Opracowania

Sokrates, cynicy i dwunożne, nieopierzone zwierzę

Czy filozofia jest dziś tym samym, czym była dla Sokratesa? Jak traktować zarzut, że zboczyła ze ścieżki wytyczonej przez niego prawie dwa i pół tysiąca lat temu? O dwóch sposobach filozofowania i ich narodzinach w starożytnej Grecji pisał na łamach „The New York Times” Nickolas Pappas.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Znana jest his­to­ria, która miała mieć miejsce niedłu­go po śmier­ci Sokrate­sa. Pla­ton, poszuku­jąc definicji człowieka, określił go jako „zwierzę dwunożne, nieopier­zone”. Kiedy usłyszał o tym Dio­genes z Syn­opy, przyszedł do Akademii z oskubanym kogutem, mówiąc: „Oto jest człowiek Pla­tona!”. Akademia, chcąc napraw­ić definicję podaną przez swo­jego mis­trza, dodała: „z płaski­mi paznok­ci­a­mi”. Aneg­do­ta ta – jak przekonu­je N. Pap­pas – dobrze przed­staw­ia dwa typy, które filo­zo­fowie od zawsze reprezen­towali.

Według niek­tórych filo­zofia zeszła z dro­gi obranej przez Sokrate­sa mniej więcej z końcem XIX wieku, kiedy to zaczęła stawać się w coraz więk­szym stop­niu wyspec­jal­i­zowaną dziedz­iną wiedzy upraw­ianą na uni­w­er­syte­tach. Ale prze­cież, twierdzi Pap­pas, już po śmier­ci Sokrate­sa widocznie zarysowały się dwa sposo­by filo­zo­fowa­nia.

Dio­genes z Syn­opy uważał się za ucz­nia Sokrate­sa. Nawet jeśli go nigdy nie poz­nał oso­biś­cie, to znał filo­zofów, którzy go znali. Sam Pla­ton nazwał Dio­gene­sa „sza­lonym Sokrate­sem”. Według Pap­pasa właśnie Pla­ton i Dio­genes reprezen­tu­ją dwa starożytne wzorce tego, jaki powinien być filo­zof.

Imię Pla­tona łączymy zazwyczaj z jego Akademią, insty­tucją łączącą nauczy­cieli i uczniów. Uczniowie mogli stawać się filo­zo­fa­mi dzię­ki uczonoś­ci i auto­ry­te­towi swoich mis­trzów. Filo­zofia upraw­iana w ten sposób opiera się na dąże­niu do sys­tem­atyza­cji wiedzy, real­iza­cji pewnego intelek­tu­al­nego pro­jek­tu.

Przed­staw­iona na początku tek­stu aneg­do­ta wyda­je się przed­staw­iać Dio­gene­sa w nieco korzyst­niejszym świ­etle niż akademików. Miał rację – oskubany kogut rzeczy­wiś­cie jest dwunożny i nieopier­zony, posi­a­da więc cechy mające według Pla­tona wyróż­ni­ać człowieka. Moglibyśmy drwić z Akademii i z jej nieu­dol­nych prób zdefin­iowa­nia człowieka, ale pamię­ta­jmy, że na kry­tykę Dio­gene­sa zareagowała odpowied­nio: popraw­iła definicję.

Kiedy filo­zo­fowie spo­tyka­ją się ze sobą, mogą korzys­tać ze swoich pomysłów i uspraw­ni­ać wcześniejsze osiąg­nię­cia. Oskubany kogut był sposobem na wykazanie błę­du w teorii Pla­tona.

W lit­er­aturze zna­jdziemy wiele przykładów tych dwóch typów filo­zofów. Szkoły Pla­tona, Arys­tote­le­sa i stoików, które przyz­na­ją się do swoich sokrate­js­kich korzeni przed­staw­iały anty­czne­mu światu filo­zo­fa jako poważnego oby­wa­tela, schlud­nie ubranego, z bujną i zad­baną brodą. Z drugiej strony mamy filo­zofów czer­pią­cych z trady­cji cyn­ick­iej: zmierzwione brody, zanied­bane ubra­nia i zgar­bione syl­wet­ki wsparte na kiju. Cyn­i­cy przemierza­li anty­czny świat, stanow­iąc wzór wol­no­myśli­ciela. Oby­wa­tele świa­ta w nieustan­nej podróży – również w znacze­niu intelek­tu­al­nych poszuki­wań, tj. nie mogą­cy spocząć przy pewnej wypra­cow­anej raz na zawsze teorii.

Cyn­i­cy byli ważnym ele­mentem kul­tu­ry w znacznym stop­niu dzię­ki temu, kim byli; w mniejszym – z uwa­gi na to, co głosili.  Jak pisze Pap­pas:

W dra­ma­cie ludzkiego życia zachowywali się nie jak autorzy teorii, ale aktorzy mądroś­ci. Znamy ich z aneg­dot, ponieważ żyli aneg­do­ty­cznie jako bohaterowie wciąż opowiadanych his­torii.

Kiedy chrześ­ci­jańst­wo stało się legalne w Imperi­um Rzym­skim, pla­tonizm dał wczes­nochrześ­ci­jańskim myśli­cielom poję­cia, które ułatwiały zrozu­mie­nie tego, co boskie. Ale kon­trkul­tur­owe wezwanie Sokrate­sa także wywarło na chrześ­ci­janach spore wraże­nie: his­to­ria Sokrate­sa mówi nam, że może­my wierzyć w słuszność naszej dro­gi, nawet wtedy, gdy cały świat jest prze­ci­wko nam. Cyn­i­cy, którzy przy­wiązy­wali do tej myśli wielką wagę, byli dla chrześ­ci­jan znakomi­tym wzorem.

Filo­zofia szła obiema ścieżka­mi, sys­tem­aty­czną i burzy­ciel­ską, tak dłu­go jak miała w pamię­ci Sokrate­sa. […] Cyn­i­cy potrze­bu­ją akademii niedaleko siebie, choć­by tylko po to, by mieć gdzie wypuszczać swo­je oskubane koguty, ale i akademia potrze­bu­je cyników, choć­by tylko dla przy­pom­nienia, że filo­zofia jest poważnym zaję­ciem

– pod­sumowu­je Pap­pas.

Opra­cow­anie: Antoni Śmist

Źródło: The New York Times

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.