Artykuł Etyka

Natasza Szutta: Inny świat a ślepota moralna

Inny świat jest zapisem traumatycznych wspomnień Gustawa Herlinga-Grudzińskiego z jercewskiego łagru, skłaniającym do refleksji na temat intuicjonizmu etycznego – jednego z najważniejszych stanowisk metaetycznych, według którego człowiek ma zdolność do bezpośredniego wglądu w moralną rzeczywistość.

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 2 (14), s. 34–35. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Autor Inne­go świa­ta jako wię­zień nie­wol­ni­cze­go obo­zu pra­cy nie­jed­no­krot­nie ocie­rał się w nim o śmierć. Nie tyl­ko z powo­du gło­du, zim­na i prze­mę­cze­nia, ale rów­nież śmier­ci zada­wa­nej dla zaba­wy, z zemsty czy dla poka­za­nia, kto w tym obo­zie rzą­dzi. Więź­nio­wie doświad­cza­li zła nie tyl­ko ze stro­ny obo­zo­wych funk­cjo­na­riu­szy, ale też innych więź­niów. Warun­ki życia sprzy­ja­ły dono­si­ciel­stwu, nie­wy­obra­żal­nej prze­mo­cy i pod­po­rząd­ko­wy­wa­niu sobie słab­szych. Więź­nio­wie pocho­dzi­li z róż­nych stron świa­ta, byli ska­za­ni za róż­ne prze­wi­nie­nia, mie­li róż­ne wykształ­ce­nie i prze­szłość. Wszy­scy powo­li popa­da­li w moral­ne odrętwienie –
cał­ko­wi­cie lub czę­ścio­wo tra­ci­li moral­ną wraż­li­wość. Histo­rie opi­sy­wa­ne przez Gru­dziń­skie­go są wstrząsające.

Kowal i jego towarzysze

W każ­dym sowiec­kim obo­zie oprócz więź­niów poli­tycz­nych była licz­na gru­pa wie­lo­krot­nych prze­stęp­ców – urków. Świet­nie odnaj­dy­wa­li się w tam­tej­szych warun­kach i zaj­mo­wa­li w hie­rar­chii obo­zo­wej wyjąt­ko­wą pozy­cję. Z naj­więk­szą przy­jem­no­ścią, przy akcep­ta­cji obo­zo­wych straż­ni­ków, gnę­bi­li więź­niów poli­tycz­nych. Ich ulu­bio­ną zaba­wą była np. gra o cudze rze­czy (buty lub płaszcz) albo, co gor­sza, o ludz­kie życie. Pro­wa­dzi­li też „noc­ne łowy” – polo­wa­nia na kobie­ty, zakoń­czo­ne bru­tal­ny­mi zbio­ro­wy­mi gwał­ta­mi. Jed­ną z ofiar takich łowów była Maru­sia, któ­ra – jak opi­su­je Gru­dziń­ski – zapa­ła­ła szcze­rym i namięt­nym uczu­ciem do Kowa­la, jed­ne­go ze swo­ich opraw­ców. Ten nawet je odwza­jem­niał, cze­go jed­nak nigdy nie zaak­cep­to­wa­li jego towa­rzy­sze. Powo­li zaczę­li się od nie­go odsu­wać. Gdy Maru­sia zosta­ła nagle przez jed­ne­go z nich zacze­pio­na i w odpo­wie­dzi splu­nę­ła mu w twarz, Kowal naj­pierw rzu­cił się na nie­go z pię­ścia­mi, zoba­czyw­szy jed­nak wro­gie spoj­rze­nia swo­ich towa­rzy­szy, krzyk­nął tyl­ko: „Kładź się, suko, i roz­bie­raj, bo udu­szę”, a do towa­rzy­szy „Bierz­cie, bra­cisz­ko­wie”. I wzię­li. Gwał­ci­li ją po kolei, na oczach wszyst­kich więź­niów znaj­du­ją­cych się w bara­ku. A ona tyl­ko bez­rad­nie patrzy­ła na Kowa­la sze­ro­ko otwar­ty­mi oczy­ma i szep­ta­ła: „Pro­szę, Timo­sza, proszę”.

Samosąd

Innym boha­te­rem wspo­mnień Gru­dziń­skie­go był Gor­cew – mło­dy wię­zień, któ­ry pil­nie strzegł tajem­ni­cy swo­jej prze­szło­ści. Podej­rze­wa­no jed­nak, że na wol­no­ści mógł być enka­wu­dzi­stą, co zda­wał się nie­umyśl­nie potwier­dzać swo­im zacho­wa­niem. Kie­dyś przy­pad­kiem roz­po­znał go inny wię­zień, któ­ry tyl­ko przej­ścio­wo tra­fił do Jer­ce­wa, i wykrzy­czał, czym Gor­cew zaj­mo­wał się na wol­no­ści, jak wymyśl­ne tor­tu­ry sto­so­wał wobec swo­ich więź­niów. W tym dniu zaczę­ło się powol­ne umie­ra­nie Gor­ce­wa. Naj­pierw został dotkli­wie pobi­ty przez swo­ją daw­ną ofia­rę, a póź­niej ska­to­wa­ny do nie­przy­tom­no­ści przez wszyst­kich świad­ków tego zda­rze­nia. Pozo­sta­wio­no go jed­nak żywe­go i za przy­zwo­le­niem funk­cjo­na­riu­szy wię­zien­nych zro­bio­no wszyst­ko, by jak naj­dłu­żej umie­rał w męczar­niach. Przy­dzie­lo­no go do naj­cięż­szej pra­cy, od któ­rej nie miał żad­ne­go wytchnie­nia. Gdy z wyczer­pa­nia prze­sta­wał pra­co­wać, gro­żo­no mu śmier­cią. Choć było już wia­do­mo, że jest u kre­su sił, to jed­nak pod­trzy­my­wa­no go przy życiu nie­co więk­szy­mi racja­mi żyw­no­ścio­wy­mi, by jak naj­dłu­żej cier­piał. Gor­cew dosłow­nie zapra­co­wał się na śmierć. Więź­nio­wie z satys­fak­cją przy­glą­da­li się tym tor­tu­rom, czer­piąc z tego wie­le przyjemności.

Machapetian

O Macha­pe­tia­nie, inży­nie­rze ormiań­skie­go pocho­dze­nia, Gru­dziń­ski opo­wia­da jako o swo­im naj­bliż­szym, obo­zo­wym przy­ja­cie­lu, któ­ry miesz­kał w znacz­nie bar­dziej uprzy­wi­le­jo­wa­nym bara­ku. Tyl­ko tu moż­na było nie­co zdy­stan­so­wać się od obo­zo­wej rze­czy­wi­sto­ści. Autor czę­sto odwie­dzał Macha­pe­tia­na, spra­gnio­ny zwy­kłej, inte­li­gent­nej i uprzej­mej roz­mo­wy. Gry­wa­li w sza­chy i roz­ma­wia­li o roko­wa­niach na temat zakoń­cze­nia woj­ny rosyj­sko-nie­miec­kiej. W naj­gor­szym okre­sie obo­zo­we­go życia ormiań­ski przy­ja­ciel naj­bar­dziej mu poma­gał. Kie­dy autor cier­piał na „kurzą śle­po­tę” i zaata­ko­wał go szkor­but, Macha­pe­tian przy­no­sił mu zupę z kuch­ni i suszył zain­fe­ko­wa­ne onu­ce. Gdy Gru­dziń­skie­go, w zupeł­nie nie­zro­zu­mia­ły dla nie­go spo­sób, omi­ja­ła naj­więk­sza amne­stia, a przez obóz prze­cho­dzi­ły trans­por­ty Pola­ków uda­ją­cych się na wol­ność, przy­ja­ciel nie­stru­dze­nie pocie­szał go i cier­pli­wie wysłu­chi­wał róż­nych teo­rii spi­sko­wych na temat powo­dów zatrzy­my­wa­nia auto­ra w obo­zie. Z wiel­kim zdu­mie­niem Gru­dziń­ski odkrył, że upo­rczy­we prze­trzy­my­wa­nie go w obo­zie, pomi­mo amne­stii, zawdzię­czał dono­som i insy­nu­acjom Machapetiana.

Intuicjonizm etyczny

Innym świe­cie Gru­dziń­skie­go jest wie­le histo­rii, któ­re wzbu­dza­ją głę­bo­ką reflek­sję na temat kon­dy­cji ludz­kiej. Wszyst­kie one mogą pro­wo­ko­wać do pyta­nia o sen­sow­ność jed­ne­go z naj­waż­niej­szych sta­no­wisk meta­etycz­nych, jakim jest intu­icjo­nizm etycz­ny. Jego zwo­len­ni­cy uwa­ża­ją, że ludzie dys­po­nu­ją zdol­no­ścią do bez­po­śred­nie­go ujmo­wa­nia prawd moral­nych – do poznaw­cze­go kon­tak­tu z moral­ną rze­czy­wi­sto­ścią, taką jak dobro i zło kon­kret­ne­go czy­nu lub posta­wy, z ogól­ny­mi zasa­da­mi i obo­wiąz­ka­mi moral­ny­mi. Wil­liam D. Ross, zwo­len­nik intu­icjo­ni­zmu, przed­sta­wia listę takich obo­wiąz­ków, na któ­rej m.in. znaj­du­ją się: nie­szko­dze­nie, uczci­wość, spra­wie­dli­wość czy dobro­czyn­ność. Jego zda­niem obo­wiąz­ki te narzu­ca­ją nam się bez­po­śred­nio i z samooczywistością.

Ktoś mógł­by zapy­tać, dla­cze­go opi­sa­nym powy­żej boha­te­rom Inne­go świa­ta tego rodza­ju obo­wiąz­ki nie były wprost i z oczy­wi­sto­ścią dane. Dla­cze­go urka czy Gor­cew nie widzie­li zła w znę­ca­niu się nad swo­imi ofia­ra­mi, a Macha­pe­tian dono­sił na czło­wie­ka, któ­ry się z nim przy­jaź­nił? Czy wobec tego nale­ży odrzu­cić prze­ko­na­nie o ist­nie­niu moral­nych intuicji?

Intu­icjo­ni­ści nie twier­dzą, że bez­po­śred­nie wglą­dy moral­ne są każ­de­mu czło­wie­ko­wi w rów­nym stop­niu dostęp­ne, podob­nie jak nie wszy­scy posia­da­ją takie same intu­icje mate­ma­tycz­ne czy muzycz­ne. Trze­ba wie­le cza­su i doświad­cze­nia, by pew­ne praw­dy mate­ma­tycz­ne czy zasa­dy muzycz­ne narzu­ca­ły się komuś bez­po­śred­nio i z oczy­wi­sto­ścią. Dla­cze­go w przy­pad­ku moral­no­ści oraz dostę­pu do moral­nych prawd i zasad mia­ło­by być ina­czej? Intu­icjo­ni­ści uwa­ża­ją, że bez­po­śred­ni wgląd w praw­dy moral­ne wyma­ga wraż­li­wo­ści i doj­rza­ło­ści moral­nej, powią­za­nej z odpo­wied­nim stop­niem uwa­gi i reflek­sji nad moral­ny­mi sytu­acja­mi. Urka mógł nie mieć oka­zji, by w ogó­le roz­wi­nąć w sobie pozna­nie moral­ne. Pozo­sta­li, nawet jeśli potra­fi­li odróż­nić dobro od zła, mogli nie mieć wystar­cza­ją­cej moty­wa­cji do zgod­ne­go z tym roz­po­zna­niem dzia­ła­nia. Głód, wycień­cze­nie, cier­pie­nie poważ­nie osła­bia­ją samo­kon­tro­lę i wolę do podej­mo­wa­nia jakie­go­kol­wiek wysił­ku. Poważ­nym pro­ble­mem dla intu­icjo­ni­stów było­by nato­miast wyka­za­nie przez ich kry­ty­ków, że nie ist­nie­je nic takie­go, jak „moral­na rze­czy­wi­stość”, ale o tym napi­szę w następ­nym numerze.


Nata­sza Szut­ta – Filo­zof, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w ety­ce, meta­ety­ce i psy­cho­lo­gii moral­no­ści. Pasje: lite­ra­tu­ra, muzy­ka, góry i nade wszyst­ko swo­je dzieci.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Nie­szko­dze­nie, uczci­wo­ści, spra­wie­dli­wość, dobro­czyn­ność. Pew­nie pod­pi­sa­li­by się pod tym i czer­wo­ni i bru­nat­ni. To są ogól­ni­ki (cho­ciaż, jak rozu­miem, ich okre­ślo­ne poj­mo­wa­nie to wła­śnie rze­czy­wi­stość moral­na Sza­now­nej Pani). Rze­czy­wi­stość moral­ną nale­ży ujmo­wać jasno.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy