Artykuł Filozofia przyrody Ontologia

Sydney Shoemaker: Czy czas wymaga zmiany?

czas zegar
Niejednokrotnie spotyka się pogląd, że upływ czasu z konieczności wymaga zmiany, w tym sensie, że nie jest możliwy okres czasu, w którym nie następują żadne zmiany. Arystoteles nazywał czas „własnością ruchu” i stwierdził, że choć czasu nie można po prostu zrównać z ruchem czy zmianą, to „czas nie istnieje bez zmiany”.

Zapisz się do naszego newslettera

Poda­ne przez Ary­sto­te­le­sa racje za przy­ję­ciem, że czas wyma­ga zmia­ny, są nie­ja­sne, ale suge­styw­ne. Twier­dzi on, że „gdy­by stan naszej myśli w ogó­le nie pod­le­gał zmia­nie albo gdy­by­śmy nie dozna­wa­li tych zmian, nie odczu­wa­li­by­śmy upły­wu cza­su, tak jak po prze­bu­dze­niu ci [wędrow­cy], o któ­rych mówi legen­da, że spa­li wśród hero­sów Sar­dy­nii; łączy­li bowiem wcze­śniej­sze «teraz» z póź­niej­szym, two­rząc jed­no «teraz», przy pomi­nię­ciu prze­rwy, któ­rej nie odczu­wa­li”. Nie jest dla mnie jasne, dla­cze­go Ary­sto­te­les kon­cen­tru­je się tu na zmia­nie „sta­nu naszej myśli”, choć nie­co póź­niej wysu­nę pew­ną suge­stię na ten temat. Pomi­ja­jąc to, wyda­je się jed­nak, że zgod­nie z tym argu­men­tem czas wyma­ga zmia­ny, ponie­waż świa­do­mość czy zda­nie sobie spra­wy, że upły­nął jakiś okres cza­su, z koniecz­no­ści wyma­ga per­cep­cji zmian zacho­dzą­cych w tym okre­sie. Nie ­pod­wa­ża tego fakt, że ­nie­kie­dy, np. po prze­bu­dze­niu, jeste­śmy goto­wi przy­znać, iż od dane­go zda­rze­nia minę­ło spo­ro cza­su, mimo że my sami nie byli­śmy w tym okre­sie świa­do­mi żad­nych zmian. W takich bowiem przy­pad­kach wia­ry­god­ne jest twier­dze­nie, że pod­sta­wą nasze­go prze­ko­na­nia, iż upły­nął pewien okres cza­su, jest induk­cyj­nie uza­sad­nio­ne prze­ko­na­nie, że zacho­dzą zmia­ny, któ­rych mogli­by­śmy być świa­do­mi, gdy­by­śmy byli przy­tom­ni i znaj­do­wa­li się w odpo­wied­nim miejscu.

Nieuświadomiona wieczność?

Wyda­je się, że sło­wa Ary­sto­te­le­sa znaj­du­ją potwier­dze­nie w oczy­wi­stym i czę­sto przy­ta­cza­nym fak­cie, iż czas mie­rzy­my obser­wu­jąc roz­ma­ite rodza­je zmian, np. ruchy wska­zó­wek zega­ra, waha­dła oraz słoń­ca i gwiazd. Nawet gdy mie­rzy­my dłu­gość cza­su, w któ­rym dany przed­miot pozo­stał niezmie­nio­ny, to – jak się wyda­je – koniecz­ne jest, aby coś, mia­no­wi­cie to, cze­go uży­wa­my jako nasze­go zega­ra, ule­gło w tym okre­sie zmia­nie. Być może to miał na myśli Ary­sto­te­les mówiąc, że czas jest bez­po­śred­nio mia­rą ruchu, a jedy­nie pośred­nio mia­rą spo­czyn­ku. W każ­dym razie fakt, że czas mie­rzy­my obser­wu­jąc zmia­ny, czy­ni pogląd, iż nie może ist­nieć okres cza­su, w któ­rym nie zacho­dzą żad­ne zmia­ny, bar­dziej wia­ry­god­nym. Może się wyda­wać, że prze­ciw­ne podej­ście pro­wa­dzi do cał­ko­wi­te­go scep­ty­cy­zmu w kwe­stii moż­li­wo­ści mie­rze­nia cza­su. Jeśli mogą ist­nieć okre­sy bez zmian, to (jak mogło­by się wyda­wać) całe moje doświad­cze­nie jest spój­ne z tym, że od cza­su moje­go ostat­nie­go posił­ku upły­nę­ła dowol­na licz­ba takich okre­sów, z któ­rych każ­dy trwał miliar­dy lat, mimo że godzi­no­wa wska­zów­ka moje­go zega­ra obró­ci­ła się tyl­ko raz, a ja wciąż jesz­cze tra­wię mój obiad. Jeśli bowiem moż­li­we są takie okre­sy, to na pozór nie ma żad­ne­go spo­so­bu, aby wyklu­czyć ich zaj­ście; jak ujął to Ary­sto­te­les, „nie zwra­ca­my uwa­gi na upływ cza­su w oko­licz­no­ściach, w któ­rych nie odróż­nia­my żad­nej zmia­ny”. A w takim przy­pad­ku nigdy nie może­my wie­dzieć, jak dłu­gi czas upły­nął od zaj­ścia dowol­ne­go zda­rze­nia z prze­szło­ści. Jeśli przy­ję­cie moż­li­wo­ści okre­sów bez zmia­ny pro­wa­dzi do tego rodza­ju scep­ty­cy­zmu, to – moż­na by twier­dzić – już samo to dowo­dzi fał­szy­wo­ści tego poglądu.

Oczy­wi­ście pomiar, tj. uży­cie zega­rów itp., nie jest jedy­nym spo­so­bem, dzię­ki któ­re­mu mamy świa­do­mość ist­nie­nia okre­sów cza­su i ich dłu­go­ści. Wszy­scy posia­da­my „poczu­cie cza­su”, zdol­ność do sto­sun­ko­wo pre­cy­zyj­ne­go oce­nia­nia dłu­go­ści przy­naj­mniej krót­kich okre­sów cza­su, bez uży­wa­nia jakiejś obser­wo­wa­nej zmia­ny jako punk­tu odnie­sie­nia; jeste­śmy w sta­nie powie­dzieć, czy minu­to­wa wska­zów­ka zega­ra zwal­nia bez porów­ny­wa­nia jej ruchów ze wska­zów­ka­mi inne­go zega­ra, i jeśli sły­szy­my trzy nastę­pu­ją­ce po sobie dźwię­ki, to czę­sto bez pomo­cy zega­ra czy metro­no­mu może­my powie­dzieć, jak dłu­gość prze­rwy mię­dzy pierw­szym a dru­gim ma się do dłu­go­ści prze­rwy mię­dzy dru­gim a trze­cim. Wpraw­dzie wyko­rzy­sta­nie tej zdol­no­ści do oce­ny dłu­go­ści okre­sów cza­su nie musi wyma­gać obser­wo­wa­nia żad­nej zmia­ny, ale moż­na wia­ry­god­nie przy­jąć, że gdy jest się świa­do­mym upły­wu cza­su, to pew­na zmia­na musi zacho­dzić – przy­naj­mniej w naszym wła­snym sta­nie poznaw­czym. Przy­pu­ść­my, że przez pięć minut obser­wu­ję tyl­ko jeden przed­miot, nazwij­my go O, któ­ry pozo­sta­je w tym cza­sie cał­ko­wi­cie nie­zmie­nio­ny, i że w każ­dym momen­cie tego okre­su wiem, jak dłu­go obser­wu­ję to, że O pozo­sta­je nie­zmie­nio­ny. W tej sytu­acji treść mojej wie­dzy będzie róż­na w róż­nych momen­tach tego okre­su. Na przy­kład: w jed­nej chwi­li będę wie­dział, że obser­wu­ję O od dwóch minut, a minu­tę póź­niej będę wie­dział, że obser­wu­ję O od trzech minut. A to zna­czy, że wraz z upły­wem cza­su mój stan poznaw­czy będzie się nie­ustan­nie zmie­niał. Być może tego rodza­ju wzglę­dy skło­ni­ły Ary­sto­te­le­sa do pod­kre­śla­nia zmia­ny „sta­nu naszej myśli” w jego roz­wa­ża­niach na temat rela­cji mię­dzy cza­sem a zmia­ną – choć wysu­nię­te prze­zeń twier­dze­nie, że aby mieć świa­do­mość upły­wu cza­su, trze­ba zauwa­żać zmia­nę w sta­nie wła­sne­go umy­słu, wyda­je mi się nieprawdziwe.

Upływ czasu bez obserwatora

Powyż­sze uwa­gi suge­ru­ją, że jest logicz­nie nie­moż­li­we, aby ktoś wie­dział, iż nic, nawet stan jego umy­słu, się nie zmie­nia, tj. aby ktoś był świa­dom ist­nie­nia pozba­wio­ne­go zmian okre­su cza­su w trak­cie ist­nie­nia tego okre­su. Nie wyni­ka z tego oczy­wi­ście, że jest nie­moż­li­we, aby ktoś był świa­dom ist­nie­nia takie­go okre­su przed jego zaj­ściem lub po nim. Weź­my ana­lo­gicz­ny przy­pa­dek: jest logicz­nie nie­moż­li­we, aby ktoś wie­dział w danej chwi­li, że stan wszech­świa­ta w owej chwi­li unie­moż­li­wia ist­nie­nie w nim życia i świa­do­mo­ści, jed­nak więk­szość z nas jest prze­ko­na­na, że posia­da­my bar­dzo dobre racje, aby uwa­żać, iż wszech­świat znaj­do­wał się w takim wła­śnie sta­nie w bar­dzo odle­głej prze­szło­ści i znaj­dzie się w nim ponow­nie w bar­dzo dale­kiej przy­szło­ści. Poni­żej posta­ram się poka­zać, że moż­na sobie wyobra­zić sytu­ację, w któ­rej ludzie mie­li­by bar­dzo dobre racje dla uzna­nia okre­sów cza­su bez zmian i dobrze uza­sad­nio­ne prze­ko­na­nia o tym, kie­dy w prze­szło­ści wystą­pi­ły takie okre­sy i kie­dy wystą­pią one ponow­nie w przy­szło­ści, oraz że byli­by oni w sta­nie okre­ślić dłu­gość ich trwa­nia. Natu­ral­nie, fakt, że ludzie mogli­by posia­dać dobre racje dla uzna­nia, iż jakaś rzecz zacho­dzi, nie dowo­dzi jesz­cze, że jej wystą­pie­nie jest logicz­nie moż­li­we; nie­któ­rzy ludzie mie­li dobre racje dla uzna­nia, że koło jest kwa­dra­to­we. Uwa­ża­my jed­nak, że dostęp­ne pod­sta­wy dla uzna­nia ist­nie­nia okre­sów cza­su bez zmian są tego rodza­ju, iż prze­ciw­ko moż­li­wo­ści takich okre­sów nie da się podać żad­ne­go popraw­ne­go argu­men­tu, któ­ry odwo­ły­wał­by się do tego, jak mie­rzy się czas, lub do tego, jak uświa­da­mia­my sobie jego wpływ.

O ile wiem, z dobrze potwier­dzo­nych zasad fizy­ki wyni­ka, że nasz wszech­świat nie­ustan­nie się zmie­nia. W tym miej­scu cho­dzi jed­nak nie o to, czy ist­nie­nie cza­su jest moż­li­we fizycz­nie, ale o to, czy jest ono moż­li­we logicz­nie lub poję­cio­wo. Dla­te­go poni­żej wezmę pod uwa­gę „moż­li­we świa­ty”, w któ­rych pra­wa fizy­ki róż­nią się rady­kal­nie od obo­wią­zu­ją­cych w aktu­al­nym świe­cie. Ktoś mógł­by wysu­nąć zarzut, że postęp nauko­wy pro­wa­dzi do zmia­ny poję­cio­wej i że we współ­cze­snej teo­rii fizycz­nej nie da się prze­pro­wa­dzić ostre­go roz­róż­nie­nia mię­dzy tymi sąda­mi o cza­sie, któ­re wyra­ża­ją twier­dze­nia logicz­ne lub poję­cio­we, a tymi, któ­re mają wyra­żać syn­te­tycz­ne praw­dy fizy­ki. Sądzę jed­nak, że moż­na zgod­nie z praw­dą powie­dzieć, iż ci filo­zo­fo­wie, któ­rzy twier­dzą, że czas wyma­ga zmia­ny, nie uza­sad­nia­ją na ogół swo­je­go sta­no­wi­ska przez odwo­ła­nie się do naj­now­szych postę­pów w fizy­ce, np. do teo­rii względ­no­ści. Uwa­ża­ją oni raczej, że twier­dze­nie to obo­wią­zu­je nie tyl­ko w odnie­sie­niu do skom­pli­ko­wa­nych teo­rii fizy­ków, ale rów­nież w przy­pad­ku zwy­kłe­go, przed­nau­ko­we­go rozu­mie­nia cza­su. Przy roz­wa­ża­niu tego poglą­du upraw­nio­ne wyda­je mi się uwzględ­nie­nie moż­li­wych świa­tów, któ­re wyma­ga­ły­by cał­ko­wi­cie innych teo­rii fizycz­nych. Jeśli ktoś chce obsta­wać przy tym, że miesz­kań­cy tego rodza­ju świa­ta z koniecz­no­ści posia­da­li­by inne poję­cie cza­su niż to, któ­re – jak mówią nam fizy­cy – sto­su­je się do nasze­go świa­ta, to nie mam nic prze­ciw­ko temu – o ile tyl­ko zgo­dzi­my się, że ich poję­cie było­by na tyle podob­ne do nasze­go, aby moż­na je zasad­nie uznać za poję­cie cza­su. Przy­zna­ję, że decy­du­jąc się na mówie­nie o świa­tach, któ­re są logicz­nie, ale nie fizycz­nie moż­li­we, przyj­mu­ję nie­co kon­tro­wer­syj­ne zało­że­nie, że ist­nie­je dają­ce się utrzy­mać roz­róż­nie­nie mię­dzy praw­da­mi logicz­nie przy­god­ny­mi a logicz­nie koniecz­ny­mi. Ale zało­że­nie to przyj­mu­ją rów­nież ci filo­zo­fo­wie, prze­ciw­ko któ­rym argu­men­tu­ję, twier­dzą­cy, że czas wyma­ga zmia­ny – sądzę bowiem, że ich twier­dze­nie jest filo­zo­ficz­nie inte­re­su­ją­ce tyl­ko wte­dy, gdy przez „wyma­ga” rozu­mie­my „z koniecz­no­ści wymaga”.

Trzy zagadkowe krainy

Roz­waż­my zatem nastę­pu­ją­cy świat. W świe­tle wie­dzy, jaką mają jego miesz­kań­cy, cała mate­ria jest roz­miesz­czo­na na trzech sto­sun­ko­wo nie­wiel­kich obsza­rach, któ­re nazwę A, B i C. Obsza­ry te są prze­dzie­lo­ne natu­ral­ny­mi gra­ni­ca­mi, ale na ogół ich miesz­kań­cy mogą się mię­dzy nimi prze­miesz­czać, a to, co dzie­je się w jed­nym obsza­rze, może być obser­wo­wa­ne przez odpo­wied­nio usy­tu­owa­nych miesz­kań­ców innych obsza­rów. Okre­so­wo w świe­cie tym moż­na zaob­ser­wo­wać zja­wi­sko, któ­re nazwę „zamar­z­nię­ciem”. W cza­sie miej­sco­we­go zamar­z­nię­cia wszyst­kie pro­ce­sy zacho­dzą­ce na jed­nym z trzech obsza­rów cał­ko­wi­cie usta­ją; nie ma ruchu, roz­wo­ju, zamie­ra­nia itd. Tak przy­naj­mniej wyglą­da to z punk­tu widze­nia obser­wa­to­rów z innych obsza­rów. W cza­sie miej­sco­we­go zamar­z­nię­cia ludzie z innych obsza­rów nie mogą prze­do­stać się do obsza­ru, któ­ry jest zamar­z­nię­ty, ale kie­dy prze­no­szą się do nie­go natych­miast po zakoń­cze­niu zamar­z­nię­cia, odkry­wa­ją, że wszyst­ko odby­wa się tak, jak gdy­by nigdy się ono nie wyda­rzy­ło. Jaj­ka zło­żo­ne tuż przez roz­po­czę­ciem rocz­ne­go zamar­z­nię­cia oka­zu­ją się zupeł­nie świe­że, napeł­nio­ny w tym samym cza­sie kufel piwa wciąż ma pia­nę na wierz­chu itd. Sytu­acja nie ule­ga zmia­nie nawet po prze­pro­wa­dze­niu naj­do­kład­niej­szych pomia­rów i naj­bar­dziej wyra­fi­no­wa­nych testów, jaki­mi dys­po­nu­ją; nawet roz­kład radio­ak­tyw­ny, o ile ist­nie­je w tym świe­cie, cał­ko­wi­cie usta­je w trak­cie miej­sco­we­go zamar­z­nię­cia. Oso­by prze­by­wa­ją­ce na tym obsza­rze pod­czas miej­sco­we­go zamar­z­nię­cia będą począt­ko­wo cał­ko­wi­cie nie­świa­do­me, że upły­nął okres miej­sco­we­go zamar­z­nię­cia, chy­ba że na jego począt­ku obser­wo­wa­ły aku­rat jeden z innych obsza­rów. Męż­czy­zna, któ­re­mu począ­tek zamar­z­nię­cia prze­rwał w poło­wie zda­nia, dokoń­czy to zda­nie i ani on, ani jego słu­cha­cze nie zauwa­żą nawet, że mia­ła miej­sce jakaś prze­rwa. Rze­czy wyda­dzą się nato­miast nie­zwy­kłe każ­de­mu miesz­kań­co­wi zamro­żo­ne­go obsza­ru, któ­ry w chwi­li zamar­z­nię­cia obser­wo­wał jeden z innych obsza­rów. Taka oso­ba odnie­sie wra­że­nie, że w innym obsza­rze zaszły momen­tal­nie naj­roz­ma­it­sze­go rodza­ju zmia­ny: wyda jej się, że oso­by i rze­czy prze­mie­ści­ły się w nie­cią­gły spo­sób, roz­pły­nę­ły w powie­trzu lub poja­wi­ły zni­kąd; mło­de drzew­ka momen­tal­nie uro­sły itd. Choć począt­ko­wo ludzie mogą nie wie­rzyć, że zmia­ny, któ­re, jak im się wyda­je, dopie­ro co zaszły, w rze­czy­wi­sto­ści mia­ły miej­sce rok temu, i że pozo­sta­wa­li oni nie­świa­do­mi przez cały rok, to przy­pusz­czal­nie w koń­cu to zaak­cep­tu­ją – po usły­sze­niu spra­woz­dań obser­wa­to­rów z innych obsza­rów i, co waż­niej­sze, samo­dziel­nym ­zauwa­że­niu miej­sco­wych zamar­z­nięć na innych obszarach.

Moż­li­wość zaj­ścia opi­sa­nej sytu­acji jest, jak dotąd, spój­na z twier­dze­niem, że czas wyma­ga zmia­ny. Twier­dze­nie to gło­si, że to lub owo musi ulec zmia­nie w każ­dym okre­sie cza­su, a nie że wszyst­ko musi ulec zmia­nie w każ­dym okre­sie cza­su, a jak dotąd opi­sa­łem jedy­nie sytu­ację, w któ­rej spo­ra część rze­czy z wymy­ślo­ne­go przez nas świa­ta pozo­sta­je nie­zmie­nio­na (lub pozor­nie nie­zmie­nio­na) przez pewien okres cza­su. Moż­li­wa wyda­je się jed­nak rów­nież nastę­pu­ją­ca sytu­acja. Wyobraź­my sobie naj­pierw, że miesz­kań­cy tego świa­ta odkry­wa­ją, przy uży­ciu zega­rów umiesz­czo­nych na nie­za­mar­z­nię­tych obsza­rach, że czas trwa­nia miej­sco­wych zamar­z­nięć jest zawsze taki sam – przyj­mij­my, że trwa­ją one zawsze dokład­nie rok. Następ­nie wyobraź­my sobie, że pro­wa­dzą oni spis miej­sco­wych zamar­z­nięć i odkry­wa­ją, że zacho­dzą one w sta­łych odstę­pach cza­su – przyj­mij­my, iż oka­za­ło się, że na obsza­rze A miej­sco­we zamar­z­nię­cia zda­rza­ją co trzy lata, na obsza­rze B – co czte­ry lata, a na obsza­rze C – co pięć lat. Po doko­na­niu tego odkry­cia mogli­by oni łatwo obli­czyć, że, przy takiej czę­sto­tliow­ści, rów­no­cze­sne miej­sco­we zamar­z­nię­cia na obsza­rach A i B powin­ny mieć miej­sce co dwa­na­ście lat, na obsza­rach A i C – co pięt­na­ście lat, na obsza­rach B i C – co dwa­dzie­ścia lat, a na wszyst­kich trzech obsza­rach – co sześć­dzie­siąt lat. Ponie­waż wszech­świat skła­da się wyłącz­nie z tych trzech obsza­rów, mówiąc, że co sześć­dzie­siąt lat będzie nastę­po­wa­ło miej­sco­we zamar­z­nię­cie wszyst­kich trzech obsza­rów, mamy fak­tycz­nie na myśli to, że co sześć­dzie­siąt lat będzie nastę­po­wa­ło cał­ko­wi­te rocz­ne zamar­z­nię­cie. Przy­pu­ść­my, że prze­wi­dy­wa­ne rów­no­cze­sne zamar­z­nię­cia dwóch obsza­rów zacho­dzą zgod­nie z obli­cze­nia­mi (ich obser­wa­to­ra­mi są, w każ­dym przy­pad­ku, miesz­kań­cy obsza­ru, któ­ry nie ule­ga zamar­z­nię­ciu), że nikt nie zauwa­ża począt­ku żad­ne­go zamar­z­nię­cia w chwi­li, w któ­rej zgod­nie z obli­cze­nia­mi powin­no się zacząć rów­no­cze­sne miej­sco­we zamar­z­nię­cie wszyst­kich trzech obsza­rów, oraz że następ­ne ukła­dy zamar­z­nięć oka­zu­ją się zgod­ne z począt­ko­wym uogól­nie­niem na temat czę­sto­tli­wo­ści zamar­z­nięć. W takiej sytu­acji, jak mnie­mam, miesz­kań­cy tego świa­ta mie­li­by pod­sta­wy, aby sądzić, że ist­nie­ją okre­sy, w któ­rych nigdzie nie zacho­dzą żad­ne zmiany.

Tłu­ma­cze­nie Mar­cin Iwanicki

Time witho­ut Chan­ge, „Jour­nal of Phi­lo­so­phy” 66 (1969): 363–381. Peł­ny prze­kład tego ese­ju został opu­bli­ko­wa­ny w „Rocz­ni­kach Filo­zo­ficz­nych” 1 (2007): 265–284.


Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Ilu­stra­cja na licen­cji CCo

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy