Artykuł Epistemologia

Timothy Williamson: Czy wszystko jest poznawalne?

Mądrość Sokratesa polegała na tym, że gdy inni twierdzili, iż wiedzą, on wiedział, że nie wie. Nawet jeśli z powodów logicznych nie może być prawdą, że wiedział, iż nic nie wie, najpewniej w jednej kwestii miał rację: że wie bardzo niewiele. Uświadomienie sobie tego stanowiło pierwszy krok w kierunku większej wiedzy, krok, którego nie zdołali postawić ci, którzy błędnie uznawali swoje opinie za wiedzę.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Od cza­sów Sokrate­sa jed­nym z charak­terysty­cznych celów filo­zofii stało się poz­nanie granic naszej wiedzy. Może to brzmieć paradok­sal­nie: skąd może­my wiedzieć, czego nie wiemy? „Paradoks” ten jest jed­nak tylko grą słów. Gdy­byś mnie zapy­tał o przykład czegoś, czego nie wiemy, za nai­wną należało­by oczy­wiś­cie uznać odpowiedź: „że nie ist­nieje życie na innych plan­e­tach”, bowiem niewiedza w tej kwestii stanowi ogranicze­nie naszej wiedzy tylko jeśli ist­nieje życie na innych plan­e­tach – a tego, jak twierdzę, nie wiemy. Tym niem­niej mogę rozsąd­nie odpowiedzieć na zadane pytanie, poda­jąc następu­ją­cy przykład czegoś, czego nie wiemy: „czy ist­nieje życie na innych plan­e­tach”. Mogę bowiem wiedzieć, że, choć albo jest życie na innych plan­e­tach albo go nie ma, to nie wiemy, jak jest fak­ty­cznie. Nie wiem które z pary zdań „Ist­nieje życie na innych plan­e­tach” i „Nie ist­nieje życie na innych plan­e­tach” wyraża niez­naną prawdę, ale wiem, że jed­no z nich ją wyraża. Naszą niewiedzę moż­na opisać wylicza­jąc nie pyta­nia, na które nie znamy poprawnych odpowiedzi, lecz poprawne odpowiedzi, których nie znamy.

Ist­nieją dwa typy niewiedzy: niewiedza o fak­tach, które moglibyśmy poz­nać, ale ich nie znamy oraz niewiedza o fak­tach, których poz­nać nie może­my. Filo­zo­fowie tacy jak John Locke, Immanuel Kant czy Bertrand Rus­sell starali się odkryć, którędy prze­b­ie­ga grani­ca między tymi dwoma rodza­ja­mi niewiedzy. W konkret­nych przy­pad­kach nie bez znaczenia pozosta­je, z którym rodza­jem mamy do czynienia: jeżeli wiemy, że choć nie znamy odpowiedzi na pytanie, to może­my ją odkryć, staramy się to zro­bić; jeżeli wiemy, że nie może­my poz­nać odpowiedzi, oszczędza nam to próżnych prób jej znalezienia. Znane i niez­nane fak­ty nie różnią się rodza­jem, bowiem grani­ca między nimi zależy w dużej mierze od przy­pad­ku (czy ktokol­wiek widzi­ał, jak spadał ten liść?); dla odmi­any, poz­nawal­ność i niepoz­nawal­ność fak­tu mogą wskazy­wać na coś więcej. W naszym intere­sie leży wiedzieć, co jest niepoz­nawalne, a co tylko niez­nane.

Jest oczy­wiste, że wielu rzeczy nie wiemy; jest mniej oczy­wistym – przy­na­jm­niej dla niek­tórych filo­zofów – że jakiekol­wiek z nich są niepoz­nawalne. Nie wiemy, czy ist­nieje życie gdzieś indziej w naszej galak­tyce, być może nigdy się tego nie dowiemy; zapewne jed­nak moglibyśmy się dowiedzieć, mając do dys­pozy­cji odpowied­nie środ­ki i czas. Jed­nakowoż pewni filo­zo­fowie uważa­ją, że ogólne twierdze­nie, iż może­my – co do zasady – poz­nać dowol­ny fakt, czyni człowieka miarą wszechrzeczy, co wyda­je się niezbyt wiary­godne w odniesie­niu do gatunku (który nadał sobie tytuł homo sapi­ens) zamieszku­jącego niewielką plan­etę w kos­mosie, który ist­ni­ał na dłu­go zan­im ten gatunek się pojaw­ił i będzie ist­nieć dłu­go po jego zniknię­ciu. Inni – prze­ci­wnie – wąt­pią, żebyśmy byli w stanie nadać sens poję­ciu fak­tu, którego nikt nigdy nie może poz­nać. Utrzy­mu­ją, że, gdy posługu­je­my się słowa­mi taki­mi jak „fakt” i „praw­da”, musimy nadać im jakieś znacze­nie – nikt bowiem nie uczyni tego za nas – a może­my to zro­bić tylko poprzez wskazanie, jak zas­tosowal­ibyśmy je w praktyce.Gdy zaś uży­wamy ich w prak­tyce, sto­su­je­my je do tego, co jesteśmy w stanie rozpoz­nać jako fak­ty czy prawdy, a zatem nie udało nam się nadać sen­su myśli, że nasze słowa „fakt” i „praw­da” mogą stosować się do rzeczy, których my nie jesteśmy w stanie rozpoz­nać jako fak­ty czy prawdy.

Realiści i antyrealiści

Aby wskazać na opisaną wyżej różnicę zdań, uży­wa się częs­to wyrażeń „real­izm” i „antyre­al­izm”. Najogól­niej mówiąc, real­iś­ci sądzą, że nie wszys­tkie fak­ty są przez nas poz­nawalne, antyre­al­iś­ci zaś, że wszys­tkie są. (Nieste­ty, słowo „real­izm” ma w filo­zofii jeszcze kil­ka innych znaczeń, które istot­nie odb­ie­ga­ją od powyższego). Real­iś­ci zawdz­ięcza­ją swo­je miano temu, że według nich real­ność fak­tów jest nieza­leż­na od tego, czy jesteśmy w stanie je rozpoz­nać. Chodzi zatem o to, czy świat może prz­eras­tać naszą zdol­ność do poz­na­nia go. Każ­da ze stron sporu odpowia­da pytaniem reto­rycznym. Real­ista pyta: „Czemu właś­ci­wie miał­by nie prz­eras­tać?”; antyre­al­ista ripos­tu­je: „A co właś­ci­wie mielibyśmy przez to rozu­mieć?”. Oba stanowiska mają różne wer­sje, zależnie od tego, co dokład­nie rozu­mie się przez „fakt”, „poz­nawal­ność” oraz „nas”. Czy mówimy o wszys­t­kich fak­tach, czy tylko o jakimś ich ogranic­zonym podzbiorze? Czy wiedza wyma­ga pewnoś­ci, czy wystar­czą zad­owala­jące dowody? Czy isto­ta, która jest w stanie pojąć licz­by znacznie więk­sze od tych poj­mowal­nych dla mózgu ludzkiego może być jed­nym z nas?

Fakt może być dla nas niepoz­nawal­ny na dwa sposo­by: może być dla nas w ogóle niepo­j­mowal­ny lub też może być poj­mowal­ny, ale niemożli­wy do poz­na­nia. Za przykład pier­wszej sytu­acji niech posłuży paradok­sal­ny fakt, że na grun­cie współczes­nej fizy­ki światło ma naturę zarazem kor­pusku­larną i falową; być może nie jesteśmy w stanie znaleźć pojęć koniecznych do zrozu­mienia tej natu­ry. Przykła­dem drugiej sytu­acji jest Hipoteza Gold­bacha w matem­atyce, która głosi, że każ­da licz­ba parzys­ta więk­sza od 2 jest sumą dwóch liczb pier­wszych. Wprawdzie potrafimy zadać pytanie, czy jest ona prawdzi­wa – matem­aty­cy czynią to od lat – lecz nikt nie zna odpowiedzi; być może jest ona prawdzi­wa, ale nie sposób podać dowodu, który ktokol­wiek z nas był­by w stanie pojąć (pró­ba jej udowod­nienia przez sprawdze­nie każdego przy­pad­ku z osob­na na niewiele się zda, bowiem jest ich nieskończe­nie wiele).

Antyre­al­iś­ci zazwyczaj odrzu­ca­ją dru­gi rodzaj niepo­j­mowal­noś­ci. Inny­mi słowy utrzy­mu­ją, że jeśli jesteśmy w stanie pojąć fakt, to może­my również go poz­nać. Dużo mniej zaj­mu­ją ich fak­ty, których nie jesteśmy w stanie nawet pojąć. Stoi za tym myśl, że zdol­noś­ci kog­ni­ty­wne konieczne do poję­cia fak­tu wystar­cza­ją również do poz­na­nia go, ponieważ poję­cia, za pośred­nictwem których poj­mu­je­my ów fakt, jesteśmy w stanie uch­wycić tylko wtedy, gdy da się określić warun­ki ich poprawnego zas­tosowa­nia; na przykład może­my pojąć, że mży tylko jeśli posi­adamy poję­cie mżaw­ki, a poję­cie mżaw­ki posi­adamy tylko, jeśli w określonych sytu­ac­jach wiemy, że mży. Czy to posunię­cie pozwala antyre­al­is­tom ode­przeć zarzut, że czynią z człowieka miarę wszechrzeczy, sko­ro ter­az mogą utrzymy­wać, że czynią go miarą tylko tych rzeczy, które człowiek może pojąć?

Pewien niepoznawalny fakt

Ist­nieje pewien niesłusznie zapom­ni­any argu­ment o ciekawej his­torii, którego wagę zaczę­to dostrze­gać sto­sunkowo niedawno. Dopiero wtedy zdano sobie bowiem sprawę z tego, że stanowi on poważne wyzwanie nawet dla ogranic­zonej wer­sji antyre­al­iz­mu, przed­staw­ionej powyżej. Po raz pier­wszy wysunął go w roku 1963 logik Fred­er­ic Fitch, choć zaz­naczył, że jego pomysł pochodzi z anon­i­mowej recen­zji innego artykułu pow­stałego w 1945 r. Tem­at uci­chł aż do 1976 r., gdy argu­ment Fitcha (jak będę go nazy­wał) wspom­ni­ało w swoim artykule dwóch filo­zofów, Col­in McGinn oraz Bill Hart, którym również został on wskazany przez anon­i­mowego recen­zen­ta. Od tamtej pory wieść o owym argu­men­cie rozniosła się wśród filo­zofów, a licz­ba poświę­conych mu tek­stów zaczęła stop­niowo ros­nąć. W filo­zofii, podob­nie jak w więk­szoś­ci dziedzin aka­demic­kich, pub­liku­je się tak dużo, że nikt nie jest w stanie przeczy­tać więcej niż drob­ną część wszys­tkiego; zatem fakt, że pew­na myśl pojaw­iła się kilkukrot­nie w druku nie stanowi wcale gwarancji, iż usłyszą o niej wszyscy ci, którzy mogli­by ją wyko­rzys­tać w swoich bada­ni­ach. Gdy sam po raz pier­wszy pisałem na ten tem­at, zwró­cono mi uwagę na kwest­ie, które stały się obec­nie kluc­zowe dla całego sporu – uczynił to, oczy­wiś­cie, anon­i­mowy recen­zent. Trud­no nie ulec wraże­niu, że „anon­i­mowy recen­zent” to wyższa isto­ta czuwa­ją­ca nad ludzką filo­zofią i inter­we­ni­u­ją­ca od cza­su do cza­su w jej dzieje, gdy nie może już znieść naszej opiesza­łoś­ci.

Argu­ment Fitcha na rzecz real­iz­mu jest sto­sunkowo prosty. Każdy zgodzi się, że nie wszys­tkie fak­ty są poz­nawane, choć­by z tego powodu, iż pewne są tak try­wialne, że nikt nie będzie się starał ich odkryć. Niech X będzie takim fak­tem. Wów­czas mamy bardziej złożony fakt Y: „X jest fak­tem, ale nikt nigdy nie poz­na X-a”. Czy da się poz­nać Y-a? Nie, bo poz­na­jąc go, poz­nałbyś X-a (sko­ro X jest częś­cią Y-a), a musi być prawdą, że nikt nigdy nie poz­na­je X-a (sko­ro to również jest częś­cią Y-a, nie da się wiedzieć czegoś, co nie jest prawdą – może Ci się co najwyżej wydawać, że to wiesz). Zatem wiedza o Y-u wyma­gała­by, żeby X został poz­nany przez kogoś, a jed­nocześnie nie został przez niko­go poz­nany, co jest niemożli­we. Tym samym Y stanowi przykład niepoz­nawal­nego fak­tu, więc nie wszys­tkie fak­ty są poz­nawalne. Inny­mi słowy, real­iś­ci mają rację, a antyre­al­iś­ci się mylą. QED. Załóżmy, że nigdy nie zmo­bi­lizu­ję się, żeby policzyć książ­ki w moim poko­ju. Zatem albo „Licz­ba książek w moim poko­ju jest parzys­ta”, albo „Licz­ba książek w moim poko­ju jest nieparzys­ta” stanowi fakt nigdy niepoz­nany. Argu­ment Fitcha pokazu­je, że, w kon­sek­wencji, albo „Licz­ba książek w moim poko­ju jest parzys­ta, ale nikt się tego nigdy nie dowie”, albo „Licz­ba książek w moim poko­ju jest nieparzys­ta, ale nikt się tego nigdy nie dowie” stanowi niepoz­nawal­ny fakt. Przykład jest try­wial­ny, ale zdeklarowany antyre­al­ista głosi, że żaden poj­mowal­ny fakt nie jest niepoz­nawal­ny, toteż każdy kon­tr­przykład, jakkol­wiek try­wial­ny, wystar­czy by sfal­sy­fikować to twierdze­nie.

Odpowiedź antyrealistów

Czy rzeczy­wiś­cie aż tak łat­wo jest obal­ić antyre­al­izm? Nie do koń­ca. Zaczni­jmy od tego, że niek­tórzy antyre­al­iś­ci, idąc śla­dem Michaela Dum­met­ta, odrzu­ca­ją ortodoksyjną logikę „klasy­czną” na rzecz here­ty­ck­iej logi­ki zwanej logiką „intu­icjon­isty­czną”. Nie wchodząc w szczegóły zaz­naczę tylko, że argu­ment Fitcha nie trafia, jak się zda­je, w połącze­nie antyre­al­iz­mu z intu­icjonizmem. Jed­nakowoż zmi­ana logi­ki nie tylko pach­nie oszust­wem, ale też zaburzyła­by matem­atykę i podob­ne dziedziny. Wielu antyre­al­istów, jak choć­by Crispin Wright, prag­nie zachować logikę klasy­czną. Jak powin­ni oni odpowiedzieć na argu­ment Fitcha?

W roku 1985 Dorothy Edg­ing­ton oraz George Schlesinger zapro­ponowali nieza­leżnie od siebie rein­ter­pre­tację antyre­al­iz­mu. Doty­chczas zakładałem, że sytu­ac­ja, w której staw­ia się pytanie, jest tą samą co sytu­ac­ja, o którą pytamy. Dla przykładu: w aktu­al­nym świecie pytam o to, czy ist­nieje w nim życie na innych plan­e­tach. Argu­ment Fitcha zda­je się pokazy­wać, że w danej sytu­acji nie jesteś w stanie wiedzieć, że pewien fakt doty­czą­cy tej sytu­acji jest niepoz­nawal­ny. Być może nato­mi­ast moż­na wiedzieć, że jest on niepoz­nawal­nym fak­tem doty­czą­cym tej sytu­acji z punk­tu widzenia jakiejś innej sytu­acji. Jeśli policzę książ­ki w moim biurze i odkryję, że ich licz­ba jest nieparzys­ta, dochodząc na tej pod­staw­ie do wniosku, że była­by ona nieparzys­ta, nawet gdy­by nikt nigdy ich nie policzył, to czy nie dowiem się wów­czas, że „Licz­ba książek w moim biurze jest nieparzys­ta, lecz nikt nigdy nie dowie się o tym” jest fak­tem doty­czą­cym sytu­acji, która miała­by miejsce, nawet gdy­by nikt nigdy nie policzył moich książek? Edg­ing­ton i Schlesinger sugeru­ją zatem, że antyre­al­ista powinien tak naprawdę utrzymy­wać, iż każdy fakt doty­czą­cy sytu­acji jest poz­nawal­ny – jed­nak niekoniecznie z wnętrza danej sytu­acji. W ten sposób próbu­ją oni uchylić argu­ment Fitcha. To pode­jś­cie ma jed­nak swo­je własne prob­le­my, bowiem wyma­ga, by ludzie posi­adali wiedzę o sytu­ac­jach, które z ich punk­tu widzenia są wyłącznie możli­we, a okazu­je się, że zaskaku­ją­co trud­no wyjaśnić, jak wystar­cza­ją­co szczegółowo określić te sytu­acje.

Trze­cia propozy­c­ja, wysunię­ta przez Johna Mackie’ego, głosi że antyre­al­iś­ci powin­ni zaprzes­tać mówienia o wiedzy i zastąpić ją jakąś słab­szą relacją poz­naw­czą, np. posi­adaniem zad­owala­ją­cych dowodów. Argu­ment Fitcha wyko­rzys­tu­je bowiem fakt, że to, co wiemy, jest prawdzi­we, pod­czas gdy może­my posi­adać zad­owala­jące dowody na coś, co okazu­je się nie być prawdą. Ten manewr nie rozwiązu­je jed­nak prob­le­mu, ponieważ jest równie niemożli­wym posiąść zad­owala­jące dowody na rzecz sądu „Licz­ba książek w moim biurze jest nieparzys­ta i nikt nigdy nie będzie posi­adał zad­owala­ją­cych dowodów, które by za tym prze­maw­iały”, co wiedzieć, że „Licz­ba książek w moim biurze jest nieparzys­ta i nikt nigdy nie będzie tego wiedzi­ał”.

Dziwniejsze niż możemy sądzić?

Jeżeli niepoz­nawalne się­ga tak daleko, czy nie może się­gać jeszcze dalej? Językoz­naw­ca Noam Chom­sky zasug­erował, że struk­tu­ra naszych mózgów może uniemożli­wić nam sfor­mułowanie prawdzi­wych teorii przy­rody. Biolog J. B. S. Hal­dane pisał: „Pode­jrze­wam, że wszechświat jest nie tylko dzi­wniejszy niż sądz­imy, ale dzi­wniejszy niż może­my sądz­ić”. W niek­tórych przy­pad­kach może­my być w stanie zrozu­mieć pytanie, nie będąc w stanie zrozu­mieć odpowiedzi. Nasze poję­cie światła pozwala nam postaw­ić pytanie: „Jaka jest natu­ra światła?”, lecz może­my nie być w stanie utworzyć pojęć niezbęd­nych dla w pełni adek­wat­nej teorii światła. W innych przy­pad­kach może­my nawet nie być w stanie zadać odpowied­niego pyta­nia.

Na pier­wszy rzut oka argu­ment Fitcha wyglą­da jak luźny wątek, ale gdy go pociąg­niesz, antyre­al­izm zaczy­na się pruć. Jeśli szukasz zagad­nienia, które nadal czeka na opra­cow­anie, to dobrze trafiłeś.

Przełożył Tomasz Zyglewicz

The Unknown, „Cog­i­to” 2 (1988). Przekład za zgodą Auto­ra.


Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Immanuel Kant twierdz­ił:” jak myślę to dzi­ałanie zaw­ieszam na kołku”, a w/g Kan­ta i jego kon­cepcji doty­czącej ROZUMU
    — czyli MYŚLENIA, pro­ce­su POZNAWANIA oraz woli WYBORU i SĄDZENIU co dla mnie ważne aby dokon­ać określonego wyboru. Tylko że każdy z nas robi wszys­tko to po swo­je­mu, a dlaczego? Bo SŁOWO i jego znacze­nie dla pod­mio­tu myślącego przez każdego z nas jest inaczej rozu­mi­ane-po swo­je­mu. To Seman­ty­ka Ling­wisty­cz­na, każdy z nas czy­ta­jąc tekst nada­je mu swo­je znacze­nie i sens. To także dziś ważny prob­lem w komu­nikacji społecznej, poli­tyce i zarządzaniu.…i dlat­ego jest coraz więcej różnego rozu­mienia filo­zofii a nawet prawnego spo­jrzenia na fak­ty i wydarzenia.…

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy