Artykuł Fragment z klasyka

Aureliusz Augustyn: Rozszczepiona wola

Słabość młodego Augustyna do miłości zmysłowej stanowi punkt wyjścia przedstawionej tu, niezwykle wnikliwej, analizy konfliktu wewnętrznego, jaki przeżywał on krótko przed nawróceniem na chrześcijaństwo. Wypada wspomnieć, że w owym czasie miał już, z nieznaną nam z imienia dziewczyną, syna. Pod naciskiem matki Augustyn odesłał ją do Afryki, a syn, który z nim pozostał, w niedługim czasie zmarł.

Tekst uka­zał się w Sokra­tes i syre­ny. 55 podró­ży filo­zo­ficz­nych po świe­cie pod­księ­ży­co­wym i nad­księ­ży­co­wym, s. 204–206. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Mnie zaś drę­czy­ło to, że się cią­gle wikłam w spra­wach tego świa­ta. Był to okrop­ny cię­żar, bo już mnie nie roz­pa­la­ła taka żądza zaszczy­tów i pie­nię­dzy, jaka mnie przed­tem skła­nia­ła do dźwi­ga­nia brze­mie­nia nie­wo­li. Te przy­nę­ty już gasły wobec sło­dy­czy i bla­sku domu Twe­go, któ­ry umi­ło­wa­łem. Ale nadal mnie pęta­ło przy­wią­za­nie do kobiety. […] 

Z prze­wrot­nej woli rodzi się złe pożą­da­nie, a kie­dy się jemu słu­ży, wytwa­rza się przy­zwy­cza­je­nie; przy­zwy­cza­je­nie, któ­re­mu się nie prze­ciw­sta­wia­my, sta­je się nie­zwal­czo­nym przy­mu­sem. […] Nowa zaś chęć, któ­ra mi zaświ­ta­ła, aby Tobie dobro­wol­nie słu­żyć i rado­wać się Tobą, Boże, jedy­na pew­na roz­ko­szy! – ta chęć nie była jesz­cze zdol­na do poko­na­nia skłon­no­ści poprzed­niej, umoc­nio­nej dłu­gim zako­rze­nie­niem. Wal­czy­ły we mnie dwie wole, daw­na i nowa, cie­le­sna i ducho­wa, i w ich zażar­tym zma­ga­niu roz­trwa­nia­ła się moja dusza.

Wła­snym doświad­cze­niem mogłem teraz potwier­dzić praw­dzi­wość tego, co czy­ta­łem, że cia­ło pożą­da prze­ciw ducho­wi, a duch prze­ciw cia­łu. W tej wal­ce byłem po obu stro­nach, ale bar­dziej po stro­nie tego, co w sobie pochwa­la­łem, niż po stro­nie tego, co w sobie potę­pia­łem. Po tej dru­giej bowiem stro­nie już było coś, co w mniej­szym stop­niu było mną; było to coś, cze­mu raczej ule­ga­łem wbrew woli, niż co dobro­wol­nie czy­ni­łem. Ale sam spra­wi­łem, że przy­zwy­cza­je­nie sta­ło się dla mnie tak groź­nym prze­ciw­ni­kiem. Bo z wła­snej woli dosze­dłem do tego sta­nu, któ­re­go teraz już nie chcia­łem. […] I zamiast lękać się, że tyle brze­mion mnie przy­gnia­ta i pęta, raczej się lęka­łem, że będę od nich uwol­nio­ny. Cię­ża­ro­wi świa­ta tak bło­go się pod­da­wa­łem, jak się nie­raz czło­wiek pod­da­je napo­ro­wi snu. A roz­my­śla­nia, jaki­mi wyry­wa­łem się ku Tobie, były podob­ne wysił­kom czło­wie­ka, któ­ry się usi­łu­je prze­bu­dzić, ale nie może i, poko­na­ny, zno­wu w głę­bie snu zapa­da. Nie ma wśród ludzi niko­go, kto by chciał spać bez prze­rwy. Każ­dy nie­słusz­nie mnie­ma, że więk­szą ma war­tość jawa. Nie­raz jed­nak czło­wiek tak jest odrę­twia­ły, że odwle­ka chwi­lę otrzą­śnię­cia się ze snu; nie chciał­by dłu­żej spać, ale tym gor­li­wiej w sen się pogrą­ża, cho­ciaż nade­szła już pora przebudzenia.

Podob­nie ja – byłem już prze­cież zupeł­nie pew­ny, że lepiej było­by poświę­cić się Two­jej miło­ści ani­że­li wła­snym namięt­no­ściom ule­gać. Jed­no, pochwa­la­ne, zwy­cię­ża­ło. Lecz dru­gie, pożą­da­ne, cią­gle mnie pętało. […] 

Dla­cze­go więc tak się dzie­je i co jest tego przy­czy­ną? Umysł roz­ka­zu­je cia­łu i ono jest natych­miast posłusz­ne. Umysł roz­ka­zu­je sobie – i sta­wia sobie opór. […] Umysł naka­zu­je tyl­ko, żeby sam chciał; a prze­cież nie naka­zy­wał­by, gdy­by nie chciał; a jed­nak nie dzie­je się to, co nakazał. […] 

Nie jest to jakieś nie­wy­tłu­ma­czal­ne zja­wi­sko – czę­ścio­wo chcieć, czę­ścio­wo nie chcieć – lecz cho­ro­ba duszy, pole­ga­ją­ca na tym, że umysł nie cały dźwi­ga się w górę ku praw­dzie; w dół go cią­gnie siła przy­zwy­cza­je­nia. Wte­dy się wola roz­sz­cze­pia na dwie wole, z któ­rych żad­na nie jest wolą cał­ko­wi­tą; jed­na ma to, cze­go dru­giej brakuje. […] 

Gdy usi­ło­wa­łem pod­jąć decy­zję słu­że­nia Panu Bogu moje­mu zgod­nie z żywio­nym od daw­na zamia­rem, ja sam byłem tym, któ­ry chciał, jak też ja sam byłem tym, któ­ry nie chciał. To ja byłem, tyl­ko ja, a nikt inny! Ale ani nie przyj­mo­wa­łem tej decy­zji, ani jej nie odrzu­ca­łem peł­nią mojej woli. Prze­to spie­ra­łem się z sobą i sam roz­trwa­nia­łem swo­je siły. Wszyst­ko to dzia­ło się ze mną wbrew mojej woli, ale prze­ja­wia­ła się w tym nie natu­ra jakiejś obcej duszy, lecz tyl­ko kara na moją wła­sną duszę spa­da­ją­ca. Więc już nie ja to czy­ni­łem, ale grzech, któ­ry tkwił we mnie. Była to część kary za grzech dobro­wol­nie popeł­nio­ny przez moje­go przod­ka, Ada­ma. Gdy­by rze­czy­wi­ście było w nas tyle sprzecz­nych natur, ile jest roz­bież­nych odru­chów woli, to nie dwie mie­li­by­śmy natu­ry, ale jak­że wie­le natur! […] 

Zatrzy­my­wa­ły mnie zupeł­ne głup­stwa, skoń­czo­ne mar­no­ści, moje sta­re przy­ja­ciół­ki. Chwy­ta­ły za sza­tę cie­le­sną i szep­ta­ły: „Opu­ścisz nas? I od tej chwi­li już prze­nig­dy nie będzie­my z tobą? I od tej chwi­li już prze­nig­dy nie będzie ci wol­no tego czy tam­te­go?”. […] Ale gło­sy te wyda­wa­ły się już mniej niż w poło­wie tak gło­śne, jak były nie­gdyś. Już nie zastę­po­wa­ły mi dro­gi, aby jaw­nie się spie­rać; pod­szep­ty­wa­ły swo­je rady jak gdy­by za moimi ple­ca­mi, a gdy się od nich odsu­wa­łem i sze­dłem naprzód, jak­by ukrad­kiem sku­ba­ły moją sza­tę, abym się obej­rzał. Potra­fi­ły jed­nak to osią­gnąć, że nadal nie umia­łem zupeł­nie się od nich ode­rwać, otrzą­snąć się, prze­kro­czyć gra­ni­cy dzie­lą­cej mnie od tam­tej stro­ny, dokąd mnie wzy­wa­łeś. Bo prze­moż­ne przy­zwy­cza­je­nie mówi­ło: „Czy sądzisz, że będziesz mógł żyć bez tych rzeczy?”.

Lecz mówi­ło już drżą­cym gło­sem. Odsła­nia­ła się już bowiem – ile­kroć w tam­tą dru­gą stro­nę spoj­rza­łem – za tą gra­ni­cą, któ­rą lęka­łem się prze­kro­czyć, szla­chet­na pięk­ność umiar­ko­wa­nia, jaśnie­ją­ca rado­ścią nie zbru­ka­ną, skrom­nie przy­zy­wa­ją­ca mnie do sie­bie, abym wresz­cie przy­szedł, abym już dłu­żej się nie wahał. Wycią­ga­ła miłu­ją­ce ramio­na, aby mnie ogar­nąć nimi i uści­snąć, a ręce jej były peł­ne dobrych przy­kła­dów, któ­re mi uka­zy­wa­ła. Iluż tam było chłop­ców, ile dziew­cząt, ilu mło­dzień­ców i ludzi wszel­kie­go wie­ku, ileż poważ­nych wdów, jak też kobiet, co do sta­ro­ści doży­ły w dzie­wic­twie. A we wszyst­kich jaśnia­ła ta sama powścią­gli­wość, bynaj­mniej nie jało­wa, lecz będą­ca płod­ną mat­ką roz­licz­nych dzie­ci, czy­li rado­ści naro­dzo­nych z zaślu­bie­nia Cie­bie, Panie. Ta pięk­na powścią­gli­wość śmia­ła się ze mnie, jak­by chcąc tym szy­der­stwem dodać mi odwa­gi: „Nie stać cię na to, na co było stać tych męż­czyzn i te kobie­ty? A czyż oni w sobie samych znaj­du­ją siłę? O, nie, nie w sobie, lecz w Panu Bogu swo­im! To prze­cież Pan Bóg ich obda­rzył mną. Cze­mu na sobie samym się opie­rasz – i upa­dasz? Rzuć się ku Nie­mu!”. […] Takie to się kłę­bi­ły wal­ki w moim ser­cu – nie o kogo­kol­wiek inne­go, lecz o mnie same­go, prze­ciw­ko mnie samemu.

Prze­ło­żył Zyg­munt Kubiak


Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Aure­lio Augusto!
    “To jeno czcza zaba­wa, blichtr tani, dzie­cin­na ulu­da i pust­ka istnienia!”.
    ZK jak wyklęty…

  • To pach­nie lek­ką schi­zo­fre­nią /dążeń/, para­no­ja reli­gij­ną czy zaburzeniem/rozdwojeniem osobowości/woli?! Tak to widzia­ła­by współ­cze­sna psy­cho­lo­gia. Była też i uko­cha­na nie­wia­sta /love!/ oraz dru­gie /?!/ dziec­ko. Cóż w tym złe­go?! Praw­dzi­wy taki skarb i ludz­ka, huma­ni­stycz­na, czy­li nasza powin­ność, to mieć kids! A nie zabi­jać jak obec­nie już na uli­cach miast całe­go świa­ta poprzez tzw. abor­cję tj. usu­wa­nie ciąży.
    ”Dro­gi Pań­skie są nie­zna­ne…”. Por. m.in. Psalmy/Prorocy ST Biblia, świę­ci, Ojco­wie Kościo­ła etc.
    Ten Augu­styn, świę­ty… jak­by nie patrzeć…

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy