Aktualności Jednodniówka

Filozofuj! na temat imigrantów #3 – Jacek Hołówka: Więcej roztropności w sprawie imigrantów!

Niesienie pomocy uchodźcom musi wyglądać inaczej niż obecnie. Trzeba zrozumieć problem, jego źródło i myśleć o konsekwencjach swoich działań. Tymczasem medialny szum wokół uchodźców utrudnia jasne myślenie.

Kliknij, aby pobrać plik pdf numeru:

Zachę­camy do dyskusji na tem­at numeru pod tek­stem tego wpisu lub na naszym fanpage’u.


Pyta­nia do dyskusji:

1. Jaka jest funkc­ja mediów w demokraty­cznym społeczeńst­wie? Czy moż­na powiedzieć, że media zawsze muszą rzetel­nie infor­mować o zdarzeni­ach społecznych? A może cza­sa­mi celem moc­niejszego zmo­ty­wowa­nia ludzi do dzi­ała­nia media mogą nieco „pod­kolorować” opisy­waną rzeczy­wis­tość?
2. Czy społeczeńst­wa zachod­nie przyj­mu­jące uchodźców mają pra­wo wyma­gać od tych drugich pewnego stop­nia asymi­lacji? Na czym miała­by ona pole­gać?
3. Co sądzisz o twierdze­niu auto­ra, że należy usunąć auto­ry­tarne reżimy, przed który­mi ucieka­ją uchodź­cy, nawet jeśli oznacza­ło­by to konieczność wprowadzenia na miejsce tych reżimów „pewnej wer­sji światłego neokolo­nial­iz­mu”?


 

W co tu wierzyć?

Dynam­iczne dzi­en­nikarst­wo, które nas ter­az ze wszys­t­kich stron ataku­je, to wiel­ki wróg jas­nego myśle­nia. Oczy­wiś­cie nie chce­my, by w obozach prze­jś­ciowych całe rodziny marzły i zamartwiały się o swój los. Porusza nas widok dziec­ka, które utonęło, bo wypadło z łodzi. Ale jed­nocześnie słyszymy, że ojciec nie pil­nował go jak należy, bo chci­ał popłynąć do Kanady i wyreper­ować sobie zęby. Wierzyć czy nie wierzyć? Czy to jak­iś kseno­fob zmyślił tę his­torię, czy tylko ktoś ją lekko ubar­wił, ale jest prawdzi­wa? To straszne kpić z człowieka, który właśnie stracił syna. Ale z drugiej strony, czy ojciec dbał o niego jak należy i czy z myślą o jego przyszłoś­ci wziął go na prze­myt­niczy statek, decy­du­jąc się na podróż nie wiado­mo dokąd i po co? Bezład­nie przele­wa­jące się stru­mie­nie des­per­atów same zde­cy­dowały zdać się na przy­padek, nieporozu­mienia i pomył­ki życiowe. Być może życie w Syrii czy w Afgan­istanie jest już nie do wytrzy­ma­nia, ale czy ucieka­ją ci, którym jest tam naj­gorzej? Trud­no w to uwierzyć i nie wystar­czy współczu­cie, by ten prob­lem zrozu­mieć. Trze­ba się raczej dowiedzieć, czego przy­bysze oczeku­ją.

Nieste­ty oni sami tego nie wiedzą. Nie wyjaś­nia ich oczeki­wań trans­par­ent trzy­many przez jakieś dziecko: „Chce­my do Niemiec”. To dziecko nie rozu­mie, o co prosi. Sta­je przed fotografem namówione przez rodz­iców. Cofnąć się nie może. Jego prag­nie­nie jest szczere, ale cią­gle dziecinne. Ta dziew­czyn­ka nie myśli o tym, że zostanie muzuł­manką w kra­ju protes­tanckim i agnos­ty­ckim. To praw­da, że będzie miała wiele szans, których w jej ojczyźnie nie było. Ale czy pójdzie do dobrej szkoły? Czy będzie kiedyś dobrze zara­bi­ać? Czy wyjdzie za mąż tak, jak zechce? Czy raczej będzie musi­ała zamieszkać w muzuł­mańskiej częś­ci jakiegoś obu­mier­a­jącego mias­ta, opiekować się rodz­iną, którą zostaw­iła w starym kra­ju, i utrzymy­wać rodz­iców, którym nie będzie nawet przysługi­wać zasiłek dla bezro­bot­nych? Ktoś o tym wszys­tkim powinien za nią pomyśleć. Tylko nie wiado­mo, kto to zro­bi. Może nikt. I tu leży najważniejszy prob­lem: nie w skali exo­dusu, którego jesteśmy świad­ka­mi, lecz w tym, że nai­wni ludzie szuka­ją nie wiado­mo czego, a poli­ty­cy z dzi­en­nikarza­mi ręka w rękę gnębią ich oskarże­ni­a­mi o kseno­fo­bię albo snu­ją przed nimi jakieś bajkowe sce­nar­iusze inspirowane poprawnoś­cią poli­ty­czną.

Przesadzony optymizm

Niepotrzeb­nie porównu­je się obec­ny napływ arab­s­kich uchodźców do Europy z emi­gracją Europe­jczyków do Amery­ki w XIX wieku. Tu nie ma istot­nych podobieństw. Emi­grac­ja do Amery­ki była orga­ni­zowana przez prze­wod­ników, a nie prze­myt­ników. Ochot­ników pod­dawano selekcji. Podróż odby­wała się lin­iowy­mi statka­mi, a nie na tratwach. Przy­bysze mieli z góry umówioną jakąś pracę – niekiedy zmyśloną lub bard­zo źle płat­ną, ale nie jechali całkiem w ciem­no. Mogli liczyć na zatrud­nie­nie i zarobek, bo nie lądowali na kon­ty­nen­cie oga­r­nię­tym dość wysokim bezrobo­ciem. Wresz­cie USA od początku były kra­jem uciekinierów i prze­siedleńców, religi­jnym i kul­tur­owym tyglem, słabo zalud­nionym i mało troszczą­cym się o przy­byszów. Uto­pi­onych chłopców nikt nie liczył i nie pokazy­wał w telewiz­ji. W naszym przy­pad­ku wszys­tko jest inaczej. Uciekinierzy są głównie młody­mi mężczyz­na­mi. Pode­jrzenia, że mają skłon­ność do islam­skiego mis­jonarst­wa lub ter­ro­ryz­mu, są z pewnoś­cią prze­sad­zone – ale nie całkiem bezpod­stawne. Przy­puszczam, że to nie są ich obec­ne plany życiowe, ale pode­jrze­wam, że to są ich przyszłe poglądy. Tylko niewielkiej częś­ci uda się szy­bko zdobyć wyk­sz­tałce­nie i dobrze płat­ną pracę. Resz­ta szy­bko pow­ięk­szy liczbę niezad­owolonych oby­wa­teli państ­wa opiekuńczego z nos­tal­gią wspom­i­na­ją­cych swe dziecińst­wo w ciepłym i swo­jskim kra­ju. Ten schemat pow­tarzał się już wielokrot­nie. Każdy młody człowiek chce pod­bić świat swym tal­en­tem, odwagą i siłą. Niemal zawsze przekonu­je się, że jego młodzieńczy optymizm był grubo prze­sad­zony. Wtedy na powrót jest za późno, a dal­sze pró­by adap­tacji tylko zwięk­sza­ją frus­trację. Prze­siedleń­cy w lokalnej społecznoś­ci częs­to nie mogą znaleźć opar­cia i widzą, że ich ziomkowie boryka­ją się z podob­nym prob­le­ma­mi i już je uznali za nierozwiązy­walne. Cóż wtedy pozosta­je oprócz wal­ki z sys­te­mem? Być może dzisiejsi uchodź­cy są w więk­szoś­ci sym­pa­tyka­mi europe­jskiej trady­cji i kul­tu­ry. Ale jest dość praw­dopodob­ne, że po dziesię­ciu lat­ach staną się jej wroga­mi, rozczarowany­mi ideała­mi samostanowienia, demokracji i praw oby­wa­tel­s­kich.

Co więcej, nie wol­no nam zapom­i­nać, że na świecie od daw­na dzi­ała­ją liczne orga­ni­za­c­je pomo­cy uchodź­com. Dzi­ała­ją wol­no i na małą skalę, ale dzi­ała­ją dobrze. Relokac­ja nie może być zjawiskiem masowym. Trze­ba ją przy­go­tować i zor­ga­ni­zować. Te wszys­tkie insty­tuc­je są ter­az ośmieszane przez jakąś hur­tową akcję human­i­tarną. Z jed­nej strony mamy liczne rodziny, którym od kilku miesię­cy przy­go­towu­je się wyjazd do Francji, Pol­s­ki lub Niemiec, a z drugiej strony nagle pojaw­ia­ją się ludzie, którzy te wszys­tkie przy­go­towa­nia unieważ­ni­a­ją, ponieważ otwor­zono im szy­bką lin­ię prze­siedleńczą, dostęp­ną dla każdego, kto tylko popisze się brawurą, wsiądzie na przeład­owany statek i wylą­du­je na jakiejś wyspie greck­iej lub włoskiej, by ostate­cznie po kilku tygod­ni­ach osiedlić się wśród obcych, którzy byna­jm­niej nie oczeku­ją samozwańczych emi­grantów.

Drugiego Jackowa nie będzie

Powin­niśmy mieć na uwadze, że w Europie praw­dopodob­nie nie da się powtórzyć doświad­czenia amerykańskiego. W Warsza­w­ie ani w Berlin­ie nie pow­stanie dziel­ni­ca podob­na do Jack­owa w Chica­go, gdzie lekarz był Polakiem, rzeźnik był Polakiem, polic­jant był Polakiem i szkoła była pol­s­ka. Tak tam było, bo w Chica­go było wiele pra­cy, a mało robot­ników. W zakładach mięs­nych, met­alur­gicznych i tek­styl­nych moż­na było znaleźć zatrud­nie­nie bez trudu, i była to pra­ca dobrze płat­na. Warto było po nią pojechać za ocean. Nowy robot­nik nie zbi­jał ceny pra­cy, szy­bko się adap­tował i nie czuł się rozczarowany, bo był potrzeb­ny. Jego styl życia niczym się nie różnił od sty­lu życia lokalnych mieszkańców, najczęś­ciej też pochodzą­cych z Europy, mają­cych podob­ną religię, rodz­inę, ubranie i sza­cunek dla kobi­et. Z nowej emi­gracji do Europy nie pow­stanie Jack­owo, tylko rodzaj Harlemu nowo­jorskiego dla muzuł­manów. To będą ludzie bez pra­cy, bez dobrych szkół, bez lojal­noś­ci do kra­ju osiedle­nia i z dzi­wną mitologią na tem­at kra­ju pochodzenia.

Tylko jedno rozwiązanie

Co więc moż­na zro­bić? Skutecznie dzi­ałać może tylko jed­no rozwiązanie. Trze­ba odróżnić tych, którzy jadą do Europy, bo chcą być Europe­jczyka­mi, od tych, którzy jadą do Europy, bo chcą tu dobrze zara­bi­ać i tu krzewić swój styl życia. Pier­wszym trze­ba poma­gać, drugim nie. Nawet poprawność poli­ty­cz­na nie żąda tego, byśmy spon­sorowali enklawy muzuł­mańskie w Europie po to, by tu były. Amery­ka była gościn­nym kon­ty­nen­tem, bo była dość pustym teren­em. Oczy­wiś­cie ode­bra­no go Indi­anom, ale to inna sprawa, i nie na ter­az. Wystar­czy jed­nak uprzy­tom­nić sobie, że stworze­nie wspól­nej kul­tu­ry dla WASPs i Indi­an było niemożli­we, a nawet dla obu stron niepożą­dane. Podob­na sytu­ac­ja jest ter­az w Europie. Stworze­nie kul­tu­ry islam­sko-chrześ­ci­jańskiej, a tym bardziej islam­sko-agnos­ty­ck­iej, jest niemożli­we. Przy­bysze powin­ni rozu­mieć, że szuka­ją dla siebie miejs­ca na kon­ty­nen­cie, który ma sil­ną i uświę­coną przez trady­cję kul­turę, której nie zamierza­ją mody­fikować na życze­nie nowych mieszkańców. Kochamy Europę taką, jaka ona była, i nie chce­my, by nagle stała się zupełnie inna.

Pomoc dla uciekinierów musi wyglą­dać inaczej. Zagrożonych należy uwol­nić od auto­ry­tarnych reżimów, przed który­mi ucieka­ją. Nawet jeśli cena, jaką za ten ratunek trze­ba będzie zapłacić, obe­j­mu­je wprowadze­nie pewnej wer­sji światłego neokolo­nial­iz­mu na tere­nie ich kra­ju. I trze­ba patrzeć, jakie siły skła­ni­a­ją uciekinierów do porzuce­nia ojczyzny. Czy nie są to odle­gle skut­ki dzi­ała­nia jakiejś upada­jącej świa­towej potę­gi? To oczy­wiś­cie trud­no ustal­ić, bo nieszczęśli­wie pod tę deskrypcję pod­pada­ją i Ros­ja, i USA, i wal­czą­cy z resztą świa­ta islam.


Jacek Hołówka – Ur. w 1943 r. we Lwowie. Emery­towany pro­fe­sor Uni­w­er­syte­tu Warsza­wskiego. Obec­nie pro­fe­sor filo­zofii w Ped­a­gogium w Warsza­w­ie. Redak­tor „Przeglą­du Filo­zoficznego”. Zaj­mu­je się filo­zofią anal­i­ty­czną, moral­ną i poli­ty­czną. Hob­by: opera (sam nie śpiewa), kolarst­wo ama­torskie (jeździ).

Tekst w wer­sji pdf moż­na pobrać tutaj. Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.


Czy­taj także na ten tem­at:

#1 Peter Singer: Jak uniknąć kryzy­su wywołanego napły­wem uchodźców?

#2 Woj­ciech Żełaniec: Przyję­cie uchodźców:  miara i rac­ja


Zachę­camy do dyskusji na tem­at numeru pod tek­stem tego wpisu lub na naszym fanpage’u.


Pyta­nia do dyskusji:

1. Jaka jest funkc­ja mediów w demokraty­cznym społeczeńst­wie? Czy moż­na powiedzieć, że media zawsze muszą rzetel­nie infor­mować o zdarzeni­ach społecznych? A może cza­sa­mi celem moc­niejszego zmo­ty­wowa­nia ludzi do dzi­ała­nia media mogą nieco „pod­kolorować” opisy­waną rzeczy­wis­tość?
2. Czy społeczeńst­wa zachod­nie przyj­mu­jące uchodźców mają pra­wo wyma­gać od tych drugich pewnego stop­nia asymi­lacji? Na czym miała­by ona pole­gać?
3. Co sądzisz o twierdze­niu auto­ra, że należy usunąć auto­ry­tarne reżimy, przed który­mi ucieka­ją uchodź­cy, nawet jeśli oznacza­ło­by to konieczność wprowadzenia na miejsce tych reżimów „pewnej wer­sji światłego neokolo­nial­iz­mu”?

Najnowszy numer można nabyć od 13 grudnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy