Artykuł Felieton

Adam Grobler: Wątpienie i rosyjska ruletka

Jeżeli w obawie przed błędem nie będę niczemu dawał wiary, to odrzucę każdą prawdę. Czeka mnie los Pyrrona z Elidy, o którym legenda głosi, że wątpił w przeszkody na drodze i jego uczniowie – niepomni jego sceptycznych nauk – musieli go ratować, a to przed wpadnięciem do otwartej studni, a to przed atakiem wściekłego psa.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2021 nr 6 (42), s. 41–43. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Niech no sobie przypomnę: czy ja naprawdę byłam tą samą dziewczynką, kiedy się obudziłam dzisiaj rano? Chyba mi się zdaje, że sobie pomyślałam, że jestem kimś troszeczkę innym. A jeśli rzeczywiście nie jestem tą samą osobą, to pytam się, kim, u licha, jestem?

Takie oto pytanie zadała sobie Alicja na samym początku drogi, która nieoczekiwanie doprowadziła ją do Krainy Czarów. Jej podejrzenia powstały wskutek serii tajemniczych przemian, przez które zdążyła przejść: a to malała, a to rosła. Dociekania Alicji są właściwie szczególnym przypadkiem analiz tego typu, co pierwsze znane nam z historii (VIIVI w. p.n.e.) rozważania filozoficzne nad arché – początkiem bytu. Rzeczy bowiem wciąż się zmieniają, a zmieniając się, przestają być tym, czym są, i stają się czymś innym. Istnieją zatem ułomnie: ledwie zdążą zaistnieć, a już obracają się w nicość. Musi zatem być coś, co Istnieje przez duże I, z czego znienacka powstają i w czym bezpowrotnie giną.

Dziś nie będę zajmował się tą ogólną zagadką bytu, lecz wrócę do mojej ulubionej Alicji. Jej wątpliwości są znacznie poważniejsze niż Kartezjusza (Rozprawa o metodzie, 1637), który niczego nie był pewien z wyjątkiem jednego: myślę, więc jestem. Nie zadał sobie pytania jak ­Alicja, czy aby nadal jest sobą, skoro teraz myśli sobie co innego, niż myślał przed chwilą. Nie przeraziła go myśl, że może teraz jest głupiutką Mabel, która „nie wie prawie nic!”, i że w obliczu groźby zamieszkania w jej „ciasnym i obskurnym domku” bez „żadnych zabawek” nie pozostanie mu/jej nic innego, jak zaczekać, aż zmieni się w kogoś bardziej atrakcyjnego. Idąc śladem pierwszych filozofów, mógłby dojść do wniosku, jak David Hume (Traktat o naturze ludzkiej, 1739–40), że skoro Kartezjusz i Mabel istnieją najwyżej tyle, ile trwa jedna myśl, to może nie trzeba nikogo, kto by myślał. Nie trzeba żadnego zbiornika na myśli, które wydają się moje, bo każdy ewentualny zbiornik pomieści najwyżej jedną myśl. W każdym razie nawet tego, że jestem, nie mogę być pewien.

Czy zatem powinienem we wszystko wątpić? Otóż nie. Jak pisał William James (Wola wiary, 1896), jeżeli w obawie przed błędem (bo nic nie jest pewne) nie będę niczemu dawał wiary, to odrzucę każdą prawdę. Zostanę z niczym. Czeka mnie los Pyrrona z Elidy (360–270 p.n.e.), o którym legenda głosi, że wątpił w przeszkody na drodze i jego uczniowie – niepomni jego sceptycznych nauk – musieli go ratować, a to przed wpadnięciem do otwartej studni, a to przed atakiem wściekłego psa. Kto nie ma przy sobie niepojętnych uczniów, długo tak nie pożyje. Dlatego warto podejmować ryzyko dawania wiary, na pewno wtedy, gdy ryzyko wątpienia jest większe.

Doskonałą ilustracją tej zasady są obecne dylematy związane ze szczepieniami. Wielu ludzi wątpi w bezpieczeństwo szczepionek przeciw ­COVID-19, ponieważ sądzi, że nie zostały wystarczająco przebadane. Nie dociera do nich wiadomość, że do wynalezienia szczepionek przyczyniły się badania nad starszymi odmianami koronawirusa SARS, prowadzone na długo przed wybuchem obecnej pandemii. Co jednak ważniejsze, nie przeprowadzają elementarnej kalkulacji, porównania szans poszczepiennych powikłań z szansami na uniknięcie dzięki szczepieniu konsekwencji choroby. Konsekwencji nie tylko znacznie częstszych, ale też znacznie poważniejszych od rozpoznanych skutków ubocznych szczepień.

A te nierozpoznane? Skoro nie zostały rozpoznane do tej pory w toku badań o najwyższym priorytecie, to szansa ich wystąpienia jest praktycznie pomijalna. Nawet powstałe poniewczasie, skądinąd nie do końca potwierdzone, podejrzenia o związek − uleczalnej przecież − zakrzepicy ze szczepionką AstraZeneca, którą wykryto u 6 z ułamkiem pacjentów na milion, są niczym w porównaniu z drastycznym zmniejszeniem ryzyka zachorowania, a w razie zachorowania ciężkiego przebiegu choroby i ostatecznie zejścia. Kalkulacja zatem jest prosta: szczepić się!

Niedowiarkowie niekiedy powołują się na doniesienia Public Health England, z których jakoby wynika, że śmiertelność wśród chorujących zaszczepionych jest sześciokrotnie wyższa od tej wśród chorujących niezaszczepionych. To porównanie jest jednak obarczone poważnym błędem metodologicznym: nie uwzględnia ono podziału na grupy wiekowe, co daje efekt znany jako paradoks Simpsona. Osoby starsze często słabiej odpowiadają na szczepionkę, tzn. nie wytwarzają odpowiedniej odporności. Dlatego podział chorych według wieku ma kluczowe znaczenie. W myśl analizy przeprowadzonej przez OKO.press (Netoteka) w grupie 50+, czyli osób najbardziej podatnych na ciężki przebieg choroby, wśród zaszczepionych zmarła jedna na 70, a wśród niezaszczepionych jedna na 25 osób. Zaś w grupie młodszej z zaszczepionych nie zmarł nikt, a z niezaszczepionych 6 z ponad 52 tys. Warto dodać, że młodsza grupa zakażonych niezaszczepionych była ponad pięćdziesięciokrotnie liczniejsza od odpowiedniej grupy starszej! Z pewnością nie odpowiada to proporcjom liczebności grup wiekowych w całej populacji, skoro mediana wieku w Wielkiej Brytanii jest podobna jak w Polsce, czyli wynosi nieco ponad 40 lat.

Zatem wybór między szczepieniem a nieszczepieniem można porównać do gry w rosyjską ruletkę. Jeśli masz ponad 50 lat, wybierasz, czy przyłożyć sobie do głowy pistolet z jedną kulą i magazynkiem siedemdziesięciokomorowym czy dwudziestopięciokomorowym. Jeśli jesteś młodszy, jeden z tych pistoletów w ogóle nie jest naładowany, a drugi jedną kulą w wielotysięcznym magazynku. Żeby się przekonać o trafności tego porównania, wystarczy tę analizę samemu prześledzić na podstawie ogólnie dostępnych danych.

Są wszakże jeszcze więksi niedowiarkowie, którzy same te dane podają w wątpliwość. Wierzą za to w spisek żądnych zysku firm farmaceutycznych albo jakieś niecne plany wszechpotężnego Billa Gatesa. Nie są to scenariusze zupełnie niemożliwe. Ale jakie jest prawdopodobieństwo zaangażowania tak potężnych środków, żeby skutecznie i na tak długi czas wyprowadzić w pole World Health Organization, ekspertów o potwierdzonych kwalifikacjach, narodowe instytucje ochrony zdrowia, ośrodki badawcze o ustalonej reputacji oraz uznane agencje informacyjne na całym świecie? Za to teorie spiskowe są propagowane zupełnie za darmo przez ludzi – jak wskazują badania socjologiczne – skołowanych przez poczucie zagrożenia, dających posłuch samozwańczym autorytetom. Zaś gdy idzie o źródło tych teorii, to badacze internetu wskazują na podejrzane portale związane z tzw. farmami trolli. Jeśli wahasz się, komu i w co wierzyć, pomyśl jeszcze raz o rosyjskiej ruletce.


Adam Grobler – profesor, pracownik Instytutu Filozofii Uniwersytetu Opolskiego i członek Prezydium Komitetu Nauk Filozoficznych PAN. Zajmuje się metodologią nauk, teorią poznania, filozofią analityczną i dydaktyką filozofii. W wolnym czasie gra w brydża sportowego. Wdowiec (2006), w powtórnym związku (od 2010), ojciec czworga dzieci (1980, 1983, 1984, 1989) i dziadek, jak na razie, ośmiorga wnucząt. Mieszka w Krakowie. grobler.artus.net.pl, e‑mail: adam_grobler@interia.pl

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Florianen vinsi’Siegereith

Najnowszy numer można nabyć od 4 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować