Publicystyka Refleksje

Artur Szutta: Myśleć krytycznie

Myśleć krytycznie – dobra rzecz i jest dzisiaj w cenie. Jakość naszej demokracji, nauki zależy – i nie jest to przesada – między innymi od jakości naszego krytycznego myślenia. Kłopot w tym, że chyba nie zawsze wiemy, co to słowo oznacza.

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Krytyka, czyli jestem na „nie” (powszechne mniemanie)

Fot.: Some rights rese­rved by geralt

Na pyta­nie, co sądzisz o naszym pre­zy­den­cie, naszym rzą­dzie, par­la­men­cie, o reli­gii, par­tii X, o swo­ich nauczy­cie­lach, czę­sto odpo­wia­da­my: „Mam o nich jak naj­gor­sze zda­nie” albo „Mój sto­su­nek jest do nich bar­dzo kry­tycz­ny”. Oba te wyra­że­nia zda­ją się dla odpo­wia­da­ją­cych mieć takie samo zna­cze­nie. W roz­mo­wach z bli­ski­mi też zda­rza nam się powie­dzieć: „Dla­cze­go cią­gle mnie kry­ty­ku­jesz? Wszyst­ko, co robię, ci się nie podo­ba”. Zda­rza się też prze­czy­tać w gaze­cie albo usły­szeć, że recen­zje jakie­goś fil­mu czy książ­ki są bar­dzo kry­tycz­ne, z cze­go ma wyni­kać, że ich czy­ta­nie bądź oglą­da­nie będzie tyl­ko stra­tą cza­su.

Na pod­sta­wie powyż­szych przy­kła­dów moż­na wywnio­sko­wać, że być kry­tycz­nym to być „kry­ty­kanc­kim”, nego­wać coś lub kogoś, dostrze­gać same wady, mieć złe zda­nie. Jeśli zatem kry­ty­cyzm jest cno­tą, od któ­rej zale­ży jakość naszej demo­kra­cji, to dla dobra nasze­go kra­ju, jako cno­tli­wi oby­wa­te­le, powin­ni­śmy nego­wać poczy­na­nia nasze­go rzą­du, dostrze­gać w nim same wady i mieć o nim jak naj­gor­sze zda­nie. I cho­ciaż może nasi poli­ty­cy zasłu­gu­ją na niską oce­nę, jakoś nie bar­dzo prze­ko­nu­je mnie takie uję­cie „kry­tycz­ne­go myśle­nia”. Czy być może nie ujmu­je­my błęd­nie zna­cze­nia tych słów, zawę­ża­jąc je do nega­cji? Co tak napraw­dę one zna­czą? W poszu­ki­wa­niu odpo­wie­dzi na te pyta­nia, pro­po­nu­ję dwie dro­gi reflek­sji: jed­na mają­ca cha­rak­ter ana­li­zy języ­ko­wej; dru­ga obser­wa­cji i ana­li­zy swo­ich wła­snych pro­ce­sów myślo­wych (obie bar­dzo filo­zo­ficz­ne).

K jak kryterium

Sło­wo „kry­ty­cyzm” ma w naszym języ­ku kil­ka zna­czeń. Poda­jąc za Słow­ni­kiem Języ­ka Pol­skie­go, może ono ozna­czać „zdol­ność do roz­sąd­nej i pozba­wio­nej emo­cji oce­ny”, „ten­den­cję do kry­ty­ko­wa­nia oto­cze­nia”, „posta­wę prze­ciw­staw­ną dogma­ty­zmo­wi” pole­ga­ją­cą na kon­tro­lo­wa­niu tego, czy przyj­mo­wa­ne twier­dze­nia są uza­sad­nio­ne. Pomi­jam tutaj czwar­te okre­śle­nie odsy­ła­ją­ce do filo­zo­fii Imma­nu­ela Kan­ta. Nie­zbyt pomoc­ne oka­zu­je się okre­śle­nie dru­gie­go zna­cze­nia (ten­den­cji do kry­ty­ko­wa­nia), bowiem sło­wo „kry­ty­ko­wa­nie” tak­że doma­ga się wyja­śnie­nia. Zwróć­my tak więc uwa­gę na pozo­sta­łe dwie defi­ni­cje. Klu­czo­we w nich sło­wa to: a) roz­sąd­na oce­na; b) brak wpły­wu emo­cji; c) uza­sad­nie­nie.

Moż­na dodat­ko­wo przyj­rzeć się same­mu sło­wu „kry­ty­cyzm” – nie brzmi ono swoj­sko, jak sło­wo „mat­ka”, „drze­wo”, czy „radość” – chy­ba, że komuś z wyobraź­nią na myśl przyj­dzie „kryć się” i uzna, że „kry­ty­cyzm” ma coś wspól­ne­go ze skłon­no­ścią do cho­wa­nia się, ukry­wa­nia sie­bie lub swo­ich poglą­dów. „Kry­ty­cyzm” pocho­dzi od sło­wa kry­te­rium, któ­re ma grec­kie korze­nie, a jego pier­wo­wzo­rem było grec­kie κριτήριον (kri­te­rion) ozna­cza­ją­ce mia­rę lub test pozwa­la­ją­cy coś słusz­nie osą­dzić. Samo zaś κριτήριον pocho­dzi od κρίνω (kri­no) ozna­cza­ją­ce­go „osą­dzam”. Od κρίνω pocho­dzi tak­że κριτής (kri­tes), czy­li sędzia. Pocho­dze­nie od słów „sędzia”, „sądze­nie” suge­ru­je, że posta­wa kry­tycz­na ma do czy­nie­nia z naśla­do­wa­niem sędzie­go, któ­ry zanim wyda wyrok (wypo­wie sąd lub coś orzek­nie) zapo­zna­je się racja­mi „za” i „prze­ciw” dane­mu wyro­ko­wi, roz­wa­ży je bez­stron­nie, tak aby wyrok był słusz­ny (czy­li zgod­ny z tym, co się nale­ży).

 Trzy kluczowe słowa

Fot.: Some rights rese­rved by Public­Do­ma­in­Pic­tu­res

Z taką posta­wą zda­ją się być bez­po­śred­nio zwią­za­ne trzy okre­śle­nia wspo­mnia­ne powy­żej: roz­sąd­na oce­na, nie­ule­ga­nie emo­cjom i uza­sad­nie­nie. Roz­sąd­na oce­na ozna­cza uży­wa­nie rozu­mu (roz­sąd­ku). Czło­wiek przyj­mu­ją­cy posta­wę kry­tycz­ną to taka oso­ba, któ­ra – wyra­ża­jąc swo­ją oce­nę lub zda­nie – czy­ni to na pod­sta­wie rozu­mu, czy­li pra­wa racjo­nal­ne­go myśle­nia. Rozum dla nie­za­wod­ne­go dzia­ła­nia winien być wol­ny od wpły­wów wszyst­kie­go, co utrud­nia jego pra­cę albo czy­ni go stron­ni­czym, spra­wia, że przy­my­ka „oko” na nie­któ­re racje, argu­men­ty, świa­dec­twa. Zda­niem wie­lu taki zabu­rza­ją­cy wpływ ma wła­śnie ule­ga­nie emo­cjom. Nie jest to spra­wa łatwa, ponie­waż – jak twier­dzą inni – bez wła­ści­wych emo­cji rozum jest śle­py przy­naj­mniej tam, gdzie cho­dzi o war­to­ści. Uza­sad­nie­nie zaś pole­ga na wska­za­niu wła­ści­wej mia­ry, argu­men­tu, świa­dec­twa, w świe­tle któ­re­go dany sąd zasłu­gu­je na uzna­nie.

Z tej krót­kiej ana­li­zy wyni­ka więc, że kry­ty­cyzm nie ozna­cza z koniecz­no­ści nega­cji i dostrze­ga­nia samych wad, ale przyj­mo­wa­nie prze­ko­nań, wyra­ża­nie sądów na pod­sta­wie rozum­ne­go namy­słu bądź bada­nia, czy, dla­cze­go i wedle jakich kry­te­riów te sądy na takie przy­ję­cie zasłu­gu­ją. Dopie­ro jeśli w wyni­ku takie­go bada­nia doj­dzie­my do wnio­sku, że dane twier­dze­nie było­by nie­uza­sad­nio­ne albo że ist­nie­ją racje, aby je wręcz odrzu­cić, odrzu­ca­my je lub zawie­sza­my sąd, stwier­dza­jąc, że po pro­stu nie wie­my, jak jest.

Ktoś prze­czy­taw­szy, co wyni­ka z ana­li­zy języ­ko­wej, mógł­by dojść do wnio­sku, że to wystar­czy, aby teraz już prak­ty­ko­wać posta­wę kry­tycz­ną. Prze­cież już wie­my, że nie cho­dzi o to, aby cią­gle nego­wać, ale aby uży­wać rozu­mu zanim się coś przyj­mie albo odrzu­ci. Tu jed­nak praw­dzi­wa trud­ność dopie­ro przed nami. Co bowiem zna­czy rozum i na czym pole­ga jego uży­wa­nie? Przed nami naj­trud­niej­szy etap naszej dzi­siej­szej wędrów­ki filo­zo­ficz­nej. Goto­wi? Idzie­my dalej!

Głosy w głowie

Fot.: Some rights rese­rved by Rui Fer­nan­des

Jeste­śmy kry­tycz­ni, bo chce­my wie­dzieć, a nie utrzy­my­wać fał­szy­we prze­ko­na­nia, a naj­więk­sze szan­se na wie­dzę daje nam podą­ża­nie za gło­sem rozu­mu. Tyl­ko jak ten głos roz­po­znać?

Jeśli przyj­rzy­my się naszym wła­snym pro­ce­som myślo­wym, odkry­je­my, że wie­le ele­men­tów tych pro­ce­sów dzie­je się nie­ja­ko samo­ist­nie i to na doda­tek pod pro­giem naszej świa­do­mo­ści. Sta­wia­my pyta­nie, prze­glą­da­my róż­ne dane, fak­ty, nasze dotych­cza­so­we prze­ko­na­nia, po czym sta­je­my w pew­nym sen­sie przed wiel­ką czar­ną ścia­ną, za któ­rą coś się dzie­je. Cze­ka­my na to, co się na niej poja­wi lub jaki­mi sło­wa­mi ona do nas sub­tel­nie prze­mó­wi. Pro­ces ten nie jest jed­no­ra­zo­wą wymia­ną myśli, ale trwa niczym dia­log, a może wie­le dia­lo­gów, bo i gło­sów w naszej gło­wie może być wie­le. Kie­dy pada odpo­wiedź, skąd wia­do­mo, że to odpo­wiedź rozu­mu i że jest uza­sad­nio­na?

W takich oko­licz­no­ściach nale­ży zacho­wać się jak wytraw­ny detek­tyw, podejść do „gło­sów” we wła­snej gło­wie jak do świad­ków i wziąć ich w „krzy­żo­wy ogień” pytań, tzw. pytań kry­tycz­nych. Oto ich lista:

  • Co to zna­czy?
  • Skąd to wiesz? Jakie jest źró­dło tych prze­ko­nań?
  • Gdzie i od kogo usły­sza­łeś tę myśl po raz pierw­szy?
  • Dla­cze­go mam w to wie­rzyć?
  • Jakie to ma kon­se­kwen­cje (logicz­ne i prak­tycz­ne)?
  • Czy któ­reś z tych gło­sów nie nale­żą do nie­po­żą­da­nych pra­gnień, emo­cji, czy nie mają tzw. cha­rak­te­ru myśle­nia życze­nio­we­go?
  • Czy są jakieś fak­ty, o któ­rych nie wiem, a mogły­by zna­czą­co wpły­nąć na tok rozu­mo­wa­nia?
  • Jakie są alter­na­tyw­ne odpo­wie­dzi i jakie argu­men­ty mogą je wes­przeć?

W trak­cie takie­go docho­dze­nia, namy­słu ist­nie­je duże nie­bez­pie­czeń­stwo, że pomy­li­cie obce gło­sy z gło­sem wła­sne­go rozu­mu. Cza­sa­mi pod­szep­ty naszych pra­gnień, uprze­dzeń, głę­bo­ko zako­rze­nio­nych prze­ko­nań, któ­rym nigdy nie przyj­rze­li­śmy się uważ­nie, odzy­wa­ją się w gło­wie naszym wła­snym gło­sem. Jak w sce­nie z Opo­wie­ści z Narni (któ­rą przy­wo­łam poni­żej w nie­co zmie­nio­nej for­mie), kie­dy głos wiedź­my usy­piał czuj­ność głów­nych boha­te­rów i kazał im powta­rzać dyk­to­wa­ne przez wiedź­mę sło­wa „Narnia nie ist­nie­je” [sub­tel­ny głos wiedź­my], „Narnia nie ist­nie­je!” [powtó­rzo­ne wła­snym gło­sem], „Taaak, teraz to widzę wyraź­nie, Narnia nie ist­nie­je” [subiek­tyw­na oczy­wi­stość]. Kry­tycz­ne myśle­nie zacho­wał jedy­nie Bło­to­smę­tek („Zaraz, zaraz, ale prze­cież…”), któ­ry narzu­co­ną myśl skon­fron­to­wał z inny­mi gło­sa­mi w swo­jej gło­wie („Prze­cież wyraź­nie pamię­tam, że tam byłem, możesz powta­rzać sobie, ile chcesz, że Narni nie ma, a ja i tak jej nie zapo­mnę”).

Powyż­szy opis jest skró­to­wy. Taki pro­ces nie zawsze ogra­ni­cza się do samot­ne­go namy­słu, wewnętrz­ne­go dia­lo­gu, ale może doma­gać się wyj­ścia „poza” swój poje­dyn­czy umysł, zaczerp­nię­cia infor­ma­cji, rad z wie­lu źró­deł. Wiem, to wyma­ga wysił­ku i samo­za­par­cia, ale taka jest cena naszej wol­no­ści, nie tyl­ko tej jed­nost­ko­wej, rów­nież całej naszej demo­kra­cji. Kry­ty­cyzm jest cno­tą, dla­te­go zachę­cam, pomi­mo wysił­ku, bądź­my czuj­ni, sta­wiaj­my trud­ne pyta­nia innym i samym sobie.

 Ostrzeżenie

Już na koniec jed­no ostrze­że­nie. Ktoś z Was mógł­by powie­dzieć, że kry­ty­cyzm, ten wła­ści­wie poję­ty, jest nam dzi­siaj bar­dzo potrzeb­ny, aby zwal­czać wszyst­kie tra­dy­cyj­ne reli­gie, moral­no­ści czy ogól­nie tra­dy­cyj­ne świa­to­po­glą­dy. To one prze­cież były „wci­ska­ne” w umy­sły nie­wy­kształ­co­nych poko­leń, któ­rym bro­nio­no sta­wia­nia trud­nych pytań i trzy­ma­no w „umy­sło­wej nie­wo­li”. Otóż, Dro­dzy Czy­tel­ni­cy, kry­ty­cyzm jest nam potrzeb­ny, aby strzec się „zaklęć” rzu­ca­nych na nas z każ­dej stro­ny, obo­wią­zek rozum­nej czuj­no­ści doty­czy rów­nież tzw. prze­ko­nań „postę­po­wych”. I one, powta­rza­ne w mediach, prze­ni­ka­ją do naszych umy­słów, powta­rza­ne przy­bie­ra­ją kształt nasze­go wła­sne­go gło­su.

 

Fot. głów­na: Some rights rese­rved by cham­ko rani.


Artur Szut­ta – filo­zof, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w filo­zo­fii spo­łecz­nej, ety­ce i meta­ety­ce. Jego pasje to przy­rzą­dza­nie smacz­nych potraw, nauka języ­ków obcych (obec­nie węgier­skie­go), cho­dze­nie po górach i gra w pił­kę noż­ną.

 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy