Artykuł

Jerzy W. Gałkowski: Warto pytać o sens życia?

Pytanie o sens życia ma wiele wymiarów i z różnych stron można do niego podchodzić. Jednym ze sposobów jest podejście zaczynające się od przeżycia bezsensu.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 3, s. 31–33. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Sens pytania

Jest to niewąt­pli­wie jed­no z najważniejszych pytań, zaś odpowiedź na nie w pewien sposób „ustaw­ia” nam życie. Wpierw trze­ba jed­nak znaleźć sens tego pyta­nia – o co właś­ci­wie pytamy? O zawartość czy o wartość naszego bieżącego życia; o to, jakie nasze życie jest, czy też o to, jakie być powin­no? Jeśli są trud­noś­ci z pozy­ty­wną odpowiedz­ią na pytanie o sens życia, to moż­na spróbować odpowiedzieć na nie negaty­wnie: co powodu­je bezsens lub poczu­cie bezsen­su. I tutaj moż­na dopy­ty­wać: czy poczu­cie (bez)sensu jest tożsame z (bez)sensem ist­nienia? Czy chodzi o sens/bezsens ist­nienia mojego tylko, czy ist­nienia człowieka jako gatunku, czy może ist­nienia całej rzeczy­wis­toś­ci? Jak dotąd same pyta­nia, brak odpowiedzi. Moż­na spróbować odpowiedzieć po kolei na te pyta­nia, mając za punkt odniesienia właśnie te trzy rzeczy: moje indy­wid­u­alne ja, człowieka jako gatunek oraz świat jako całość.

Ja – człowiek – świat

Moje jed­nos­tkowe ja. Jed­ną z istot­nych przy­czyn poczu­cia bezsen­su może być jak­iś mój brak dojrza­łoś­ci. Boimy się określe­nia nas jako niedo­jrza­łych. Moż­na to ostat­nie słowo zamienić na niepełność. Właś­ci­wie nigdy tutaj, na zie­mi, nie jesteśmy w stanie osiągnąć pełni, zawsze jesteśmy niedo­jrza­li albo w drodze do pełni, więc jakaś doza niedosy­tu cią­gle nam towarzyszy. I dobrze, bo nie staniemy w miejs­cu. W życiu nie chodzi o osiąg­nię­cie dojrza­łoś­ci ostate­cznej, lecz „zwycza­jnej” dojrza­łoś­ci – możli­woś­ci poz­nawa­nia, oce­ny rzeczy­wis­toś­ci i dzi­ała­nia na włas­ny rachunek, o co się dobi­jamy w okre­sie młodzieńczej kon­tes­tacji, tak trud­nej dla nas, a tak uciążli­wej dla otoczenia. Etapem, a pewnie i stałym ele­mentem takiego dochodzenia do dojrza­łoś­ci jest nieste­ty spory ładunek subiek­ty­wiz­mu, nawet ego­tyz­mu, powodu­ją­cy oce­ni­an­ie całego świa­ta według miary swo­jej małej dojrza­łoś­ci. Prze­jawem dojrze­wa­nia jest późniejsze kry­ty­czne widze­nie siebie samego. Jeśli spo­jrzymy na siebie samych jako na rozwi­ja­ją­cych się (nawet w sposób ciągły), to pewne nasze bra­ki przes­ta­ją być zaw­sty­dza­jące.

Człowiek jako gatunek. Życie jest bezsen­sowne, gdy los każdego człowieka jest taki, że nie moż­na zobaczyć w sobie, w innych, w świecie żad­nych kon­sek­wencji, żad­nych celów, żad­nych wartoś­ci. Gdy jesteśmy zdani na przy­padek albo gdy jesteśmy tylko pio­nka­mi w niez­nanej grze, nie może­my pok­ierować swoim włas­nym życiem. Nie tylko nie jesteśmy zad­owoleni, nie może­my uch­wycić celu i sen­su ludzkiego życia, ale samo życie jest dla nas obrzy­dli­we, świat przypraw­ia nas o mdłoś­ci, jak głosił Sartre. Nie mamy więc w świecie żad­nego punk­tu opar­cia czy zaczepi­enia. Może­my oprzeć się tylko na sobie, choć i tu nie mamy żad­nego stałego punk­tu, z wyjątkiem niczym niewyz­nac­zonej wol­noś­ci. Ale ponieważ wszyscy ludzie są właśnie tacy, każdy z nieokreśloną, nieogranic­zoną i nieopanowaną wol­noś­cią, to – jak mówi Sartre – piekło to inni. No i zami­ast sen­su mamy piekło.

Świat jako wszys­tko, co ist­nieje. Kiedy w świecie nie było­by sen­su? Przede wszys­tkim przy­chodzi na myśl chaos, brak struk­tu­ry rzeczy­wis­toś­ci, zupeł­na (lub częś­ciowa) przy­pad­kowość zachodzą­cych w nim zdarzeń. Gdy nie ma w nim (lub w jego częś­ci) żad­nych kon­sek­went­nych sposobów dzi­ała­nia, stałych zależnoś­ci, gdy wewnątrz samego bytu, wewnątrz świa­ta nie ist­nieją prawa. Może też zachodz­ić inna sytu­ac­ja, a mianowicie jakaś niepoz­nawal­ność, nieprzenikalność poz­naw­cza świa­ta. Wtedy, nawet jeśli świat sam w sobie nie jest chao­ty­czny, to dla człowieka taki jest, bo my nie może­my uch­wycić w nim porząd­ku.

Aby trafnie pytać, coś trzeba wiedzieć.

Jakiekol­wiek pytanie powin­no założyć u pyta­jącego pewną wiedzę. Kiedy się nie wie nic, to też o nic nie moż­na pytać. Kiedy pytamy o sens życia ludzkiego, to mamy cho­ci­aż­by tylko potoczną – nie zawsze naukową i nie zawsze racjon­al­ną – wiedzę o człowieku. Jed­nak nie zawsze chce­my dowiady­wać się tylko czegoś potocznego, jak w cza­sie przy­god­nych rozmów na imien­i­nach u cio­ci. Pyta­jąc o sens życia człowieka, trze­ba wpierw uświadomić sobie kil­ka fun­da­men­tal­nych prawd (infor­ma­cji) o człowieku. Kim jest ten, o którego sens życia pytamy? Nawet nie mając wielkiej wiedzy, może­my powiedzieć o sobie, o człowieku, coś sen­sownego, jeśli tylko zadamy sobie trud racjon­al­nego myśle­nia.

Na ogół, i chy­ba bard­zo słusznie, choć nie zawsze w pełni świadomie, staw­iamy pyta­nia o rzeczy mniejsze, bliższe. Uzysku­jąc odpowiedzi na nie, wiemy lep­iej, o co pytać dalej, i wgłębi­amy się pyta­ni­a­mi dalej w rzeczy­wis­tość: jakie to jest? dlaczego? po co? Są to pyta­nia o struk­turę i wartość rzeczy, o ich przy­czyny, ich cel. Na pod­staw­ie takich pytań i odpowiedzi na nie chy­ba może­my już zacząć staw­iać pytanie o sens. Oczy­wiś­cie nawet w bard­zo wczes­nym okre­sie życia chce­my praw­ie naty­ch­mi­ast dociec jego sen­su. I mamy do tego pra­wo.

Uwaga na pochopne odpowiedzi!

Jed­nakże dobrze jest spo­jrzeć i na nasze poz­nawanie, i na naszą cieka­wość z pewnym dys­tansem. Czy już jesteśmy gotowi, może nie tyle do staw­ia­nia pytań o sens, co do dawa­nia na nie naty­ch­mi­as­towej odpowiedzi? Może lep­iej będzie dawać odpowiedzi warunk­owe, takie „na razie”, i poczekać trochę z odpowiedz­ią bezwarunk­ową, tą „na stałe”? Zresztą, czy i tych ostat­nich nie może­my odwołać, jeśli poz­namy nowe okolicznoś­ci, ustal­imy nowe prawdy? Jest tutaj pewien poważny prob­lem. W wieku poszuki­wa­nia sen­su i zbyt szy­bkiego zna­j­dowa­nia go mamy ten­dencję do pode­j­mowa­nia ważnych życiowo decyzji. Bard­zo częs­to pole­ga­ją one – w ramach sprze­ci­wu wobec poglądów innych – na rezy­gnacji z doty­chczas wpo­jonego sys­te­mu wartoś­ci.

Jest w tym duże ryzyko. Przyj­mu­jąc nowy styl życia, czy to z powodu ule­ga­nia otocze­niu, czy też zniechęceni wysiłkiem dąże­nia do wartoś­ci, popędzani emoc­ja­mi, naciskani popę­da­mi, zmieni­amy doty­chcza­sowy sposób dzi­ała­nia. A to powodu­je ksz­tał­towanie w nas nowych struk­tur wewnętrznych, nowych gotowoś­ci i ułatwień dzi­ała­nia (przez klasy­czną filo­zofię zwanych cno­ta­mi), sta­je­my się inni niż poprzed­nio. Wchodz­imy wów­czas na drogę, którą jest trud­no zmienić, nier­az ku włas­ne­mu zaskocze­niu i zakłopota­niu. Trud­no potem jest od tego ode­jść, mimo złoś­ci na siebie, starań i chę­ci.

Nie jesteśmy doskon­ali już ter­az. Zarówno my sami, jak i świat, jesteśmy w trak­cie roz­wo­ju, doskonale­nia. „Świat nie jest taki zły”, mówi piosen­ka. Jed­nakże przys­parza nam sporo kłopotów – trzęsienia zie­mi, tsuna­mi, hura­gany, powodzie. Nie jest staty­czny, nie jest jeszcze gotowy, ale in statu nascen­di, czyli nadal się rodzi. Nie tylko z powodu naszej słaboś­ci intelek­tu­al­nej, ale także z powodu zmi­en­noś­ci świa­ta tak trud­no jest przewidzieć, co się stanie. Po drugie, także my sami cią­gle się rodz­imy, bo tak moż­na nazwać nasz rozwój oso­bisty, jed­nos­tkowy, ale także społeczny i his­to­ryczny.

Poddani prawom rozwoju, ale nie bezbronni

Jed­ną rzecz już powiedziano wcześniej – jesteśmy pod­dani prawu roz­wo­ju, nie jesteśmy od samego początku życia w pełni gotowi. Przez każde dzi­ałanie sta­je­my się jakim­iś. Na dodatek to „jakieś” nie jest dowolne, ale zakreślone pewny­mi wyz­nacznika­mi, zada­ni­a­mi i ograniczeni­a­mi. Ograniczeń nie lubimy, ale są chy­ba najłatwiej zauważalne. Nie może­my pły­wać jak ryby, nie może­my latać jak pta­ki. Na to nie pozwala nasza natu­ra. Ale też są przeszkody, które może­my pokon­ać. Dowo­dem na to jest naby­wanie wiedzy czy cią­gle popraw­iane reko­rdy sportowe albo osiąg­nię­cia cywiliza­cji, jak na przykład zach­wyca­jące osiąg­nię­cia chirurgii.

A więc jesteśmy dynam­iczni, twór­czy, zmieni­a­ją­cy siebie i świat. Nie jesteśmy bezbron­ni i miotani zewnętrzny­mi siła­mi ani też wewnętrzny­mi, choć nieza­leżny­mi od naszej woli. Czegoś sami chce­my i sami do tego dochodz­imy, choć nier­az z tru­dem. To pier­wszy wniosek. Dru­gi zaś jest taki, że warunk­iem naszej skutecznej twór­c­zoś­ci jest poz­nawal­ność siebie i świa­ta, dochodze­nie do prawdy, w tym poz­nanie pewnej trwałoś­ci bytu, możli­wość pow­tarzal­noś­ci naszych dzi­ałań oraz stałoś­ci praw świa­ta. Moż­na to nazwać jakimś ładem rzeczy­wis­toś­ci. Dzię­ki temu jesteśmy w stanie osią­gać swo­je cele. Te najbliższe, pospo­lite. Ale także te dające nam satys­fakcję z życia. Czy to jest ten poszuki­wany sens? Chy­ba tak. Czy tak jest zawsze i w sposób nieuchron­ny? Nieste­ty nie. Sytu­ac­ja jest bard­zo skom­p­likowana.

Pod­sumowu­jąc. Świat jest w pewien sposób uporząd­kowany, choć cią­gle nas zaskaku­je zmi­ana­mi. My także, choć zmi­en­ni, w jak­iś sposób jesteśmy uporząd­kowani i nad­to może­my się sami porząd­kować dzię­ki naszym siłom poz­na­nia i dzi­ała­nia. Może­my też porząd­kować świat pracą i dos­tosowywać do siebie. W tym wszys­tkim jest jak­iś cel i dzię­ki temu może­my jakoś sen­sown­ie, a więc nie chao­ty­cznie żyć. Ale nie może­my abso­lut­nie wszys­tkiego. Słowo „abso­lut­nie” wskazu­je na niezwyk­le ważną cechę naszego, ludzkiego i świa­towego ist­nienia. Ani świat, ani my nie jesteśmy Absolutem. W filo­zofii klasy­cznej mówi się w tym przy­pad­ku o przy­god­noś­ci ist­nienia. To bard­zo bogate w treść poję­cie. Zaw­iera się w nim właśnie kru­chość, zależność w ist­nie­niu i w struk­turze od Abso­lu­tu. A Absolutem stać się nie może­my. Taki jest nasz los: mamy w sobie i moc, i słabość. Nie tylko możli­woś­cią, lecz również zadaniem naszym jest dążność do bycia „więcej”. Poz­nanie i uznanie tej prawdy wyz­nacza sens naszego ist­nienia – może­my zmieni­ać siebie, może­my zmieni­ać świat, może­my dążyć do doskon­ałoś­ci. Nie musimy biernie pod­dawać się biegowi świa­ta albo jedynie odpowiadać na wyt­warzaną przez niego sytu­ację. Może­my czyn­nie się do niego usto­sunkować, nawet wów­czas, gdy sytu­ac­ja jest nieko­rzyst­na. Ja o sobie decy­du­ję, cza­sem wbrew, a cza­sem zgod­nie z inny­mi, ze światem. Może­my przy­na­jm­niej zgadzać się lub nie zgadzać na twor­zone przez sytu­ację warun­ki bytowa­nia i utrzymy­wać włas­ną hier­ar­chię wartoś­ci. Cza­sem to mało, ale cza­sem bard­zo dużo. I w tym jest jak­iś sens, jeśli zachowu­je­my swo­ją osobowość, jeśli zachowu­je­my god­ną postawę wobec świa­ta, swo­ją racjon­al­ność i wol­ność. Aby to czynić, musimy jed­nakże poz­nać wartoś­ci. Poz­nać, a nie wyz­naczyć, bo one są zależne nie od nas, a od sposobu naszego ist­nienia. To zaś wyz­nac­zone jest przez Abso­lut lub Boga, jak kto woli. Ale to już całkiem inna sprawa.


Jerzy W. Gałkows­ki – Emery­towany pro­fe­sor filo­zofii, wielo­let­ni pra­cown­ik Katolick­iego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego Jana Pawła II. Zaj­mu­je się etyką i filo­zofią człowieka. Jego hob­by to lit­er­atu­ra, muzy­ka i (kiedyś) turysty­ka, szczegól­nie żeglarst­wo.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.  W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.


Zachę­camy do dyskusji pod tek­stem lub na naszym fanpage’u.

Najnowszy numer można nabyć od 3 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy