Artykuł Filozofia umysłu

Joanna Krzemkowska-Saja: Przewrót emocjonalny w filozofii

Mogłoby się wydawać, że są takie zagadnienia i pytania filozoficzne, które zostały dawno i w sposób definitywny rozstrzygnięte. Problem emocji jasno pokazuje, iż jest to złudzenie, któremu możemy ulec, patrząc na ponad dwadzieścia pięć wieków rozważań filozoficznych. Filozofia nieustannie na nowo podejmuje stare problemy, by dojść do ich pełniejszego zrozumienia. A jak dzisiaj filozofowie patrzą na emocjonalną stronę naszej natury?

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2017 nr 4 (16), s. 6–8. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku  PDF.


Pla­ton i Ary­sto­te­les zgod­nie uzna­wa­li zdzi­wie­nie za źró­dło filo­zo­fo­wa­nia. Zdu­mie­nie jest swo­istym star­tem na dro­dze filo­zo­fa i naukow­ca, któ­rej metę wyzna­cza rado­sne poczu­cie wie­dzy, rozu­mie­nia, pew­no­ści lub zado­wo­le­nia, jak suge­ro­wał jeden z lide­rów pozy­ty­wi­zmu logicz­ne­go, Moritz Schlick. Taka, wyda­wać by się mogło, nobi­li­ta­cja emo­cji zwy­kle nie ozna­cza­ła jed­nak auto­ma­tycz­ne­go uzna­nia ich wewnętrz­nej war­to­ści, poży­tecz­no­ści i wagi, jaką mają dla filo­zo­fii czło­wie­ka.
Cho­ciaż źró­dłem filo­zo­fii – jak się wyda­je, czy­sto racjo­na­li­stycz­nej dys­cy­pli­ny – jest zdzi­wie­nie, to emo­cje i rozum bar­dzo czę­sto postrze­ga­no jako parę, w któ­rej rolę czar­ne­go cha­rak­te­ru odgry­wa­ły wła­śnie nasze namięt­no­ści.

Wstydliwy problem

W histo­rii filo­zo­fii emo­cje zwy­kle sta­no­wi­ły dla filo­zo­fów dosyć przy­kry pro­blem. Mimo iż nie moż­na było ich pomi­nąć, bo obok naszych pra­gnień i prze­ko­nań sta­no­wią trze­cią, nie­zwy­kle moty­wa­cyj­ną siłę w nas dzia­ła­ją­cą, to dzia­ła­nie tej siły wyda­wa­ło się wie­lu filo­zo­fom już od sta­ro­żyt­no­ści nie­wy­god­ne, uciąż­li­we, a nawet wsty­dli­we.

Emo­cje były tym, co sta­no­wi­ło ciem­ną stro­nę naszej natu­ry i co wyma­ga­ło kon­tro­li rozu­mu. Prze­ko­na­nie o koniecz­no­ści ujarz­mie­nia emo­cji wią­że się z ich obra­zem jako sza­leń­stwa, klę­ski praw­dzi­we­go Ja, ponie­sio­nej w star­ciu z czymś zupeł­nie obcym. Rozu­mo­wi, sta­no­wią­ce­mu isto­tę czło­wie­czeń­stwa, odróż­nia­ją­cą nas od innych bytów, przy­zna­na zosta­je wła­dza nad emo­cja­mi – odru­cha­mi nie w peł­ni ludz­ki­mi. Dzię­ki domi­na­cji rozu­mu emo­cje zosta­ją zdła­wio­ne w zarod­ku lub nale­ży­cie ukie­run­ko­wa­ne i wyre­gu­lo­wa­ne. Zada­nie filo­zo­fów już w sta­ro­żyt­no­ści pole­ga­ło w dużej mie­rze na tym, by leczyć ludzi z ich irra­cjo­nal­nych lęków, poskra­miać nie­bez­piecz­ny i szko­dli­wy gniew i nie pozwo­lić, by zbyt­nia weso­łość prze­sło­ni­ła im ade­kwat­ny obraz świa­ta. Jak mawiał Demo­kryt: „sztu­ka lekar­ska leczy cho­ro­by cia­ła, a mądrość uwal­nia duszę od namięt­no­ści”.

Śre­dnio­wiecz­ni filo­zo­fo­wie zasad­ni­czo kon­ty­nu­owa­li sta­ro­żyt­ne podej­ście do emo­cji, umiesz­cza­jąc je w kon­tek­ście teo­lo­gii chrze­ści­jań­skiej. Dzię­ki temu mogli oni doce­nić okre­ślo­ne emo­cje jako wła­ści­we lub słusz­ne. Przy­kła­dów tego rodza­ju dostar­cza­ją cho­ciaż­by miłość do wro­gów, bojaźń Boża czy gniew wobec bał­wo­chwal­ców. Nie­mniej jed­nak emo­cje były uzna­wa­ne, jak w kon­cep­cji św. Augu­sty­na, za prze­ciw­staw­ne rozu­mo­wi na sku­tek grze­chu pier­wo­rod­ne­go.

Wraz z nasta­niem okre­su nowo­żyt­ne­go zmie­ni­ła się nie­co per­spek­ty­wa spoj­rze­nia na emo­cje. Kar­te­zjusz jako jeden z pierw­szych umie­ścił roz­wa­ża­nia nad nimi poza kon­tek­stem etycz­nym. Jego celem była odpo­wiedź na pyta­nie, co to zna­czy, że emo­cje są zja­wi­ska­mi psy­chicz­ny­mi. W jego uję­ciu nie są one już zabu­rze­nia­mi, ale zja­wi­ska­mi natu­ral­ny­mi, powsta­ją­cy­mi jako sku­tek związ­ku duszy z cia­łem, a jako takie mają cha­rak­ter zarów­no psy­chicz­ny, jak i fizjo­lo­gicz­ny. Nie są zatem przez Kar­te­zju­sza trak­to­wa­ne nega­tyw­nie. Jako sta­ny o pod­ło­żu fizjo­lo­gicz­nym są prze­waż­nie mecha­ni­zma­mi mają­cy­mi uła­twić cia­łu zdo­by­cie rze­czy koniecz­nych i unik­nię­cie gro­żą­cych mu nie­bez­pie­czeństw. Jed­nak choć Kar­te­zjusz uzna­wał poży­tecz­ność emo­cji, to ‒ podob­nie jak wie­lu jego poprzed­ni­ków ‒ twier­dził, iż koniecz­na jest nad nimi kon­tro­la rozu­mu, by nie zapro­wa­dzi­ły one pod­mio­tu na manow­ce.

Mimo iż taki, raczej mało pochleb­ny, obraz emo­cji zasad­ni­czo domi­no­wał w histo­rii filo­zo­fii, to jed­nak zda­rza­ły się sta­no­wi­ska, któ­re dale­kie były od pięt­no­wa­nia emo­cji jako ciem­nej stro­ny naszej natu­ry. Szcze­gól­nie moc­no brzmią w tym kon­tek­ście sło­wa Davi­da Hume’a, któ­ry uznał, iż „Rozum jest i winien być tyl­ko nie­wol­ni­kiem uczuć i nie może mieć nigdy rosz­cze­nia do innej funk­cji niż do tego, żeby uczu­ciom słu­żyć posłusz­nie”.

Jed­nak rów­nież tutaj utrzy­ma­ny zosta­je anta­go­nizm emo­cji i rozu­mu, choć rela­cja zosta­je odwró­co­na – to emo­cje ogra­ni­cza­ją lub powin­ny ogra­ni­czać rozum.

Nowe otwarcie

Współ­cze­śnie teza o anta­go­ni­stycz­nej rela­cji mię­dzy emo­cja­mi i rozu­mem jest bar­dzo czę­sto kwe­stio­no­wa­na. Sze­ro­ko dys­ku­to­wa­ne są poglą­dy filo­zo­fów, któ­rzy twier­dzą, że

emo­cje nie tyl­ko nie prze­szka­dza­ją nasze­mu rozu­mo­wi, ale wręcz umoż­li­wia­ją jego popraw­ne funk­cjo­no­wa­nie. Krót­ko mówiąc, czło­wiek racjo­nal­ny to czło­wiek emo­cjo­nal­ny.

Żeby to zoba­czyć, roz­waż­my przy­pa­dek Nie­lo­gicz­ne­go Roma­na – czło­wie­ka, któ­ry zasa­dę logicz­ne­go myśle­nia uznał za uni­wer­sal­nie waż­ną. Kie­dy tyl­ko Nie­lo­gicz­ny Roman sta­wał wobec koniecz­no­ści pod­ję­cia decy­zji, zbie­rał wszel­kie dostęp­ne dane, sta­ran­nie sza­co­wał ich wagę, a następ­nie szu­kał logicz­nie wyni­ka­ją­ce­go z nich wyj­ścia. Mimo tej – wyda­wa­ło­by się – gwa­ran­tu­ją­cej suk­ces zasa­dy, życie Roma­na nie ukła­da­ło się dla nie­go pomyśl­nie. Na przy­kład nie dostał on awan­su w pra­cy, ponie­waż nie był w sta­nie zło­żyć odpo­wied­nio wypeł­nio­ne­go wnio­sku. Musiał w nim bowiem wymie­nić zgod­nie z wła­snym roze­zna­niem „wszyst­kie swo­je istot­ne dzia­ła­nia”. Zbie­ra­jąc i dopre­cy­zo­wu­jąc dostęp­ne dane, Roman roz­po­czął kore­spon­den­cję z pra­co­daw­cą, w któ­rej pro­sił o dokład­ne wyja­śnie­nie zna­cze­nia sło­wa „istot­ny” (istot­ny ze wzglę­du na co?). Gdy męż­czy­zna otrzy­mał odpo­wiedź, iż cho­dzi o takie dzia­ła­nia, któ­re były istot­ne dla wyko­ny­wa­nej przez nie­go pra­cy, stwier­dził, iż wszyst­ko, co w życiu zro­bił było w jakiś spo­sób istot­ne. Osta­tecz­nie do awan­su nie doszło, ponie­waż Roman nie zdo­łał pre­cy­zyj­nie odpo­wie­dzieć sobie na pyta­nie o istot­ne dzia­ła­nia i nie zło­żył wnio­sku. Co było więc nie tak z dzia­ła­nia­mi Nie­lo­gicz­ne­go Roma­na? Naj­wy­raź­niej pomy­lił on dzia­ła­nie logicz­ne z dzia­ła­niem racjo­nal­nym, któ­re­go nie moż­na spro­wa­dzać do umie­jęt­no­ści prze­pro­wa­dza­nia pre­cy­zyj­nych wnio­sko­wań. Nasz boha­ter, opie­ra­jąc się jedy­nie na rozu­mie, zagu­bił się w gąsz­czu logicz­nych kon­se­kwen­cji roz­wa­ża­nych sytu­acji. Sam rozum, nie­pod­par­ty emo­cja­mi, nie był w sta­nie wyzna­czyć mu szla­ku, któ­ry mógł­by dopro­wa­dzić go do korzyst­nych dla nie­go decy­zji.

Przy­pa­dek Nie­lo­gicz­ne­go Roma­na poka­zu­je, iż zdol­no­ści zwią­za­ne z pro­ce­sa­mi rozu­mo­wy­mi i poznaw­czy­mi wyma­ga­ją uzu­peł­nie­nia. Pod­miot, któ­ry posia­da wyso­ko roz­wi­nię­te umie­jęt­no­ści wnio­sko­wa­nia, ale nie jest w sta­nie wybrać spo­śród nie­za­wod­nych rozu­mo­wań czy praw­dzi­wych wnio­sków tych, któ­re są naj­bar­dziej obie­cu­ją­ce i naj­waż­niej­sze w okre­ślo­nych oko­licz­no­ściach, trud­no uznać za racjo­nal­ny. Nie dostrze­że on bowiem, że nie­któ­re linie rozu­mo­wa­nia są waż­niej­sze dla nie­go w danych oko­licz­no­ściach i nie będzie się potra­fił na nich sku­pić, ponie­waż będzie zaję­ty roz­wa­ża­niem wszyst­kich rodza­jów moż­li­wo­ści i ich skut­ków.

W tym sen­sie emo­cje jawią się zatem jako nie­zby­wal­ny ele­ment racjo­nal­no­ści. Ich rola jest podob­na do tej, któ­rą peł­ni per­cep­cja. Emo­cje bowiem akcen­tu­ją okre­ślo­ne aspek­ty sytu­acji i w ten spo­sób ogra­ni­cza­ją zakres infor­ma­cji bra­nych w danym momen­cie pod uwa­gę.

W prze­ci­wień­stwie do pra­gnień, emo­cje nie dyk­tu­ją żad­ne­go okre­ślo­ne­go zacho­wa­nia, ale kie­ru­ją uwa­gę pod­mio­tu na moż­li­wo­ści, któ­rych roz­wa­że­nie jest istot­ne i korzyst­ne dla nie­go w danych oko­licz­no­ściach.

Jest to umie­jęt­ność, któ­rej trze­ba się nauczyć. Małe dzie­ci na przy­kład boją się rze­czy i sytu­acji, któ­re nie są nie­bez­piecz­ne (duże bzy­czą­ce muchy), a nie doce­nia­ją i nie dostrze­ga­ją w porę rze­czy­wi­stych nie­bez­pie­czeństw (na przy­kład zbli­ża­ją­cej się cię­ża­rów­ki czy wychy­la­nia się przez okno na trze­cim pię­trze). Jed­ną z naj­waż­niej­szych cech doświad­cze­nia jest wła­śnie roz­wi­ja­nie traf­nych reak­cji emo­cjo­nal­nych w okre­ślo­nych warun­kach. To dzię­ki tak rozu­mia­nej doj­rza­ło­ści emo­cjo­nal­nej, któ­rą za Ary­sto­te­le­sem moż­na nazwać posia­da­niem cnót, pod­miot jest w sta­nie wychwy­cić naj­istot­niej­sze cechy doty­czą­cych go sytu­acji i dla wła­sne­go dobra dzia­łać zgod­nie z ich wymo­ga­mi.


Joan­na Krzem­kow­ska-Saja – Asy­stent w Insty­tu­cie Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Szcze­ciń­skie­go. Zaj­mu­je się przede wszyst­kim filo­zo­fią emo­cji, ale tak­że filo­zo­fią umy­słu oraz filo­zo­fią języ­ka. Miło­śnicz­ka lite­ra­tu­ry rosyj­skiej, wycie­czek gór­skich i dobrej kuch­ni z róż­nych moż­li­wych świa­tów.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.  W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: Han­na Urban­kow­ska

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Zupeł­nie nie mogę się zgo­dzić z tezą Autor­ki doty­czą­cą fik­cyj­nej posta­ci Nie­lo­gicz­ne­go Roma­na, któ­ry ‘’…zagu­bił się w gąsz­czu logicz­nych kon­se­kwen­cji roz­ma­itych sytu­acji. Sam rozum, nie­pod­par­ty emo­cja­mi, nie był w sta­nie wyzna­czyć mu szla­ku, któ­ry mógł­by dopro­wa­dzić go do korzyst­nych dla nie­go decy­zji.”
    Emo­cje były potrzeb­ne nasze­mu boha­te­ro­wi tyl­ko w tym momen­cie, kie­dy musiał uzmy­sło­wić sobie, czy chce ubie­gać się o awans. Kie­dy pod ich wpły­wem pod­jął decy­zję: „tak, chcę tego awan­su”, mógł już spo­koj­nie, na zim­no, roz­wa­żyć, jakie prak­tycz­ne środ­ki powi­nien zasto­so­wać dla osią­gnię­cia tego celu. Czy­sty rozum, bez śla­du emo­cji, suge­ru­je w tym wypad­ku, że wnio­sek nale­ży napi­sać tak, aby spodo­bał się on sze­fo­wi. Co może się sze­fo­wi spodo­bać, nasz Romek powi­nien wie­dzieć, jeśli prze­pra­co­wał pod jego kie­row­nic­twem kil­ka lat. I do tego też nie potrze­bo­wał emo­cji, wystar­czy­ło się­gnąć do pamię­ci.

    Dla­cze­go nasz boha­ter zacho­wał się nie­ro­zum­nie i zamiast reali­zo­wać wyzna­czo­ny cel zagłę­bił się w bez­sen­sow­ne poszu­ki­wa­nia abs­trak­cyj­nej praw­dy? Naj­pew­niej uczy­nił to ule­ga­jąc emo­cjom – widocz­nie był z zami­ło­wa­nia filo­zo­fem i takie roz­wa­ża­nia pocią­ga­ły go bar­dziej, niż reali­za­cja zada­nia. Być może zawi­ni­ło rów­nież emo­cjo­nal­ne przy­wią­za­nie do mówie­nia w każ­dej sytu­acji praw­dy. W każ­dym razie to nie rozum, a uczu­cia przy­czy­ni­ły się do poraż­ki Nie­lo­gicz­ne­go Roma­na.
    Nie mogę rów­nież zgo­dzić się, że funk­cją rozu­mu jest wyłącz­nie prze­pro­wa­dza­nie ści­słych logicz­nych ope­ra­cji na kształt mate­ma­tycz­nych dowo­dów. To kary­ka­tu­ra rozum­ne­go myśle­nia. Do „rozu­mo­wych” (i rozum­nych) ope­ra­cji nale­ży sza­co­wa­nie praw­do­po­do­bień­stwa suk­ce­su, wybór naj­sku­tecz­niej­szej ścież­ki dzia­ła­nia itd. Do dome­ny rozu­mu nale­żą nie tyl­ko kom­plet­ne łań­cu­chy deduk­cyj­ne w logi­ce zero-jedyn­ko­wej, ale i ope­ra­cje wyko­rzy­stu­ją­ce wie­lo­war­to­ścio­wą i roz­my­tą logi­kę.
    Z fak­tu, ze przy­kład poda­ny przez Autor­kę był zupeł­nie nie­tra­fio­ny, nie wyni­ka, że emo­cje nie odgry­wa­ją w naszym życiu ogrom­nej roli. Przed chwi­lą napi­sa­łem, że Romek powi­nien się­gnąć do pamię­ci, aby dowie­dzieć się, co szef lubi i ceni. Gdy­by nasz boha­ter był czło­wie­kiem pozba­wio­nym emo­cji, zapew­ne by nie zauwa­żył i nie zapa­mię­tał więk­szo­ści zacho­wań swo­je­go prze­ło­żo­ne­go i w kon­se­kwen­cji nie miał­by do cze­go się­gać. A to tyl­ko jeden z wie­lu przy­kła­dów pomoc­nej roli uczuć.
    Uczu­cia są rów­nież powią­za­ne z pro­ce­sem rozum­ne­go myśle­nia. Przed przy­ję­ciem ewi­dent­nej bzdu­ry za praw­dę „rozum się bun­tu­je”. Kie­dy (w naszej subiek­tyw­nej oce­nie) docho­dzi­my do jakiejś praw­dy, odczu­wa­my spe­cy­ficz­ne zado­wo­le­nie. Są to inne­go rodza­ju emo­cje niż te, któ­re ofia­rom oszu­stów matry­mo­nial­nych każą wyzbyć się całe­go mająt­ku zanim, zwy­kle na sku­tek bole­sne­go doświad­cze­nia, ich rozum ponie­wcza­sie powra­ca na wła­ści­we miej­sce.

  • utrzy­ma­ny zosta­je anta­go­nizm emo­cji i rozu­mu”
    Ten anta­go­nizm ule­ga uwi­docz­nie­niu w ide­ali­zmie nie­miec­kim i został bez­kry­tycz­nie prze­nie­sio­ny na dal­szą filo­zo­fię, np. mark­sizm. Dostrze­gal­ny jest już wcze­śniej, choć nie tak jasno wypo­wie­dzia­ny jak u Fih­te­go i kon­ty­nu­ato­rów. Ide­ali­ści prze­pro­wa­dzi­li deduk­cję mecha­ni­zmu samo­świa­do­mo­ści, w któ­rym, być może nie dostrze­ga­jąc, uzna­li iż pod­miot i jego uprzed­mio­to­wie­nie są sobie prze­ciw­sta­wio­ne. Tym­cza­sem, pod­miot doko­nu­ją­cy spo­strze­że­nia sie­bie, czy­li pozna­nia, wte­dy gdy pozna­je, ist­nie­je jako ‘odczu­cie sie­bie’, “czu­je że coś jest” i to uprzed­mia­ta­wia. Uzy­sku­je w spo­sób natu­ral­ny zgod­ne ze sobą przed­sta­wie­nie swo­je­go ist­nie­nia w pozna­niu. Pły­ną z tego dwa pod­sta­wo­we wnio­ski, jeden, sko­ro nie wal­czy ze swo­im uprzed­mio­to­wie­niem, zga­dza się z nim. Dru­gi, że sko­ro zga­dza się, a pod­czas oglą­da­nia sie­bie
    jest ‘odczu­ciem ist­nie­nia’ ule­ga­ją­cym następ­nie oglą­do­wi, tak­że tu w rela­cji uczuć i rozu­mu jest moż­li­wa i ma wystą­pić zgod­ność.
    Myślę tak­że, że emo­cje nale­ży trak­to­wać jako “wyrzut” odczuć w posta­ci zmy­sło­wej, zacho­wań cia­ła, czy słów. Odczu­cie, uczu­cie jest źró­dło­wą posta­cią ist­nie­nia. Bez spraw­dze­nia moż­li­wo­ści samo­po­zna­nia filo­zo­fia nie doj­dzie do pozna­nia zgod­ny uczuć i rozu­mu, a samo­po­zna­nie na razie jest w niej nie­moż­li­we.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy