Artykuł Epistemologia Kognitywistyka

Paweł Gładzie­jewski: Percepcja jako kontrolowana halucynacja

Według znanej metafory percepcja to proces, w którym świat odciska swój ślad w umyśle niczym pieczęć w gorącym wosku. Jeśli jednak wierzyć wpływowej kognitywistycznej teorii percepcji – sięgającej korzeniami myśli Immanuela Kanta – postrzeganie nie jest pasywną akumulacją bodźców. To raczej forma kontrolowanej halucynacji, w której mózg wytwarza wirtualne sygnały zmysłowe, by uniknąć zaskoczenia przez pobudzenia dochodzące ze świata zewnętrznego. Koncepcja ta rozmywa granice między percepcją a wyobraźnią.

Najnowszy numer: Kim jest osoba?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 2 (14), s. 13–15. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Widzenie – czynność detektywistyczna

Spójrz na poniższą grafikę. Jeśli twój układ wzrokowy dzi­ała poprawnie, to zobaczysz coś więcej niż grę oświ­et­lonych i zacienionych obszarów. Ujrzysz raczej okrę­gi, z których część jawi się jako wklęsła, a część jako wypukła. Treść two­jego stanu per­cep­cyjnego nie jest zatem wyz­naczana wyłącznie dwuwymi­arowym obrazem na siatków­ce oka. To, czego doświad­cza­sz, jest rezul­tatem akty­wnej, choć nieuświadomionej inter­pre­tacji bodź­ca.

Na czym jed­nak pole­ga owa inter­pre­tac­ja? W XIX wieku Her­mann von Helmholtz, zain­spirowany myślą Kan­ta, stwierdz­ił, że per­cepc­ja jest w isto­cie for­mą wnioskowa­nia. To czyn­ność z grun­tu detek­ty­wisty­cz­na. Detek­tyw wniosku­je z efek­tów (czyli sce­ny zbrod­ni) o ich najbardziej praw­dopodob­nej przy­czynie (czyli o prze­biegu morder­st­wa oraz cechach spraw­cy). Według von Helmholtza, per­cy­pu­ją­cy umysł ujarzmia chao­ty­czny mate­ri­ał dostar­czany przez zmysły, wykonu­jąc podob­ne wnioskowanie. Otrzy­mu­jąc frag­men­taryczne i niejed­noz­naczne pobudzenia zmysłowe, for­mułu­je hipotezy o ich najbardziej praw­dopodob­nych przy­czy­nach. W prze­ci­wieńst­wie jed­nak do wniosków wycią­ganych przez detek­ty­wa, wnioskowa­nia stanow­iące pod­stawę hipotez per­cep­cyjnych dokonu­ją się całkowicie za kur­tyną świado­moś­ci.

Wraca­jąc do naszego przykładu: to, co widz­imy na przed­staw­ionej grafice, odpowia­da hipote­zom stanow­ią­cym rezul­tat nieświadomego wnioskowa­nia. Hipotezy te mówią: „To jest wklęsły okrąg” lub „To jest wypukły okrąg”. Oparte są one na dwo­jakiego rodza­ju przesłankach. Po pier­wsze, na różni­cach oświ­etle­nia w obra­zie siatkówkowym, który jest wyjaś­ni­any (to nasz odpowied­nik sce­ny zbrod­ni). Po drugie, na uprzed­nio założonej wiedzy (to odpowied­nik doświad­czenia i wiedzy tła, którą dys­ponu­je detek­tyw). W naszym przy­pad­ku ta wiedza przyj­mu­je postać dwóch przesłanek: (1) w środowisku wys­tępu­je tylko jed­no źródło oświ­etle­nia, (2) światło zawsze pada z góry. Przesłan­ki te najpraw­dopodob­niej mają długą his­torię ewolucyjną, się­ga­jącą cza­sów, w których jedynym źródłem światła rzeczy­wiś­cie było słońce nad głowa­mi naszych przod­ków. W świ­etle tych założeń wklęsłe i wypukłe okrę­gi są dobrym wyjaśnie­niem – choć ilu­zo­rycznym – obrazu pro­jek­towanego na siatków­ki naszych oczu.
Per­cepc­ja rozu­mi­ana jako wnioskowanie nie stanowi zatem bezpośred­niej relacji poz­naw­czej ze światem. Stany per­cep­cyjne to hipotezy. Postrze­ganie wyma­ga bagażu wiedzy (obec­nej nie­jako w tle), dzię­ki której możli­wa jest inter­pre­tac­ja mate­ri­ału dostar­czanego przez zmysły. Teza ta nie sto­su­je się jedynie do iluzji. Widziane na co dzień ludzkie twarze czy liś­cie powiewa­jące na wietrze to również byty hipote­ty­czne, których ist­nie­nie „pos­tu­lu­je” nasz umysł, by wyjaśnić syg­nały zmysłowe. Iluz­je wzrokowe pokazu­ją nam jed­nak, jak omylne i zawodne potrafią być wnioskowa­nia per­cep­cyjne.

Mózgi służące do przewidywania

Przeskoczmy ter­az z wieku XIX do XXI-wiecznej kog­ni­ty­wisty­ki. Idea per­cepcji jako wnioskowa­nia stanowi rdzeń, na którym opar­ta jest mło­da, lecz bard­zo ambit­na teo­ria naukowa zwana kodowaniem predyk­cyjnym.

Teo­ria kodowa­nia predyk­cyjnego pozwala zrozu­mieć, w jaki sposób bio­log­icznym móz­gom uda­je się sztu­ka wnioskowa­nia o rzeczy­wis­toś­ci na pod­staw­ie stanów aparatu zmysłowego. W jej świ­etle sposób przetwarza­nia infor­ma­cji w per­cepcji dra­maty­cznie odb­ie­ga od wspom­ni­anej na samym początku kon­cepcji pasy­wnych recep­torów, w których odciska się świat. Kodowanie predyk­cyjne każe nam raczej widzieć w mózgu akty­wny organ, niez­mor­dowanie zaan­gażowany w przewidy­wanie przyszłoś­ci.

Zgod­nie z tą kon­cepcją, kiedy postrzegamy, mózg wyt­warza swoistą wirtu­al­ną rzeczy­wis­tość, mającą jak najlepiej imi­tować to, co dzieje się poza grani­ca­mi ośrod­kowego układu ner­wowego: zarówno w naszym włas­nym ciele, jak i w środowisku. Na tej pod­staw­ie wyt­warza on odgórnie stru­mień wirtu­al­nych danych zmysłowych. Te wewnętrznie wyt­wor­zone „fan­taz­je” mają przewidy­wać syg­nały dochodzące do naszych zmysłów ze świa­ta.

Weźmy pod uwagę prostą sytu­ację: siedz­imy przy stole, mając przed sobą dojrza­ły, czer­wony pomi­dor. Do naszych oczu dochodzi jedynie światło odbite od zewnętrznej powierzch­ni warzy­wa (i to tylko od tej częś­ci, która jest skierowana w naszą stronę). Nasz mózg dys­ponu­je jed­nak mod­elem rzeczy­wis­toś­ci, ksz­tał­towanym zarówno przez doświad­cze­nie oso­biste, jak i his­torię ewolucyjną. Widze­nie pomi­do­ra pole­ga na wyko­rzys­ta­niu takiej wiedzy uprzed­niej, aby wyjść poza to, co dane zmysłom. Jeśli czer­wony przed­miot przed nami zostanie sklasy­fikowany jako pomi­dor, mózg zacznie wewnętrznie symu­lować, jak obiekt przed nami wpły­wał­by na nasze zmysły w różnych możli­wych sytu­ac­jach: jak wyglą­dał­by on z innej strony albo po przekro­je­niu, jak by pach­ni­ał, jaki opór postaw­ił­by naszym pal­com, gdy­by go zgnieść z określoną siłą. W tym sen­sie per­cepc­ja obiek­tu jest ściśle sple­ciona z wyobrażaniem sobie potenc­jal­nej przyszłoś­ci. Przy­na­jm­niej niek­tóre z tych przewidy­wań mogą być potem wprowadzane w życie, a przez to zwery­fikowane za pomocą stosownych dzi­ałań, podob­nie jak wery­fikowane są pod­czas przesłuchań hipotezy detek­ty­wa, który przepy­tu­je świad­ków oraz potenc­jal­nych spraw­ców.

Przewidywanie służy unikaniu zaskoczenia

Według kon­cepcji kodowa­nia predyk­cyjnego pro­ces tworzenia przez mózg wewnętrznych fan­tazji-przewidy­wań i wery­fikowa­nia ich w dzi­ała­niu sprowadza się w całoś­ci do real­iza­cji jed­nej, prostej zasady. Brz­mi ona: „Spraw, by różni­ca między przewidziany­mi a rzeczy­wisty­mi stana­mi aparatu zmysłowego była jak najm­niejsza”. Wirtu­alne, przewidziane dane zmysłowe muszą zgadzać się z bodź­ca­mi dochodzą­cym ze świa­ta w odpowiedzi na nasze dzi­ała­nia. Mózg uni­ka bycia zaskoc­zonym przez napły­wa­ją­cy stru­mień danych zmysłowych. Pro­ces ten nazy­wa się „min­i­mal­iza­cją błę­du predykcji”.

Ruch infor­ma­cji w mózgu jest z takiej per­spek­ty­wy hier­ar­chiczny i dwus­tron­ny. W dół spły­wa­ją przewidy­wa­nia doty­czące tego, jak świat będzie wpły­wał na aparat zmysłowy. W górę, czyli „ze świa­ta”, wspina­ją się syg­nały doty­czące rozmi­aru błę­du. Infor­mu­ją one o różni­cy między oczeki­waniem a tym, jak świat rzeczy­wiś­cie pobudza aparat zmysłowy. Wewnętrzny mod­el jest nieustan­nie kory­gowany – w taki sposób, aby błąd był możli­wie najm­niejszy. Jeśli więc to, co widz­imy przed sobą, jest rzeczy­wiś­cie pomi­dorem, to – postępu­jąc w zgodzie z hipotezą „To jest pomi­dor” – dane zwrotne dochodzące do naszych zmysłów będą sprawnie przewidy­wane. Hipoteza ta będzie zatem skutkować niskim błę­dem predykcji, a w każdym razie mniejszym niż hipotezy alter­naty­wne (np. „To jest czer­wona pisan­ka”).

Zauważmy jed­nak, że choć grani­ca między per­cepcją a wyobraźnią jest bardziej płyn­na, niż mogło­by się wydawać, nie oznacza to jeszcze, że widząc, swo­bod­nie śnimy rzeczy­wis­tość. Rozmi­ar błę­du predykcji ksz­tał­towany jest zarówno wewnętrznym przewidy­waniem, jak i rzeczy­wistym stanem aparatu zmysłowego. Ten ostat­ni zależy nie od naszej akty­wnoś­ci poz­naw­czej, ale od świa­ta. W taki właśnie sposób rzeczy­wis­tość „kieru­je” pro­ce­sem per­cepcji. Jak mówi filo­zof Andy Clark, tak poję­ta per­cepc­ja pole­ga na wyt­warza­niu halucy­nacji. Jed­nak nie jest to halucy­nac­ja nieok­iełz­nana, lecz kon­trolowana, spę­tana koniecznoś­cią min­i­mal­iza­cji błę­du.

Nie tylko widzenie

Na koniec jeszcze jed­na „iluz­ja z morałem”. Wyobraź sobie, że kładziesz ręce na stole, a jed­na z nich – powiedzmy lewa – zosta­je zasłonię­ta parawanem, pozosta­jąc poza zasięgiem two­jego wzroku. Po two­jej lewej stron­ie, jed­nak w zasięgu wzroku, kładziemy gumową imi­tację ręki. Następ­nie two­ja (niewidocz­na) ręka oraz jej (widoczny) gumowy odpowied­nik są w zsyn­chro­ni­zowany sposób głaskane pędzelkiem. Ist­nieje duże praw­dopodobieńst­wo, że po chwili zaczniesz odczuwać dotyk jako dochodzą­cy nie z bio­log­icznej ręki, lecz jej widzianej imi­tacji. Gumowa ręka będzie odczuwana jako część two­jego włas­nego ciała. Morał? Po pier­wsze: myśląc o per­cepcji, nie ogranicza­jmy się do zmysłu wzroku. Postrze­ganie jest zawod­nym wnioskowaniem także w przy­pad­ku zmysłów, które, jak dotyk lub pro­pri­o­cepc­ja (zmysł wza­jem­nego położe­nia częś­ci ciała), skierowane są na stany naszego włas­nego ciała, a nie przed­mio­ty otoczenia. Nie pomi­ja­jmy też fak­tu, że zmysły nie dzi­ała­ją w sposób nieza­leżny od siebie. Dane z poszczegól­nych zmysłów są inte­growane i ksz­tał­tu­ją się wza­jem­nie, tak jak w naszej iluzji – gdzie infor­ma­c­je wzrokowe „dyk­tu­ją”, jak inter­pre­towane są infor­ma­c­je dotykowe i pro­pri­o­cep­ty­wne.

Po drugie: zauważmy, że móz­gi zaan­gażowane w min­i­mal­iza­cję błę­du predykcji bywa­ją zadzi­wia­ją­co opor­tunisty­czne. W imię uniknię­cia zaskoczenia – wynika­jącego tutaj z niespójnoś­ci między dany­mi z różnych zmysłów – są w stanie zrewid­ować fun­da­men­talne założe­nia doty­czące tego, gdzie zaczy­na i kończy się nasze własne ciało.


Paweł  Gładzie­jewski – Adi­unkt w Insty­tu­cie Filo­zofii i Socjologii PAN, w Zakładzie Logi­ki i Kog­ni­ty­wisty­ki. Zaj­mu­je się filo­zofią kog­ni­ty­wisty­ki i filo­zofią umysłu. W wol­nych chwilach rozbaw­ia żonę, włóczy się po lesie lub wal­czy z prokrasty­nacją.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.
W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy