Artykuł Etyka Felieton

Jan Woleński: Kontekst edukacji moralnej

Mam spore opory przed zabieraniem głosu w sprawie edukacji moralnej, ponieważ obawiam się, że łatwo tu popaść w moralizatorstwo.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2017 nr 5 (17), s. 43–44. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Wpraw­dzie jestem współ­au­to­rem (razem z Janem Hart­ma­nem) książ­ki Wie­dza o ety­ce, zamie­rzo­nej jako pod­ręcz­nik dla lice­ów, ale jest ona napi­sa­na bar­dziej z teo­re­tycz­ne­go niż prak­tycz­ne­go punk­tu widze­nia. Edu­ka­cja moral­na, czy­li, by tak rzec, kształ­ce­nie postaw moral­nych, doty­czy zaś wła­śnie tej dru­giej, prak­tycz­nej stro­ny. Nie ma wąt­pli­wo­ści, że edu­ka­cja moral­na ma miej­sce i jest nie­zbęd­nym skład­ni­kiem pro­ce­su socja­li­za­cyj­ne­go, tj. przy­spo­so­bie­nia do życia w spo­łe­czeń­stwie. Powsta­je tedy pyta­nie, cze­go uczyć i jak to czy­nić. Rzecz jasna pierw­sza część pyta­nia jest for­mal­nie prost­sza, gdyż moż­na po pro­stu powie­dzieć, że nale­ży pro­pa­go­wać pożą­da­ne war­to­ści. Od razu jed­nak poja­wia się pro­blem, jakie war­to­ści są, a jakie nie są god­ne tego, aby je pro­mo­wać w pro­ce­sie edu­ka­cji moral­nej. Idąc dalej, czy opo­wia­dać się za jakimś mini­ma­li­zmem zakre­so­wym w spra­wie wyka­zu owych war­to­ści, czy raczej mak­sy­ma­li­zo­wać kodek­sy etycz­ne, hoł­du­jąc zasa­dzie, że od przy­byt­ku gło­wa nie boli. Ponie­waż, jak już zazna­czy­łem, nie chcę zaj­mo­wać się mora­li­za­tor­stwem, nie będę roz­wi­jał tej kwe­stii, może poza nie­co prze­kor­ną uwa­gą, że nie­kie­dy co za dużo, to nie­zdro­wo. Mam na myśli, że nad­mier­ne kazno­dziej­stwo mora­li­za­tor­skie czę­sto przy­no­si nie naj­lep­sze skut­ki. Moje dal­sze uwa­gi doty­czą edu­ka­cji moral­nej ludzi mło­dych, powiedz­my: do cza­su ukoń­cze­nia szko­ły śred­niej. Oczy­wi­ście jest praw­dą, że ludzie uczą się, tak­że postaw moral­nych, przez całe życie, ale seg­ment post­sz­kol­ny (czy nawet seg­men­ty) to odręb­na spra­wa.

Jeśli rzecz tyczy się pyta­nia, jak uczyć, nie jest obo­jęt­ne, jakie przyj­mie­my zapa­try­wa­nie na sto­su­nek mię­dzy nie­ja­ko natu­ral­nym spo­so­bem ako­mo­da­cji war­to­ści moral­nych a ich kształ­to­wa­niem za pomo­cą świa­do­mych pro­ce­dur edu­ka­cyj­nych. Pierw­sze sta­no­wi­sko ma zwią­zek z kon­cep­cją czło­wie­ka, któ­ry z natu­ry, a więc w sta­nie nie­ska­żo­nym cywi­li­za­cją, jest dobry. Ma ona swe źró­dła w oświe­ce­niu (przy­naj­mniej u czę­ści jego przed­sta­wi­cie­li), ale moż­na chy­ba uznać, że dzi­siaj jest już nie­ak­tu­al­na. Jeśli tak, to trze­ba przy­jąć, że nawet jeśli pew­ne pożą­da­ne dys­po­zy­cje moral­ne (czy­li po pro­stu orien­ta­cja w tym, co dobre, a co złe) są wro­dzo­ne, nie wystar­cza­ją one do wyge­ne­ro­wa­nia nale­ży­te­go kształ­tu socja­li­za­cji. W kon­se­kwen­cji musi zro­dzić się pyta­nie, kto – zakła­da­jąc, że wia­do­mo cze­go – ma uczyć w ramach edu­ka­cji moral­nej.

Tra­dy­cyj­na odpo­wiedź jest taka, że pod­mio­ta­mi edu­ka­cji moral­nej są (kolej­ność wyli­cze­nia może być róż­na) dom, insty­tu­cje reli­gij­ne i szko­ła. Ta kolej­ność bie­rze się stąd, że naj­pierw żyje­my w rodzi­nie, potem poja­wia się wycho­wa­nie reli­gij­ne, a następ­ny etap, szyb­ko nastę­pu­ją­cy po poprzed­nim, to przed­szko­le i szko­ła. Oczy­wi­ście te trzy dro­gi edu­ka­cji moral­nej funk­cjo­nu­ją rów­no­le­gle i deter­mi­nu­ją to, co dzie­je się np. w gru­pach rówie­śni­czych. Nie jest też tak, że wystę­pu­ją w każ­dym indy­wi­du­al­nym przy­pad­ku. Nie­któ­rzy prze­cho­dzą kry­zys wia­ry reli­gij­nej (tzw. Nie­bo w pło­mie­niach, by użyć tytu­łu jed­nej z ksią­żek Jana Paran­dow­skie­go), inni tra­cą rodzi­ny, jesz­cze inni nie koń­czą szkół. Wsze­la­ko ze sta­ty­stycz­ne­go punk­tu widze­nia tra­dy­cyj­ny obraz edu­ka­cji moral­nej może być uzna­ny za zasad­ni­czo traf­ny.

Chciał­bym pod­kre­ślić, że sta­ty­stycz­na natu­ra wszel­kich form kształ­ce­nia i ich rezul­ta­tów win­na być trak­to­wa­na bar­dzo poważ­nie. Ina­czej mówiąc i odno­sząc się już tyl­ko do kwe­stii moral­nych, edu­ka­cja w tym zakre­sie win­na respek­to­wać zało­że­nie, że jej zada­niem jest ukształ­to­wa­nie pożą­da­nych postaw u więk­szo­ści ludzi, bo i tak znaj­dzie się (nie­wiel­ki, miej­my nadzie­ję) mar­gi­nes odstęp­ców. Nota bene, jeśli roz­kład sta­ty­stycz­ny w tym zakre­sie jest zbli­żo­ny do nor­mal­ne­go, trze­ba brać pod uwa­gę dwa mar­gi­ne­sy, mia­no­wi­cie tych wybit­nie moral­nych i tych złych. Z tego wnio­sek, że edu­ka­cja moral­na win­na być nasta­wio­na na ukształ­to­wa­nie jed­nost­ki prze­cięt­nej, w tym wypad­ku wystar­cza­ją­co dobrej pod wzglę­dem etycz­nym. (Pew­nym nie­szczę­ściem dys­kur­su potocz­ne­go jest trak­to­wa­nie prze­cięt­no­ści jako cze­goś nega­tyw­ne­go). I jesz­cze jed­na uwa­ga w tym duchu. Trze­ba roz­róż­nić zacho­wa­nia moral­ne lub im prze­ciw­ne w sytu­acjach stan­dar­do­wych i eks­tre­mal­nych. Miej­my nadzie­ję, że te dru­gie, zwy­kle wyma­ga­ją­ce postaw hero­icz­nych lub gene­ru­ją­ce wyjąt­ko­we łotro­stwa, nie poja­wią się w ska­li ponad­prze­cięt­nej. Przy tym zało­że­niu edu­ka­cja moral­na win­na być skie­ro­wa­na ku roz­wią­zy­wa­niu przy­pad­ków typo­wych.

Czy tra­dy­cyj­ny obraz edu­ka­cji moral­nej jest obec­nie traf­ny? Odpo­wiedź wyma­ga pod­ję­cia sto­sow­nych badań empi­rycz­nych. Jeden czyn­nik jest na pew­no nowy, mia­no­wi­cie to, że żyje­my w spo­łe­czeń­stwach znacz­nie bar­dziej maso­wych niż daw­niej. Zna­czy to m.in., że edu­ka­cja moral­na zale­ży (na razie trud­no powie­dzieć w jakim stop­niu) od tre­ści prze­ka­zy­wa­nych środ­ka­mi spo­łecz­ne­go prze­ka­zu, coraz bar­dziej ano­ni­mo­wych. Pyta­nie, czy powo­du­je to stan­da­ry­za­cję postaw moral­nych, czy też ich roz­war­stwie­nie jest otwar­te. Na pierw­szy rzut oka maso­wość jest czyn­ni­kiem stan­da­ry­zu­ją­cym, ale to nie zna­czy, że w kie­run­ku, któ­ry uwa­ża się za moral­nie pożą­da­ny. Filo­zo­fo­wie mają w tych kwe­stiach nie­wie­le do powie­dze­nia, nie­zbęd­na jest nato­miast poważ­na dia­gno­za socjo­lo­gicz­na.


Jan Woleń­ski – Eme­ry­to­wa­ny pro­fe­sor Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go, pro­fe­sor Wyż­szej Szko­ły Infor­ma­ty­ki i Zarzą­dza­nia w Rze­szo­wie. Czło­nek PAN, PAU i Mię­dzy­na­ro­do­we­go Insty­tu­tu Filo­zo­fii. Inte­re­su­je się wszyst­ki­mi dzia­ła­mi filo­zo­fii, jego hob­by to ope­ra i pił­ka noż­na.

 

 

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

 

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: © oka­li­ni­chen­ko

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy