Artykuł Etyka Filozofia religii Historia filozofii starożytnej

Lucjusz Anneusz Seneka: Opatrzność i zło

Seneka opatrznosc
Seneka to najwybitniejszy filozof okresu cesarstwa rzymskiego. W historii zapisał się jako konsul, a także wychowawca Nerona. Zginął śmiercią samobójczą, zmuszony do odebrania sobie życia przez swego dawnego wychowanka. Od czasów starożytnych toczy się spór o to, czy życie Seneki – człowieka zamożnego, zaangażowanego w politykę – da się pogodzić z filozofią stoicką. Poniższy fragment dzieła O Opatrzności jest próbą wyjaśnienia tego, jak w świecie, który jest na wskroś racjonalny, może istnieć zło. Seneka waha się w tym dziele między dwiema odpowiedziami: jedną głoszącą, że nieszczęścia, jakie spadają na ludzi dobrych, dają im sposobność do wypróbowania własnej cnoty, i drugą mówiącą, że człowieka dobrego nie może spotkać żadne nieszczęście, ponieważ zawsze zachowuje on kontrolę nad własną wolą.

Tekst ukazał się w Sokrates i syreny. 55 podróży filozoficznych po świecie podksiężycowym i nadksiężycowym, s. 161–163. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Do niczego przymuszany nie jestem, niczego nie cierpię wbrew woli. Jestem nie sługą, lecz przyjacielem Boga, tym bardziej – gdy wiem, że wszystko się dzieje zgodnie z nieodmiennym i raz na wielki ustanowionym prawem. Wiodą nas losy, a długość życia odmierzyły każdemu już w pierwszej godzinie poczęcia. Jedna przyczyna jest zależna od drugiej, a wszystkie sprawy, powszechne i jednostkowe, są wplecione w nieprzerwane pasmo wydarzeń. I dlatego niezłomnym duchem na wszystko trzeba się godzić, ponieważ wręcz inaczej niż sobie wyobrażamy, każda rzecz nie jest igraszką ślepego przypadku, ale następstwem przyczyny. Wszystkie nasze radości i smutki są dawno postanowione z góry i niezależnie od tego, jak wielka różnica zachodzi w życiu poszczególnych ludzi, ostatecznie w tym jednym wszyscy jesteśmy równi – krótkotrwali, krótkotrwałe dobra otrzymujemy. Dlaczego się oburzamy? Dlaczego się użalamy? Takie przecież jest prawo naszego istnienia. Niech sobie natura czyni jaki jej się podoba użytek z naszego ciała, a swojej własności, my jednak w każdym położeniu bądźmy radośni i odważni i miejmy to na uwadze, że nic z naszego nie ginie. Co jest zadaniem dobrego człowieka? Poddawać się losom. Wielką pociechę daje świadomość, że jesteśmy porwani tym samym prądem, co i reszta istot na świecie, oraz że niezależnie od tego, czym jest ta siła, która wyznacza nam takie życie i taką śmierć, w tę samą konieczność wprzęga i bogów. Niepowstrzymany nurt unosi zarówno sprawy boskie, jak i ludzkie. Wielki stwórca, władca wszechświata, sam wprawdzie napisał księgę przeznaczeń, ale też i stosuje się do nich. Raz jeden rozkazał, a wiecznie słucha rozkazu. – Ale dlaczego Bóg okazał się do tego stopnia niesprawiedliwy w rozdziale przeznaczeń, że dobrych skazał na ubóstwo, na rany i na bolesne przypadki śmierci? Dlatego że twórca nie może zmienić tworzywa. Takie jest twarde prawo, że pewnych właściwości nie da się od niektórych rzeczy odłączyć. Przywarły do nich, nierozerwalnie zrosły się z nimi. Słabe natury i skłonne do spania, a jeśli już do czuwania, to do takiego, które trudno odróżnić od drzemki, są utworzone z bezwładnych pierwiastków. Do ukształtowania dzielnego człowieka, którego imię samo nakazywałoby szacunek, potrzeba treściwej materii. Niegładka przed nim ściele się droga: raz musi wspinać się w górę, raz znowu zstępować na dół, i chociaż miotać nim będą bałwany, musi sterować okrętem na wzburzonym odmęcie, a na przekór zmienności losu trzymać się raz obranego kierunku. Wiele napotka przeszkód, wiele trudności, ale je wszystkie potrafi przełamać i przezwyciężyć. Probierzem złota jest ogień, a mocnych ludzi niedola. Spójrz, na jak zawrotne wyżyny wspiąć winna się cnota, a zrozumiesz, że nie wolno jej kroczyć drogą nie najeżoną niebezpieczeństwem. […] 

– Ale raz jeszcze: dlaczego Bóg dopuszcza, żeby na ludzi dobrych spadało coś złego? – Nieprawda, że Bóg dopuszcza. On tylko wszelkie zło od nich oddala, jak występki, haniebne uczynki, nikczemne myśli, grabieżcze zamiary, ślepą żądzę i chciwość, dybiącą na cudze mienie. On tylko samych ludzi strzeże i chroni. A może ktoś tego jeszcze będzie żądał od Boga, by miał w opiece toboły dobrych ludzi? To przecież oni sami zwalniają Boga z tej troski, gardząc tym, co zewnętrzne. Demokryt wyzbył się bogactw, ponieważ je uważał za uciążliwe brzemię dla duszy szlachetnej. I dlaczego się dziwisz, że Bóg również dozwala, aby dobremu człowiekowi stało się jakieś nieszczęście, którego niejeden dobry człowiek niekiedy wprost sobie życzy, by go spotkało? – Synów swych tracą dobrzy ludzie. – A co powiesz, jeśli ich sami niekiedy na śmierć skazują? – Na wygnanie pędzi się dobrych ludzi. – A co dopiero, jeżeli oni sami niekiedy porzucają ojczyznę, aby już więcej nigdy do niej nie wrócić? – Zabija się ich. – A co powiesz, jeżeli w pewnych okolicznościach sami śmierć sobie zadają? – Po co przechodzą tak ciężkie próby? – Po to, by również nauczyli innych, jak znosić te próby. Urodzili się, aby świecić przykładem. Wyobraź sobie, że Bóg przemawia następująco: „Jakiż powód macie do tego, aby się na mnie uskarżać, wy, którzy znajdujecie upodobanie w prawości? Innych otoczyłem złudnymi dobrami, a ich dusze uczyniłem jakby igraszką długiego i zwodniczego widziadła we śnie. Na zewnątrz przyozdobiłem ich złotem i srebrem, i kością słoniową, wewnątrz – ni śladu dobra. Ci, których uważasz za szczęśliwych, o ile tylko uważniej się przyjrzysz nie temu, co u nich rzuca się w oczy, lecz temu, co ukrywa się wewnątrz, zobaczysz, że są to istoty nędzne i nikczemne, ohydne, podobne do ścian, w ich domach, ozdobionych tylko od zewnątrz. Nie jest to żadne szczęście trwałe ani prawdziwe, jest tylko powłoką, cienką w dodatku. Ale niech tylko spadnie na nich jakieś nieszczęście, które rozwieje złudę i obnaży ich wnętrze, wtedy dopiero wychodzi na jaw, jak szkaradną i rzeczywistą ohydę osłaniały z zewnątrz zapożyczone blaski. Wam natomiast dałem dobra prawdziwe i trwałe, a im kto z nich czyni częstszy użytek, im kto z wszystkich stron je dokładniej obejrzy, tym drogocenniejsze i tym wspanialsze mu się wydadzą. Dałem wam możność gardzić wszystkim, co innych grozą przejmuje, i czuć obrzydzenie do żądzy. Nie jaśniejecie na zewnątrz, dobra wasze są zwrócone do wnętrza. Tak samo niebo w radosnym oglądaniu własnego przepychu gardzi wszystkim, co leży poza jego krańcami. Wszelkie dobro włożyłem we wnętrzu. Nie łaknąć szczęścia – to wasze szczęście”. – Po co jednak istnieje tak wiele smutków, tak wiele strachów, tak wiele trudnych do zniesienia przykrości? – „Otóż, ponieważ nie mogłem was uwolnić od tych doświadczeń, uzbroiłem waszego ducha przeciw nim wszystkim. Znoście statecznie. W tej tylko dziedzinie możecie przewyższyć samego Boga, że on jest poza granicą wszelkiej niedoli, wy – ponad niedolą”.

Przełożył Lech Joachimowicz


Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Najnowszy numer można nabyć od 2 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy