Artykuł Etyka

Torbjörn Tännsjö: Czy posiadanie dzieci jest moralnym obowiązkiem?

Wydaje się, że mamy moralny obowiązek pomnażać szczęście, a im więcej ludzi istnieje na świecie, tym pula szczęścia jest większa. Ale w takim razie czy nie mamy moralnego obowiązku zwiększać liczby istniejących ludzi, a w szczególności, czy nie jest naszym obowiązkiem mieć więcej dzieci? Torbjörn Tännsjö pomysłowo broni twierdzącej odpowiedzi na to pytanie. Poniżej przedstawiamy jego argument, który, jak każdy dobry paradoks, prowadzi od wiarygodnych przesłanek do zaskakującego wniosku. Czy w tym rozumowaniu da się wskazać błąd, czy też należy uznać prawdziwość wniosku? Oto wyzwanie, które, jak liczymy, rozpali umysłu filozofów w Światowym Dniu Dziecka.

Zapisz się do naszego newslettera

Down­lo­ad (PDF962KB)


Powi­nie­neś mieć dzie­ci. Nie dla ucie­chy, satys­fak­cji czy we wła­snym, ewo­lu­cyj­nie poję­tym inte­re­sie. Powi­nie­neś mieć dzie­ci, ponie­waż to twój moral­ny obowiązek.

Mój argu­ment na rzecz tej tezy jest bar­dzo pro­sty. Życie więk­szo­ści ludzi jest, ogól­nie bio­rąc, szczę­śli­we – ska­za­nie ich na wiecz­ne nie­ist­nie­nie było­by odmó­wie­niem im tego szczę­ścia. Ponie­waż uwa­żam, że naszym moral­nym obo­wiąz­kiem jest mak­sy­ma­li­zo­wa­nie sumy szczę­ścia w świe­cie, wszy­scy jeste­śmy zobo­wią­za­ni, by zalud­niać świat w takim stop­niu, w jakim jest to możliwe.

Powin­ni­śmy oczy­wi­ście zadbać o to, by nie prze­lud­nić pla­ne­ty i nie nara­zić na nie­bez­pie­czeń­stwo przy­szłych poko­leń. Ale na razie nam to nie gro­zi – przy­naj­mniej jeśli pora­dzi­my sobie z taki­mi naglą­cy­mi pro­ble­ma­mi, jak glo­bal­ne ocie­ple­nie. Póki co jeste­śmy etycz­nie zobo­wią­za­ni, by powo­ły­wać do ist­nie­nia tylu ludzi, ilu tyl­ko możemy.

Pomysł, by posia­da­nie dzie­ci uznać za nasz moral­ny obo­wią­zek, jest tak wyso­ce dys­ku­syj­ny, że zyskał w filo­zo­fii mia­no „odpy­cha­ją­ce­go wnio­sku”. Nie sądzę jed­nak wca­le, że jest on jakoś szcze­gól­nie odpychający.

Jesteśmy zobowiązani wobec ludzi, którzy jeszcze nie istnieją

Być może w tej chwi­li przy­cho­dzi ci do gło­wy taka myśl: „No pew­nie, im wię­cej szczę­ścia, tym lepiej, ale moral­ność doty­czy pomo­cy innym, a two­rze­nie ludzi to poma­ga­nie «ludziom», któ­rzy w ogó­le nie ist­nie­ją – w każ­dym razie jesz­cze nie ist­nie­ją”. Pogląd ten okre­śla­ny jest mia­nem aktu­ali­zmu. Tyl­ko rze­czy­wi­ste jed­nost­ki mają pra­wa. Dopó­ki zatem nie ist­nie­je aktu­al­na oso­ba, któ­ra może wnieść uza­sad­nio­ną skar­gę prze­ciw nasze­mu dzia­ła­niu, nie czy­ni­my nic złego.

Ozna­cza to, że nawet jeśli nie powo­łam do ist­nie­nia szczę­śli­wej jed­nost­ki – mimo że jestem w sta­nie to uczy­nić – nie pono­szę moral­nej winy. Hipo­te­tycz­na jed­nost­ka nie może wnieść żad­nej uza­sad­nio­nej skar­gi. To wiel­ka zale­ta aktu­ali­zmu: w jego świe­tle ludzie mogą w spo­sób cał­ko­wi­cie wol­ny decy­do­wać o tym, czy roz­mna­żać się, czy nie. Mój pogląd suge­ru­je, że jeste­śmy moral­nie zobo­wią­za­ni do posia­da­nia kolej­nych dzie­ci, nato­miast aktu­alizm pozo­sta­wia nam wol­ność wyboru.

Trud­no mi się zgo­dzić z aktu­ali­zmem. Wyobraź sobie przez chwi­lę, że histo­ria opi­sa­na w Księ­dze Rodza­ju jest praw­dzi­wa. Z per­spek­ty­wy aktu­ali­zmu Adam i Ewa mogli­by się wte­dy, w spo­sób moral­nie nie­na­gan­ny, powstrzy­mać od posia­da­nia dzie­ci, nawet jeśli pod­ję­cie przez nich takiej decy­zji zapo­bie­gło­by ist­nie­niu miliar­dów szczę­śli­wych ludzi!

A oto kolej­na kon­se­kwen­cja aktu­ali­zmu. Załóż­my, że mogę wybrać, czy będę mieć dziec­ko w wie­ku pięt­na­stu, czy trzy­dzie­stu pię­ciu lat. Jeże­li będę miał dziec­ko jako pięt­na­sto­la­tek, to w przy­szło­ści moje zarob­ki będą znacz­nie niż­sze, a moje dziec­ko pój­dzie do gor­szej szko­ły, będzie żyć w mniej ele­ganc­kiej dziel­ni­cy i w ogó­le będzie mu w życiu znacz­nie trud­niej. Jeśli będę miał je w wie­ku trzy­dzie­stu pię­ciu lat, będę w sta­nie sfi­nan­so­wać odpo­wied­nie stu­dia itd. Czy zro­bił­bym coś złe­go decy­du­jąc się na dziec­ko w wie­ku pięt­na­stu lat? Zgod­nie z rozu­mo­wa­niem aktu­ali­stów nie, ponie­waż nie ma niko­go, kto mógł­by zaskar­żyć moja decy­zje, a ist­nie­ją­ce dziec­ko jest szczę­śli­we, że tra­fi­ło na świat. Powo­łu­jąc je do ist­nie­nia, nie naru­szy­łem jego praw. Nato­miast hipo­te­tycz­ne dziec­ko, któ­re mia­ła­bym w wie­ku trzy­dzie­stu pię­ciu lat, nie ist­nie­je i nie może się skar­żyć. Nie może to być jed­nak praw­da. Jeśli to jedy­ne opcje, powi­nie­nem pocze­kać: świat, w któ­rym mam dziec­ko jako trzy­dzie­sto­pię­cio­la­tek, jest po pro­stu szczę­śliw­szy od tego, w któ­rym mam je w wie­ku pięt­na­stu lat.

Dlaczego świat, w którym byłoby o wiele więcej ludzi, nie byłby taki zły?

Myśl, jako­by ludzie byli moral­nie zobo­wią­za­ni do posia­da­nia jak naj­więk­szej licz­by dzie­ci, ma rady­kal­ne kon­se­kwen­cje. Naj­po­waż­niej­sza z nich jest ta, że świat, w któ­rym żyje wie­lu ludzi – dwa­dzie­ścia, pięć­dzie­siąt, czy nawet sto miliar­dów, przy czym życie każ­de­go z nich posia­da nie­wiel­ką war­tość – był­by lep­szy od świa­ta, w któ­rym jest na przy­kład dzie­sięć miliar­dów ludzi, za to nie­zmier­nie szczę­śli­wych. Nazwij­my te świa­ty, odpo­wied­nio, Wiel­kim Złym Świa­temMałym Szczę­śli­wym Świa­tem.

Wnio­sek ten może wyda­wać się absur­dal­ny. Oczy­wi­ście lepiej było­by żyć w świe­cie, w któ­rym każ­dy jest szczę­śli­wy, niż w takim, w któ­rym ludzie z tru­dem wią­żą koniec z końcem.

Wyobraź sobie, że koniec Małe­go Szczę­śli­we­go Świa­ta ozna­cza kres rodza­ju ludz­kie­go. Każ­dy osią­ga mak­sy­mal­na szczę­śli­wość, a następ­nie wszy­scy umie­ra­ją. Tym­cza­sem w Wiel­kim Złym Świe­cie ludz­kość trwa przez kolej­ne miliar­dy lat na pozio­mie, któ­ry nie jest może nad­zwy­czaj­ny, ale ich życie z pew­no­ścią war­te jest prze­ży­cia. Czy nie mie­li­by­śmy wte­dy poczu­cia, że ludzie z Małe­go Szczę­śli­we­go Świa­ta sta­ją się samo­lub­ni? Zamiast prze­dłu­żyć ist­nie­nie rodza­ju ludz­kie­go i zgo­dzić się na zwią­za­ne z tym poświę­ce­nie, opły­wa­ją w luk­su­sy, nie dając szan­sy innym. Trud­no zaprze­czyć, ze w ich postę­po­wa­niu jest coś nagannego.

Co wię­cej, trud­no sobie wyobra­zić, jak wyglą­dał­by Wiel­ki Zły Świat. Panu­ją­ce tam warun­ki mogły­by być jed­nak podob­ne do nasze­go. Życie to wzlo­ty i upad­ki. Być może bilans losu typo­we­go czło­wie­ka koń­czy się w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku tyl­ko odro­bi­ną dodat­nie­go szczę­ścia. Być może w przy­pad­ku wie­lu ist­nień wypa­da on na minus. Ale czy w takim razie Wiel­ki Zły Świat był­by aż tak zły, jak począt­ko­wo myśle­li­śmy? Nie­wy­klu­czo­ne, że zamiesz­ku­ją­cy go ludzie, zamiast żyć w skraj­nej bie­dzie i nędzy, żyją podob­nie do wie­lu zamoż­nych ludzi z boga­tych i roz­wi­nię­tych kra­jów. Trud­no sobie rów­nież wyobra­zić, jak wyglą­da­ło­by skraj­nie szczę­śli­we życie, bar­dziej szczę­śli­we niż nasze obec­ne. Może być tak, że róż­ni­ca mię­dzy mało war­to­ścio­wym a naj­szczę­śliw­szym moż­li­wym życiem nie jest aż tak duża.

Miej więcej dzieci!

Mamy obo­wią­zek zacho­wać ludz­kość w ist­nie­niu tak dłu­go, jak to moż­li­we i dopó­ty, dopó­ki życie jed­no­stek, któ­re powo­łu­je­my do ist­nie­nia, jest war­to­ścio­we. Decy­zje pro­kre­acyj­ne mają wymiar moral­ny. Powin­ni­śmy wie­dzieć, że dzię­ki nim mak­sy­ma­li­zu­je­my cało­ścio­wą sumę szczę­ścia. Roz­po­wszech­nio­ny pogląd, że w kwe­stii posia­da­nia dzie­ci mamy wol­ną rękę, ponie­waż nie ma niko­go, kto mógł­by zaskar­żyć naszą decy­zję, jest błędny.

Naszym obo­wiąz­kiem jest pod­ję­cie wszyst­kich nie­wy­ma­ga­ją­cych tru­du kro­ków zmie­rza­ją­cych do pro­kre­acji, jak zapi­sa­nie się do ban­ku sper­my czy posia­da­nie kolej­ne­go dziec­ka, o ile tyl­ko jeste­śmy w sta­nie zapew­nić mu opie­kę. Powin­ni­śmy oczy­wi­ście upew­nić się wcze­śniej, że przez nasze pro­kre­acyj­ne wybo­ry nie spra­wia­my, iż ist­nie­ją­ce życia tra­cą wszel­ką war­tość albo że życie, któ­re powo­łu­je­my do ist­nie­nia, nie jest war­te prze­ży­cia. W indy­wi­du­al­nych przy­pad­kach trud­no stwier­dzić, gdzie posta­wić gra­ni­cę. Pomi­mo tego, posia­da­nie więk­szej licz­by dzie­ci jest czę­sto wyraź­nie lepsze.

Prze­ło­ży­ła Bar­ba­ra Tryka


Tor­björn Tän­n­sjö – Pro­fe­sor filo­zo­fii prak­tycz­nej na Uni­wer­sy­te­cie Sztok­holm­skim, autor wie­lu publi­ka­cji z zakre­su filo­zo­fii moral­nej, filo­zo­fii poli­tycz­nej i ety­ki sto­so­wa­nej. Jego naj­now­sze książ­ki to Zro­zu­mieć ety­kęOdbie­rać życie: trzy teo­rie ety­ki zabi­ja­nia (obie wyda­ne przez Oxford Uni­ver­si­ty Press).

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska

Foto­gra­fia: Anneke

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

    • To swo­ją dro­gą, ale cał­kiem spo­ra licz­ba osób nie chce mieć dzie­ci wca­le i dzie­ci wca­le ich nie uszczę­śli­wią. A dzie­ci też będą nie­szczę­śli­we w takiej rodzinie.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy