Artykuł Epistemologia

Timothy Williamson: Czy wszystko jest poznawalne?

Mądrość Sokratesa polegała na tym, że gdy inni twierdzili, iż wiedzą, on wiedział, że nie wie. Nawet jeśli z powodów logicznych nie może być prawdą, że wiedział, iż nic nie wie, najpewniej w jednej kwestii miał rację: że wie bardzo niewiele. Uświadomienie sobie tego stanowiło pierwszy krok w kierunku większej wiedzy, krok, którego nie zdołali postawić ci, którzy błędnie uznawali swoje opinie za wiedzę.

Od cza­sów Sokra­te­sa jed­nym z cha­rak­te­ry­stycz­nych celów filo­zo­fii sta­ło się pozna­nie gra­nic naszej wie­dzy. Może to brzmieć para­dok­sal­nie: skąd może­my wie­dzieć, cze­go nie wie­my? „Para­doks” ten jest jed­nak tyl­ko grą słów. Gdy­byś mnie zapy­tał o przy­kład cze­goś, cze­go nie wie­my, za naiw­ną nale­ża­ło­by oczy­wi­ście uznać odpo­wiedź: „że nie ist­nie­je życie na innych pla­ne­tach”, bowiem nie­wie­dza w tej kwe­stii sta­no­wi ogra­ni­cze­nie naszej wie­dzy tyl­ko jeśli ist­nie­je życie na innych pla­ne­tach – a tego, jak twier­dzę, nie wie­my. Tym nie­mniej mogę roz­sąd­nie odpo­wie­dzieć na zada­ne pyta­nie, poda­jąc nastę­pu­ją­cy przy­kład cze­goś, cze­go nie wie­my: „czy ist­nie­je życie na innych pla­ne­tach”. Mogę bowiem wie­dzieć, że, choć albo jest życie na innych pla­ne­tach albo go nie ma, to nie wie­my, jak jest fak­tycz­nie. Nie wiem któ­re z pary zdań „Ist­nie­je życie na innych pla­ne­tach” i „Nie ist­nie­je życie na innych pla­ne­tach” wyra­ża nie­zna­ną praw­dę, ale wiem, że jed­no z nich ją wyra­ża. Naszą nie­wie­dzę moż­na opi­sać wyli­cza­jąc nie pyta­nia, na któ­re nie zna­my popraw­nych odpo­wie­dzi, lecz popraw­ne odpo­wie­dzi, któ­rych nie znamy.

Ist­nie­ją dwa typy nie­wie­dzy: nie­wie­dza o fak­tach, któ­re mogli­by­śmy poznać, ale ich nie zna­my oraz nie­wie­dza o fak­tach, któ­rych poznać nie może­my. Filo­zo­fo­wie tacy jak John Loc­ke, Imma­nu­el Kant czy Ber­trand Rus­sell sta­ra­li się odkryć, któ­rę­dy prze­bie­ga gra­ni­ca mię­dzy tymi dwo­ma rodza­ja­mi nie­wie­dzy. W kon­kret­nych przy­pad­kach nie bez zna­cze­nia pozo­sta­je, z któ­rym rodza­jem mamy do czy­nie­nia: jeże­li wie­my, że choć nie zna­my odpo­wie­dzi na pyta­nie, to może­my ją odkryć, sta­ra­my się to zro­bić; jeże­li wie­my, że nie może­my poznać odpo­wie­dzi, oszczę­dza nam to próż­nych prób jej zna­le­zie­nia. Zna­ne i nie­zna­ne fak­ty nie róż­nią się rodza­jem, bowiem gra­ni­ca mię­dzy nimi zale­ży w dużej mie­rze od przy­pad­ku (czy kto­kol­wiek widział, jak spa­dał ten liść?); dla odmia­ny, pozna­wal­ność i nie­po­zna­wal­ność fak­tu mogą wska­zy­wać na coś wię­cej. W naszym inte­re­sie leży wie­dzieć, co jest nie­po­zna­wal­ne, a co tyl­ko nieznane.

Jest oczy­wi­ste, że wie­lu rze­czy nie wie­my; jest mniej oczy­wi­stym – przy­naj­mniej dla nie­któ­rych filo­zo­fów – że jakie­kol­wiek z nich są nie­po­zna­wal­ne. Nie wie­my, czy ist­nie­je życie gdzieś indziej w naszej galak­ty­ce, być może nigdy się tego nie dowie­my; zapew­ne jed­nak mogli­by­śmy się dowie­dzieć, mając do dys­po­zy­cji odpo­wied­nie środ­ki i czas. Jed­na­ko­woż pew­ni filo­zo­fo­wie uwa­ża­ją, że ogól­ne twier­dze­nie, iż może­my – co do zasa­dy – poznać dowol­ny fakt, czy­ni czło­wie­ka mia­rą wszech­rze­czy, co wyda­je się nie­zbyt wia­ry­god­ne w odnie­sie­niu do gatun­ku (któ­ry nadał sobie tytuł homo sapiens) zamiesz­ku­ją­ce­go nie­wiel­ką pla­ne­tę w kosmo­sie, któ­ry ist­niał na dłu­go zanim ten gatu­nek się poja­wił i będzie ist­nieć dłu­go po jego znik­nię­ciu. Inni – prze­ciw­nie – wąt­pią, żeby­śmy byli w sta­nie nadać sens poję­ciu fak­tu, któ­re­go nikt nigdy nie może poznać. Utrzy­mu­ją, że, gdy posłu­gu­je­my się sło­wa­mi taki­mi jak „fakt” i „praw­da”, musi­my nadać im jakieś zna­cze­nie – nikt bowiem nie uczy­ni tego za nas – a może­my to zro­bić tyl­ko poprzez wska­za­nie, jak zasto­so­wa­li­by­śmy je w praktyce.Gdy zaś uży­wa­my ich w prak­ty­ce, sto­su­je­my je do tego, co jeste­śmy w sta­nie roz­po­znać jako fak­ty czy praw­dy, a zatem nie uda­ło nam się nadać sen­su myśli, że nasze sło­wa „fakt” i „praw­da” mogą sto­so­wać się do rze­czy, któ­rych my nie jeste­śmy w sta­nie roz­po­znać jako fak­ty czy prawdy.

Realiści i antyrealiści

Aby wska­zać na opi­sa­ną wyżej róż­ni­cę zdań, uży­wa się czę­sto wyra­żeń „realizm” i „anty­re­alizm”. Naj­ogól­niej mówiąc, reali­ści sądzą, że nie wszyst­kie fak­ty są przez nas pozna­wal­ne, anty­re­ali­ści zaś, że wszyst­kie są. (Nie­ste­ty, sło­wo „realizm” ma w filo­zo­fii jesz­cze kil­ka innych zna­czeń, któ­re istot­nie odbie­ga­ją od powyż­sze­go). Reali­ści zawdzię­cza­ją swo­je mia­no temu, że według nich real­ność fak­tów jest nie­za­leż­na od tego, czy jeste­śmy w sta­nie je roz­po­znać. Cho­dzi zatem o to, czy świat może prze­ra­stać naszą zdol­ność do pozna­nia go. Każ­da ze stron spo­ru odpo­wia­da pyta­niem reto­rycz­nym. Reali­sta pyta: „Cze­mu wła­ści­wie miał­by nie prze­ra­stać?”; anty­re­ali­sta ripo­stu­je: „A co wła­ści­wie mie­li­by­śmy przez to rozu­mieć?”. Oba sta­no­wi­ska mają róż­ne wer­sje, zależ­nie od tego, co dokład­nie rozu­mie się przez „fakt”, „pozna­wal­ność” oraz „nas”. Czy mówi­my o wszyst­kich fak­tach, czy tyl­ko o jakimś ich ogra­ni­czo­nym pod­zbio­rze? Czy wie­dza wyma­ga pew­no­ści, czy wystar­czą zado­wa­la­ją­ce dowo­dy? Czy isto­ta, któ­ra jest w sta­nie pojąć licz­by znacz­nie więk­sze od tych poj­mo­wal­nych dla mózgu ludz­kie­go może być jed­nym z nas?

Fakt może być dla nas nie­po­zna­wal­ny na dwa spo­so­by: może być dla nas w ogó­le nie­poj­mo­wal­ny lub też może być poj­mo­wal­ny, ale nie­moż­li­wy do pozna­nia. Za przy­kład pierw­szej sytu­acji niech posłu­ży para­dok­sal­ny fakt, że na grun­cie współ­cze­snej fizy­ki świa­tło ma natu­rę zara­zem kor­pu­sku­lar­ną i falo­wą; być może nie jeste­śmy w sta­nie zna­leźć pojęć koniecz­nych do zro­zu­mie­nia tej natu­ry. Przy­kła­dem dru­giej sytu­acji jest Hipo­te­za Gold­ba­cha w mate­ma­ty­ce, któ­ra gło­si, że każ­da licz­ba parzy­sta więk­sza od 2 jest sumą dwóch liczb pierw­szych. Wpraw­dzie potra­fi­my zadać pyta­nie, czy jest ona praw­dzi­wa – mate­ma­ty­cy czy­nią to od lat – lecz nikt nie zna odpo­wie­dzi; być może jest ona praw­dzi­wa, ale nie spo­sób podać dowo­du, któ­ry kto­kol­wiek z nas był­by w sta­nie pojąć (pró­ba jej udo­wod­nie­nia przez spraw­dze­nie każ­de­go przy­pad­ku z osob­na na nie­wie­le się zda, bowiem jest ich nie­skoń­cze­nie wiele).

Anty­re­ali­ści zazwy­czaj odrzu­ca­ją dru­gi rodzaj nie­poj­mo­wal­no­ści. Inny­mi sło­wy utrzy­mu­ją, że jeśli jeste­śmy w sta­nie pojąć fakt, to może­my rów­nież go poznać. Dużo mniej zaj­mu­ją ich fak­ty, któ­rych nie jeste­śmy w sta­nie nawet pojąć. Stoi za tym myśl, że zdol­no­ści kogni­tyw­ne koniecz­ne do poję­cia fak­tu wystar­cza­ją rów­nież do pozna­nia go, ponie­waż poję­cia, za pośred­nic­twem któ­rych poj­mu­je­my ów fakt, jeste­śmy w sta­nie uchwy­cić tyl­ko wte­dy, gdy da się okre­ślić warun­ki ich popraw­ne­go zasto­so­wa­nia; na przy­kład może­my pojąć, że mży tyl­ko jeśli posia­da­my poję­cie mżaw­ki, a poję­cie mżaw­ki posia­da­my tyl­ko, jeśli w okre­ślo­nych sytu­acjach wie­my, że mży. Czy to posu­nię­cie pozwa­la anty­re­ali­stom ode­przeć zarzut, że czy­nią z czło­wie­ka mia­rę wszech­rze­czy, sko­ro teraz mogą utrzy­my­wać, że czy­nią go mia­rą tyl­ko tych rze­czy, któ­re czło­wiek może pojąć?

Pewien niepoznawalny fakt

Ist­nie­je pewien nie­słusz­nie zapo­mnia­ny argu­ment o cie­ka­wej histo­rii, któ­re­go wagę zaczę­to dostrze­gać sto­sun­ko­wo nie­daw­no. Dopie­ro wte­dy zda­no sobie bowiem spra­wę z tego, że sta­no­wi on poważ­ne wyzwa­nie nawet dla ogra­ni­czo­nej wer­sji anty­re­ali­zmu, przed­sta­wio­nej powy­żej. Po raz pierw­szy wysu­nął go w roku 1963 logik Fre­de­ric Fitch, choć zazna­czył, że jego pomysł pocho­dzi z ano­ni­mo­wej recen­zji inne­go arty­ku­łu powsta­łe­go w 1945 r. Temat ucichł aż do 1976 r., gdy argu­ment Fit­cha (jak będę go nazy­wał) wspo­mnia­ło w swo­im arty­ku­le dwóch filo­zo­fów, Colin McGinn oraz Bill Hart, któ­rym rów­nież został on wska­za­ny przez ano­ni­mo­we­go recen­zen­ta. Od tam­tej pory wieść o owym argu­men­cie roz­nio­sła się wśród filo­zo­fów, a licz­ba poświę­co­nych mu tek­stów zaczę­ła stop­nio­wo rosnąć. W filo­zo­fii, podob­nie jak w więk­szo­ści dzie­dzin aka­de­mic­kich, publi­ku­je się tak dużo, że nikt nie jest w sta­nie prze­czy­tać wię­cej niż drob­ną część wszyst­kie­go; zatem fakt, że pew­na myśl poja­wi­ła się kil­ku­krot­nie w dru­ku nie sta­no­wi wca­le gwa­ran­cji, iż usły­szą o niej wszy­scy ci, któ­rzy mogli­by ją wyko­rzy­stać w swo­ich bada­niach. Gdy sam po raz pierw­szy pisa­łem na ten temat, zwró­co­no mi uwa­gę na kwe­stie, któ­re sta­ły się obec­nie klu­czo­we dla całe­go spo­ru – uczy­nił to, oczy­wi­ście, ano­ni­mo­wy recen­zent. Trud­no nie ulec wra­że­niu, że „ano­ni­mo­wy recen­zent” to wyż­sza isto­ta czu­wa­ją­ca nad ludz­ką filo­zo­fią i inter­we­niu­ją­ca od cza­su do cza­su w jej dzie­je, gdy nie może już znieść naszej opieszałości.

Argu­ment Fit­cha na rzecz reali­zmu jest sto­sun­ko­wo pro­sty. Każ­dy zgo­dzi się, że nie wszyst­kie fak­ty są pozna­wa­ne, choć­by z tego powo­du, iż pew­ne są tak try­wial­ne, że nikt nie będzie się sta­rał ich odkryć. Niech X będzie takim fak­tem. Wów­czas mamy bar­dziej zło­żo­ny fakt Y: „X jest fak­tem, ale nikt nigdy nie pozna X‑a”. Czy da się poznać Y‑a? Nie, bo pozna­jąc go, poznał­byś X‑a (sko­ro X jest czę­ścią Y‑a), a musi być praw­dą, że nikt nigdy nie pozna­je X‑a (sko­ro to rów­nież jest czę­ścią Y‑a, nie da się wie­dzieć cze­goś, co nie jest praw­dą – może Ci się co naj­wy­żej wyda­wać, że to wiesz). Zatem wie­dza o Y‑u wyma­ga­ła­by, żeby X został pozna­ny przez kogoś, a jed­no­cze­śnie nie został przez niko­go pozna­ny, co jest nie­moż­li­we. Tym samym Y sta­no­wi przy­kład nie­po­zna­wal­ne­go fak­tu, więc nie wszyst­kie fak­ty są pozna­wal­ne. Inny­mi sło­wy, reali­ści mają rację, a anty­re­ali­ści się mylą. QED. Załóż­my, że nigdy nie zmo­bi­li­zu­ję się, żeby poli­czyć książ­ki w moim poko­ju. Zatem albo „Licz­ba ksią­żek w moim poko­ju jest parzy­sta”, albo „Licz­ba ksią­żek w moim poko­ju jest nie­pa­rzy­sta” sta­no­wi fakt nigdy nie­po­zna­ny. Argu­ment Fit­cha poka­zu­je, że, w kon­se­kwen­cji, albo „Licz­ba ksią­żek w moim poko­ju jest parzy­sta, ale nikt się tego nigdy nie dowie”, albo „Licz­ba ksią­żek w moim poko­ju jest nie­pa­rzy­sta, ale nikt się tego nigdy nie dowie” sta­no­wi nie­po­zna­wal­ny fakt. Przy­kład jest try­wial­ny, ale zde­kla­ro­wa­ny anty­re­ali­sta gło­si, że żaden poj­mo­wal­ny fakt nie jest nie­po­zna­wal­ny, toteż każ­dy kontr­przy­kład, jak­kol­wiek try­wial­ny, wystar­czy by sfal­sy­fi­ko­wać to twierdzenie.

Odpowiedź antyrealistów

Czy rze­czy­wi­ście aż tak łatwo jest oba­lić anty­re­alizm? Nie do koń­ca. Zacznij­my od tego, że nie­któ­rzy anty­re­ali­ści, idąc śla­dem Micha­ela Dum­met­ta, odrzu­ca­ją orto­dok­syj­ną logi­kę „kla­sycz­ną” na rzecz here­tyc­kiej logi­ki zwa­nej logi­ką „intu­icjo­ni­stycz­ną”. Nie wcho­dząc w szcze­gó­ły zazna­czę tyl­ko, że argu­ment Fit­cha nie tra­fia, jak się zda­je, w połą­cze­nie anty­re­ali­zmu z intu­icjo­ni­zmem. Jed­na­ko­woż zmia­na logi­ki nie tyl­ko pach­nie oszu­stwem, ale też zabu­rzy­ła­by mate­ma­ty­kę i podob­ne dzie­dzi­ny. Wie­lu anty­re­ali­stów, jak choć­by Cri­spin Wri­ght, pra­gnie zacho­wać logi­kę kla­sycz­ną. Jak powin­ni oni odpo­wie­dzieć na argu­ment Fitcha?

W roku 1985 Doro­thy Edging­ton oraz Geo­r­ge Schle­sin­ger zapro­po­no­wa­li nie­za­leż­nie od sie­bie rein­ter­pre­ta­cję anty­re­ali­zmu. Dotych­czas zakła­da­łem, że sytu­acja, w któ­rej sta­wia się pyta­nie, jest tą samą co sytu­acja, o któ­rą pyta­my. Dla przy­kła­du: w aktu­al­nym świe­cie pytam o to, czy ist­nie­je w nim życie na innych pla­ne­tach. Argu­ment Fit­cha zda­je się poka­zy­wać, że w danej sytu­acji nie jesteś w sta­nie wie­dzieć, że pewien fakt doty­czą­cy tej sytu­acji jest nie­po­zna­wal­ny. Być może nato­miast moż­na wie­dzieć, że jest on nie­po­zna­wal­nym fak­tem doty­czą­cym tej sytu­acji z punk­tu widze­nia jakiejś innej sytu­acji. Jeśli poli­czę książ­ki w moim biu­rze i odkry­ję, że ich licz­ba jest nie­pa­rzy­sta, docho­dząc na tej pod­sta­wie do wnio­sku, że była­by ona nie­pa­rzy­sta, nawet gdy­by nikt nigdy ich nie poli­czył, to czy nie dowiem się wów­czas, że „Licz­ba ksią­żek w moim biu­rze jest nie­pa­rzy­sta, lecz nikt nigdy nie dowie się o tym” jest fak­tem doty­czą­cym sytu­acji, któ­ra mia­ła­by miej­sce, nawet gdy­by nikt nigdy nie poli­czył moich ksią­żek? Edging­ton i Schle­sin­ger suge­ru­ją zatem, że anty­re­ali­sta powi­nien tak napraw­dę utrzy­my­wać, iż każ­dy fakt doty­czą­cy sytu­acji jest pozna­wal­ny – jed­nak nie­ko­niecz­nie z wnę­trza danej sytu­acji. W ten spo­sób pró­bu­ją oni uchy­lić argu­ment Fit­cha. To podej­ście ma jed­nak swo­je wła­sne pro­ble­my, bowiem wyma­ga, by ludzie posia­da­li wie­dzę o sytu­acjach, któ­re z ich punk­tu widze­nia są wyłącz­nie moż­li­we, a oka­zu­je się, że zaska­ku­ją­co trud­no wyja­śnić, jak wystar­cza­ją­co szcze­gó­ło­wo okre­ślić te sytuacje.

Trze­cia pro­po­zy­cja, wysu­nię­ta przez Joh­na Mackie’ego, gło­si że anty­re­ali­ści powin­ni zaprze­stać mówie­nia o wie­dzy i zastą­pić ją jakąś słab­szą rela­cją poznaw­czą, np. posia­da­niem zado­wa­la­ją­cych dowo­dów. Argu­ment Fit­cha wyko­rzy­stu­je bowiem fakt, że to, co wie­my, jest praw­dzi­we, pod­czas gdy może­my posia­dać zado­wa­la­ją­ce dowo­dy na coś, co oka­zu­je się nie być praw­dą. Ten manewr nie roz­wią­zu­je jed­nak pro­ble­mu, ponie­waż jest rów­nie nie­moż­li­wym posiąść zado­wa­la­ją­ce dowo­dy na rzecz sądu „Licz­ba ksią­żek w moim biu­rze jest nie­pa­rzy­sta i nikt nigdy nie będzie posia­dał zado­wa­la­ją­cych dowo­dów, któ­re by za tym prze­ma­wia­ły”, co wie­dzieć, że „Licz­ba ksią­żek w moim biu­rze jest nie­pa­rzy­sta i nikt nigdy nie będzie tego wiedział”.

Dziwniejsze niż możemy sądzić?

Jeże­li nie­po­zna­wal­ne się­ga tak dale­ko, czy nie może się­gać jesz­cze dalej? Języ­ko­znaw­ca Noam Chom­sky zasu­ge­ro­wał, że struk­tu­ra naszych mózgów może unie­moż­li­wić nam sfor­mu­ło­wa­nie praw­dzi­wych teo­rii przy­ro­dy. Bio­log J. B. S. Hal­da­ne pisał: „Podej­rze­wam, że wszech­świat jest nie tyl­ko dziw­niej­szy niż sądzi­my, ale dziw­niej­szy niż może­my sądzić”. W nie­któ­rych przy­pad­kach może­my być w sta­nie zro­zu­mieć pyta­nie, nie będąc w sta­nie zro­zu­mieć odpo­wie­dzi. Nasze poję­cie świa­tła pozwa­la nam posta­wić pyta­nie: „Jaka jest natu­ra świa­tła?”, lecz może­my nie być w sta­nie utwo­rzyć pojęć nie­zbęd­nych dla w peł­ni ade­kwat­nej teo­rii świa­tła. W innych przy­pad­kach może­my nawet nie być w sta­nie zadać odpo­wied­nie­go pytania.

Na pierw­szy rzut oka argu­ment Fit­cha wyglą­da jak luź­ny wątek, ale gdy go pocią­gniesz, anty­re­alizm zaczy­na się pruć. Jeśli szu­kasz zagad­nie­nia, któ­re nadal cze­ka na opra­co­wa­nie, to dobrze trafiłeś.

Prze­ło­żył Tomasz Zyglewicz

The Unk­nown, „Cogi­to” 2 (1988). Prze­kład za zgo­dą Autora.


Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Imma­nu­el Kant twier­dził:” jak myślę to dzia­ła­nie zawie­szam na koł­ku”, a w/g Kan­ta i jego kon­cep­cji doty­czą­cej ROZUMU
    — czy­li MYŚLENIA, pro­ce­su POZNAWANIA oraz woli WYBORU i SĄDZENIU co dla mnie waż­ne aby doko­nać okre­ślo­ne­go wybo­ru. Tyl­ko że każ­dy z nas robi wszyst­ko to po swo­je­mu, a dla­cze­go? Bo SŁOWO i jego zna­cze­nie dla pod­mio­tu myślą­ce­go przez każ­de­go z nas jest ina­czej rozu­mia­ne-po swo­je­mu. To Seman­ty­ka Lin­gwi­stycz­na, każ­dy z nas czy­ta­jąc tekst nada­je mu swo­je zna­cze­nie i sens. To tak­że dziś waż­ny pro­blem w komu­ni­ka­cji spo­łecz­nej, poli­ty­ce i zarządzaniu.…i dla­te­go jest coraz wię­cej róż­ne­go rozu­mie­nia filo­zo­fii a nawet praw­ne­go spoj­rze­nia na fak­ty i wydarzenia.…

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy