niej­sza, gwiaz­dy for­mo­wa­ły­by się z mniej­szej ilo­ści mate­rii, przez co były­by znacz­nie mniej­sze, a ich żywot był­by o wie­le krót­szy. Prze­cięt­ne słoń­ce świe­ci­ło­by wów­czas oko­ło dzie­sięć tysię­cy, zamiast dzie­się­ciu miliar­dów lat, a zatem zbyt krót­ko, by zaszły pro­ce­sy ewo­lu­cyj­ne, któ­re pro­wa­dzą do powsta­nia zło­żo­ne­go życia. I odwrot­nie: gdy­by gra­wi­ta­cja była nie­znacz­nie tyl­ko słab­sza, gwiaz­dy były­by znacz­nie zim­niej­sze, a tym samym nie eks­plo­do­wa­ły­by i nie zmie­nia­ły się w super­no­we. Życie było­by wów­czas nie­moż­li­we, bowiem super­no­we są głów­nym źró­dłem wie­lu pier­wiast­ków cięż­kich współ­two­rzą­cych orga­ni­zmy żywe.

Nie­któ­rzy twier­dzą, że pre­cy­zyj­ne dostro­je­nie to po pro­stu pod­sta­wo­wy fakt na temat nasze­go Wszech­świa­ta, szczę­śli­wy traf, któ­ry nie wyma­ga wyja­śnie­nia. Podob­nie jed­nak jak wie­lu naukow­ców i filo­zo­fów, uwa­żam takie sta­no­wi­sko za nie­za­do­wa­la­ją­ce. W Życiu Wszech­świa­ta fizyk Lee Smo­lin osza­co­wał, że bio­rąc pod uwa­gę wszyst­kie roz­wa­ża­ne przy­kła­dy pre­cy­zyj­ne­go dostro­je­nia, szan­sa poja­wie­nia się życia we Wszech­świe­cie wyno­si 1 na 10229, z cze­go wnio­sku­je:W mojej opi­nii tak zni­ko­me praw­do­po­do­bień­stwo jest czymś, cze­go nie może­my zosta­wić bez wyja­śnie­nia. Szczę­śli­wy traf na pew­no tu nie wystar­czy; potrze­bu­je­my jakie­goś racjo­nal­ne­go wytłu­ma­cze­nia, w jaki spo­sób zda­rze­nie tak mało praw­do­po­dob­ne mimo wszyst­ko zaszło”.

Dwa naj­częst­sze wyja­śnie­nia pre­cy­zyj­ne­go dostro­je­nia to teizm i hipo­te­za wie­lo­świa­ta. Teiści powo­łu­ją się na wszech­moc­ne­go i dosko­na­le dobre­go, nad­przy­ro­dzo­ne­go stwór­cę Wszech­świa­ta, a następ­nie wyja­śnia­ją pre­cy­zyj­ne dostro­je­nie odwo­łu­jąc się do jego dobrych inten­cji. Życie ma wiel­ką war­tość obiek­tyw­ną, dla­te­go Bóg w swo­jej dobro­ci chciał je urze­czy­wist­nić two­rząc pra­wa – w tym sta­łe przy­ro­dy – któ­re umoż­li­wia­ją jej zaist­nie­nie. Nato­miast hipo­te­za wie­lo­świa­ta zakła­da ogrom­ną, być może nie­skoń­czo­ną, licz­bę fizycz­nych wszech­świa­tów, odmien­nych od nasze­go, w któ­rych obo­wią­zu­je wie­le róż­nych war­to­ści sta­łych. Jeśli mamy wystar­cza­ją­cą licz­bę wszech­świa­tów reali­zu­ją­cych odpo­wied­ni zakres sta­łych, zaist­nie­nie co naj­mniej jed­ne­go, pre­cy­zyj­nie dostro­jo­ne­go wszech­świa­ta, sta­je się mniej nie­praw­do­po­dob­ne. 

Obie te teo­rie są w sta­nie wyja­śnić pre­cy­zyj­ne dostro­je­nie. Ich pro­blem pole­ga jed­nak na tym, że na pierw­szy rzut oka doko­nu­ją zara­zem fał­szy­wych prze­wi­dy­wań. Dla teisty wią­że się ono z pro­ble­mem zła. Gdy­by powie­dzia­no nam, że dany Wszech­świat został stwo­rzo­ny przez dosko­na­le dobrą, wszech­wie­dzą­cą i wszech­moc­ną isto­tę, to spo­dzie­wa­li­by­śmy się, że nie będzie w nim nie­po­trzeb­ne­go cier­pie­nia. Nie byli­by­śmy zasko­cze­ni, że we wszech­świe­cie tym ist­nie­je inte­li­gent­ne życie, ale zdzi­wi­ło­by nas to, że powsta­ło ono poprzez okrut­ny pro­ces dobo­ru natu­ral­ne­go. Dla­cze­go kocha­ją­cy Bóg, któ­ry może abso­lut­nie wszyst­ko, zde­cy­do­wał­by się na stwo­rze­nie życia w ten spo­sób? Na pierw­szy rzut oka teizm prze­wi­du­je zatem wszech­świat znacz­nie lep­szy niż nasz. Dla­te­go wła­śnie nie­do­sko­na­ło­ści nasze­go Wszech­świa­ta moc­no prze­ma­wia­ją prze­ciw­ko ist­nie­niu Boga. 

Nato­miast w przy­pad­ku hipo­te­zy wie­lo­świa­ta fał­szy­we prze­wi­dy­wa­nie wyni­ka z tzw. pro­ble­mu mózgu Bolt­zman­na, nazwa­ne­go tak na cześć XIX-wiecz­ne­go austriac­kie­go fizy­ka Ludwi­ga Bolt­zman­na, któ­ry jako pierw­szy sfor­mu­ło­wał para­doks obser­wo­wa­ne­go Wszech­świa­ta. Zakła­da­jąc, że ist­nie­je wie­lo­świat, ocze­ki­wać moż­na, że nasz Wszech­świat będzie dość typo­wym jego ele­men­tem skła­do­wym, a przy­naj­mniej typo­wym świa­tem z obser­wa­to­ra­mi (nie może­my wszak zamiesz­ki­wać świa­ta, w któ­rym nie ma obser­wa­to­rów). Jed­nak w książ­ce Dro­ga do rze­czy­wi­sto­ści. Wyczer­pu­ją­cy prze­wod­nik po pra­wach rzą­dzą­cych Wszech­świa­tem fizyk i mate­ma­tyk Roger Pen­ro­se obli­czył, że w wie­lo­świe­cie tego rodza­ju, jaki postu­lu­je więk­szość współ­cze­snych fizy­ków – opar­tym na kosmo­lo­gii infla­cyj­nej i teo­rii strun – dla każ­de­go obser­wa­to­ra, któ­ry obser­wu­je jed­no­rod­ny, upo­rząd­ko­wa­ny wszech­świat tak duży jak nasz, jest 10 do potę­gi 10123 obser­wa­to­rów, któ­rzy obser­wu­ją jed­no­rod­ny, upo­rząd­ko­wa­ny, lecz zale­d­wie 10 razy mniej­szy wszech­świat. Zde­cy­do­wa­nie naj­pow­szech­niej­szym rodza­jem obser­wa­to­ra był­by „mózg Bolt­zman­na”: dzia­ła­ją­cy mózg, któ­ry, dzię­ki zwy­czaj­ne­mu przy­pad­ko­wi, wyło­nił­by się na krót­ką chwi­lę z cha­otycz­ne­go wszech­świa­ta. Jeśli Pen­ro­se ma rację, to zgod­nie z teo­rią wie­lo­świa­ta praw­do­po­do­bień­stwo, że obser­wa­tor odkry­je ogrom­ny, upo­rząd­ko­wa­ny wszech­świat jest nie­zwy­kle małe. Dla­te­go też fakt, że sami jeste­śmy taki­mi obser­wa­to­ra­mi, sta­no­wi moc­ną rację prze­ciw­ko kon­cep­cji wieloświata.

Żaden z tych argu­men­tów nie jest roz­strzy­ga­ją­cy. Teiści mogą pró­bo­wać wska­zać powo­dy, dla któ­rych Bóg pozwa­la na cier­pie­nie obser­wo­wa­ne we Wszech­świe­cie, a zwo­len­ni­cy wie­lo­świa­ta mogą pod­jąć wysi­łek, by dopra­co­wać swo­ją teo­rię w taki spo­sób, aby nasz Wszech­świat był mniej nie­praw­do­po­dob­ny. Jed­nak oba te posu­nię­cia wyda­ją się doraź­ne i sta­no­wią pró­bę rato­wa­nia teo­rii, któ­ra w prze­ciw­nym wypad­ku musia­ła­by zostać uzna­na za oba­lo­ną. Myślę, że może­my zapro­po­no­wać lep­sze rozwiązanie. 

Milczenie fizyki

W powszech­nej opi­nii fizy­ka jest na dobrej dro­dze, aby w peł­ni wyja­śnić natu­rę prze­strze­ni, cza­su i mate­rii. Takie­go wyja­śnie­nia dziś wpraw­dzie jesz­cze nie ma, mię­dzy inny­mi dla­te­go, że nasza naj­lep­sza teo­ria makro­świa­ta – ogól­na teo­ria względ­no­ści – jest nie­zgod­na z naj­lep­szą teo­rią mikro­świa­ta, czy­li mecha­ni­ką kwan­to­wą. Na ogół zakła­da się jed­nak, że pew­ne­go dnia trud­no­ści te uda się prze­zwy­cię­żyć, a fizy­cy z dumą zapre­zen­tu­ją znie­cier­pli­wio­nej publicz­no­ści Wiel­ką Zuni­fi­ko­wa­ną Teo­rię Wszyst­kie­go: wyczer­pu­ją­cy opis fun­da­men­tal­nej natu­ry Wszechświata. 

W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak, pomi­mo swych nie­wąt­pli­wych zalet, fizy­ka nie mówi nam zupeł­nie nic o natu­rze fizycz­ne­go Wszech­świa­ta. Roz­pa­trz­my pra­wo powszech­ne­go cią­że­nia, sfor­mu­ło­wa­ne przez Iza­aka Newtona:

Zmien­ne m1 i m2 ozna­cza­ją masy dwóch obiek­tów, któ­rych siłę wza­jem­ne­go przy­cią­ga­nia gra­wi­ta­cyj­ne­go chce­my obli­czyć. F jest siłą gra­wi­ta­cyj­ną mię­dzy tymi dwie­ma masa­mi, G to sta­ła gra­wi­ta­cyj­na (któ­rej war­tość zna­my z obser­wa­cji), nato­miast r jest odle­gło­ścią mię­dzy m1 i m2. Zauważ­my, że rów­na­nie to nie pozwa­la nam zde­fi­nio­wać, czym jest „masa”, „siła” i „odle­głość”. Nie doty­czy to wyłącz­nie pra­wa New­to­na. Przed­mio­tem fizy­ki są pod­sta­wo­we wła­sno­ści fizycz­ne­go świa­ta: masa, ładu­nek, spin, odle­głość, siła. Ale rów­na­nia fizy­ki nie wyja­śnia­ją, czym te rze­czy są. One jedy­nie nazy­wa­ją je, a następ­nie ujmu­ją w abs­trak­cyj­ne formuły.

Jeśli fizy­ka nie infor­mu­je nas o natu­rze wła­ści­wo­ści fizycz­nych, to o czym wła­ści­wie mówi? Otóż tak napraw­dę fizy­ka to narzę­dzie prze­wi­dy­wa­nia. Nawet jeśli nie wie­my, czym są „masa” i „siła”, może­my roz­po­znać je w świe­cie. Poja­wia­ją się one na przy­kład jako odczy­ty na przy­rzą­dach pomia­ro­wych albo w inny spo­sób wpły­wa­ją na nasze zmy­sły. Za pomo­cą rów­nań fizy­ki, takich jak pra­wo powszech­ne­go cią­że­nia, może­my dokład­nie prze­wi­dzieć, co będzie się dzia­ło. Wła­śnie ta zdol­ność doko­ny­wa­nia pre­dyk­cji dała nam nie­zwy­kłe moż­li­wo­ści wyko­rzy­sta­nia świa­ta natu­ral­ne­go do naszych celów, co dopro­wa­dzi­ło do rewo­lu­cji tech­no­lo­gicz­nej, któ­ra zmie­ni­ła obli­cze naszej pla­ne­ty. Żyje­my teraz w okre­sie histo­rii, w któ­rym ludzie są tak zachwy­ce­ni suk­ce­sa­mi fizy­ki i nauk pokrew­nych, tak poru­sze­ni przez cuda tech­no­lo­gii, że skła­nia­ją się do myśle­nia, iż mate­ma­tycz­ne mode­le fizy­ki ujmu­ją całą rze­czy­wi­stość. To jed­nak nie jest zada­nie dla fizy­ki. Jej celem jest prze­wi­dy­wa­nie zacho­wa­nia mate­rii, a nie odkry­wa­nie jej wewnętrz­nej natu­ry. Stwier­dze­nie, że ato­my są cał­ko­wi­cie pozba­wio­ne umy­sło­wo­ści, a następ­nie zasta­na­wia­nie się, skąd ta ostat­nia pocho­dzi, jest niemądre. 

Bio­rąc pod uwa­gę, że fizy­ka nie mówi nam nic o natu­rze fizycz­nej rze­czy­wi­sto­ści, czy jest coś, co rze­czy­wi­ście wie­my? Czy mamy jakieś wska­zów­ki co do tego, jak dzia­ła­ją „ukry­te sprę­ży­ny” Wszech­świa­ta? Angiel­ski astro­nom Arthur Edding­ton jako pierw­szy potwier­dził ogól­ną teo­rię względ­no­ści, a tak­że sfor­mu­ło­wał (choć w innym kon­tek­ście) wspo­mi­na­ny już pro­blem mózgu Bolt­zman­na. W książ­ce Natu­ra świa­ta fizycz­ne­go zasta­na­wiał się on nad ogra­ni­cze­nia­mi fizy­ki, dowo­dząc, że jedy­ną rze­czą, jaką napraw­dę wie­my o natu­rze mate­rii jest to, iż część z niej jest świa­do­ma; wie­dza ta bie­rze się stąd, iż zda­je­my sobie bez­po­śred­nio spra­wę ze świa­do­mo­ści naszych wła­snych mózgów. „Pozna­je­my zewnętrz­ny świat, ponie­waż jego włók­na łączą się z naszą świa­do­mo­ścią. Zna­my jed­nak wyłącz­nie zakoń­cze­nia tych włó­kien; na ich pod­sta­wie mniej lub bar­dziej sku­tecz­nie odtwa­rza­my wszyst­ko inne, podob­nie jak pale­on­to­log rekon­stru­uje wymar­łe stwo­rze­nie na pod­sta­wie zacho­wa­ne­go w zie­mi odci­sku”. Nie mamy bez­po­śred­nie­go dostę­pu do natu­ry mate­rii, któ­ra znaj­du­je się poza naszy­mi mózga­mi. Jed­nak zda­niem Edding­to­na naj­bar­dziej roz­sąd­ną spe­ku­la­cją jest ta, że natu­ra mate­rii znaj­du­ją­cej się poza mózgiem jest taka sama jak tej w jego wnę­trzu. Bio­rąc pod uwa­gę, że nie mamy bez­po­śred­nie­go wglą­du w natu­rę ato­mów – stwier­dza Edding­ton – „nie­roz­waż­nie” jest utrzy­my­wać, że są one cał­ko­wi­cie pozba­wio­ne umy­sło­wo­ści, a następ­nie zasta­na­wiać się, skąd ta ostat­nia się bierze.

Świadoma materia

W mojej książ­ce Con­scio­usness and fun­da­men­tal reali­ty (Świa­do­mość a fun­da­men­tal­na rze­czy­wi­stość) prze­kształ­ci­łem te roz­wa­ża­nia w dro­bia­zgo­wy argu­ment na rzecz panp­sy­chi­zmu: poglą­du, zgod­nie z któ­rym cała mate­ria jest świa­do­ma. Panp­sy­chi­sta może roz­wi­nąć swe pod­sta­wo­we sta­no­wi­sko na dwa spo­so­by. Jed­nym z nich jest mikrop­sy­chizm – pogląd, że świa­do­mość posia­da­ją naj­mniej­sze czę­ści świa­ta fizycz­ne­go. Sta­no­wi­ska tego nie nale­ży utoż­sa­miać z absur­dal­nym poglą­dem, że kwar­ki mają emo­cje lub że elek­tro­ny odczu­wa­ją egzy­sten­cjal­ny lęk. W przy­pad­ku ludzi świa­do­mość to wyra­fi­no­wa­ne zja­wi­sko, obej­mu­ją­ce sub­tel­ne i zło­żo­ne emo­cje, myśli i doświad­cze­nia zmy­sło­we. Idea, że świa­do­mość może ist­nieć w pew­nych bar­dzo pod­sta­wo­wych for­mach nie jest jed­nak nie­spój­na. Mamy dobry powód, by uwa­żać świa­do­me doświad­cze­nie konia za o wie­le mniej skom­pli­ko­wa­ne niż czło­wie­ka, a doświad­cze­nia kur­cza­ka za mniej skom­pli­ko­wa­ne niż konia. Moż­li­we, że w mia­rę jak orga­ni­zmy sta­ją się prost­sze, w pew­nym momen­cie świa­tło świa­do­mo­ści nagle gaśnie. Jeże­li tak jest, to naj­prost­sze orga­ni­zmy w ogó­le nie mają doświad­cze­nia. Rów­nie moż­li­we jed­nak, że świa­tło świa­do­mo­ści nigdy nie wyłą­cza się cał­ko­wi­cie, ale słab­nie wraz ze spad­kiem zło­żo­no­ści orga­nicz­nej, bie­gnąc przez muchy, owa­dy, rośli­ny, ame­by i bak­te­rie. Mikrop­sy­chi­sta jest zda­nia, iż to kon­ti­nu­um obej­mu­je rów­nież mate­rię nie­orga­nicz­ną, w tym pod­sta­wo­we byty fizycz­ne – elek­tro­ny i kwar­ki – któ­re posia­da­ją bar­dzo pry­mi­tyw­ne for­my świa­do­mo­ści, odzwier­cie­dla­ją­ce ich pro­stą naturę. 

Jed­nak wie­lu naukow­ców i filo­zo­fów nauki argu­men­tu­je, że tego rodza­ju „oddol­ny” obraz Wszech­świa­ta jest prze­sta­rza­ły i że współ­cze­sna fizy­ka suge­ru­je inną, „odgór­ną” lub „holi­stycz­ną” wizję, w któ­rej zło­żo­ne cało­ści są bar­dziej pod­sta­wo­we niż ich czę­ści. Zgod­nie z holi­zmem stół, któ­ry znaj­du­je się przed tobą, nie ist­nie­je na bazie sub­a­to­mo­wych czą­stek, któ­re go two­rzą. To raczej ist­nie­nie czą­stek sub­a­to­mo­wych wywo­dzi się ze sto­łu. Osta­tecz­nie wszyst­ko, co ist­nie­je, wywo­dzi się z pod­sta­wo­we­go sys­te­mu zło­żo­ne­go: Wszech­świa­ta jako całości.

Holizm budzi cokol­wiek mistycz­ne sko­ja­rze­nia, bowiem jego zwo­len­nik musi przy­jąć, iż osta­tecz­ną rze­czy­wi­stość sta­no­wi pew­na zespo­lo­na całość. Wska­zać moż­na jed­nak sil­ne nauko­we argu­men­ty, któ­re prze­ma­wia­ją na jego rzecz. Ame­ry­kań­ski filo­zof Jona­than Schaf­fer twier­dzi, że dobry dowód na praw­dzi­wość tej kon­cep­cji sta­no­wi zja­wi­sko splą­ta­nia kwan­to­we­go. Splą­ta­ne cząst­ki zacho­wu­ją się jak jeden byt, nawet jeśli dzie­lą­ca je odle­głość unie­moż­li­wia prze­miesz­cza­nie się mię­dzy nimi jakie­go­kol­wiek sygna­łu. Według Schaf­fe­ra jedy­ne sen­sow­ne wyja­śnie­nie tego fak­tu wyma­ga zało­że­nia, że znaj­du­je­my się we Wszech­świe­cie, w któ­rym zło­żo­ne sys­te­my są bar­dziej fun­da­men­tal­ne niż ich czę­ści. Jeśli połą­czy­my holizm i panp­sy­chizm, otrzy­ma­my kosmop­sy­chizm: pogląd, że Wszech­świat jest świa­do­my, zaś pod­sta­wą świa­do­mo­ści ludzi i zwie­rząt jest świa­do­mość same­go Wszech­świa­ta, a nie świa­do­mość pod­sta­wo­wych czą­stek. Tego wła­śnie poglą­du bro­nię w mojej książce. 

Kosmop­sy­chi­sta nie musi twier­dzić, że świa­do­my Wszech­świat ma cechy umy­sło­we podob­ne do ludz­kich, takie jak myśle­nie i racjo­nal­ność. W swo­jej książ­ce zasu­ge­ro­wa­łem, by potrak­to­wać kosmicz­ną świa­do­mość jako raczej swe­go rodza­ju bez­ro­zum­ny „bała­gan”. Teraz jed­nak wyda­je mi się, iż – wbrew temu, co wcze­śniej sądzi­łem – namysł nad pre­cy­zyj­nym dostro­je­niem może wska­zy­wać, że życie men­tal­ne Wszech­świa­ta o wie­le bar­dziej przy­po­mi­na ludz­kie życie umysłowe. 

Kana­dyj­ski filo­zof John Leslie zapro­po­no­wał inte­re­su­ją­ce wyja­śnie­nie pre­cy­zyj­ne­go dostro­je­nia, któ­re w książ­ce Wszech­świa­ty nazwał aksjar­chi­zmem. W pre­cy­zyj­nym dostro­je­niu zadzi­wia przede wszyst­kim to, że pra­wa nasze­go Wszech­świa­ta umoż­li­wi­ły zaist­nie­nie cze­goś wyso­ce war­to­ścio­we­go: życia, zwłasz­cza inte­li­gent­ne­go. Gdy­by, w zgo­dzie z wszel­kim praw­do­po­do­bień­stwem, pra­wa te nie zosta­ły pre­cy­zyj­nie dostro­jo­ne, Wszech­świat miał­by nie­skoń­cze­nie mniej­szą war­tość, a nawet – jak stwier­dzi­li­by nie­któ­rzy – nie miał­by jej wca­le. Leslie twier­dzi, że wła­ści­we posta­wie­nie pro­ble­mu umoż­li­wia jego naj­lep­sze roz­wią­za­nie: pra­wa są pre­cy­zyj­nie dostro­jo­ne, ponie­waż ich wystę­po­wa­nie pro­wa­dzi do zaist­nie­nia cze­goś o znacz­nej war­to­ści. Jak widać, nie wpro­wa­dza on żad­ne­go bóstwa pośred­ni­czą­ce­go mię­dzy fak­ta­mi doty­czą­cy­mi war­to­ści a fak­ta­mi kosmo­lo­gicz­ny­mi; te pierw­sze jak gdy­by dosię­ga­ją war­to­ści i bez­po­śred­nio je ustalają.

Nie spo­sób zaprze­czyć, że aksjar­chizm – któ­ry nie zakła­da nic poza obser­wo­wal­nym Wszech­świa­tem – jest oszczęd­nym wyja­śnie­niem pre­cy­zyj­ne­go dostro­je­nia. Nie­ła­two jed­nak przy tym orzec, czy jest to pogląd zro­zu­mia­ły. Nie wyda­je się, aby war­to­ści mogły przy­czy­no­wo wpły­wać na funk­cjo­no­wa­nie świa­ta, przy­naj­mniej nie w ode­rwa­niu od moty­wów racjo­nal­nych pod­mio­tów dzia­ła­nia. Prze­ciw­na suge­stia przy­po­mi­na­ła­by stwier­dze­nie, że abs­trak­cyj­na cyfra 9 wywo­ła­ła huragan. 

Kosmop­sy­chi­sta może jed­nak uczy­nić aksjar­chizm zro­zu­mia­łym, jeże­li uzna, że umy­sło­we cechy Wszech­świa­ta pośred­ni­czą mię­dzy fak­ta­mi doty­czą­cy­mi war­to­ści a fak­ta­mi kosmo­lo­gicz­ny­mi. W myśl tego poglą­du, któ­ry może­my nazwać „pod­mio­to­wym kosmop­sy­chi­zmem”, sam Wszech­świat pre­cy­zyj­nie dostro­ił pra­wa ze wzglę­du na war­to­ści. Kie­dy to uczy­nił? W pierw­szych 10-43 sekun­dy – okre­sie nazy­wa­nym erą Planc­ka – zna­ne nam dziś teo­rie fizycz­ne, obej­mu­ją­ce pre­cy­zyj­nie dostro­jo­ne pra­wa, zała­mu­ją się. Kosmop­sy­chi­sta może zasu­ge­ro­wać, że na tym wcze­snym eta­pie kosmo­lo­gicz­nych dzie­jów sam Wszech­świat „wybrał” pre­cy­zyj­nie dostro­jo­ne war­to­ści, aby umoż­li­wić zaist­nie­nie rozum­ne­go życia.

Filozoficzna spekulacja?

Pro­po­zy­cja ta wyma­ga dwo­ja­kiej mody­fi­ka­cji wyj­ścio­wej tezy kosmop­sy­chi­zmu. Po pierw­sze, musi­my przy­jąć, że Wszech­świat dzia­ła dzię­ki pew­nej pod­sta­wo­wej zdol­no­ści roz­po­zna­wa­nia i reago­wa­nia na war­to­ści. Choć to zna­czą­co zmie­nia spo­sób, w jaki zwy­kle myśli­my o rze­czach, pozo­sta­je ona w zgo­dzie z nasza wie­dzą empi­rycz­ną. Już przed wie­ka­mi szkoc­ki filo­zof David Hume zauwa­żył, że może­my obser­wo­wać jedy­nie zacho­wa­nia rze­czy; leżą­ce u ich pod­staw siły, któ­re powo­du­ją te zacho­wa­nia, pozo­sta­ją dla nas nie­wi­docz­ne. Na ogół zakła­da­my, że Wszech­świat napę­dza­ny jest licz­ny­mi poza­ra­cjo­nal­ny­mi związ­ka­mi przy­czy­no­wy­mi, ale nie­wy­klu­czo­ne, że rów­nie waż­ną rolę odgry­wa zdol­ność Wszech­świa­ta do reago­wa­nia na reflek­sję nad wartościami. 

Oszczęd­ność wyja­śnie­nia pozwa­la zało­żyć, że Wszech­świat ma natu­rę świa­do­mą. Ale jakie kon­se­kwen­cje pogląd ten nie­sie dla praw fizy­ki? Suge­ru­ję, byśmy te ostat­nie potrak­to­wa­li jako ogra­ni­cze­nia nało­żo­ne na dzia­ła­nie spraw­cze Wszech­świa­ta. W prze­ci­wień­stwie do Boga teizmu, Wszech­świat jako pod­miot dzia­ła­nia ma ogra­ni­czo­ną moc, co wyja­śnia jego oczy­wi­ste nie­do­sko­na­ło­ści. Dzia­ła on wpraw­dzie w celu mak­sy­ma­li­za­cji war­to­ści, ale tyl­ko w ramach praw fizy­ki. Dobro­czyn­ność Wszech­świa­ta pozo­sta­je obec­nie na ogół nie­wi­docz­na; pod­mio­to­wy kosmop­sy­chi­sta mógł­by wyja­śnić ten fakt, utrzy­mu­jąc, że ogra­ni­cze­nia nało­żo­ne teraz przez pra­wa fizy­ki są znacz­nie bar­dziej restryk­cyj­ne niż w wyjąt­ko­wych oko­licz­no­ściach pierw­sze­go ułam­ka sekun­dy po Wiel­kim Wybu­chu, kie­dy pra­wa te nie obowiązywały.

Brzy­twa Ockha­ma to zasa­da, któ­ra gło­si, że – o ile wszyst­ko inne pozo­sta­je bez zmian – nale­ży pre­fe­ro­wać teo­rie bar­dziej oszczęd­ne, czy­li te o sto­sun­ko­wo nie­wie­lu postu­la­tach. Czy przy­pi­sy­wa­nie Wszech­świa­to­wi ele­men­tar­nej świa­do­mo­ści nie wią­że się zatem ze zbyt wiel­kim kosz­tem? Bynaj­mniej. Fizycz­ny świat musi mieć jakąś natu­rę, o któ­rej fizy­ka nic nie mówi. Hipo­te­za, że jest to natu­ra świa­do­ma, nie róż­ni się pod wzglę­dem oszczęd­no­ści od poglą­du prze­ciw­ne­go. Tak napraw­dę to wła­śnie ta pierw­sza pro­po­zy­cja jest bar­dziej oszczęd­na, współ­gra bowiem z jedy­ną rze­czą, jaką napraw­dę wie­my o natu­rze mate­rii: z tym, że mózgi mają świadomość.

Mimo wszyst­ko dru­ga i ostat­nia mody­fi­ka­cja, jaką musi­my wpro­wa­dzić do kosmop­sy­chi­zmu w celu wyja­śnie­nia pre­cy­zyj­ne­go dostro­je­nia, ma swo­ją cenę. Jeśli w erze Planc­ka Wszech­świat pre­cy­zyj­nie dostro­ił pra­wa w taki spo­sób, aby miliar­dy lat póź­niej powsta­ło życie, to musi on być w pew­nym sen­sie świa­do­my kon­se­kwen­cji swo­ich dzia­łań. Oto wła­śnie mody­fi­ka­cja: pro­po­nu­ję, aby pod­mio­to­wy kosmop­sy­chizm gło­sił, iż Wszech­świat ma pod­sta­wo­wą dys­po­zy­cję do repre­zen­to­wa­nia wszyst­kich poten­cjal­nych kon­se­kwen­cji każ­de­go ze swych moż­li­wych dzia­łań. W pew­nym sen­sie postu­lat ten jest pro­sty, trud­no jed­nak zaprze­czyć, że zło­żo­ność owych repre­zen­ta­cji men­tal­nych zmniej­sza oszczęd­ność tego poglą­du. Mimo to takie zobo­wią­za­nie jest praw­do­po­dob­nie mniej roz­rzut­ne niż postu­la­ty teisty lub zwo­len­ni­ka teo­rii wie­lo­świa­tów. Ten pierw­szy zakła­da nad­przy­ro­dzo­ny pod­miot dzia­ła­nia, pod­czas gdy pod­mio­to­wy kosmop­sy­chi­sta przyj­mu­je spraw­cę natu­ral­ne­go. Ten dru­gi nato­miast uzna­je ogrom­ną licz­bę odręb­nych, nie­ob­ser­wo­wal­nych bytów: wie­le wszech­świa­tów, gdy tym­cza­sem pod­mio­to­wy kosmop­sy­chi­sta jedy­nie uzu­peł­nia kon­cep­cję bytu, w któ­ry już wie­rzy­my: fizycz­ne­go Wszech­świa­ta. Co naj­waż­niej­sze, pod­mio­to­wy kosmop­sy­chizm uni­ka fał­szy­wych prze­wi­dy­wań, for­mu­ło­wa­nych przez dwie kon­ku­ren­cyj­ne teorie.

Idea, że Wszech­świat jest świa­do­mym umy­słem, któ­ry reagu­je na war­to­ści, wyda­je nam się sza­lo­na. Musi­my ją jed­nak oce­niać nie poprzez sko­ja­rze­nia kul­tu­ro­we, jakie budzi, ale na pod­sta­wie jej mocy wyja­śnia­ją­cej. Pod­mio­to­wy kosmop­sy­chizm tłu­ma­czy pre­cy­zyj­ne dostro­je­nie bez doko­ny­wa­nia fał­szy­wych prze­wi­dy­wań i czy­ni to z pro­sto­tą oraz ele­gan­cją nie­osią­gal­ną dla kon­ku­ren­cyj­nych ujęć. Jest to zatem pogląd, któ­ry powin­ni­śmy potrak­to­wać poważnie.

Prze­ło­ży­ły Maria Minik, Mał­go­rza­ta Kuśmieruk

Prze­kład przej­rzał i popra­wił: Jacek Jarocki

Śród­ty­tu­ły pocho­dzą od tłumaczy.

Phi­lip Goff, Is the Uni­ver­se a con­scio­us mind?, aeon.co, 2 lute­go 2018. Prze­kład za zgo­dą autora.

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

11 komentarzy

Kliknij, aby skomentować

  • Fizy­ka nie odpo­wie na żad­ne pyta­nie, trze­ba ją pojąć umy­słem i trze­ba być ponad Bogiem, któ­ry według moje­go poję­cia funk­cjo­nu­je jako słu­żą­cy a nie nauczyciel.

  • Serio, latwiej wam uwie­rzyc w ist­nie­nie Boga,ktory za dobro nagra­dza a za zlo kaze albo w Jezu­sa naro­dzo­ne­go z dzie­wi­cy niz w teorie,ze wszech­swiat jest swia­do­my I ide­al­nie prze­wi­dzial I dostro­il warun­ki tak,aby bilion lat pozniej powsta­lo zycie ? Prze­ciez to jest genial­na teo­ria kto­rej jestem zwo­len­nicz­ka. Poza tym pozdra­wiam wszyst­kich mysla­cych ‚pytajacych,szukajacych. Cza­sa­mi nie Sama odpo­wiedz sie liczy, ale pod­roz jaka odby­wa­my I wie­dza jaka zdo­by­wa­my poszu­ku­jac jej.

  • To jakiś post post­mo­der­nicz­ny New Age, czy jak mu tam?! Cha cha
    A tak w ogó­le, czy mate­ria może mieć świa­do­mość?! Dzi­wacz­ne… Cha cha, duszę, ducha, sens?!
    To nie jest ten Le Goff od śre­dnio­wie­cza, baro­ku, śmier­ci etc?! Nie! Więc, wyrod­ny syn, zabla­ka­ny?! Obłą­ka­ny?! Cha cha
    Wiedza/nauka AD 2020! Upadek…
    Może to jest jakaś pono­wo­cze­sna mie­sza­ni­na kre­tyn­skiej new psy­cho­lo­gii, tv, neta, socjo­lo­gii Bau­ma­na, dzien­ni­kar­stwa­’a la focus etc.?!
    Jed­nak mimo wszyst­ko pozdro­wie­nia dla Auto­ra! Inicjatora

  • Dziw­ne to wszyst­ko jest, w czym żyje­my; i jeśli tak się zebrać i zasta­no­wić, coś jest nie tak (vide Ph. K. Dick, “Dosto­jew­ski SF”); zatem palec Boży chy­ba musi w tym wszyst­kim być.

  • Pozo­sta­je jesz­cze spra­wa tego co nazy­wa­my życiem — nie znam niko­go kto np Mar­sa albo Mer­ku­re­go uznał­by za for­mę życia. Spo­wo­do­wa­ne jest to ich prze­wi­dy­wal­no­ścią i fak­tem że z naszej per­pek­ty­wy nie­wie­le się tam dzieje. 

    A teraz wyobraź sobie isto­tę (z inne­go wszechświata/wymiaru, wha­te­ver) z postrze­ga­niem cza­su 10 tys. razy szyb­szym niż nasze, nie róż­ni­li­by­śmy się jakoś znacz­nie od resz­ty ota­cza­ją­cej nas materii.

    Rzecz w tym że np nasze cia­ła, mózgi, psy­chi­ka a nawet inte­rak­cje spo­łecz­ne też są prze­wi­dy­wal­ne i mogą być trak­to­wa­ne jak pra­wa fizyczne.

    Wszyst­ko jest życiem i nic jest życiem.

  • życie powsta­ło w wyni­ku przy­pad­ku dosto­so­wu­jąc się do ist­nie­ją­cych warun­ków, a nie odwrotnie

  • Innym zagad­nie­niem jest, dla­cze­go życie (sko­ro już powsta­ło) nie jest zja­wi­skiem powszech­nym, tak jak powszech­na jest mate­ria i wszyst­kie pra­wa fizyczne?

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy