Artykuł Filozofia języka

Ernie Le Pore: Dlaczego obelgi znieważają?

Każda osoba publiczna wie, że są pewne słowa, których wypowiedzenie musi wywołać zdumienie, a nawet powodować obrazę. Słowa te, powszechnie nazywane „obelgami”, kieruje się przeciwko pewnym grupom ze względu na rasę, narodowość, religię, płeć, orientację seksualną, status imigranta bądź też rozmaite czynniki związane z demografią. Wydaje się, że tego typu wyzwiska są w mediach na porządku dziennym i często wywołują poważne konsekwencje.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj!” 2018 nr 5 (23), s. 44–46. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Może­my sobie wmaw­iać, że nie każdy sposób uży­cia obel­gi jest krzy­wdzą­cy. Dokład­niejszy namysł nad tą kwest­ią pokazu­je jed­nak, że nad­er rzad­ko uda­je się uniknąć wyrządzenia krzy­wdy. Aby się o tym przekon­ać, zas­tanówmy się, jak ktoś mógł­by zareagować na usłyszaną przy­pad­kiem obel­gę. Praw­ie zawsze okazu­je się, że to, co początkowo mogło wydać się nam stosowne, dla więk­szoś­ci ludzi okazu­je się czymś zde­cy­dowanie nie na miejs­cu.

Ale dlaczego obel­gi są tak obraźli­we? I dlaczego jedne są bardziej obraźli­we od innych nawet wów­czas, gdy doty­czą tej samej grupy? Jak to możli­we, że słowa mogą zmieni­ać swój sta­tus bycia obel­ga­mi, a także siłę, z jaką znieważa­ją?

Na czym polega obelga?

Na pier­wsze pytanie filo­zo­fowie odpowiada­ją na ogół, że obel­gi na mocy kon­wencji syg­nal­izu­ją negaty­wny sto­sunek do wybranych grup. Zwolen­ni­cy tego uję­cia twierdzą, że obel­gi zaw­ier­a­ją obraźli­wą treść czy znacze­nie – różnią się jedynie co do sposobu ich dzi­ała­nia. Alter­naty­wne stanowisko jest takie, że obel­gi są zabro­nione nie ze wzglę­du na treść w nich zawartą, ale na mocy stosownych roz­porządzeń zakazu­ją­cych ich uży­wa­nia. Ta dru­ga propozy­c­ja rodzi kil­ka istot­nych pytań. Jak dochodzi do tego, że pewne słowa zosta­ją zabro­nione? Jaki jest związek między zakazem uży­wa­nia danego słowa a siłą, z jaką ono obraża? I w końcu, dlaczego cza­sa­mi należy lekce­ważyć takie zakazy?

Obelga a jej neutralny odpowiednik

Zaczni­jmy od znaczenia kon­wencjon­al­nego. Czy obel­gi pod adresem jakiejś grupy etnicznej lub rasowej mają inne znacze­nie niż neu­tralne nazwy umowne tychże grup, takie jak „Afroamerykanie” czy „Latynosi”? Według The Oxford Eng­lish Dic­tio­nary obel­ga to „zamier­zona zniewa­ga; wyraz lub sug­es­tia deza­pro­baty bądź nagany”. Przy­toc­zona definic­ja nie pozwala jed­nak na odróżnie­nie od siebie specy­ficznych obelg ani nawet na rozróżnie­nie różnych obelg pod adresem tej samej grupy. Wyni­ka z niej jed­nak, że obel­gi doda­ją do znaczenia swoich neu­tral­nych odpowied­ników coś obraźli­wego na tem­at ich adresatów.

Ta infor­ma­c­ja, jakkol­wiek ską­pa, pozwala ziden­ty­fikować błąd tkwią­cy w próbach łączenia obraźli­wego charak­teru obel­gi z jej znacze­niem. Otóż każdy, kto nie zgadza się ze stwierdze­niem „Maria jest Latynoską”, może mu zaprzeczyć przez negację („Mar­ia nie jest Latynoską”). Jeśli obel­ga jest obraźli­wa ze wzglę­du na to, co orze­ka o swoim przed­mio­cie, to powin­no być możli­we odrzuce­nie tej zniewa­gi po pros­tu przez jej zane­gowanie. Tak jed­nak nie jest – jeśli w powyższym zda­niu zastąpimy słowo „Latynos­ka” jakimś obraźli­wym określe­niem oso­by latynoskiej, a następ­nie zanegu­je­my to zdanie, to będzie ono dalej tak samo prowoku­jące jak zdanie wyjś­ciowe. Tak więc obel­gi obraża­ją, ale nie wskutek tego, co orzeka­ją o swoim przed­mio­cie.

Użycie obelgi w mowie zależnej

Kole­j­na zaskaku­ją­ca trud­ność poglą­du, że o obraźli­wym charak­terze obel­gi decy­du­je jej znacze­nie, wiąże się z efek­tem, jaki wywołu­je jej uży­cie w mowie zależnej. Zazwyczaj, aby poprawnie odd­ać pewną wypowiedź, moż­na ponown­ie ją przy­toczyć, na przykład jako cytat w książce lub gaze­cie. Cóż bowiem lep­iej zag­waran­tu­je dokład­ność, jeśli nie przy­wołanie odpowied­nich słów? A jed­nak żadne takie przy­tocze­nie nie odd­a­je pier­wot­nej obrazy – co więcej, gwaran­tu­je ono ponowną zniewagę, tym razem ze strony oso­by cytu­jącej odpowied­nie słowa. Jak to możli­we? Czy zniewa­ga związana z obel­gą jest nieuchron­na? Czy to możli­we, że potrafimy zrozu­mieć obel­gę, ale nie jesteśmy w stanie ponown­ie jej wypowiedzieć? Przedzi­wne.

Obelga a ton wypowiedzi

Jak jeszcze moż­na by wyjaśnić to, że obel­gi znieważa­ją? Czy może jest to kwes­t­ia tonu wypowiedzi? W odróżnie­niu od kon­wencjon­al­nej treś­ci ton wyda­je się czymś subiek­ty­wnym. Słowa mogą mieć różną tonację, ale taką samą treść. Czy to właśnie ton może decy­dować o różni­cy między obel­gą a jej neu­tral­nym odpowied­nikiem? Trud­no zaprzeczyć, że uży­cie obel­gi może wzbudz­ić w nas subiek­ty­wne wyobraże­nia i uczu­cia, których nie powodu­je jej neu­tral­ny odpowied­nik, ale to nie wyjaś­nia w pełni jej obraźli­wego charak­teru.

Jako przykład weźmy kseno­fo­ba, który uży­wa obelg tylko po to, aby ziden­ty­fikować daną grupę. Nie musi on żywić żad­nych negaty­wnych przekon­ań na tem­at jej członków; być może uży­wa obelg jedynie wtedy, gdy zna­j­du­je się w towarzys­t­wie podob­nie myślą­cych przy­jaciół, aby wyraz­ić ciepłe uczu­cia wzglę­dem Latynosów lub podziw dla Azjatów. A jed­nak jego wypowiedzi w pełni zachowu­ją swój obraźli­wy charak­ter. Różni­ca między obel­gą a jej neu­tral­nym odpowied­nikiem nie może być wyłącznie kwest­ią subiek­ty­wnego odczu­cia.

Główny prob­lem poglą­du wyjaś­ni­a­jącego obraźli­wy charak­ter obelg przez odwołanie do ich treś­ci pole­ga na wytłu­macze­niu, dlaczego sprze­ci­wiamy się nawet ich przy­tacza­niu. Obel­ga, choć­by tylko zacy­towana, z łat­woś­cią może wywoły­wać przykrość i obrazę. Dowodzi tego rozpowszech­niony w niek­tórych medi­ach zwyczaj, aby zami­ast uży­wać obelg lub je przy­taczać, stosować jedynie zwroty opisowe. Jest to zaskaku­jące, ponieważ cytat na ogół doty­czy tylko formy lub ksz­tał­tu słowa – tak jak w wypad­ku twierdzenia „»Miłość« to wyraz sześ­ci­o­literowy”. Wyglą­da więc na to, że w samej formie czy ksz­tał­cie niek­tórych słów kry­je się coś, co czyni je niecen­zu­ral­ny­mi.

Przypadkowe użycie obelgi

Kole­j­na trud­ność poglą­du, że istotą obel­gi jest jej treść, pole­ga na obraźli­wym potenc­jale tkwią­cym w uży­ciu jej w sposób czys­to przy­pad­kowy. Świad­czy o tym choć­by oburze­nie wywołane uży­ciem przez jed­nego z waszyn­g­tońs­kich urzęd­ników słowa „oszczęd­ny” (nig­gard­ly), które w końcu doprowadz­iło do jego dymisji. W roku 1999 roku szef Biu­ra Rzeczni­ka Pub­licznego w Waszyn­g­tonie posłużył się tym słowem w dyskusji z czarnoskórym kolegą. Według doniesień miał powiedzieć co następu­je: „Będę musi­ał być oszczęd­ny (nig­gard­ly) w zarządza­niu tym fun­duszem, ponieważ jego wartość nie będzie zbyt wyso­ka”. Użyte przez niego słowo, choć podob­ne w pisowni, nie było ani seman­ty­cznie, ani ety­mo­log­icznie związane z obel­gą, którą mogło zasug­erować. Zbieżność fone­ty­cz­na i ortograficz­na wywołała tyle samo zamiesza­nia co naprawdę obraźli­wy język. Nie było to nieumyślne uży­cie niejed­noz­nacznej lub niez­nanej obel­gi, lecz czysty przy­padek.

Wniosek

Jakie wnios­ki płyną z tych rozważań? Jed­na z sug­estii jest taka, że uży­cie obelg (oraz ich opisów) jest obraźli­we po pros­tu dlat­ego, że niekiedy narusza­ją one zakaz ich uży­wa­nia. Ten, kto narusza zakaz, ryzyku­je, że obrazi tych, którzy go przestrze­ga­ją. Być może fakt, że obel­gi są zabro­nione, tłu­maczy, dlaczego mogą wywołać wzburze­nie, nien­aw­iść i negaty­wne sko­jarzenia oraz dlaczego ich wys­tępowanie w ser­wisach infor­ma­cyjnych, nawet po wzię­ciu w cud­zysłów, wciąż może ranić. Tłu­maczy to również, dlaczego oso­by postronne, które słyszą obel­gę, odczuwa­ją dyskom­fort, a częs­to zażenowanie (nawet jeśli same w ogóle się nie wypowiada­ją). Ponoszą one bowiem ryzyko współudzi­ału – nie ze wzglę­du na treść obel­gi, ale z powodu obow­iązku zapo­b­ie­ga­nia określonym wykroczeniom. Jeśli do takich wykroczeń dochodzi, należy o nich zaw­iadami­ać i być może doprowadzać do wymierzenia kary, stanow­ią one bowiem plamę na hon­orze nas wszys­t­kich.

Przełożyła Bar­bara Try­ka


Ernie Le Pore – Pro­fe­sor filo­zofii i zastęp­ca dyrek­to­ra w Cen­trum Nauk Kog­ni­ty­wnych na Uni­w­er­syte­cie Rut­ger­sa; zaj­mu­je się filo­zofią języ­ka i umysłu.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: nuvolanevi­ca­ta

 

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy