Artykuł Filozofia nauki Filozofia przyrody Ontologia

John D. Norton: Jak nie myśleć o przyczynowości

Nauka upewnia nas w tym, że zmianami w świecie rządzą niezawodne i powtarzalne prawidłowości. Ciała spadają swobodnie, ciepło przepływa od miejsca gorącego do zimnego, a światło rozchodzi się z dużą prędkością po liniach prostych. To wszystko jest przedmiotem badania nauki: teorii grawitacji, termodynamiki i optyki. Te wszystkie fakty przedstawiają sens uporządkowanego połączenia przedmiotów w naszym świecie. Metafizycy jednak powiedzą, że odkryli głębszą prawdę na temat tego, jak rzeczy łączą się ze sobą.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2019 nr 3 (27), s. 16–18. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Metafizyka przyczynowości

Metafizy­cy twierdzą, że w świecie ist­nieje przy­czynowość na bardziej fun­da­men­tal­nym poziomie. Wyraża się ona w jed­nym z najogól­niejszych fak­tów o świecie: w zasadzie przy­czynowoś­ci. Zasa­da ta poprzedza wszelką naukę. Każ­da dyscy­plina nau­ki musi ją uwzględ­ni­ać; celem zaś poszczegól­nych dyscy­plin jest jedynie znalezie­nie konkret­nej formy tej zasady, dos­tosowanej do danego przed­mio­tu badań.

Było­by cud­own­ie mieć taką zasadę. Trud­ność tkwi jed­nak w tym, że metafizy­cy nie byli w stanie sfor­mułować zasady przy­czynowoś­ci, która by w sposób poprawny i zde­cy­dowany wprowadza­ła fak­ty­czne ograniczenia pro­cesów zachodzą­cych w świecie. Pró­by sfor­mułowa­nia tych apri­o­rycznych ograniczeń tworzą ciągłą his­torię niepowodzeń.

Historia niepowodzeń

Arys­tote­les twierdz­ił, że wszys­tkie pro­cesy mają przy­czyny celowe. Są one tym, po co pro­cesy zachodzą. Woda spły­wa po górs­kich zboczach, by osiągnąć swo­je nat­u­ralne miejsce w dolin­ie. Ogień strzela w górę, by osiągnąć swo­je nat­u­ralne miejsce w zewnętrznej sferze ziem­skiej. XVII-wieczni filo­zo­fowie mechan­i­cysty­czni nie zgadza­li się z tym. Uważali, że wszys­tkie pro­cesy kierowane są czys­to mechan­icznie przez pod­mio­ty dzi­ała­jące w danej chwili w fizy­cznym kon­tak­cie z pro­ce­sem. Same pro­cesy nie mają żad­nych celów. Nie ma przy­czyn celowych.

Gdy wprowadzi się jakieś spros­towanie, łat­wo jest ulec złudze­niu, że jest ono ostate­czne, na zawsze prawdzi­we. Nawet New­ton, jeden z moich najwięk­szych naukowych bohaterów, wpadł w tę pułap­kę. Gdy Ziemia przy­cią­ga graw­ita­cyjnie Księżyc, czy siła ziem­skiej graw­itacji dzi­ała na odległy Księżyc bez żad­nego pośred­ni­ka, który by ją przenosił, wbrew założe­niom filo­zofii mech­a­nisty­cznej? New­ton odrzu­cił ten pomysł, uważa­jąc go za niedorzeczny:

że jed­no ciało mogło­by odd­zi­ały­wać na drugie na odległość przez próżnię, bez żad­nego pośred­ni­ka, poprzez i dzię­ki które­mu jego odd­zi­ały­wanie i siła mogły­by zostać przekazane od jed­nego do drugiego, jest dla mnie tak wielkim absur­dem, że uważam, że nikt, kto ma odpowied­nio wyk­sz­tał­coną zdol­ność myśle­nia o kwes­t­i­ach filo­zoficznych, nie mógł­by go przyjąć [Four Let­ters From Isaac New­ton to Doc­tor Bent­ley, 1761].

Mimo to dziś graw­itację Newtonowską powszech­nie uzna­je się za niewyma­ga­jące ośrod­ka odd­zi­ały­wanie na odległość.

Do XIX wieku poję­cie przy­czynowoś­ci zostało oczyszc­zone z wszel­kich ozdob­ników. Zostało zre­dukowane do jed­nej prostej idei: obec­ny stan układu deter­min­u­je stan przyszły. Nic więcej. Przy­czynowość pole­ga na deter­minizmie. Oto co twierdzi John Stew­art Mill w swoim XIX-wiecznym dziele Sys­tem logi­ki deduk­cyjnej i induk­cyjnej:

Pra­wo przy­czynowoś­ci […] jest tylko prawdą potoczną, że na pod­staw­ie obserwacji okazu­je się, iż niezmi­enne następst­wo zachodzi między każdym fak­tem w naturze i jakimś innym fak­tem, który go poprzedzał; nieza­leżnie do wszel­kich rozważań, które biorą pod uwagę ostate­czny sposób wywoły­wa­nia zjawisk i od wszelkiego innego pyta­nia co do natu­ry „rzeczy samych w sobie” [Sys­tem logi­ki deduk­cyjnej i induk­cyjnej, 1962].

Filo­zoficz­na atrak­cyjność tego oczyszc­zonego poję­cia tkwi w jego klarownoś­ci i pros­to­cie. Stąd też bierze się jego zgu­ba. We wczes­nych lat­ach 20. XX wieku pod­stawy fizy­ki zostały opanowane przez teorię kwan­tową. Zgod­nie z nią ter­aźniejs­zość już nie deter­min­u­je przyszłoś­ci. Jedyne, co teo­ria kwan­towa może zaofer­ować, to praw­dopodobieńst­wo nade­jś­cia różnych przyszłoś­ci. Filo­zo­fowie zareagowali szok­iem. Przy­czynowy porządek świa­ta został zniszc­zony.

Friedrich Wais­mann opisał później to zniszcze­nie w chmurnych słowach w wykładzie z 1958 roku pt. The Decline and Fall of Causal­i­ty. Jak twierdzi,

zde­cy­dowanie nad­szedł koniec przy­czynowoś­ci, nau­ka o atom­ie dotarła do poziomu, gdzie wyma­gana jest zupełnie nowa ori­en­tac­ja [Turn­ing Points in Physics, 1959].

Jego ponury ton był spowodowany nie tylko utratą deter­miniz­mu, ale i nową kon­cepcją Bohra, zgod­nie z którą klasy­czne opisy przestrzeni i cza­su również trze­ba odrzu­cić jako zawodne.

Zgiełk i zamieszanie wkrótce minęły. Jedyne, co naprawdę stra­cil­iśmy, to ­wadli­we poję­cie przy­czynowoś­ci. Nie było trud­no zastąpić go innym. Stwierd­zono, że przy­czyny nie deter­min­u­ją swoich skutków. One jedynie pod­noszą ich praw­dopodobieńst­wo. Hans Reichen­bach wprowadz­ił nową zasadę wspól­nej przy­czyny: prob­a­bilisty­cznie sko­relowane wyni­ki muszą mieć wspól­ną przy­czynę, odpowiedzial­ną za ich korelację. Jed­nak nawet ta zasa­da została obalona przez anom­alie man­i­fes­tu­jące się w dzi­wnych stanach kwan­towych, zwanych stana­mi splą­tany­mi.

Ten prob­a­bilisty­czny pogląd jest mimo to obec­nie powszech­nie przyj­mowany. Jed­nak i on jest kruchy. Wystar­czy, że się trochę nad prob­le­mem pochylimy, a zauważymy, że dość proste teorie fizy­czne dają przykłady układów, których stan obec­ny nie usta­la stanów przyszłych, a nawet nie wskazu­je praw­dopodobieńst­wa wys­tąpi­enia różnych ich możli­woś­ci (zajrzyj na przykład do mojego artykułu Cau­sa­tion as Folk Sci­ence).

Konsekwencje

Jaką lekcję powin­niśmy wynieść z tej his­to­rycznej poraż­ki? Czy jest ana­log­icz­na do rewolucji, które widy­wal­iśmy wielokrot­nie w nauce? Słyn­na mechani­ka New­tona została zastą­pi­ona teorią względ­noś­ci Ein­steina. XIX-wieczne fale i cząst­ki zostały zastą­pi­one dual­izmem kor­pusku­larno-falowym w XX-wiecznej teorii kwan­towej. I tak dalej. Te poraż­ki są częś­cią naukowej samoko­rek­ty. Każ­da nowa teo­ria włącza starą i ją popraw­ia.

Poraż­ka metafizy­ki ma inny charak­ter, gdyż rewoluc­je naukowe mają źródło w samej nauce. Wyras­ta­ją z obserwacji i ekspery­men­tów. Metafizy­ka przy­czynowoś­ci nie ma żad­nego nieza­leżnego sposobu gen­erowa­nia nowych pomysłów. Zmi­any są w niej narzu­cane przez zmi­any w nauce i częs­to są niechęt­nie przyj­mowane przez opornego metafizy­ka. Metafizy­ka przy­czynowoś­ci, uda­jąc, że prze­wodzi nauce, tak naprawdę po pros­tu ją naśladu­je i za nią podąża.

Jak powin­niśmy więc myśleć o rozwlekłych oświad­czeni­ach metafizyków przy­czynowoś­ci? Jeśli usiłu­ją ograniczyć fak­ty­czne możli­woś­ci wszys­t­kich nauk, to jest to pró­ba upraw­ia­nia nau­ki nieza­leżnie od doświad­czenia istot­nych częś­ci świa­ta. Ich poraż­ka jest nie­u­nikniona, bo natu­ra wielokrot­nie już udowod­niła, że potrafi przekraczać nasze najśmiel­sze wyobraże­nia.

Jeśli jed­nak te oświad­czenia nie ogranicza­ją fak­ty­cznych możli­woś­ci nauk, to co w takim razie robią? Sądzę, że co najwyżej etyki­etu­ją. Widz­imy ciało spada­jące pod wpły­wem graw­itacji. Mówimy, że graw­itac­ja spowodowała jego upadek. Widz­imy, jak siła mag­ne­ty­cz­na przy­cią­ga opił­ki żelaza w stronę mag­ne­su. Mówimy, że magnes powodu­je ruch opiłków żelaza. Widz­imy, że morskie powi­etrze koro­du­je żelazne tory. Mówimy, że morskie powi­etrze powodu­je korozję.

Te przy­czynowe etyki­ety nie doda­ją żad­nych fak­tów do ory­gi­nal­nego twierdzenia naukowego. Przy­czepi­a­ją tylko nazwy. Jed­nak nie są bezwartoś­ciowe. Oswa­ja­ją nas z proce­sa­mi, które bez nich wydawały­by nam się tajem­nicze i niezrozu­mi­ałe.

Jak niewidzialne słone powi­etrze może korodować żela­zo? To jak mysz, która przy­chodzi nocą nieza­uważona i pod­ja­da ser. Jak Ziemia może przy­cią­gać Księżyc, a magnes żela­zo bez żad­nego pośred­nict­wa? To jak przy­cią­ganie psa do pełnej jedzenia mis­ki albo przy­cią­ganie fanów przez gwiazdę fil­mową. Dzię­ki temu niez­na­jome sta­je się zna­jome.

Ist­nieje też prak­ty­cz­na korzyść. Odkryliśmy, że pod­wyżs­zony poziom flu­o­ru w wodzie pit­nej jest pow­iązany z lep­szym stanem uzę­bi­enia. Określil­iśmy flu­or jako przy­czynę zdrowia zębów. Łączymy ter­az ten pro­ces z inny­mi przy­pad­ka­mi użytecznej wiedzy, w której zmi­any jakiegoś czyn­ni­ka wiążą się z pożą­dany­mi przez nas wynika­mi. Zysku­je­my w ten sposób kon­trolę nad światem. Metafizy­czne kon­cepc­je nie dają nam żad­nej nowej wiedzy o świecie. Po pros­tu poszuki­wanie użytecznych reakcji jed­nych czyn­ników na drugie nazy­wamy poszuki­waniem przy­czyn.

Anal­iza przy­czynowoś­ci nie przynosi głębo­kich, uprzed­nich wzglę­dem nau­ki prawd na tem­at świa­ta. Nato­mi­ast ułatwia nam pracę z wiedzą, którą już posi­adamy albo którą może­my nabyć na drodze roz­wo­ju naukowego.

Tłu­macze­nie: Elż­bi­eta Droz­dows­ka


John D. Nor­ton – Pro­fe­sor Uni­w­er­syte­tu w Pitts­burghu. Jego zain­tere­sowa­nia naukowe doty­czą filo­zofii i his­torii nau­ki. Pode­j­mu­je m.in. zagad­nienia doty­czące ter­mo­dy­nami­ki i przetwarza­nia infor­ma­cji, przy­czynowoś­ci, ekspery­men­tów myślowych w fizyce czy indukcji. Jest uznanym badaczem dorobku Ein­steina – pra­cow­ał nad zebraniem, przetłu­macze­niem i wydaniem zbioru wszys­t­kich jego prac w pro­jek­cie Ein­stein Papers.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: fifthdi­men­sion

Najnowszy numer można nabyć od 3 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy