Artykuł Epistemologia Filozofia nauki

Yujin Nagasawa: Nauka a cuda

W grudniu 2008 roku Marcilio Haddad Andrino, trzydziestoczteroletni mieszkaniec miasta Santos w Brazylii, wyruszył do Gramado, rodzinnej miejscowości swojej żony, by spędzić tam miesiąc miodowy. Ekscytująca podróż nowożeńców zamieniła się jednak w koszmar, kiedy Andrino poważnie zachorował.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Cier­piąc ogrom­ny ból, został przewieziony do szpi­ta­la, gdzie lekarze stwierdzili u niego wodogłowie i osiem rop­ni w mózgu. Co gorsza, Andri­no w trak­cie leczenia zapadł w śpiączkę. O ciężkim stanie chorego dowiedzi­ał się o. Elmi­ran Fer­reira z pob­liskiego koś­cioła, który dał żonie Andri­no meda­lik z portretem Mat­ki Teresy i zale­cił, by umieś­cić go pod poduszką męża. Kobi­eta postąpiła zgod­nie z radą duchownego i wielokrot­nie mod­liła się do Mat­ki Teresy. W końcu nad­szedł dzień oper­acji; Andri­no został zabrany na blok oper­a­cyjny. Nagle jed­nak ock­nął się i ku zdzi­wie­niu lekarzy zapy­tał: „Co ja tutaj robię?”. Nim do szpi­ta­la dotarła jego żona, Andri­no siedzi­ał już na łóżku i pił kawę! Lekarze ponown­ie zbadali jego mózg i potwierdzili, że zarówno wodogłowie, jak i wszys­tkie rop­nie zniknęły. Nikt nie potrafił tego wyjaśnić. Wydarze­nie to uważa się za jeden z pośmiert­nych cud­ów Mat­ki Teresy, na pod­staw­ie którego papież Fran­ciszek ogłosił ją świętą we wrześniu 2016 roku.

Wiara w cuda wyda­je się pozostawać w kon­flik­cie ze współczes­ną wiedzą naukową. Naukow­cy niejed­nokrot­nie przyrównu­ją cuda do bajek czy mitów. Richard Dawkins, biolog ewolucyjny z Uni­w­er­syte­tu Oks­fordzkiego, pod­kreśla na przykład znacze­nie przeło­mu, jaki nastąpił w XIX wieku:

To wów­czas właśnie skończyła się epo­ka, w której wyk­sz­tał­cony człowiek mógł, abso­lut­nie się tego nie wsty­dząc, wyz­nać, że wierzy w cuda i w dzieworództ­wo (R. Dawkins, Bóg uro­jony).

Mimo to w naszych cza­sach wiara w cuda wciąż jest rozpowszech­niona. Zgod­nie z anki­etą przeprowad­zoną przez Inter­na­tion­al Social Sur­vey Pro­gramme w roku 2008, na pytanie „Czy wierzysz w cuda?” 66% Polaków odpowiedzi­ało twierdzą­co. W porów­na­niu z inny­mi kra­ja­mi wynik ten nie jest nadzwyczaj wyso­ki: ta sama anki­eta poda­je, że podob­nie na powyższe pytanie odpowiedzi­ało 78,7% Amerykanów oraz 73,4% Włochów. Nie jest również oczy­wiste, że naukow­cy są bardziej scep­ty­czni niż resz­ta społeczeńst­wa: inne badanie wskazu­je, że ok. 70% lekarzy i stu­den­tów medy­cyny w Polsce wierzy w cuda.

Czym są cuda?

Choć wielu ludzi twierdzi, że wierzy w cuda, nie do koń­ca wiado­mo, jak rozu­mieć cud, zaś dyskus­ja nad jego definicją jest przed­miotem wielowiekowych debat filo­zoficznych. Aby rozstrzygnąć tę kwest­ię, pomoc­ne może się okazać rozważe­nie niezwykłych wydarzeń, które wprawdzie przed­staw­ia się jako cuda, ale które tak naprawdę nimi nie są.

Był rok 1977. Pewnego popołud­nia Maria Rubio, Amerykan­ka mieszka­ją­ca w stanie Nowy Meksyk, przy­go­towywała na obi­ad bur­ri­to. W chwili, kiedy miała zaw­i­jać trze­cią tor­tillę, wykrzyknęła: „To Jezus Chrys­tus!”. Na tor­tilli ujrza­ła wypalony wzór, który jej zdaniem przy­pom­i­nał twarz Jezusa. Naty­ch­mi­ast zawołała swo­jego męża i córkę, którzy potwierdzili, iż fak­ty­cznie jest to wiz­erunek Chrys­tusa. Cała trój­ka zabrała tor­tillę do o. Joyle’a Finni­gana z Koś­cioła Niepokalanego Poczę­cia. Ku ich zaskocze­niu, duchowny stwierdz­ił: „Wyda­je mi się, że to po pros­tu zbieg okolicznoś­ci”. Rubio wyjaśniła, że to niepraw­da, bowiem zaw­i­ja bur­ri­to od dwudzi­es­tu lat i nigdy nie widzi­ała czegoś podob­ne­go. Na jej wyraźną prośbę o. Finni­gan niechęt­nie pobło­gosław­ił tor­tillę i poinstruował, że powin­na ją schować do lodów­ki, aby się nie roz­padła. Rubio wys­taw­iła ją w swoim domu, gdzie obe­jrza­ło ją przeszło osiem tysię­cy ludzi; niek­tórzy na jej widok płakali i modlili się. Dzi­en­nikarz z lokalnej gaze­ty stwierdz­ił jed­nak, że wzór na tor­tilli przy­pom­i­na raczej bok­sera Leona Spinksa.

Rubio i jej rodz­i­na uznali wiz­erunek Jezusa na tor­tilli za cud, ale – jak stwierdz­ił o. Finni­gan – to tylko zbieg okolicznoś­ci. Biorąc pod uwagę ogrom­ną liczbę tor­tilli wyp­iekanych codzi­en­nie na całym świecie, nic dzi­wnego, że na niek­tórych zdarza nam się ujrzeć coś, co przy­pom­i­na twarz. Cuda muszą być zatem czymś więcej niż niezwykły­mi zbie­ga­mi okolicznoś­ci. Wielu filo­zofów utrzy­mu­je, że warunek ten speł­ni­a­ją przy­pad­ki, w których dochodzi do naruszenia praw przy­rody. Natu­ra jest jed­no­li­ta i stała, ponieważ zachowu­je się zgod­nie z pewny­mi – niezmi­en­ny­mi, jak się zda­je – prawa­mi. To właśnie one spraw­ia­ją, że upuszc­zony w powi­etrzu cięż­ki przed­miot zawsze spa­da oraz że nic nie może poruszać się z pręd­koś­cią więk­szą niż pręd­kość światła. Cuda budzą religi­jną cześć, bowiem ich spraw­cy dzi­ała­ją w sposób, który narusza tego rodza­ju zasady. Weźmy dobrze znane przykłady cud­ów dokony­wanych przez Jezusa, takich jak zami­ana wody w wino czy wskrzesze­nie Łazarza, który od kilku dni był martwy. Prawa przy­rody wyk­lucza­ją takie dzi­ała­nia, zaś ich narusze­nie wyda­je się być koniecznym warunk­iem cudu.

Czy wiara w cuda jest racjonalna?

Osiem­nas­towieczny szkoc­ki filo­zof i scep­tyk, David Hume, twierdz­ił, że nigdy nie moż­na racjon­al­nie wierzyć w cuda. Jego zdaniem są one niemożli­we właśnie ze wzglę­du na wymóg narusza­nia praw przy­rody.

Załóżmy, że twoi przy­ja­ciele opowiada­ją, jak w krakowskim ogrodzie zoo­log­icznym oglą­dali tygrysa. Wiesz również ze strony inter­ne­towej, że zwierzę­ta te istot­nie są tam trzy­mane. Moż­na więc chy­ba racjon­al­nie przyjąć, że naprawdę żyją one w tym zoo: twoi przy­ja­ciele nie mają powodu, by kła­mać, zaś zoo nie ma żad­nego intere­su w pub­likowa­niu fałszy­wych infor­ma­cji w Internecie. Dowody te wystar­czą zatem, by racjon­al­nie wierzyć w ist­nie­nie tygrysów w zoo. Załóżmy ter­az, że ci sami zna­jo­mi mówią, iż widzieli dinoza­u­ry, co również potwierdza strona inter­ne­towa. Czy jest racjon­alne, by wierzyć, że w krakowskim zoo żyją prawdzi­we dinoza­u­ry? Oczy­wiś­cie, że nie. Wypowiedź twoich przy­jaciół i infor­ma­c­ja z Inter­ne­tu nie stanow­ią moc­nego dowodu za racjon­al­noś­cią przeko­na­nia o prawdzi­woś­ci tak niezwykłego twierdzenia, jak to, że w krakowskim zoo żyją dinoza­u­ry. Taka odpowiedź sugeru­je, że siła przeko­na­nia powin­na być pro­por­cjon­al­na do dostęp­nego dowodu. Świadect­wo twoich przy­jaciół oraz infor­ma­c­ja na stron­ie inter­ne­towej mogą wystar­czyć, by uwierzyć w niewinne stwierdze­nie, że w krakowskim zoo żyją tygrysy, ale nie do utrzymy­wa­nia, iż mieszka­ją tam dinoza­u­ry. Temu właśnie przeko­na­niu daje wyraz hasło Car­la Sagana, znanego amerykańskiego astrono­ma i auto­ra powieś­ci Kon­takt: „niezwykłe twierdzenia wyma­ga­ją niezwykłych dowodów”.

Hume stwierdza, że nie moż­na racjon­al­nie wierzyć w cuda, ponieważ dowód prze­ci­wko nim jest zawsze sil­niejszy niż ten, który prze­maw­ia za nimi. Ponown­ie rozważmy naty­ch­mi­as­towe zniknię­cie rop­ni w mózgu Andri­no. Załóżmy, że prawa przy­rody wyk­lucza­ją tak szy­b­ki zanik. Następ­nie przyjmi­jmy, że mózg Andri­no był wielokrot­nie badany przez różnych lekarzy przy wyko­rzys­ta­niu najbardziej zaawan­sowanych tech­nologii medy­cznych, w wyniku czego stwierd­zono, że rop­nie istot­nie zniknęły w krótkim cza­sie. Uzna­jmy wresz­cie, że ist­nieje mało praw­dopodob­ne naukowe wyjaśnie­nie głoszące, iż wszyscy lekarze, którzy nieza­leżnie diag­no­zowali mózg Andri­no, przy każdym bada­niu doz­nawali halucy­nacji. Hume argu­men­tu­je, że nawet w tej sytu­acji wiara, iż istot­nie mamy tu do czynienia z cud­em, jest nier­acjon­al­na. Prawa przy­rody dopuszcza­ją możli­wość, że wszyscy lekarze, którzy badali mózg Andri­no, za każdym razem cier­pieli na halucy­nac­je, bez wzglę­du na to, jak nikłe jest praw­dopodobieńst­wo zajś­cia takiej sytu­acji. Niemożli­we jest nato­mi­ast, by zgod­nie z prawa­mi przy­rody wydarzył się cud. Ogól­nie rzecz biorąc, nieważne, jak moc­ne dowody prze­maw­ia­ją za zaist­nie­niem cudu, nigdy nie będą one sil­niejsze niż dowody prze­ci­wne, bowiem te drugie są zgodne z prawa­mi przy­rody, które odpowiada­ją za jed­no­lite, spójne i stałe dzi­ałanie przy­rody. Prawa przy­rody zapew­ni­a­ją naj­moc­niejszy dowód prze­ci­wko cud­om, jaki moż­na sobie wyobraz­ić. Dlat­ego też Hume dochodzi do wniosku, że racjon­al­na wiara w cuda jest niemożli­wa. Niezwykłe twierdzenia wyma­ga­ją niezwykłych dowodów, nie ma jed­nak dowodów na tyle niezwykłych, by uza­sad­ni­ały przeko­nanie o zajś­ciu cudu.

Trze­ba pod­kreślić, że obiek­tem ataku Hume’a jest racjon­al­ność wiary w cuda, a nie samo ich zachodze­nie. Celem Hume’a jest pokazanie, że nawet jeżeli cuda naprawdę ist­nieją, to nigdy nie może­my w nie racjon­al­nie wierzyć ze wzglę­du na brak wystar­cza­ją­cych dowodów. Twierdze­nie to nie jest zatem tożsame z uznaniem, że cud­ów nie ma. Niem­niej jed­nak, argu­ment Hume’a stanowi poważne wyzwanie dla tych, którzy w nie wierzą.

Cuda, które nie naruszają praw przyrody

Powo­dem, dla którego zwolen­nik cud­ów musi zmierzyć się z argu­mentem Hume’a jest ich niez­god­ność z prawa­mi przy­rody. Warto w tym miejs­cu zas­tanow­ić się, czy ist­nieje dzi­ałanie podob­ne do cudu, ale nien­arusza­jące tych praw.

W trak­cie drugiej wojny świa­towej pol­s­ki fran­ciszkanin, o. Maksy­mil­ian Kolbe, został aresz­towany przez Gestapo i osad­zony w obozie zagłady w Oświęcim­iu. Pewnego dnia dowód­ca obozu postanow­ił zesłać niek­tórych więźniów na śmierć głodową. Jed­nym z nich był Fran­ciszek Gajown­iczek, sierżant Wojs­ka Pol­skiego, mąż i ojciec dwój­ki dzieci. Kolbe, słysząc roz­paczanie Gajown­icz­ka, zgłosił się na ochot­ni­ka zami­ast niego, mówiąc:

Chcę iść zami­ast tego człowieka, którego wybra­no. On ma żonę i dzieci, a ja nie mam niko­go.

Zesłani do bunkra kole­jno umier­ali z gło­du, lecz Kolbe przeżył dwa tygod­nie. Ostate­cznie został uśmier­cony zas­trzykiem fenolu. Kolbe został kan­on­i­zowany w roku 1982 przez papieża Jana Pawła II.

Takie akty skra­jnego altru­iz­mu wyda­ją się najbliższe cud­om, które nie łamią praw przy­rody. Shusaku Endo, japońs­ki pis­arz katolic­ki, autor powieś­ci Mil­cze­nie, którą w roku 2016 zekrani­zował Mar­tin Scors­ese, utrzy­mu­je, że czyn Kol­bego był cud­em:

Nigdy nie byłbym w stanie zachować się jak Kolbe; prz­er­aża mnie nawet sama myśl, że mógłbym tak postąpić. Nie jest możli­we, by ktoś zwycza­jny, jak ja, odd­ał życie za kogoś innego. A jed­nak ojciec Kolbe dokon­ał takiego czynu. To właśnie nazy­wam cud­em, bowiem cud to akt miłoś­ci, którego zwycza­jny człowiek nie potrafi dokon­ać. Kolbe stanowi ucieleśnie­nie wer­se­tu z Ewan­gelii św. Jana: „Nikt nie ma więk­szej miłoś­ci od tej, gdy ktoś życie swo­je odd­a­je za przy­jaciół swoich” (Shusaku Endo, Watashi Ni Totte Kami Towa).

Naturą rządzi dobór nat­u­ral­ny, który wyko­rzys­tu­je walkę o przetr­wanie. Przez około cztery mil­iardy lat nieskończe­nie wiele orga­nizmów rywal­i­zowało ze sobą i wal­czyło o przeży­cie. Natu­ra to bru­tal­na gra, w której stworzenia cią­gle zma­ga­ją się o ogranic­zone zaso­by i są nagradzane lep­szym przys­tosowaniem, czyli zdol­noś­cią do rozm­noże­nia się w danym środowisku. W trak­cie długiego pro­ce­su ewolucji w człowieku wyk­sz­tał­ciła się sil­na skłon­ność do samol­ub­nej wal­ki o ogranic­zone zaso­by. Niezwyk­le altru­isty­czny czyn o. Kolbe nie jest cud­em w sen­sie ścisłym, nie narusza bowiem praw przy­rody. Podzi­wiamy jed­nak te zachowa­nia, które w sposób szczegól­ny przy­pom­i­na­ją cud, ponieważ są one wyrazem budzącej nasz sza­cunek i zdu­mie­nie miłoś­ci, przez co bliskie są narusze­niu praw przy­rody: niepod­da­niu się, dzię­ki niezłom­nej woli, sil­nym skłon­noś­ciom do zachowań samol­ub­nych, pocią­ganych przez prawa przy­rody.

Cuda uważa się częs­to za niez­godne z nauką, ponieważ wyma­ga­ją one zła­ma­nia jej praw. Ist­nieją jed­nak takie czyny, jak ten o. Kolbe, które mogą być równie wartoś­ciowe, co cuda, mimo, że nie narusza­ją żad­nych praw przy­rody. Te dzi­ała­nia nie są podatne na argu­ment Hume’a, zaś – paradok­sal­nie – w niek­tórych sytu­ac­jach mogą być nawet postrze­gane jako bardziej „cud­owne” niż cuda.

Przełożył Jacek Jaroc­ki


Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

5 komentarzy

Kliknij, aby skomentować

  • Ogól­nie rzecz biorąc, nieważne, jak moc­ne dowody prze­maw­ia­ją za zaist­nie­niem cudu, nigdy nie będą one sil­niejsze niż dowody prze­ci­wne, bowiem te drugie są zgodne z prawa­mi przy­rody, które odpowiada­ją za jed­no­lite, spójne i stałe dzi­ałanie przy­rody. Prawa przy­rody zapew­ni­a­ją naj­moc­niejszy dowód prze­ci­wko cud­om, jaki moż­na sobie wyobraz­ić. Dlat­ego też Hume dochodzi do wniosku, że racjon­al­na wiara w cuda jest niemożli­wa.”

    Z pewnego punk­tu widzenia argu­men­tac­ja Hume’a jest dosyć prostac­ka. Mówi on o świecie bez Boga, czys­to nat­u­ral­nym. W takim świecie cuda oczy­wiś­cie nie mogą się wydarzać, bo są z definicji czymś nad-przy­rod­zonym i najzwycza­jniej nie ma kto ich spraw­iać. Cuda nie dzieją się same, są skutkiem inter­wencji. Jeśli jed­nak Bóg ist­nieje, to nie ma żad­nego powodu, dla których cuda nie mogły­by się wydarzać, prze­ci­wnie, ist­nieje masa racjon­al­nych powodów, dla których mogą, a nawet powin­ny się zdarzać. W tym kon­tekś­cie niewiara w fizy­czną możli­wość cudu sta­je się nier­acjon­al­na i bez­za­sad­na.

    Na mar­gin­e­sie, wyda­je się, że w świ­etle utraty życia, czyli dobra pod­sta­wowego, wobec którego każde inne jest mniejsze, w tym dobra opinia o nas tych, którzy pozosta­ją przy życiu, teo­ria o “korzyś­ci­ach płyną­cych z altru­iz­mu” sta­je się wysoce wąt­pli­wa i mało racjon­al­na. Trze­ba niezwykłego wysiłku intelek­tu­al­nego, by wyd­e­dukować, że ktoś odd­a­ją­cy życie otrzy­mu­je więk­szą korzyść z dobrego zda­nia o nim ludzi po jego śmier­ci, niż zachowu­jąc ist­nie­nie. Wartość dobrej opinii jest banal­na i wybit­nie nikła w porów­na­niu do posi­ada­nia ist­nienia, które moż­na wyko­rzys­tać na nieskońc­zoną ilość sposobów i przeżyć je tak, aby jeszcze za życia uzyskać sławę. Z ewolucyjnego punk­tu widzenia oso­ba zachowu­ją­ca życie, aby uzyskać korzyść w postaci dobrej opinii innych jeszcze za jego życia, postępu­je bardziej racjon­al­nie, owoc­nie i zysku­je pod­wójną korzyść w porów­na­niu do oso­by odd­a­jącej życie, aby dobrze o niej pamię­tano po śmier­ci. Być może ist­nieją pewne korzyś­ci z zachowań altru­isty­cznych, ale nie doty­czą one utraty życia, bowiem ist­nie­nie będzie zawsze wartoś­cią wyższą niż jego nami­ast­ka w postaci dobrej opinii o nas po śmier­ci. Czym innym jest przeżyć życie nędznie i zostać skazanym na śmierć pod­czas wojny lub z powodu choro­by, i wtedy zdobyć się na coś wielkiego, aby dobrze nas pamię­tano, a czymś całkiem innym nie być zagrożonym, posi­adać zdrowie, zdol­noś­ci i mieć dobrą opinię u ludzi i wtedy odd­ać życie dla jakiejś wartoś­ci. Teo­ria “korzyś­ci z altru­iz­mu” zawsze wtedy upa­da i nie doty­czy takich przy­pad­ków, bo dla umier­a­jącego jakakol­wiek korzyść po śmier­ci będzie mniejsza niż korzyść za życia, której skutków może doświad­czać, i z samego życia, wobec którego wszelkie dobra pośmiertne są nami­astka­mi.

    • Korzyś­ci płyną z altru­iz­mu dla pop­u­lacji, nie dla jed­nos­t­ki, stąd ewoluc­ja może je pro­mować i rzeczy­wiś­cie pro­mu­je. Jed­nos­t­ka zaś pode­j­mu­je czyny altru­isty­czne najczęś­ciej bez sug­erowanej tu kalku­lacji odnośnie opinii ludzkiej, mało tego, pode­j­mu­je je z różnych przy­czyn, które mogą być inne od tego, co sama uzna­je za przy­czynę swo­jego zachowa­nia. Nie trze­ba przykładów “wojen­nych”, wystar­czy pomyśleć o strażakach czy innych zawodach obar­c­zonych ryzykiem utraty życia, którzy rzeczy­wiś­cie cza­sa­mi decy­du­ją się na śmierć dla ratowa­nia innych.

      Swo­ją drogą, myślę, że sug­erowanie, że bohaterst­wo wierzą­cych czy niewierzą­cych jakoś się w tym przy­pad­ku różni — to znaczy, że jed­no jest racjon­alne, a drugie irracjon­alne — uwłacza, choć w inny sposób, obu tym kat­e­go­ri­om.

      W Twoim komen­tarzu jed­nak najbardziej wzrusza­jące, a przy tym moc­no oder­wane od rzeczy­wis­toś­ci wyda­je mi się sug­erowanie, że “posi­adanie ist­nienia” moż­na wyko­rzys­tać “na nieskońc­zoną ilość sposobów”.

  • Czyn Kol­bego świad­czy o “niepod­da­niu się, dzię­ki niezłom­nej woli, sil­nym skłon­noś­ciom do zachowań samol­ub­nych, pocią­ganych przez prawa przy­rody”. No ale to chy­ba już moc­no prze­r­o­biony tem­at — ewolucyjne korzyś­ci z zachowań altru­isty­cznych. Przy całej sym­pa­tii dla każdego, kto odd­ał życie za bra­ta, nie ma w takim czynie nic cud­ownego czy nawet zaskaku­jącego w świ­etle tego, co nau­ka mówi o ewolucji. Jeśli się nie mylę, teza tego artykułu bazu­je na uzna­niu wyjątkowoś­ci czynu Kol­bego (nie był wyjątkowy, ani w ramach naszego gatunku, ani patrząc szerzej) i na uproszc­zonym, stereo­ty­powym widze­niu ewolucji.

    • Rozu­miem, że dla Pana taki czyn to buł­ka z masłem. 🙂 Tak? A co takiego mówi teo­ria ewolucji o takich czy­nach? Umier­am z cieka­woś­ci. Jaki pro­cent pop­u­lacji ludzkiej (nawet wszys­t­kich cza­sów) zdoby­wa się na takie czyny?

      • Nie wiem, czy buł­ka i z czym, ale rozu­miem, że argu­men­ty ad per­son­am nie kłócą się z Twoim świato­poglą­dem 🙂

        Sądzę też, że jeśli rzeczy­wiś­cie jesteś ciekawy, co mówi o tym współczes­na biolo­gia, to google pomoże Ci zbadać sprawę.

        Co do pro­cen­tu zaś, to prze­cież nie twierdzę, że jest to zjawisko powszechne w znacze­niu, że każdy tak robi, albo, że więk­szość tak się zachowa w ana­log­icznych warunk­ach. Wystar­czy zauważyć, że obok dziel­nego Kol­bego mamy dziel­nych innych religii czy niewierzą­cych, jak to prze­cież jest, a naukow­cy wyjaś­ni­a­ją te zachowa­nia nat­u­ral­isty­cznie, jak całą resztę naszego świa­ta.

        Zresztą, sam Kolbe, jak uważam, myślał raczej o dobru drugiego człowieka, jego rodziny, współczuł im i dlat­ego to zro­bił, z miłoś­ci mówiąc najkrócej, a nie dlat­ego, że kalku­lował dla siebie lep­szą przyszłość po śmier­ci, czy dlat­ego, że ktoś pomógł mu pociągnąć za odpowied­nie sznur­ki wewnątrz siebie. Jego czyn jest najgłę­biej ludz­ki, nawet nad­ludz­ki w tym sen­sie, że go podzi­wiamy i że nie każdy zro­bił­by to dla innego. Jed­nak czyn Kol­bego nie jest nad­ludz­ki w sen­sie, że była potrzeb­na poza­świa­towa inter­wenc­ja, by zaist­ni­ał.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy