Publicystyka Refleksje

Artur Szutta: Myśleć krytycznie

Myśleć krytycznie – dobra rzecz i jest dzisiaj w cenie. Jakość naszej demokracji, nauki zależy – i nie jest to przesada – między innymi od jakości naszego krytycznego myślenia. Kłopot w tym, że chyba nie zawsze wiemy, co to słowo oznacza.

Najnowszy numer: Esencja piękna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 24 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Krytyka, czyli jestem na „nie” (powszechne mniemanie)

Fot.: Some rights reserved by geralt

Na pytanie, co sądzisz o naszym prezydencie, naszym rządzie, parlamencie, o religii, partii X, o swoich nauczycielach, często odpowiadamy: „Mam o nich jak najgorsze zdanie” albo „Mój stosunek jest do nich bardzo krytyczny”. Oba te wyrażenia zdają się dla odpowiadających mieć takie samo znaczenie. W rozmowach z bliskimi też zdarza nam się powiedzieć: „Dlaczego ciągle mnie krytykujesz? Wszystko, co robię, ci się nie podoba”. Zdarza się też przeczytać w gazecie albo usłyszeć, że recenzje jakiegoś filmu czy książki są bardzo krytyczne, z czego ma wynikać, że ich czytanie bądź oglądanie będzie tylko stratą czasu.

Na podstawie powyższych przykładów można wywnioskować, że być krytycznym to być „krytykanckim”, negować coś lub kogoś, dostrzegać same wady, mieć złe zdanie. Jeśli zatem krytycyzm jest cnotą, od której zależy jakość naszej demokracji, to dla dobra naszego kraju, jako cnotliwi obywatele, powinniśmy negować poczynania naszego rządu, dostrzegać w nim same wady i mieć o nim jak najgorsze zdanie. I chociaż może nasi politycy zasługują na niską ocenę, jakoś nie bardzo przekonuje mnie takie ujęcie „krytycznego myślenia”. Czy być może nie ujmujemy błędnie znaczenia tych słów, zawężając je do negacji? Co tak naprawdę one znaczą? W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania, proponuję dwie drogi refleksji: jedna mająca charakter analizy językowej; druga obserwacji i analizy swoich własnych procesów myślowych (obie bardzo filozoficzne).

K jak kryterium

Słowo „krytycyzm” ma w naszym języku kilka znaczeń. Podając za Słownikiem Języka Polskiego, może ono oznaczać „zdolność do rozsądnej i pozbawionej emocji oceny”, „tendencję do krytykowania otoczenia”, „postawę przeciwstawną dogmatyzmowi” polegającą na kontrolowaniu tego, czy przyjmowane twierdzenia są uzasadnione. Pomijam tutaj czwarte określenie odsyłające do filozofii Immanuela Kanta. Niezbyt pomocne okazuje się określenie drugiego znaczenia (tendencji do krytykowania), bowiem słowo „krytykowanie” także domaga się wyjaśnienia. Zwróćmy tak więc uwagę na pozostałe dwie definicje. Kluczowe w nich słowa to: a) rozsądna ocena; b) brak wpływu emocji; c) uzasadnienie.

Można dodatkowo przyjrzeć się samemu słowu „krytycyzm” – nie brzmi ono swojsko, jak słowo „matka”, „drzewo”, czy „radość” – chyba, że komuś z wyobraźnią na myśl przyjdzie „kryć się” i uzna, że „krytycyzm” ma coś wspólnego ze skłonnością do chowania się, ukrywania siebie lub swoich poglądów. „Krytycyzm” pochodzi od słowa kryterium, które ma greckie korzenie, a jego pierwowzorem było greckie κριτήριον (kriterion) oznaczające miarę lub test pozwalający coś słusznie osądzić. Samo zaś κριτήριον pochodzi od κρίνω (krino) oznaczającego „osądzam”. Od κρίνω pochodzi także κριτής (krites), czyli sędzia. Pochodzenie od słów „sędzia”, „sądzenie” sugeruje, że postawa krytyczna ma do czynienia z naśladowaniem sędziego, który zanim wyda wyrok (wypowie sąd lub coś orzeknie) zapoznaje się racjami „za” i „przeciw” danemu wyrokowi, rozważy je bezstronnie, tak aby wyrok był słuszny (czyli zgodny z tym, co się należy).

 Trzy kluczowe słowa

Fot.: Some rights reserved by PublicDomainPictures

Z taką postawą zdają się być bezpośrednio związane trzy określenia wspomniane powyżej: rozsądna ocena, nieuleganie emocjom i uzasadnienie. Rozsądna ocena oznacza używanie rozumu (rozsądku). Człowiek przyjmujący postawę krytyczną to taka osoba, która – wyrażając swoją ocenę lub zdanie – czyni to na podstawie rozumu, czyli prawa racjonalnego myślenia. Rozum dla niezawodnego działania winien być wolny od wpływów wszystkiego, co utrudnia jego pracę albo czyni go stronniczym, sprawia, że przymyka „oko” na niektóre racje, argumenty, świadectwa. Zdaniem wielu taki zaburzający wpływ ma właśnie uleganie emocjom. Nie jest to sprawa łatwa, ponieważ – jak twierdzą inni – bez właściwych emocji rozum jest ślepy przynajmniej tam, gdzie chodzi o wartości. Uzasadnienie zaś polega na wskazaniu właściwej miary, argumentu, świadectwa, w świetle którego dany sąd zasługuje na uznanie.

Z tej krótkiej analizy wynika więc, że krytycyzm nie oznacza z konieczności negacji i dostrzegania samych wad, ale przyjmowanie przekonań, wyrażanie sądów na podstawie rozumnego namysłu bądź badania, czy, dlaczego i wedle jakich kryteriów te sądy na takie przyjęcie zasługują. Dopiero jeśli w wyniku takiego badania dojdziemy do wniosku, że dane twierdzenie byłoby nieuzasadnione albo że istnieją racje, aby je wręcz odrzucić, odrzucamy je lub zawieszamy sąd, stwierdzając, że po prostu nie wiemy, jak jest.

Ktoś przeczytawszy, co wynika z analizy językowej, mógłby dojść do wniosku, że to wystarczy, aby teraz już praktykować postawę krytyczną. Przecież już wiemy, że nie chodzi o to, aby ciągle negować, ale aby używać rozumu zanim się coś przyjmie albo odrzuci. Tu jednak prawdziwa trudność dopiero przed nami. Co bowiem znaczy rozum i na czym polega jego używanie? Przed nami najtrudniejszy etap naszej dzisiejszej wędrówki filozoficznej. Gotowi? Idziemy dalej!

Głosy w głowie

Fot.: Some rights reserved by Rui Fernandes

Jesteśmy krytyczni, bo chcemy wiedzieć, a nie utrzymywać fałszywe przekonania, a największe szanse na wiedzę daje nam podążanie za głosem rozumu. Tylko jak ten głos rozpoznać?

Jeśli przyjrzymy się naszym własnym procesom myślowym, odkryjemy, że wiele elementów tych procesów dzieje się niejako samoistnie i to na dodatek pod progiem naszej świadomości. Stawiamy pytanie, przeglądamy różne dane, fakty, nasze dotychczasowe przekonania, po czym stajemy w pewnym sensie przed wielką czarną ścianą, za którą coś się dzieje. Czekamy na to, co się na niej pojawi lub jakimi słowami ona do nas subtelnie przemówi. Proces ten nie jest jednorazową wymianą myśli, ale trwa niczym dialog, a może wiele dialogów, bo i głosów w naszej głowie może być wiele. Kiedy pada odpowiedź, skąd wiadomo, że to odpowiedź rozumu i że jest uzasadniona?

W takich okolicznościach należy zachować się jak wytrawny detektyw, podejść do „głosów” we własnej głowie jak do świadków i wziąć ich w „krzyżowy ogień” pytań, tzw. pytań krytycznych. Oto ich lista:

  • Co to znaczy?
  • Skąd to wiesz? Jakie jest źródło tych przekonań?
  • Gdzie i od kogo usłyszałeś tę myśl po raz pierwszy?
  • Dlaczego mam w to wierzyć?
  • Jakie to ma konsekwencje (logiczne i praktyczne)?
  • Czy któreś z tych głosów nie należą do niepożądanych pragnień, emocji, czy nie mają tzw. charakteru myślenia życzeniowego?
  • Czy są jakieś fakty, o których nie wiem, a mogłyby znacząco wpłynąć na tok rozumowania?
  • Jakie są alternatywne odpowiedzi i jakie argumenty mogą je wesprzeć?

W trakcie takiego dochodzenia, namysłu istnieje duże niebezpieczeństwo, że pomylicie obce głosy z głosem własnego rozumu. Czasami podszepty naszych pragnień, uprzedzeń, głęboko zakorzenionych przekonań, którym nigdy nie przyjrzeliśmy się uważnie, odzywają się w głowie naszym własnym głosem. Jak w scenie z Opowieści z Narni (którą przywołam poniżej w nieco zmienionej formie), kiedy głos wiedźmy usypiał czujność głównych bohaterów i kazał im powtarzać dyktowane przez wiedźmę słowa „Narnia nie istnieje” [subtelny głos wiedźmy], „Narnia nie istnieje!” [powtórzone własnym głosem], „Taaak, teraz to widzę wyraźnie, Narnia nie istnieje” [subiektywna oczywistość]. Krytyczne myślenie zachował jedynie Błotosmętek („Zaraz, zaraz, ale przecież…”), który narzuconą myśl skonfrontował z innymi głosami w swojej głowie („Przecież wyraźnie pamiętam, że tam byłem, możesz powtarzać sobie, ile chcesz, że Narni nie ma, a ja i tak jej nie zapomnę”).

Powyższy opis jest skrótowy. Taki proces nie zawsze ogranicza się do samotnego namysłu, wewnętrznego dialogu, ale może domagać się wyjścia „poza” swój pojedynczy umysł, zaczerpnięcia informacji, rad z wielu źródeł. Wiem, to wymaga wysiłku i samozaparcia, ale taka jest cena naszej wolności, nie tylko tej jednostkowej, również całej naszej demokracji. Krytycyzm jest cnotą, dlatego zachęcam, pomimo wysiłku, bądźmy czujni, stawiajmy trudne pytania innym i samym sobie.

 Ostrzeżenie

Już na koniec jedno ostrzeżenie. Ktoś z Was mógłby powiedzieć, że krytycyzm, ten właściwie pojęty, jest nam dzisiaj bardzo potrzebny, aby zwalczać wszystkie tradycyjne religie, moralności czy ogólnie tradycyjne światopoglądy. To one przecież były „wciskane” w umysły niewykształconych pokoleń, którym broniono stawiania trudnych pytań i trzymano w „umysłowej niewoli”. Otóż, Drodzy Czytelnicy, krytycyzm jest nam potrzebny, aby strzec się „zaklęć” rzucanych na nas z każdej strony, obowiązek rozumnej czujności dotyczy również tzw. przekonań „postępowych”. I one, powtarzane w mediach, przenikają do naszych umysłów, powtarzane przybierają kształt naszego własnego głosu.

 

Fot. główna: Some rights reserved by chamko rani.


Artur Szutta – filozof, pracownik Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizuje się w filozofii społecznej, etyce i metaetyce. Jego pasje to przyrządzanie smacznych potraw, nauka języków obcych (obecnie węgierskiego), chodzenie po górach i gra w piłkę nożną.

 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy