Artykuł Filozofia nauki

Adam Grobler: Młodsza siostra filozofii

Czytając poemat Lukrecjusza O naturze wszechrzeczy, studenci uśmiechają się z politowaniem. Poeta powtarza bezpodstawne wymysły niedouczonych filozofów o atomach, które łączą się rzekomo za pomocą haczyków i zaczepów. Dziś każde dziecko wie, że owo łączenie zachodzi za sprawą elektronów walencyjnych.

Najnowszy numer: Meandry percepcji

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 4 (10), s. 36–37. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Skąd wie? Tego nie wie. Wie jed­nak, że nauka opie­ra się na doświad­cze­niu. Dla­te­go wie­lu ludzi wyobra­ża sobie, że ucze­ni mają jakieś spo­so­by na pod­glą­da­nie ato­mów i mogą je przy­ła­pać na gorą­cym uczyn­ku, kie­dy się ze sobą łączą. Znam oso­by z wyż­szym wykształ­ce­niem, któ­re myślą, że ato­my, a może nawet i elek­tro­ny, moż­na oglą­dać pod mikro­sko­pem elek­tro­no­wym. Nic z tych rze­czy. Dla stru­mie­nia elek­tro­nów, któ­rym posłu­gu­je się mikro­skop, są „widzial­ne” tyl­ko obiek­ty o masie znacz­nie prze­kra­cza­ją­cej masę elek­tro­nu – muszą to być co naj­mniej jądra ato­mów cięż­ki­ch pier­wiast­ków. I to „widzial­ne” w cudzy­sło­wie, bo ich obraz powsta­je na zasa­da­ch odmien­ny­ch od wido­ków dostęp­ny­ch dzię­ki przy­rzą­dom optycz­nym.

W każ­dym razie elek­tro­ny walen­cyj­ne two­rzą­ce wią­za­nia che­micz­ne są tak samo zmy­ślo­ne jak haczy­ki i zacze­py. Tak samo też nawią­zu­ją do potocz­ny­ch wyobra­żeń gar­de­ro­bia­ny­ch w rodza­ju sznu­ro­wa­deł (wią­za­nia), zapi­nek i haftek (haczy­ki). Róż­ni­ca spro­wa­dza się do pozio­mu zaawan­so­wa­nia apa­ra­tu poję­cio­we­go, któ­ry kształ­to­wał się przez dwa i pół tysią­ca lat. Sta­ro­żyt­ny ato­mi­zm miał na celu wyja­śnić, dla­cze­go w ogó­le coś ist­nie­je, sko­ro rze­czy nie­ustan­nie się zmie­nia­ją. To, co się zmie­nia, sta­je się czymś innym. Coś prze­sta­je ist­nieć, zaczy­na ist­nieć coś inne­go. Jeśli zaś zmie­nia się nie­ustan­nie, to zanim jesz­cze zdą­ży na dobre zaist­nieć, bez­pow­rot­nie ginie. Ato­my, naj­drob­niej­sze cząst­ki rze­czy, według pomy­słu Demo­kry­ta (lub Leu­kip­po­sa) mia­ły być nie­zmien­ne. Dla­te­go ist­nie­ją całą gębą. Rze­czy zaś zmie­nia­ją się, bo zmie­nia się zestaw ato­mów, z któ­ry­ch są utwo­rzo­ne.

W ogól­ny­ch zary­sa­ch taki pogląd na rze­czy­wi­sto­ść panu­je do dziś. A powstał on nie dzię­ki szkieł­ku i oku, lecz czy­stej spe­ku­la­cji meta­fi­zycz­nej nad zagad­ką bytu. Do nauki prze­do­stał się za spra­wą Joh­na Dal­to­na, któ­ry sta­nął przed pro­ble­mem wyja­śnie­nia pra­wa sta­ły­ch sto­sun­ków wago­wy­ch. Dla­cze­go pier­wiast­ki łączą się w związ­ki che­micz­ne w jed­na­ko­wy­ch pro­por­cja­ch, bez wzglę­du na spo­sób prze­pro­wa­dze­nia syn­te­zy? Może jest tak, że czą­stecz­ka związ­ku skła­da się z okre­ślo­nej licz­by ato­mów każ­de­go pier­wiast­ka i ato­my tego same­go pier­wiast­ka są tej samej wagi, a róż­ny­ch pier­wiast­ków róż­nej?

Ina­czej niż Louis Pasteur, któ­ry oglą­dał pod mikro­sko­pem drob­no­ustro­je podej­rze­wa­ne naj­pierw o powo­do­wa­nie fer­men­ta­cji, a następ­nie oskar­żo­ne rów­nież o wywo­ły­wa­nie cho­rób, Dal­ton mógł o obser­wo­wa­niu ato­mów co naj­wy­żej śnić. Musiał się zado­wo­lić zasto­so­wa­niem sta­ro­żyt­ne­go pomy­słu do odpo­wie­dzi na nowe pyta­nie. Tym razem nie meta­fi­zycz­ne, lecz powsta­łe w wyni­ku zauwa­że­nia empi­rycz­nej pra­wi­dło­wo­ści. Nato­mia­st roz­wią­za­nie pro­ble­mu z obser­wa­cją nie mia­ło nic wspól­ne­go. Nawią­zy­wa­ło raczej do mak­sy­my Anak­sy­man­dra, któ­ry na dłu­go przed powsta­niem nauki sfor­mu­ło­wał naczel­ną zasa­dę postę­po­wa­nia nauko­we­go: wyja­śniaj rze­czy jaw­ne przez nie­jaw­ne.
Sta­ro­żyt­ną kon­cep­cję ato­mu sto­so­wa­no w nauce jesz­cze kil­ka­krot­nie. Żeby wyja­śnić, dla­cze­go masy ato­mo­we wszyst­ki­ch pier­wiast­ków są cał­ko­wi­tą wie­lo­krot­no­ścią masy ato­mu wodo­ru, wymy­ślo­no cząst­ki ele­men­tar­ne, drob­niej­sze jesz­cze od ato­mu, nie­ja­ko ato­my dru­giej gene­ra­cji. Dla wyja­śnie­nia dwó­ch rodza­jów pro­mie­nio­wa­nia podzie­lo­no je na elek­tro­ny i pro­to­ny, a neu­tro­ny doda­no tyl­ko dla wyrów­na­nia bilan­su mas. W mia­rę powsta­wa­nia kolej­ny­ch pro­ble­mów wynaj­dy­wa­no coraz to nowe cząst­ki, przez co teo­ria sta­wa­ła się coraz mniej przej­rzy­sta. W celu jej upo­rząd­ko­wa­nia wymy­ślo­no ato­my trze­ciej gene­ra­cji – kwar­ki. A że każ­da teo­ria nauko­wa jest pro­wi­zo­rycz­na, ciąg dal­szy zapew­ne nastą­pi.

Nauka nie mogła­by się pra­wi­dło­wo roz­wi­jać bez pouczeń ze stro­ny star­szej o dwa tysią­ce lat sio­stry. To od niej, pró­cz ato­mu, pocho­dzą na przy­kład poję­cia pier­wiast­ka che­micz­ne­go, natę­że­nia pola, wię­zi spo­łecz­ny­ch, postrze­ga­nia pod­pro­go­we­go i wie­le inny­ch. Nie­któ­rzy mogą sobie pomy­śleć, że asy­sta rodzeń­stwa z wie­kiem sta­je się zbęd­na. Doj­rza­ła nauka wie lepiej, a zgrzy­bia­łą filo­zo­fię moż­na ode­słać na eme­ry­tu­rę, by mogła roz­pa­mię­ty­wać swą daw­ną świet­no­ść i gde­rać na zepsu­cie oby­cza­jów. Nic z tych rze­czy, nawet jeśli zosta­wić na boku nowe pro­ble­my moral­ne, któ­re gene­ru­je zmien­na rze­czy­wi­sto­ść. Trwa­ją­cy od dzie­siąt­ków lat kry­zys, któ­re­go źró­dłem jest nie­zgod­no­ść mię­dzy dwie­ma naj­lep­szy­mi jak dotąd teo­ria­mi nauko­wy­mi – ogól­ną teo­rią względ­no­ści i teo­rią kwan­tów – popy­cha wie­lu uczo­ny­ch do spe­ku­la­cji czy­sto meta­fi­zycz­ny­ch, za jakie ucho­dzą na przy­kład roz­wa­ża­nia nad teo­rią strun. Z dru­giej stro­ny licz­ni filo­zo­fo­wie roz­wi­ja­ją uzbro­jo­ne w zaawan­so­wa­ny apa­rat mate­ma­tycz­ny mode­le cza­so­prze­strze­ni i roz­ga­łę­zio­ny­ch sie­ci oddzia­ły­wań przy­czy­no­wy­ch. Być może ich wysił­ki popchną naukę naprzód. Że jesz­cze nie zdo­ła­ły? Cóż, nie­któ­re pomy­sły cze­ka­ją na zasto­so­wa­nie kil­ka, a inne set­ki lat.


Adam Gro­bler –  Pro­fe­sor, dyrek­tor Insty­tu­tu Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Opol­skie­go i wice­prze­wod­ni­czą­cy Komi­te­tu Nauk Filo­zo­ficz­ny­ch PAN. Zaj­mu­je się meto­do­lo­gią nauk, teo­rią pozna­nia, filo­zo­fią ana­li­tycz­ną i dydak­ty­ką filo­zo­fii. W wol­nym cza­sie gra w bry­dża spor­to­we­go. Wdo­wiec (2006), w powtór­nym związ­ku (od 2010), ojciec czwór­ki dzie­ci (1980, 1983, 1984, 1989) i dzia­dek, jak na razie, pię­cior­ga wnu­cząt. Miesz­ka w Kra­ko­wie. WWW: http://grobler.artus.net.pl, e-mail: adam_grobler@interia.pl.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy