Artykuł

C.D.C. Reeve: Seks i śmierć u Homera

Z jakiego powodu Odyseusz porzucił roznamiętnioną nimfę? I dlaczego zalotnicy pożądali jego żony Penelopy? Odsłońmy erotyczne tajemnice Odysei…

Down­lo­ad (PDF, 1.05MB)


Woj­na tro­jań­ska zakoń­czy­ła się klę­ską Tro­jan i zwy­cię­stwem Gre­ków, z któ­rych wie­lu powró­ci­ło do swo­ich domów. Lecz nie było wśród nich wiel­kie­go Ody­se­usza. Został bowiem uwię­zio­ny na odle­głej wyspie Ogy­gii, cie­sząc się – albo męcząc – wzglę­da­mi pięk­nej nim­fy Kalip­so. Jak wie­my, Ody­se­ja Home­ra to opo­wieść o opusz­cze­niu Kalip­so przez Ody­se­usza i jego dłu­giej podró­ży do domu na Ita­ce, gdzie cze­ka na nie­go żona Pene­lo­pa, do któ­rej pod jego nie­obec­ność zale­ca się stu sie­dem­na­stu ksią­żąt tak mło­dych, że mogli­by być jej synami.

W samym cen­trum Ody­sei znaj­du­ją się więc dwie zagad­ki ero­tycz­ne. Pierw­sza: dla­cze­go Ody­se­usz opusz­cza Kalip­so? Dru­ga: dla­cze­go zalot­ni­cy żywią tak gorą­ce uczu­cie do Pene­lo­py? Zanim spró­bu­je­my je roz­wią­zać, chciał­bym zasy­gna­li­zo­wać dwie inne zagad­ki, rów­nie kło­po­tli­we, choć mniej bez­po­śred­nio zwią­za­ne z ero­ty­ką. Pierw­szą sta­no­wi nie­zwy­kle suro­wa kara nało­żo­na na zalot­ni­ków, mia­no­wi­cie śmierć. Czym sobie na nią zasłu­ży­li? W epo­pei ich zacho­wa­nie przy­rów­ny­wa­ne jest czę­sto do postęp­ku Ajgi­sto­sa, któ­ry wziął sobie żonę Aga­mem­no­na, Kli­taj­me­strę, za kochan­kę, a potem zamor­do­wał Aga­mem­no­na, kie­dy ten wró­cił spod Troi. Na pierw­szy rzut oka wyda­je się jed­nak, że zalot­ni­cy nie zro­bi­li nic rów­nie nie­go­dzi­we­go. Dru­gą zagad­kę przy­no­si sama for­ma Ody­sei, będą­ca dziw­ną mie­szan­ką reali­zmu (zalot­ni­cy i Pene­lo­pa) oraz magii (nie­rze­czy­wi­stość kró­lestw, któ­re Ody­se­usz odwie­dza w cza­sie mię­dzy upad­kiem Troi a swo­im powro­tem do domu). Fan­ta­stycz­na natu­ra tych kró­lestw zda­je się kom­plet­nie nie­do­pa­so­wa­na do rze­czy­wi­sto­ści tego, co dzie­je się na Ita­ce. Osta­tecz­nie, jak się oka­że, te czte­ry zagad­ki mają jed­no i to samo rozwiązanie.

Dla­cze­go zatem Ody­se­usz opusz­cza Kalip­so? Albo, odwrot­nie, dla­cze­go z nią nie pozo­sta­je? Być może wyda­je ci się, że wiesz. Ja jed­nak sądzę, że dzie­ło Home­ra jest w tym wzglę­dzie roz­myśl­nie zagad­ko­we. Po pierw­sze, Kalip­so jest nim­fą – zawsze więc będzie ślicz­not­ką. Jej pier­si nigdy nie sta­ną się obwi­słe. Jej tyłek zawsze pozo­sta­nie jędr­ny. Jej wło­sy wiecz­nie będą buj­ne i jedwa­bi­ste. Poigrać z nią w łóż­ku zawsze będzie przy­jem­nie, a ona do takich igra­szek, jak się wyda­je, zawsze będzie sko­ra. Co wię­cej, może uczy­nić cię nie­śmier­tel­nym i dać ci wiecz­ną mło­dość. Przy jej boku na zawsze pozo­sta­niesz mło­dy, rześ­ki, owło­sio­ny i męski. Dla­cze­go zatem miał­byś to wszyst­ko porzu­cić dla kobie­ty w śred­nim wie­ku, ska­zu­jąc się na bli­ską sta­rość i śmierć?

Pyta­nie to ma oczy­wi­ście pro­wo­ko­wać, ale w taki wła­śnie spo­sób zosta­ło posta­wio­ne w samym epo­sie. Wszak o Mene­la­osie, przy­wód­cy Spar­tan, dowia­du­je­my się z utwo­ru – i ma to być dobra wia­do­mość, przy­naj­mniej dla nie­go – że po zakoń­cze­niu ziem­skie­go życia nie będzie musiał być cie­niem w Hade­sie. Zamiast tego jako krew­ny Zeu­sa uda się na Pola Eli­zej­skie. Brzmi nie­źle. Kło­pot pole­ga na tym, że Pola Eli­zej­skie wyglą­da­ją dokład­nie tak, jak wyspa Kalip­so, a w isto­cie nie­po­ko­ją­co przy­po­mi­na­ją kra­inę zja­da­czy lotosu:

Lecz, Mene­la­ju, Zeu­sa kochan­ku, dla ciebie
Śmier­ci wyro­ku nie ma w Argos koniorodnym.
Bogo­wie cię sie­dli­skiem kie­dyś uczczą godnym:
Poślą na kra­niec zie­mi, w Eli­zej­skie Pola,
Gdzie rudy Rada­man­tys miesz­ka. Tam cię dola
Cze­ka bło­ga: bo życie lek­ko tam upływa,
Nigdy śnie­gu, zamie­ci, nawał­nic nie bywa;
Cią­gle miły tam Zefir dmu­cha od zachodu,
Oce­an go posy­ła; w skwar uży­cza chłodu.
Tam pój­dziesz, bo Hele­na jest mał­żon­ką twoją;
O cie­bie, zię­ciu Zeu­sa, bogi bar­dzo sto­ją (Ody­se­ja IV, 531–541).

Jeśli zatem Pola Eli­zej­skie są tak wspa­nia­łe, to Ody­se­usz powi­nien być zachwy­co­ny, że dotarł do nich tak szyb­ko. Zamiast tego spę­dza dnie pła­cząc – choć w nocy, dodaj­my dla uspo­ko­je­nia, postę­pu­je jak każ­dy nor­mal­ny śmier­tel­nik, czy­li znaj­du­jąc pocie­sze­nie w obję­ciach Kalip­so. Smu­tek i depre­sja naj­wy­raź­niej nie osła­bia­ją libido.

Oto pierw­sza zagad­ka. Ody­se­usz jest w Home­ro­wym raju. Dla­cze­go więc jest tak nieszczęśliwy?

Zagad­ka ta wpra­wia w zakło­po­ta­nie, ale jest niczym w porów­na­niu z dru­gą. Otóż Pene­lo­pa jest kobie­tą w śred­nim wie­ku, ma oko­ło czter­dzie­stu lat – nie jest sta­ra, na pew­no nie we współ­cze­snym rozu­mie­niu, ale nie jest też już młód­ką. Wkro­czy­ła zapew­ne w okres prze­kwi­ta­nia albo nie­ba­wem weń wkro­czy – i trud­no uznać ją za ślicz­not­kę. A jed­nak ponad stu ksią­żąt (według moich obli­czeń stu sie­dem­na­stu), mło­dych na tyle, że mogli­by być jej syna­mi, zale­ca­ło się do niej przez trzy lata, prze­sia­du­jąc w jej pała­cu, jedząc i pijąc jej zapa­sy, pod­czas gdy czas pły­nął nie­ubła­ga­nie. Wyobraź sobie, że jesteś mło­dzień­cem w wie­ku mię­dzy osiem­na­stym a dwu­dzie­stym czwar­tym rokiem życia. Pomyśl o mat­ce jed­ne­go z two­ich przy­ja­ciół. Wyobraź sobie, że ze wszyst­kich kobiet na świe­cie to wła­śnie ją pra­gniesz pojąć za żonę – a nie jedy­nie za nauczy­ciel­kę piesz­czot w sty­lu pani Robin­son z fil­mu Absol­went. A teraz pomyśl, że wszyst­ko to dzie­je się w świe­cie, w któ­rym dzie­ci – zwłasz­cza syno­wie – są znacz­nie waż­niej­sze niż w naszej kulturze.

Kie­dy prze­by­wa­ją­cy w kra­inie umar­łych Achil­les sły­szy, że jego syn Neo­p­to­le­mos stał się wiel­kim wojow­ni­kiem, przez chwi­lę godzi się nawet z wła­sną śmier­cią, któ­rą uwa­ża za coś gor­sze­go od bycia nie­wol­ni­kiem – jego kro­ki są lek­kie, gdy zosta­wia Ody­se­usza, któ­ry przy­niósł mu tę wiadomość:

Rze­kłem, a duch Achil­la, ajac­kie­go księcia,
Na asfo­de­lu mrocz­ną łąkę się oddalił,
Ura­do­wan, żem syna męstwo tak wychwa­lił (XI, 518–520).

Tak więc poślu­bia­jąc Pene­lo­pę, nie­mal na pew­no pozba­wiasz się dzie­ci, dziel­nych i wspa­nia­łych synów. Co na świe­cie mogło­by powe­to­wać taką stra­tę? A poza tym, dla­cze­go zalot­ni­cy poja­wia­ją się dopie­ro po sie­dem­na­stu latach i dla­cze­go, kie­dy już się zja­wia­ją, wszy­scy są tacy mło­dzi? Dla­cze­go nikt z rówie­śni­ków Pene­lo­py nie uwa­ża jej za atrakcyjną?

Kie­dy Ody­se­usz był w wie­ku swo­je­go syna Tele­ma­cha – czy­li w wie­ku zalot­ni­ków Pene­lo­py – nie roz­glą­dał się z towa­rzy­sza­mi za kobie­tą, któ­ra mogła­by być jego mat­ką i żoną inne­go męż­czy­zny. Przy­go­to­wy­wał się do wypra­wy pod Tro­ję, aby zdo­być sła­wę wojow­ni­ka, któ­ry już za życia sta­nie się boha­te­rem opo­wie­ści i pie­śni. I uda­je mu się to: wszak kie­dy Ody­se­usz myje się na brze­gu wyspy Feaków, ci śpie­wa­ją wła­śnie o Troi.

Porów­naj­my Ody­se­usza z zalot­ni­ka­mi, a tak­że z jego wła­snym synem, pod jesz­cze innym wzglę­dem. Otóż nigdy nie usły­sze­li­by­śmy o zalot­ni­kach i o Tele­ma­chu, gdy­by Ody­se­usz nie zabił pierw­szych i nie począł dru­gie­go. W prze­ci­wień­stwie do nie­go, nie sta­no­wią oni odpo­wied­nie­go tema­tu dla poezji hero­icz­nej. Roz­waż­my kon­kurs, w któ­rym Pene­lo­pa wzy­wa zalot­ni­ków, aby nacią­gnę­li łuk Ody­se­usza. W żaden spo­sób nie potra­fią oni spro­stać temu zada­niu. Ody­se­usz nie tyl­ko umie nacią­gnąć łuk, ale tak­że wypusz­cza z nie­go strza­łę, któ­ra prze­la­tu­je przez otwo­ry usta­wio­nych w sze­re­gu topo­rów. On jest boha­te­rem, oni jedy­nie chcą nimi być.

Kim jest Ody­se­usz? Jest wiel­kim wojow­ni­kiem i nie­zwy­kle pomy­sło­wym czło­wie­kiem – tym, któ­ry oca­lał. Jest inte­li­gent­ny, prze­bie­gły i roz­waż­ny jak Ate­na. Z uwa­gi na te cechy Ate­na, bogi­ni inte­li­gen­cji, jest jego opie­kun­ką, podob­nie jak jest opie­kun­ką Pene­lo­py. Ody­se­usz lubi wal­czyć i uczest­ni­czyć w grach opar­tych na rywa­li­za­cji, a tak­że uczto­wać z przy­ja­ciół­mi i słu­chać bar­dów śpie­wa­ją­cych o wiel­kich bitwach i wojow­ni­kach. Lubi opo­wia­dać histo­rie podob­ne do tych, któ­re po czę­ści skła­da­ją się na Ody­se­ję. Oto, kim jest. Nie być tym, kim jest, ozna­cza dla nie­go nie być wca­le – śmierć spo­łecz­na jest dla nie­go rów­nie zła, jak rzeczywista.

Zagro­że­nie, jakie sta­no­wi dla Ody­se­usza utra­ta toż­sa­mo­ści, widać naj­le­piej pod­czas jego spo­tka­nia z Cyklo­pem. Aby oca­lić sie­bie i swo­ich ludzi, Ody­se­usz przed­sta­wia mu się jako Nikt. Ale kie­dy poko­nał już Cyklo­pa, nie może się powstrzy­mać i wyja­wia mu swo­je praw­dzi­we imię. Dzię­ki temu i ten triumf zosta­nie mu przypisany:

Cyklo­pie! Jeśli kie­dy czło­wiek (co być może)
Spy­ta cię, kto ci oko wybił, kto tak sprawny,
Powiedz mu: Ody­se­usz, gro­do­bur­ca sławny,
Co miesz­ka na Ita­ce, oka mnie pozba­wił! (IX, 526–529)

Ryzy­ko, jakie podej­mu­je Ody­se­usz, wyja­wia­jąc swo­ją toż­sa­mość, jest ogrom­ne, ponie­waż Posej­don, ojciec Cyklo­pa, sta­je się wsku­tek tego wro­giem Ody­se­usza i przez dzie­sięć lat unie­moż­li­wia mu powrót do domu. Jed­nak groź­ba utra­ty toż­sa­mo­ści jest sto­kroć gor­sza i dla­te­go Ody­se­usz nie może znieść, że jest Nikim – nawet przez te kil­ka minut, któ­re pozwo­li­ły­by mu na bez­piecz­ną ucieczkę.
Cyklop jest tyl­ko szcze­gól­nie wyra­zi­stym przy­kła­dem ogól­niej­szej praw­dy doty­czą­cej przy­gód Ody­se­usza od momen­tu opusz­cze­nia Troi do momen­tu opusz­cze­nia Kalip­so. Kir­ke, któ­ra zamie­nia ludzi w świ­nie; zja­da­cze loto­su, któ­rzy spra­wia­ją, że ludzie zapo­mi­na­ją o swo­ich domach i o tym, kim są; Hades, w któ­rym zmar­li cie­szą się pół-życiem – wszyst­ko to są zagro­że­nia dla toż­sa­mo­ści, róż­ne for­my śmier­ci za życia.

Czy takim zagro­że­niem jest rów­nież sama Kalip­so? Naj­pierw zasta­nów­my się nad miej­scem, któ­re zamiesz­ku­je. Ogy­gia leży tak dale­ko od utar­tych szla­ków, że nikt tam nie docie­ra. Ody­se­usz jest pierw­szym czło­wie­kiem, któ­ry, jak się zda­je, kie­dy­kol­wiek przy­bił do jej brze­gów. (Nic dziw­ne­go, że Kalip­so chce go zatrzy­mać na zawsze!). Kon­se­kwen­cją – że tak powiem – ode­rwa­nia Ogy­gii od praw­dzi­we­go świa­ta jest to, iż nie ma tam nic, co nada­wa­ło­by życiu war­tość. Nie ma tam wiel­kich uczt i bar­dów – ani wojen ani spor­tów, któ­re mogli­by opie­wać. A to są prze­cież naj­lep­sze rze­czy w życiu. Po opusz­cze­niu Kalip­so Ody­se­usz mówi Feakom:

Do wiel­kich też roz­ko­szy życia ja to liczę,
Gdy u ludu tchnie szczę­ściem weso­łe oblicze,
Gdy w zam­ku godow­ni­ków zasia­da rząd długi
I słu­cha dźwię­ku gęśli, a krę­cą się sługi
Z mię­si­wa­mi i chle­bem, a leją cześniki
Z kru­żów wino, roz­no­sząc mię­dzy biesiadniki.
Ma to dla mnie, jak rze­kłem, powab nie­zrów­na­ny (IX, 5–11).

Zagro­że­nie, jakim jest dla Ody­se­usza Kalip­so, a zara­zem powód, dla któ­re­go Ody­se­usz opi­su­je ją jako nie­bez­piecz­ną nim­fę, doty­czy jego toż­sa­mo­ści – uosa­bia ona moż­li­wość utra­ty świa­ta, któ­ry nada­je jego życiu sens i czy­ni je real­nym. Życie wiecz­ne i mło­dość, któ­re Kalip­so ofe­ru­je, mają zbyt wyso­ką cenę. Być Nikim na zawsze to śmierć za życia. Ano­ni­mo­wy seks, choć­by i z nim­fą, nie jest w sta­nie tego wyna­gro­dzić. I cho­ciaż Kalip­so i Ody­se­usz co noc przez sie­dem lat (czy­li oko­ło dwa i pół tysią­ca razy) zaży­wa­li roz­ko­szy łoż­ni­cy, nie mają dzie­ci. Brak potom­stwa sygna­li­zu­je brak przy­szło­ści, a wraz z tym brak histo­rii. Wła­śnie dla­te­go Ody­se­usz pła­cze na Ogy­gii i nie może się docze­kać wyjaz­du. Chce odzy­skać swo­je życie.

Na pozór nie­zro­zu­mia­ły stan Ody­se­usza – brak szczę­ścia w Home­ro­wym raju – potę­gu­je w epo­sie dziw­na natu­ra samej Ogy­gii jako wyspy nie­rze­czy­wi­stej. Doty­czy to zresz­tą wszyst­kich miejsc, któ­re Ody­se­usz odwie­dza po dro­dze. Nie wędru­je on w real­nej prze­strze­ni, ponie­waż w trak­cie swo­ich podró­ży tak napraw­dę nie jest sobą. Ta pozor­nie dziw­na for­ma utwo­ru – jak czę­sto zwra­ca się uwa­gę – w któ­rej rze­czy­wi­stość i magia prze­pla­ta­ją się ze sobą, w grun­cie rze­czy wca­le nie jest dziw­na, lecz koniecz­na ze wzglę­du na opo­wia­da­ną w dzie­le histo­rię. Mamy więc roz­wią­za­nie jed­nej z zaga­dek, o któ­rych wyżej wspomniałem.

Kie­dy Ody­se­usz opusz­cza Kalip­so i zaczy­na podró­żo­wać w kie­run­ku rze­czy­wi­sto­ści, któ­rą jest Ita­ka, zawi­ja naj­pierw do na poły tyl­ko real­nej kra­iny Feaków (stat­ki faeac­kie, przy­kła­do­wo, są samo­ste­row­ne, ale pły­wa­ją do real­nych miejsc). Tam w pie­śniach bar­da Demo­do­ku­sa spo­ty­ka swo­je praw­dzi­we ja i zaczy­na odzy­ski­wać wła­sną tożsamość:

Jam jest Odys Laer­tyd, z for­te­lów mych znany,
U ludzi pod nie­bio­sa pra­wie wysławiany.
Miesz­kam zaś na Ita­ce jasnej […] (IX, 19–21).

Chwa­ła Ody­se­usza się­ga pod nie­bio­sa – to praw­da. Ale zara­zem docie­ra ona do roz­ma­itych pod­nieb­nych kra­in. I na tym pole­ga roz­wią­za­nie dru­giej zagadki.

Tak jak ja i moi rówie­śni­cy dora­sta­li­śmy słu­cha­jąc opo­wie­ści o dru­giej woj­nie świa­to­wej oraz o jej dobrych i złych boha­te­rach, tak Tele­mach i będą­cy jego rów­no­lat­ka­mi zalot­ni­cy wycho­wy­wa­li się, słu­cha­jąc opo­wie­ści o woj­nach tro­jań­skich i ich boha­te­rach – Achil­le­sie, Ajak­sie, Aga­mem­no­nie i, oczy­wi­ście, Ody­se­uszu. Ileż razy musie­li sły­szeć, jak bar­do­wie opie­wa­ją tych wiel­kich ludzi. Jak moc­no musia­ły pobu­dzać ich wyobraź­nię opo­wie­ści o boha­ter­skich pod­bo­jach owych mężów. Jak bar­dzo musie­li chcieć się do nich upodob­nić – wię­cej, stać się nimi. Takie, jak myślę, jest suge­ro­wa­ne w Ody­sei wyja­śnie­nie mło­de­go wie­ku zalot­ni­ków i pożą­da­nia, jakie budzi w nich Pene­lo­pa. Są mło­dzi, ponie­waż nale­żą do następ­ne­go poko­le­nia – do poko­le­nia tych, któ­rzy nie wal­czy­li w woj­nach tro­jań­skich. Pożą­da­ją zaś Pene­lo­py, ponie­waż jest żoną Ody­se­usza. Pra­gną jej, gdyż posiąść ją ozna­cza stać się jak Ody­se­usz, wcie­lić się w jego rolę i żyć jego życiem. Samo prze­by­wa­nie w jej pobli­żu, a nawet w pobli­żu tyl­ko pała­cu Ody­se­usza, przy­bli­ża ich do reali­za­cji tego marze­nia. Pozo­sta­ją w domu Ody­se­usza, ponie­waż pozwa­la im to zacho­wać ich toż­sa­mość, któ­rą kształ­tu­je pra­gnie­nie bycia jak Odyseusz.

Wska­zu­je na to zwłasz­cza nastę­pu­ją­cy dziw­ny moment. Oto Ate­na przy­by­ła na Ita­kę w prze­bra­niu, aby skło­nić Tele­ma­cha, by dowie­dział się cze­goś o swo­im ojcu. Pyta go, czy napraw­dę jest synem Ody­se­usza, a w odpo­wie­dzi słyszy:

Dowiedz się, gościu, z ust mych praw­dy bez ogródki:
Że on jest ojcem moim, tak mat­ka powiada.
Ja nie wiem. Tej pew­no­ści nikt z nas nie posia­da (I, 236–238, pod­kre­śle­nie dodane).

Ta nie­pew­ność doty­czy wła­snej war­to­ści. Czy Tele­mach jest wystar­cza­ją­co god­ny, aby być synem Ody­se­usza? Jest to pyta­nie, któ­re musie­li zada­wać sobie wszy­scy zalot­ni­cy: „Jeśli mogę zdo­być Pene­lo­pę, to dorów­nu­ję Ody­se­uszo­wi; to jestem tak dobry, jak ludzie z poko­le­nia moje­go ojca; jestem synem moje­go ojca; jestem mężczyzną”.

Dziw­ny por­tret samej Pene­lo­py tyl­ko to potwier­dza. Anti­no­us, jeden z głów­nych zalot­ni­ków, opi­su­je jej wygląd w spo­sób następujący:

Bo jeśli ma nas dłu­go trzy­mać w poniewierze
I liczyć na swój dow­cip, dany od Pallady,
Two­rze­nia ślicz­nych tka­nin, wybie­gów i zdra­dy,
O czym-to nie sły­sza­no nigdy za lat dawnych,
Acz w Achai bywa­ło tyle nie­wiast sławnych:
Taka Alk­men i Tyro, więc Myke­ne cudna —
Wżdy żad­na tak w swej sztu­ce nie była obłudna
Jak Pene­lo­pa. Chy­trość naba­wi ją szko­dy,
Bo póty łupić będziem twe mie­nie i trzody,
Dopó­ki nie prze­sta­nie trwać w swo­im uporze,
Jakim ją nie­bo natchło […] (II, 99–109, pod­kre­śle­nie dodane).

Nie są to z pew­no­ścią cechy, któ­re roz­pa­li­ły­by namięt­ność nor­mal­ne­go mło­dzień­ca. Jego uwa­gę powin­ny przy­kuć raczej dary Afro­dy­ty niż dary Ate­ny. Ale zauważ­my, jak bar­dzo opis ten upo­dab­nia Pene­lo­pę do Ody­se­usza. Rów­nie spraw­nie radzi sobie ona z czyn­no­ścia­mi kobie­cy­mi, jak on z męski­mi. Tym, co zalot­ni­cy podzi­wia­ją w Pene­lo­pie i cze­go w niej pra­gną, jest jej podo­bień­stwo do Ody­se­usza. To on jest praw­dzi­wym (choć nie­uświa­do­mio­nym) przed­mio­tem ich miło­ści ero­tycz­nej, któ­ry ule­ga tu prze­miesz­cze­niu na oso­bę Penelopy.

Zalot­ni­cy bawią się w bycie Ody­se­uszem, ale robią to w praw­dzi­wym świe­cie, w któ­rym ist­nie­ją tacy męż­czyź­ni, jak Ody­se­usz. Na tym pole­ga nie­bez­pie­czeń­stwo ich fan­ta­zji i ich błąd. Kie­dy Ody­se­usz wra­ca do domu i w peł­ni odzy­sku­je swo­ją toż­sa­mość, fan­ta­zja się koń­czy, a strasz­na rze­czy­wi­stość – w posta­ci praw­dzi­we­go Ody­se­usza – nisz­czy ich doszczęt­nie, obna­ża­jąc ich praw­dzi­we obli­cze. Tak napraw­dę zalot­ni­cy są tyl­ko cie­nia­mi Ody­se­usza. Ich kara, na pozór tak suro­wa, jest karą, któ­rą rze­czy­wi­stość wymie­rza fantastom.

Toż­sa­mość Ody­se­usza w Ody­sei to słoń­ce, wokół któ­re­go obra­ca się cała resz­ta. Ale nie jest to toż­sa­mość, któ­rą samo dzie­ło potwier­dza czy bez­kry­tycz­nie akcep­tu­je. Zamiast tego, podob­nie jak w Ilia­dzie, Homer kre­śli wyraź­ny obraz ide­ału hero­icz­ne­go. Ody­se­usz uda­je się do Troi, aby uka­rać Pary­sa za porwa­nie Hele­ny. Wyru­sza więc tam w obro­nie domu i rodzi­ny. W tym celu musi jed­nak pozo­sta­wić swój dom i rodzi­nę bez obro­ny. A zatem to powrót do domu sta­je się jego nowym celem. Kry­je się w tym myśl, że boha­ter nie pasu­je do domu, a cel, jakim jest powrót do domu, nie pasu­je do boha­te­ra. Powrót Ody­se­usza dobrze to una­ocz­nia. Wra­ca on bowiem nie po to, by prze­isto­czyć się w sta­tecz­ne­go pana domu, ale po to, by stać się ponow­nie wojow­ni­kiem i bro­nić pała­cu – tak, jak kie­dyś znisz­czył pałac Pria­ma, i z tego same­go powo­du. Potem będzie musiał zno­wu udać się w dro­gę, podró­żu­jąc tak dale­ko od morza, że jego wio­sło zosta­nie wzię­te za wie­ja­dło; docie­ra­jąc tam, gdzie nikt nigdy nie sły­szał o morzu ani o grec­kiej flo­cie, któ­ra popły­nę­ła pod Tro­ję; wędru­jąc w tak odle­głe stro­ny, że nawet Ody­se­usz będzie tam Nikim. Dopie­ro na koniec będzie mógł wró­cić do domu i doko­nać żywota.

Epos Home­ra uczy nas, że życie nie ma osta­tecz­ne­go celu. Cele, któ­re sobie wyobra­ża­my – Pola Eli­zej­skie, Hades, nie­bo, dom – nie dają nam tego, cze­go, jak sądzi­my, pra­gnie­my: nie kła­dą kre­su naszym bolącz­kom, zma­ga­niom i wal­kom. Homer uczy nas, że tym, cze­go tak napraw­dę chce­my, pra­gnąc owych Pól Eli­zej­skich, Hade­su, nie­ba, domu, jest po pro­stu śmierć w jed­nej z jej wie­lu posta­ci. I na ostat­ku na pew­no ją znaj­dzie­my. Przy odro­bi­nie szczę­ścia, gdy będzie­my już sta­rzy i sław­ni, oto­cze­ni rodzi­ną i przy­go­to­wa­ni – zgod­nie z obiet­ni­cą daną Ody­se­uszo­wi przez bogów.

Prze­ło­żył Łukasz Libowski

Sex and Death in Homer, „Aeon Maga­zi­ne”, 16 lute­go 2017, https://aeon.co/essays/unveiling-the-erotic-mysteries-at-the-heart-of-homers-odyssey. Prze­kład za zgo­dą Auto­ra. Wszyst­kie cyta­ty z Ody­sei Home­ra w prze­kła­dzie Lucja­na Siemieńskiego.


C.D.C. Reeve – Pro­fe­sor filo­zo­fii Uni­ver­si­ty of North Caro­li­na, Cha­pel Hill, wybit­ny znaw­ca sta­ro­żyt­nej filo­zo­fii grec­kiej, autor m.in. Love’s Con­fu­sions (Harvard 2005), Action, Con­tem­pla­tion, and Hap­pi­ness: An Essay on Ari­sto­tle (Harvard 2012), Blind­ness and Re-Orien­ta­tion: Pro­blems in Plato’s Repu­blic (Oxford, 2012) oraz Ari­sto­tle on Prac­ti­cal Wis­dom: Nico­ma­che­an Ethics Book VI (Harvard, 2013).

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

3 komentarze

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy