Artykuł Filozofia przyrody

Zbigniew Wróblewski: Arka wyginięcia

Wrota do arki zostają zamknięte ryglami aksjomatów antynatalistycznych: asymetrii cierpienia i przyjemności, asymetrii życia (istnienia „ku śmierci”) i nieistnienia. Antynatalista wprowadził do niej ludzi, którzy dobrowolnie zrezygnowali z możliwości posiadania dzieci; paternalistycznie wprowadził także zwierzęta czujące, wiedząc lepiej od nich, że życie ich potomstwa nie jest warte życia.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2023 nr 6 (54), s. 24–25. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Antynatalizm ma uniwersalne oblicze: chodzi nie tylko o ograniczenie cierpień ludzkich przez rezygnację z wydawania nowego potomstwa na tym „padole jęku”, ale także o rezygnację ze sprowadzania na świat wszystkich innych istot czujących, a więc i zwierząt. Ewolucja jest ślepa, a jej wytwory są narażone na choroby, głód, ból, walkę, śmierć itd. Jeżeli istoty świadome mogą podejmować decyzję o zerwaniu tego łańcucha przymusu powoływania kolejnych pokoleń (przez świadome ograniczenie instynktu płodzenia), to mają moralny obowiązek to czynić: powinni ograniczyć cierpienie przyszłych istot czujących, nie powołując ich do istnienia. W przypadku istot, które w sposób pełny są zanurzone w mechanizmach biologicznych i nie mogą się same wyzwolić spod tego dyktatu ewolucyjnego i nie rozmnażać się, człowiek powinien wziąć na siebie ciężar zarządcy „imperatywu nie-istnienia”, podejmując działania ograniczające rozmnażanie czujących zwierząt dla dobra ich potencjalnego potomstwa, które lepiej, żeby nie zaistniało. Pamięta on oczywiście, że to on sam jest winien złu, jakiego doświadcza świat zwierząt: kryzysu ekologicznego, zaniku bioróżnorodności, zagrabianiu przestrzeni życiowej itd., i w związku z tym do tej arki wchodzi jako pierwszy. Kogo więc należy według niego wprowadzić jeszcze do arki wyginięcia, która odcina się od przyszłości pełnej cierpienia, wykorzystywania, niewolnictwa i w końcu śmierci? Zastanówmy się.

Przemysłowe hodowle i potencjalne cierpienia psów

W arce wyginięcia w pierwszej kolejności powinny znaleźć się zwierzęta udomowione (hodowlane i towarzyszące). Obrońcy praw zwierząt od dawna postulują likwidację hodowli przemysłowych, w których zwierzęta są narażone na różnorodne formy bólu związanego z nienaturalnymi warunkami życia i redukcją ich życia wyłącznie do przedmiotu konsumpcji. Gatunki „żywych artefaktów” – podpowiadają abolicjoniści prozwierzęcy – powinny być systematycznie wygaszane przez niedopuszczanie do rozmnażania (np. za pomocą sterylizacji). Zarządca arki może mimo uszu puścić uwagę, że redukcja gatunków hodowlanych może dokonywać się jedynie przez zadawanie cierpienia i stosowanie przymusu (instynkt płciowy jest bardzo silny). Weganie i wegetarianie podpowiadają łagodniejsze środki redukcji gatunków zwierząt hodowlanych i akcentują wpływ „moralnej” konsumpcji (zmniejszony popyt na mięso i produkty odzwierzęce) na rynek hodowlany. Teoretycznie, po odpowiednio długim czasie i determinacji bardzo wielu osób, w arce nie będzie już krów, kur, świń, owiec, indyków i sporej liczby innych gatunków pomimo kuszących propozycji ze strony welfarystów, że dołożą jeszcze więcej starań do zmniejszenia cierpienia i stworzenia lepszych warunków życia zwierzętom hodowlanym.

O ile wpuszczenie do arki wyginięcia świń i kur jest w zasięgu naszej wyobraźni moralnej (ruch wegetariański odpowiednio długo uwrażliwia nas na los zwierząt hodowlanych), o tyle zwierzęta domowe stwarzają trudniejszy problemem teoretyczny. Dlaczego nasze psy, koty, chomiki, papugi powinny tam trafić? Ich życie ma przecież często wysoką jakość (co prawda je także dopadają choroby i w końcu śmierć, ale możemy przyjąć, że w udane życie są wpisane również takie mało przyjemne elementy – jednak bilans jest na korzyść udanego życia). Konsekwentny zarządca arki będzie podkreślał, że – tak samo jak w przypadku człowieka – wysoka jakość życia nie zrównoważy potencjalnego cierpienia, które z pewnością się pojawi, a czego zwieńczeniem będzie śmierć. Moralnie odpowiedzialny właściciel domowego pupilka, biorąc sobie do serca moralne zasady antynatalisty, zdecyduje się na sterylizację i przerwie marsz kolejnych pokoleń po swoją porcję cierpienia. Na przestrzeni kilku pokoleń można by na tej drodze doprowadzić do zniknięcia wielu gatunków zwierząt domowych. W podobny nurt myślenia wpisują się także umiarkowane stanowiska postulujące nierozmnażanie zwierząt zagrażających człowiekowi (np. agresywne rasy psów) oraz zwierząt, których cechy fizjologiczne, anatomiczne, behawioralne przynoszą im ciągłe cierpienie (np. pekiń­czyk, mops, buldog).

Krew i pazury”

Na końcu kolejki do arki znajdują się zwierzęta dzikie. Ich los, wyznaczony przez „krew i pazury” procesów ewolucyjnych, jest naznaczony w sposób naturalny wszelkimi formami zła fizycz­nego. W porównaniu do zwierząt udomowionych zasadnicza różnica polega na ograniczonym wpływie człowieka na warunki ich życia (pomińmy zagadnienie presji antropogenicznej). Nawet gdyby gatunek Homo sapiens wyginął z powodu jakiejś katastrofy ekologicznej lub samoograniczenia rozmnażania (zostałby spełniony postulat antynatalistów), to i tak niewiele zmieniłoby się w egzystencjalnej kondycji zwierząt dzikich: nadal byłyby narażone na choroby, cierpienia, ból, walkę, konkurencję itd. Dlaczego więc należy stosować do nich zasady antynatalistyczne? Człowiek ich nie wytworzył, zrodziła je natura według praw naturalnych (praw biologicznych), na które ma on niewielki wpływ. Antynatalista zauważy, że zgodnie z podstawowym imperatywem nieistnienia, jeżeli mamy możliwość ograniczenia cierpienia, należy to robić. Poza ogólnym postulatem nie są jednak formułowane konkretne wskazówki, w jaki sposób ten postulat wprowadzać w życie. Obrońcy zwierząt i ekolodzy ze zdziwieniem odkrywają, że w tym punkcie rozchodzą się ich horyzonty moralne z zasadami antynatalistów: wspólnie z tymi drugimi dążą do ograniczenia cierpienia istot pozaludzkich, ale nie widzą potrzeby przerywania łańcucha życia, ba (!), ciągle chcą go podtrzymać w świecie ogarniętym kryzysem ekologicznym (przejawiającym się galopującym zanikiem bioróżnorodności).

Wrota do arki zostają zamknięte ryglami aksjomatów antynatalistycznych: asymetrii cierpienia i przyjemności, asymetrii życia (istnienia „ku śmierci”) i nieistnienia. Antynatalista wprowadził do niej ludzi, którzy dobrowolnie zrezygnowali z możliwości posiadania dzieci; paternalistycznie wprowadził także zwierzęta czujące, wiedząc lepiej od nich, że życie ich potomstwa nie jest warte życia. Jak widać, jest to konsekwentne postępowanie oparte na wyjściowych zasadach antynatalistycznych, które w przypadku ludzi jest dobrowolne, a w przypadku zwierząt jest przymusowe i obciążone bólem (sterylizacja lub inne formy ograniczania rozrodu). Na otarcie łez pozostaje fakt, że życie będzie trwało. Poza arką pozostawiony został bowiem bogaty świat zwierząt, u których jeszcze nie stwierdzono odpowiedniego poziomu odczuwania bólu (cierpienia), oraz świat bakterii, protistów, grzybów i roślin. Według teorii będzie to świat lepszy (bez człowieka, po którym nikt nie będzie płakał, i cierpiących zwierząt) no… i chyba będzie bardziej zielony.


Warto doczytać:

  • S. Donaldson, W. Kymlicka, Zoopolis. Teoria polityczna praw zwierząt, Warszawa 2018.
  • K. Akerma, Manifest antynatalistyczny. O etyce antynatalizmu oraz bezdzietności wśród ludzi i zwierząt, [w:] M. Starzyński, Antynatalizm. O niemoralności płodzenia dzieci, Kraków 2020, s. 165–177.

Zbigniew Wróblewski – profesor filozofii, kierownik Katedry Filozofii Przyrody na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim JP II. Zajmuje się filozofią przyrody i etyką środowiskową. Właściciel psa.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Natalia Biesiada-Myszak

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2024 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Wszyscy (wszystko, co żyje) albo nikt! Inaczej ewolucja zrodzi kolejne cierpienia, inaczej cała rzecz jest tylko pustym gestem. No właśnie, cały szkopuł w tym, że jedyne długofalowe wyjście (odpłynięcie?) to eksplodować gdzieś blisko jakąś supernowę, chyba tylko to skutecznie wysterylizuje (zdezynfekuje) Ziemię.

    Ale (trochę nadużywam terminologii mikrobiologicznej) nie wyjałowi jej, bo to niemożliwe! I do czasu śmierci Słońca, nawet jeśli życiu startować przyjdzie od głupich cząsteczek, narodzi się jeszcze sporo cierpiących istot…A inne Słońca?

    Jedyną pociechą takiego „totalnego” (choć tylko ziemskiego, czy nawet słonecznego, w sensie wysterylizowania co najwyżej US) antynatalisty byłoby chyba tylko to, że ta kolejna cierpiąca generacja (za powiedzmy 4 mld lat) nie będzie z nim spokrewniona i jej cierpienie idzie już tylko na konto przyrody czy wreszcie Boga.

    Jak jednak przy takiej świadomości immanentnego zła w przyrodzie (a dalej u Demiurga? u Boga?) można się czuć pocieszonym? Nawet pociecha, że jest to (na jakiś czas) ostatnia rozpacz na Ziemi, nie zmieni tego, że umierać się będzie zrozpaczonym!

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy