Artykuł Epistemologia Filozofia nauki

Yujin Nagasawa: Nauka a cuda

W grudniu 2008 roku Marcilio Haddad Andrino, trzydziestoczteroletni mieszkaniec miasta Santos w Brazylii, wyruszył do Gramado, rodzinnej miejscowości swojej żony, by spędzić tam miesiąc miodowy. Ekscytująca podróż nowożeńców zamieniła się jednak w koszmar, kiedy Andrino poważnie zachorował.

Cier­piąc ogrom­ny ból, został prze­wie­zio­ny do szpi­ta­la, gdzie leka­rze stwier­dzi­li u nie­go wodo­gło­wie i osiem rop­ni w mózgu. Co gor­sza, Andri­no w trak­cie lecze­nia zapadł w śpiącz­kę. O cięż­kim sta­nie cho­re­go dowie­dział się o. Elmi­ran Fer­re­ira z pobli­skie­go kościo­ła, któ­ry dał żonie Andri­no meda­lik z por­tre­tem Mat­ki Tere­sy i zale­cił, by umie­ścić go pod podusz­ką męża. Kobie­ta postą­pi­ła zgod­nie z radą duchow­ne­go i wie­lo­krot­nie modli­ła się do Mat­ki Tere­sy. W koń­cu nad­szedł dzień ope­ra­cji; Andri­no został zabra­ny na blok ope­ra­cyj­ny. Nagle jed­nak ock­nął się i ku zdzi­wie­niu leka­rzy zapy­tał: „Co ja tutaj robię?”. Nim do szpi­ta­la dotar­ła jego żona, Andri­no sie­dział już na łóż­ku i pił kawę! Leka­rze ponow­nie zba­da­li jego mózg i potwier­dzi­li, że zarów­no wodo­gło­wie, jak i wszyst­kie rop­nie znik­nę­ły. Nikt nie potra­fił tego wyja­śnić. Wyda­rze­nie to uwa­ża się za jeden z pośmiert­nych cudów Mat­ki Tere­sy, na pod­sta­wie któ­re­go papież Fran­ci­szek ogło­sił ją świę­tą we wrze­śniu 2016 roku.

Wia­ra w cuda wyda­je się pozo­sta­wać w kon­flik­cie ze współ­cze­sną wie­dzą nauko­wą. Naukow­cy nie­jed­no­krot­nie przy­rów­nu­ją cuda do bajek czy mitów. Richard Daw­kins, bio­log ewo­lu­cyj­ny z Uni­wer­sy­te­tu Oks­fordz­kie­go, pod­kre­śla na przy­kład zna­cze­nie prze­ło­mu, jaki nastą­pił w XIX wieku:

To wów­czas wła­śnie skoń­czy­ła się epo­ka, w któ­rej wykształ­co­ny czło­wiek mógł, abso­lut­nie się tego nie wsty­dząc, wyznać, że wie­rzy w cuda i w dzie­wo­ródz­two (R. Daw­kins, Bóg uro­jo­ny).

Mimo to w naszych cza­sach wia­ra w cuda wciąż jest roz­po­wszech­nio­na. Zgod­nie z ankie­tą prze­pro­wa­dzo­ną przez Inter­na­tio­nal Social Survey Pro­gram­me w roku 2008, na pyta­nie „Czy wie­rzysz w cuda?” 66% Pola­ków odpo­wie­dzia­ło twier­dzą­co. W porów­na­niu z inny­mi kra­ja­mi wynik ten nie jest nad­zwy­czaj wyso­ki: ta sama ankie­ta poda­je, że podob­nie na powyż­sze pyta­nie odpo­wie­dzia­ło 78,7% Ame­ry­ka­nów oraz 73,4% Wło­chów. Nie jest rów­nież oczy­wi­ste, że naukow­cy są bar­dziej scep­tycz­ni niż resz­ta spo­łe­czeń­stwa: inne bada­nie wska­zu­je, że ok. 70% leka­rzy i stu­den­tów medy­cy­ny w Pol­sce wie­rzy w cuda.

Czym są cuda?

Choć wie­lu ludzi twier­dzi, że wie­rzy w cuda, nie do koń­ca wia­do­mo, jak rozu­mieć cud, zaś dys­ku­sja nad jego defi­ni­cją jest przed­mio­tem wie­lo­wie­ko­wych debat filo­zo­ficz­nych. Aby roz­strzy­gnąć tę kwe­stię, pomoc­ne może się oka­zać roz­wa­że­nie nie­zwy­kłych wyda­rzeń, któ­re wpraw­dzie przed­sta­wia się jako cuda, ale któ­re tak napraw­dę nimi nie są.

Był rok 1977. Pew­ne­go popo­łu­dnia Maria Rubio, Ame­ry­kan­ka miesz­ka­ją­ca w sta­nie Nowy Mek­syk, przy­go­to­wy­wa­ła na obiad bur­ri­to. W chwi­li, kie­dy mia­ła zawi­jać trze­cią tor­til­lę, wykrzyk­nę­ła: „To Jezus Chry­stus!”. Na tor­til­li ujrza­ła wypa­lo­ny wzór, któ­ry jej zda­niem przy­po­mi­nał twarz Jezu­sa. Natych­miast zawo­ła­ła swo­je­go męża i cór­kę, któ­rzy potwier­dzi­li, iż fak­tycz­nie jest to wize­ru­nek Chry­stu­sa. Cała trój­ka zabra­ła tor­til­lę do o. Joyle’a Fin­ni­ga­na z Kościo­ła Nie­po­ka­la­ne­go Poczę­cia. Ku ich zasko­cze­niu, duchow­ny stwier­dził: „Wyda­je mi się, że to po pro­stu zbieg oko­licz­no­ści”. Rubio wyja­śni­ła, że to nie­praw­da, bowiem zawi­ja bur­ri­to od dwu­dzie­stu lat i nigdy nie widzia­ła cze­goś podob­ne­go. Na jej wyraź­ną proś­bę o. Fin­ni­gan nie­chęt­nie pobło­go­sła­wił tor­til­lę i poin­stru­ował, że powin­na ją scho­wać do lodów­ki, aby się nie roz­pa­dła. Rubio wysta­wi­ła ją w swo­im domu, gdzie obej­rza­ło ją prze­szło osiem tysię­cy ludzi; nie­któ­rzy na jej widok pła­ka­li i modli­li się. Dzien­ni­karz z lokal­nej gaze­ty stwier­dził jed­nak, że wzór na tor­til­li przy­po­mi­na raczej bok­se­ra Leona Spinksa.

Rubio i jej rodzi­na uzna­li wize­ru­nek Jezu­sa na tor­til­li za cud, ale – jak stwier­dził o. Fin­ni­gan – to tyl­ko zbieg oko­licz­no­ści. Bio­rąc pod uwa­gę ogrom­ną licz­bę tor­til­li wypie­ka­nych codzien­nie na całym świe­cie, nic dziw­ne­go, że na nie­któ­rych zda­rza nam się ujrzeć coś, co przy­po­mi­na twarz. Cuda muszą być zatem czymś wię­cej niż nie­zwy­kły­mi zbie­ga­mi oko­licz­no­ści. Wie­lu filo­zo­fów utrzy­mu­je, że waru­nek ten speł­nia­ją przy­pad­ki, w któ­rych docho­dzi do naru­sze­nia praw przy­ro­dy. Natu­ra jest jed­no­li­ta i sta­ła, ponie­waż zacho­wu­je się zgod­nie z pew­ny­mi – nie­zmien­ny­mi, jak się zda­je – pra­wa­mi. To wła­śnie one spra­wia­ją, że upusz­czo­ny w powie­trzu cięż­ki przed­miot zawsze spa­da oraz że nic nie może poru­szać się z pręd­ko­ścią więk­szą niż pręd­kość świa­tła. Cuda budzą reli­gij­ną cześć, bowiem ich spraw­cy dzia­ła­ją w spo­sób, któ­ry naru­sza tego rodza­ju zasa­dy. Weź­my dobrze zna­ne przy­kła­dy cudów doko­ny­wa­nych przez Jezu­sa, takich jak zamia­na wody w wino czy wskrze­sze­nie Łaza­rza, któ­ry od kil­ku dni był mar­twy. Pra­wa przy­ro­dy wyklu­cza­ją takie dzia­ła­nia, zaś ich naru­sze­nie wyda­je się być koniecz­nym warun­kiem cudu.

Czy wiara w cuda jest racjonalna?

Osiem­na­sto­wiecz­ny szkoc­ki filo­zof i scep­tyk, David Hume, twier­dził, że nigdy nie moż­na racjo­nal­nie wie­rzyć w cuda. Jego zda­niem są one nie­moż­li­we wła­śnie ze wzglę­du na wymóg naru­sza­nia praw przyrody.

Załóż­my, że twoi przy­ja­cie­le opo­wia­da­ją, jak w kra­kow­skim ogro­dzie zoo­lo­gicz­nym oglą­da­li tygry­sa. Wiesz rów­nież ze stro­ny inter­ne­to­wej, że zwie­rzę­ta te istot­nie są tam trzy­ma­ne. Moż­na więc chy­ba racjo­nal­nie przy­jąć, że napraw­dę żyją one w tym zoo: twoi przy­ja­cie­le nie mają powo­du, by kła­mać, zaś zoo nie ma żad­ne­go inte­re­su w publi­ko­wa­niu fał­szy­wych infor­ma­cji w Inter­ne­cie. Dowo­dy te wystar­czą zatem, by racjo­nal­nie wie­rzyć w ist­nie­nie tygry­sów w zoo. Załóż­my teraz, że ci sami zna­jo­mi mówią, iż widzie­li dino­zau­ry, co rów­nież potwier­dza stro­na inter­ne­to­wa. Czy jest racjo­nal­ne, by wie­rzyć, że w kra­kow­skim zoo żyją praw­dzi­we dino­zau­ry? Oczy­wi­ście, że nie. Wypo­wiedź two­ich przy­ja­ciół i infor­ma­cja z Inter­ne­tu nie sta­no­wią moc­ne­go dowo­du za racjo­nal­no­ścią prze­ko­na­nia o praw­dzi­wo­ści tak nie­zwy­kłe­go twier­dze­nia, jak to, że w kra­kow­skim zoo żyją dino­zau­ry. Taka odpo­wiedź suge­ru­je, że siła prze­ko­na­nia powin­na być pro­por­cjo­nal­na do dostęp­ne­go dowo­du. Świa­dec­two two­ich przy­ja­ciół oraz infor­ma­cja na stro­nie inter­ne­to­wej mogą wystar­czyć, by uwie­rzyć w nie­win­ne stwier­dze­nie, że w kra­kow­skim zoo żyją tygry­sy, ale nie do utrzy­my­wa­nia, iż miesz­ka­ją tam dino­zau­ry. Temu wła­śnie prze­ko­na­niu daje wyraz hasło Car­la Saga­na, zna­ne­go ame­ry­kań­skie­go astro­no­ma i auto­ra powie­ści Kon­takt: „nie­zwy­kłe twier­dze­nia wyma­ga­ją nie­zwy­kłych dowodów”.

Hume stwier­dza, że nie moż­na racjo­nal­nie wie­rzyć w cuda, ponie­waż dowód prze­ciw­ko nim jest zawsze sil­niej­szy niż ten, któ­ry prze­ma­wia za nimi. Ponow­nie roz­waż­my natych­mia­sto­we znik­nię­cie rop­ni w mózgu Andri­no. Załóż­my, że pra­wa przy­ro­dy wyklu­cza­ją tak szyb­ki zanik. Następ­nie przyj­mij­my, że mózg Andri­no był wie­lo­krot­nie bada­ny przez róż­nych leka­rzy przy wyko­rzy­sta­niu naj­bar­dziej zaawan­so­wa­nych tech­no­lo­gii medycz­nych, w wyni­ku cze­go stwier­dzo­no, że rop­nie istot­nie znik­nę­ły w krót­kim cza­sie. Uznaj­my wresz­cie, że ist­nie­je mało praw­do­po­dob­ne nauko­we wyja­śnie­nie gło­szą­ce, iż wszy­scy leka­rze, któ­rzy nie­za­leż­nie dia­gno­zo­wa­li mózg Andri­no, przy każ­dym bada­niu dozna­wa­li halu­cy­na­cji. Hume argu­men­tu­je, że nawet w tej sytu­acji wia­ra, iż istot­nie mamy tu do czy­nie­nia z cudem, jest nie­ra­cjo­nal­na. Pra­wa przy­ro­dy dopusz­cza­ją moż­li­wość, że wszy­scy leka­rze, któ­rzy bada­li mózg Andri­no, za każ­dym razem cier­pie­li na halu­cy­na­cje, bez wzglę­du na to, jak nikłe jest praw­do­po­do­bień­stwo zaj­ścia takiej sytu­acji. Nie­moż­li­we jest nato­miast, by zgod­nie z pra­wa­mi przy­ro­dy wyda­rzył się cud. Ogól­nie rzecz bio­rąc, nie­waż­ne, jak moc­ne dowo­dy prze­ma­wia­ją za zaist­nie­niem cudu, nigdy nie będą one sil­niej­sze niż dowo­dy prze­ciw­ne, bowiem te dru­gie są zgod­ne z pra­wa­mi przy­ro­dy, któ­re odpo­wia­da­ją za jed­no­li­te, spój­ne i sta­łe dzia­ła­nie przy­ro­dy. Pra­wa przy­ro­dy zapew­nia­ją naj­moc­niej­szy dowód prze­ciw­ko cudom, jaki moż­na sobie wyobra­zić. Dla­te­go też Hume docho­dzi do wnio­sku, że racjo­nal­na wia­ra w cuda jest nie­moż­li­wa. Nie­zwy­kłe twier­dze­nia wyma­ga­ją nie­zwy­kłych dowo­dów, nie ma jed­nak dowo­dów na tyle nie­zwy­kłych, by uza­sad­nia­ły prze­ko­na­nie o zaj­ściu cudu.

Trze­ba pod­kre­ślić, że obiek­tem ata­ku Hume’a jest racjo­nal­ność wia­ry w cuda, a nie samo ich zacho­dze­nie. Celem Hume’a jest poka­za­nie, że nawet jeże­li cuda napraw­dę ist­nie­ją, to nigdy nie może­my w nie racjo­nal­nie wie­rzyć ze wzglę­du na brak wystar­cza­ją­cych dowo­dów. Twier­dze­nie to nie jest zatem toż­sa­me z uzna­niem, że cudów nie ma. Nie­mniej jed­nak, argu­ment Hume’a sta­no­wi poważ­ne wyzwa­nie dla tych, któ­rzy w nie wierzą.

Cuda, które nie naruszają praw przyrody

Powo­dem, dla któ­re­go zwo­len­nik cudów musi zmie­rzyć się z argu­men­tem Hume’a jest ich nie­zgod­ność z pra­wa­mi przy­ro­dy. War­to w tym miej­scu zasta­no­wić się, czy ist­nie­je dzia­ła­nie podob­ne do cudu, ale nie­na­ru­sza­ją­ce tych praw.

W trak­cie dru­giej woj­ny świa­to­wej pol­ski fran­cisz­ka­nin, o. Mak­sy­mi­lian Kol­be, został aresz­to­wa­ny przez Gesta­po i osa­dzo­ny w obo­zie zagła­dy w Oświę­ci­miu. Pew­ne­go dnia dowód­ca obo­zu posta­no­wił zesłać nie­któ­rych więź­niów na śmierć gło­do­wą. Jed­nym z nich był Fran­ci­szek Gajow­ni­czek, sier­żant Woj­ska Pol­skie­go, mąż i ojciec dwój­ki dzie­ci. Kol­be, sły­sząc roz­pa­cza­nie Gajow­nicz­ka, zgło­sił się na ochot­ni­ka zamiast nie­go, mówiąc:

Chcę iść zamiast tego czło­wie­ka, któ­re­go wybra­no. On ma żonę i dzie­ci, a ja nie mam nikogo.

Zesła­ni do bun­kra kolej­no umie­ra­li z gło­du, lecz Kol­be prze­żył dwa tygo­dnie. Osta­tecz­nie został uśmier­co­ny zastrzy­kiem feno­lu. Kol­be został kano­ni­zo­wa­ny w roku 1982 przez papie­ża Jana Paw­ła II.

Takie akty skraj­ne­go altru­izmu wyda­ją się naj­bliż­sze cudom, któ­re nie łamią praw przy­ro­dy. Shu­sa­ku Endo, japoń­ski pisarz kato­lic­ki, autor powie­ści Mil­cze­nie, któ­rą w roku 2016 zekra­ni­zo­wał Mar­tin Scor­se­se, utrzy­mu­je, że czyn Kol­be­go był cudem:

Nigdy nie był­bym w sta­nie zacho­wać się jak Kol­be; prze­ra­ża mnie nawet sama myśl, że mógł­bym tak postą­pić. Nie jest moż­li­we, by ktoś zwy­czaj­ny, jak ja, oddał życie za kogoś inne­go. A jed­nak ojciec Kol­be doko­nał takie­go czy­nu. To wła­śnie nazy­wam cudem, bowiem cud to akt miło­ści, któ­re­go zwy­czaj­ny czło­wiek nie potra­fi doko­nać. Kol­be sta­no­wi ucie­le­śnie­nie wer­se­tu z Ewan­ge­lii św. Jana: „Nikt nie ma więk­szej miło­ści od tej, gdy ktoś życie swo­je odda­je za przy­ja­ciół swo­ich” (Shu­sa­ku Endo, Wata­shi Ni Tot­te Kami Towa).

Natu­rą rzą­dzi dobór natu­ral­ny, któ­ry wyko­rzy­stu­je wal­kę o prze­trwa­nie. Przez oko­ło czte­ry miliar­dy lat nie­skoń­cze­nie wie­le orga­ni­zmów rywa­li­zo­wa­ło ze sobą i wal­czy­ło o prze­ży­cie. Natu­ra to bru­tal­na gra, w któ­rej stwo­rze­nia cią­gle zma­ga­ją się o ogra­ni­czo­ne zaso­by i są nagra­dza­ne lep­szym przy­sto­so­wa­niem, czy­li zdol­no­ścią do roz­mno­że­nia się w danym śro­do­wi­sku. W trak­cie dłu­gie­go pro­ce­su ewo­lu­cji w czło­wie­ku wykształ­ci­ła się sil­na skłon­ność do samo­lub­nej wal­ki o ogra­ni­czo­ne zaso­by. Nie­zwy­kle altru­istycz­ny czyn o. Kol­be nie jest cudem w sen­sie ści­słym, nie naru­sza bowiem praw przy­ro­dy. Podzi­wia­my jed­nak te zacho­wa­nia, któ­re w spo­sób szcze­gól­ny przy­po­mi­na­ją cud, ponie­waż są one wyra­zem budzą­cej nasz sza­cu­nek i zdu­mie­nie miło­ści, przez co bli­skie są naru­sze­niu praw przy­ro­dy: nie­pod­da­niu się, dzię­ki nie­złom­nej woli, sil­nym skłon­no­ściom do zacho­wań samo­lub­nych, pocią­ga­nych przez pra­wa przyrody.

Cuda uwa­ża się czę­sto za nie­zgod­ne z nauką, ponie­waż wyma­ga­ją one zła­ma­nia jej praw. Ist­nie­ją jed­nak takie czy­ny, jak ten o. Kol­be, któ­re mogą być rów­nie war­to­ścio­we, co cuda, mimo, że nie naru­sza­ją żad­nych praw przy­ro­dy. Te dzia­ła­nia nie są podat­ne na argu­ment Hume’a, zaś – para­dok­sal­nie – w nie­któ­rych sytu­acjach mogą być nawet postrze­ga­ne jako bar­dziej „cudow­ne” niż cuda.

Prze­ło­żył Jacek Jarocki


Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Najnowszy numer można nabyć od 5 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

6 komentarzy

Kliknij, aby skomentować

  • Cytat z Boga uro­jo­ne­go Daw­kin­sa jest wyrwa­ny z kon­tek­stu .Autor tego arty­ku­łu spryt­nie nim manipuluje.Czy wia­ra w Boga wyma­ga dowodów?Wciąż się sły­szy o stygmatach,objawieniach,itp.Jakie to ma znaczenie?Objawienia przy­da­ły­by się np.w Oświę­ci­miu, prawda?Wtedy ich nie było.…

  • Ogól­nie rzecz bio­rąc, nie­waż­ne, jak moc­ne dowo­dy prze­ma­wia­ją za zaist­nie­niem cudu, nigdy nie będą one sil­niej­sze niż dowo­dy prze­ciw­ne, bowiem te dru­gie są zgod­ne z pra­wa­mi przy­ro­dy, któ­re odpo­wia­da­ją za jed­no­li­te, spój­ne i sta­łe dzia­ła­nie przy­ro­dy. Pra­wa przy­ro­dy zapew­nia­ją naj­moc­niej­szy dowód prze­ciw­ko cudom, jaki moż­na sobie wyobra­zić. Dla­te­go też Hume docho­dzi do wnio­sku, że racjo­nal­na wia­ra w cuda jest niemożliwa.”

    Z pew­ne­go punk­tu widze­nia argu­men­ta­cja Hume­’a jest dosyć pro­stac­ka. Mówi on o świe­cie bez Boga, czy­sto natu­ral­nym. W takim świe­cie cuda oczy­wi­ście nie mogą się wyda­rzać, bo są z defi­ni­cji czymś nad-przy­ro­dzo­nym i naj­zwy­czaj­niej nie ma kto ich spra­wiać. Cuda nie dzie­ją się same, są skut­kiem inter­wen­cji. Jeśli jed­nak Bóg ist­nie­je, to nie ma żad­ne­go powo­du, dla któ­rych cuda nie mogły­by się wyda­rzać, prze­ciw­nie, ist­nie­je masa racjo­nal­nych powo­dów, dla któ­rych mogą, a nawet powin­ny się zda­rzać. W tym kon­tek­ście nie­wia­ra w fizycz­ną moż­li­wość cudu sta­je się nie­ra­cjo­nal­na i bezzasadna. 

    Na mar­gi­ne­sie, wyda­je się, że w świe­tle utra­ty życia, czy­li dobra pod­sta­wo­we­go, wobec któ­re­go każ­de inne jest mniej­sze, w tym dobra opi­nia o nas tych, któ­rzy pozo­sta­ją przy życiu, teo­ria o “korzy­ściach pły­ną­cych z altru­izmu” sta­je się wyso­ce wąt­pli­wa i mało racjo­nal­na. Trze­ba nie­zwy­kłe­go wysił­ku inte­lek­tu­al­ne­go, by wyde­du­ko­wać, że ktoś odda­ją­cy życie otrzy­mu­je więk­szą korzyść z dobre­go zda­nia o nim ludzi po jego śmier­ci, niż zacho­wu­jąc ist­nie­nie. War­tość dobrej opi­nii jest banal­na i wybit­nie nikła w porów­na­niu do posia­da­nia ist­nie­nia, któ­re moż­na wyko­rzy­stać na nie­skoń­czo­ną ilość spo­so­bów i prze­żyć je tak, aby jesz­cze za życia uzy­skać sła­wę. Z ewo­lu­cyj­ne­go punk­tu widze­nia oso­ba zacho­wu­ją­ca życie, aby uzy­skać korzyść w posta­ci dobrej opi­nii innych jesz­cze za jego życia, postę­pu­je bar­dziej racjo­nal­nie, owoc­nie i zysku­je podwój­ną korzyść w porów­na­niu do oso­by odda­ją­cej życie, aby dobrze o niej pamię­ta­no po śmier­ci. Być może ist­nie­ją pew­ne korzy­ści z zacho­wań altru­istycz­nych, ale nie doty­czą one utra­ty życia, bowiem ist­nie­nie będzie zawsze war­to­ścią wyż­szą niż jego namiast­ka w posta­ci dobrej opi­nii o nas po śmier­ci. Czym innym jest prze­żyć życie nędz­nie i zostać ska­za­nym na śmierć pod­czas woj­ny lub z powo­du cho­ro­by, i wte­dy zdo­być się na coś wiel­kie­go, aby dobrze nas pamię­ta­no, a czymś cał­kiem innym nie być zagro­żo­nym, posia­dać zdro­wie, zdol­no­ści i mieć dobrą opi­nię u ludzi i wte­dy oddać życie dla jakiejś war­to­ści. Teo­ria “korzy­ści z altru­izmu” zawsze wte­dy upa­da i nie doty­czy takich przy­pad­ków, bo dla umie­ra­ją­ce­go jaka­kol­wiek korzyść po śmier­ci będzie mniej­sza niż korzyść za życia, któ­rej skut­ków może doświad­czać, i z same­go życia, wobec któ­re­go wszel­kie dobra pośmiert­ne są namiastkami.

    • Korzy­ści pły­ną z altru­izmu dla popu­la­cji, nie dla jed­nost­ki, stąd ewo­lu­cja może je pro­mo­wać i rze­czy­wi­ście pro­mu­je. Jed­nost­ka zaś podej­mu­je czy­ny altru­istycz­ne naj­czę­ściej bez suge­ro­wa­nej tu kal­ku­la­cji odno­śnie opi­nii ludz­kiej, mało tego, podej­mu­je je z róż­nych przy­czyn, któ­re mogą być inne od tego, co sama uzna­je za przy­czy­nę swo­je­go zacho­wa­nia. Nie trze­ba przy­kła­dów “wojen­nych”, wystar­czy pomy­śleć o stra­ża­kach czy innych zawo­dach obar­czo­nych ryzy­kiem utra­ty życia, któ­rzy rze­czy­wi­ście cza­sa­mi decy­du­ją się na śmierć dla rato­wa­nia innych. 

      Swo­ją dro­gą, myślę, że suge­ro­wa­nie, że boha­ter­stwo wie­rzą­cych czy nie­wie­rzą­cych jakoś się w tym przy­pad­ku róż­ni — to zna­czy, że jed­no jest racjo­nal­ne, a dru­gie irra­cjo­nal­ne — uwła­cza, choć w inny spo­sób, obu tym kategoriom. 

      W Two­im komen­ta­rzu jed­nak naj­bar­dziej wzru­sza­ją­ce, a przy tym moc­no ode­rwa­ne od rze­czy­wi­sto­ści wyda­je mi się suge­ro­wa­nie, że “posia­da­nie ist­nie­nia” moż­na wyko­rzy­stać “na nie­skoń­czo­ną ilość sposobów”.

  • Czyn Kol­be­go świad­czy o “nie­pod­da­niu się, dzię­ki nie­złom­nej woli, sil­nym skłon­no­ściom do zacho­wań samo­lub­nych, pocią­ga­nych przez pra­wa przy­ro­dy”. No ale to chy­ba już moc­no prze­ro­bio­ny temat — ewo­lu­cyj­ne korzy­ści z zacho­wań altru­istycz­nych. Przy całej sym­pa­tii dla każ­de­go, kto oddał życie za bra­ta, nie ma w takim czy­nie nic cudow­ne­go czy nawet zaska­ku­ją­ce­go w świe­tle tego, co nauka mówi o ewo­lu­cji. Jeśli się nie mylę, teza tego arty­ku­łu bazu­je na uzna­niu wyjąt­ko­wo­ści czy­nu Kol­be­go (nie był wyjąt­ko­wy, ani w ramach nasze­go gatun­ku, ani patrząc sze­rzej) i na uprosz­czo­nym, ste­reo­ty­po­wym widze­niu ewolucji.

    • Rozu­miem, że dla Pana taki czyn to buł­ka z masłem. 🙂 Tak? A co takie­go mówi teo­ria ewo­lu­cji o takich czy­nach? Umie­ram z cie­ka­wo­ści. Jaki pro­cent popu­la­cji ludz­kiej (nawet wszyst­kich cza­sów) zdo­by­wa się na takie czyny?

      • Nie wiem, czy buł­ka i z czym, ale rozu­miem, że argu­men­ty ad per­so­nam nie kłó­cą się z Two­im światopoglądem 🙂 

        Sądzę też, że jeśli rze­czy­wi­ście jesteś cie­ka­wy, co mówi o tym współ­cze­sna bio­lo­gia, to google pomo­że Ci zba­dać sprawę. 

        Co do pro­cen­tu zaś, to prze­cież nie twier­dzę, że jest to zja­wi­sko powszech­ne w zna­cze­niu, że każ­dy tak robi, albo, że więk­szość tak się zacho­wa w ana­lo­gicz­nych warun­kach. Wystar­czy zauwa­żyć, że obok dziel­ne­go Kol­be­go mamy dziel­nych innych reli­gii czy nie­wie­rzą­cych, jak to prze­cież jest, a naukow­cy wyja­śnia­ją te zacho­wa­nia natu­ra­li­stycz­nie, jak całą resz­tę nasze­go świata. 

        Zresz­tą, sam Kol­be, jak uwa­żam, myślał raczej o dobru dru­gie­go czło­wie­ka, jego rodzi­ny, współ­czuł im i dla­te­go to zro­bił, z miło­ści mówiąc naj­kró­cej, a nie dla­te­go, że kal­ku­lo­wał dla sie­bie lep­szą przy­szłość po śmier­ci, czy dla­te­go, że ktoś pomógł mu pocią­gnąć za odpo­wied­nie sznur­ki wewnątrz sie­bie. Jego czyn jest naj­głę­biej ludz­ki, nawet nad­ludz­ki w tym sen­sie, że go podzi­wia­my i że nie każ­dy zro­bił­by to dla inne­go. Jed­nak czyn Kol­be­go nie jest nad­ludz­ki w sen­sie, że była potrzeb­na poza­świa­to­wa inter­wen­cja, by zaistniał.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy