Publicystyka Refleksje

Artur Szutta: Myśleć krytycznie

Myśleć krytycznie – dobra rzecz i jest dzisiaj w cenie. Jakość naszej demokracji, nauki zależy – i nie jest to przesada – między innymi od jakości naszego krytycznego myślenia. Kłopot w tym, że chyba nie zawsze wiemy, co to słowo oznacza.

Najnowszy numer: Kim jest osoba?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Krytyka, czyli jestem na „nie” (powszechne mniemanie)

Fot.: Some rights reserved by ger­alt

Na pytanie, co sądzisz o naszym prezy­den­cie, naszym rządzie, par­la­men­cie, o religii, par­tii X, o swoich nauczy­cielach, częs­to odpowiadamy: „Mam o nich jak naj­gorsze zdanie” albo „Mój sto­sunek jest do nich bard­zo kry­ty­czny”. Oba te wyraże­nia zda­ją się dla odpowiada­ją­cych mieć takie samo znacze­nie. W roz­mowach z bliski­mi też zdarza nam się powiedzieć: „Dlaczego cią­gle mnie kry­tyku­jesz? Wszys­tko, co robię, ci się nie podo­ba”. Zdarza się też przeczy­tać w gaze­cie albo usłyszeć, że recen­z­je jakiegoś fil­mu czy książ­ki są bard­zo kry­ty­czne, z czego ma wynikać, że ich czy­tanie bądź oglą­danie będzie tylko stratą cza­su.

Na pod­staw­ie powyższych przykładów moż­na wywnioskować, że być kry­ty­cznym to być „kry­tykanckim”, negować coś lub kogoś, dostrze­gać same wady, mieć złe zdanie. Jeśli zatem kry­ty­cyzm jest cnotą, od której zależy jakość naszej demokracji, to dla dobra naszego kra­ju, jako cnotli­wi oby­wa­tele, powin­niśmy negować poczy­na­nia naszego rzą­du, dostrze­gać w nim same wady i mieć o nim jak naj­gorsze zdanie. I cho­ci­aż może nasi poli­ty­cy zasługu­ją na niską ocenę, jakoś nie bard­zo przekonu­je mnie takie uję­cie „kry­ty­cznego myśle­nia”. Czy być może nie ujmu­je­my błęd­nie znaczenia tych słów, zawęża­jąc je do negacji? Co tak naprawdę one znaczą? W poszuki­wa­niu odpowiedzi na te pyta­nia, pro­ponu­ję dwie dro­gi reflek­sji: jed­na mają­ca charak­ter anal­izy językowej; dru­ga obserwacji i anal­izy swoich włas­nych pro­cesów myślowych (obie bard­zo filo­zoficzne).

K jak kryterium

Słowo „kry­ty­cyzm” ma w naszym języku kil­ka znaczeń. Poda­jąc za Słown­ikiem Języ­ka Pol­skiego, może ono oznaczać „zdol­ność do rozsąd­nej i pozbaw­ionej emocji oce­ny”, „ten­dencję do kry­tykowa­nia otoczenia”, „postawę prze­ci­w­stawną dog­matyz­mowi” pole­ga­jącą na kon­trolowa­niu tego, czy przyj­mowane twierdzenia są uza­sad­nione. Pomi­jam tutaj czwarte określe­nie odsyła­jące do filo­zofii Immanuela Kan­ta. Niezbyt pomoc­ne okazu­je się określe­nie drugiego znaczenia (ten­dencji do kry­tykowa­nia), bowiem słowo „kry­tykowanie” także doma­ga się wyjaśnienia. Zwróćmy tak więc uwagę na pozostałe dwie definic­je. Kluc­zowe w nich słowa to: a) rozsąd­na oce­na; b) brak wpły­wu emocji; c) uza­sad­nie­nie.

Moż­na dodatkowo przyjrzeć się samemu słowu „kry­ty­cyzm” – nie brz­mi ono swo­jsko, jak słowo „mat­ka”, „drze­wo”, czy „radość” – chy­ba, że komuś z wyobraźnią na myśl przyjdzie „kryć się” i uzna, że „kry­ty­cyzm” ma coś wspól­nego ze skłon­noś­cią do chowa­nia się, ukry­wa­nia siebie lub swoich poglądów. „Kry­ty­cyzm” pochodzi od słowa kry­teri­um, które ma greck­ie korze­nie, a jego pier­wow­zorem było greck­ie κριτήριον (kri­te­ri­on) oznacza­jące miarę lub test pozwala­ją­cy coś słusznie osądz­ić. Samo zaś κριτήριον pochodzi od κρίνω (kri­no) oznacza­jącego „osądzam”. Od κρίνω pochodzi także κριτής (krites), czyli sędzia. Pochodze­nie od słów „sędzia”, „sądze­nie” sugeru­je, że postawa kry­ty­cz­na ma do czynienia z naślad­owaniem sędziego, który zan­im wyda wyrok (wypowie sąd lub coś orzeknie) zapoz­na­je się rac­ja­mi „za” i „prze­ciw” dane­mu wyrokowi, rozważy je bezstron­nie, tak aby wyrok był słuszny (czyli zgod­ny z tym, co się należy).

 Trzy kluczowe słowa

Fot.: Some rights reserved by Pub­lic­Do­main­Pic­tures

Z taką postawą zda­ją się być bezpośred­nio związane trzy określe­nia wspom­ni­ane powyżej: rozsąd­na oce­na, nieule­ganie emocjom i uza­sad­nie­nie. Rozsąd­na oce­na oznacza uży­wanie rozu­mu (rozsąd­ku). Człowiek przyj­mu­ją­cy postawę kry­ty­czną to taka oso­ba, która – wyraża­jąc swo­ją ocenę lub zdanie – czyni to na pod­staw­ie rozu­mu, czyli prawa racjon­al­nego myśle­nia. Rozum dla nieza­wod­nego dzi­ała­nia winien być wol­ny od wpły­wów wszys­tkiego, co utrud­nia jego pracę albo czyni go stron­niczym, spraw­ia, że przymy­ka „oko” na niek­tóre rac­je, argu­men­ty, świadect­wa. Zdaniem wielu taki zaburza­ją­cy wpływ ma właśnie ule­ganie emocjom. Nie jest to sprawa łat­wa, ponieważ – jak twierdzą inni – bez właś­ci­wych emocji rozum jest ślepy przy­na­jm­niej tam, gdzie chodzi o wartoś­ci. Uza­sad­nie­nie zaś pole­ga na wskaza­niu właś­ci­wej miary, argu­men­tu, świadect­wa, w świ­etle którego dany sąd zasługu­je na uznanie.

Z tej krótkiej anal­izy wyni­ka więc, że kry­ty­cyzm nie oznacza z koniecznoś­ci negacji i dostrze­ga­nia samych wad, ale przyj­mowanie przekon­ań, wyrażanie sądów na pod­staw­ie rozum­nego namysłu bądź bada­nia, czy, dlaczego i wedle jakich kry­ter­iów te sądy na takie przyję­cie zasługu­ją. Dopiero jeśli w wyniku takiego bada­nia dojdziemy do wniosku, że dane twierdze­nie było­by nieuza­sad­nione albo że ist­nieją rac­je, aby je wręcz odrzu­cić, odrzu­camy je lub zaw­iesza­my sąd, stwierdza­jąc, że po pros­tu nie wiemy, jak jest.

Ktoś przeczytawszy, co wyni­ka z anal­izy językowej, mógł­by dojść do wniosku, że to wystar­czy, aby ter­az już prak­tykować postawę kry­ty­czną. Prze­cież już wiemy, że nie chodzi o to, aby cią­gle negować, ale aby uży­wać rozu­mu zan­im się coś przyjmie albo odrzu­ci. Tu jed­nak prawdzi­wa trud­ność dopiero przed nami. Co bowiem znaczy rozum i na czym pole­ga jego uży­wanie? Przed nami najtrud­niejszy etap naszej dzisiejszej wędrów­ki filo­zoficznej. Gotowi? Idziemy dalej!

Głosy w głowie

Fot.: Some rights reserved by Rui Fer­nan­des

Jesteśmy kry­ty­czni, bo chce­my wiedzieć, a nie utrzymy­wać fałszy­we przeko­na­nia, a najwięk­sze szanse na wiedzę daje nam podążanie za głosem rozu­mu. Tylko jak ten głos rozpoz­nać?

Jeśli przyjrzymy się naszym włas­nym pro­ce­som myślowym, odkry­je­my, że wiele ele­men­tów tych pro­cesów dzieje się nie­jako samoist­nie i to na dodatek pod pro­giem naszej świado­moś­ci. Staw­iamy pytanie, przeglą­damy różne dane, fak­ty, nasze doty­chcza­sowe przeko­na­nia, po czym sta­je­my w pewnym sen­sie przed wielką czarną ścianą, za którą coś się dzieje. Czekamy na to, co się na niej pojawi lub jaki­mi słowa­mi ona do nas sub­tel­nie przemówi. Pro­ces ten nie jest jed­no­ra­zową wymi­aną myśli, ale trwa niczym dia­log, a może wiele dialogów, bo i głosów w naszej głowie może być wiele. Kiedy pada odpowiedź, skąd wiado­mo, że to odpowiedź rozu­mu i że jest uza­sad­niona?

W takich okolicznoś­ci­ach należy zachować się jak wytrawny detek­tyw, pode­jść do „głosów” we włas­nej głowie jak do świad­ków i wziąć ich w „krzyżowy ogień” pytań, tzw. pytań kry­ty­cznych. Oto ich lista:

  • Co to znaczy?
  • Skąd to wiesz? Jakie jest źródło tych przekon­ań?
  • Gdzie i od kogo usłysza­łeś tę myśl po raz pier­wszy?
  • Dlaczego mam w to wierzyć?
  • Jakie to ma kon­sek­wenc­je (log­iczne i prak­ty­czne)?
  • Czy któreś z tych głosów nie należą do niepożą­danych prag­nień, emocji, czy nie mają tzw. charak­teru myśle­nia życzeniowego?
  • Czy są jakieś fak­ty, o których nie wiem, a mogły­by znaczą­co wpłynąć na tok rozu­mowa­nia?
  • Jakie są alter­naty­wne odpowiedzi i jakie argu­men­ty mogą je wesprzeć?

W trak­cie takiego dochodzenia, namysłu ist­nieje duże niebez­pieczeńst­wo, że pomyli­cie obce głosy z głosem włas­nego rozu­mu. Cza­sa­mi pod­szep­ty naszych prag­nień, uprzedzeń, głęboko zako­rzenionych przekon­ań, którym nigdy nie przyjrzeliśmy się uważnie, odzy­wa­ją się w głowie naszym włas­nym głosem. Jak w sce­nie z Opowieś­ci z Narni (którą przy­wołam poniżej w nieco zmienionej formie), kiedy głos wiedźmy usyp­i­ał czu­jność głównych bohaterów i kazał im pow­tarzać dyk­towane przez wiedźmę słowa „Nar­nia nie ist­nieje” [sub­tel­ny głos wiedźmy], „Nar­nia nie ist­nieje!” [powtór­zone włas­nym głosem], „Taaak, ter­az to widzę wyraźnie, Nar­nia nie ist­nieje” [subiek­ty­w­na oczy­wis­tość]. Kry­ty­czne myśle­nie zachował jedynie Bło­to­smętek („Zaraz, zaraz, ale prze­cież…”), który narzu­coną myśl skon­fron­tował z inny­mi głosa­mi w swo­jej głowie („Prze­cież wyraźnie pamię­tam, że tam byłem, możesz pow­tarzać sobie, ile chcesz, że Narni nie ma, a ja i tak jej nie zapom­nę”).

Powyższy opis jest skró­towy. Taki pro­ces nie zawsze ogranicza się do samot­nego namysłu, wewnętrznego dia­logu, ale może doma­gać się wyjś­cia „poza” swój poje­dynczy umysł, zacz­erp­nię­cia infor­ma­cji, rad z wielu źródeł. Wiem, to wyma­ga wysiłku i samoza­parcia, ale taka jest cena naszej wol­noś­ci, nie tylko tej jed­nos­tkowej, również całej naszej demokracji. Kry­ty­cyzm jest cnotą, dlat­ego zachę­cam, pomi­mo wysiłku, bądźmy czu­jni, staw­ia­jmy trudne pyta­nia innym i samym sobie.

 Ostrzeżenie

Już na koniec jed­no ostrzeże­nie. Ktoś z Was mógł­by powiedzieć, że kry­ty­cyzm, ten właś­ci­wie poję­ty, jest nam dzisi­aj bard­zo potrzeb­ny, aby zwal­czać wszys­tkie trady­cyjne religie, moral­noś­ci czy ogól­nie trady­cyjne świato­poglądy. To one prze­cież były „wciskane” w umysły niewyk­sz­tał­conych pokoleń, którym bro­niono staw­ia­nia trud­nych pytań i trzy­mano w „umysłowej niewoli”. Otóż, Drodzy Czytel­ni­cy, kry­ty­cyzm jest nam potrzeb­ny, aby strzec się „zak­lęć” rzu­canych na nas z każdej strony, obow­iązek rozum­nej czu­jnoś­ci doty­czy również tzw. przekon­ań „postępowych”. I one, pow­tarzane w medi­ach, przenika­ją do naszych umysłów, pow­tarzane przy­bier­a­ją ksz­tałt naszego włas­nego gło­su.

 

Fot. głów­na: Some rights reserved by chamko rani.


Artur Szut­ta – filo­zof, pra­cown­ik Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego, spec­jal­izu­je się w filo­zofii społecznej, etyce i metae­tyce. Jego pas­je to przyrządzanie smacznych potraw, nau­ka języków obcych (obec­nie węgier­skiego), chodze­nie po górach i gra w piłkę nożną.

 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy