Artykuł

Wojciech Żełaniec: #5. Porozmawiajmy o zdaniach

Na górze róże, na dole fiołki… Tylko szkoda, że jeszcze nie zdobyliśmy się na zakup ni jednych, ni drugich… Ale to nic, może kiedyś będą te róże… albo fiołki. A w ogóle, kto powiedział, że mają być? To tylko taka idea…

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 5 (23), s. 32–33. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Gra­maty­czną for­mą wypowiedzi najczęś­ciej spo­tykaną w mowie „z prawdzi­wego życia” (a nie preparowanej jako przykład jakichś tez teo­re­ty­cznych) jest nie gru­pa nom­i­nal­na, ale zdanie. Zdanie moż­na zdefin­iować ogól­nie jako „domyśl­ną” (default) struk­turę gra­maty­czną takiej wypowiedzi, w której się coś twierdzi lub się czemuś przeczy i która z tego powodu może jedy­na być prawdzi­wa lub fałszy­wa. Choć z drugiej strony każde zdanie może służyć do „przed­staw­ienia” tylko pewnej myśli do rozważe­nia, ale bez twierdzenia, że jest lub nie jest tak, jak ta myśl rzeczy ujmu­je, a zdanie przed­staw­ia; np. gdy mówimy „jeśli dziś jest wtorek, to jesteśmy w Bel­gii”, nie twierdz­imy wcale, że dziś jest wtorek ani że dziś jesteśmy w Bel­gii, a tylko, że jeśli to pier­wsze, to to drugie. Z tego powodu zdanie określono w języku łacińskim (uczynił to Boecjusz na początku VI w. po Chr.) również (bo były i inne nazwy) jako propo­si­tio (coś, co zostało przedłożone) – wyraże­nie to przeszło ewolucję znaczeniową i jest pop­u­larne w dzisiejszej filo­zofii anal­i­ty­cznej, w ang­iel­skiej formie propo­si­tion; domorośli tłu­macze kieru­ją­cy się zasadą zewnętrznego podobieńst­wa słów odd­a­ją to cza­sem jako „propozy­c­ja”, co skła­da się na wraże­nie ele­ganck­iego świa­ta filo­zofów ang­iel­s­kich, którzy by nie być natręt­ni, nie twierdzą ani nie przeczą, a tylko niezobow­iązu­ją­co pro­ponu­ją. U Arys­tote­le­sa, auto­ra pier­wszego trak­tatu o zda­niu (pt. Περὶ ἑρμηνείας, De inter­pre­ta­tione, jest to dru­ga część jego Organonu – a pier­wszą były Kat­e­gorie), zdanie w tym podanym wyżej sen­sie nazy­wało się ἀπόφανσις (apo­phan­sis), od cza­sown­i­ka ἀποφαίνω (apophaino), „ukazy­wać”, „wyjaw­iać”, „wyjaś­ni­ać”, „obwieszczać”. Filo­zo­fowie współcześni lubią odróż­ni­ać struk­turę gra­maty­czną, którą nazy­wa­ją „zdaniem”, od odpowiada­jącej jej, czy raczej „kryjącej się za nią”, struk­tu­ry log­icznej, którą zwą „sądem”, a dokład­niej: „sądem w sen­sie log­icznym”. W tej ter­mi­nologii zda­nia: pol­skie „Warsza­wa jest stolicą Pol­s­ki”, ang­iel­skie „War­saw is the cap­i­tal of Poland” i irlandzkie „is é Vársá príomhchathair na Polainne” (przy­bliżona wymowa: „is ej wor­so pri­jw­chacher ne pole­nie”) wyraża­ją ten sam sąd w sen­sie log­icznym (prawdzi­wy), choć są trze­ma całkiem różny­mi zda­ni­a­mi. To właśnie dla sądów w sen­sie log­icznym zas­trze­ga się dziś z reguły słowo propo­si­tion w ang­iel­skim.

Sam Arys­tote­les zauważył jed­nak w De inter­pre­ta­tione, że są zda­nia, które nie tylko niekiedy nie, ale nawet nigdy nie służą do stwierdza­nia czegoś lub przeczenia czemuś, np. zda­nia: „Przyjdź królest­wo two­je” lub „Obyś z tego cało wyszedł”. Kto wypowia­da takie zda­nia, nie twierdzi niczego, ani nie przeczy niczemu, nie moż­na też z sensem rzec „To (nie)prawda, że przyjdź królest­wo two­je / obyś z tego wyszedł cało”. Zda­nia takie w języku greckim czy pol­skim i wielu innych charak­teryzu­ją się tym, że ich główny cza­sown­ik fig­u­ru­je w spec­jal­nej formie gra­maty­cznej, zwanej „trybem” rozkazu­ją­cym, życzą­cym, przy­puszcza­ją­cym, przyzwala­ją­cym… ale nie orzeka­ją­cym. Bywa, że to nie sam cza­sown­ik ma szczegól­ną for­mę, ale zdanie jako całość – lecz to w tej chwili bez znaczenia. Zdanie „apo­fan­ty­czne”, czyli zdolne do bycia prawdzi­wym lub fałszy­wym, musi nato­mi­ast zdaniem Arys­tote­le­sa zaw­ier­ać cza­sown­ik w określonym cza­sie gra­maty­cznym (i w try­bie orzeka­ją­cym właśnie). Taki cza­sown­ik oznacza zachodze­nie czy ist­nie­nie czegoś w pewnym cza­sie, a ponieważ twierdz­ić lub negować moż­na tylko to, że coś ist­nieje lub zachodzi, cza­sown­ik jest niezbęd­ny do sfor­mułowa­nia zda­nia „apo­fan­ty­cznego”.

Trze­ba jed­nak zauważyć, że wiel­ki Arys­tote­les przy­puszczal­nie nie znał żad­nego języ­ka poza staro­greckim (Gre­cy jego cza­sów uważali wszelkie inne języ­ki za bar­barzyńskie), a w szczegól­noś­ci żad­nego takiego, w którym możli­we jest for­mułowanie zdań bez cza­sown­i­ka. A języków takich jest sporo: semi­ck­ie (np. hebra­js­ki, arab­s­ki), chińs­ki, a z bliższych nam – rosyjs­ki. W języku pol­skim zdanie bez cza­sown­i­ka jest też możli­we, np. „Mama – cho­ra, syn­owie – na kolo­ni­ach” itp., choć w „pełnym” sfor­mułowa­niu takich zdań wys­tępu­je zwyk­le cza­sown­ik jest czy . Wyraże­nia takie nie różnią się zewnętrznie od grup nom­i­nal­nych, stąd cza­sem potrze­ba zaz­naczenia, że mają to w danym przy­pad­ku być zda­nia właśnie, i to „apo­fan­ty­czne”; osią­ga się to przez odpowied­nią mod­u­lację gło­su lub (w piśmie) przez jak­iś dodatkowy znak, np. „ – ” (pauzę z odstę­pa­mi) lub „:” (dwukropek). W językach semi­c­kich nato­mi­ast gru­pa nom­i­nal­na i zdanie mają inną budowę gra­maty­czną. Np. po hebra­jsku םודא דרוה (ha-wered adom) znaczy „róża jest czer­wona”, zaś םודאה דרוה (ha-wered ha-adom) znaczy „czer­wona róża”; jedy­na, ale rozstrzy­ga­ją­ca różni­ca między tymi kon­strukc­ja­mi leży w tym, że we fra­zie nom­i­nal­nej przymiotnik otrzy­mu­je przed­imek określony ha-. Czyli „the rose red” znaczy „the rose is red”, a „the rose the red” – „the red rose”. Po arab­sku jest podob­nie: الوردة حمراء (al-war­datu khamra’ʕ), „róża jest czer­wona”, i الوردة الحمراء (al-war­datu al-khamra’ʕ) „czer­wona róża”, w tym ostat­nim przymiotnik został poprzed­zony przed­imkiem al-. (Ktoś uważny może tu zapy­tać, czy w tych językach jest zewnętrz­na różni­ca między „a red rose” oraz „a rose is red”. Odpowiedź: tak). Wybaczmy jed­nak Arys­tote­le­sowi to niedopa­trze­nie; najważniejsze, że i w takich zgoła niegrec­kich językach jakoś się grupę nom­i­nal­ną od zda­nia (apo­fan­ty­cznego) odróż­nia. Przy okazji: wspom­ni­ane w odcinku drugim słowo z języ­ka swahili wari­di („róża”) jest zapoży­cze­niem z arab­skiego, a zarówno arab­skie war­datu (-atu jest tu tylko przy­rostkiem rodza­ju żeńskiego), jak i hebra­jskie wered są zapoży­czeni­a­mi staroirańskiego wrda.

Dlaczego jed­nak w ogóle potrze­bu­je­my takiego odróżnienia? Dlaczego nie może­my porozu­miewać się samy­mi tylko gru­pa­mi nom­i­nal­ny­mi, jak czer­wona róża, biały kwiat ze starej piosen­ki harcer­skiej? To wyjaśnię w następ­nym odcinku.


Woj­ciech Żełaniec – Filo­zof gen­er­al­ista i filo­zof społeczny, stype­ndys­ta Hum­bold­ta (Würzburg 1995–1997), kierown­ik Zakładu Ety­ki i Filo­zofii Społecznej w Insty­tu­cie Filo­zofii, Socjologii i Dzi­en­nikarst­wa Wydzi­ału Nauk Społecznych Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego (wnswz.strony.ug.edu.pl). Ostat­nia pub­likac­ja: Uni­ver­sal­i­ty of pun­ish­ment, Anto­nio Incam­po and Woj­ciech Żełaniec (eds.), Bari 2015 (jako współau­tor i współredak­tor). Hob­by: czy­tanie i recy­towanie poezji.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: Hulin­s­ka Yevheni­ia

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy