Artykuł

Agnieszka Lekka-Kowalik: W poszukiwaniu sensu życia – część 1

Od pewnego czasu krąży po Internecie następujący żart: „Bez wody można przeżyć trzy dni, bez jedzenia – dwa tygodnie, a bez sensu – całe życie”. Żart ten wychwytuje coś istotnego – sens życia, tak jak jedzenie i picie, jest czymś dla człowieka niezbędnym. Co to jednak znaczy, że moje życie ma sens? I kiedy moje życie ma sens?

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2015 nr 3, s. 34–35. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Sens życia – kwestia indywidualna

Ojciec Józef Maria Bocheński postawił pytanie o sens życia po spotkaniu ze swym dawnym studentem. Oto młody, zdrowy, bogaty, przystojny, utalentowany, wysportowany mężczyzna, którego nie spotkało dotąd nic złego, nawet zawód miłosny, stwierdza: „Moje życie nie ma sensu”. I siedzi w barze sam, skurczony, istny obraz fizycznej ruiny. Nie warto – zauważa o. Bocheński – pocieszać go, odwołując się do ogólnych stwierdzeń, bowiem sens życia jest sprawą indywidualną i to w trojakim aspekcie. Po pierwsze, chodzi o sens mojego życia, życia tej oto osoby z takimi a takimi zdolnościami i ułomnościami, „wrzuconej” w ten oto czas. Po drugie, chodzi o sens mojego życia dla mnie – moje życie może być sensowne dla trenera, który liczy, iż strzelę gola w najbliższym meczu, ale już nie dla mnie. Po trzecie, sens życia muszę znaleźć sam. Przeświadczenie, że moje życie ma dla mnie sens – konkluduje o. Bocheński – owocuje moim przekonaniem, że warto żyć. Kiedy wobec tego warto żyć?

Trzy źródła sensu życia

Wśród badających kwestię sensu życia panuje zgoda co do tego, że sens życia pojawia się, gdy mamy cel, do którego dążymy. Kazimierz Ajdukiewicz dodaje, że życie ma sens także ze względu na samo działanie: „Czyż idziemy na przechadzkę po to, aby dojść, czy po to, aby iść? Czy po co innego się ślizgamy, jak nie po to, żeby się ślizgać?”. Także działanie podjęte dla osiągnięcia celu jest źródłem radości: mamy świadomość zbliżania się do upragnionego celu oraz świadomość własnej mocy i zdolności, które w działaniu znajdują potwierdzenie. Ajdukiewicz zauważa, że nie zawsze wprost cieszy nas cel – maszynisty nie cieszy zbliżanie się pociągu do stacji, choć cieszy go, że prowadził po mistrzowsku pociąg. Jednakże nie tylko sama satysfakcja z opanowania potężnej maszyny jest źródłem sensu dla maszynisty, bowiem może być nim i to, że dowiózł bezpiecznie ludzi, że dzięki niemu spotkają się ci, którzy za sobą tęsknili. Nie zawsze też samo działanie jest źródłem sensu, bo jest łatwe i pospolite i nie daje satysfakcji – ale wtedy cel czyni je sensownym. Ojciec Bocheński podkreśla jednak, że życie jest sensowne także wtedy, gdy po prostu oddajemy się kontemplacji chwili. Odwołuje się tu do własnego przykładu: gdy po kąpieli morskiej leży na piasku i zażywa słońca, nie myśli o bezsensie życia, bo cieszy się życiem i żyje intensywnie. Zapewne wielu z nas miało podobne doświadczenie. Oto więc pierwszy wniosek z naszych rozważań: moje życie ma dla mnie sens – wtedy wiem i czuję, że warto żyć – gdy ja działam, ciesząc się samym działaniem, gdy dążę do celu oraz gdy kontempluję chwilę.

Zasadnicze pytanie

Należy jednak zapytać, czy wystarczy dążenie do jakiegokolwiek celu, podjęcie jakiegokolwiek działania, kontemplacja jakiejkolwiek chwili, aby życie miało sens? Odpowiedź brzmi: nie! Wyobraźmy sobie, że dążę do ustalenia liczby igieł na wszystkich sosnach w miejskim parku. Choć mam cel, to wielu zawahałoby się uznać moje życie za sensowne, a to dlatego, że ów cel jakoś do mnie nie „pasuje”, że marnuję czas, który mogłabym wykorzystać… sensowniej! Sam fakt dążenia nie czyni więc życia sensownym, jeśli cel jest bezsensowny. Bezsensowność jest jednakże względna: zależy od tego, kim jestem, jakie mam zdolności i umiejętności, ale też od tego, czy ów na oko bezsensowny cel nie ma usprawiedliwienia. Gdyby ktoś, pukający się w czoło na widok moich wysiłków, dowiedział się, że od podania poprawnej liczby sosnowych igieł zależy życie mojego przyjaciela, zapewne uznałby mój cel za sensowny. Nie inaczej jest z radością płynącą z działania i kontemplacją chwili. Cieszymy się przechadzką, tańcem, włażeniem na drzewa, wspinaczką na szczyty… A czy gotowi jesteśmy radować się wyjmowaniem i wkładaniem przedmiotów do plecaka? Ależ tak – dzieci uwielbiają to robić! Ale czy na pewno będzie z tego czerpał sens życia maturzysta? Czy kontemplacja chwili, gdy kolega wije się z bólu, nadaje sens mojemu życiu i sprawia, że warto żyć? Odpowiedź pozytywna raczej by nas zaniepokoiła – oto ktoś nie współczuje, ale czerpie radość z cudzego cierpienia. Sens życia nie jest jednakże tym samym co subiektywne zadowolenie. Stąd drugi wniosek: moje życie ma dla mnie sens – wiem i czuję, że warto żyć – gdy działanie, którym się cieszę, cel do którego dążę, czy treść chwili, którą kontempluję, „pasują” do tego, kim jestem jako człowiek, z całym moim wyposażeniem cielesno-psychiczno-duchowym. Zapytajmy więc, jaka musi być jakość działań, celów i chwil, by mogły one nadawać życiu sens. I jaka jest relacja między sensem życia i zadowoleniem z życia? Od odpowiedzi na te pytania zależy, czy odnajdziemy sens własnego życia. Spróbujemy je znaleźć w następnej części rozważań.


Agnieszka Lekka-Kowalik – profesor filozofii, magister chemii. Zajmuje się filozofią nauki i etyką badań naukowych. Pełniła funkcję prorektora KUL ds. promocji i współpracy z zagranicą.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 PolskaW pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści.

 


Zachęcamy do dyskusji pod tekstem lub na naszym fanpage’u.

Czy flirt zależy wyłącznie od wewnętrznych stanów osoby, która go podejmuje?
Czy podana definicja określa flirt, czy raczej próbę flirtowania? Czy osoba flirtuje, gdy zachowuje się flirtująco w stosunku do posągu, który mylnie wzięła za osobę?
Czy flirt zawsze musi sygnalizować relację romantyczną lub seksualną? Co jeszcze mógłby sygnalizować?
Czy można flirtować w sposób poważny?
Czy można flirtować nieumyślnie?

Najnowszy numer można nabyć od 2 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2023 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Zabrakło mi zróżnicowania sensu od POCZUCIA (albo nawet: świadomości) sensu. ‘Przeciętny’ pies objawia zadowolenie bardzo często, i nie wykluczone że ma sens życia choć o tym nie pomyślał pewnie ni razu. (o psie to tylko przede wszsytim zobrazowanie zagadnienia _poczucia sensu — możnaby oczywiście _próbować rozpwiać o sensie życia psa z punktu wiodzenia psa). 

    Jeszcze jedno: sens życia zdefiniowany przez nas samych — … zależy i zmienia się w CZASIE! Czas w postaci przeżyć, doświadczeń itp — wpływa na re-ocenę naszej własnej oceny. Można np. stwierdzić: ale byłem szczęśliwy ale tego wtedy nie umiałem dostrzec. (w drugą stronę również: ale byłem głupi, do niczego zadowalającego mnie to nie doprowadziło). 

    Jak mawiają buddyści, czy taoiści — nic ma swojej trwałej natury, wiec również nie ma go najpewniej i sens życia. Można definiować sens, “ale po co?” 🙂

    Dziękuję.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy